Dodaj do ulubionych

Dostałam...

30.06.10, 17:01
...pracę.
Fajną pracę, przyszłościową, w bardzo interesującej mnie branży, w której od zawsze chciałam "się zakręcić".
Z głupoty poszłam na rozmowę, dziś telefon - jutro mam się stawić w firmie, by rozpocząć pierwszy dzień pracy.
No i nie wiem.
Co z mamą? Co z moją kochaną mamą?
Oczywiście ona mówi, idź, żyj, zarabiaj, rozwijaj się.
M. i przyjaciel Jarek powtarzają także, że mam prawo do życia, normalnego życia, że może taka okazja się już nie trafi...
Czekam wciąż na ojca, aby z nim o tym porozmawiać...
Pani psycholog także mi tłumaczyła, że muszę żyć niezależnie od tego, co tu się dzieje...

Oczywiście, gdybym poszła, wynajęłabym opiekunkę - towarzyszkę dla mamy, która by z nią siedziała, rozmawiała, leki jej podała, w nagłych wypadkach by lekarza wezwała, która by nam zakupy zrobiła, mamie coś ugotowała, troszkę dom ogarnęła...
No ale to by była opiekunka... nie ja...

I jak to mówią "jestem w kropce". Być egoistką i iść do pracy, czy być dobrą córką i zostać przy mamie..?

Trudne to, cholernie trudne!
Obserwuj wątek
    • ergo_pl Re: Dostałam... 30.06.10, 18:44
      > I jak to mówią "jestem w kropce". Być egoistką i iść do pracy, czy być dobrą córką i zostać przy mamie..?

      ???

      Jeśli sama sobie nie dasz przyzwolenia, by pójść do pracy, by na ten czas odejść od mamy, żadne rozmowy i tłumaczenia nie pomogą.
    • lolinka2 Re: Dostałam... 30.06.10, 19:16
      ty mówisz o byciu dobrą córką czy uzależnieniu????

      bo ja to widzę tak: brakowało ci uwagi matki jak bylaś mala, teraz
      matka do łóżka przykuta i "skazana" na ciebie, to masz tę jej uwagę
      na full, jesteś dla niej wszystkim i rekompensujesz sobie w ten
      zupełnie niezdrowy sposób wszystkie dziecięce braki. Ale nie tędy
      droga - bo ty już dorosłaś i to se ne vrati, i bo ty zostaniesz a jej
      niedługo zabraknie. Musisz mieć coś SWOJEGO, a nie tylko waszego.
      • ergo_pl Re: Dostałam... 30.06.10, 19:40
        A może boisz się własnego samodzielnego życia?
        Może boisz się, że mama odejdzie, jak Ciebie nie będzie...?
        Może jedno i drugie. Może potrzebujesz od mamy tzw. uwolnienia?
        A może jeszcze coś innego.
        Nie ma w tym nic złego, tylko to są i bardzo delikatne, i "ciężkie" tematy. Ty jedna wiesz (albo jeszcze nie zdajesz sobie całkiem sprawy), co czujesz i dlaczego szukasz u innych potwierdzenia.

        Nawet jeśli jest tak, jak napisała Lolinka, to wiem, że niczego nie da się w życiu zrobić ot tak - hop siup i jest.
        Malutkimi krokami, ale jednak, dobrze by było odważyć się...
        • majagor Re: Dostałam... 30.06.10, 20:05
          Lolinki słowa są dla mnie odrobinę przykre... ale niestety prawdziwe.
          Od kilku lat nadrabiamy z mamą stracone lata. Ona nadrabia jako matka, ja jako córka.
          Może się zapędziłyśmy w tym wszystkim za daleko... ale widocznie taką potrzebę miałyśmy. I nie żałuję ani jednego dnia z nią spędzonego.
          Boję się oczywiście także tego, że mama beze mnie sobie nie poradzi, że opiekunka, którą mam nadzieję znajdziemy, nie będzie tak dobra dla mamy jak ja. Wielki stres przeżywam, gdy mamę zostawiam z ojcem, siostrą, a co dopiero z obcą osobą...
          Nawet nie myślę, iż mama mogłaby odejść pod moją nieobecność. I nie chcę teraz o tym myśleć.
          Mamie też jest smutno, że ja wybywam - choć o tym otwarcie nie mówi, ja widzę to. Widzę, że boi się zostać beze mnie... Jak to ostatnio pani psycholog stwierdziła - po obserwacji naszych stosunków - ja dla mamy jestem taką oporą, takim kołem ratunkowym... więc trudno jej pewnie będzie bez tego.

          Z pracą spróbuję. Nie twierdzę, że dam radę to wszystko pociągnąć, ale spróbuję. Będzie to dla mnie na pewno trudna próba, ale takie bywa życie, czyż nie?

          Tylko siostra, która wcale mi nie pomaga, ma wielkie pretensje, że zostawiam TERAZ mamę... sad

          Trzymajcie proszę troszkę za mnie kciuki. Bardzo tego potrzebuję...
          • ergo_pl Re: Dostałam... 30.06.10, 20:17

            Każdy ma swoją historię i wie (albo i nie - bez terapii bym sobie nie uświadomiła), dlaczego pewne rzeczy się dzieją.
            To naturalne, że i Twojej Mamie, i Tobie jest smutno, gdy się rozstajecie.
            Przecież to oznaka uczucia i bliskości...
            A siostra używa zwykłego emocjonalnego szantażu. Niech...

            Oczywiście, że trzymam kciuki smile
            Daj sobie szansę - Mama też tego chce!!!
          • lolinka2 Re: Dostałam... 30.06.10, 20:28
            siostra to niech dupę pofatyguje i sama matkę poobskakuje - a nie się
            wymądrza.....
            ojciec zresztą też. Nie pracuje? nie..... to po cholerę opiekunka w
            ogóle??????? Nie wyobrażam sobie zupełnie, żeby mąż "na chodzie" nie
            mógł przez 8h dziennie zajmować się żoną, której i tak zostały
            ostatnie miesiące/ tygodnie.... tylko dziećmi się wyręczał, a
            właściwie jednym - najmiększym.
                • drugikoniecswiata Re: Dostałam... 01.07.10, 22:52
                  Wygarniając dobrze jest zastanowić się nad celem, czy chodzi o to, żeby
                  przekazać komunikat, czy o to, by sobie ulżyć albo popisać się swoją elokwencją.
                  W tym pierwszym przypadku forma ma znaczenie.

