IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 10:49
Kto da mi namiary ma kursanta do końca słuchającego co się do niego
mówi. Kto da namiary na kursanta, który po 20 godzinach wreszcie
patrzy na znaki, a nie na długie nogi na chodniku. Kto da namiary na
kursanta, który po 26 godzinach po raz kolejny nie przeprasza, że
nie zauważył czerwonego światła. Wreszcie, kto da namiary na
kursanta, który ucząc się będzie starał się zrozumieć zasady ruchu
drogowego, a nie uczył się tylko pod egzamin i starał się wyciągnąć
wnioski z tego co się setki razy do niego poetarza. A teraz na
poważnie. Jazda zwłaszcza dla niecierpliwych młodych kierowców jest
już dość stresująca, więc nie dziwię się, że szukasz uspokojenia w
instruktorze. Zastanów się jednak czy szukasz tylko pełnej godziny
jazdy bez przystanku, czy może z przerwami na tłumaczenie i rozsądne
wyjaśnienia dlaczego właśnie tak i z czego to wynika. Twój
prowadzący pewnie już włożył w ciebie dość wysiłku, ale może wróć do
niego i porozmawiaj o tym co jeszcze trzeba by było poćwiczyć. On
już Cię zna i wie na co Cię stać, Ty tylko pozwól sobie pomóc. Jeśli
jednak jesteś tak bardzo nim zawiedziony, nie szukaj pomocy tam
gdzie dużo się mówi o bezstresowym szkoleniu, lecz idź tam gdzie w
spokoju bez poganiania uczy się kursantów, pomału, a rzetelnie.
Niestety nie dam Ci namiarów na siebie, bo jak by to wyglądało na
forum. Pytaj tych co już zdali gdzie się uczyli i nie sugeruj się
tym za którym razem zdali, bo to żadna miara, no chyba, że zdawali
ilość razy do przesady. Życzę powodzenia!!!!!
Obserwuj wątek
    • aniamamamarty Re: kursant 04.10.08, 20:54
      jejku, co Ty masz szczeście do samych opornych przypadków ???
    • Gość: Anna Re: kursant IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 04.10.08, 22:20
      Ja byłam taką kursantką:-). Nie Twoją.
      Zawsze jeździłam z myślą, że będę jeździć sama i nie mogę
      piernikować na ulicy. Zdałam, mam prawko, jeżdżę, radzę sobie i
      zawsze dobrze mówię o swoich instruktorach.
    • aniamamamarty Re: kursant 05.10.08, 00:17
      A tak naprawde to co robisz ,nazywa się kryptoreklamą... kiepską
      resztą ...polega ona na tym, że większość kursantów to idioci, a Ty
      DOSKONAŁY instruktor a to niestety nie zadziala i jak sadzę nikt Cie
      nie zapyta o to czego "niby" nie chcesz ujawnić
    • Gość: Doverowa Re: kursant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.08, 12:42
      Słuchanie: ja jak siedzę za kółkiem to skupiam się wyłącznie na
      jeździe i nie słyszę co instr do mnie mowi. Tym bardziej jak
      tłumaczy jakąś skomplikowaną krtzyżówkę.
      Co do patrzenia na długie nogi na chodniku, to wszyscy już dobrze
      wiedzą kto się za nimi ogląda...
      Może nie na czerwonym świetle, ale na STOPie nie zatrzymałąm się na
      pierwszych 4 h jazdy.
      A co do uczenia się pod egzamin: nie zawsze nauka jazdy pod egzamin
      wiążę się z umiejetnościami pomocnymi do jazdy w życiu codziennym, i
      taka jest niestety prawda. Nie mowie, ze wszystkie, ale większośc
      wymogów jest zrobiona pod egzamin.
      • Gość: gość Do Doverowej IP: *.idc.net.pl 05.10.08, 18:37
        Ciekawe na czym opierasz takie twierdzenie?
        Duża część egzaminów kończy się przerwaniem. Najczęściej wymuszenie
        pierwszeństwa. Czy to są wymogi tylko pod egzamin?
        • Gość: kakakaka Re: Do instr, IP: 195.116.227.* 05.10.08, 20:05
