Dodaj do ulubionych

Blog forumowy 11- testy, recenzje, wrażenia

    • forevermore79 2 znaczace blogi o L'Heure Bleue 21.06.12, 21:48
      Nasza Elve:
      nosthrills.blox.pl/2012/06/Guerlain-LHeure-Bleue.html
      Plus Octavian, ktory tym razem nie odplynal w swojej recenzji:
      1000fragrances.blogspot.com/2012/06/lheure-bleue-guerlain-historic-perfume.html
      • furka_dusz Re: 2 znaczace blogi o L'Heure Bleue 21.06.12, 23:21
        I dwa bardzo piękne doświadczenia.
        • fivka485 Re: 2 znaczace blogi o L'Heure Bleue 22.06.12, 14:29
          przycupne w tej lozy klakierów ;) z uznania dla staroci Guerlain, choć szkoda ze sie w nich grzebie i kombinuje
          • alixana Re: 2 znaczace blogi o L'Heure Bleue 24.06.12, 08:25
            Oj tak. A to trochę tak, jak domalować blokowisko za plecami Giocondy. L'Heure Bleue... Fajnie było poczytać. To jeden z tych flakonów, których pozbyłam się i żałuję. Perfumy były kompletnie "nienoszalne" w dzień, tkwi w nich coś cieleśnie wstydliwego, ale niewątpliwie to dzieło sztuki.
    • furka_dusz Kerosene: Copper Skies, Santalum Slivers, W&R 07.07.12, 17:34
      Do Johna Pegga mam sentyment i wielką sympatię, poznałam najpierw człowieka, potem jego kompozycje. Uprzedzam zatem tutaj swoją całkowitą nieobiektywność, choć podkreślę na swoje usprawiedliwienie, że gdyby te płyny byłby naprawdę paskudne, to po prostu bym o nich nie wspominała :-)
      Wspominam, bo wydaje mi się - warto.
      Copper Skies dla mnie to idealna propozycja dla miłośników ambry aktualnie tą nutą zafascynowanych, ale przede wszystkim - tych nieco już znużonych odnajdywanym podobieństwem kompozycji, w których gra pierwsze skrzypce. Tutaj skórzane podbicie i na mnie momentami wręcz gumowa słodycz znana faktycznie z Ambre Fetiche (jak napisała w swojej recenzji Birgit z Olfactoria Travels Blog) nie pozwalają się nudzić. Kompozycja jest gęsta, słodycz labdanum jest przełamywana w niebrutalny sposób tytoniem, wirują tu też brudnawe nuty miodu - jeśli ktoś nie czuje bliskości z odpowiednią dla mnie tu nutą z Back to Black, to powinien do testów podejść z lekką ostrożnością. Zapach mnie zaskakuje zmiennością, niełatwo o to, gdy się ma z ambrą do czynienia.
      Po Santalum Slivers sięgnęłam w potrzebie dania kolejnej szansy sandałowcom na mnie (generalnie) i wybadania aktualnego stanu współpracy mojej skóry i nosa z tą mocarną nutą. Ten test przeszedł absolutnie bezboleśnie: nie z powodu zawodu, czy nijakości kompozycji, ale z braku - prawie - całkowitego tego tłustego ciężarowca tutaj. Ten zapach jest dla mnie dokładnie taki, jak jego twórcy - bezpretensjonalny, naturalny i uczciwy. Orzeźwiająca świeżość cytrusów na subtelnej bazie drewienek muśniętych dosłownie sandałowcem i - jak w poprzedniej kreacji - skórą.
