Dodaj do ulubionych

dzieci po rozwodzie - Model szwedzki

IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 12.01.04, 10:12
Co myślicie o tym sposobie wychowywania dzieci???? (Dzieci przebywaja np po 2
tygodnie u każdego z rodziców). Ponieważ oboje opiekują sie nie są
przyznawane alimenty...
www.tata.pl/ab.htm
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 10:16
      Mysle, ze nie jest to najlepsze rozwiazanie dla dziecka.Chcialbys pomieszkiwac
      w ten sposób? Bo ja nie.
      • Gość: Wolfram Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 12.01.04, 10:18
        sęk w tym, że pomoć te dzieci lepiej sobie radza w szkole, sa bardziej
        samodzielne, i mają kontakt z obojgiem rodziców... jestem coraz bardziej
        przekonany do tego sposobu...
        • Gość: Linn Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.dialup.tiscali.it 12.01.04, 10:28
          We Wloszech mozna wybrac lepsza wersje: dziecko mieszka stale w jednym
          mieszkaniu, a zmieniaja sie rodzice.
        • lola211 Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 10:30

          Mysle, ze to zalezy od wieku dziecka.Małe dziecko zle by znosiło takie
          przerzucanie z miejsca na miejsce, starsze moze mają z tego korzysci.
        • olciak Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 10:30
          To chyba jedyne rozwiązanie, które pozwala dziecku uwierzyć, że fakt, iż
          rodzice przestali sie kochać, nie ma z nim nic wspólnego i na miłość do
          dzieciaczka nie wpływa. Jestem jak najbardziej za - również za wględu na brak
          alimentów, które w naszych warunkach są starsznie kontrowersyjne - tak zbyt
          niskie, jak i zbyt wysokie...
        • Gość: renia Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.ath.spark.net.gr 12.01.04, 10:37
          A co sie dzieje, jesli rodzice mieszkaja daleko od siebie? Co wtedy ze szkola?
          Zycie na dwa domy... Co dwa tygodnie przeprowadzka z calym majdanem, czy po
          prostu posiadanie dwoch w pelni wyposazonych pokoi, podwojna ilosc ubran,
          zabawek, ksiazek, po jednym komplecie w kazdym domu? A co jesli status
          materialny kadego z rodzicow jest zupelnie inny? Np przenoszenie sie co dwa
          tygodnie z wygodnego domu, w ktorym mieszka sie tylko z mama do kawalerki z
          ojcem, macocha i jej trzeba syneczkami? Co z przyjaciolmi, podworkiem, psem?
          To takie zycie, jakby ciagle bylo sie w gosciach... Nie, nie wydaje mi sie,
          zeby bylo to rewelacyjne rozwiazanie.
          • Gość: Wolfram Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 12.01.04, 10:44
            Wymieniłaś minusy tego rozwiązania. Zresztą ono zwykle obowiązuje w krajach
            bogatszych od naszego. Poza tym rodzice sa "uwiązani" tylko do jednego z miast
            Jednk mimo wszystko wydaje mi się on najlepszym z możliwych. rodzice mają takie
            samo prawa i obowiązki: prawo do wychowywania i widzenia się z dzieckiem i
            obowiązek trszczenia się o jego potzreby!...
    • Gość: uncja Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 12.01.04, 10:37
      Według mnie dziecko nie powinno robić za puchar przechodni. Powinno mieć jeden
      dom, jedne zasady. Nie bardzo widzę jak to może poprawnie funkcjonować w realu
      a nie na papierze. W każdym domu panują zazwyczaj inne zasady, co innego wolno,
      co innego jest zabronione. Jak wytłumaczyć np. trzylatkowi, że u taty może, a u
      mamy nie powinno? Większość psychologów opowiada się za spójnym modelem
      wychowania - inaczej robi się dziecku wodę z mózgu.

      Naturalnie dobre jest w tym to, że rodzice są w równej mierze zaangażowani w
      wychowanie, ale co jeśli ich życie nie nadąża za idealnym modelem? Jeśli jedno
      np. nie może zająć się dzieckiem w wyznaczonym czasie? czy to nie sprawia
      wrażenia wtykania sobie dziecka jak niepotrzebny nikomu balast? a co jeśli
      rodzice mieszkają daleko od siebie? co dwa tygodnie dziecko idzie do innej
      szkoły?
      • Gość: to tu Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 11:38

        > Według mnie dziecko nie powinno robić za puchar przechodni. Powinno mieć
        jeden
        > dom, jedne zasady. Nie bardzo widzę jak to może poprawnie funkcjonować w
        realu
        > a nie na papierze. W każdym domu panują zazwyczaj inne zasady, co innego
        wolno,
        >
        > co innego jest zabronione. Jak wytłumaczyć np. trzylatkowi, że u taty może, a
        u
        >
        > mamy nie powinno? Większość psychologów opowiada się za spójnym modelem
        > wychowania - inaczej robi się dziecku wodę z mózgu.
        >
        > Naturalnie dobre jest w tym to, że rodzice są w równej mierze zaangażowani w
        > wychowanie, ale co jeśli ich życie nie nadąża za idealnym modelem? Jeśli
        jedno
        > np. nie może zająć się dzieckiem w wyznaczonym czasie? czy to nie sprawia
        > wrażenia wtykania sobie dziecka jak niepotrzebny nikomu balast? a co jeśli
        > rodzice mieszkają daleko od siebie? co dwa tygodnie dziecko idzie do innej
        > szkoły?

        Dziecko to nie mebel,który mozna przestawiać gdzie i kiedy się che.
        Oboje rodzice powinni uczestniczyć w procesie wychowania,chodzić
        na wywiadówki,do lekarza,spedzac z dzieckiem wolny czas,rozwijac jego
        zainteresowania,odprowadzać ewentualnie odwozić na dodatkowe zajęcia.
        W przypadku ,gdy jedno z rodziców będzie w nowym zwiazku i tak powinny
        przyslugiwac 2/3 godz. tygodniowo,ktore ojciec spedzi tylko z dzieckiem,
        moga sobie wtedy iść do kina porozmawiać o problemach itp.
        Nie powinno sie stosowac na dziecku "przemocy psychicznej",wpływac
        na sposób postępowania wykorzystujac do tego litosc,nie powinno kazać mu
        wybierać miedzy rodzicami.W zasadzie powinno byc tam gdzie czuje się lepiej.
        POwinno mieszkac z jednym rodzicem,chodzić do jednej szkoły,ale wakacje
        ferie,albo przerwy w nauce(choroba)spędzać np z drugim z rodziców.
        Pod warunkiem,że nie koliduje to z wykonywanym zawodem.
        ITD ITD...
        • Gość: Wolfram I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 12.01.04, 12:03
          Redukcja prawa rodzica (najczęściej ojca) do widzenia sie z dzieckiem na 3
          godziny w tygodniu... Tata ma OBOWIĄZEK płacenia na dziecko, mama ma PRAWO do
          widzenia się z nim
          • cafee Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE 12.01.04, 12:22
            Gość portalu: Wolfram napisał(a):

            > Redukcja prawa rodzica (najczęściej ojca) do widzenia sie z dzieckiem na 3
            > godziny w tygodniu... Tata ma OBOWIĄZEK płacenia na dziecko, mama ma PRAWO do
            > widzenia się z nim

            Chyba nie o to chodziło...,jeżeli relacje między rodzicami będą porawne
            to ojciec może sie widywać z dzieckiem codziennie po pare godzin!Nawet w domu
            gdzie dziecko mieszka.
            Jezeli będzie chciał!BO może odbierac je ze szkoły,potem zaprowadzić np na
            basen
            albo pograc w piłkę ,albo pojeżdzić na sankach albo jeszcze coś innego...
            Może odrobić zadanie z dzieckiem,przepytac albo pochwalić sie swoja wiedza
            i podyskutować.
            TE 2-3 godziny to powinno byc minimum czasu spędzonego z dzieckiem!
            DZIECKO NIE POWINNO STARAĆ SIE ZASŁUŻYĆ NA MIŁOŚĆ!!!Dziecko się kocha za
            to ,że jest.
            • Gość: hehe O czym ty mowisz... IP: 80.75.160.* 12.01.04, 12:27
              Przeciez to wlasnie, ze wzgledu na zle prawo rodzinne wiele kobiet traktuje
              dziecko jako karte przetargowa lub instrument sluzacy do 'karania' ojca. Chodzi
              o to by ojciec mial prawo do opieki nad dzieckiem NIEZALEZNIE od relacji z
              matka!
              • cafee Re: O czym ty mowisz... 12.01.04, 12:44

                • Gość: hehe Re: O czym ty mowisz... IP: 80.75.160.* 12.01.04, 12:49
                  Ale z roznych powodow sad rodzinny jest rzecza bardzo powszechna - troszeczke
                  wiecej realizmu prosze a nie opisywac warunki idealne.
          • Gość: to tu Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 12:35
            Dziecko to nie mebel,który mozna przestawiać gdzie i kiedy się che.
            > Oboje rodzice powinni uczestniczyć w procesie wychowania,chodzić
            > na wywiadówki,do lekarza,spedzac z dzieckiem wolny czas,rozwijac jego
            > zainteresowania,odprowadzać ewentualnie odwozić na dodatkowe zajęcia.
            > W przypadku ,gdy jedno z rodziców będzie w nowym zwiazku i tak powinny
            > przyslugiwac 2/3 godz. tygodniowo,ktore ojciec spedzi tylko z dzieckiem,
            > moga sobie wtedy iść do kina porozmawiać o problemach itp.
            > Nie powinno sie stosowac na dziecku "przemocy psychicznej",wpływac
            > na sposób postępowania wykorzystujac do tego litosc,nie powinno kazać mu
            > wybierać miedzy rodzicami.W zasadzie powinno byc tam gdzie czuje się lepiej.
            > POwinno mieszkac z jednym rodzicem,chodzić do jednej szkoły,ale wakacje
            > ferie,albo przerwy w nauce(choroba)spędzać np z drugim z rodziców.
            > Pod warunkiem,że nie koliduje to z wykonywanym zawodem.
            > ITD ITD...

            Nie napiałam o redukcji czasu widzenia sie z dzieckiem do 3 godzin ,tylko
            do minimum 3 godzin.Bo najczęciej jest tak ,że ojcowie sami ograniczają
            kontakty z dziećmi z róznych powodów(bo np. nowa żona nie pozwala)często
            bywa że są zapracowani,praca zawodowa zajmuje wiele czasu,jesć trzeba,
            ale zawsze powinno się wykombinować czas by pobyć z dzieckiem.
          • Gość: uncja Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 12.01.04, 13:08
            Mama ma prawo... ładnie powiedziane. Mama ma tez obowiązek dbać o dziecko, nie
            przesypia nocy kiedy dziecko jest chore, musi czasem iść na zwolnienie
            ryzykując utratę pracy itd. W zamian dostaje wypłacone hojną ręką 200 zł
            alimentów. Tata od reszty może umyć ręce. Jeśli tata nie ma chęci, to jego
            prawa ograniczają się do comiesięcznego przelewu. A mama MUSI wykombinować
            pieniądze na ubrania, ortodontę, kolonie, i milion innych spraw bo inaczej
            będzie złą matką. Dziecko dostrzega, że tata kupił mu lizaczka za 50 groszy -
            nie widzi codziennych nakładów matki.

            Mama musi czasem wytłumaczyć dziecku, dlaczego tata ma je w nosie, dlaczego
            miesiącami nie dzwoni czy nie ma czasu odwiedzić dziecka w dniu jego urodzin.
            Fajnie pisać o prawach.

            Nie zawsze rodzcie potrafią wypracować sobie model układów po rozwodzie.
            Zazwyczaj oboje pracują. Tyle, że to tata ma możliwość dostosowania swojego
            czasu. Jeśli musi zostać w pracy to nie widzi się z dzieckiem. Jeśli mama musi
            zostać w pracy, to zostaje z tym problemem często sama. Sama musi kombinować
            kto odbierze dziecko z przedszkola, kto zdąży na umówioną wizytę do lekarza
            itd. Fajnie, jeśli w takich sytuacjach może liczyć na ojca dziecka. Ale
            zazwyczaj zostaje z tym sama.

            Dla wyjaśnienia - moja córka widuje się z ojcem kiedy tylko chce, a w zasadzie -
            kiedy tata znajdzie czas. Piszesz o odgórnym redukowaniu praw do 3 godzin
            tygodniowo. Mój eks niegdy nie miał żadnych granic, a bywało, że jak pracował
            to nie widywał się z córką po 2 miesiące. Bo nie miał czasu. Ja ten czas muszę
            mieć - zawsze, niezależnie od tego jak bardzo byłabym zmęczona czy chora. Nigdy
            nie ograniczałam im kontaktów i są ze sobą bardzo żżyci. Ale nie mów mi, że 200
            zł alimentów (których zresztą od 2 lat nie widziałam na oczy) kompensuje mi
            wszystkie codzienne obowiązki. Bardzo bym chciała, żeby to ojciec po wielu
            godzinach pracy pracy siedział i odrabiał z nią lekcje, użerał się z kwestiami
            wychowawczymi, pilnował, żeby po sobie sprzątała, wynajdywał rozrywki, chodził
            na wywiadówki itd. Ja bym sobie chętnie czasem posiedziała na kanapie. Tyle, że
            tata może ze swoich praw korzystać, ja muszę - bo mam obowiązki.

            Myślę, że można i trzeba wypracować sobie takie układy, które minimalizują
            dziecku skutki rozwodu. Przez to, że dziecko ma kontakt z ojcem kiedy tylko
            można, że nie nastawia się dziecka przeciwko sobie. Mimo wielu moich zastrzeżeń
            nigdy przy dziecku nie powiedziałam złego słowa na eksa. I nasze układy jak na
            polskie standardy są bardzo pozytywne.
            • alfika Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE 12.05.04, 08:58
              tak na marginesie, trochę rzuca się po oczach - jesteś pewna, ze nie
              rozpędziłaś się zbytnio pisząc, że wolałabyś posiedzieć na kanapie zamiast
              zajmować się dzieckiem?
              bo trochę dziwnie to brzmi w wykonaniu rodzica...
              • Gość: rene Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE IP: *.zapora / 212.160.172.* 12.05.04, 10:43
                alfika napisała:

                > tak na marginesie, trochę rzuca się po oczach - jesteś pewna, ze nie
                > rozpędziłaś się zbytnio pisząc, że wolałabyś posiedzieć na kanapie zamiast
                > zajmować się dzieckiem?
                > bo trochę dziwnie to brzmi w wykonaniu rodzica...

                dlaczego dziwne?
                masz dzieci? byłaś kiedyś zmęczona? czy uważasz, że matki mają nieograniczony
                akumulator i nigdy nie potrzebują po prostu odpocząć, nie potrzebują, żeby ktoś
                je czasem zastąpił przy dziecku?
                Wiesz, że dla niejednej matki przysłowiowe posiedzenie na kanapie z gazetą jest
                wielkim marzeniem, nie mówiąc o wyjściu do kina na coś innego niż kreskówka...?
                • alfika Re: I TEGO WŁAŚNIE NIENAWIDZE 12.05.04, 11:57
                  Gość portalu: rene napisał(a):


                  >
                  > dlaczego dziwne?
                  > masz dzieci? byłaś kiedyś zmęczona? czy uważasz, że matki mają nieograniczony
                  > akumulator i nigdy nie potrzebują po prostu odpocząć, nie potrzebują, żeby
                  ktoś
                  >
                  > je czasem zastąpił przy dziecku?
                  > Wiesz, że dla niejednej matki przysłowiowe posiedzenie na kanapie z gazetą
                  jest
                  >
                  > wielkim marzeniem, nie mówiąc o wyjściu do kina na coś innego niż
                  kreskówka...?

                  nie, skarbie, nigdy nie byłam zmęczona, nie mam dzieci i nie wiem, że można
                  marzyć o czymkolwiek :)))
                  taka widzisz, jestem całkiem nieświadoma :)

                  a dlatego dziwne, że jakoś nigdy nie widziałam, żeby ktokolwiek z moich
                  bliskich twierdził, że zamiast dziecka wolałby cokolwiek - ja nie mówię, że
                  dziecko to tkwienie przy nim 24 h na dobę jak żandarm, ale w momencie, kiedy
                  dziecko czegokolwiek potrzebuje (mówię, skarbie, o potrzebach, nie
                  zachciankach, żebyś się znowu nie pomylił), to sorry, nie ma zmiłuj, dziecko
                  jest w tym momencie chyba trochę ważniejsze niż chętka na kanapę albo nawet
                  kino?...

                  ale przecież ja taka nieświadoma jestem ;)))
    • Gość: Wolfram Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 12.01.04, 11:15
      W sumie cieszę się, że tak wiele kobiet popiera to rozwiązanie
      • Gość: Lena Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: 80.48.96.* 12.01.04, 11:38
        Z powyższych wpisów wcale nie wynika "wielkie poparcie". Raczej wielki
        sceptycyzm. U nas i tak bardzo często ludzie po rozwodzie męczą sie ze sobą w
        jednym mieszkaniu albo jedno z exmałżonków ma innego partnera i do niego sie
        wyprowadza. Powiedziałabym, że często zmuszenie ojca do odzwiedzin dziecka i
        zainteresowanie się jego sprawami jest w Polsce większym problemem. Branie pod
        uwagę psychiki dziecka, jego rozwoju jakoś nie ma tradycji.
        Moim zdaniem przerzucanie dziecka co dwa tygodnie z domu o określonych zasadach
        do innego o innych zasadach jest bardzo szkodliwe. Czy ktokolwiek z Was
        dorosłych chciałby mieszkać dwa tygodnie w jednym a nastepne dwa w innym nawet
        własnym mieszkaniu i do tego z innymi ludźmi? Dom żyje jakimś określonym
        życiem, człowiek nawet mały ma określone sprawy, problemy które omawia, załatwa
        we własnym domu z osobą bliską a tu ... schizofrenia.
        • olciak Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 12:02
          sądzę, że Szwdzi zanim wprowadzili taki system, "przerobili" szereg badań,
          analiz, ekspertyz i konsultacji. Ja jestem jak najbardziej za takim systemem -
          rozumując w sposób opisany w powyższym poscie - schozorenia - każda zmiana
          miejsca pobytu dizcka pownna być niebezpieczna - więc dwumiesieczne wakacjie u
          babci również? przeicez to inny dom itd, itp. Ja wolałabym takie rozwiązanie,
          niż walke o dziecko, albo pozwolenie na to, aby moje dziecko i jego ojciec
          szwendali się po mieście, zamiast po prostu żyć razem. Nie uważasz, że dla
          prawidłowego rozwoju dziecka ważniejsze jest to, że ogląda tatę w piżamie,
          widzi jak on sie np. goli, w jaki sposób przygotowuje kanapki. Wypady raz na
          tydzuień do kina i hamburgerowni, albo w "odwiedziny" do jego domu, to dopiero
          zawierucha, nie uważasz? przecież to jest iluzja, a nie życie i wpływ na
          wychowanie potomka.
          o.
          • Gość: Lena Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: 80.48.96.* 12.01.04, 12:27
            Zupełnie czym innym są wakacje a czym innym stała rotacja co dwa tygodnie.
            Pytam czy chciałabyś 2 tygodnie mieszkać np. z rodzicami a następne dwa z
            dziadkami i tak przez wiele lat? Albo 2 tygodnie z mężem a dwa z rodzicami i
            rotacja ...? Chciałabyś pracować dwa tygodnie w jednej firmie, dwa w innej i
            znów ? Nikt by sam tego nie chciał ale dziecku chętnie by zafundował by rodzice
            mieli po równo. Myślisz, że dla dziecka to jest ok jeśli np. w jednej rodzinie
            wymaga sie od niego udziału w pracach domowych, wymaga porządku a w drugiej
            niczego się nie wymaga. Po jakim czasie małe/średnie/spore dziecko ma dość i
            czuje się pokrzywdzone. Co byś zrobiła z dzieckiem gdyby powiedziało, że nie
            posprząta swoich zabawek bo tamta pani sprząta po nim? Ma lepiej u tatusia bo
            nie musi się uczyć? Jeśli nie masz dzieci to sama po sobie powinnaś wiedzieć
            jak dziecko potrafi rozgrywać takie sytuacje lub konflikty między dorosłymi.
            Tu nie musi być konfliktów, tu po prostu mogą być wyłącznie inne zasady w
            domach. który dom do którego dostosować? I który sie zmieni? Dorośli ludzie
            inaczej wychowują swoje dzieci i to,że są to exmałżonkowie nie oznacza, że lan
            wychowania i nawyki mają te same.
            Dziecko nie musi widzieć tatę w piżamie przez 2 tygodnie w miesiącu, może
            widzieć je w weekendy gdy bdzie u ojca. czyż nie szkodliwe jest, że nie widzi
            taty codziennie ? Jakoś przy rozwodzie ludzie nie biorą tego pod uwagę. Dla
            dziecka jest wizyta ojca zawieruchą jeśli ojciec robi to bardzo rzadko. Jesli
            te wizyty, spotkania, przebywanie u ojca są częste, regularne to są normą i
            dają dzicku poczucie, że na ojca może liczyć i że ma ojca.
            Myslisz, że naszych polskich ojców zmusiłabyś do takich rozwiązań?
            • Gość: hehe Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: 80.75.160.* 12.01.04, 12:37
              Sluchaj, wez sie opanuj, co?

              Ja wlasnie tak pracuje, ze co dwa tygodnie (a nawet czesciej) jestem w innej
              firmie w innym miejscu, mieszkam w hotelach, wykrecam po 200000 mil rocznie w
              Miles@More... I zawsze tak chcialem - przyznaje czasami jest trudno ale nie
              mozna miec wszystkiego moja droga a dla dziecka najwazniejsze jest to by miec
              rodzicow, pewne niedogodnosci mozna w sytuacji rozwodu zaakceptowac. Byc moze
              gdyby obydwu stronom zalezalo na dziecku to potrafilyby sie dogadac i te
              przeprowadzki dostosowac do rytmu odpowiadajacemu dziecku.

              I nie pisz mi tutaj tekstow w stylu 'nasi polscy ojcowie' - nie uogolniaj bo od
              tego jest sad (zreszta czesto niesprawiedliwy i zfeminizowany) by ocenic jakie
              rozwiazanie bedzie najlepsze.
              • Gość: Lena Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: 80.48.96.* 12.01.04, 12:54
                Ja zawsze jestem opanowana. Sądownctwo znam. Mam w rodzinie osoby pracujące w
                sądzie rodzinnym. Ogromna część polskich ojców jedynie czego chce to płacenia
                jak najniższych alimentów. Od czasu do czasu zdarza sie ojciec który naprawdę
                walczy o dziecko bo matka dziecka nie nadaje sie na matkę lub porzuciła faceta
                dla innego i on sie chce zemścić.
                Jeśli chodzi o Twój tryb życia i pracy - sam go wybrałeś i lubisz choć czasem
                ciężko. dziecko nie ma prawa głosu.
        • alfika Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.05.04, 09:08
          problemy się załatwia z bliskimi ludźmi, a nie w określonym mieszkaniu, a przy
          takim modelu dziecko ma szansę być z dwojgiem najblizszych ludzi - ze swoimi
          rodzicami

          rozwód nie powinien przekreślac szans na ciagłość kontaktów i bliskość dziecka
          z obojgiem rodziców, bo niby dlaczego?
          a wiadomo, ze jeśli ojciec nie będzie chciał takiego układu z jakichkolwiek
          powodów albo nie będą mieli dwóch mieszkań w tym samym mieście, to nikt nikogo
          nie zmusza do takiego modelu, prawda?
    • onionka Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 12:12
      Wlasciwie wahalam sie, czy zabierac glos w tej dyskusji.
      Byl taki czas kiedy probowalam przetestowac podobny model. Wprawdzie moje
      Dzieciatko mialo juz wowczas 17 lat ale pomimo tego z roznych powodow miala
      zamieszkac z ojcem na jakis czas. Ja wyjezdzalam za granice i wolalam zeby
      corka spedzila ten czas z ojcem chociaz nie bylo to konieczne. Wytrzymala 3
      tygodnie.
      Efekt tego jest taki, ze pomimo uplywu 11 miesiece nie spotkala sie z ojcem ani
      razu. Wzajemny kontakt ograniczyli do wysylania okolicznosciowych sms-ow.
      Probowalam oczywiscie pytac co sie stalo ale jej niechec do tego tematu kazala
      mi zrezygnowac z nalegania.
      Mysle, ze ojcowie powinni byc bardziej otwarci w obcowaniu ze swymi dziecmi i
      zauwazac, ze te dzieci rosna. Zatem zmieniaja sie ich potrzeby, poglady i
      ulubione rozrywki, zmieniaja sie nawet koledzy i preferencje muzyczne. To nie
      jest wina matek, a raczej czasu.
      • Gość: ola Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.04, 12:28
        a ja jestem jak najbardziej za takim rozwiazaniem, znam wiele szwedzkich rodzin
        ktore funkcjonuja w ten sposob i jest ok
        tylko teraz powstaje pytanie ilu naszych panow zechcialoby taki model przyjac???
        mysle ze nie wiecej niz 1%
        To tak fajnie byc znowu wolnym i bez zobowiazan , nawet z alimentow mozna sie
        wywinac.
        pozdrawiam
        • olciak Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki - do Leny 12.01.04, 12:39
          Ja bardzo chciałabym właśnie w ten sposób mieć kontakty z rodzicami ułożone -
          mieć dwa domy, w obu z nich może różne warunki, ale poczucie bezpeiczeństwa,
          swoje ubrania, zabawki, kapcie i szczoteczkę do zębów. Zakładamy oczywiście, ze
          tkai model ma zastosowanie tylko w przypadkach, gdy oboje rodizce chcą i mogą
          sprawować opiekę nad dizeckiem, a ich zainteresowanie nie wynika tylko i
          wyłącznie z chęci "odwetu" na ex...
          niesttey znam tylko jednego Pana, który nie dość, że dobrowolnie płaci
          alimenty - od 10 lat, nigdy nie były one ustalane przez sąd! to zabiera dziecię
          na tak długo, jak ono tego potrzebuje i robi normalne zakupy - ksiażki, ciuchy
          itp, itd... Znacie takich ojców??? Wierzę w to, że istnieją:-)))
          • babik Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki - do Len 12.01.04, 13:09
            Ja znam takich ojców.
            Dzięki Bogu sam nie muszę przeżywać takich rozterek ponieważ moja rodzina jest
            w komplecie.
            Ale dwóch moich bliskich kolegów jest rozwodnikami. Niestety słyszę jak
            to "kochające mamusie" wykorzystują dzieciaki jako kartę przetargową. Są mściwe
            i okrutne , absolutnie nie liczą się z uczuciami dziecka.
            Po prostu zgroza.
          • Gość: Lena Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki - do Len IP: 80.48.96.* 12.01.04, 13:12
            Wierzę, że tak chciałabyś bo pewnie masz fajnych oboje rodziców, te same
            systemy wartości, jeszcze dobrze byłoby by mieszkali blisko siebie. Myślę, że
            ludzie kulturalni i na poziomie sami mogliby sie dogadać by w taki sposób
            opiekować sie dziećmi. Jeśli im musi to nakazać sąd to wtedy może być gorzej.
            Obawiam się, że rozgrywanie przez dorosłych spraw za pomocą dzieci może wtedy
            nie mieć końca. To właśnie dzieci najbardziej na tym ucierpią i wcale nie
            wpłynie to dobrze na ich poczucie bezpieczeństwa.
            Niestety, znam głównie takich ojców, którzy alimentów płacić nie chcą. Ich
            miłość do dzieci kończy sie wraz z miłością do żony. Szczególnie gdy mają nową
            żonę i nowe dzieci.
            Znam tylko jednego pana który utrzymuje córkę i byłą żonę na wysokim poziomie.
            Z córką utrzymuje bliskie stosunki ale córka nie zna ani jego żony ani swojej
            przyrodniej siostry choć dzieli je wiekiem tylko kilka tygodni (!!!!).
            • babik Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki - do Len 12.01.04, 13:39
              Znasz osobiście , czy słyszałaś historię.
              Bo to jest zdecydowana różnica.
              • Gość: Lena Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki - do Len IP: 80.48.96.* 12.01.04, 13:51
                Znam osobiście.
    • miriammiriam Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 12:56
      dzieci po rozwodzie powinny mieszkać w internacie, każde z rodziców
      odwiedzałoby je co 2 weekend ;p
      -------------------
      a tak poważnie; ilu ojców po rozwodzie w ogóle jest zaintesowanych opieką nad
      dzieckiem? ponoć tylko 5% składa wniosek o przyznanie im opieki. z tych 5%
      jakaś część robi to tylko po to by dokopać byłej żonie - przeciągnać sprawę,
      nastraszyć, itp. zostaje powiedzmy 4%, ilu spośród tej znikomej liczby ma
      warunki do takiego układu, począwszy od mieszkania w tym samym mieście? no
      właśnie... w polskich warunkach rozważanie tego tematu jest bezprzedmiotowe.

      nie przeczę, że mógłby to być dobry układ pod pewnymi warunkami, ale....lista
      tych "ale" jest na tyle długa, że póki co obracamy sie w sferze czysto
      teoretycznych rozważań
      • olciak Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 13:02
        nie jest bezprzedmiotewe - nawet jeśli tylko 1% dzieci i ich rodziców byłby
        zainteresowany i mógł sprostać takiemu rozwiązaniu, to i tak warto - nie
        zapominajmy, że to co najmniej trzy żyjące, czujące osoby, dla których dobra
        rózne udogodnienia i warianty powinny być brane pod uwagę. Nikt jednak nie
        powinien być zmuszany - szczególnie dziecko, bo co do intencji rodziców, z
        których po rozwodzie niejeden staje okoniem nawet wobec wyroków sądowych, to
        już przymus bym stosowała ;-)))
        • Gość: hehe Zgadzam sie z Toba! no/txt IP: 80.75.160.* 12.01.04, 13:09
        • miriammiriam Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 13:19
          olciak napisała:

          > nie jest bezprzedmiotewe - nawet jeśli tylko 1% dzieci i ich rodziców byłby
          > zainteresowany i mógł sprostać takiemu rozwiązaniu, to i tak warto

          owaszem, warto teoretyzować w końcu od czegoś trzeba zacząć.....

          mnie sie ten model podoba (w teorii) generalnie jeste *za*, mozna np.
          wprowadzić na próbe dla ew. zainteresowanych. nie wierze jadnak aby mogło to
          sie u nas przyjąć; Polska to zupełnie inny kraj pod względem ekonomicznym,
          społecznym, kulturowym, obyczajowym.
    • Gość: chudyy Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 12.01.04, 13:09
      model szewdzki hm, jak dla mnie bardzo bym chciał ale nie wiem czy to nie
      byłoby gorsze dla dziecka. Bałbym się, że ono będzie miało rozpieprz. Co 2
      tygodnie inne koleżanki i koledzy? Chyba, że mieszkałbym bardzo blisko i wtedy
      koleżeństwo by do mnie przychodziło. Najbardziej bym chciał by córa ze mną
      mieszkała, ale nie mam szans w sądzie, matka dziecka jest ok i nie godzi się.
      Ciągle kombinuję co by tu jeszcze wymyślić, żeby więcej być z dzieckiem, żeby
      brać udział w życiu, a nie tylko rozrywki zapewniać.
      pozdrawiam,
      Edward
    • Gość: renia Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.ath.spark.net.gr 12.01.04, 13:16
      A jak ten model funkcjonuje w przypadku rodzenstwa? Czy oboje dzieci (albo i
      wiecej) mieszkaja zawsze w tym samym domu, czy tez jesli jedno jest u mamy to
      drugie w tym czasie u taty i zmiana?

      A co jesli jedno z rodzicow jest np alkoholikiem, lubi burdy albo po prostu
      pojecie "opikeka nad dzieckiem" rozumie zupelnie inaczej niz drugi rodzic? Np.
      matka pomaga w lekcjach, dba o codzienna zabawe na swiezym powietrzu, jedzenie
      owocow i warzyw i czytanie ksiazek i rozmowy przy stole. a ojcu najwygodniej
      jest usadzic dziecko przed telewizorem i kupic hamburgery na sniadanie, obiad
      i kolacje? Znajac nieodpowiedzialnosc niektorych ojcow, nie powierzylabym im
      dziecka na dwa tygodnie pod calkowita opieke. Moze ten model jest dobry dla
      jakiejs niewielkiej ilosci rodzin, w wiekszosci bylby chyba jednak z krzywda
      dla dziecka (samo to, ze jest sie pod opieka obojga rodzicow na zmiany nie
      zapewnia jeszcze zaspokojenia wszystkich potrzeb dziecka. JEdna z glownych
      potrzeba dziecka, zwlaszcza malego, jest potrzeba bezpieczenstwa, stabilnosci,
      niezmiennych powtarzajacych sie rytualow zycia codziennego kazdego dnia. Takie
      zycie na dwa domy raczej nie zapewni tego wszystkiego dziecku.
      • miriammiriam Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 13:26
        Gość portalu: renia napisał(a):

        >Moze ten model jest dobry dla
        > jakiejs niewielkiej ilosci rodzin

        dokładnie! dla rodzin w których obydwoje rodzice jeszcze przed rozwodem w takim
        samym stopniu uczestniczyli w wychowaniu dziecka, pracują, sa w miare dobrze
        sytuowani, mają dobre warunki mieszkaniowe - to jest absolutne minimum.

        • Gość: to tu Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 16:50

          > Gość portalu: renia napisał(a):
          >
          > >Moze ten model jest dobry dla
          > > jakiejs niewielkiej ilosci rodzin
          >
          > dokładnie! dla rodzin w których obydwoje rodzice jeszcze przed rozwodem w
          takim
          >
          > samym stopniu uczestniczyli w wychowaniu dziecka, pracują, sa w miare dobrze
          > sytuowani, mają dobre warunki mieszkaniowe - to jest absolutne minimum.
          >
          Następni partnerzy jej i jego akceptujacy cała sytuację ,a to bardzo
          trudne do realizacji.
      • nadszyszkownik.kilkujadek Matka Greczynka? 12.01.04, 18:02
        > A co jesli jedno z rodzicow jest np alkoholikiem, lubi burdy albo po prostu
        > pojecie "opikeka nad dzieckiem" rozumie zupelnie inaczej niz drugi rodzic?
        Np.
        > matka pomaga w lekcjach, dba o codzienna zabawe na swiezym powietrzu,
        jedzenie
        > owocow i warzyw i czytanie ksiazek i rozmowy przy stole. a ojcu najwygodniej
        > jest usadzic dziecko przed telewizorem i kupic hamburgery na sniadanie,
        obiad
        > i kolacje?
        A co będzie, jak jest dokładnie odwrotnie? Odpowiem Ci: dzieciak będzie
        wpieprzał te hamburgery do pełnoletności. I prawdopodobnie jeszcze przez wiele
        lat później.

        > Znajac nieodpowiedzialnosc niektorych ojcow, nie powierzylabym im
        > dziecka na dwa tygodnie pod calkowita opieke.
        Krótko mówiąc: kobieta jest 'bardziej uprawniona' do opieki nad dzieckiem, bo
        jest matką. Ma odpowiedzialnośc we krwi.

        Ciekawe, czemu inne pomysły ze Skandynawii budzą taki entuzjazm, a ten jeden
        jakoś nie? Może zadeklarować, że inne też się nie przyjmą, i że w Polsce te
        kobiety to tak generalnie przy dziecku i kuchni pozostać powinny, bo inne
        rozwiązania się nie przyjmą?

        (-) Kilkujadek

        -
        Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
    • Gość: Wolfram ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.04, 21:32
      Samotna matka narzeka i biadoli iz to straszne, ze dziecko trzeba utrzymac za 200zl alimentow... A gdy ktos proponuje zmaine: matki narszcie maja szanse poczuc czy latwo zarobic jest te 500 zl, a ojcowie ze czuwanie przy dziecku nie jest prosta sprawa, obrusza sie... ... Cos tu jest nie tak... MOZE WYGODNIEJ JEST BYC Z DZIECKIEM I KIPIEC ZŁOSCIA NA CALY SWIAT NIZ POZWOLIC OJCU SPRAWOWAC OPIEKE NAD MAŁYM, A SAMEJ WZIAC SIE DO ROBOTY????

      79,6% samotnych matek otrzymuje alimenty wobec 29,6% samotnych ojców
      66,2% samotnych matek nie pracuje na pełen etat wobec 10,2% samotnych ojców
      46,2% samotnych matek otrzymuje pomoc finansową od państwa wobec 20,8% samotnych ojców

      www.tata.pl/cyferki.htm
      • Gość: renia Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.ath.spark.net.gr 12.01.04, 21:36
        A wlasciwie Wolfram, czy zastanawiales sie dlaczego najczesciej dzieckiem
        opiekuja sie matki? Dlaczego to im przyznaje sie prawo do sprawowania opieki,
        a ojcom tylko do widywania sie? W sumie sama nie wiem dlaczego tak jest -
        tradycja? Przeciez chociaz chlopcy powinni byc wychowywani moze czesciej przez
        rozwiedzionych ojcow swych, a nie matki. Nie wiem co powoduje, ze w naszej
        cywilizacji to matce przyznawane jest na ogol dziecko. Tradycja, ale czym
        powodowana? bO W SUMIE TO NIESPRAWIEDLIWE JEST. I faktycznie zastanawiajace...
      • lola211 Re: ZASTANAWIAJąCE.. 12.01.04, 23:32
        Jesli kobiety beda zarabiac dokładnie tyle samo ile mezczyzni na tym samym
        stanowisku to szanse bedą równe.
        W wiekszosci przypadków ciezar zarabiania na rodzine spoczywa na facecie,
        pensja matki jest nizsza.
        Racjonalniejszym rozwiazaniem jest zatem posłanie faceta do pracy, by samej
        zajac sie dzieckiem, czyz nie?
      • Gość: uncja Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 13.01.04, 13:54
        Pudło, kolego - przy moich zarobkach żadna pomoc nie wchodzi w grę - zawsze
        zarabiałam kilkakrotnie więcej niż mój eks w najlepszych latach. I mi się tych
        pieniędzy nie zarabia łatwiej niż mojemu eks. Tym bardziej, że on może bez
        stresu pracować do 24, ja musiałam jeszcze wykombinować co zrobić z dzieciakiem
        do tej godziny. A na dziecko wydaję około tysiaka miesięcznie, nie licząc
        ekstrasów i te zasądzone 200 zł to jakiś naprawdę niewspółmierny udział... Nie
        kipię złością, mało tego - odkąd się rozwiodłam, żyje mi się malinowo - bo nie
        mam na utrzymaniu brzydko ale treśliciwie mówiąc darmozjada. Wreszcie ruszyłam
        z miejsca, stac mnie na wszystko czego potrzebujemy, jeździmy sobie za granicę,
        a mojemu dziecku nic nie brakuje. Dziecko utrzymuję za swoje pieniądze, bo tata
        aktualnie (tzn. od 2 lat) nie ma. Na papierosy wydaje co najmniej 200 zł, na
        dziecko nie ma - ale to na marginesie. Nie liczę na niego w tym względzie, bo
        utrzymanie dziecka kosztuje znaaacznie więcej. I nie mam do niego złości -
        machnęłam ręką na to jaki jest, najlepszy dowód, że sama zaproponowałam
        zawieszenie alimentów, gdy stracił pracę. A mogłam iść do komornika...

        Co do opieki - wiesz, tata ma pełne usta frazesów na temat swoich dobrych
        chęci. Jednak gdy przychodzi co do czego to się okazuje, że np. w trakcie
        przedkomunijnych procedur nie chciało mu się iść z dzieckiem na mszę (choć do
        kościoła ma 200 metrów) i dzieciak ryczał cały wieczór, że ksiądz będzie się
        czepiał (oczywiście tatusiowi nie powiedziała ani słowa wyrzutu); nie chciało
        mu się zawieźć dzieciaka na zajęcia (opłacone przez mojego aktualnego męża), do
        szkoły NIE MOŻE iść (ja muszę - nieważne mogę czy nie), łaskawie czasem
        zawiezie dziecko do dentysty (ja muszę "tylko" dać na to kasę), w większości
        przypadków jak liczyłam jakoś na jego pomoc, to nic z tego nie wyszło itd. itd.
        Za każdym razem po prostu siedzą w domu przez weekend - nawet jeśli w lecie
        jest cudowna pogoda i można byłoby znaleźć dzieciakowi jakąś rozrywkę. Ilekroć
        coś planowali - wyjście na basen, na jakąś wystawę, do Zoo - nic z tego nie
        wychodziło. Zawsze coś było wazniejszego - tzn. nie wiem konkretnie co, bo po
        prostu siedzieli plackiem w domu nic nie robiąc. Dziecko nigdy nie dało mu
        niestety odczuć swojego rozczarowania, ja po prostu się nie wtrącam. Tylko żal
        mi córki, bo dorasta i widzi, że jej ojczym wykazuje znacznie więcej
        zaangażowania w jej sprawy niż rodzony ojciec, który tylko włączy głupawą
        gierkę na komputerze... I za chwilę będzie problem, bo córka zaczyna jeździć do
        niego z obowiązku, bo po prostu się tam nudzi. Tylko nie chce mu robić
        przykrości.

        Ja mu nie broniłam jej wychowywać. Mógł być u nas nawet codziennie - i po co to
        gadanie żeby się chciało uczestniczyć w wychowaniu, skoro się znajduje czas dla
        dziecka raz na dwa tygodnie? Pomijam już fakt, że wizyty u ojca niezmiennie
        przebiegają w ten sam sposób - gry komputerowe i telewizja. Nie wysilił się
        nawet na darmowy spacer, na jakąkolwiek rozrywkę dla dziecka - nawet kiedy miał
        jeszcze pieniądze, a 100 metrów od domu było wesołe miasteczko. Nawet to było
        zbyt dużym wysiłkiem. Nie mam wątpliwości że eks bardzo kocha córkę. Tyle, że
        ta miłość nie przekłada się na konkrety. Ale taki po prostu jest. Zresztą -
        mamy ze sobą naprawdę przyjazne kontakty, nie raz poplotkujemy sobie przez
        telefon, nie raz mu pomagałam w sensie załatwienia jakiejś pracy dorywczej czy
        doradzenia, co robić z jakąś tam sprawą. Ja jestem w stosunku do niego fair.
        Mam swoje zastrzeżenia, ale ... co ojciec, to ojciec. Mała bardzo go kocha,
        choć czasem jej przykro. Za to go opieprzam telefonicznie - akurat zazwyczaj
        przyznaje mi rację.

        Wolfram - każde z nas pisze z innej perspektywy i nie da się przełożyć naszych
        doświadczeń na jakieś standardy... Co para to inna historia - znam ojców z
        własnej inicjatywy płacących 5 tysięcy i będących na każde zawołanie, znam i
        takich, którzy przy zarobkach rzędu 20 tys, oferują na niepełnosprawne dziecko
        alimenty w kwocie 300 zł i resztę trzeba im z gardła wydzierać a kreują przy
        tym image "taty roku"...
        • faveur Re: ZASTANAWIAJąCE.. 13.01.04, 21:43
          CZytajac Twoj post zastanawiam sie nad jedna sprawa - mianowicie jak to
          mozliwe, ze kobieta madra, przebojowa, odpowiedzialna, zaradna, wybiera sobie
          na ojca swojego dziecka takiego beznadziejnego faceta. Dlaczego tak wiele
          kobiet nie zastanawia sie troche dluzej zanim wyjda za maz i urodza komus
          dziecko, czy ten ktos nadaje sie na ojca? Przeciez ludzie nie zmieniaja sie
          tak bardzo, chyba moglas go poznac na tyle, zeby stwierdzic, ze nie bedzie to
          ciekawy ojciec. Szkoda dziecka po prsotu, ze ma takiego "tatusia". Oczywiscie
          nie tylko Twojgo dziecka szkoda, nie chce powiedzeic, ze to Ty popelnilas
          jakas wyujatkowa pomylke. Po prostu nie rozumiem jak kobiety decyduja sie na
          dziecko z mezczyznami, ktorzy nie powinni byc ojcami. I nie wierze, ze tego
          jakim ojcem bedzie mezczyzna nie mozna wytestowac przed ew. zajsciem w ciaze.
          JA po rpsotu nei zdecydowalabym sie na dziecko z kims takim. Gdyby kobeity
          wiecej myslaly, to byloby o wiele mniej dzieci, ktore cierpia przez to, ze
          tatus je olewa na kazdym froncie. Przyznaje - ci mezczyzni sa do dupy, ale to
          kobiety powinny 100 razy zastanowic sie, czy czlowiek, z ktorym sie zwiazaly
          nadaje sie na ojca. Bo to one potem zostana z ciaza, dzieckiem, problemami.
          Tobie akurat sie wiedzie, masz warunki, zeby samotnie wychowywac dziecko - o
          tyle lepiej, ale dlaczego kobiety nie mysla wczesniej,tylko potem placza, ze
          maja za male alimenty, ze ojciec sie nei interesuje, ze z wszystkim sa same,
          a on chleje piwo z kumplami. Takich sobie ojcow wybraly dla swoich dzieci, to
          ich wina, trzeba bylo myslec wczesniej z kim zachodzi sie w ciaze. Bo ludzie
          naprawde nie zmieniaja sie az tak bardzo i to czy facet nadaje sie na ojca
          mozna wyczuc bedac z nim jakis czas.
          • Gość: Lena Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: 80.48.96.* 14.01.04, 08:29
            A ja gdy czytam Twój post myślę, że niewiele sama znasz życie. Ludzie się
            zmieniają, czasem na lepsze a czasem na gorsze a czasem na inne. Żenisz się z
            fajną, pełną pomysłów na życie dziewczyną a gdy ta urodzi ci dwoje dzieci
            zmienia się w babcię_buszową i w wieku 35 lat chce "stabilizacji". Żenisz się z
            dobrą skromną pracowitą dziewczyną, która w pewnym momencie złapie wiatr w
            żagle, zacznie się dokształcać i masz w domu pewną siebie bisnesłumen której
            wcale nie chciałeś bo liczyłeś na ciepły domek. Wychodzisz za mąż za fajnego,
            przedsiębiorczego faceta któremu w życiu wszystko się udaje a gdy przestanie
            się udawać wychodzi z niego malutki płaczący chłopczyk który gdy zawiśnie na
            tobie to nie wydorośleje nigdy. Wychodzisz za mąż i nie ukrywasz, że chcesz
            mieć dzieci, twój chłopak też je chce mieć ale kilka lat po ślubie okazuje się,
            że chce je mieć ale w odległej i bliżej nie sprecyzowanej przyszłości a Ty masz
            trzydzieści kilka lat. Czasem facet jest całkiem niezły jako mąż ale ojcem to
            on być nie powinien i raczej rozwiodłabyś się dla dobra twoich dzieci. Nie
            uważam, że decyzja o rozwodzie jest prosta, jakoś tak zwykle krzywdzona strona
            walczy o małżeństwo i stara się zmieniać to siebie to współmłżonka. Rozwód jest
            klęską choć w efekcie może okazać się zwycięstwem.
            Górale mówią "jak się nie psewrócis to sie nie naucys" no i tak się wszyscy w
            małżeństwach uczymy. Im więcej jest w nas empatii, partnerstwa wyniesionego z
            rodzinnego domu tym większe szanse.
            • Gość: uncja Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 14.01.04, 16:31
              Lenko - faveur ma po części rację. Powiem szczerze i wprost - widziałam, że
              kiepski z niego materiał, ale sądziłam że się wyrobi, dorośnie i takie tam.
              Najgłupszy tekst świata, prawda? Ale jak się ma 21 lat, to się inaczej
              postrzega swiat. Widzi się pewne rzeczy - ale nie można jeszcze ocenić jak
              bardzo są one ważne (czytaj: uciążliwe) w codziennym życiu. Bo skąd ma się to
              wiedzieć, skoro dotychczas prowadziło się wygodne życie pod bokiem rodziców?
              Niewazne - było minęło.

              Ja naprawdę mam bardzo dobre układy z byłym. Nie raz się zagadaliśmy przy
              herbatce jak przyjeżdżał po córkę. Co nie zmienia faktu, że w wielu sprawach
              był bardzo nie fair w stosunku do mnie i córki. Być może wydawałoby się na oko,
              że taki model by się sprawdził u nas, bo nie ma żadnego ostrego konfliktu,
              nigdy nie nastawialliśmy dziecka przeciwo sobie... Ale czy to naprawdę
              służyłoby dziecku? Na przestrzeni tych prawie 7 lat od rozwodu mój eks zabrał
              dziecko raz do kina, może z 5 razy do Zoo, nie przypominam sobie żadnych innych
              atrakcji i wierzcie mi - nie przesadzam. Nie chodzi o forsę - nie zawsze głodem
              przymierał. Ale bywało i tak, że z pewnych względów urlop spędzał w domu,
              zabierał dziecko do siebie i ani razu nie poszli nawet na dłuższy spacer, że
              już nie wspomnę o basenie czy czymś w tym stylu. Przez 2 tygodnie w upalne lato
              dzieciak siedział przed telewizorem!!! Dziecko mówi przez telefon, że wybierają
              się na basen. Ok, dzwonię nazajutrz, pytam jak było. Nie byli. Dlaczego? Mała
              nie wie. A co robili? Grali w grę komputerową. Czy rozczarowanie w głosie córki
              to tylko mój wymysł? Czy on nie czuje, ze nie dotrzymując obietnic robi dziecku
              przykrość?

              Takich przykładów mam tysiące - a to jest naprawdę normalny, kochający ojciec!
              I troszczy się o dziecko na swój sposób, tylko ten sposób jast jakiś inny
              niżbym chciała... Nie wiem, jakby wyglądało wychowywanie przez niego w pełnym
              wymiarze. Pewnie oglądałaby do 1 w nocy telewizję jak leci, bo on rzecz jasna
              nie widzi tego, że później dzieciak boi się sam spać. A logistycznie? U eksa
              córka musiałaby spać na materacu dmuchanym na podłodze, bo mają jeden pokój,
              bez własnego choćby kącika, nie wiem co by jadła, bo skoro w takim modelu nie
              ma alimentów, to eksowi za jego sporadyczne zarobki nie wystarczyłoby po prostu
              na jedzenie. A poza wszystkim - widzę główny problem w tym, że nie stosujemy
              jednolitej myśli wychowawczej i nigdy nie udałoby się tego wypracować. Dziecko
              i tak jest rozżalone, że ja każę iść spać o 22, nie pozwalam oglądąć niektórych
              filmów - "a u taty to nie śpię do północy i oglądałam ten horror". Ja namawiam
              do poprawienia stopni, a tata mówi "nie przejmuj się, ja tam miałem zawsze same
              tróje i żyję". Taki rozdźwięk działa destrukcyjnie - dziecko potrzebuje
              klarownej sytuacji i wytycznych.
          • Gość: hehe Ta historia kupy sie nie trzyma... IP: 80.75.160.* 14.01.04, 13:06
            Najpierw pisze ze maz zarabial kilka razy wiecej niz ona a potem mowi ze byl
            darmozjadem... I kilka innych 'szczegolikow'
            • lola211 Re: hehe czytaj uwazniej n/t 14.01.04, 13:51
              • Gość: hehe Racja - wycofuje... no txt IP: 80.75.160.* 14.01.04, 14:09
      • miriammiriam Re: ZASTANAWIAJąCE.. 14.01.04, 13:47
        Wofram, czy ty sie dobrze czujesz?
        masz jakiś pomysł na upowszechnienie tego modelu w Polsce, czy co? twój post
        jest tak samo górnolotny jak roszczenia np. rolników zeby kupić od nich te
        cholerne świnie, bo tak bedzie lepiej....
        wziął i zaproponował ideę buhahaha
        to moze zaproponowałbyś jakiś sensowny system wdrozenia tego, przeprowadził
        analize warunków koniecznych do tego, aby model szwecki sie u nas przyjął.
        dla mnie piszesz jak palancik, któremu najbardziej w tym wszystkim podoba się,
        ze sąd nie ustanawia alimentów.
        • Gość: Wolfram Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 14.01.04, 14:27
          Nie wiem dlaczego nazywasz mnie palantem, ale cóż.... Kobieta ma prawo do
          słabości. ;-)
          Ten post mial wywołać dyskusje.
          miał przedstawić plusy tego programu (opieka rodziców, równy podzial praw i
          obowiązków) jak i minusy (trudności lokalowe, "przywiązanie do danego miasta...)
          I musze stwierdzic (ze smutkiem), iż kobiety niezbyt chętnie godzą sie na takie
          warunki.
          Sposób wdrożenia? Mamy przyklady z krajów skandynawskich i Stanów.
          www.tata.pl/rk.htm
          Poprostu sąd, o ile nie ma przeciskazań (przemoc choroba), proponuje taki
          podzial obowiązków. W tej chwili, nawet gdyby jakieś małżeństwo chciało tak
          postąpić, nie ma na to szans...
          • miriammiriam Re: ZASTANAWIAJąCE.. 14.01.04, 14:44
            Gość portalu: Wolfram napisał(a):

            > Nie wiem dlaczego nazywasz mnie palantem, ale cóż.... Kobieta ma prawo do
            > słabości. ;-)
            nie wiem dlaczego nie czytasz uważnie, ale cóż meżczyzna ma prawo do
            dysleksji.;-)
            nie nazywam cie palantem, zauważam jedynie że wypowiadasz sie JAK palancik,
            któremu w modelu szwedzkim podoba się głownie nieustanawianie alimentów i nie
            powinno cie to dziwić, gdyż poświącasz temu problemowi sporo uwagi, są nawet
            jakieś wyliczenia (sic!) jak dotąd nie było ani słowa o praktycznych aspktach
            zagadnienia.
            w kwestii wdrożenia to zwórć uwagę na obowiązujące w polsce prawo meldunkowe -
            1 stały meldunek, jedno miejsce pobytu stałego. w USA w ogóle nie ma czegoś
            takiego jak zameldowanie. to jest taka mała praktyczna przeszkoda panie
            filozofie.
            nie zgadzam sie, że jaśli para, a rzczej ex para chce sie dogadać na takich
            zasadach to nie ma możliwości - chcącemu błogoslawieństwo sądu nie jest
            potrzebne. zwórć uwagę że w kwestii alimentów także czasem ludzie sie dogadują
            niezależnie od wyroków.

            • Gość: Wolfram Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 14.01.04, 14:53
              Zgadza sie. najlepiej, aby ludzie, mimo tego ze się rozchodzą potrafili się
              dogadać. Wtedy nie ma problemu. Ale prawo (skutecznie) powinno działać również
              wtedy gy takiego porozumienia nie ma. Skutecznie zapewniać dziecku środdki
              dożycia, skutecznie dbac o to, aby oboje rodziców mogło swobodnie opiekować się
              dzieckiem( Tata przychodzi na spotkanie 3h z dzieckiem i slyszy "Boje sie
              Ciebie"--> odpowiedni trening działa cuda) . Model szwedzki uważam za
              najdoskonalszy. A fakt, iż jest on coraz popularnieejszy świadczy o jego
              realności.
              • Gość: uncja Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 14.01.04, 17:10
                Wolfram - w tym co piszesz, jest jakiś pierwiastek prywatny jak sądzę? Jeśli
                tak, jeśli manipulowanie dzieckiem ma miejsce, to jest to po prostu wredne i
                nie ma nic wspólnego z miłością do dziecka. Nie znoszę takich akcji. Ale nadal
                uważam, że ślepo naśladowany model szwedzki nie jest antidotum na takie
                historie. Jesli ludzie się dogadują i sa na poziomie, sad im niepotrzebny.
                Jeśli się nie dobadują, to dziecko tym bardziej będzie szarpane albo w jedną,
                albo w drugą stronę.

                Nawiasem mówiąc nie zawsze zachowanie dziecka jest wynikiem napuszczania przez
                matkę. Koleżanka ma teraz duży problem, bo jej syn nie chce jeździć do ojca.
                Nie chce dlatego, że u ojca się potwornie nudzi. Tamten tata podobnie jak mój
                eks za całą rozrywkę uważa włączenie dziecku telewizora. I dzieciak siedzi w
                drugim pokoju, ojciec i jego nowa partnerka z niewiadomych powodów wypytyją go
                natrętnie o matke i jej sprawy osobiste. Naturalnie ta niechęć dziecka do wizyt
                jest odbierana jako wroga akcja mamy. A notabene te wizyty są bardzo na rekę
                (jak kazdej normalnej kobiecie) bo ma trochę czasu tylko dla siebie i ostatnią
                rzeczą, której by chciała, to rezygnacji z tych wizyt. Tylko że teraz
                praktycznie to ona zmusza dziecko do spotkań z ojcem, bo ojciec ją straszy
                sądem. A dziecko pyta, dlaczego MUSI jechać do taty, skoro wolałoby zostac w
                domu.

                • Gość: Wolfram Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 14.01.04, 17:31
                  Gramy w grę pod tytułem "Weź najgorszego przedstawiciela przeciwnej płci i
                  stwierdź że wszyscy są tacy". Tak nie można. Nie można mówić iz skoro ktoś jest
                  mama/tata to bedzi dbał o dziecko dobrze/zle... Do durne generalzowanie.( ktos
                  pisał o karmieniu dzieci przez tate hamburgerami i hoororami---> TO NIE REGULA
                  A STEREOTYP). Pewne jest natomiast że najlepiej dziecku jest w pełnej rodzinie,
                  a przynajmniej wychoywanemu przez obojga rodziców. Opieka naprzemienna zapewnia
                  to.
                  • Gość: uncja Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 19:38
                    No właśnie do tego zmierzałam - do generalizowania. Wolfram - czy ty też nie
                    generalizujesz mówiąc, że to najlepszy model? Najlepszy być może dla ciebie -
                    wydajesz się facetem któremu zależy na dziecku i którego boli ta sytuacja. I
                    szczerze gratuluję postawy, bez ironii - dobrze byłoby gdyby wszyscy ojcowie
                    poczuwali się do wychowywania swoich dzieci. Ale - wybacz, jestem sceptyczna,
                    wśród moich znajomych porozwodziła się chyba ponad połowa par - w części z nich
                    panują najnormalniejsze stosunki - ojcowie angażują się bez problemu w
                    obowiązki, rodzice po rozwodzie utrzymują przyjazne kontakty. Ale niestety
                    więcej jest takich ojców, którzy robią jakieś szopki.

                    A personalnie - nie pisałam tego żeby w domyśle stwierdzić, że wszyscy faceci
                    są do bani - pisałam detalicznie żeby dać ci do zruzumienia dlaczego nie
                    byłabym za tym, zeby moje dziecko spędzało ze swoim ojcem połowę dzieciństwa.
                    Paradoksalnie uważam mojego eksa za dobrego ojca. Strasznie się kochają z
                    córką. Ale ma on po prostu swoje wady - jak każdy człowiek. A ja po prostu nie
                    chciałabym, żeby dzieciństwo mojego dziecka upłynęło przed telewizorem. Bo nie
                    wierzę że zajmowałby się nią inaczej gdyby była u niego pół miesiąca - skoro
                    nawet "od święta" nie jest w stanie wykrzesać z siebie tyle chęci, żeby
                    dzieciakowi zrobić jakąś frajdę. Opieka naprzemienna - teoretycznie wygląda
                    zachęcająco. Może by się zmienił i nauczył jak być prawdziwym ojcem - tylko że
                    nie wiem po prostu czy eksperymentowanie na żywym organiźmie to dobry pomysł.
                    Gdyby dziecko było z nim to by musiał się zmobilizować? Tylko czy na pewno? Dla
                    mnie to trochę zbyt duże ryzyko. Pomijam już kwestie finansowe, bo u nas to
                    musiałabym mu dopłacić, inaczej nie dałby sobie rady.
                    • Gość: Wolfram Re: ZASTANAWIAJąCE.. IP: *.if.uj.edu.pl / *.if.uj.edu.pl 15.01.04, 13:45
                      ROzumiem że jesteś rozwiedziona i samotnie wychowujesz córkę. W jakiś sposób
                      łączysz to jeszcze z pracą zawodową. GRATULUJE! Wiem że pewnie jest ci cięzko.
                      Ale nadal pozostane przy swoim zdaniu...
                      CZy facet musi sobie "zasłużyć" na możliwość opiekowania się dzieciakiem??? Tzn
                      musi zarabiać kupę kasy i jeszcze byc idealnym (pojęcie nieistniejące)?????? Z
                      pewnością system wychowywania ojców jest inny niż matek. Ale czy napewno gorszy?
                      Stereotypowa sytuacja: Dzieciak przewraca się i ma rozbite kolanko (niebardzo).
                      Mama biegnie natychmast na pomoc. przytula, tata nie - ogląda i mówi że
                      wszystko bedzie OK.
                      2 różne reakcje, Obie tak samo potrzebne, gdyż każda z nich uczy czegoś
                      innego... I tak naprawde obie są przejawem troski dziecko.

                      Czy więc napewno nie jest generalizacją fakt że panie sędziny sądów rodzinnych
                      (głównie kobiety), na podstawie opinii psychologów i pedagogów( głównie
                      kobiety) przyznają w ponad 97%(!) opieke nad dzieckiem matce! Wybacz, ale
                      niewierze, aby naprawde w takim procencie to matki były silniej zwiazane z
                      dzieckiem.
                      Wydaje mi się że w gros rodzin (pomijając patologie) rodzice są w tym samym
                      stopniu związani uczuciowo z dziecmi. I dlatego opieka naprzemienna moim
                      zdaniem jest najlepsza!
    • faveur Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki 12.01.04, 21:48
      Moja kolezanka ma dziecko z facetem, ktory jest mezem jej kolezanki - no dosc
      niefortunne zestawienie, ale tak wlasnie jest. I ona, ta kolezanka zupelnie
      sama wychowuje to dziecko. Biologiczny ojciec mieszka w sasiedniej dzielnicy,
      ma dwoje swoich dzieci, jest dobrym ojcem ale jesli chodzi o to "nieprawe
      dziecko" to nie interesuje sie kompletnie niczym. O alimentach w ogole nie ma
      mowy, w papierach dziecko ma "ojciec nieznany". Powiedzmy, ze to wina tego
      ojca, ze zly, ze bezduszny, ze to, ze tamto. A ja uwazam, ze rowniez wina
      matki ogromna - ona po prostu niczego kompletnie nie wymaga od niego, godzi
      sie na taki uklad, pewnie tez nie chce innego. Moze w pewnym stopniu kreuje
      sie w ten sposob na wielka bohaterke, ktora to sama musi sprostac... Ale jakaz
      to krzywda dla dziecka, wie kto jest jego ojcem, ale temat ten jest tabu,
      chociaz gdyby moze troszke bardziej zdecydowanie postawila wszysktie sprawy od
      samego poczatku, to dziecko mogloby miec i ojca i matke i nawet przyrodnie
      rodzenstwo. W sytuacjach podbramkowych odbieraniem ze szkoly, a wczesniej z
      przedszkola tez moglby od czasu do czasu zajac sie ojciec, moglby brac udzial
      w finansowej stronie wychowywania, uzupelnic chociaz w jakims stopniu dziure w
      psychice dziecka spowodowana brakiem ojca. Uwazam, ze to glupota matki tak na
      to wszystko polozyc lage i o nic co zwiazane z ojcem dziecka nie zadbac. Wina
      ojca rowniez, ale matki nie mniejsza. Ona nawet nie sprobowala wciagnac go w
      wychowywanie corki.
    • Gość: ToeToe Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.ihug.net 14.01.04, 09:38
      Nie podoba mi sie sie. Jest za za tym aby Dziecko (Dzieci) zamieszkaly z
      rodzicem, z ktorym naja lepszy kontakt.
      • Gość: agnieszka Re: dzieci po rozwodzie - Model szwedzki IP: *.bredband.comhem.se 12.05.04, 10:58
        Mieszkam w Szwecji i najlepiej wiem co sie dzieje z tym podzialem. Dziecko jest
        przetargiem. Wielu ojcow , ktorzy sie nie interesowali dziecimi, maja nowe
        partnerki, aby nie placic alimentow , chca miec dziecko u siebie 2 tygodnie
        (jedzenie tyle nie kosztuje).
        Zamiast jak wczesniej dziecko spotykalo ojca na weekend i naprawde mogli
        przyjemnie spedzic czas , teraz siedzi u ojca, a wychowaniem zajmuje sie
        czasami inna kobieta, za duzo tych doroslych wokol dziecka.
        Dzieci w Szwecji to jest horror, gorszych dzieciakow nie widzialam nigdzie.
        Placzace, rozwydrzone, niewychowane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka