mmartiene
16.11.05, 17:46
Uff temat karkołomny, ale o co mi chodzi: dziś się załamałam. Już kilka razy wcześniej miałam takie jakby flesze, nagłe uderzenia nut, których wcześniej absolutnie nie czułam w swoich perfumach. To jest tak: nagle objawia mi się coś, czego wcześniej na pewno nie było - tzn może i jest w składzie, ale mój mózg tego nie odbierał. To tak, jakbym słuchała Soundgarden nagle usłyszała trąbkę. Tak było z Mauboussin. Noszę miesiąc i jest ok. I pewnego dnia, ni stąd ni zowąd, czuję tam kakao. I tak zostaje. Zapach nie jest już ten sam. Tu na szczęście kakao mi się podoba, ale to, co stało się dzisiaj... Boudoir, moje perfumy stulecia. Spryskałam skórę i uderzył mnie zapach kwiatu pomarańczy. Poczułam się, jakbym się postarzała o pół wieku. Czuję to do teraz. Wylałam na siebie Burberry Gold, żeby przykryć tego upiora, ale się nie dało. Matko, czy ja już zawsze będę czuła ten babciny kwiatek? NIE!!! To były najseksowniejsze perfumy jakie miałam!!! :(((