comoda
16.04.11, 08:16
Witam,
jak w tytule: PRZESTRZEGAM PRZED GABINETEM na ul. Andriollego przy cmentarzu. W tym tyg. zostałam naciągnięta tam na zastrzyki (ok 60 zł zapłąciłąm, ale lekarz powiedział, ze mam przyjść jeszcze na 2...) na rzekome zapalenie jąder psa (przed samym zabiegiem kastracji nagle się okazało że pies ma zapalenie jąder, przebiegające jakoś bezobiawowo jak widać...).
W kolejce za mną, mimo, że byłam umówiona już na zabieg stało kilka osób, i tak coś mnie tknęło, że dr. Badowski nie chce tracić klientów... Nie pierwszy zresztą raz miałam wrażenie, że jestem w tym gabinecie naciągana. Jestem właścicielką 2 psów i kota i nigdy w życiu moje zwierzęta nie miały tylu problemów zdrowotnych co kiedy zaczęliśmy się "leczyć" w tym gabinecie (głównie u dr. Badowskiego). W związku z przeczuciem, że coś jest nie tak z tą "diagnozą" pojechałam następnego dnia do gabinetu na Kresach, gdzie pani doktor tylko potwierdziła moje obawy - zbadała psa i powiedziała, że żądnego zapalenia nie ma i nie było - bo niemożliwe żeby coś co trzeba leczyć antybiotykiem w zastrzykach zniknęło w ciągu 20h.
Takich historii związanych z tym gabinetem mam na koncie co najmniej 3, ale dopiero tym razem tak się wściekłam że pojechałam potwierdzić diagnozę do innego gabinetu. Moim zdaniem na Andriollego pracują skrajnie nieuczciwi weterynarze, którzy zamiast leczyć męczą zwierzęta (proszę sobie wyobrazić co trzeba było zrobić żeby uzyskać efekt "skomlącego psa" dotykanego w klejnoty...) i naciągają właścicieli na niemałe nota bene pieniądze. Żal mi przede wszystkim starszych ludzi których widzę tam w kolejkach masowo, którzy pewnie bezgranicznie ufając tym "lekarzom" zostawiają tam odpowiednią część swoich małych przychodów...
Nie wiem ile osób to przeczyta, ale chciałabym żeby ta informacja się jakoś rozprzestrzeniła, bo to co ten lekarz wyprawia jest naprawdę szokujące. Poziom cynizmu u lekarzy pracujących przy cmentarzu to jakieś maksimum możliwe w tym zawodzie chyba... Bo dla mnie dobry weterynarz powinien mieć na względzie przede wszystkim zwierzęta a nie własny zarobek...
wiem, że pewnie pomogli oni także wielu zwierzątkom i pewnie kilka osób się odezwie w ich obronie, dla mnie jednak taka sytuacja kompletnie dyskwalifikuje weterynarza w moich oczach i wiem, ze już nigdy w życiu tam nie pójdę... Niech panu Badowskiemu moje 60 zł posłuży ale więcej na mnie nie zarobi - gratuluję mu zresztą strategii biznesowej - chyba lekko nieprzemyślana i zakładająca że ludzie mają trociny zamiast mózgów...
pozdrawiam serdecznie,
C.