rosacruz
26.02.08, 12:25
Cześć Jo,
Na pewno nie rozedrę cię na strzępy za komentarz. Dziękuję za uwagi.
Mamy podobny problem, tyle, że w drugą stronę. Kiedy przeglądałam
strony, na których były skany książek, zauważyłam dwie rosyjskie
książki, które bardzo chciałabym mieć. Próbowałam zamówić je przez
Amazona i przez strony wydawców (po rosyjsku… czytam w kilku
językach, ale akurat nie po rosyjsku!) i nie powiodło się.
Nie mogę mówić w imieniu gazet. Vogue to bardzo duża firma
wydawnicza. Ja jestem sama. Oprócz zamówienia książek, które wydaję,
przez Amazon, można też kupić je bezpośrednio na stronie mojego
wydawnictwa. Płaci się w PayPalu, który akceptuje międzynarodowe
karty kredytowe i różne waluty, a ja sama pakuję książki i zawożę je
na pocztę, żeby wysłać!
Bardzo bym chciała, żeby można było przejrzeć książki, zanim się
człowiek zdecyduje, czy chce je kupić, ale w tej chwili kontrakty z
Amazonek i innymi sprzedawcami, którzy to umożliwiają, są według
mnie niekorzystne dla małych wydawców. Próbowałam jakoś to
rozwiązać, ale jeszcze mi się nie udało (częściowo dlatego, że nie
mam czasu na szukanie rozwiązania).
Bardzo chciałabym znaleźć jakieś inne rozwiązanie; sposób, w który
wydawcy, mali i duzi, mogliby dostarczać swoje materiały w formie
cyfrowej i legalnie, aby projektanci, redaktorzy i inni też mogli
dostać wynagrodzenie za swoją pracę.
Bardzo się cieszę, że mogłam przez chwilę znaleźć się w Waszej
polskiej skórze i doceniam twoje wysiłki, by znaleźć się w naszej
amerykańskiej! Niektórym Amerykanom brakuje pokory (podejrzewam, że
niektórym Polakom też), ale projektanci dzianin i przynajmniej
niezależni wydawcy robią to, co robią, bo to kochają; musimy jednak
zarobić przynajmniej tyle, by spłacić rachunki, inaczej nie będziemy
mogli dalej pracować. A jeśli chcemy dalej robić to, co robimy,
każdy cent (czy też grosz – czy to jest najmniejsza waluta w
Polsce?) się liczy.
PS: Pracujemy nad tym, by w naszych książkach przeliczać cale na
centymetry. Na razie nie udało mi się przetłumaczyć tylko jednej
rzeczy, mianowicie idei jardów na funt.
I drugi mail, którego dostałam parę godzin po pierwszym:
Jednym z problemów upubliczniania książek jest to, że nie tylko
Polacy u Rosjanie mogą ściągnąć albumy. 4 miliony amerykańskich
druciarzy też może je ściągnąć, za darmo, a oni naprawdę mogą pójść
do sklepu czy księgarni, albo użyć eBaya, bez problemów, które
opisywałaś.
Gogle właśnie zmienia silnik wyszukiwarki na Picasie tak, aby
książki pojawiały się w normalnych wyszukiwaniach grafiki, czego
wcześniej nie było. To może finansowo totalnie zniszczyć
niezależnych wydawców i projektantów książek o dzianinach.