                  Słowo na 7 liter, pierwsza e, ostatnia a, nomen abstractum, femininum?
                    • u.nick Re: Dostałam... 03.07.10, 16:42
                      > jest jak yeti smile to słowo na e

                      skoro tylko w polewie z lukru może być to pewnie tak

                      a tak to tylko "zgorzkniałą suką" zostaniesz obwołana i nikt się do przeprosin
                      nie będzie kwapił
                      a Ty sie ukorzysz za za wszystko w emocjach napisane
                      choćby w dobrej intencji
                      no, ale słowa , słowa

                      i nie dociekaj juz dlaczego tak
                      dlaczego M. tak kochany ciągnie po podłodze za włosy
                      dlaczego emeryt pracuje 10-14 godzin 6 dni w tygodniu
                      przeciez nikt Cie o próbę zrozumienia nie posądzi

                      silna Lolinka da sobie radę nawet jak jej kompetencje rodzicielskie zostana
                      poddane w wątpliwość w słowach dowolnych
                      bo przeciez taka silna , pracuje , wychowuje...
                      radę sobie da

                      wiem ,że nie powinnam
                      ale dla równowagi, jakoś tak
                      choć obca , z boku
            • majagor Re: Dostałam... 30.06.10, 20:53
              Ojciec pracuje. Pracuje choć już jest na emeryturze.
              Bardzo dużo pracuje.
              Po 10-14 godz. na dobę.
              Tylko niedziele ma wolne...

              I następnym razem proszę nie osądzać, jeśli nie zna się zupełnie sytuacji. Chodzi mi o to wyręczanie...
                  • lolinka2 Re: Dostałam... 30.06.10, 21:51
                    bo wszystko jest idealnie i wara temu kto skrytykuje

                    ojooooj, beee lolinka, ochrzanić lolinkę, ojoooj jakie kuku zrobiła....

                    mogłaś sobie darować, bleeeeh
                    • znowusensi Re: Dostałam... 30.06.10, 22:07
                      lolinka2 napisała:

                      > bo wszystko jest idealnie i wara temu kto skrytykuje
                      >
                      > ojooooj, beee lolinka, ochrzanić lolinkę, ojoooj jakie kuku
                      zrobiła....
                      >
                      > mogłaś sobie darować, bleeeeh


                      a co? ubodło?
                      • czubata Re: Dostałam... 01.07.10, 00:00
                        No i tak się będziemy bodzić jeden drugiego,aż do czyjejś kapitulacji,a ja w
                        nastroju takim że mi się tylko obelżywe słowa cisną na usta,z powodu nie wiem
                        jakiego.Czubata szwankuje.
                        • znowusensi Re: Dostałam... 01.07.10, 12:36
                          Droga Czubatko. Cieszę się ,że oszczędziłaś mi obelg.
                          Moim zdaniem , Lolinka powinna swoje słowa wziąć także do siebie (
                          ona też źle znosi krytykę).
                          Pozdrawiam wszystkich w ten upalny lipcowy dzień.
                          • czubata Re: Dostałam... 01.07.10, 14:16
                            znowusensi napisała:

                            > Droga Czubatko. Cieszę się ,że oszczędziłaś mi obelg.
                            > Moim zdaniem , Lolinka powinna swoje słowa wziąć także do siebie (
                            > ona też źle znosi krytykę).
                            > Pozdrawiam wszystkich w ten upalny lipcowy dzień.

                            Dobre słowo balsamem na duszę.
                            Obelgi mi się cisnęły na usta z powodów ogólnych,wszystko mnie wczoraj
                            denerwowało,ale dzisiaj z rana poleciałam na miasto,wydałam dużo kasy,wyżyłam
                            się i jestem znowu pogodna i wesoła.I mam jak nigdy ochotę się napić.Toć będzie
                            okazja bo w sobotę idę na wesele,kreacja kupiona,dwie pary szpilek też.(nie wiem
                            po co dwie?)
      • drugikoniecswiata Re: Dostałam... 01.07.10, 22:49
        > bo ja to widzę tak: brakowało ci uwagi matki jak bylaś mala, teraz
        > matka do łóżka przykuta i "skazana" na ciebie,
        > to masz tę jej uwagę na full, jesteś dla niej wszystkim
        > i rekompensujesz sobie w ten zupełnie niezdrowy sposób
        > wszystkie dziecięce braki.

        Niezdrowe to by było, gdyby patologia miała nieświadomie trwać przez resztę
        życia; co jest złego w naprawianiu relacji w końcowej fazie życia? To też jest
        ważne, dzieciństwo se ne vrati, ale zostaną inne wspomnienia.

        > Ale nie tędy droga -
        > bo ty już dorosłaś i to se ne vrati, i bo ty zostaniesz a jej
        > niedługo zabraknie. Musisz mieć coś SWOJEGO, a nie tylko waszego.

        Piszesz jak zawsze potwornie kategorycznie, ważne jest, żeby mieć świadomość, że
        taki mechanizm może działać i wtedy świadomie wybrać - być może ogrzanie się
        matczynym ciepłem po latach i roztopienie starych lodów jest dla kogoś więcej
        warte niż nowa praca, i nic reszcie świata do tego.

        Nie ma czegoś takiego jak obiektywna kategoria "zdrowości" i "niezdrowości".
        Coś, co w teorii jest zdrowe, może człowieka głęboko unieszczęśliwiać, i odwrotnie.
    • skwr2 Re: Dostałam... 01.07.10, 19:09
      majagor napisała:

      > I jak to mówią "jestem w kropce". Być egoistką i iść do pracy, czy
      być dobrą có
      > rką i zostać przy mamie..?
      Zupełnie błędnie formułujesz problem. Na pewno nie tyczy się on
      dobroci córki bądź jej egoizmu. Dla mnie wygląda on tak, że dobra
      córka wynajmuje niezbędną pomoc do mamy i idzie do pracy. Normalny
      człowiek niesie przede wszystkim odpowiedzialność za siebie, a więc
      musi zabezpieczyć sobie środki do godnego życia. Dziwiłabym się,
      gdyby Twoja mama ze mną się nie zgadzała. Na pewno jest też
      przekonana, że ma dobrą córkę.
    • majagor Re: Koniec 02.07.10, 05:27
      Chciałabym tylko napisać, że to wszystko już nieaktualne.
      Mama dziś w nocy próbowała popełnić samobójstwo.
      Przeze mnie pewnie, bo mi zachciało się iść do tej pieprzonej pracy.

      Jestem załamana, jestem przerażona i nie chcę już takiego życia...

      P.S. Z pracy rezygnuję.
      • sapiencja Re: Koniec 02.07.10, 08:41
        majagor napisała:

        "Mama dziś w nocy próbowała popełnić samobójstwo."

        Nigdy bym tego własnej córce nie zrobiła.
        Jak dla mnie to manipulacja uczuciami. I chyba tak było zawsze.
        I po czymś takim Ty rezygnujesz z pracy???

        Zastanów się, jak zareagowałaby Twoja mama gdybyś to Ty próbowała popełnić
        samobójstwo.
      • poetkam Re: Koniec 02.07.10, 09:12
        majagor napisała:

        > Chciałabym tylko napisać, że to wszystko już nieaktualne.
        > Mama dziś w nocy próbowała popełnić samobójstwo.

        Czysta manipulacja.

        > Przeze mnie pewnie, bo mi zachciało się iść do tej pieprzonej
        pracy.


        Zarabianie na życie jest pieprzone? Wypraszam to sobie. Chcesz do
        końca życia być na garnuszku czyimś? Powodzenia.
        >

        > Jestem załamana, jestem przerażona i nie chcę już takiego życia...

        Takie jest życie - raz pod górkę, raz z górki. Po każdej burzy
        świeci słońce - zawsze.

        >
        > P.S. Z pracy rezygnuję.

        Twój wybór.
        Nie chcę Cię głaskać po główce, jak niektórzy tu czynią. Czasem
        dobrze jest dostać kopa w tyłek - wiem to po sobie. Głaskanie,
        rozczulanie się powoduje zgoła odmienny skutek od zamierzonego -
        czasami.
        TERAPIA Pilnie Wskazana u pani Mai.
        • majagor Re: Koniec 02.07.10, 09:37
          Doskonale wiem, że to jest szantaż z jej strony.
          Ewidentna gra na moich uczuciach.
          I ja tej manipulacji uległam. Nie tylko ja, ale cała rodzina nasza. Nie chcę mieć własnej matki na sumieniu.
          Tyle z nią siedziałam, to posiedzę jeszcze. Trudno się mówi. Pracę znajdę inną sobie.

          Decyzję już podjęłam. I jej nie zmienię.
          Co do głaskania, potakiwania... eee, nie trzeba mi dziś. Nie w tym teraz temacie. Wiem sama jak wygląda sytuacja, wiem co ona zrobiła i dlaczego. Bardzo dziś swej mamy nie lubię. Jestem strasznie zła na nią i bardzo mnie rozczarowała. Bo najgorsze jest to, iż jestem pewna, że ona to zrobiła świadomie, całkiem świadomie, a nie był to wynik przerzutów do mózgu - z guzami mózgu różne głupie rzeczy się robi, ale to akurat było w pełni świadome.
          Co do terapii... Cholernie jej potrzebuję. I jestem zapisana... lecz kolejka długa. Ewentualnie teraz mogę sobie od czasu do czasu pogadać z panią psycholog z hospicjum, ale to mało, strasznie mało.

          P.S. Ale na wakacje jadę. Mam w nosie, czy mama zechce pobyć u ciotki, czy nie. Zawiozę ją tam. Tam będzie miała opiekę, a ja jadę odetchnąć, bo ZWARIUJĘ!
        • ergo_pl Re: Koniec 02.07.10, 09:54
          Zgadzam się z jednym: że Majagor jest uzależniona od mamy
          i że konieczna jest terapia, i to pewnie długa.
          Ale nie mogę zgodzić się z resztą.

          Sytuacja dla Mai jest w ogóle tragiczna. Dziewczyna jest w trakcie terapii (jeśli się nie mylę, bo pisała o psycholog). A jeśli nie - to jeszcze gorzej. Jeśli tak, to - jak widać - jest to dopiero sam początek jej drogi "przerabiania" tego, co było. Tym bardziej to okropne, że na tym początku jest choroba matki - i to taka, gdzie liczy się dni/tygodnie do jej odejścia.
          Dla kogoś tak uzależnionego, dla kogo matka jest wszystkim (banał, ale tak jest), to jest koniec świata.

          Nie pomoże jej kubeł wody - to nie ten etap.
          Tak sądzę. Z autopsji. Mnie wtedy nie było potrzebne głaskanie po głowie. Potrzebne było bycie ze mną i wysłuchanie.
          Reszta - pod kierunkiem terapeuty.


