slmkmc
05.06.09, 15:35
Mam chyba dość nietypowy problem. Częstotliwość pożycia jest w miarę
ustabilizowana i odpowiadająca nam dwojgu. Pożądanie jest ,
lubrykanty ani wzmacniacze niepotrzebne. I tak jest od poczatku
związku a to już kilka... lat. Pomysłowość jest, zabawki bywają ale
w zasadzie niepotrzebne bo tylko przeszkadzają. Pozycje
przetrenowane chyba wszystkie, wiadomo które są przydatne a które są
stratą czasu. Ale od samego poczatku jest jedno malutkie i
dobniutkei, ale jednak "ale" - ja lubię dochodzić powoli,
nieśpiesznie, najpierw długie pieszczoty, choc nie są one warunkiem
mojej "gotowości" ale je po prostu lubię. Owszem są i to wszelkie
możliwe, bez jakichkolwiek zahamowań i wzajemne, by nie było
wątpliwości, choć po dość krótkim - przynajmnije jak dla mnie -
czasie ona odpuszcza i jest juz skupiona raczej na swoim doczuwaniu
moich pieszczot, ja zostaje trochę sam, ale dalej czynię co należy,
bo to lubię. Trwa to jednak jak dla mnie wszystko zbyt szybko. Po
pieszczotach następują konkrety, jak natura przykazała, ale
zazwyczaj dośc krótko bo szybko następuje jej finał, nie udawany, oj
nie, mocno wybuchowy a ja bym chciał by do finału dochodziło
dłużej, żebym nie musiał się śpieszyć - często nie nadążam a jesli
juz to muszę bardzo się starać nadążyć ( mam swoje wypracowane
metody - ale to troche jakby wymuszanie na sobie)). Jeśli ja nie
zdążę, to jest ok, ona nigdy nie zostawia mnie samego, pozwala mi
dojść do celu ale ja mam wtedy wrażenie że już samotnie akrobacje
wyprawiam i jest mi troche głupio, kiedy czuje że ona juz by chciała
spać i czasami sam rezygnuję z finału. A na koniec ona odwraca się
i natychmiast zasypia, mówiąc że musi odpocząć a ja bym chciała
jeszcze trochę się poprzytulać, popieścić. Jak czytam o tych
wszystkich rożnicach w zachowaniach pomiędzy mężczyznami a
kobietami, to wydaje mi się że w łożku u nas jest to odwrócone, choć
w pozostałych sferach naszego życia jest odwrotnie i nie ma
watpliwości kto nosi spodnie a kto spódnicę. Naprawdę. Tylko w łożku
relacje są odwrócone. Dość to wesołe bo ja jestem niedotulony i
niedopieszczony a ona , często sama inicjując seks, dochodzi bardzo
często do finału jak torpeda. Jesli próbuję na siłę przedłużać fazy
wstępne lub czas "konkretów" spowolniając je, to widać jak po jakimś
czasie przechodzi jej ochota na cokolwiek. Właściwie powinienem się
cieszyć, bo zazwyczaj mężczyźni mają odwrotny problem, ale jak się
okazuje każdy może mieć swój problemik. Przy tym nie jestem
flegamtykiem, a gotowośc do startu osiagam natychmiast gdy trzeba i
pieszczot do tego mi nie trzeba, wystarczy jej obecność , tylko chcę
by to wszystko trwało dłużej. Rozmawialiśmy o tym ale ona twierdzi
że inaczej nie potrafi - albo szybko w niej wszystko narasta i finał
albo nic. Tylko że to mówi, ale tak właściwie to nigdy nie próbowała
w praktyce przedłużać, bo już jak zacznie się jej jazda, to nie ma
zmiłuj, zrobi wszystko by szybko dojśc do swego finału. Ideał nie
kobieta, i bardzo cieszę sie, jestem oczywiście z tego baaaaaaardzo
zadowolony i nie muszę po seksuologach latać ale chciałbym by
czasami było tak dla mnie, dłużej i spokojniej. Express ok, ale nie
zawsze. Macie jakieś doświadczenia, jak można rozpędzony express
spowolnić, ale by stale jechał, tylko wolniej, a jak juz by jechał
wolniej to by się nie zatrzymywał w pół drogi. Trwa to juz ładnych
kilka lat ( prawie dwanaście ) a i my swoje lata też mamy słuszne.
Żeby byla jasność - nie narzekam, mam kobietę o jakiej wielu facetów
marzy i mnie ta szybkość i intensywnośc nie przeszkadza, ale czasami
chciałbym woooolniej. Nie musi być często, tylko czasami, żeby to
trwało nie 15 min a tak z godzinę, no niech chociaż pół.