Dodaj do ulubionych

Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa ;(

IP: *.t-mont.net.pl 09.06.09, 07:16
wczoraj odebralam wyczekane, wymodlone, wymarzone prawo jazdy.
Oczywiscie zameczylam męza ze tym razem to JA jade do domu.
coz, auta dobrze nie znam, sprzeglo takie ze gasnie na kazdym
skrzyzowaniu! nie moglam ruszyc. Otrąbili mnie (jakby to cos
pomagalo! przeciez spieszac sie tym bardziej nie rusze!)
maz darl sie abym wrzucila 4ke, ja 4ke moze na kursach raptem raz
czy dwa wrzucilam, nikt sie nie czepial ze jade 50/60 km/h na 3ce.
ja sie denerwowalam, koniec koncow cchialam wysiasc.

Inaczej to sobie wyobrazalam, nawet nie chce mi sie dzis pobowac.

dodam ze jezdzilam chyba ze 130 godzin Lkami roznymi i gaslo mi
tylko jedno auto, jak zaczynalam sie uczyc. O co chodzi ze tak
gasnie? czy mozna to jakos ustawic?

Obserwuj wątek
    • Gość: p7 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 07:57
      mąż jest przede wszystkim fujara, że się wydzierał (po co taki mąż)
      • Gość: justyna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 08:05
        nie lubie drących papę facetów. wydmuszki a nie jaja! (sorry) niech
        sie nie drze tylko wyjasnia-w koncu kierowca starszy mlodemu pomoc
        powinien i basta. ale fakt faktem katowanie silnika 3 biegiem przy
        60 km na h to nie jest najlepszy pomysl.to jeszcze zaezy od
        pojemnosci, ale generalnie w elkach silniki sa male i mulowate, przy
        60 na 3 powinien wyc na maxa. mi instruktor uwage zwracal jak
        jechalam 50 na 3, a jak przekroczylismy 60 od razu 5. to jest
        niestety minus polskiego uczenia-na wysokich obrotach auto nie
        gasnie. wiekszosc z moich znajomych na kusie nie wyszla poza 3 bieg.
        i to jest bardzo niedobre. ale małżonek niech krzyki zwinie w ciasny
        rulonik i rozwazy znaczenie slowa czopek-krzykiem ci na pewno nie
        pomoze. zycze szerokiej drogi i powodzenia.
        • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 08:30
          po pierwsze: sprobuj jezdzic bez meza, dracy sie koles siedzacy obok
          i stresujacy to nie jest dobry pomysl
          sprzeglo muisz wyczuc.
          poprobuj na parkingu, ruszaj - zatrzymu, ruszaj - zatrzymuj. Za
          ktoryms razem przestanie gasnac.
          I po trzecie: nie przejmuj sie.
          Powodzenia
    • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 08:45
      coz, nawet NIE BYLO drugiego razu!
      mąż mi nie pozwolil dzis rano prowadzic do pracy.
      a ja sie przygotowalam, ubralam wygodne buty itp..
      siadam a on ze sie przesiadamy, ze sie spieszy, ze mi auto gasnie a
      inni sie spiesza ..
      poryczalam sie i mam dola.
      a ja sie tak cieszylam..i CHIALAM jezdzic! mimo wszystko.
      co ja mam zrobic? kupic inne auto? a wczesniej poprobowac jakie ma
      sprzeglo? na tylu jezdzilam i nie gaslo,moze to instruktor pomagal i
      dlatego.Juz sama nie wiem.
      • zielonazabka1 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 09:28
        Hmmm nie sadze aby Ci cały czas instruktor pomagał ze sprzęglem i
        nic nie mowił.... a na egzaminie egzaminator by cały czas pomagał??
        Skoro na egzaminie przy stresie potrafiłas jakoś opanować nogi to i
        teraz też sie uda, na spokojnie musisz wyczuć auto i tyle.
        Moze poprobuj wieczorem lub w weekend sama pojezdzic....w jakims
        mało uczęszczanym miejscu co bys sie nie denerwowała ze blokujesz...
        Powodzenia!
      • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 09:29
        cholera jasna: przestan z mezem jezdzic i sie na niego ogladac. wez
        samochod jak wroci z pracy i sobie pocwicz. Jezdzij sobie po
        prakingu na poczatku. To zaden wstyd cwiczyc i doskonalic swoje
        umiejetnosci.
        Albo idz i kup swoj wlasny samochod.
        moze miec pare lat, byc uzywany ale nikt ci nie bedzie w nim rzadzil.
        juz za kilka tsyiecy mozesz miec fiacika punto albo astre.
        I pamietaj: kazdy samochod ma inne sprzeglo. Jedno chodzi lzej
        adrugie mocniej, jedno latwiej odpuszcza a inne nie. To nic
        dziwnego. Na poczatku ma prawo Ci gasnac.
        Glupi baran jest z tego Twojego meza, ze zamiast Cie wspierac tak
        sie zachowuje.

        Nie łam sie, nie zamartwiaj i pamietaj, ze bedzie dobrze.
        • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 09:33
          samej mi auta nie da za cholere, zreszta kupuje w tym tygodniu nowe
          i dopiero sie bedzie dzialo! nawet mi wsiąsc nie pozwoli a co
          dopiero jechac.

          chce sobie kupic corse, mam porownanie i na niej najlepiej mi sie
          jezdzilo. ale nawet jak to wlasne bede miala to on mi samej nie
          pozwoli jezdzic, zreszta nawet bym sie na początku bala.

          Boze, czemu on taki jest? zamast mnie wspierac tylko mnie zdolowal
          ;(

          • princessofbabylon Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 09:57

            > Boze, czemu on taki jest? zamast mnie wspierac tylko mnie zdolowal
            > ;(

            A powiedziałaś mu wprost, że jest pipa nie facet? Że na niego
            liczyłaś, na jego pomoc, a on zamiast wsparcia daje Ci powody do
            doła? Ze liczyłaś na jego doświadczenie. Niektórym facetom wystarczy
            połechtać ego, powiedzieć coś w stylu "wiem, ze to umiesz, na pewno
            mi pomożesz" i od razu będzie chciał Ci udowadniać, że tak jest ;P
            Albo weź kogoś innego. Nie wiem, masz brata, kumpla, kuzyna,
            sąsiada? ;)
            • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:00
              nie mam brata.

              mowilam mu ze mnie rozczarowal i jeszcze zdolowal zamiast pomoc, ale
              on jest taki, lubi zniszczyc moja wiare w siebie (dlugo budowana na
              kursie).

              teraz dzwoni, chce pogadac, ale ja nie chce z nim rozmawiac.
        • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 09:35
          fiata nie chce, maz ma grande i juz skutecznie sie zrazilam do
          fiatow ;/
          • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 09:52
            dziewczyno> jak sobie kupisz samochod to moze cie w d... pocalowac
            ten Twoj maz, a nie "nie pozwolic". Osiemnascie lat masz dawno
            skonczone wiec sie nie musisz pytac czy Ci wolno czy nie.
            A skoro maz kupuje nowy to ten stary nie moze zostac dla Ciebie?
            Na poczatku po zrobieniu prawka jezdzilam punto, po roku przesiadlam
            sie na astre kombi, na poczatku tez mi gasla po kilka razy dziennie,
            po ok tygodniu sprzeglo juz dobrze wyczuwalam i klopoty sie
            skonczyly.

            wiecej wiary w siebie i wiecej samodzielnosci. nie ogladaj sie na
            meza.

            z jakiego miasta jestes?
            • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 09:58
              z Krakowa jestem.

              na starym jezdzic nie bedzie bo zostanie sprzedane. Na jego miejsce
              bedzie Bravo (tez fiat ;/)
    • Gość: df Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 09:54
      Co nagle, to po diable. Zacznij (tak jak pisze nioma) od jazdy po parkingu i
      jakichś mniej ruchliwych uliczkach. Spróbuj znaleźć jakieś wzniesienie i poćwicz
      ruszanie na nim. Trzeba wyczuć pedały. Później wyjedź na jakąś szybszą drogę -
      trzeba wreszcie nauczyć się wrzucania tego 4-ego i 5-ego biegu. Sam z piątką
      miałem do czynienia dopiero po odebraniu prawka, jazda ze śmieszną prędkością 90
      km/h była dla mnie wtedy stresującym przeżyciem. Później trzeba zacząć trochę
      jeździć lewym i środkowym pasem i pouczyć się wyprzedzania na drogach
      dwukierunkowych (zacząć od seicento i matizów jadących 70-80 km/h :D).