          ja miałam takiego instr że jak zaczełam niby z nim dyskutować to
          szczelił tęką o tapicerkę samochodu.Był surowy i chciał nauczyć.Ale
          bardzo dobrze go wspominam.Zdałam za 3 ale to tylko z mojej winy.On
          mnie nauczył i po zdawce napisałam do niego z podziękowaniami.
        • Gość: Doverowa Re: Do Doverowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.08, 21:02
          Chodzi mi o nieistotne rzeczy, za które egzaminatorzy oblewają.
          Instruktorzy nas uczą takiego, a nie innego sposobu wykoanaia
          manewru, zachowania. Albo mowią też czego nie robic. Musimy to znac
          mimo, ze to nie zagraża bezpieczeństwu.
        • Gość: Doverowa Re: Do Doverowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.08, 21:03
          A za wymuszenie pierwszeństwa to już inna bajka. Albo delikwent nie
          zna przepisów, albo nie patrzy w lusterka i za siebie.
          • Gość: 997 Re: Do Doverowej IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 05.10.08, 21:07
            Albo też egzaminator mu to zarzuci niesłusznie. Bo to taki fajny
            sposób oblania... Nie do podważenia.
            I nie udawajcie, że nie wiecie o co chodzi.
            • Gość: Doverowa Re: Do Doverowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.08, 21:37
              Nie. Nie wiemy. Możesz "nas" oświecic?
              • Gość: 997 Re: Do Doverowej IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 05.10.08, 21:45
                Zapytaj swego chłopa Dovera:-)))).
                • Gość: gość Re: Do Doverowej IP: *.idc.net.pl 05.10.08, 22:14
                  Można poczytać to forum. Piszący twierdzą czasem niestworzone rzeczy.
                  Weryfikacja tego jest praktycznie niemożliwa. O egzaminach pisze się różnie. I
                  pewnie coś w tym jest. Ale...
                  Bardzo często, jak mój kursant nie zda i przychodzi na kolejną jazdę, to po
                  zapytaniu go dlaczego nie zdał, biorę go na tę jego trasę. I co?
                  Często okazuje się, że było zupełnie inaczej niż opowiadał.
                  Dlatego wszelkie uogólnienia mnie dobijają, bo są bez sensu.
                  W dodatku, ktoś się tego naczyta i rzeczywiście podchodzi tak, jakby egzamin to
                  były średniowieczne tortury, albo jak niektórzy piszą, rzecz trudniejsza niż
                  skończenie studiów.
                  Efekt łatwo przewidzieć.
                  • Gość: Doverowa Re: Do Doverowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.08, 22:18
                    Na pewno nie trudniejsze niż ukończenie studiów, ale wszystko zależy
                    od tego, na jakiego egzaminatora się trafi, a przede wszystkim od
                    umiejętności :)
    • permanentne_7_niebo Re: kursant 05.10.08, 21:25
      Rozumiem Twoje podejście, też nieraz słuchałam o waszych problemach
      z ludźmi i czasem cholernie ciężko mi się uwolnić od myślenia, że to
      kursant jest dla instruktora, choć wiem, że przesadzam. Z drugiej
      strony znam podejście od strony kursanta. Ja wiem, że się staracie,
      że wkładacie w nas mnóstwo energii. Ale jak się przez cały czas
      słyszy: ja jestem świetny, a Ty jesteś beznadziejna... odechciewa
      się. A to mi ten post przypomina. Jestem jak najbardziej zgodna z
      treścią merytoryczną, mniej z wyrazem.

      Ja właśnie odwołałam jazdy, bo mam 2 prace na następną sobotę,
      książka nie do zdobcia + kilka ładnych cegieł + dentysta, wyć mi się
      chce. Powiedziałam mu, jak jest. Powiedział, że ok i nawet mi nie
      zrzędził, że mam niepoważne podejście do kursu.
    • pomoc_kuchenna Re: kursant 05.10.08, 23:42
      To ja odwrócę pytania: kto mi da namiary na normalnego instruktora -
      takiego, któremu chce się chcieć? Takiego, który nie przewraca
      oczami, gdy raz na jakiś czas zgaśnie mi auto? Takiego, który na
      zadawane pytania będzie odpowiadał rzetelnie, nie dając do
      zrozumienia, że "po 10 godzinie jazdy przecież powinnam to
      wiedzieć"? Takiego, który nie będzie odbębniał tej godziny czy
      dwóch, byle minęła, a na placu skoncentruje się na moich manewrach,
      a nie na ploteczkach z innym instruktorem? Mogłabym tak w
      nieskończoność.

      Miałam do tej pory trzech instruktorów. Z pierwszego zrezygnowałam
      bardzo szybko: seksistowskie teksty, podwożenie żony, odwożenie
      córki, czekanie pod blokiem, aż szanowny pan załatwi jakąś sprawę.
      Drugi instruktor - przemiły starszy pan, dobry dziadunio, który
      niczego nie wymagał. Kulał się ze mną po mieście, zabawiał rozmową,
      opowiadał dowcipy, ale właściwie to miał w nosie, czy znam przepisy,
      czy nie. Było miło, ale jazdy z nim nic mi nie dały. Jeździłam, bo
      jeździłam, ale bez większej świadomości, co robię źle, a co dobrze.

      I wreszcie trzeci instruktor - pan humorzasty. Albo było supermiło,
      albo tak nerwowo i nieprzyjemnie, że totalnie spięta popełniałam
      błędy osoby, która wsiadła za kółko pięć minut temu. Ten stres, z
      czym on tym razem wyskoczy, zabił radość z nauki i jazdy. Gdy
      widział, że zamierzam wykonać nieprawidłowy manewr, walił po
      hamulcach tak, że sam niemalże leciał na przednią szybę, choć
      prędkość była niewielka i teraz, gdy analizuję tamte sytuacje,
      myślę, że wystarczyłoby po prostu zahamować. Na pytania, jak coś
      zrobić, odpowiadał na przykład: "no normalnie". Mój pierwszy wjazd
      na skomplikowane skrzyżowanie? Tłumaczę mu: "robię to pierwszy raz,
      będę jechała powoli, w razie czego bardzo proszę o podpowiedź".
      Reakcja: "znasz przepisy, mnie tu nie ma, masz radzić sobie sama".
      Jak się skończyło? Gwałtownym hamowaniem. A wystarczyłaby odrobina
      dobrej woli i parę słów: zwróć uwagę na to i tamto, spokojnie, jedź
      powoli, przejedziesz z moją pomocą.

      Nie jestem kretynką, która przejeżdża na czerwonym świetle. Wiem, że
      nawet w ciągu tych 30 godzin instruktor nie jest w stanie przekazać
      mi wszystkiego. Dlatego mam podręcznik, czytam kodeks, zamęczam
      wszystkich, którzy wiozą mnie autem: a co teraz robisz? redukujesz?
      zmieniasz bieg? a podczas hamowania kiedy wciskasz sprzęgło? I tak
      dalej, i tak dalej... Zbieram tą wiedzę również na własną rękę,
      tylko jakoś szczęścia do instruktorów mi brak po prostu, przede mną
      czwarta próba - tym razem doszkalające - i nie pójdę na egzamin
      dopóki nie znajdę normalnego instruktora, który przywróci mi i
      pewność siebie, i radość z jazdy.
      • permanentne_7_niebo Re: kursant 06.10.08, 06:28
        Na pytania, jak coś zrobić, odpowiadał na przykład: "no normalnie".

        To jest najlepsze :D:D:D Boże, ja Ci chyba naprawdę kogoś polecę, bo
        to, co piszesz jest STRASZNE! Mózg mi staje.
        • pomoc_kuchenna Re: kursant 06.10.08, 17:02
          ;) Najgorsze były chyba jednak te wygłaszane z przekąsem komentarze: "chyba
          znasz przepisy?", "powinnaś znać przepisy", itp. Ale znajomość przepisów to
          jedno, a wyjechanie na drogę to drugie! Czy to nie dziwne, że instruktor z
          wieloletnim stażem nie jest w stanie tego zrozumieć? Mogę przecież recytować
          kodeks na pamięć, ale gdy pierwszy raz wjeżdżam na rondo, gdzie mamy tramwaje,
          światła, przejścia dla pieszych - generalnie wszystko na raz i jest jeszcze
          godzina szczytu - to wszystkie nauki na papierze biorą nagle w łeb i człowieka
          ogarnia zwyczajna panika! Bo co innego "rozwiązywać" skrzyżowania na testach, a
          co innego znaleźć się na drodze, gdzie nie ma za bardzo czasu, by analizować,
          kto ma pierwszeństwo - trzeba to po prostu wiedzieć, a taką wiedzę nabywa się
          ćwicząc - na pewno nie po godzinie ani dwóch jazdy. PS. Permanentne, jeśli
          możesz mi polecić jakiegoś normalnego instruktora, który zna rejon Radarowej, to
          poproszę namiary na priv.
          • siodmykrasnoludek Re: kursant 06.10.08, 17:58
            zgadzam sie, ze teoria teoria, a praktyka praktyka. " na sucho"
            jezdzi sie inaczej niz na zywca. na papierze nigdy nie bedzie
            prawdziwie, ale z drugiej strony w jakims stopniu sie oswajasz z
            sytuacja. choC prawda jest, ze nigdy nie przewidzisz wszystkiego.
            oraz tego, ze twoj instruktor ma obowiazek wytlumaczyc tobie kazda,
            najmniejsza nawet pie.... to jest nauczyciel, a od nauczycielam
            wymaga sie przekazania calej wiedzy z danego zakresu, aby uczen zdal
            egzamin, ktory go czeka. a ty jestes tym uczniem, czekajacym na
            egzamin w kolejce od 2 mcy...

            nie poddawaj sie. jakby ktos potrzebowal namiary na kompetentnego
            instruktora w poznaniu, prosze bardzo, mozna sie ze mna kontaktowac.
          • Gość: Doverowa Re: kursant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.08, 18:41
            "a na placu skoncentruje się na moich manewrach,
            a nie na ploteczkach z innym instruktorem?"

            Wrr... :/ Weź nic nie mow. To jest chyba jakieś zboczenie zawodowe,
            bo nie słyszałam jeszcze o instr, który na placu, zamiast
            plotkowac/jesc/palic/rozmawiac przez tel etc patrzy, jak kursant
            robi łuk, koperte czy inne parkowanie.



            ";) Najgorsze były chyba jednak te wygłaszane z przekąsem
            komentarze: "chyba
            znasz przepisy?", "powinnaś znać przepisy", itp. Ale znajomość
            przepisów to
            jedno, a wyjechanie na drogę to drugie! Czy to nie dziwne, że
            instruktor z
            wieloletnim stażem nie jest w stanie tego zrozumieć?"

            Dokdnie! ja z moim sie kłociłam, gdy jechała osoba, ktora pierwszy
            raz wyjechałą na miasto. Oczywiście on szedł w zaparte, ze to jej
            wina i koniec. Nie dało rady mu przetłumaczyc, co jak robi testy na
            komputerze, to musis ogarniac wszystkie krzyżówki na drodze...


      • daga1974 Re: kursant 08.10.08, 11:39
        ja Ci dam namiary :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka