Robię sobie spokojnie szal ażurowy ze śliwkowego moherku, od czasu do czasu
coś mi się miesza z liczbą oczek, ale ogólnie robótka posuwa się do przodu.
Wczoraj wieczorem odkryłam, że tajemnicze machinacje z liczbą oczek musiały
mieć swoją przyczynę - jakieś 70 rzędów temu spadło mi oczko brzegowe i teraz
wisi sobie niezabezpieczone i straszy spruciem całości

Na razie nabrałam je na kółeczko-marker.
Doradźcie co z tym zrobić. Prucie nie wchodzi w rachubę (brak cierpliwości,
no i moher źle to znosi).
Jedyne co mi przychodzi do głowy, to po skończeniu robótki obdziergać całość
oczkami rakowymi, łapiąc to jedno wolne wiszące oczko.
Co z tym fantem zrobić?
Pozdrawiam,
Kasia