          • ergo_pl Re: Koniec 02.07.10, 09:59
            Wysłałam post nie przeczytawszy odpowiedzi Mai.
            Napisałaś, że dziś jesteś na mamę zła. Nie zdziw się, jak za dzień/dwa poczujesz coś innego.
            Współczuję, że dopiero czekasz na terapię.
            Trzymaj się, dziewczyno.
            Bardzo mocno Cię ściskam!
      • matrioszka42 Re: Koniec 02.07.10, 09:29
        Czysta manipulacja. Jako bipolar manipulujący tak to oceniam. Chciałaś być niezależna, a Twoja mama chciała byś nadal była uzależniona psychicznie od niej.
        Podjęłaś decyzję, nie mnie oceniać mądrą, czy głupią. Ale podjęłaś ją pod presją manipulacji. Pewnie to wiesz. Czuję że nie zmienisz decyzji, ale jeszcze raz przemyśl wszystko, stań wobec problemu z boku. I następnym razem przypomnij sobie.
        Wiem jak trudno pozbawić się tych ostatnich chwil z rodzicem, ale wiem też jak takie poświęcenie odbija się na całej reszcie życia. I czasem warto się zastanowić co jest obowiązkiem, a co manipulacją. Bo najczęściej widzi się to gdy jest już za późno.
      • skwr2 Re: Koniec 02.07.10, 16:32
        majagor napisała:

        > Mama dziś w nocy próbowała popełnić samobójstwo.
        > Przeze mnie pewnie, bo mi zachciało się iść do tej pieprzonej
        pracy.
        Nie wydaje Ci się, że mama zastosowałam wobec Ciebie brutalny
        szantaż emocjonalny? Druga sprawa - skąd wiesz, co było przyczyną
        próby samobojczej? Nie zdziwiłabym się, gdyby ciężko chory człowiek,
        bez nadziei na wyzdrowienie, sięgnął po tragiczne rozwiązanie swojej
        sytuacji.
    • xsenia Re: Dostałam... 02.07.10, 11:34
      Czego oczekiwałaś przedstawiając osobie umierającej swój dylemat?

      Chciałaś zdjąć z siebie ciężar odpowiedzialności za decyzję i tak też się stało. Mama wybrała.
      Nie ma nic złego, ani dobrego w którejkolwiek opcji. Fatalny był proces dokonywania wyboru i ty dobrze o tym wiesz.
      Powinnaś była zdecydować samodzielnie, a nie jak mała dziewczynka pytać: "mamo mogę wyjść na dwór, czy mam pomóc ci w domu"
      mama swoim zwyczajem odpowiedziała "idź, dziecko idź, ja tu sobie poradzę z obiadem, zakupami, zmywaniem, sprząteniem, odkurzaniem, prasowaniem, podelwaniem kwiatków, karmieniem rybek, myciem okien, szorowaniem podłogi, padnę na pysk, ale sobie poradzę"

      Tak to jest toksyczne. I co z tego? Nic. Muszisz to przyjąć na klatę i wybaczyć. Nic więcej już się nie da zrobić - jej czas bieginie zbyt szybko.


      • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 11:54
        xsenia napisała:

        > Czego oczekiwałaś przedstawiając osobie umierającej swój dylemat?

        Ale kto powiedział, że ja jej to przedstawiłam tak jak Ty piszesz?
        Oczywiście znów wiesz lepiej niż ja.
        Poszłam bez jej wiedzy na rozmowę. I jak się dostałam do pracy to powiedziałam, że idę, i że będzie opiekunka dla niej.
        Porozmawiałam z nią na spokojnie, przedstawiłam sytuację, a nie kazałam jej decydować. O zdanie ojca zapytałam - ale nie czy mam na to pozwolenie, tylko co on o tym sądzi.
        Szlag mnie trafia, jak ludzie oceniają, a ZUPEŁNIE nie znają sytuacji. To tak jak Lolinka, która twierdzi, że mój ojciec się obija siedząc w domu. To jest krzywdzące. Niesprawiedliwe. Tak nie wolno.
        Już nieważne, czy dobrze postąpiłam decydując się na pracę, już nieważne, czy dobrze zrobiłam teraz rezygnując - ale proszę nie dopowiadać swoich historii, które nijak się mają do rzeczywistości.
        • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 11:59
          I tak jak tu ktoś powyżej napisał. Nie szukam aktualnie w tym temacie RAD,
          PORAD, WSKAZÓWEK.
          Tylko gadam, gadam, gadam.
          Zaczęłam wątek z pracą, to chciałam także zakończyć, podając tylko zwykłą
          informację. Nic więcej.
          • drugikoniecswiata Re: Dostałam... 02.07.10, 12:20
            A ja tak sobie myślę, że jeśli wiesz, czego oczekujesz, to to napisz next time
            od razu w pierwszym poście, pozwoli uniknąć nieporozumień smile

            Co do meritum to rozumiem twoją złość i bezsilność. Są takie chwile, gdy
            książkowe rady sobie, a życie sobie. I radziłabym tylko (sorry, jeśli mogę) -
            jeśli faktycznie nadrabiacie z mamą stracony czas - to żebyś ją o tej złości
            poinformowała, a nie udawała że wszystko jest ok i tiutiała ze zdwojoną energią.
            Nawet jeśli nie zrozumie, to ty wypowiesz, a ona usłyszy, taka sytuacja jest
            zdrowsza dla obu stron. Tak na odległość myślę sobie. I wspieram w mądrej
            decyzji o wakacjach.

            Łatwo się mówi "czysta manipulacja" o postępowaniu kogoś, kto jest śmiertelnie
            chory i może mieć tego stanu śmiertelnie dość. Nie znam sytuacji, ale raczej
            skłaniałabym się ku myśli, że tu się zeszło jedno i drugie, ot, znalazło się
            genialne rozwiązanie problemu - nie tylko Mai pracy, ale też strachu przed
            śmiercią i umieraniem, wash&go.

            Manipulacja i szantaż emocjonalny jest czymś obrzydliwym, ale obarczając kogoś
            winą zapominamy, że taka osoba zwykle robi to jednak podświadomie i nie widzi
            żadnej logiki. Tym samym jej cierpienie, pomimo całej wredoty sytuacji, jest
            autentyczne, nie na pokaz, boli tak samo, jak cierpienie bez szantażu.
        • lolinka2 Re: Dostałam... 02.07.10, 16:50
          wiesz co to jest manipulacja?? to ja ci pokażę:
          majagor napisała:
          To tak j
          > ak Lolinka, która twierdzi, że mój ojciec się obija siedząc w domu.
          To jest krz
          > ywdzące. Niesprawiedliwe. Tak nie wolno.

          A Lolinka parę dni temu się z twierdzenia wycofała i przeprosiła.
          Źle się czujesz nie będąc ofiarą, deptaną i poniżaną.
          Źle się czujesz gdy "nie masz najgorzej"...
          Więc stajesz na rzęsach, żeby mieć

          Uzależnienie. Terapia uzależnień. I uciekaj stamtąd - ratuj się!
          Młoda jesteś, nie staczaj się Majka.

          eot.
          • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 17:16
            Źle to się czuję, jak ktoś moją matkę nazywa cytuję: "kawał łajzy"
            ...

            Nieważne co by zrobiła, nieważne jaka by była. Ona mnie urodziła i mą matką jest.
            Rodzice nauczyli mnie szacunku. Szacunku do ludzi, szczególnie tych starszych, tych schorowanych. Ciebie widocznie nie...
            Nie pochwalam jej zachowania, nie tłumaczę, nie przytakuję tej sytuacji, ale w życiu własnej mamy tak nie nazwę!
            Nazywaj proszę tak kogo tylko zechcesz, nawet swoją matkę. Ale od nas z takimi tekstami daleko się proszę trzymać.
            • lolinka2 Re: Dostałam... 02.07.10, 17:51
              a mnie życie nauczyło, że na szacunek sobie należy zapracować

              i ani mi się śni dostosowywać do twoich żądań i zmieniać pogląd na
              temat tej pani co cię urodziła - uważam że zagranie było chamskie,
              podłe, z gruntu złe i przeczy miłości rodzicielskiej. A smak tej
              miłości, jako matka dwóch córek, znam.

              Zresztą - nie życzysz sobie ocen to zamilknij. Zwyczajnie. To jest
              forum. Internetowe. Do tego otwarte. Czy ci się to podoba czy nie. I
              nie zamierzam cię głaskać po tyłku tylko dlatego że jesteś młoda,
              niedoświadczona, borderlineowa, chadowa, uzależniona od matki czy
              kogo vel czego-tam-kolwiek innego. Wypowiadam swoje poglądy do czego
              mam prawo.

              I jeszcze raz: szczyt podłości, chamstwa, głupoty - zwłaszcza w
              wykonaniu osoby, której tyłek podcierasz. Zero wdzięczności, miłości
              czy innych ludzkich odruchów. Zwykłe wykorzystywanie i wyrachowanie.
              I do tego manipulacja.
              • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 18:38
                Ciekawa jestem jak ty będziesz się zachowywać na łożu śmierci.
                Ty - wspaniała - na pewno wtedy też będziesz trzymać fason no nie?
                Tylko ona głupia robi tak straszne rzeczy...

                Nie znasz naszego domu, nie wiesz jak tu życie wygląda. Skąd wiesz, że nie okazuje mi miłości, wdzięczności? Aaaa - zapomniałam, ty jesteś wszystkowiedząca.
                Tak trudno zrozumieć, że człowiek schorowany ma dość? Ma dość życia, cierpienia? Może swoją śmiercią chciała mi ulżyć? Abym mniej obowiązków miała?
                Nie życzę nikomu, aby przechodził, to co mama przechodziła, przechodzi teraz. Nikomu, nawet takiej osobie jak ty.

                Jesteś tak mądra, tak obeznana - to poczytaj trochę o psychoonkologii. Może dowiesz się czegoś, po czym takich głupot klepać nie będziesz.

                I zaznaczam, że zupełnie nie tłumaczę jej zachowania. Nie jest mi na rękę. Ale próbuję zrozumieć. Próbuję sobie wyobrazić, co musi mieć ona w głowie, by tak straszną rzecz zrobić.

                I nie mów mi o miłości rodzicielskiej. Wszyscy ale nie ty. Bo z tego co wiem, do wzoru matki, to ci wiele brakuje.

                Kończę tę dyskusję.
                • lolinka2 Re: Dostałam... 02.07.10, 19:20
                  majagor napisała:
                  > I nie mów mi o miłości rodzicielskiej. Wszyscy ale nie ty. Bo z
                  tego co wiem, d
                  > o wzoru matki, to ci wiele brakuje.
                  >

                  O taaaaaaaak. Daleka od ideału jestem.... Bo ideał - jak wiadomo -
                  wygląda tak (relacjonuje majagor, cytaty zaczerpnięto z forum Choroba
                  Afektywna Dwubiegunowa):


                  "Mnie też wywożono do babci, do cioci. Przecież pierwsze 3 lata życia
                  mieszkałam na stałe u cioci, a mama mnie tam tylko czasami
                  odwiedzała. Potem, gdy już starsza byłam, także ciocia zabierała mnie
                  do siebie."


                  "Ja dzieckiem zaczęłam być w wieku 22 lat, gdy z domu wyjechałam do
                  Niemiec, gdzie mieszkałam u niemieckiej rodziny i zobaczyłam jak to
                  dzieciństwo wyglądać powinno. Chociaż byłam tam au-pair, to tak
                  naprawdę byłam tam dzieckiem, najstarszym z całej gromadki. Czas tam
                  spędzony to moje dzieciństwo Tam dopiero zrozumiałam, że ja nigdy
                  wcześniej dzieckiem nie byłam. A jak byłam, to jakimś innym
                  dzieckiem. Dzieckiem odpowiedzialnym, dzieckiem, które dom "trzymało
                  w ryzach", dzieckiem, które rodzicami się zajmowało itd."

                  "Mama miała ostre manie, które pojawiały się dość często.. uchodziła
                  za osiedlową wariatkę, dzieci się ze mnie śmiały z powodu choroby
                  mamy, z powodu jej wybryków. Wstydziłam się, że nie mam obiadu w domu
                  - mama poszła sobie na spacer i nie zdążyła wrócić, by coś ugotować,
                  wstydziłam się, że nikt nie pilnuje moich lekcji [inne dzieci
                  dostawały klapsy za złe oceny - a mnie o oceny nawet nikt nie
                  pytał].. Nie przyprowadzałam znajomych do domu - nigdy nie można było
                  być pewnym co się tam zastanie. Gdy mama przebywała w szpitalu to
                  kłamałam, że na serce choruje itd."

                  "Mnie ogólnie wychowywała w większości ciocia - i jeszcze w
                  podstawówce to ją uznawałam za swoją mamę. Strasznie czasem płakałam
                  i krzyczałam dlaczego to ciocia nie może być moją mamą.. "

                  "U mnie dochodził jeszcze wstyd za ojca alkoholika.. który jest już
                  mniejszy niż w latach dziecięcych ale nadal gdzieś tkwi.. "

                  "Choroba mamy była najważniejsza. Wokół niej kręciło się życie. To
                  ona wyznaczała nam rytm życia. Od niej zależało, czy coś
                  zrealizujemy, czy też nie."

                  "Szanowaliśmy mamę. Nawet gdy robiła straszne rzeczy wmawialiśmy
                  sobie, że to "tylko" choroba, choroba, którą można okiełznać.
                  Pilnowaliśmy leków, wizyt u lekarza, ojciec załatwił jej "przyjazny"
                  szpital, nie fundowaliśmy mamie sytuacji stresowych [z pewnych
                  względów rezygnowaliśmy z dużych uroczystości rodzinnych, które u
                  mamy wywoływały przykre uczucia], dużą część obowiązków życia
                  domowego przejmowaliśmy od niej, a w sytuacjach awaryjnych
                  odwoziliśmy ją do szpitala [tam ją odwiedzaliśmy, zapewnialiśmy, że
                  szybko wróci do domu]. "

                  "Nie pamiętam, jak przebiegały rozmowy o chorobie w domu. Mała byłam
                  i może dlatego nie pamiętam, a może wcale nie było takich rozmów? "


                  "całe moje dzieciństwo upłynęło na pilnowaniu jej, jej
                  tabletek, i całego naszego domu.. "

                  "Ta bezsilność, ciągłe obawy, ciągłe doszukiwanie się najmniejszych
                  objawów, ciągła troska.. Nigdy nie zapomnę jak zawsze bałam się
                  wrócić ze szkoły do domu. Potrafiłam odprowadzić wszystkie koleżanki,
                  potrafiłam obejrzeć wszystkie wystawy sklepowe, tylko po to, by jak
                  najpóźniej dotrzeć do celu.. Zawsze bałam się tego co zastanę w domu,
                  czy będzie obiad, czy będzie mama, normalna mama, czy będzie "szalona
                  mama".. "






                  Mam szukać dalej opisów tego "ideału matki" i "niczym niezmąconego
                  rodzinnego szczęścia"?????


                  Może zamiast tego powiem ci, że w szpitalu byłam raz - na własną
                  prośbę - nie odwalałam cyrków z ucieczkami, wypisami na żądanie, nie
                  każę się dzieciom pilnować (ani zachowaniem nie stwarzam takiej
                  konieczności). Panuję nad sobą - i jestem z tego dumna. Robię
                  wszystko, żeby obie dziewczyny miały dobre warunki do rozwoju, nie
                  żeruję na garnuszku ZUS jako etatowa wariatka, choć biorąc pod uwagę
                  rozpoznanie mogłabym...., N. i T. nie boją się wracać do domu - wręcz
                  przeciwnie - fruną tu jak na skrzydłach, to jest - m. in. dzięki mnie
                  - miejsce, w którym wszyscy czworo czujemy się bezpieczni i
                  rozumiani, taka enklawa i bardzo mnie to cieszy. Z dziewczynami
                  rozmawiamy szczerze, nie zrzucając na ich barki nadmiernej
                  odpowiedzialności, wspomnienia z dzieciństwa będą miały dobre.....
                  Córki szczycą się tym, jakich mają rodziców, nie wstydzą - bo my
                  wbrew wszystkiemu normalni jesteśmy po prostu smile Przyjaciół
                  zapraszają bezkarnie, kinderbale robiliśmy i fajnie było (prawda,
                  czubata?) Moje dzieci mieszkają ze mną i nikt się nie obawia, że im
                  krzywdę zrobię... Nie pomieszkują u rodziny latami....


                  Zresztą, niunia, co ty o tym możesz wiedzieć? Ty znasz życie
                  wyłącznie z pozycji dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Nie masz
                  człowieka, który będąc częścią ciebie, jest kimś zupełnie osobnym
                  jednocześnie (cudowny paradoks). Nie masz człowieka, za którego bez
                  sekundy rozmyślań dałabyś się pokroić, posiekać, dla którego
                  zrobiłabyś wszystko bez wyjątku..... o którym zawsze myślisz z
                  miłością, wzruszeniem i troską jednocześnie - nieważne w jakiej
                  sytuacji. Tak matka kocha dziecko.

                  Być może wszystko przed tobą....

                  Zresztą, popatrz - czy poetkam i czareg wykręciliby Duczce taki
                  numer? A czubata swojej dwójce? Albo kotomysza córce? Nigdy w życiu -
                  z choroby wykręca się numery różne, ale nie gnębi się własnych
                  dzieci. Ta miłość tak działa.

                  [drobnym drukiem pod spodem: A uzależnienie zapewne wprowadzi cię w
                  tępą złość i zaprzeczysz albo dowalisz mi jakimś argumentem od
                  czapy.... rozumiem, że to trudne uczucia są.... bo dziecko ponoć
                  prędzej zaprzeczy że kiedykolwiek żyło niż przyzna, że rodzice je
                  skrzywdzili...]
                    • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 19:41
                      I gdybyś potrafiła czytać ze zrozumieniem, zauważyłabyś, że NIGDZIE nie
                      napisałam, iż moja mama jest idealna.
                      Więc nie wiem do czego pijesz. Że niby pisząc o mamie, przedstawiałam ideał
                      matki? Chyba już naprawdę cię do końca pojebało.

                      Pisałam tylko i wyłącznie, że ty matką idealną nie jesteś - wiele osób tutaj o
                      tym pisało, ty także o tym wspominałaś. Ale szkoda mi czasu na cytowanie tego.
                      A skoro dobrą matką nie jesteś, to rady o miłości rodzicielskiej pozostaw dla
                      siebie.
                      • lolinka2 Re: Dostałam... 02.07.10, 19:56
                        lolinka2 napisała:

                        [drobnym drukiem pod spodem: A uzależnienie zapewne wprowadzi cię w
                        tępą złość i zaprzeczysz albo dowalisz mi jakimś argumentem od
                        czapy.... rozumiem, że to trudne uczucia są.... bo dziecko ponoć
                        prędzej zaprzeczy że kiedykolwiek żyło niż przyzna, że rodzice je
                        skrzywdzili...]


                        i lolinka2 wiedziała, co pisze.....
                      • czubata Re: Dostałam... 02.07.10, 22:48
                        > Pisałam tylko i wyłącznie, że ty matką idealną nie jesteś - wiele osób tutaj o
                        > tym pisało, ty także o tym wspominałaś. Ale szkoda mi czasu na cytowanie tego.
                        > A skoro dobrą matką nie jesteś, to rady o miłości rodzicielskiej pozostaw dla
                        > siebie.

                        Matek idealnych nie ma,ale Lolinka na pewno nie zalicza się do matek
                        złych.Według mojej wiedzy i osobistych obserwacji,Lolinka wkłada w wychowanie
                        swoich dziewczyn pracy tyle co mało kto,i jak na dziewczynę która sama dobrych
                        wzorców w dzieciństwie nie miała,zasługuje na piątke z plusem.
                  • corka_1 Re: Dostałam... 04.07.10, 23:19
                    Lolinka2, nie wiem, co chciałaś osiągnąć porównując się z mamą maigor. Przecież nie od dziś wiadomo, że dwie osoby z taką samą diagnozą mogą diametralnie różnie funkcjonować. Jeden ma łagodniejszy przebieg choroby, mniejsze natężenie objawów, a drugi ma ostrzejszy i większe natężenie objawów. Być może ty należysz do tej pierwszej grupy, jeżeli wierzyć ci na słowo, że rzeczywiście jesteś bliską ideału matką. Weź jednak pod uwagę, że przebieg choroby zależy od wielu czynników, na które pacjent nie ma wpływu.
                    • czareg Re: Dostałam... 05.07.10, 07:47
                      Dzieci Lolinki są podmiotem jej życia (najważniejszym choć nie jedynym), mama
                      Majagor potraktowała córkę jak przedmiot dla własnej wygody (opiekunka pewnie
                      nie dawałaby się wykorzystywać).
                      To, że osobom ciężko chorym (fizycznie lub/i psychicznie) jesteśmy skłonni
                      więcej wybaczać nie usprawiedliwia tak okrutnego (także dlatego, że tak
                      wyrachowanego) traktowania jak szantaż emocjonalny samobójstwem.
                      Niezbyt dużo wiem o sytuacji Majagor, więc powyższy wywód należy traktować
                      bardziej jako uogólnienie, niż ocenę wyboru Majagor. Ale na podstawie informacji
                      z wątku, uważam, że zrobiła krzywdę sobie, swojej mamie i społeczeństwu.
    • ergo_pl Re: Dostałam... 02.07.10, 11:59
      Moim zdaniem Maja nie szukała rad.
      Maja miała po prostu potrzebę napisania o sobie - jak czasami każdy z nas.
      To my nie powinnyśmy ich udzielać - poza jedną, tą o terapii.
      • ergo_pl Re: Dostałam... 02.07.10, 12:05
        Maju - nie miej żalu do Lolinki.
        Uważam, że chciała dobrze - broniła CIEBIE.
        A że się ojcowie pomylili, to wiesz - może się zdarzyć w forumowym natłoku zwierzeń. Przeprosiła Cię.
    • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 12:15
      thousand.broken.mirrors napisała:
      > trzeba sie z tym liczyc.

      Tak wiem. Ale mimo to się wkurzam, jak ludzie ot tak oceniają. Oceniają używając argumentów z choinki.

      P.S. Albo jestem tak wspaniała albo jest kryzys na rynku pracy albo nie wiem co... Właśnie dostałam wiadomość, że na drugą posadę chcą także mnie przyjąć - bo byłam na dwóch rozmowach, w dwóch firmach.
      Szlag by to trafił!
    • lolinka2 Re: Koniec 02.07.10, 17:11
      na moich oczach umarło kilka osób z nowotworem, teściowa nowotworowa
      bywała złośliwsza niż ustawa przewiduje, ale kurczę nigdy podła....
    • majagor Re: Dostałam... 02.07.10, 19:20
      thousand.broken.mirrors napisała:

      bo umierajaca
      > osoba robi przeciez wszystkie podlosci z premedytacja. na pewno, przeciez ma
      > raka, a nie chorobe psychiczna. przeciez ona ma tylko raka i powinna jak grecki
      > bohater z duma i godnoscia zniesc wszelkie cierpienia. powinna odejsc z tego
      > swiata w blasku i chwale dajac przyklad swoja odwaga i jasnoscia umyslu.

      Ona nie tylko raka ma. Jest chora psychicznie tak samo jak my tu wszyscy. Ma CHAD. Wiele lat CHAD "spał", ale aktualnie ma depresję, na którą został niedawno włączony antydepresant - co też oczywiście mogło mieć wpływ na dzisiejsze zachowanie - przecież na początku zażywania antydepresantu bywa czasami gorzej niż przed jego zażyciem.
    • znowusensi Re: Dostałam... 02.07.10, 19:44
      nie chciałam się odzywać,bom w tej sprawie uznana za stronniczą.
      Ale tak ogólnie:
      Uważałam,że forum jest po to aby otrzymywać porady, pocieszenie,
      żeby móc się wygadać. Ceniłam zawsze wypowiedzi wszystkich
      forumowiczów.
      Zawsze bałam,że moje słowa zostaną w końcu wykorzystane przeciwko
      mnie i dlatego starałam się nie pisać o szczegółach ( okazazuje
      się ,że miałam dobre przeczucie).
      Przenigdy nie odważyłabym się obrzucić obelgami członków forum, ani
      ludzi o których piszą.
      Myślę,że nie jestem odosobniona w tych odczuciach.
    • skwr2 Re: Koniec 02.07.10, 21:11
      thousand.broken.mirrors napisała:

      > skwr2 napisała:
      >
      > > Nie wydaje Ci się, że mama zastosowałam wobec Ciebie brutalny
      > > szantaż emocjonalny?
      >
      >
      > uwaga, wybuchne.
      >
      Czy uważasz, że wejście w terminalne stadium raka czyni z człowieka
      anioła? Tym się choruje, kim się było uprzednio.
      • majagor Re: Koniec 02.07.10, 21:27
        skwr2 napisała:

        > thousand.broken.mirrors napisała:
        >
        > > skwr2 napisała:
        > >
        > > > Nie wydaje Ci się, że mama zastosowałam wobec Ciebie brutalny
        > > > szantaż emocjonalny?
        > >
        > >
        > > uwaga, wybuchne.
        > >
        > Czy uważasz, że wejście w terminalne stadium raka czyni z człowieka
        > anioła? Tym się choruje, kim się było uprzednio.

        Ale u mamy jest inaczej. Nie ma tego: "Tym się choruje, kim się było uprzednio"
        Ona przecież ma przerzuty na mózg. A jak wiadomo to daje różne zmiany w zachowaniu, czasami diametralne.
        • skwr2 Re: Koniec 02.07.10, 21:39
          majagor napisała:

          > Ale u mamy jest inaczej. Nie ma tego: "Tym się choruje, kim się
          było uprzednio"
          > Ona przecież ma przerzuty na mózg. A jak wiadomo to daje różne
          zmiany w zachowa
          > niu, czasami diametralne.
          Przepraszam, nie doczytałam. Oczywiście że nowotwór mózgu będzie
          rzutował na osobowość człowieka. W innym świetle jawi się próba
          samobójcza.
    • skwr2 Re: Koniec 02.07.10, 21:13
      Podzielam Twoje zdanie. Uważam jednak, że nie tylko chadowcy nie
      mają prawa swoją chorobą rujnować życia rodzinie.
    • skwr2 Re: Koniec 02.07.10, 21:15
      lolinka2 napisała:

      > Ona cię nie kocha. A na pewno nie mądrze.
      > Ona cię wykorzystuje. Przykro mi.
      Takie roztrząsania nie mają już najmniejszego sensu. Prawem chorego
      jest godnie odejść, prawem pozostających - godnie żyć.
    • czubata Re: Dostałam... 02.07.10, 22:31
      Prawdą jest że dzieci nasze mają zupełnie inne dzieciństwo niż my.
      Moje wyjechały teraz na wieś,młodsza za mną tęskni,zawsze chce chociaż na noc
      wracać do domu,co oznacza że czuje się w nim dobrze.Jako chadow matka mam o
      wiele lepszy kontakt z dziećmi niż mój zdrowy mąż i wiele innych "zdrowych
      matek".Miłość ma wielką siłę,sprawia że udaje nam się nie fundować piekła dzieciom.
      Inną sprawą jest dbanie o rodziców kiedy są w podeszłym wieku lub chorzy.Mam
      ojca,76 lat,nie choruje i bardzo mnie zaniedbał gdy byłam dzieckiem.Zabrałam go
      do siebie,bo przede wszystkim nie chce by umarł w samotności,i po jego śmierci
      chcę mieć czyste sumienie.Mam też z nim układ,że pomaga mi przy odprowadzaniu
      dzieci do szkoły,oczekuję od niego że na stare lata się zrehabilituje,i
      faktycznie,bardziej mu wychodzi przy wnuczkach niż przy własnych dzieciach.Wiem
      kim był i kim jest mój ojciec,i niestety,nie jestem w stanie odczuwać w stosunku
      do niego szacunku w czystej postaci.Ale nie umiem go też zostawić w
      samotności,na pastwę śmierci, w zimnym,zapyziałym mieszkaniu na melinie.Zatem
      puki ojciec przystaje na moje warunki,dopóty jest ze mną.Jako strszy człek jest
      upierdliwy i marudny,ale na to już przymykam oko bo to jest starość.
      Niech każdy więc czyni wedle własnego sumienia.
    • kamyczek_0 Re: Dostałam... 03.07.10, 21:54
      Ja na miejscu Mai zrezygnowałabym z tej pracy sad Ale podkreślam to jest MOJE
      gdybanie. Nie byłabym tak silna żeby znieść ewentualną udaną próbę samobójczą
      matki. Po prostu. Na tym etapie, na którym jestem JA nie potrafiłabym pójść do
      pracy w sytuacji, w której matka targnęła się na swoje życie. Pal licho, czy pod
      wpływem zmian w mózgu (nowotwór), czy świadomie manipulując.
    • matrioszka42 Re: Dostałam... 05.07.10, 09:11
      Napisałam, że jest to manipulacja ze względu na wybór czasu. Nie wyobrażam sobie jednak, żebym w stadium terminalnym nie mogła podjąć decyzji o czasie i sposobie zejścia z tego świata. Pewnie uświadomiłabym rodzinę o zamiarze, chciałabym mieć czas na pożegnanie. Faktem jednak pozostanie, że na pewnym etapie taka droga wydaje mi się być jedyną, by nie stracić szacunku do siebie. Na końcówce. I chciałabym na tyle zachować świadomość, by była to moja decyzja.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka