listopadowa81
14.10.09, 13:32
Wiec od trzech tygodni chodze do beauty school(prywatna,porzadnai
niestety droga).Jestem jedyna Polka,stety albo nie. Co mnie zdziwilo
i wkurzylo to ze kiedy ja mam cos do powiedzenie na dany temat np:z
kosmetologi albo chemi kosmetycznej-to one nie biora mojej polskiej
wiedzy(wlaczajac w to nauczycielke)pod uwage,bron Boze zebys sie w
czyms wybila,wtedy z mila checia doprowadza cie "do swojego
poziomu".Wkurzylam sie wiec,i zapytalam sie, dlaczego odpowiedz
byla"my nic nie wiem o waszych szkolach,sposobie nauczania"ale
chwileczka zeby u nas skonczyc studium kosmetyczne potrzeba 2 lata u
nich uwaga "robi sie to" w 4 miesiace!!!!wiec nie mozemy nawet mowic
ze sa tak dobrze wyszkoleni-nauczeni jak my!Zreszta bez porownania z
Polskimi szkolami tam jest rezim i ciezka praca(na skype kuzynka
wyplakuje sie jak ma ciezko na uczelni i nie tylko ona),a tu w USA-
na wszystko maja czas(mam lunch 45min.one ida na
1godz,10minut,zachaczajac przy okazji o moll),bez stresu,nerwow,nie
zdadza testu to dostaja go tak dlugo az zdadza.Rece opadaja,wierzyc
sie nie chce.Nie robia zadan domowych,nic, bo ciezko pracuja,to jest
ich wytlumaczenie,ale chwilunia ja tez,a mimo tego zawsze mam
przygotowane co trzeba.Specjalnie wiec zanizam sobie testy tak zeby
miec te 90-95%,bo kiedy dostawalam 97% albo 100% to bylo wielkie
zaskoczenie i niewypowiedziana zazdrosc?ze jak to obcokrajowiec ma
lepszy score odemnie?No i jako jedyna zalatwilam sobie"praktyki",one
nie bo...im sie nie spieszy.