chatka_
01.11.06, 12:15
Wiem, ze czesto sie zakochujemy, byle nowosc w naszej toaletce potrafi
zawrocic nam w glowie...na jakis czas :)Tak wiec nasze wpisy moze bardzo
szybko przestana byc aktualne, ale tak bardzo sie ciesze z mojego nowego
odkrycia, ze chcialabym tej radosci poswiecic oddzielny watek. A wiec moj
numer jeden w listopadzie 2006 to:
Agent Provocateur, nie mialm jeszcze z kims takim doczynienia, zapachy dosc
jednostajnie sie na mnie rozwijaja, rzadko maja tajemnice, oczywicie poczatek
jest zawsze musujacy, a pozniej lagodnieje i nabiera charakteru, ale jeszcze
pozniej niewiele na skorze sie zmienia, tylko pojedyncze wyjatki mienia sie i
zaskakuja. Ale nigdy tak bardzo jak AP...
Na dwoch lapkach dwa rozne oblicza, rozni je tylko czas, rozniaca jakis 45
minut, mniej wiecej tyle czasu zajmuje mu ...rozebranie sie. Tak ten zapach
autentycznie sie rozbiera, z jednej strony koscisty i nieprzyjemny jak dotyk
zimnej dloni po czym niezauwazalnie staje sie cieply, zmyslowy, lagodny (i
trwaly) jak moje ulubione kwiaty wiciokrzewu, nie ma ich w nutach, ale sa w
mojej glowie we wspomnieniu, w wyobrazeniu...