Gość: bubi
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
24.10.01, 15:31
W Łodzi nie ma miesiąca, żeby w gazetach nie było poruszanej sprawy
łapówkarstwa w WORD. Ja sam nie zdałem za pierwszym razem (kilka lat temu) u
niejakiego pana N., który stwierdził, że wjechałem do "garażu" z rezerwą nie po
30 cm od bocznych ścian, tylko 40 z jednej, a 20 z drugiej. Wytłumaczyłem panu
N., że w takiej sytuacji nie mógłbym wysiąść z samochodu, a pasażera to ja mogę
przed garażem wysadzić. Niestety poległem, a za drugim razem zdałem u innego
pana, który był o wiele bardziej wyrozumiały. Ponieważ zdawałem w zimę, warunki
były kiepskie i na jednym zakręcie zarzuciło mi tył samochodu. Pan Egzaminator
stwierdził, że nie może mi się to więcej przydarzyć, bo mnie obleje, ale na
następnym zakręcie znów mnie zarzuciło. Zdałem jednak i jestem wdzięczny Panu
Egzaminatorowi (niestety nie znam nazwiska, ale był czarny kręcony i z wąsem).
Jest to przykład na to, że uczciwi też się zdarzają. Koniec końców niejaki pan
N. wziął "wizytówkę" (jedna z metod dania "w łapę") od znajomej mi osoby, która
to po poważnym wypadku nie wsiadła więcej do samochodu. Ja od tego czasu (3
lata) zrobiłem już 150 tys. km bez większych zdarzeń niż drobne stłuczki.
Gratuluję panu N. (wysoki, lubuje się w skórze-kurtka i czapka bejsbolowa)
poczucia humoru. Ciekawe, czy po takich sytuacjach nie czuje się choć trochę
winny.
PZDR