      Skórzana rzeczywistość jest też moim ulubionym elementem w ostatniej kompozycji, jaką Kerosene wypuściło na rynek w tym roku: Whips&Roses. Bardzo podoba mi się pomysł na design ich flakonów, odwołanie do raw materials i konsekwentna 'toporność' , ale tutaj miałam trochę obaw z powodu intensywnej fuksji butelki. Bezpodstawnie, jak się okazało po testach. Nie jest to złożona piętrowa kompozycja, ani przeładowana dominująca róża jaką znam i lubię. To na mnie skóra ucywilizowana kwiatem: nuta różanych płatków nadaje tym tytułowym 'rzemieniom' lekkości. Nie mogę się pozbyć z głowy obrazu słynnego motoru Pegga ze skórzaną tapicerką stojącego pod krzakiem różanym (sorry za infantylizm - to z upału :-)). Wiem, że stoją gdzieś na świecie przeróżne piękne wydania skóry, wiele z nich znam i wiem, że będę musiała mieć, ale ten zapach, może nie tak przemyślnie skomponowany, na pewno nie tak dramatycznie złożony, ale w swojej amerykanskiej prostocie fasynujący, chętnie kupiłabym, po prostu.
      Sumując: polecam poznanie marki. I chyba nie od rzeczy - nie hurtowo. Gdyby ambra Kerosene wpadła mi w ręce jako blind test, ją natychmiast chciałabym mieć, bez kręcenia nosem i szukania podobieństw. W tej chwili sama sobie zrobiłam kuku i porównuję ją z resztą propozycji marki.
      • forevermore79 Re: Kerosene: Copper Skies, Santalum Slivers, W&R 07.07.12, 17:39
        Cudna lektura, te zapachy wciaz sa dla mnie enigma, choc dobrze, ze prowadza je juz niemieckie perfumerie internetowe, a mysle, ze na tym ekspansja sie nie skonczy! Mam nadzieje, ze poznasz tez agarrowa propozycje tej marki- R'Oud Elements. Dziekuje za recenzje :)
    • furka_dusz Bijou Romantique, Fils de Dieu ELdO 08.07.12, 13:48
      Szczęścia chodzą parami, co potwierdzają obie najnowsze kreacje Etat Libre d'Orange.
      Zaczęłam od Fils de Dieu, bo - nastawiona przez przyjaciół - szalimarowość Bijou Romantique postanowiłam zostawić sobie na deser. I z zaskoczeniem stwierdzam, iż według mnie Shalimar łączy obie te produkcje w najlepszym i najbardziej wyczekiwanym rozumieniu perfumowego pokrewieństwa. W dodatku dubeltowo. Baza ekspansywnej, niemal piżmowej wanilii to raz. Dwa: otwarcie, w chłodniejszy dzień w obu kompozycjach prawie tak strzeliście cytrynowe jak w Shalimar Light.
      Miks hinduskich przypraw w Fils de Dieu mnie nie przypomina niczego jadalnego - zbyt silnie jest to oplatane TĄ wanilią. Niejadalna jest też nuta ryżowa tu: wprawdzie dałoby się ją daleko skojarzyć z suchym zapachem jaśminowego ryżu (nie ugotowanego! :-)), ale przede wszystkim dla mnie to ryżowy puder, słodki niczym cukier trzcinowy, któremu towarzyszy najmocniej alkohol tutaj. To bardziej jak wspaniały naprawdę aromat ryżowego wina rozlanego na skórę. Wygarbowaną, nie ludzką. Pachnie niezwykle, ale niekoniecznie do zlizania.
      Całość, mimo ewidentnej charakterności, jest łatwa do noszenia. Pasaż od cytrusów do wytrawnej waniliny nie jest dramatyczny, ale nie nuży. W dzień, kiedy go nosimy, z przyjemnością odkrywamy raz na paredziesiąt minut coś nowego, podskakującą bardziej nutę i - tę piękną Shalimarową, nabierającą z czasem coraz większej mocy bazę.
      Bijou Romantique to dla mnie na razie jedna z najlepszych premier 2012. I mówię to z kreacjami Neela Vermeire, pustynnymi Guerlainami i gwiazdami Xerjoffa za pazuchą. To będzie klasyk, i jako przedstawiciel tej zacnej rodziny paradoksalnie mimo wielkiej urody i gładkości wykonania jest wymagający wobec nosiciela. Najpiekniejsza dla mnie tutaj czekoladowa paczula - spaczulowane (albo kakaowcowe?) jest wszystko: i wetiwer, i ylang tutaj. Początek podobnie szalimarowo-bergamotowy, pieprz podbija jeszcze mocniej w Shalimar Light, a potem w podbiciu obecna skórzasta siostra-wanilia. Ewolucja następuje stopniowo. Jakość miksu mimo ciężkiej wagi nut nie przypomina mi charakteru Like This, do którego często widziałam porównanie, ani tym bardziej Womanity. Obie poprzednie prace Mathilde Bijaoui mimo, że co najmniej równie piękne, nie mają w sobie takiego ładunku absolutnej współpracy składników, przeciwnie: opierają się na kontraście w ich doborze. W Bijou Romantique nie ma mowy o zamierzonej dysharmonii, ale nie znaczy to wcale, że dostajemy do ręki prostą broń. To cichy niepokoiciel. Warty poznania, wybitny nie tylko na tle żartobliwych konceptów ze stajni ELdO.
    • mathilde17 Mona di Orio -Rose Etoile de Hollande 11.07.12, 20:00
      Testuję tylko na blotterze, niestety - gdy okazało się dziś, że mam sposobność ją powąchać, nie miałam już wolnego miejsca na rękach.
      Mało różana ta róża - różę, bardzo łagodną i przypudrowaną czułam wyraźnie tylko przez pierwszych parę minut. I zaraz potem została przysłonięta przez akord znany mi z wycofanej linii MdO, a dokładnie - z Carnation. Ta sama, cielesno-brzoskwiniowa nuta. Trwa sobie ona całkiem długo, po czym do głosu dochodzi też świeży, cedrowy powiew i goździki - kolejny ukłon w stronę Carnation. Na tym etapie zapach na razie się zatrzymał, a róży już w życiu bym się tam nie domyśliła.
      Jakoś tak odbiega ten zapach od czerwonej linii, którą zbiorczo odbieram jako mocno orientalno-waniliową. Może Mona miała w zamyśle "poprawienie" Carnation i uwolnienie go z przeładowania, którym zresztą grzeszyły wszystkie (albo prawie) zapachy z szarej linii?...
      Test do powtórzenia na ręce.
      • furka_dusz Re: Mona di Orio -Rose Etoile de Hollande 14.07.12, 14:02
        Dziękuję za pierwsze tropy, Mathilde17. Jakoś mi ulżyło :-)
    • furka_dusz Xerjoff Oud Stars, krótko 14.07.12, 14:54
      Za dużo pokus wokół i za mało czasu, by oddać cesarzowi, co cesarskie. A jest co i komu oddawać. Zatem na teraz: krótko i z nadzieją, że wrażliwsi ode mnie dopełnią - wkrótce! - całości obrazu :-)
      Generalne wrażenie: jeśli znacie moc i rodzaj emisji wcześniejszych prac Sergio Momo, to podobny ciężar i bogactwo struktury oraz niebywałą żywotność znajdziecie i tutaj. Nazwanie nowej serii 'gwiazdorską' jest bezczelnością z wszech miar usprawiedliwioną, to nie arogancja jeno, przyznaję to z niepokojem. Cienia bufonady, obciążający zmysły i ciało orient pełną gębą - wszystko skłania się ku tezie, iż Europejczycy od jakiegoś czasu robią go najlepiej. (wyjątkiem Asian Tales by Kilian, może ;-).
      Do rzeczy zatem:
      Zafar - podstawa, czyli oudowa róża. Tutaj muśnięta świeżością zielonego jabłka i wetiweru. Rdzeniem kompozycji jest przeczysty oud, wokół którego zwiesza się opar kwiatowy: czołowej róży towarzyszą kwiaty pomarańczy i gorzkie białe gardenie. Całość jednocześnie ciężka i natleniona. Dźwiga się to z oddaniem, jak ukochaną osobę.
      Mamluk - orientalny deser bez trzymanki. Nie ma zmiłuj się, jest tłusto, gęsto i karmel leje się po szyi. Jest w spodzie i benzoina, i wanilia, i piżmo oraz miód - nie spodziewajcie się łasuchy, że wyjdziecie z tego żywi. Gdzieś w sercu majaczy mi promil maślanego Aliena.
      Al Khatt - najdalszy od moich oczekiwań, co nie znaczy, że natychmiast nie weszłabym w jego posiadanie. Podstępnie prosty: oud tutaj przejrzysty, białe kwiecie wyraziste a słodka kaszmirowa kula otula całość, ale po parudziesięciu minutach ewolucje kompozycji hipnotyzują jak wąż myszkę.
      Najaf - jak na razie najbardziej zmienna na mnie kompozycja. Nie wyczuwam w niej zapowiadanej świeżości, nawet drewno tutaj jest przesycone słodkim owocowym sokiem: oud i winna paczula w parze z sandałowcem przypomina mi daleko Ormonde Man'a.
      Na razie tyle.
      Ostrzegam serdecznie.
      • elve Re: Xerjoff Oud Stars, krótko 15.07.12, 14:39
        umieram z ciekawości zatem.
      • forevermore79 Re: Xerjoff Oud Stars, krótko 16.07.12, 10:25
        Yummy! A jak Gao i Fars? Siodmej oudowej gwiazd- Alexandria dla Fortnum ciagle nie udalo mi sie powachac, zawsze nie po drodze. Ale zostalo ich jeszcze pare :)

        Za to na arabskim stoisku w Selfridges w weekend oblezenie- i to tym razem sami Muzulmanie w tradycyjnych strojach. Wiadomo, za ponad miesiac wspominany czas prezentow- Boadicea, Black Afgano, Amouage i SoOud schodzily pelnymi torbami. Fordy poki co jakos omijane, moze dlatego, ze ostatnie sa zbyt delikatne :)
    • forevermore79 Ciekawa strona- skomponuj swoje perfumy 16.07.12, 23:23
      Skladniki plus bazy:
      www.olfactik.com/index.php?route=common/home
      Za:
      www.basenotes.net/content/1307-New-UK-company-Olfactik-set-up-to-supply-the-independent-perfumer
    • forevermore79 Probkowanie 1 zdaniem- Six Scents i inne 22.07.12, 10:12
      Pare krotkich wrazen:

      Six Scents Series Three Beau Bow- klasyczna, soczysta i zielona swiezosc, czyli cytrusowa, kolonska woda w unowoczesnionej odslonie. Idealna na upaly, choc zbyt kwiatowa na moj gust.

      Six Scents Series Three Trompe L’Oeil- dosyc nietypowa kompozycja, w ktorej tuberoza miesza sie z grepfrutem i czerwona pomarancza. Daje to musujacy, nieco gorzki efekt.

      Six Scents Series Three Ascent- puder (czyt.- duzo bialego pizma) zmieszany ze skorzanymi nutami, ciekawy eksperyment, jednak na mnie wyjatkowo mdly i nietrwaly.

      Six Scents Series Three M- najlepszy z calej testowanej czworki. Jedna z najpiekniejszych skorzanych kompozycji, calkowicie zgadzam sie z recenzja Octaviana. Towarzyszaca skorze sliwka pasuje tu idealnie, a animalne nuty nadaja lekkiej drapieznosci.

      Micallef Vanille Fleur- za kobieco i za nuzaco, jak dla mnie. Wanilie mocno dominuja kwiaty i owoce, wyczuwam konwalie i brzoskwinie. Nie podoba mi sie.

      Micallef Vanille Cuir- znow bezpiecznie i jednostajnie. Cukrzona skora i lawenda, gdzies tam majaczy sie tytulowa wanilia.
