Moi drodzy,
udało mi się w końcu dostać do logopedów, nawet dwóch, p. Regner od
Castillo, i p. Kowalczykiewicz od SI.
Opiszę pokrótce wizyty i moje wątpliwości.
P. Regner - pol godziny opowiadalam historie choroby, mialam wrażenie nie
bycia sluchana, pani dziwiła się, ze mały nie je kaszy kukurydzianej..i
kazała dawać puplety zamoczone w siemieniu lnianym, po rozmowie pokazała
na mnie jak masowac wibrująco dziecko, stwierdziła, że jest bardzo wiotki,
buzi nie ruszała. Powiedziała, że musi nabrać mięśniówki, zeby mogła coś
porobić z głową. na pytanie czy u niego jest nadwrazliwość, stwierdziala,
ze nie, bo "mały daje się dotykać". Kazała wrócic w styczniu, jak zdobędę
skierowania na NFZ. Tyle.
Dziś u drugiej pani. Kazała przyniesc owoce i sloiczek i gaziki. Wzięła
małego na kolana, dala jabłko w gaze i do buzi, stiwrdzila, ze mały ma
odruch żucia i gryzienia, potem pokroiła banana na małe kawałki i dała do
przecieru i do buzi, jadł, nie rzygał, potem dała jabłko bez gazy, odgryzł
i sie zrzygał, wszystko co wczesniej zjadł. W wymiotach był tenże banan
wcale nie pogryziony, czyli on połyka w całości, mimo iz potrafi żuć,
uznała że to nadwrażliwsc tylniej czesci gardła czy przełyku, nie
pamiętam. Po powrocie dałam małemu zupe papke i maciusienkimi kawałkami
ziemniaka i marchwi, był bardzo wygłodzony, nawet jadł, ale jak mu
ziemniak stanął na języku, naparwde malunki kawałek, to zwymiotował ok 180
gr zupy dwoma chlustami, starsznie się zadławiał
Nie wiem już, co mam myslec, kazdy mówi co innego. Do kogo mam chodzić?
Pewnie każda ma trochę racji, sama nie wiem.