      Nie przejmuj się żadnymi trąbiącymi baranami - oni też pewnie nie lepiej
      zaczynali. Sam zaczynałem jeździć z ojcem, też straszny nerwus, ale jednak
      czułem się trochę pewniej, chociaż tak naprawdę wcale mi nie pomagał. Miał tylko
      co najwyżej rację zwracając uwagę na to, by omijać dziury i nie jeździć za
      blisko prawej strony. Resztę jego nauk olałem, gdyż sam ma masę złych nawyków.
    • iciam Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 09:58
      czesc,
      ja tez wczoraj odebral prawko i pierwszyraz jechalam i..coz musze sie zaczac
      uczyc na nowo. Moj samochod nie ma wspomagania, jest wiekszy niz yarisca, nie
      wusza na samym sprzegle.Pi godzinie jazdy czulam sie wyczerpana. Nie moglam
      ruszyc na swiatlach, dwa razy mnie strabili,mam problemy z parkowaniem.. ale
      dzis wsiadam znow. Nie daliby mi prawa jazdy (zdalam za drugim razem) gdybym nie
      umiala jeazdzic..to po proastu stres, a na neigo jest tylko jedna
      metoda..PRAKTYKA..U Ciebie pewnie jest tak samo. Nie poddawaj sie, znalazlam
      bratnia dusze, uczmy sie razem:)
      Pozdrawiam
      • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:03
        fajnie ze napisalas ;)

        widze ze tez Yariska czyli..;> czyzby patriotyzm regionalny ? ;)

        widzisz, tobie DANO sprobowac dzisiaj, a mi nie ;(

        za kare ;/
        • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:08
          Dziewczyno, zaczynasz mnie wkurzac.
          Piszesz "Tobei dano".
          Ile Ty masz lat? Chodzisz do pracy? Zarabiasz? To kup sobie samochod
          i nei ogladaj sie na meza czy pozwoli czy nie, nie dawaj sie
          sprowadzac do roli podrzednej, kogos komu mozna rozkazywac i
          zabraniac. Zacznij zyc samodzielnie i na wlasny rachunek.
          Jesli samochod meza nie ejst sluzbowy i nie macie rozdzielnosci
          majatkowej to masz TAKIE SAMO prawo do tego samochodu jak Twoj maz.
          • princessofbabylon Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:11

            No napisała wyżej, że jeśli nawet kupi sobie swoje auto to i tak by
            się pewnie bała sama jechać. No i potrzebuje kogoś kto z nią
            pojeździ na początku, no ale widzisz, że nie ma nikogo takiego.
          • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:14
            oj gdyby to bylo takie proste.
            dla niektorych jest tylko czarne albo biale, niestety nie zawsze
            jest tak.
            oczywiscie ze sie wysram na to jego pierdzielone auto, i kupie sobie
            wlasne, wczesniej PROBUJĄC jakie ma sprzeglo i koniec bajki.
            nie napisalam ze bronie męza, jest trudnym czlowiekiem ale to se
            skonczy. Jak moja cierpoliwosc.
            • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:19
              jak jestes z Warszawy albo okolic to sie moge z Toba umowic i mozesz
              poprobowac jak sprzeglo chodzi i pocwiczyc jazde.
              • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:27
                niestety jestem z Krakowa.
                coz, probuje dzis znowu, juz sie z nim umowilam.Kurde teraz to sie
                dopiero boje ;/
                • camizza Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 20.11.09, 11:17
                  ja też z krk.
                  Prawko mam od 6 listopada. Męża na szczęście juz nie mam... :P
                  Odebrałam prawko i bardzo chcialam jeździć, ale auta nie mam.
                  Poprosiłam brata, żeby ze mna pojechał jego autem, żeby mnie
                  sprawdzić. Na początku nie chciał, ale w końcu uległ. Pojeżdziliśmy
                  jego starym golfem z silnikiem wolnossącym. Muł jak cholera. Ale
                  spodobało mu się. Był zadowolony... i tego samego dnia pojechałam z
                  jego żona i dziećmi do teśció. No i jeżdżę :)
                  powodzenia
        • iciam Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:10
          zdawalam w Warszawie wlasnie na Yarisce teraz tez jezdze toyota, ale wieksza i
          starsza..co do probowania to z tym nie mam problemu (robilam prawko razem z
          mezem, a on jeszcze nie odebral dokuemntu). To prawda, ze bardzo mnie wspiera i
          pociesza jak mi nie wychodzi cos.. Standardowo zmora dla mnie jest skrecanie w
          lewo..tak naprawde to wszystkiego sie boje, ale walzce z tym, bo chce jezdzic:)
          Nie daj sie, Ty tez musisz. Trzymam kciuki
          • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:15
            no ja miasto kraka ;)

            zdawaj relacje jak ci idzie jazda OK?

            a ja..ide poszperac na moto-allegro ;)
            • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:27
              skup sie na autach z malym silnikiem (mniejsze OC zaplacisz).
              najlepiej zeby nie bylo sprowadzone a kupione w Polsce, rocznik do
              10 lat.
              Polecam: opel corsa, ford Ka, fiat punto, renault twingo, renault
              megane (ale nie coupe bo coupe sa duzo drozsze, daewoo nexia (bardzo
              je chwala za bezawaryjnosc)
              • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:28
                a citroen c1?
                • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:34
                  Jesli masz kase to pewnie.
                  Trzeba sie liczyc z wydatkiem ponad 20 tysiecy, ale to nowy model,
                  ladny, efektownie sie prezentuje.
                  Na pewno bedzie mial pelna elektryke, klimatyzacje, poduszki.
                  Mozna kupic z silnikiem 1000 centymetrow wiec ubezpieczenie tez nie
                  bedzie horrendalnie wysokie.
                  • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 10:40
                    wiesz, wypasionego nie potrzebuje ;) wazne aby ruszyc juz na pol
                    sprzegle i aby mial ABS i wspomaganie ;)
                    • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 10:53
                      okresl sobie takie parametry w wyszukiwarce, zaznacz gorna granice
                      cenowa i zobaczysz co Ci pokaze system.
                      ja swoj pierwszy samochod kupilam w ten sposob na allegro, rok nim
                      jezdzilam i sprawowal sie idealnie, a bylo to dziesiecioletnie punto.
                      • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 11:00
                        i tak zrobie!
                        a powiedzcie mi, czy to prawda ze to Diesel ma te wlasciwosci ze
                        auto rzadziej gasnie? juz kilka razy sie z taka opinia spotkalam..

                        ze z diesla na benzyniaka sie przesiasc to takie klocki z tym
                        gasnieciem jak ja mam;(

                        coz, yariska na kursie ani razu mi nie zgasla!corsa tylko raz jak
                        probowlam z 3ki jechac ;)inne koszmarnie wtedy kaszla ;)
                        • Gość: a Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 13:55
                          Co do gaśnięcia..
                          Każde auto ma inaczej ustawione sprzęgło, to, na jakim poziomie "bierze" zależy
                          od wielu czynników, w tym też od zużycia. Kwestia gaśnięcia to tylko i wyłącznie
                          sprawa wyczucia tego sprzęgła, na początku jeśli boisz się, że Ci zgaśnie, dodaj
                          trochę więcej gazu, nie obawiaj się, że silnik trochę sobie powarczy, z biegiem
                          czasu dojdziesz do wprawy.
                          Mi na początku też auto często gasło, ale z upływem kilometrów ruszam już
                          "automatycznie", nie zastanawiając się na jakim poziomie jest odpuszczone itp.
                          Po prostu - ćwiczenia czynią mistrza!
                          A uwagami męża się nie przejmuj - miałam tak samo z moim ojcem, z którym na
                          początku jeździłam (niedługo, bo go zdzierżyć nie mogłam), a bo to zażynam
                          silnik na niskim biegu, a to biorę zakręt jak ciężarówka, a to mogłam się 3
                          samochody temu włączyć do ruchu, a czemu tak wolno itd itd po prostu nie pamięta
                          wół jak cielęciem był...
                          • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.09, 14:03
                            Dokladnie..