      • furka_dusz Six Scents No. 6 M 04.08.12, 11:34
        'M' czyli dla mnie ;-) Zaczęłam testowanie serii od poleconej przez Kubę skóry i trudno było mi porzucić ją dla innych. Lubię skórę, śliwkę, fiołki i trudno byłoby mnie odrzucić od kompozycji, która łączy wszystkie te nuty. Jednak efekt pracy Yanna Vasniera tutaj mnie wręcz wbił w ziemię. Wiele kwiatowego zamszu ostatnio wokół, z ultra-hitową Bottega Veneta na czele. i naprawdę niełatwo, w moim pojęciu, zrobić fiołkową skórę 'inaczej'. W No. 6 ogromnie podobają mi się kontrasty: całość jest bardzo delikatna ale charakterna zarazem. Śliwka ma zamszową skórkę, zamsz ma podbicie z pudrowego irysa, fiołek ma korzonki zapuszczone w pociągająco brudawnym gruncie. I kontrasty tych połączeń nie są jazgotliwe, nic tu nie hałasuje, nie ma zderzeń tylko harmonijna współpraca mocno różnych nut, dzięki czemu noszenie tej kompozycji daje nie tylko wiele czystej przyjemności (słowo 'gracja' chodzi mi tu po głowie), ale także nie nuży: gra tych kontrastowych połączeń przyciąga do nadgarstków i karze czekać z ciekawością, co będzie się z nimi działo dalej. Kompozycja znakomita. Widać w niej dla mnie naprawdę talent i odwagę Vasniera - zmierzyć się z niemal klasycznym tematem i nie tylko nie polec, ale zinterpretować go na nowo - wielka sprawa. Pomyślałam, lekko żartem, oczywiście, że ten zapach ma ogromny potencjał 'sprzedażowy' - jako samoistny byt, nawet (a może zwłaszcza?) mainstreamowa edycja mógłby posłużyć do przywrócenia dobrego perfumowego imienia niejednemu 'wielkiemu' brandowi. Tutaj trochę ginie: w bogactwie całych serii Sixów, zunifikowanym flakonie i z dostępnością mocno limitowaną, nawet jak na 'niszę'. Absolutny must have.
        • furka_dusz Six Scents Series 3: Beau Bow i Trompe L'Oeil 05.08.12, 09:50
          No.1 Beau Bow to na mnie przede wszystkim zielona magnolia. Ujęcie kwiatowych nut z wetiwerem tutaj przywołało mi też natychmiastowe skojarzenie z Fine Leather Heeley'a, z tym, że wetiwer w No.1 jest zdecydowanie bardziej intensywny, pobudzający, niemal French Lover'owy - mnie zauroczył, muszę przyznać. Jeśli nazwę rozumieć jako 'piękny łuk' to jest nim właśnie ta nuta spinająca pojawiające się kolejno kwiaty: jasmin i róża tutaj zyskują na drapieżności, niczego sobie to zjawisko. Nośność nieco zawodna: kompozycja wybrzmiewa na mnie w ciągu dwóch godzin. Po trzeciej pozostało na skórze jedynie ultradelikatne i nadal zielone wspomnienie. Może to kwestia upałów. Ale chyba chcę więcej.

          Od No. 2 Trompe L'Oeil oczekiwałam barokowego bogactwa i byłam ciekawa, jaką to sztuczkę wykorzystają perfumiarki, by uzyskać tę tytułową iluzję życia kompozycji. I istotnie, stało się to, co bardzo lubię: klasyczne hardcore'owe kombo jaśminu, róży, ylang ylang, tuberozy i absolutu irysowego zostało wrzucone we współczesność w bardzo stylowy sposób. Kompozycja wybucha neroli od pierwszej sekundy. Mile niepokojące goryczkowe tło z gorzkiej pomarańczy, tak jak zauważył Kuba, nadaje całości tytułowego życia właśnie: wypycha klasyczny kobiecy portret kwiatowy poza ramy obrazu. To naprawdę doskonała interpretacja ciężkiego kalibru kwiatonów, bardzo niełatwego do modernizacji tematu. Jestem naprawdę odurzona i z rozkoszą podaję się każdej z faz tego zapachu. Biorąc pod uwagę jego ciężar i sposób zawłaszczania przestrzeni, dla mnie mógłby stanowić coś w rodzaju zmutowanego Aliena - zdecydowanie dynamiczniejszego na mojej skórze, mniej aroganckiego i bardziej (przepraszam wyznawców) wieloznacznego.
          Tutaj znalazłam krótki film o inspiracjach jego twórczyń :
          vimeo.com/16126104

    • forevermore79 Elve o Amouage Interlude Man 22.07.12, 19:07
      Wyzyny recenzji i totalne zauroczenie:
      nosthrills.blox.pl/2012/07/Amouage-Interlude-Man.html
      • olaj.j Re: Elve o Amouage Interlude Man 22.07.12, 21:31
        No, no.:)
    • mathilde17 Re: Blog forumowy 11- testy, recenzje, wrażenia 02.08.12, 22:34
      Przewąchałam we Francji na szybko zapachy Terry de Gunzburg. Ogólne wrażenie - jest bogato, orientalnie i kwiatowo, jedynie we Flagrant Delice czuć (wyraźnie i długo) figowiec. Widać upodobanie, jakim Terry darzy neroli - pojawia się chyba wszędzie. Zapachy bardzo mocno ewoluują - różnice między kolejnymi fazami były tak istotne, że nie byłam w stanie przypomnieć sobie, czym dany blotter pachniał na początku, w związku z czym moje odczucia wobec nich potrafiły się zmienić o 180 stopni. Na ręce testowałam tylko Lumiere d'Epices - przyprawowy orient w typie Organzy Indecence. Ogólnie - bardzo solidna robota i dobrej jakości składniki, ale efekt nie przyprawił mnie o palpitacje.
    • forevermore79 Elve o dwoch Aedesach- L'Artisan i Signature 04.08.12, 14:34
      Dwa zapachy- pierwszy legendarny bedacy perfumowa interpretacja linii do pomieszczen tej marki, drugi tegoroczny, szerzej dostepny- i dla mnie juz zdecydowanie mniej frapujacy, za duzo tego rabarbaru i zieleni :-)
      Wersje L'Artisana chetnie bym jednak znow sobie przypomnial i moze z czasem zakupil- rowniez czuje podobniestwo do Baume du Doge oraz Jubilation XXV.
      nosthrills.blox.pl/2012/08/LArtisan-Parfumeur-Aedes-de-Venustas-Aedes-de.html
    • ivesman Re: Blog forumowy 11- testy, recenzje, wrażenia 12.09.12, 19:55
      Będąc w ostatni weekend w Berlinie odwiedziłem znany butik perfumeryjny w Kudamm, gdzie mogłem przetestować pare ciekawych zapachów u nas niedostępnych. Np nowy Clive Christian dla mezczyzn i kobiet. Męski jest przepiekny. Natomiast w thecorner, nowym butiku berlinskiej awangardy, mogłem powąchać wszystkie zapachy cdg oraz Le Labo, w tym piękne paczuli 24.
    • furka_dusz Anima Dulcis Arquiste 06.12.12, 20:28
      Skrótowo, ale koniecznie muszę się podzielić kilkoma zachwytami, a nawet - zaryzykuję - może i ewentualnymi miłościami :-) Zobaczymy, jak to się w przyszłości uczucia rozlokują.
      Na pierwszy ogień: Arquiste, przede wszystkim.
      Już przy czytaniu zapowiedzi nut Anima Dulcis trzęsły mi się ręce. Referencje nosów nie uspokoiły sytuacji. Potem przyszedł upragniony czas pierwszego testu - kropli cudem ocalałej z paczki od perfumowej wróżki z Londynu, po którym to pakuneczku panowie z Poczty Polskiej skakali chyba w martensach. Wyobrażacie sobie, co się działo, gdy butelkę mogłam już wreszcie godnie i bez wybryków wziąć w swoje ręce? Kompozycja jest idealna - począwszy od dania głównego, czyli zawartości flakonu, poprzez design opakowań, skończywszy na pięknej nazwie. Gęstość kakaowego dobra tu zawarta i jego gatunek po raz pierwszy nasunął mi ryzykowną myśl, że takie właśnie kakao mogłoby mi wystarczyć do końca życia. Absolutnie niejadalny gourmand, taki jaki najbardziej lubię: nuty ciemnej czekolady, chilli i odrobiny kandyzowanej skórki pomarańczowej są doskonale realistyczne, ale obecność skórzanej goryczy sprawia, że płyn pozostaje tam, gdzie jego miejsce - na skórze, a nie w trzewiach czekoladoholiczki. Kompozycja zmienia się linearnie w czasie w dążeniu do doskonałej wytrawności, ale zaskakuje również wertykalnie: spod tej migoczącej czekolady wyskakują co jakiś czas niespodziewanie to raz ułudy karmelu, to znowu grudki soli. Uczta, tak. Neobarok, tak. Gdyby dusza mogła pachnieć, to w ten sposób, tak.
      • forevermore79 Re: Anima Dulcis Arquiste 07.12.12, 00:13
        Czekalem na te glosy, Anima Dulcis za mna chodzi od dluzszego czasu, wrecz pierwszego testu :) Zawsze bedac w Liberty of London psikam go sobie obficie, moze sie skonczy kiedys na flakonie! Arquiste to idealnie wywazona marka z bardzo spojnym konceptem, tuberozowej Butoniery tez jestem ciekaw. A nuta gourmand w Anima Dulcis faktycznie nie moze tuczyc- wytrawna, gorzkawa, intrygujaca i zmyslowo rozgrzewajaca. Jak gorzka goraca czekolada z chilli, ktora sie lubie rozgrzewac zimowymi wieczorami.
      • olaj.j Re: Anima Dulcis Arquiste 08.12.12, 09:34
        Super, że znowu recenzujesz, Furko. Wiesz, że na to czekałam.:) A swoją drogą, jak to dobrze, że istnieją takie słodkie, jadalne zapachy, zwłaszcza dla kogoś, kto za słodyczami w wersji spożywczej (z małymi wyjątkami) nie przepada.;)
    • furka_dusz Aleksandr Arquiste 06.12.12, 21:16
      Czy coś może się kojarzyć bardziej romantycznie niż Rosjanie i - niekoniecznie w tej samej dawce - fiołki? :-) Nie wiem ;-), ale dla mnie zawsze połączenie neroli i fiołka pociąga za sobą doświadczenie delikatności i kruchości. I bardzo byłam ciekawa, jak będzie się to tutaj łączyło z nutą cuir de Russie, do której legendy już w ogóle nazwiązywać raczej niełatwo, a o subtelność trudno ją podejrzewać. Zapach zbudowany na kontraście, nie pierwszy zresztą fiołek na kożuchu, ryzykowne wielokrotnie. Ale z tego pojedynku i Carlos Huber i Yann Vasnier wyszli nadzwyczajnie: cało i obaj.
      Niezwykły talent, jaki Vasnier ma według mnie do czynienia nut uznawanych za ewidentne i dominujące, nutami pozbawionymi ciężaru i niemal eterycznymi, czuje się w Aleksandr wybitnie. Tutaj dał noszącym te perfumy możliwość samodzielnego odkrycia nowych warstw skóry, nie pierwszy raz zresztą, by wspomnieć tylko ostatnie No.6 M z serii Six Scents. Skóra w Aleksandr jest nie tylko bazą dla elegancji pomarańczowo-fiołkowych pląsów, ale dodaje im wyrazistości, sama jednocześnie poddaje się ich subtelności, delikatnieje. Ci dueliści współgrają ze sobą, jak w prawdziwym pojedynku. Tylko walki tu śladu się nie znajdzie. Dzieło sztuki perfumeryjnej, niegłośne i paradoksalnie w swojej łagodności łatwe do noszenia nawet nie przez kolekcjonera. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle :-) Wiem, że ten flakon będzie mi się kojarzył nie tylko z Pojedynkiem Scotta i z rosyjskimi przyjaciółmi, ale przede wszystkim z lekcją pokory wobec tego, jak bardzo wodzą mnie za nos moje jakże pochopne sądy. Mimo, że kocham skórę, to naprawdę nie myślałam, że debiutujące Arquiste pokaże mi jak mało o niej jeszcze wiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka