twins_asik
04.02.09, 11:27
baardzo długo zastanawiałam się czy powinnam dzielić się swoim "problemem" ale
sytuacja coraz bardziej napina sie i potrzebuje trzeźwych ocen sytuacji. Może
od początku. Poznaliśmy sie ok 4 miesiące temu, to on aranzował spotkania,
dzwonil pod byle pretekstem.. nie szukałam romansu... ale był codziennie,
miły, usmiechniety, pociagający... lgnelismy do siebie strasznie. Tysiace
smsów, godzinne rozmowy przez telfon. Po miesiacu zdecydowalismy sie na cos
wiecej i nastąpiła jeszcze wieksza eksplozja. CUdownie nam razem w łóżku.
KOchamy się kochać i czerpiemy z tego wieką radość. Problem jest w tym że on
jest żonaty, ma dwójke dzieci, ja też jestem mężatka z 2 dzieciaczków. Baardzo
czesto wyznaje mi miłośc, mówi że chciałby żebym byla jego kobieta, żoną,
chciałby żebyśmy razem mieszkali, byli, że nikt nie dał mu tyle szczęscia.
Tysiące słów miłości... ale ostanio powiedział że gdybym kazała mu wybrać, to
został by przy żonie, bo ona nie jest przygotowana do samodzielnego życia
(nigdy nie pracowała, poświęciła się dzieciom). Twierdzi że nie jest z nią
szczęśliwy ale czuje sie za nią odpowiedzialny. Sytuacja do spotkań nam
sprzyja. On mieszka w Warszawie, jego rodzina we Wrocławiu. Ja jestem służbowo
w Warszawie 2 dni w tyg, i wtedy sie widujemy. Bardzo często jak sie
rozstajemy widze łzy w jego oczach... pózniej przesyła smutne smsy... ostatnio
naspisał że "nie obiecuje dziś juto, pojutrze, ale że napewno bedziemy razem"
ze jestem miłościa jego życia. Zastanawiam sie czy sie mną nie bawi, a z
drugiej strony wiem, że cięzko było by zorganizwać wszystko od początku. W
moim małżeństwie też się nie układa i czuje że z nim mogłabybyć o wiele
bardziej szczęśliwa. Ale czy to nie moja wyobraźnia? czy może zbyt
łatwowiernie uwierzyłam w jego słowa? moze on sie doskonale bawi, grając
słówkami, a ja chwytam je i wierze???? pomózcie prosze.... czy zdarzyły się
Wam takie sytuacje? i jak sie zakońćzyłu??