                            a reasumując - czyli najpierw GAS a potem powoli sprzeglo?? Jezu, w
                            zyciu inaczej niz na kursie ;(

                            • Gość: a Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 15:09
                              A na kursie jak Cię uczono? Kiedy dodajesz gazu? Bo to podobnie jak z ruszaniem
                              pod górkę - popuszczasz sprzęgło, dodajesz gazu i dopiero wtedy opuszczasz
                              hamulec, bo inaczej Ci zgaśnie i się stoczy..

                              Bo mnie uczyło 2 instruktorów - pierwszy uczył ruszać z samego sprzęgła, dopiero
                              później gaz. I ok, ruszałam, ale wolno to szło. Drugi uczył mnie bardziej
                              dynamicznego ruszania - popuszczam sprzęgło i w międzyczasie (jak już jestem
                              blisko miejsca, gdzie sprzęgło "bierze") dodaję lekko gazu, samochód rusza i
                              odpuszczam delikatnie sprzęgło. Teraz, w zależności od warunków (czy jest
                              płasko, czy pod górę, czy w korku, czy pod światłami) stosuję albo pierwszy albo
                              drugi sposób. Np. w korku jak samochód się toczy i jest płasko - ruszam powoli
                              ze sprzęgła, a pod światłami, kiedy trzeba sprawnie i szybko ruszyć - dodaję gazu.
                              Poza tym - jak czujesz, że zaraz Ci zgaśnie, że silnik się dławi, to albo
                              dociskasz sprzęgło (czyli odwrotnie niż jakbyś chciała ruszać) albo dodajesz
                              gazu - zależy od sytuacji.
                              Może problem tkwi w tym, że zbyt szybko popuszczasz sprzęgło?

                              Cóż, nikt tu hAmeryki nie odkryje, musisz sama poćwiczyć. Weź samochód
                              (najlepiej bez męża, bo niepotrzebny Ci dodatkowy stres) gdzieś na odludzie,
                              może wieczorem na jakiś parking i poćwicz ruszanie - z samego sprzęgła, z
                              dodaniem gazu, pod górkę, na płaskiej jezdni. W praktyce najszybciej zozumiesz w
                              czym rzecz. Grunt to zrozumieć "mechanizm" ruszania ;)

                              Powodzenia!
                              • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 09.06.09, 16:24
                                uczono ze troszke sprzeglo a potem gaz, czasem jechalam spory
                                kawalek tylko na sprzegle a potem gaz i szlo, ale w tym wypadku
                                jakies jaja. nigdy nie zdarzalo mi sie aby gaslo tak czesto ;/
                                pod gorke tez mam opanowane.Tak jak piszesz to robie.

                                ok zaraz powtorka z rozrywki, mąż łaskawie da mi szanse ;) zdam Wam
                                potem relacje.

                                I dziekuje Wam wszystkim za wsparcie, dzis caly dzien tego
                                potrzebowalam ;)
                                • nioma Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 09.06.09, 18:23
                                  Maz niech nie robi fochow.
                                  Trzymaj sie i idz do przodu. Nie daj sobie wmowic, ze nie dasz rady.
    • Gość: cholera jasna Dzis bylo duzo lepiej! IP: *.t-mont.net.pl 09.06.09, 21:14
      JEZDZILAM i dzis!
      i bylo duzo lepiej;)
      za waszymi poradami poprobowalam sprzegło na parkingu przed domem,
      pochamowalam, i ruszalam na przemian. W koncu pojechalismy do miasta.
      Rzecz jsna sie balam i chcialam sie przesiasc ale mąż dzis byl w
      duzo lepszym nastoju i nawet sie nie darl. Auto zdaglo mi raptem raz
      ale dlatego ze bylo pod gorke i sie spieszylam z podporządkowanej.
      Ogolnie przejechalm spory kawalek, okolo pol godzinki.
      Juz sie moje ego troszke podnioslo ;)
      jutro bdziemy miec nowe autko, zobacze jak jezdzi sie na nim.
      Dam znac.

      DZIEKI WAM ZA POMOC I WSPARCIE!
      • iciam Re: Dzis bylo duzo lepiej! 09.06.09, 21:44
        Gratuluje:))Ja bardziej sie stresowalam dzis, bo wyjechalam na bardziej ruchliwe
        ulice i udalo mi sie jechac pomimo ulewy i wiecznie zachlapanej przez innych
        kierowcow szyby, ale..no wlasnie jest i ale. Po raz pierwszy auto mi zgaslo na
        srodku skrzyzowania i nie moglam ruszyc, spanikowalam i zalamalam sie, a co sie
        okazalo? najbardziej banalna rzecz pod sloncem..nei zmienilam biegu na
        jedynke.Az wstyd sie przyznac:( mam nadzieje,ze jutro bedzie lepiej
        • Gość: a Re: Dzis bylo duzo lepiej! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 22:00
          No to super! Gratulacje! Zobaczysz, że teraz będzie już tylko lepiej! Tylko
          następnym razem niech Ci nie wpadnie do głowy taki głupi pomysł, żeby się
          przesiadać ;p

          Co do ruszania z innego biegu niż 1-ka - zdarzało mi się na początku wręcz
          notorycznie.. raz samochód mi zgasł na skrzyżowaniu (a była wrzucona dwojka), to
          go odpaliłam, dodałam więcej gazu i nawet ruszyłam - jakież było moje
          zdziwienie, gdy chciałam zmienić bieg..

          Pozdrawiam i życzę szerokiej drogi!
          • Gość: cholera jasna Re: Dzis bylo duzo lepiej! IP: *.t-mont.net.pl 09.06.09, 22:08
            tak..ja tez z 3ki ruszalam, ;) dziwilam sie co tak kaszle;) nawet na
            egzaminie tak pojechalam, ale zdalam.

            co do przesiadania, no jestem zestresoana, moze w weekend bedzie
            mniejszy ruch i wtedy nie przeraze sie tak widzac az tak wiele
            samochodow?
            wiecie bo nie chroni juz nas ta Lka..i inni uzytkownicy ruchu nie
            maja pojecia czy masz prawko 3 dni czy 3 lata!
            i stad tez wypadki sie biorą..


    • Gość: SS Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 22:33
      No ja własnie też odebralam prawko, cała happy poszłam do auta a tam
      prawie sie zabilam! tzw. na poczatku też mi zgasło a mój wuja, że
      jak jeszcze raz mi zgaśnie to sie przesiadamy! W ogóle jakoś dziwnie
      mi się jechało,a jeżdziłam już jego autem zanim dostałam prawko. to
      chyba jakiś "stres" chociaz ja sie nigdy nie stresowalam.
    • Gość: gosc z odlewniczej Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.chello.pl 10.06.09, 01:16
      jedno mnie dziwi w Twojej wypowiedzi, przy prędkości 60 km /h cały czas "trója"
      i to w benzynie ?? nie chcę pytać kto Cię uczył...
      • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 10.06.09, 07:08
        juz wrzucam 4ke! ;)

        wiesz..60km/h to ja rzadko osiagalam ..;)w krakowskich korkach
        ciezko sie tak rozpedzic.
        • a.zaborowska1 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 10.06.09, 07:57
          Kibicuję wam dziewczynki. I niczym się nie przejmujcie, że gaśnie
          (więcej gazu! zaczynamy od gazu) że trąbią ...itd. Jeździmy,
          jeździmy, jeździmy. A męża jak się drze wysadzamy z samochodu. Ja
          swojego raz wysadziłam i teraz już nic nie gada. Po za tym mówię
          zawsze kto kieruje ten rządzi :-)
          Jak możesz sobie pozwolić finansowo kupuj sobie samochód zobaczysz
          jak szybko nabierzesz wprawy i napewno nie będziesz się aż tak
          stresować
          • kamelka76 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 10.06.09, 18:49
            A ja kupiłam maluszka za 800 zł, bo doszłam do wniosku, że jak
            popsuję to mało będę płakać. Po pierwszej jeździe okazało się, że
            maluch jeździ całkiem inaczej niż Yariska i muszę uczyć się od nowa.
            No to mam za sobą 7 godzin jazdy, podczas gdy przeciętny kursant
            uczy się prowadzić 30 godzin. Ja mam jeszcze czas. Ale ciągle się
            uczę, próbuję, jeżdże również z mężem, którego cenne rady
            wypowiadane innym tonem byłyby jeszcze cenniejsze. Ale jak jadę
            sama, to idzie mi o niebo lepiej. Pewnie dlatego, że nie muszę
            nikomu nic udowadniać. I nie zajmuję się duperelami typu 5 km/h za
            szybko albo za wolno dla tego a tego biegu. Wyje -ok, sprzęgło i
            bieg niżej. Dusi się, klekocze - bieg wyżej. Tylko słuchać silnika,
            a nie gderacza na prawym fotelu...
            • Gość: df Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 19:13
              No to przynajmniej nie musisz się uczyć wrzucania piątki. :D

              Z tego przedziału cenowego raczej preferowałbym poldolota na gaz.
              • a.zaborowska1 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 11.06.09, 10:52
                Gość portalu: df napisał(a):

                > Z tego przedziału cenowego raczej preferowałbym poldolota na gaz.

                Ja jeżdżę polonezem jest ok :-)
                ale na początku jak się przesiadłam z nowej yariski byłam bliska
                płaczu :-)
              • kamelka76 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 15.06.09, 20:10
                A ja kocham swojego Małera, i nie zamienię go na nic innego. Chociaż
                na początku myslałam, że nie będę po nim płakać, to teraz, po prawie
                dwóch tygodniach codziennej jazdy nie oddam go za skarby świata.
      • Gość: darek Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.07.09, 15:15
        A co w tym dziwnego? Jedni lubią ekonomiczną jazdę na obrotach ~2000 i
        przyspieszeniu rowerzysty, a inni wolą kręcić wysoko silnik i jeździć
        samochodem. Tak, są jeszcze ludzie, którzy traktują samochody z pasją i tak jak
        powinno się to robić, a nie, tak jak jest to teraz modne, traktują tylko jako
        dupowóz do pracy.
    • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 10.06.09, 20:36
      coz, u mne z jazdami narazue pass..powod - nowe auto, BRAVO z
      salonu.ma dzis sobie kupil i jak wsiadlam (po sronie pasazera) to
      juz mialam dosc.
      Wielka, obszerna bryka, nie widac co przed toba, w srodku
      elektronika ze jak pierdniecie to sie wam cos zaswieci. NIE PORADZE
      SOBIE I JUZ!
      do meza sie nie odzywam, podjelam decyzje ze kupuje wlasne, moze
      206ke, tak do 10 000

      • Gość: Anita Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: 94.230.17.* 11.06.09, 10:48
        Dziwne to... małżeństwo, a PAN kupuje swoje auto dla siebie... A
        wspólnota majątkowa, a wspólne podejmowanie decyzji? Kim Ty
        dziewczyno jesteś w tym małżeństwie?
        Może powinniście raczej pozostawić poprzednie auto i zamiast nowego
        kupić drugie z myślą o Tobie?
        Jak za wspólne pieniądze można kupować auto SOBIE??????
        • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 11.06.09, 10:50
          no za wspolne to nie bylo, ale fakt faktem - kupil auto ktore jest
          dla mnie za duze, ale tym sposobem musi mi teraz kupic drugie. Juz
          szukamy.
          • takazlki Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 11.06.09, 18:02
            też myślę, ze najlepszym wyjściem będzie kupno nowego autka :) Jeśli tamto Ci
            nie pasuje nie ma sensu się męczyć :) a co do pierwszych jazd wiem, ze jest
            ciężko. Ja sama odebrałam prawko jakieś dwa tyg temu i gdy jechałam pierwszy
            raz z rodzicami zawieźć ich na jakąś imprezkę to myślałam, ze oszaleję!! Mama
            siedziała z tyłu i trzymała się siedzenia jakbym miała zaraz sie gdzieś rozbić
            a ojciec komentował dosłownie wszystko co zrobiłam dlatego teraz jak gdzieś z
            nim jadę siedzi z tyłu i nie ma prawa głosu. przesiąść się z L-kowego samochodu
            na inny jest ciężko, ja też nie mogłam się przyzwyczaić do naszej meganki ale
            pojeździłam troche przed odebraniem prawka po parkingach i po odebraniu, po dość
            ruchliwych ulicach jest ok :)
            grunt żeby się nie bać i próbować!! :)
    • Gość: limit Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.cable.ziggo.nl 13.06.09, 21:36
      Denerwujesz sie i za szybko puszczasz sprzeglo przy starcie. Pilnuj
      sie zeby trzymac noge na sprzegle do momentu calkowitego ruszenia
      (mnie pomoglo). Tez mi gaslo auto pare razy na poczatku. Na
      szczescie nikt na mnie nie trabil bo mieszkam w cywilizowanym kraju.
      Nie martw sie na poczatku zawsze jest trudno, ale bedzie juz tylko
      lepiej.
      Nie potrafie tego pojac gdzie rodza sie mloty, ktore trabia na kogos
      komu zgaslo auto. Polacy sa po prostu tragicznie beznadziejni.
      • Gość: .................. Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.09, 18:48
        Cholera jasna, polecam Ci matiza, około 9-10 letniego moeżesz mieć
        już za 5 tys. zł z hakiem. Koleżanka moja zrobiła prawko i takie
        właśnie kupiła na poczatek i sobie chwali. Ja jezdze punto, bez
        wspomagania itd, i jest ciezko, tez nadal bardzo sie stresuje, ale
        jezdze. Ostatnio jechalam 150 km na trasie, za jednym razem, I bylo
        spoko, nie stresowalam sie tak jak przy jezdzie w Warszawie. Dla
        mnie najgorsze jest nadal- prakowanie. Czase gdzies nie pojade
        carem, bo sobie mowie ze bedzie ciezko z miejscem o parkowanie i z
        samym parkowaniem...
        • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 17.06.09, 08:50
          hej!

          zdecydowalam se na Citroena C1.
          Juz mam na oku jeden do wyprobowania. Jak bedzie gasl nie kupie ;)

          pozdrawiam
    • Gość: p7 bu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 08:11
      no i śmigam, niekiedy całkiem sprawnie, inym razem beznadziejnie i
      niepewnie. ale jak usłyszałam wczoraj komentarz mojej kumpeli, to mi
      się ze 3 razy przestało chcieć. a sama nie umie się nauczyć 490
      jawnych pytań. od ponad roku. i wielki znawca w zakresie ruchu
      drogowego. w dodatku myli się w zeznaniach, mogłaby już raz się
      konsekwentnie wypowiedzieć. więc nie wiem, czym się przejmuję.
      • hugo43 Re: bu 17.06.09, 09:23
        ja jak odebralam prawko rok temu to od razu wracalam autem.obok tata-
        taksowkarz warszawski od zawsze.darl sie,ze za wolno jade,przycisnij
        troche!a ja jak 70km/h jechalam starym punto,to jakbym samolot do
        startu szykowala.od razu pojechalismy na Radzyminska w Warszawie
        kola zmieniac,a tam auta smigaja jak szalone,bo to przed poludniem
        bylo i korkow brak:)no,ale jak zaczelam jezdzic ponad rok temu,to do
        dzis to uwielbiam.17tysi zrobilam po warszawie,tyle ze ja lubie i
        nie boje sie jezdzic,wlasciwie od poczatku jezdze wszedzie
        sama.szkoda tylko,ze na kursach ucza jak zdac egzamin,a nie
        praktyczej jazdy.pamietam jak na drugi dzien po odebraniu prawka
        jechalam trasa lazienkowska na lotnisko.a tam droga szeroka,ja jade
        przepisowe 80km,a czulam sie jakbym furmanka jechala,balam sie pas
        zmienic:)nie umialam poczatkowo wyczuc odleglosci i predkosci innych
        kierowcow.wszystko przychodzi z czasem,najwazniejsze to jezdzic i
        nie robic z siebie sieroty,co to bez asysty na miasto nie wyjedzie.
        • Gość: p7 Re: bu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 22:12
          ja wolę jeździć sama teraz, jak już spróbowałam, przynajmniej nie
          mam potem rozkminy, jakie ploty idą. niestety, obecnośc w firmie
          wiąże się z udowadnianiem, ja wolę jeździć, niż udowadniać, że
          jeżdżę.
      • a.zaborowska1 Re: bu 19.06.09, 07:22
        Gość portalu: p7 napisał(a):

        > no i śmigam, niekiedy całkiem sprawnie, inym razem beznadziejnie i
        > niepewnie. ale jak usłyszałam wczoraj komentarz mojej kumpeli, to
        mi
        > się ze 3 razy przestało chcieć.

        Takich to ja przesadzam do bagażnika :-))))
        • Gość: p7 Re: bu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.09, 23:15
          buehehehe, będzie trzeba! ostatni raz z nią jeździłam;)
      • eliiii Re: bu 10.07.09, 21:56
        Gość portalu: p7 napisał(a):

        > ale jak usłyszałam wczoraj komentarz mojej kumpeli, to mi
        > się ze 3 razy przestało chcieć.

        niech no ją tylko dorwę, to nie będzie wiedziała jak się nazywa!:);P
    • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 19.06.09, 19:24
      wiecie ze juz nie jezdze?
      nie mam czym po prostu, a kupno auta to nie zakup puszki coli,
      trzeba wiecej sie nachodzic, naszukac.. ale mam na oku citroena c1,
      cholere wiem ze czas dziaal na moja niekorzysc ale co mam zrobic?
    • Gość: doorothy O kurcze, juz sie boje :P IP: 212.191.172.* 20.06.09, 14:16
      W czwartek odebrałam swoje prawko i dziś własnie mam jeździc z mężem
      pierwszy raz naszym autem, już czuję, co tam sie będzie działo...
      Jak czytam o Twoim, to jak bym o swoim czytała, dlatego zastanawiam
      się, czy to w ogóle ma sens, zeby on mnie dzisiaj uczył. Jak się
      zrażę dzisiaj, będzie mi jutro trudno nawet wsiąść.
      Wieszz, ja w poniedziałek dziecko do przedszkola zaprowadze i
      spowrotem prosto na parking. Tam popróbuje szczęścia i zobaczymy.
      • Gość: .................. Re: O kurcze, juz sie boje :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.09, 14:06
        i jak poszło? ja mam znów tygodniową przerwę...
        • Gość: M nie bój się IP: *.adsl.inetia.pl 22.06.09, 15:58
          Nie rzucaj przy ruszaniu za szybko sprzęgła. To najczęstsza przyczyna gaśnięcia
          samochodu przy ruszaniu. Najlepiej rób to anemicznie. Jak już auto zacznie
          ruszać, przytrzymaj jeszcze 3 sekundy stopę na pół-wciśniętym sprzęgle i dopiero
          puść. Później jak wejdziesz we wprawę, nawet nie będziesz o takich pierdołach
          myśleć. I nie przyzwyczajaj się tylko do jednego samochodu, bo później będziesz
          miała problemy, żeby się przesiąść na inny.
    • Gość: .................. Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.09, 20:03
      Ja dygam się nadal jeździć, choć ostatnio na trasie jechałam 150 km
      i było ok, zero stresu prawie. A w wawie (tu mieszkam) sie boje...
      • sandra20071 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 02.07.09, 17:18
        Ja dzięki temu forum, przestałam mieć problemy z ruszaniem. Tez mnie
        uczono, że mam popuścić sprzęgło, a potem dodać gazu. Efekt-gasnące
        prawie przy każdym ruszaniu auto. Niestety mój wiecznie oburzony z
        tego powodu instruktor, nie podpowiedział mi, że powinnam najpierw
        dodać odrobinkę gazu i dopiero wtedy z wyczuciem puszczać sprzęgło.
        Dopiero, jak zapytałam o to forumowiczów, to wyleczyli mnie z
        prblemu gaśnięcia silnika. Na samym sprzęgle, to chyba tylko z
        górki, ja inaczej nie dałabym rady. Mam już prawko od kwietnia, ale
        jeżdżę z mężem, po tym jak wjechałam w barierkę schodów na podwórku,
        przy drugiej samodzielnej jeździe. Niestety, żeby wyjechać z
        podwórka, muszę najpierw zjechać w prawo do tyłu, a potem pod górę
        do przodu i przez bramę. Byłam tak zestresowana, że zamiast na
        jedynce, ruszyłam pod górę na wstecznym i zamiast do przodu, to do
        tyłu w te schody. Mąż stwierdził, że nie jestem gotowa na
        samodzielne jazdy i podobnie jak autorka postu, mam zapomnieć o
        samodzielnej jeździe, nawet gdybym kupiła własne. Szkoda, że mnie na
        takowe niestać, bo jeżdżę z mężem do pracy i ostatnio coraz lepiej.
        Apropos wrzucania 4 biegu, to mój instruktor nie nalegał, więc
        jeździłam na 3. Teraz, jeżdżę na 4 i widzę jaki to komfort na naszym
        aucie. Myślę, że wszystko jest kwestią wprawy, choć każda jazda, po
        tym fatalnym błędzie jest dla mnie ogromnym stresem, a poi wyjeździe
        z podwórka , kierownica jest mokra od moich rąk. Takie katusze, a
        tak mnie ciągnie do jazd, bo wiem, że czas działa u mnie na
        niekorzyść.
    • driadea Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 02.07.09, 19:39
      Taaa, ci drący się faceci rzeczywiście bardzo wspierają swoje kobiety a
      wrzeszczą, bo kochają...
      Dodawaj trochę więcej gazu podczas ruszania, to nie będzie gasło. A najlepiej
      weź auto i jedź sama, nie pozwól mężowi wrzeszczeć, bo jeszcze mu uwierzysz, że
      jesteś do dupy, a po co? ;)
      • Gość: początkująca Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.09, 08:24
        hej,ja też jeżdżę oplem corsą od tygodnia. Lubię jeździć, ale
        stresuje mnie podjeżdżanie pod górkę na skrzyżowaniu, gdzie muszę
        skręcać w lewo( wyjazd z domu- codziennie), czyli ręczny, a potem
        gaz.Okropne...Czasmi mam problem na skrzyzowaniuz prawidłowym
        wrzucenie jedynki, co też mnie stresuje- wczoraj zielone, a tu autko
        bum i zgasło. Kierowca za mna juz musiał zatrąbić. Jakoś zapaliłam i
        na następnym zielonym pojechałam. Ciężko mi było, bo stres, a tu
        dzieci z tyłu i muszą czuć się bezpiecznie. Na razie nie odpuszczam,
        chociaż dziś już rano byłam w stresie. Może dlatego miałam problem z
        tą nieszczęsną górką i auto dwa razy mi zgasło.Dobrze,że nie było
        innych samochodów za mną.Macie jakieś sposoby na takie problemy?Czy
        jazda na poczatku zawsze taka jest, a potem jest już lepiej? Bardzo
        chcę jeździć, ale nerwy mnie zjadają.
        • Gość: to ja autorka Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 03.07.09, 13:12
          ja juz nie jezdze, nie mam czym, szukam autka ale kupic dziada to
          nie problem. w weekend wybieram sie na gielde. nie moge juz dluzej
          nie jezdzic.
          • ecikp Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 10.07.09, 14:30
            I bardzo słusznie. Ja zaczynałam od razu pierwszego dnia otrzymania
            prawka - mąż podjechał do mojej pracy i się przesiadł na prawe
            siedzenie. Kazał mi jechać (w ulewnym deszczu !!) do teściów, potem
            do domu, a potem do pracy i spowrotem żebym następnego dnia sama
            mogła jechać (a był to styczeń i mnóstwo śniegu). Następnego dnia
            zacząlismy szukac samochodu dla niego, ja wzięłam Hyundaia Accenta
            (wielkości Bravo), on kupił Hondę - nieco większą. Na początku bałam
            się nią jeździć, ale mnie zmusił żebym się przestała bać większych
            samochodów. Efekt - niedawno kupiliśmy terenówkę i ... teraz wolę
            większe i świetnie się w nich czuję. Jeździj - to jedyny sposób na
            oswojenie się z gabarytami samochodu. Oczywiście jak masz własny
            inikt ci nie gada nad uchem - jest o niebo lepiej. Trzymam kciuki :)
            • Gość: to ja autorka Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.adsl.inetia.pl 10.07.09, 14:46
              a ja kupuje sobie Cirtoena C1 ;)
              w przyszlym tygodniu juz pownien byc moj..
        • przemcus Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 06.07.09, 20:30
          Skąd ja znam problem górki, jak u siebie wyjeżdżam to też mam górkę. Czasem
          zdarzyło się, że trochę zjechał, ale nigdy nie ruszałem z ręcznego, to jest
          dobre na egzaminie. Generalnie ruszanie ze wzniesienia ma na celu sprawdzenie
          umiejętności operowania pedałami gazu oraz sprzęgła, a także hamulca awaryjnego.
          Prawo jazdy mam od 4 tygodni, jak jestem na górce to teraz nawet specjalnie na
          to uwagi nie zwracam i nie zjedzenie nawet na centymetr. Obecnie nie różni się
          to dla mnie od zwykłego ruszania. Swoją drogą współczuję koleżance, która nie
          może jeździć ze swoim mężem. Zapraszam na naukę do siebie ;). Ja to jednak mam
          dobrze, w rodzinie tylko ja mam prawko (jedyny minus - nigdy nie możesz wypić),
          więc jak komuś coś nie pasuje to może co najwyżej wysiąść, nikt kluczyków mi nie
          zabierze.
          • sandra20071 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 10.07.09, 21:41
            Dwa lata, tyle podobno potrzebuję, żeby jeździć płynnie. Brzmi jak
            wyrok i jest upokarzające, zważywszy, że egzamin zdałam za drugim
            razem, a instruktor stwierdził, że jeżdżę jak igła. Wyrok ogłosił
            mój mąż, po dzisiejszej mojej jeździe. Nic tylko się upić! Gratuluję
            wszystkim, którzy mają dryg do kierowania autem. Pozdrawiam Stasia i
            Mcdrivera, byli bardzo pomocni.
            • Gość: cholera jasna Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 11.07.09, 09:15
              to i tak cie docenil, ja usyszalam od mojego ze samej to mnie predko
              wogole nie pusci ;/
            • Gość: sandra20071 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.09, 14:52
              Sorry za pomyłkę, pozdrawiam mdrive'a :-)
              • Gość: początkująca Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: 80.51.68.* 11.07.09, 18:49
                ja nie poddałam się i jeżdżę dalej, chociaż mój mąż raz doprowadził
                mnie do łez. Zdecydowanie lepiej jest, gdy jadę sama.Mniej nerwów
                stresu i jazda jest płynniejsza. Chyba opanowałam jedynkę (samochód
                nie jest nowy i musiałam go "rozpracowac"), bo jak ruszam ze
                skrzyżowania to juz mi nie gaśnie. Mam też sposób na "moją górkę"-
                wjeżdżam powolutku na jedynce i jest o.k. Mam nadzieję, że będzie
                coraz lepiej. Wiem,że mało jeszcze umiem i brak mi doświadczenia,
                dltego jeżdżę bardzo ostrożnie. Jadę już jednak po mieście czwórką,
                a do tej pory trójka to był maks.
                • Gość: Eia Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.09, 08:54
                  Cieszę się, że trafiłam na ten wątek, bo myślałam, że tylko ja mam
                  takie obawy... Egzamin zdałam miesiąc temu, prawko w kieszeni od 3
                  tygodni, a od wczoraj na podjeździe przed domem stoi mój własny
                  błyszczączy punciak :) Stoi... i na razie wzbudza we mnie
                  przerażenie, boję się go... Na razie ćwiczę sobie sprzęgło i
                  pozostałe pedały, uczę się ich, ale tylko na własnym podwórku
                  (którego gabaryty pozwalają niestety tylko na jazdę prosto do przodu
                  i do tyłu), ja dla odmiany nie mam przy sobie żadnego kierowcy-
                  pilota, który mógłby czuwać na siedzeniu obok, a boję się wyjechać
                  na miasto całkiem sama. Póki co poćwiczę sobie ruszenie, a w sobotę
                  będę się uczyć razem z bratem. Też pewnie nie uniknę złośliwych
                  komentarzy, ale co tam, jak sami piszecie nikt kierowcą się nie
                  rodzi, a nie żaden kurs, a praktyka czyni mistrza. Co do
                  tych "życzliwych pasażerów" - nie bronię oczywiście upokarzania i
                  poniżania takich jak my debiutantów, ale po części staram się ich
                  zrozumieć - sama nie mam za grosz cierpliwości (oj, nauczyciel byłby
                  ze mnie marny...) i nie potrafiłabym ze spokojem wytłumaczyć komuś
                  rzeczy tak dla mnie oczywistych... Zatem, trzymajmy się razem
                  przyszli mistrzowie kierownicy :) wszystko przed nami
                  • Gość: Mona Re: do Eli IP: *.waw.cdp.pl 15.07.09, 13:54
                    Elu, Ty się nie bój, tylko wsiadaj i jedź! Ja odebrałam prawko 19.06,a od
                    tygodnia śmigam swoim autkiem. Od razu po zakupie auta przyprowadziłam go do
                    domu (z centrum Wawy na Ochotę), musiałam zjechać do podziemnego garażu i
                    zaparkować;) Na drugi dzień pojechałam do pracy odwożąc swojego faceta do jego
                    pracy (nie ma on prawka i nie służy radą podczas jazdy, ale tak jest lepiej, bo
                    przynajmniej nikt mi nie gdacze nad głową;)), musiałam znaleźć m-sce do
                    zaparkowania, zatankować itd. Jeżdżę autem codziennie, aby się wprawiać,
                    byliśmy poza W-wą, w piątek znów jedziemy. Oczywiście mam trochę obaw w czasie
                    jazdy, ze dwa razy jacyś gamonie mnie obtrąbili, bo o pół sekundy za późno ich
                    zdaniem ruszyłam spod świateł, ale nie przejmuję się tym i po prostu jeżdżę.

                    Od samego patrzenia na punciaka nie nauczysz się jeździć. Spróbuj sama, w
                    weekend lub wieczorem, gdy jest luźniej na drodze, bo jazda do przodu i tyłu na
                    podwórku też Ci nic nie da.

                    Powodzenia
    • Gość: to ja autorka Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.t-mont.net.pl 15.07.09, 07:16
      coz, auta nadal nie mam, bylam wczoraj za wymarzonym citroenem ale
      nie gralo mi ..WLASNIE SPRZĘGLO!
      "bralo" tak pozno, ze nie ujechalabym nim za daleko, gaslo by mi na
      kazdym skrzyzowaniu o gorce nie wspomne.
      Odpuscilam wiec sobie, szukam auta takiego co bedzie mnie sluchac.
      teksty o przyzyczajeniu sie do sprzegla coponiektorzy moga sobie
      schowac do kieszeni ;/
      to auto ma byc dla mnie a nie ja dla auta!
      • getic Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 15.07.09, 09:30
        Ależ dlaczego schować teksty o przyzwyczajeniu do sprzęgła?
        Niezależnie od twoich pragnień, sprzęgło "bierze" tak jak "bierze".
        Wyobraź sobie że kupiłaś używane auto swoich marzeń, ale pech chciał że za miesiąc czy dwa sprzęgło się obraziło i wysiadło. Po naprawie i regulacji w warsztacie będzie brało zupełnie inaczej. Co wtedy? Zmieniasz samochód, czy przyzwyczajenia?
        Zresztą jak bierze wysoko, to też się można przyzwyczaić. Gorzej jakby moment sprzęgnięcia zmieniał się losowo (raz bierze wysoko, a za chwilę nisko) - ale o takim dziwie jeszcze nie słyszałem.
        Masz oczywistą rację, że to samochód ma być dla ciebie a nie odwrotnie, ale trzeba się pogodzić z faktem, że szukając ideału możesz jeszcze długo jeździć... autobusem.
        Tak więc nie załamuj się - przyzwyczaisz się szybciej niż przypuszczasz :)
      • obydopiatku Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 15.07.09, 09:54
        do autorki
        1. obejrzyj sobie samochód jak ci się podoba to go kup
        2. jeśli kupujesz nowy to powiedz żeby ustawili tobie sprzęgło tak jak
        ci się podoba - w każdym samochodzie jest to możliwe! jak ci dealer
        powie że nie może to idź do innego.jak kupujesz używany to w każdym
        warsztacie.
        • obydopiatku Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 15.07.09, 10:10
          tak jak napisałem - możesz sobie ustawić jak chcesz.
          racjonalnie rzecz biorąc sprzęgło powinno zacząć "brać":) w 1/3 całego
          zakresu pedału a skończyć na 2/3. reszta jest po to aby po oby stronach
          tarczy sprzęgła był wystarczający luz.

          teraz trochę po sexistowsku.
          dziewczęta! nauczcie nas rodzić a my was nauczymy jeździć samochodem.
          pozdrowienia
    • banieczka ja też jeszcze "dziewica"... 15.07.09, 18:52
      ...i to taka mocno przeterminowana ;))

      Prawo jazdy zrobiłam 4 lata temu (śpiewająco, za pierwszym razem), a z braku potrzeby do tej pory samochodu nie kupiłam. Ostatnio jednak stwierdziłam, że dupa wołowa ze mnie i że jak dalej tak pójdzie, to powtórzę los mojego taty, który zrobił prawko w wieku 19 lat i w życiu nie wsiadł za kierownicę (bo też nie miał potrzeby posiadania samochodu). I mimo, że nadal samochód nie jest mi niezbędny do codziennego funkcjonowania, to postanowiłam go w końcu kupić. Rzuciłam się na głęboką wodę, bo auto nowe z salonu i spore (hyundai i30). Dla ułatwienia sobie życia - automat. Oczywiście wzięłam całkiem sporo jazd doszkalających na automacie, bo praktycznie musiałam od nowa nauczyć się jeździć i czuć samochód. Auto już kupione, w poniedziałek odbieram od dealera. Na szczęście mąż nie ma prawka, więc raczej nie będzie mi ględził i udzielał złotych rad w trakcie jazdy. Trzymajcie kciuki!
    • Gość: Aga Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.inet.pl 20.11.09, 12:02
      Tyle czasu minęło od wpisu autorki, ciekawa jestem czy wreszcie kupiła autko :)
      Ja parę dni temu miałam swoją pierwszą jazdę, niestety przesiadka ze
      szkoleniowego Renault Clio do Forda w wersji combi było ekstremalnym przeżyciem,
      ale dałam radę. Fakt jeździłam w małym ruchu, wieczorkiem, zgasło przy pierwszym
      skręcie, który w renówce zawsze robiłam na 2-gim biegu, niestety combiaczek nie
      pociągnął. Musiałam na nowo nauczyć się obsługi auta, że przy takim zwolnieniu
      trzeba wrzucić 1-nkę, renówka nigdy w takich momentach nie gasła, zresztą tak
      byłam uczona, a tu zupełnie co innego. Generalnie byłam zadowolona,
      koleżanka-pasażerka też :)) I chcę dalej jeździć. Muszę poćwiczyć parkowanie,
      nauczyć się wyczuć rozmiar tego auta.
      • hipek01 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 20.11.09, 15:28
        Co to był za skręt, że musiałaś go robić na dwójce/jedynce? Z wyjątkiem manewrów
        na parkingu (a i to sporadycznie) nigdy nie zdarzyło mi się skręcać na jedynce.
        • Gość: kasia Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.09, 16:34
          ja zawsze skrety na 2 robie...
          wczoraj miałam swoją pierwszą samodzielną jazdę. No i wczoraj też kupiłam sobie
          autko, używane punto.
          Źle nie jest. Bałam się wsiąść sama, musiałam pojechać na uczelnię... namówiłam
          mamę, że bardzo chce do pobliskiego centrum handlowego (chciałam mieć kogoś obok
          siebie, kto też będzie czuwał, jak nie zobacze jakiegoś znaku to zwróci uwagę
          itp...).
          Potem pojeździłam trochę z kolegą z roku, dał pare rad:) Ale do domu wracałam
          już sama (i to po ciemku). Dziś pojechałam na uczelnie sama samiutka i sama też
          z niej wróciłam. Największy problem to dla mnie było jedno parkowanie
          prostopadłe. Jakieś mało sympatyczne miejsce, namęczyłam się, chyba 5 korekt,
          ale jak kolega zobaczył jak zaparkowałam (nie widział momentu parkowania;p) to
          stwierdził, że idealnie. Kolejne parkowanie poszło już łatwiej:)
          Za chwilę jadę po mamę do pracy i na zakupy. Zobaczymy jak się sprawdze na
          wielkim parkingu.

          Ogólnie wspomniany kumpel z roku bardzo się przejął moimi początkami jazdy, sam
          zaproponował, że jeśli chcę pojeździć po mieście tak dla pojeżdżenia, żeby
          nabrać wprawy, odwagi i się nauczyć jak to jest bez kogoś obok z hamulcem to on
          chętnie mi potowarzyszy. Tylko się cieszyć. Jutro też opanujemy jakieś centrum
          handlowe i parking a potem na chwile śmigniemy na autostradę lub ekspresówkę:)

          A, że auto gaśnie... cóż... nikt od początku nie jeździł idealnie. Mi też zgasło
          parę razy, pewnie jeszcze wiele razy zgaśnie... ostatnio jeździłam z kumplem co
          ma prawko już 5 lat i wciągu może pół godziny jazdy zgasł mu dwa razy. Nie ma co
          się przejmować aż tak bardzo. dojdzie się do wprawy:)

          tylko odwagi!!!
          • hipek01 Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 20.11.09, 16:41
            Ja też zawsze robiłem na dwójce, teraz robię w większości na trójce, redukcję
            wykonuję dopiero przy wyjściu z zakrętu (znika problem szarpnięcia przy redukcji
            i zwalniania do 20km/h przed skrętem).

            Najważniejsze w całej zabawie to dobre wyczucie sprzęgła - żeby wiedzieć, kiedy
            auto da radę pociągnąć, a kiedy już pójdzie spać. No i najważniejsze to dużo
            jeździć, im więcej tym lepiej. I nie po prostych: jeśli mamy czas, to na
            uczelnię warto pojechać nie główną drogą, ale wybrać drogę ulicami mniejszymi, z
            zakrętami, wtedy szybciej się będziemy uczyć.
            • Gość: znawca kupta se"automata"i problemow nie bedzie... IP: *.tvk.torun.pl 20.11.09, 19:38
              kupta se"automata"i problemow nie bedzie...Dla kobiet to jedyne
              sluszne wyjscie,dla facetow tez---jedyni ktorzy sa przeciw tej
              teorii to ci co nigdy niejezdzili..manual sie sprawdza JEDYNIE w
              starszych sportowych wozach o silniku minimum 3.0l i mocy MINIMUM
              300KM...w zwyklych wozach,wszelakich wielkich limuzynach,terenowkach
              itd tylko i wylacznie ASB...NIGDY NIE GASNIE,pod gorke sie nie
              stoczy,2 rece na kierownicy,mozna jesc,pic,gadac przez kom,jazda
              duzo bezpieczniejsza....W robocie mam niestety wiekszosc
              manuali,prywatnie automat+silnik 3,0l--niema lepszej jazdy--czlowiek
              zawsze gdzies sie wcisnie jak wyjezdza z podporzadkowanej--wystarczy
              luka i rura -w sekunde sie jest na pasie...Nieznam czlowieka na
              swiecie co po jezdzie automatem(przez jakis dluzszy czas a nie 5km)
              chcialby dalej meczyc drazek---jazde na manualu mozna porownac
              do "walenia konia"--dobre dla gowniarzy,ale jak zasmakuja lepszego
              to juz to takie fajne niejest.....
        • Gość: Aga Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.chello.pl 22.11.09, 20:32
          Hipek,

          to była moja pierwsza jazda, dla mnie ogromnym autem, bez "L". Przy skrętach ok.
          90 stopni, zawsze redukowałam do 2, tutaj może zwolniłam mocniej i mi nie
          pociągnął na 2. Dziś jechałam drugi raz, tym razem z facetem, no i tak mnie
          poganiał, że nawet na 3 pokonywałam ostre zakręty :) Aczkolwiek mimo że poszło
          dobrze, czuję że to nie moje prędkości i już się nie dam "nakręcić", wolę powoli
          i wg przepisów :)
      • Gość: to ja autorka Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.2-0.pl 24.11.09, 17:34
        nadal nie kupilam, sprzegla nie odpowiadaja ;) ale dzis ogladalam
        sparka i mozlwie ze sie skusze ;)
        dzieki za odswiezenie tematu
        • Gość: Aga Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.inet.pl 26.11.09, 13:48
          Autorko,

          noto trzymam kciuki aby auto podpasowało, a raczej sprzęgło. A moze jeśli auto
          ogólnie będzie Tobie odpowiadać, a sprzęgło nie bardzo, to po prostu warto udać
          się do warsztatu nad jego podkręcenie, aby było Tobie dobrze?
          Czy jeździsz jeszcze z mężem?
    • Gość: Igaa Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.09, 12:36
      Podpisuje się obiema rękami pod autorką. Po zdaniu za 1 razem prawka
      byłam pełna chęci by wkońcu zasiąść do mojego autka. A tu na 1
      światłach, na lekkim wzniesieniu, nie mogłam ruszyć! Mój mąż z boku
      ocenił, że nie umiem jeździć i... uwierzyłam w to. Bardzo mało
      jeżdzę. Wczoraj zasiadłam (sama-obiecałam sobie, ze z mężem póki co
      nie bede jeździć) za kółko po ponad dwumiesięcznej przerwie. Było
      ok. Tylko najgorzej z parkowaniem:-/

      Jak Wy sobie radzicie z parkowaniem prostopadłym?
      • Gość: Aga Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.inet.pl 23.11.09, 16:48
        Iguś,

        po pierwsze absolutnie nie bierz do siebie słów męża (każda z początkujących
        kiedyś kobietek Ci to powie), skoro zdałaś, to potrafisz jeździć, teraz to już
        tą umiejętność trzeba szlifować, aby nabrać doświadczenia i wprawy. Jeśli
        czujesz się niepewnie to może poproś koleżankę-kierowcę o towarzystwo?
        Co się zaś tyczy parkowania, to ja niestety też mam z tym problem dużym autem.
        Pozostaje ćwiczenie, by poczuć nową wielkość auta, skrętność.
      • Gość: za 1 razem Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.acn.waw.pl 24.11.09, 17:28
        Raczej zapytam, jak TY sobie dałaś radę z zaliczeniem egzaminu jeśli nie potrafisz parkować? Zdawałaś w Łomży?
        • Gość: Igaa Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.09, 12:07
          Te pytanie do mnie?
          Odpowiadam.
          A więc na egzaminie dałam radę wszystkim poleceniom egzaminatora. A
          zaparkować miałam skośnie.
          Prostopadle zaparkuje gdy mam skręcić w lewo, gdy w prawo to już z
          korektą, a raczej z kilkoma.
          No i chyba jeśli ktoś ma problemy z parkowaniem to nie oznacza od
          razu że jest kiepskim kierowcą i nie zda egzaminu na prawko,
          prawda? ;)

          Nie zdawałam w Łomży.
          • Gość: darksektron Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.09, 16:50
            Prawda , a jakze.
            A co z tą Łomżą , tam zdaja wszyscy jak leci czy jak ?
          • Gość: wspaniały Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.11.09, 22:30
            autorko
            coś z tym sprzęgłem jak z rąbkiem u spódncy
            ale mężowi to nakop
            niech się nie mądrzy
            ma ci pomóc kut..s głuupi...
        • Gość: Aga Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa IP: *.inet.pl 25.11.09, 14:27
          Ani ja :P
    • no_no_tak_tak Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 30.11.09, 22:31
      nie przejmuj się to kwestia czasu - można się przyzwyczaić do każdego
      samochodu. Skoro gaśnie znaczy że należy wcześniej wciskać sprzęgło bo
      się dławi - dojeżdżając do skrzyżowania, ew później puszczać ruszając
      • fairycharlotte Re: Pierwsza jazda bez L na dachu i wielka klapa 01.12.09, 09:45
        A ja wczoraj wieczorem pierwszy raz wsiadłam za kółko sama tzn bez osoby
        towarzyszącej.... Co prawda zrobiłam prawko w marcu, ale od tamtego czasu tylko
        kilka razy prowadziłam (glownie z imprez nocą), bo nie miałam własnego auta, a
        małż ma służbowe, więc trochę strach. Teraz od kilku dni mam własne, boję się
        jak diabli, najbardziej parkowania samodzielnego, co innego było z instruktorem,
        a teraz strach mnie wprost paraliżuje, na wszelki wypadek wczoraj zaparkowałam z
        dala od innych samochodów ;) na początku z tego stresu stanęłam b. krzywo ale
        udało się od razu ładnie wyprostowac, więc może jednak sie naucze hehe. Co do
        jazdy to boję sie na razie wypuścic gdzieś daleko w tłumy samochodów, chociaz
        sama jazda nie jest taka zła, na 4-ce jezdze, ale zawsze tak jezdziłam, bo
        instruktor bardzo tego pilnował, żeby wiekszosc jazdy była na 4-ce.

        Teraz rozważam jakies jazdy przypominajaco-doszkalające, żeby przypomniec sobie
        te wszystkie parkowania i jazde w centrum miasta. Niestety przerwa w jezdzie
        ponad pół roku nie jest dobrym pomysłem, ale nie mialam wczesniej mozliwosci
        zakupu swojego auta.

        Teraz mam stara Micrę (97), jest ok, jedyna wada jest taka, że nie bardzo da się
        ruszyc na samym półsprzęgle (w Yarisce zawsze sie parkowało na półsprzęgle),
        trzeba dodawac troszke gazu, nawet na wstecznym, nie podoba mi sie to, choc
        szczerze mowiac wczoraj jak w koncu odwazylam sie sama wieczorem do sklepu
        pojechac, to z wrazenia zupelnie nie myslalam o tym półsprzęgle i gazie, mysle,
        ze go dodawalam, bo nie zgasło ;)
    • Gość: za 1 razem kto dał jej prawo jazdy? IP: *.acn.waw.pl 01.12.09, 21:55
      Zacznijmy od tego, że nie sprzęgło jest jakieś nie takie, tylko TY i TWÓJ BRAK
      UMIEJĘTNOŚCI powoduje gaśnięcie silnika na każdym skrzyżowaniu. Bardzo dobrze,
      że cię obtrąbili, sam był trąbił i jeszcze migał długimi. Osoby nie umiejące
      ruszać, którym silnik gaśnie na każdym skrzyżowaniu nie mogą utrudniać ruchu.
      Jeśli nie potrafiłaś wrzucić czwórki i jechałaś 60 na tróje, to jesteś ofermą
      nie potrafiącą jeździć i prawo jazdy uzyskałaś niezasłużenie. Nic mnie tak nie
      wnerwia, jak baba, która nie potrafi jeździć a jednak wyjeżdża na miasto i
      utrudnia ruch. Zawsze sobie wtedy przypominam swoją pierwszą samodzielną jazdę
      po odebraniu prawka. Samodzielną to znaczy, że sam siedziałem w samochodzie i
      nie było nikogo pomagającego. I poradziłem sobie i nie gasł mi i nie wlokłem się
      jak żółw. Kilka dni po odebraniu prawka jeździłem już w trasy po ponad
      300kilometrów. SAM jechałem i poradziłem sobie!!! Baby tak nie potrafią, baby
      zaczynają samodzielne jazdy od objechania własnego bloku dookoła i to jeszcze
      nie potrafią zaparkować poprawnie po objechaniu dookoła. Na ulicach nie idzie
      im, wloką się, tamują ruch, gaśnie im co i raz silnik i jeszcze plotą głupoty o
      jakiś zepsutych sprzęgłach. A to one same nie umieją jeździć!
      • aisha_25 Re: kto dał jej prawo jazdy? 01.12.09, 22:28
        Po części się zgodzę, jednak nie oceniaj wszystkich bab tak samo. Ja po
        odebraniu prawka nie mogłam jeździć 4 miesiące z powodu problemów
        zdrowotnych...po 4 miesiącach musiałam wsiąść w samochód i jechać, w ulewie,
        gradobicie i wichurę, wsiadłam sama i jechałam...stres wiadomo był ale musiałam
        jechać...na drugi dzień też jechałam sama i tak jeżdżę do dziś, zgasł może kilka
        razy na samym początku. Nie wiem czy dobrą metodą jest jeżdżenie z kimś, uważam
        że to bardziej stresuje...praktyka czyni mistrza wiec trzeba jeździć, jeździć i
        jeszcze raz jeździć i to nie dookoła własnego bloku tylko co dziennie dalej i w
        nowe trasy. Z samochodem trzeba się oswoić samemu a nie z przyzwoitką u boku.
        Lepiej wziąć kilka jazd doszkalających niż utrudniać ruch.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka