Dodaj do ulubionych

Droga do zagłady?

17.01.09, 20:29
Czytam sobie te Wasze posty i widzę, że jestem na drodze do zagłady.
Drogie Pani, w szczególności zwracam się do mężatek.
Mamy z żoną drójkę wspaniałych dzieci i niby wszystko dobrze jest
(na pozór) ale od 7 miesięcy ani razu nie uprawialiśmy seksu. A od
jakiś 2 lat najwyżej raz na kilka miesięcy. Mamy 34/34 lata i zawsze
wydawało mi się, że w sile wieku to takich problemów być nie może. A
jednak. Moja żona od długiego czasu mówi, że ona tego "zwieżęcego
aktu" nienawidzi i niepotrzebuje. Ciekawe tylko że jakieś 7 lat temu
mogliśmy konkurować z niejednym królkiem. Ona twierdzi, że "nie
rozmawiamy" (oczywiście nie zgadzam się, ale możliwe, że nie zdaję
sobie sprawy z tego ile można gadać) a ja nie chcę gadać skoro ona
ze mną nie sypia. No i pat. Przyznam, że już całkiem bliski jestem
poszukania kochanki (a nieskromnie przyznam, że to wcale takie
trudne nie jest) ale uważam, że to nie jest fair i nie po to się
pobieraliśmy i mamy dzieci, żeby teraz tak sobie pokomplikować. Sam
wiem, że żonie niewybaczyłbym zdrady.
Sam znowu mam wrażenie, że Ona ma naprawdę dobre życie. Na szczęście
stan materialny umożliwia nam w zasadzie wszystko co chemy prawie
bez ograniczeń. Ale szczęścia jakby brak...
Ale smutna prawda jest taka, że po 7 miesiącach suszy, to ciężko
jest przyglądać się jak inni piją a puchary pełne wody stoją całkiem
niedaleko...
Chętnie poznałbym Wasze opinie na ten temat (z góry dziękuję za
poświęcony czas). Czy tak jest zawsze? Czy jesteśmy z księżyca? Czy
7 miesięcy to poprostu się niezdarza (niestety czytając te forum
widzę, że się niestety zdarza...)? Czy jestem łotrem skoro już mam
tego dość i zaraz poszukam sobie koleżanki?
Obserwuj wątek
    • sobakapawlowa Re: Droga do zagłady? 17.01.09, 21:59
      Tak. Kurs jaki obraliście razem z żoną ( jak widzę to ona trzyma ster)prowadzi wprost do katastrofy. Zmuś połowicę ( prośbą czy groźbą - nieważne)do rozpoczęcia leczenia , inaczej obudzisz się z ręką w nocniku. Nie daj sobie wmówić , że musisz jeszcze poczekać , że to minie i już niedługo będzie lepiej, bo nie będzie. A swoją drogą zawsze mnie dziwiła i chyba nigdy nie przestanie ta fenomenalna cecha pamięci kobiet- zawsze przeszłość jest taka jakiej pragną by była. Mimo wszystko pozdrawiam.
    • killarney5 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 05:10
      Odrzucenie przez Twoją żonę seksu z Tobą to podważenie podstaw małżeństwa i
      odrzucenie Ciebie jako mężczyzny: masz pełnić rolę użytecznego sprzętu domowego.
      Przepraszam za brutalność, ale jak mogłeś to tyle czasu tolerować?
      Przez samo takie tolerowanie również przestałeś w pewnym sensie być mężczyzną w
      jej oczach, co pogłębiło problem. Według mnie, jedyna szansa to potrząśnięcie
      nią. Powiedz jasno, ze tak dalej być nie może - tobie jest potrzebna kobieta w
      łóżku, a nie tylko matka dzieciom i pani domu. Więc jeśli ona nie chce już
      pełnić tej roli, to poszukasz innej, która da Ci to, czego ona odmawia. Tylko
      musisz być twardy - żona musi poczuć, ze zagrożenie utratą wygodnego życia jest
      realne. Taka perspektywa nieraz zamienia bryłę lodu w wulkan namiętności. Co ma
      to wspólnego z rzeczywistymi uczuciami i jak długo potrwa - zależy od
      konkretnego przypadku. Ale innej szansy nie ma - bo po co ona ma coś mieniać,
      skoro jej tak wygodnie? A życie masz jedno..
      • songo3000 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 12:13
        > skoro jej tak wygodnie? A życie masz jedno..
        Ja tam jestem przekonany o istnieniu reinkarnacji ale i tak można powiedzieć, że TO życie masz jedno :DDD
        • renebenay Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 14:15
          Przeciez mozna te sprawy zalatwic w dosc dyplomatyczny sposob i wystarczy aby
          podsunac zonie powody do podejrzen twojej niewiernosci jak rowniez wyraznych
          sygnalow ze,jest ktos inny oprucz niej w twoim zyciu.Poprostu inaczej sie
          ubierac(modniej),pozniej wracac z pracy,chodzic czesto zadumany,mozna tez
          specjalnie zostawic jakis tygodnik i szczegolnie z widoczna strona opisujaca abc
          rozwodow,tez dobry sposob jest na chowanie telefonu czy konczenie rozmowy kiedy
          zona wchodzi do pomieszczenia,itd,itd.Przedewszyskim jak najmniej rozmawiac z
          zona i stale na jej podejrzenia odpowiadac negatywnie,dajac jej wyrazne
          sygnaly(nigdy slowa) zagrozenia waszego zwiazku powinno zmusic zone do jakiejs
          refleksji.To nie znaczy zdradzac ale ja pozorowac i w ten sposob upewnisz siebie
          w planach na przyszlosc,jezeli zona bedzie sie bic o ciebie to znaczy ze,cie
          kocha a jezeli nie to przynajmniej bedziesz mogl pozory zamienic w realna
          kochanke i dlaczego nie zyc z inna kobieta.
          • murakami2 Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 12:27
            renebenay napisał:

            > Przeciez mozna te sprawy zalatwic w dosc dyplomatyczny sposob i wystarczy aby
            > podsunac zonie powody do podejrzen twojej niewiernosc


            Z tym to ja się nie zgadzam w większości przypadków. To może działać na parę,
            która się pokłóciła bądź problemy ma z dominacją, natomiast w długotrwałym
            związku, z dziećmi, podobne dowody "lojalności" wobec małżonka mogą prowadzić do
            utraty zaufania, mimo że paradoksalnie były próbą odzyskania go. Ja bym się
            poczuła, niezależnie od reglamentacji seksu, jak idiotka, której mąż nie dość,
            że nie rozumie, to jeszcze zdradza, zatem może nie jest to mężczyzna z
            prawdziwego zdarzenia? I jeszcze się idiota kiepsko maskuje. Co za barana mam za
            męża. Słusznie nie chodzę z nim do łóżka.
            • urquhart Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 14:29
              murakami2 napisała:
              > Z tym to ja się nie zgadzam w większości przypadków. To może działać na parę,
              > która się pokłóciła bądź problemy ma z dominacją, natomiast w długotrwałym
              > związku, z dziećmi, podobne dowody "lojalności" wobec małżonka mogą prowadzić d

              Opcja planu B działa, działa w większości przypadków, nie tylko w związkach ale i w różnych innych relacjach np zawodowych. Prawodawca jeżeli tylko zauważy że sypia się oferty dla jego pracownika, błyskawicznie znajduje pieniądze na długo oczekiwana podwyżkę, a zonie nagle pojawiają się chęci na figle. Tu chodzi żeby pokazać widzisz mam plan B na wyciągniecie reki ale wolałbym być z Tobą, ale musisz spełnić moje oczekiwania.
              Ale to działa jedynie jeśli pokaże się swoją wartość, a nie jest się osobnikiem łatwym do wymiany na inny model jak kasjerka w markecie, że faktycznie partner czy pracodawca utraci coś. Drugi warunek: należy pokazać że nie boje się ryzyka zmiany które paraliżuje tak wiele osób.
              • murakami2 Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 21:28
                Prawodawca jeżeli tylko zauważy że
                > sypia się oferty dla jego pracownika, błyskawicznie znajduje pieniądze na dług
                > o oczekiwana podwyżkę, a zonie nagle pojawiają się chęci na figle. Tu chodzi że
                > by pokazać widzisz mam plan B na wyciągniecie reki ale wolałbym być z Tobą, ale
                > musisz spełnić moje oczekiwania.

                No dobra, ale przyznasz, że praca to nie dom. Można pracownikowi dać podwyżkę i
                już. Pracodawca nie rozsypie się psychicznie w takiej sytuacji. A Ja tu mówię o
                kryzysie zaufania w związku. Powiedzmy, że rzeczywiście żona jest w stanie
                dostrzec, że to jej błędy powodują interakcję. Ale może sobie pomyśleć wtedy i
                zapamiętać na zawsze, że mąż jej najpierw "przyłożył", a potem wyjaśnił, dlaczego.
                Ja twierdzę, że naturalną ludzką reakcją na próbę zdrady - nawet fałszywej -
                jest poczucie krzywdy. Refleksja może nadejdzie później, ale wcale nie musi.
                Ludzie po takich aktach udawanej zdrady wcale nie muszą nagle odzyskać związek.
                • mujer_bonita Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 22:17
                  murakami2 napisała:
                  > Ale może sobie pomyśleć wtedy i zapamiętać na zawsze,
                  > że mąż jej najpierw "przyłożył", a potem wyjaśnił, dlaczego.
                  > Ja twierdzę, że naturalną ludzką reakcją na próbę zdrady - nawet
                  fałszywej -
                  > jest poczucie krzywdy. Refleksja może nadejdzie później, ale wcale
                  nie musi.

                  Dokładnie. Szczególnie, że tu sytuacja jest dwostonna - oboje mają
                  do siebie o coś pretensje. Sytuacja jest taka: 'dlaczego ja mam Ci
                  dawać to czego chcesz, skoro Ty nie dajesz mi tego, czego ja chcę'.
                  Rozwiązanie sprawy 'pogrożeniem' kochanką wywołać może właśnie w
                  pierwszej kolejności poczucie krzywdy. Dalej poczucie krzywdy będzie
                  rozło jak ona będzie robić to, czego on chce nie dostając nic w
                  zamian (bo po co coś robić, skoro można użyć argumentu kochanki). To
                  raczej prosta droga do kompletnego zepsucia relacji między nimi.
                  • songo3000 Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 22:59
                    Zauważcie, że 'poczucie krzywdy', nawet takie za mgłą zawsze wystąpi jeśli tylko się nagniemy do potrzeb partnera ze swojej wygodnej pozycji. Nawet jeśli chęć zmiany czy dania czegoś z siebie wyniknie z nas samych gdzies tam we wnętrzu będzie kołatało "a właściwie po cholerę to robię, przecie wsio było OK".
                    • urquhart Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 01:59
                      Nie zapominajcie że z reguły jeżeli ktoś szuka rozwiązaniu w postaci
                      przygotowywania planu B to też ma poczucie krzywdy ignorowania swoich potrzeb
                      czy bycia wykorzystanym, druga stona dopóki wszystko idzie po jej myśli jest
                      przekonanaze wszystko jest ok.
                      Zatem możemy mówić o równym rachunku poczucia krzywdy.
                      • mujer_bonita Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 02:19
                        urquhart napisał:
                        > Zatem możemy mówić o równym rachunku poczucia krzywdy.

                        Czyżby?

                        On - poczucie krzywdy wynikające z braku seksu
                        Ona - poczucie krzywdy wynikające z braku bliskości (rozmów)
                        Wzajemne pretensje.

                        Plan B polegający na polepszeniu jego sytuacji w efekcie prowadzącym
                        do zwiększenia jej poczucia krzywdy nazywasz 'równym rachunkiem
                        poczucia krzywdy'?
                        • urquhart Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 03:35
                          mujer_bonita napisała:
                          > On - poczucie krzywdy wynikające z braku seksu
                          > Ona - poczucie krzywdy wynikające z braku bliskości (rozmów)
                          > Wzajemne pretensje.

                          Brak rozmów bliskości z partnerem można etycznie rekompensować sobie w innych relacjach np z przyjaciółkami, rodziną, dziećmi.
                          Braku seksu nie da etycznie przenosić na inne relacje. Szuka się innego partnera. Albo godzi się na zaspokajanie ich w burdelu.
                          To na pewno nie jest równe.
                          • mujer_bonita Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 08:32
                            urquhart napisał:
                            > Brak rozmów bliskości z partnerem można etycznie rekompensować
                            sobie w innych
                            > relacjach np z przyjaciółkami, rodziną, dziećmi.

                            To ma być żart? Ma budować bliskość z przyjaciółką i uprawiac seks z
                            obcym facetem jakim staje się dla niej mąż? Czy Ty naprawdę myślisz,
                            że bliskość z mężem może zastąpić rodzina????

                            Dla Twojej informacji - jest sporo ludzi (szczególnie kobiet),
                            którzy do pójścia z kimś do łóżka potrzebują bliskości z tą osobą.
                            Nie z rodziną i przyjaciółmi.
                            • urquhart To facet ma sie dostosować! 20.01.09, 12:07
                              mujer_bonita napisała:
                              > Dla Twojej informacji - jest sporo ludzi (szczególnie kobiet),
                              > którzy do pójścia z kimś do łóżka potrzebują bliskości z tą osobą.

                              Pewno ty z kolei nie zwróciłaś uwagi na drugą część tej wyświechtanej reguły że większość mężczyzn do wyrażania i budowania bliskości potrzebuje seksu i a kobieta jak sama zauważyłaś odwrotnie.
                              Bo widać patrzysz na świat jednostronnie oczami kobiety dla której nie ważne są odczucia męskiego świata i budowanie pomostu,kompromisu pomiędzy nim a twoim światem. Ważne żeby to facet się dostosował. Każde inne rozwiązanie jest uwłaczające i upokarzające kobiecie i pachnie zdradą feministycznych ideałów.
                              Tylko zwróć uwagę na rozczarowującą regułę że nawet jak się tacy pantoflarscy faceci trafią, którzy nie są sobą dla wygody i dadzą się zdusić i faktycznie podporządkują są szybko odstawieni od łoża, pogardzani i żałośni dla kobiet.
                              • mujer_bonita Re: To facet ma sie dostosować! 20.01.09, 13:44
                                Naprawdę współczuję Ci krzywdy, której jakiej doznałeś od kobiety,
                                że tak sie na nich wyżywasz :/

                                > Bo widać patrzysz na świat jednostronnie oczami kobiety dla której
                                nie ważne są
                                > odczucia męskiego świata i budowanie pomostu,kompromisu pomiędzy
                                nim a twoim ś
                                > wiatem

                                No właśnie ja mówię o KOMPROMISIE. Kompromis Twoim zdaniem ma
                                ploegać na rezygnacji z tego czego potrzebuje kobieta. Chce
                                bliskości z mężem? Niech sobie poszuka u rodziny czy koleżanki. To
                                jest kompromis?

                                Kompromis to coś za coś - on jej więcej bliskości - ona jemu więcej
                                seksu. To jest kompromis i partnerstwo.

                                Jeżeli ona swoją potrzebę bliskości będzie załatwiać 'poza'
                                małżeństwem to szybko dojdzie do wniosku, że mąż jest zbędny a wręcz
                                uciążliwy z ciągłym domaganiem się seksu nie dając nic z siebie. To
                                co proponujesz to nie kompromis tylko prosta droga do rozwodu.
                          • gardenersdog Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 08:39
                            >> Brak rozmów bliskości z partnerem można etycznie rekompensować sobie w innych
                            relacjach np z przyjaciółkami, rodziną, dziećmi.
                            Braku seksu nie da etycznie przenosić na inne relacje. Szuka się innego
                            partnera. Albo godzi się na zaspokajanie ich w burdelu.
                            To na pewno nie jest równe.


                            lol! Tylko facet mógł napisać coś tak "etycznie" pokrętnego!
                            • urquhart konsekwencja 20.01.09, 12:23
                              > lol! Tylko facet mógł napisać coś tak "etycznie" pokrętnego!

                              No jasne. Bo wymaga to minimum męskiej konsekwencji.

                              Albo trzymasz się koncepcji religijnych dogmatyków że związek jest wartością nadrzędną, nierozerwalną. Wtedy odmawianie współżycia jest niedopuszczalne, a jak to nie wystarczy to akceptujemy do wyżycia się burdel (wide Tomasz z Akwinu).
                              Albo nadrzędną jest wolność i samostanowienie jednostki, która ma prawo odmówienia seksu, ale wtedy związek jest jedynie umową i druga jednostka ma prawo szukać innego partnera jeżeli kiedy ten narusz te umowę i ogranicza prawo i jego cel do zrealizowania się w nim miedzy innymi seksualnie.
                              • gardenersdog Re: konsekwencja 20.01.09, 13:56
                                Tomasza z Akwinu to może zostaw w spokoju, bo zaplączemy się w klincz, w którym
                                mężczyzna to forma, a kobieta materia, i dzięki temu tworzą jedno...Dziękuję.
                    • murakami2 Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 15:52
                      songo3000 napisał:

                      > Zauważcie, że 'poczucie krzywdy', nawet takie za mgłą zawsze wystąpi jeśli
                      tylko się nagniemy do potrzeb partnera ze swojej wygodnej pozycji. Nawet jeśli chęć
                      > zmiany czy dania czegoś z siebie wyniknie z nas samych gdzies tam we wnętrzu
                      będzie kołatało "a właściwie po cholerę to robię, przecie wsio było OK".


                      Mniejsza jednak szansa, jeśli człowiek zostanie uprzedzony, że druga strona
                      naprawdę cierpi i niedługo coś zrobi, jeśli wspólnie problem nie zostanie
                      rozwiązany. Uderzanie od razu w oczy radykalnym rozwiązaniem nie prowadzi do
                      dialogu. Tylko w serialach na polsacie prowadzi.
                      Swoją drogą, jeśli ktoś czuje się dobrze w związku, to mniejsza jest szansa, że
                      zrozumie drugiego, według starej zasady "najedzony nie rozumie głodnego". Może
                      taka postawa wydać się skrzywdzonemu egoistyczna, ale radykalne cięcia w stylu
                      udawana zdrada do oświecenia nie zaprowadzą. No mnie by nie zaprowadziły.
    • aandzia43 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 13:33
      Ona twierdzi, że "nie
      > rozmawiamy" (oczywiście nie zgadzam się, ale możliwe, że nie zdaję
      > sobie sprawy z tego ile można gadać) a ja nie chcę gadać skoro ona
      > ze mną nie sypia. No i pat.

      A dlaczego, jeśli można wiedziec, nie chcesz z nią porozmawiac? Hę? Może w
      trakcie tej rozmowy coś by cię oświeciło w kwestii waszych problemów? No nie? A
      może guzik cię obchodzi to, co ona ma do poweidzenia? Bo może według ciebie WY
      nie macie żadnych problemów? Problemem jest tylko twoja niezapokojona potrzeba
      wyruchania kogoś? Czyżby następny chłopczyk tupiący nóżką, mający do powiedzenie
      tylko jedno: JA chcę, JA chcę!!!

      Zwracasz się do pań i mężatek, to ci odpowiadam. Jak podejmiesz trud, by
      dowiedzeic się (na tyle, na ile to jest możliwe), o co chodzi twojej żonie, to
      możesz dyskutowac na forum. Na razie, tylko wylewasz żale. I szukasz
      rozgrzeszenia szykując się do skoku w bok. Nie zawracaj głowy.
      • killarney5 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 15:01
        Andziu, bądź poważna - przecież już mu powiedział najważniejsze: że seks to
        zwierzęcy akt, i ze ona go nie potrzebuje. O czym tu według ciebie jeszcze
        rozmawiać? Przecież to typowy syndrom modliszki, sto razy opisywany na forum:
        wielka miłość do poczęcia potomka - a potem tylko rola bankomatu, symbolu
        statusu i pomocy domowej.
        • aandzia43 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 15:34
          O czym tu według ciebie jeszcze
          > rozmawiać? Przecież to typowy syndrom modliszki, sto razy opisywany na forum

          Jesteś tego pewna na 100%? Hmmm... tak mi się przypomniało, jak wiele lat temu
          zwróciłam się do małża podobnymi słowy (zwierzęcy seks, czy cos w tym rodzaju).
          Czemu? Nie dlatego, ze nie lubie czasem ostrzejszej i mniej skomplikowanej formy
          seksu. Dlatego, ze malz byl wowczas kompletnie niezainteresowany tym, jakie sa
          moje wymagania i potrzeby lozkowe. I rozmowy tez go nie interesowaly (bo ilez
          mozna rozmawiac, nie). I pozycia nie bylo miesiacami. Dlaczego? Bo byl lozkowym
          burakiem, a ja z okopowymi nie sypiam. Ale gdyby wysmazyl zalosliwego posta na
          tym forum, to znalezliby sie tacy, co bez refleksji pocieszaliby go, nei zadajac
          zadnych niewygodnych pytan. Rozmowa prowadzaca do jakichkolwiek sensownych
          wnioskow musi zawierac niewygdne pytania.
          • urquhart Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 18:39
            aandzia43 napisała:
            > Jesteś tego pewna na 100%? Hmmm... tak mi się przypomniało, jak wiele lat temu
            > zwróciłam się do małża podobnymi słowy (zwierzęcy seks, czy cos w tym rodzaju).
            > Czemu?

            Zespół modliszki jako taki wynika akurat konkretnych przyczyn, co pewno łatwo sprawdzić i ocenić. Wychowanie przez dominującą matkę w negacji i lekceważenia świata męskiego. Samotną, albo żyjącą z wycofanym partnerem. Wtedy urodzenie dziecka dla jej córki staje się katalizatorem nieświadomego przelania tych wszystkich wpojonych w dzieciństwie złych uczuć na męski świat na partnera, niezależne od jego pozytywnych czy negatywnych cech.
            Smutne to ale i częste biorąc pod uwagę jak często samotne matki przelewa swoją nienawiść i rozczarowania względem partnera na córkę. Oczywiście tworzy to błędne koło, bo cierpliwość facetów ma granice i następna kobieta zostaje sama z dzieckiem i jeżeli to córka zaszczepia jej nienawiść do mężczyzn która wybucha nieuświadomiona i jest tłumaczona że się taki świnia trafił.
            • aandzia43 Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 19:17
              Hmmm... cos ci się Urquhart źle podpięło. Domniemywam, iż z przypadku, a nie z
              głupoty. Bo wielka byłaby to głupota dopisywac dramatyczny ciąg dalszy mojej
              historii, jeśli została ona już dawno dopisana przez życie. I nijak ma się do
              twoich "modliszkowych" insynuacji.
              Poza tym dokonałeś manipulacji wycinając moje wyjaśnienie opisanej wyżej
              sytuacji. Zatrzymałeś się na moim "czemu?", podczas, gdy ja wyraźnie wyjaśniłam
              "czemu?".

              Jednym słowem: tekst pełen truizmów i oczywistości nie pod tym adresem. Jeśli
              nie znasz mojej historii, to postaram ci się raz jeszcze wytłumaczyc, że jednak
              nie jestem wielbłądem:
              Nie jestem samotną matką, nie zostałam nią po urodzeniu dziecka, nie zionę
              nienawiscią do partnera,nie jestem modliszką, jestem z tym sam facetem prawie
              cwierc wieku, w porywach tak satysfakcjonjąco, ze życzyałbym kazdemu na tym
              forum. Zmień adres.
              • urquhart Re: Droga do zagłady? 18.01.09, 19:42
                aandzia wyluzuj, rozdrapałaś chyba jakieś swoje złe wspomnienia, przecież to wątek o jakiejś sytuacji nie zaraz wszystko o tobie
                kwestionujesz że to że autor może być symbol modliszki, bo niechęć może mieć przyczynę gdzie indziej jak u ciebie, ja odniosłem się jedynie do tego że czy w danym przypadku autora wątku można mówić czy nie o zespole modliszki czy o innych przyczynach obrzydzenia łatwo ocenić jeżeli się wie co to w zasadzie jest (czyżby faktycznie uważasz że to truizmy? nie spodziewam się)
                • aandzia43 Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 14:58
                  urquhart napisał:

                  > aandzia wyluzuj, rozdrapałaś chyba jakieś swoje złe wspomnienia,
                  przecież to w
                  > ątek o jakiejś sytuacji nie zaraz wszystko o tobie

                  Ponieważ, jak zauważyłes, jest to watek "o jakiejs tam sytuacji",
                  a "nie zaraz wszystko o mnie" to nie wstawiaj bezsensownie tekstu w
                  mój, stanowiący całość tekst, traktujący o mojej sytuacji.
                  Nieeleganckie aluzje do hipotetycznych "złych wspomnienień"
                  przemilczę.

                  > kwestionujesz że to że autor może być symbol modliszki, bo niechęć
                  może mieć pr
                  > zyczynę gdzie indziej jak u ciebie,

                  NIE KWESTIONUJĘ! Nie manipuluj. Zwróciłam uwagę na to, że zbyt mało
                  wiemy, by tak radośnie wypowiadac się na temat tego, czy u żony
                  założyciela wątku to syndrom modliszki, czy cokolwiek innego.
                  Zdenerwowała mnie ta lekkość wydawania wyrokow na podstawie jednego
                  zdania, które mozna interpretować na sto sposobów. Jeden z
                  alternatywnych sposobów podsunęłam.


                  (cz
                  > yżby faktycznie uważasz że to truizmy? nie spodziewam się)


                  Masz rację, to nie takie truizmy, by nei było warto o nich pisać.
                  Ale w odpowiednio sformułowanym i podpiętym poście. Wtedy spełniają
                  swoją rolę.
                  • urquhart Re: Droga do zagłady? 19.01.09, 15:45
                    aandzia43 napisała:
                    > Zdenerwowała mnie ta lekkość wydawania wyroków na podstawie jednego
                    > zdania, które można interpretować na sto sposobów. Jeden z
                    > alternatywnych sposobów podsunęłam.

                    Ja tez podsunąłem. Pomocą w interpretacja jest dodatkowe zapytanie o relacje małżonki z matką. Pasuje albo nie pasuje do opisu zespołu modliszki.

                    > Nieeleganckie aluzje do hipotetycznych "złych wspomnienień"
                    > przemilczę.

                    Ja też sugerowanie mi głupoty prawie już zapomniałem.
                    • papuga66 Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 08:01
                      To normalne. Seks spowszedniał (wcześniej) małżonce i dlatego ją nie
                      kręci.
                      • 3marcus Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 22:47
                        To może jako autor wątku dodam kilka słów.
                        Widzę, że pojawił się wątek modliszki, skoku w bok oraz wątek
                        spowszechnienia.

                        Ano co do modliszki, to przyznam, że zawsze podejrzewałem. Jeśli
                        chcecie zadać kilka pytań to możemy wspołnie przeprowadzić test
                        modliszki. Obiecuję szczere odpowiedzi.

                        Co do szukania rozgrzeszenia co do skoku w bok, to pewnie nieraz i
                        miałbym ochotę (z czasem coraz baaaaaardziej). Jednak m.in. mój wpis
                        na tym forum ma mi podmóc podjąć tę decyzję - tzn. czy jest
                        nadzieje, czy lepiej nie marnować czasu tylko pomoc sobie.

                        A co do spowszechnienia to (zwracając się znów do doświadczonych
                        mężatek i nie tylko) jeśli tak niby jest i to jest powszechne, to
                        chyba zdrada jest jedynym wyjście (znów, nie żebym szukał
                        rozgrzeszenia itp. ale na poważnie, niezaspokojona potrzeba musi
                        znaleźć ujścia a przecież żony gwałcić nie będę...). Jasne jest, że
                        z czasem z tą samą osobą to faktycznie robi się rutynowe etc. etc.
                        etc. Ale jednak w naszym przypadku to (moim zdaniem oczywiście) było
                        na tyle nagłe, że wydaje mi się, że wątek modliszki wydaje się warty
                        rozpatrzenia. Bo to było tak: przed śłubem (hmmm... jakieś 8-9 lat
                        temu), brakowało wszystkiego ale nie seksu w naszym związku (do bólu
                        normalnie...). Potem po pierwzym dzieciu (6 lat temu), pierwsza
                        zapaść, zdecydowanie słabiej, ale 2 razy na tydzień pewnie było.
                        Potem drugie dziecko. Dół. Sporadycznie, może raz na 2 miesiące. No
                        a ostatnie 7-8 miesięcy to susza kompletna.
                        Żona obstaje przy tym, że życie ma tyle obowiązków i że jest
                        zestresowana i wogóle jest ciężko. No niby tak, ale kurczę, komu
                        jest lekko? Tyle ludzi ma dzieci, pracę, musi zrobić obiad, wynieśc
                        śmieci, etc. I tak mamy opiekunkę do dziecka (12h dziennie,
                        codziennie) oraz Panią od sprzątaka i prasowania (1 pełny dzień w
                        tygodniu) i super obsługowe przedszkole, które o wszystkim na
                        przypomina. Więc chyba bez przesady, takie poprostu jest życie!?
                        • mujer_bonita Re: Droga do zagłady? 20.01.09, 23:20
                          3marcus napisał:
                          > Żona obstaje przy tym, że życie ma tyle obowiązków i że jest
                          > zestresowana i wogóle jest ciężko. No niby tak, ale kurczę, komu
                          > jest lekko? Tyle ludzi ma dzieci, pracę, musi zrobić obiad,
                          wynieśc
                          > śmieci, etc. I tak mamy opiekunkę do dziecka (12h dziennie,
                          > codziennie) oraz Panią od sprzątaka i prasowania (1 pełny dzień w
                          > tygodniu) i super obsługowe przedszkole, które o wszystkim na
                          > przypomina. Więc chyba bez przesady, takie poprostu jest życie!?

                          Żona nie pracuje zawodowo? Ma czas dla siebie, na odpoczynek, relaks?

                          W takim układzie 7 miesięcy to rzeczywicie jakieś kuriozum. Albo ma
                          do Ciebie o coś baaardzo silny żal albo przestałeś ją pociągać
                          (uwaga dla panów, którzy zaraz mnie zlinczują - nie mówimy o winie
                          tylko o powodzie).

                          Piszesz, że ma do Ciebie pretensje, że za mało rozmawiacie.
                          Pieniądze szczęścia nie dają - 'przed ślubem brakowało wszystkiego
                          tylko nie seksu'. Pieniądze, wygoda nie zastąpią bliskości, która
                          jak widać gdzieś po drodze się zagubiła (nie mówię, że z Twojej
                          winy).
                          • papuga66 Do Markusa 21.01.09, 08:10
                            Drogi Markusie
                            To nie jest droga do zagłady. Na tym "świat" się nie kończy.
                            Ale ......? przeczytaj, proszę dokładnie mój wątek z 19.01. Są to głębokie
                            przemyślenia bardzo doświadczonej osoby (z dużym stażem małżeńskim), osobiste -
                            to prawda, ale także w oparciu o przeżycia moich rówieśników.
                            Coś w tym musi być skoro problem istnieje i na tak szeroką skalę. To co powiem
                            teraz to oczywiście banał ale.. Na początku zawsze jest pięknie, cudownie,
                            kolorowo, bo jesteśmy sobą zafascynowani, zauroczeni, poznajemy siebie, uczymy
                            się siebie, swojego ciała i to jest PIĘKNE!, bo nic innego się nie liczy i nie
                            ma większego znaczenia. Ale po pewnym czasie(i tu uwaga!u każdego przychodzi to
                            w innym etapie życia) bańka mydlana pęka. Powody właściwie nie mają tu już
                            znaczenia, bo każdy jest dobry ( chroniczne przemęczenie, choroba, dzieci,
                            problemy zawodowe, kłopoty rodzinne, skok w bok, czy moja sugestia- nawet w
                            dobrym związku -naturalne wypalenie i zanik pożądania), gdy priorytety życiowe
                            się zmieniają a pożycie schodzi na drugi plan.
                            Tak naprawdę, nikt nie jest w stanie podać dobrego rozwiązania na Twój(i nie
                            tylko) problem, bo jak widać po wypowiedziach - sa skrajnie różne, skrajne,
                            głupie, niepoważne. Ale
                            • papuga66 Re: Do Markusa cd 21.01.09, 08:27
                              cd ....Tak naprawdę, nikt nie jest w stanie podać dobrego rozwiązania na Twój(i
                              nie tylko) problem, bo jak widać po wypowiedziach - są skrajnie różne, skrajne
                              głupie, niepoważne i niedojrzałe.
                              Ale powiem na koniec, że jesteś najnormalniejszym facetem pod słońcem,
                              absolutnie nie z księżyca i to co przeżywasz jest zjawiskiem "pospolitym".
                              Decyzja, jaka podejmiesz, powinna być wynikiem wyłącznie Twoich przemyśleń,
                              Twojego sumienia i Twoich potrzeb.
                              Życzę powodzenia, głowa do góry!!
                    • aandzia43 Re: Droga do zagłady? 22.01.09, 21:48
                      Po prostu bądź tak miły i nie manipuluj cudzymi wypowiedziami. Bo to
                      JEST głupie. Poza tym jest zbyteczne, niczego do dyskusji nei wnosi
                      i zaciemnia obraz.
      • prosty_facet Re: Droga do zagłady? 01.02.09, 21:39
        aandzia43 napisała:

        > A dlaczego, jeśli można wiedziec, nie chcesz z nią porozmawiac? Hę? Może w
        > trakcie tej rozmowy coś by cię oświeciło w kwestii waszych problemów? No nie? A
        > może guzik cię obchodzi to, co ona ma do poweidzenia? Bo może według ciebie WY
        > nie macie żadnych problemów? Problemem jest tylko twoja niezapokojona potrzeba
        > wyruchania kogoś? Czyżby następny chłopczyk tupiący nóżką, mający do powiedzeni
        > e
        > tylko jedno: JA chcę, JA chcę!!!
        >
        > Zwracasz się do pań i mężatek, to ci odpowiadam. Jak podejmiesz trud, by
        > dowiedzeic się (na tyle, na ile to jest możliwe), o co chodzi twojej żonie, to
        > możesz dyskutowac na forum. Na razie, tylko wylewasz żale. I szukasz
        > rozgrzeszenia szykując się do skoku w bok. Nie zawracaj głowy.
        >


        Święte słowa - brawo ....
    • jedenon Re: Droga do zagłady? Tak -( 21.01.09, 08:56
      Witaj pewnie za dużo mądrego nie powiem ale może znajdziesz coś dla siebie i coś
      z tym zrobisz.
      Według mnie pierwsze co powinieneś zrobić to znaleźć punkt zwrotny. Na pewno był
      taki moment od którego było tylko gorzej w moim przypadku były to narodziny
      dzieci. Myślę że każda kobieta ma po urodzeniu dziecka taki czas że musi zostać
      sama tzn nie dosłownie ale mąż musi dać jej trochę czasu fizycznego i
      psychicznego u mnie problem polegał na tym że ten czas trwał kilka lat.
      Zgubiliśmy się po drodze mieszkaliśmy razem spaliśmy w jednym łóżku ale tak
      naprawdę byliśmy daleko od siebie. Dodam że zapewne tak jak Ty nie jestem za
      bardzo rozgadany. Pomogła rozmowa a właściwie trzy w odstępach miesięcznych.
      Powiedziałem że mi jej bardzo brakuje ona odpowiedziała że przecież jest
      codziennie ja odpowiedziałem że wcale jej nie czuję . Powiedziałem że tęsknię do
      niej. To była pierwsza rozmowa. Później była rozmowa o co chodzi i czego
      brakuje. Zrozumiała że jeśli mamy być razem jesli ma to jakiś sens trzeba nad
      sobą popracować Ona stara się zmieniać ja również wrócił sex. Między nami nie
      jest tak jak było kiedyś kiedy byliśmy sami ale jest dobrze i to wystarczy a
      może będzie jeszcze lepiej. -) Postaraj się porozmawiać powiedz najpierw coś
      żeby wiedziała że Ci zależy (bo z tego co czytam to tak jest) Daj jej czas do
      namysłu porozmawiajcie wieczorem na bardzo spokojnie i postaraj się zmieniać
      choć trochę -) Będzie dobrze tylko na to potrzeba zaufania , uporu w działaniu i
      dużej cierpliwości.
      Nie wyskakuj z sexem na pierwszym planie to nie może być na siłę ona musi tego
      chcieć a będzie chcieć jeśli poczuje do Ciebie to co czuła wcześniej jesli
      będzie wiedziała że może na Ciebie liczyć że będziesz jej oparciem. Powodzenia -)
      • mujer_bonita Głos rozsądku ;) n/t 21.01.09, 09:14
        • urquhart Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 05:53
          Piękne to i szlachetne ale jeśli uważasz że rozsądne i sprawiedliwe
          to nie mam więcej pytań.

          Romantyczny ideał opiekuńczego i wytrwałego Wokulskiego czekającego
          latami że może jednak w zimnej pannie Izabeli obudzi się uczucie
          wiecznie żywy.
          • jedenon Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 08:33
            teoretycznie można się z Tobą zgodzić jeśli przyjmiemy że nie zależy nam na
            drugiej osobie (w tym wypadku żonie) to ok po cholerę się męczyć. Ale jeśli
            weźmiemy pod uwagę że autorowi zależy (a w tym przypadku widzę że tak jest) to
            należy podejmować próby naprawy tego co się popsuło. Może powiem w ten sposób
            mnie się udało -) Bo mi zależało wiem że autorowi też zależy inaczej nie wołałby
            o pomoc. Przy odrobinie szczęścia cierpliwości i wyrozumiałości uda się.
            Pozdrawiam
            • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 09:03
              Jedenon,

              Nie przejmuje się urquhqrtem - on jest zwolennikiem własnej teorii,
              że seks ma tak silną rolę 'więziotwórczą' dla mężczyzny, że jak go
              nie ma to facet nic nie musi (nawet zajmować się własnymi dziećmi).

              Najważniejsze, że wam się udało to, co nie udaje się wielu parom.
              Kompromis to trudna kwestia ale tak naprawdę jedyna skuteczna i
              możliwa do zaakceptowania droga dla obu stron.

              Dla mnie najważniejsze z Twojej wypowiedzi jest zdanie:
              'Ona stara się zmieniać ja również wrócił sex'
              • urquhart Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 17:21
                mujer_bonita napisała:
                > Nie przejmuje się urquhqrtem - on jest zwolennikiem własnej teorii,
                > że seks ma tak silną rolę 'więziotwórczą' dla mężczyzny, że jak go
                > nie ma to facet nic nie musi (nawet zajmować się własnymi dziećmi).

                To jedynie wg ciebie urquhqart ma takie teorie. Według zaś urquharta, ty jedynie personifikujesz w urquhqarcie seksistowskie męskie jedynie cechy i poglądy żywcem wyjęte z feministycznej broszurki o seksualnym wyzysku kobiet i pod tym kątem go prześwietlasz pytaniami.

                Bo w kontekście tego co mężczyzna i kobieta musi uważam i powtarzam to że nieodpowiedzialne kobiety odpuszczają sobie seks i bliskość w związku typowo po dziecku, a nieodpowiedzialni ojcowie obowiązki względem dzieci. Jedno ze sobą się ściśle wiąże, ale nie wynika. Jednych i drugich sytuacji bardzo dużo.
                Mężczyźni w związkach gdzie kobieta stara się zaangażować w ich potrzeby, maja szanse nauczyć się wcale nie wrodzonej (jak widać na podstawie ściągalności alimentów) troski i miłości do dzieci. I na odwrót , tam gdzie mężczyźni się zaangażują głęboko, mają szanse i przywrócić na dawne tory miłość i uczucia zastąpione przez biologiczny silniejszy imperatyw relacji z dzieckiem, co jak bumerang wraca na to forum.

                Ale miło mi poniekąd że sama kończysz podsumowaniem że w partnerstwie należy wymagać takiego samego zaangażowania od jednej i od drugiej strony. A nie bronisz już tezy że to oczywiste jest że kobieta której zależy na związku może wycofać zaangażowanie a wiec i seks tylko dlatego że nie ma ochoty. Może, ale jeśli nie trafi na romantycznego bohatera jak w historii powyżej przegra związek.
                Pozdrawiam na koniec.
                • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 19:18
                  urquhart napisał:
                  > Bo w kontekście tego co mężczyzna i kobieta musi uważam i
                  powtarzam to że nieo
                  > dpowiedzialne kobiety odpuszczają sobie seks i bliskość w związku
                  typowo po dzi
                  > ecku, a nieodpowiedzialni ojcowie obowiązki względem dzieci. Jedno
                  ze sobą się
                  > ściśle wiąże, ale nie wynika.

                  Bo nie wynika. Nie rozumiem dlaczego odmowa seksu przez żonę ma się
                  odbijać na dziecku. Ono nie jest stroną w tym problemie.

                  > Mężczyźni w związkach gdzie kobieta stara się zaangażować w ich
                  potrzeby, maja
                  > szanse nauczyć się wcale nie wrodzonej (jak widać na podstawie
                  ściągalności al
                  > imentów) troski i miłości do dzieci.

                  No właśnie nie zgadzam się, że seks z matką nauczy mężczyznę być
                  dobrym ojcem! Mało tego na forum jest baaardzo wielu facetów z
                  problemami z seksem, którzy trwają w swoich związkach właśnie z
                  miłości do dzieci. Jakieś wybrakowane egzemplarze?

                  A co to tych alimentów - rozumiem, że wszyscy Ci faceci rozwiedli
                  się, bo żona odmówiła seksu? Nie było seksu to miłość do dziecka się
                  nie pojawiła? Przeceniasz!

                  Relacja matki z dzieckiem jest silniejsza, chociażby z bilogicznego
                  punktu widzenia, jednak uczucia ojcowskich nie ojciec nie uczy się
                  od matki dziecka! I nie zależy to od tego, czy jest seks czy nie -
                  patrz forum!
                  • jedenon Coś w tym jest 23.01.09, 09:47
                    urquhart trochę racji ma.
                    Po pierwsze na szczęście nie jesteśmy zwierzętami w przyrodzie często jest tak
                    że samica musi bronić przed samcem soje dzieci czemu? I tu właśnie jest
                    podobieństwo dziecko zabiera facetowi kobietę (o tym będzie trochę później)
                    Ponieważ człowiek jest istotą rozumną wie o co w tym wszystkim chodzi ale
                    podświadomie może robić coś co da się odczuć.
                    Po drugie w dużym uproszczeniu dla faceta sex to takie trochę uzależnienie
                    wyobraź sobie że palisz i ktoś zabiera Ci papierosy choć nie dotyczy to innych
                    to na pewno odczują rozdrażnienie i złość.
                    Tak jest i w tym przypadku.

                    Generalnie myślę że tu nie chodzi tylko o sex to tytuł przewodni. Problem polega
                    na tym że w życiu praktycznie każdej rodziny przechodzą zmiany. Największą
                    zmianą są... dzieci. Problem jest w tym ze mężczyzna i kobieta zupełnie inaczej
                    widzą te zmiany. Wróćmy do punktu zero Rodzina składa się z dwóch osób on i ona
                    są dla siebie wszystkim właściwie świat to oni. Są na każde swoje zawołanie. Są
                    sobie najbliżsi na świecie. Rodzi się dziecko i co się dzieje? Dla każdego to
                    piękny moment ale. Nagle okazuje się że ich świat przewrócił się do góry nogami
                    i to żeby było ciekawiej dla faceta bardziej dlaczego? Bo został wyrzucony poza
                    nawias Bo najbliższe osoby mogą być tylko dwie a teraz mamy sytuację że
                    najbliższa osoba to matka i dziecko on ? on też ale ale już nie tak. Dla niej
                    można powiedzieć że ma nową miłość jego też kocha przecież on o tym wie. Do
                    tego dochodzi jeden fakt facet na początku stara się trzymać trochę z boku tzn
                    pomaga i wogóle ale chce dać trochę spokoju nowej mamie bo tak należy problem
                    polega na tym kiedy ten czas przedłuża się w nieskończoność. Nagle okazuje się
                    że są pretensje i z jednej z drugiej strony. Bo Ty teraz tak dużo pracujesz bo
                    Ciebie nie ma przymnie bo to bo tamto. Drogi zaczynają się rozchodzić. Wracając
                    do sexu ponieważ kobiety (najczęściej) do sexu potrzebują czułości miłości jeśli
                    tego nie ma sex staje się coraz gorszy aż wreszcie zanika. Dla faceta sex znaczy
                    zupełnie co innego więc nie rozumie dlaczego tak się dzieje. Jedynym ratunkiem
                    jest rozmowa (oczywiście o ile zależy na związku) jeśli uda się wrócić do punktu
                    zero zobaczyć błędy i choć nad częścią ich popracować to wróci równowaga ona
                    znów zobaczy w nim swojego partnera wróci sex może jeszcze lepszy niż był ale
                    to co ważniejsze wrócą oni. Nie będzie już tak jak było ale może być podobnie. A
                    to wystarczy.
            • urquhart Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 09:40
              jedenon napisał:
              > teoretycznie można się z Tobą zgodzić jeśli przyjmiemy że nie zależy nam na
              > drugiej osobie (w tym wypadku żonie) to ok po cholerę się męczyć.

              Jeżeli komuś nie zależałoby na drugiej osobie napisałby że rezygnowanie z siebie bo "każda kobieta ma po urodzeniu dziecka taki czas" na niewiadomo ile lat to głupota i naiwność.

              Ja napisałem że to piękne i szlachetne.

              Niektóre kobiety uważają zaś że to normalne i rozsądne bo taka jest poniekąd podrzędna rola i odpowiedzialność mężczyzny w związku i miłości. Dbanie i zabieganie zarówno o seks jak i bliskość. O tym rozmawialiśmy właśnie powyżej.
              • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 10:11
                urquhart napisał:
                > Niektóre kobiety uważają zaś że to normalne i rozsądne bo taka
                jest poniekąd po
                > drzędna rola i odpowiedzialność mężczyzny w związku i miłości.
                Dbanie i zabiega
                > nie zarówno o seks jak i bliskość. O tym rozmawialiśmy właśnie
                powyżej.

                Dbanie o bliskość i seks to zadanie obu stron związku. Jeżeli jedna
                ze stron ma jakieś kłopoty to druga automatycznie powinna starać się
                bardziej. Na tym polega miłość i związek. Po to się wiążemy, żeby
                przechodzić przez trudniejsze okresy RAZEM.

                W sumie jak tak czytam Twoje wypowiedzi to naprawdę zaczynam
                zastanawiać się po co kobiecie mężczyzna. Naprawdę nie widzę sensu
                bycia w związku z takim 'modelowym' facetem według Ciebie. Co
                kobieta może z niego mieć? Za wszystko musi zapłacić seksem (bo
                inaczej pan się nie kwapi nawet do własnych obowiązków
                rodzicielskich). To się zwyczajnie NIE OPŁACA!
                • krzysztof-lis Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 11:39
                  > Dbanie o bliskość i seks to zadanie obu stron związku. Jeżeli jedna
                  > ze stron ma jakieś kłopoty to druga automatycznie powinna starać się
                  > bardziej. Na tym polega miłość i związek. Po to się wiążemy, żeby
                  > przechodzić przez trudniejsze okresy RAZEM.

                  Czy to dotyczy również dbania o porządek w domu?

                  Bo moja żona wcale nie uważa, że jeśli ja nie radzę sobie z wypełnianiem
                  obowiązków domowych (zapominam, nie wyrabiam się), to ona powinna w domu
                  pracować więcej.

                  Czy to dotyczy również zarabiania pieniędzy?

                  Na zasadzie, że jak żona straci pracę to mężczyzna musi zarabiać więcej, żeby to
                  zrównoważyć?
                  • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 11:47
                    krzysztof-lis napisał:
                    > Czy to dotyczy również dbania o porządek w domu?

                    Jeżeli przyczyną są niezależne od Ciebie rzeczy to jak najbardziej
                    (zapominanie i 'nie chce mi się') się nie liczy. Jeżeli np. masz
                    okresowo namiar pracy zawodowej, siedzisz po godzinach, wyjeżdżasz
                    to jak najbardziej. U nas tak to działa - podział obowiązków jest
                    równy (nie znaczy symetryczny) ale jak jedna strona nie może, to
                    robi to druga. Staramy się o równowagę.

                    > Czy to dotyczy również zarabiania pieniędzy?

                    W miarę możliwości tak - choć jak wiadomo, nie jest to zależne tylko
                    od nas. Jeżeli np. żona straci pracę i nie może z jakichś powodów
                    znaleść nowej a mąż ma np. możliwość wzięcia nadgodzin to jak
                    najbardziej powinien (no chyba, że i tak wyrabiają się finansowo).
                    Oczywiście powinno to oznaczać przeniesienie większej części
                    obowiązków domowych na żonę.
            • aandzia43 Do jedenon 22.01.09, 21:43
              Jedenon, czy mógłbyś napisać coś więcej na temat swojego małżeństwa
              i odnowienia intymnhyc relacji miedzy tobą i żoną? Przede wszystkim,
              jak długo ten przyjemny stan trwa? Na ile ty jesteś
              usatysfakcjonowany, jak zachowuje się żona?
              Urquhart i Bonita toczą dyskusję na bazie twojego postu, a ja
              cierpię na niedosyt konkretnych informacji. Bo na razie wygląda na
              to, że twoja zimna Izabella nieco się rozgrzała. Co Urquhart zdaje
              się kompletnie zignorował (nie po linii partyjnej?). A może twoje
              zwycięstwo jest chwilowe i nietrwałe? Napisz, jeśli oczywiście
              możesz:-)
          • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 08:54
            urquhart napisał:
            > Piękne to i szlachetne ale jeśli uważasz że rozsądne i
            sprawiedliwe
            > to nie mam więcej pytań.
            >
            > Romantyczny ideał opiekuńczego i wytrwałego Wokulskiego
            czekającego
            > latami że może jednak w zimnej pannie Izabeli obudzi się uczucie
            > wiecznie żywy.

            POGIEŁO CIĘ????

            Gdzie Ty widzisz niesprawiedliwość? Jedenon dobrze opisał co dzieje
            się w wielu związkach - ludzie oddalają się od siebie, znika
            bliskość, znika seks. Jemu udało się to przełamac rozmową,
            wzajemnymi ustępstwami. WZAJEMYMI a nie 'czekaniem aż w zimnej
            pannie Izabeli obudzi się uczucie'. On na nic nie czekał tylko
            DZIAŁAŁ!

            Jaki Wokulski??? Oczywiście Ty widzisz tylko tyle, że on czekał na
            seks. To, że ona czekała na bliskość już jakoś nie jest ważne?. Ja
            rozumiem, że w Twoim świecie kompromis to dawanie dupy przez kobietę
            na zawołanie bo to 'więziotwórcze'. Tylko niech do Ciebie dotrze, że
            z kolei takie działanie dla kobiety jest często upadlające. A
            KOMPROIMS polega na tym, że obie strony coś z siebie dają. OBIE
            STRONY.

            Na szczęście są ludzie, którzy nie myślą tak jak Ty!
            • krzysztof-lis Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 11:40
              > Ja rozumiem, że w Twoim świecie kompromis to dawanie dupy przez
              > kobietę na zawołanie bo to 'więziotwórcze'. Tylko niech do Ciebie
              > dotrze, że z kolei takie działanie dla kobiety jest często
              > upadlające. A KOMPROIMS polega na tym, że obie strony coś z siebie
              > dają. OBIE STRONY.

              Przepraszam, czy transakcja na zasadzie:
              * facet daje czułość,
              * kobieta daje seks,
              nie jest kompromisem?

              Obie strony z siebie coś dają.
              • mujer_bonita Re: Głos rozsądku ? 22.01.09, 11:58
                krzysztof-lis napisał:
                > Przepraszam, czy transakcja na zasadzie:
                > * facet daje czułość,
                > * kobieta daje seks,
                > nie jest kompromisem?
                > Obie strony z siebie coś dają.

                Jak najbardziej. W mojej wypowiedzi odnosiłam się do innych
                wypowiedzi urqhuarta, gdzie stwierdził, że dla mężczyzny seks
                odgrywa ważną rolę więziotwórczą. Dlatego jeżeli kobieta czegoś od
                niego chce (bliskości, opieki nad dzieckiem, pomocy w domu) to
                powinna się z nim przespać bo inaczej on nie będzie
                wystarczająco 'zachęcony'. Czyli de facto kobieta powinna 'kupić'
                sobie seksem wypełnianie przez męża obowiązków domowych i
                rodzicielskich.

                Ja się z tym nie zgadzam. Obie strony powinny dawać sobie to czego
                potrzebują - w miarę możliwości równocześnie.
    • olaj Re: Droga do zagłady? 21.01.09, 21:51
      Może powinniście usiąść i porozmawiać.
      Powiedz jej to, co tu piszesz.
      Ciekawe, co ona odpowie... i jak to wygląda z jej punktu widzenia
      Olenka
      • toy.a Re: Droga do zagłady? 22.01.09, 23:12
        Kiedy ostatni raz dałeś żonie kwiaty, kiedy powiedziałes jej,że
        ładnie wygląda? Jak spędzacie wolny czas, może tak zastanów się co
        Ty wnosisz do małżeństwa oprócz pieniędzy. A może przyda sie wspólna
        terapia, spróbuj namówić na nia żonę, a przee wszystkimto
        porozmawiajcie o problemie.Jedni mówią - jaka noc taki dzień,inni
        jaki dzień taka noc.Zastanów sie jak jest u Was.
    • ignatio.ch Re: Droga do zagłady? 01.02.09, 17:13
      Może po prostu pokaż żonie ten wątek ze słowami: "zobacz, ktos ma
      podobny problem co my!" I zachęć ją do czytania postów na tym forum?
    • kicia031 Re: Droga do zagłady? 01.02.09, 18:06
      Rozmawiac z zona nie chcesz, podzial obowiazkow domowych zalatwiles niania i
      pania do sprzatania raz w tygodniu i nie mozesz biedaku pojac, ze zona nie
      odczuwa wiezi, a co za tym idzie, nie ma ochoty na sex...

      ja piorkuje...
    • prosty_facet Re: Droga do zagłady? 01.02.09, 21:37
      3marcus napisał:

      > Czytam sobie te Wasze posty i widzę, że jestem na drodze do zagłady.


      Czytając posty na różnych forach a także z własnego doświadczenia wiem, że każdy
      ma to na co sobie zasłużył i nie ma co histeryzować ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka