malewdd
15.10.09, 18:33
pomyślałam,ze zapytam,co o tym sadzicie? przed ślubem byliśmy razem 8 lat. po
niecałym roku po ślubie zdradzał mnie przez ponad rok z dziesięć lat starszą
ode mnie matka trojga dzieci. tez mężatka, nieszczęśliwą. on był
nieszczęśliwy, bo: za wcześnie się poznaliśmy, było w związku nudno,
mieszkaliśmy u jego rodziców(dopiero 4 miesiące po ślubie udało mi się go
namówić na wynajem) i ciągle coś mu nie pasowało, bo ja bym chciała z nim
spędzać czas, a on woli z kolegami, bo przecież codzienne "parę piwek" to nie
grzech i każdy tak robi itd.
w marcu nie wytrzymałam i poprosiłam,żeby się wyprowadził, mieszkałam sama i w
maju poznałam fantastycznego człowieka, niesamowicie mnie szanuje, jest po
prostu wspaniały i nie mowie tego przez pryzmat zakochania, bo tak do
szaleństwa nie jestem zakochana.
mój mąż od tej pory płakał, błagał, nie mógł uwierzyć, że go zdradziłam,
przysięgał poprawę, ze nie będzie pił, że od teraz już tylko ja będę się
liczyć. ale jakoś tak postanowiłam się wyprowadzić, zacząć na nowo, choć żal
mi strasznie męża. wiem, ze kiedy płakał, spotykał się dalej z tamta kobieta.
ale w końcu 10 lat razem i pierwsza wielka miłość. nie wiem, czy ze mną jest
coś nie tak? bardzo się boję, że on sobie nie poradzi i ciągle mam poczucie
winy, ze to jednak przecież było małżeństwo, którego ja nie ratowałam. z
drugiej strony miał 10 lat szanse na poprawę.