Gość: kobieta
IP: *.provider.pl
17.01.04, 20:19
Jestem kobietą.
Kiedy byłam młodsza dość wcześnie umarła mi matka, ojciec sobie nie dawał rady
sam (zamknął się w sobie) i od tego czasu musiałam sobie dawać radę sama.
Musiałam pójść na studia, po kótrych miałam nadzieję znaleść pracę, (choć były
b. ciezkie, bo techniczne), musiałam się nauczyć:
-wymiany korków, wymiany wtyczek, bezpieczników w różnych urządzenai domowych,
naprawy kontaków, klejenia mebli, przeczyszczania rur i toalet, malowania
ścian, łatania dziur w dachu, olejenia zawiasów, wymiany dętek w rowerze itd..
Nie miałam samochodu - kiedy coś się psuło, np. komputer musialam wziąc go na
bagażnik i jechać 7km do najbliższego punktu naprawy.
Żeby umieć radzić sobie z wydatkami (rodzice nie pomogą) musiałam założyć
zeszyt wydatków i spisywać z dokładnościa do złotówki wszystko, nawet teraz,
nie zawsze mi się to udaje i muszę czasem przez kilka dni jeść ryż z cukrem
lub wegetą.
Musiałam uważać na to co mówię, być słowna, nie moglam sobie pozwolić na
kaprysy, nie mogłam narzekać, bo ludzie nie byli zbyt tolerancyjni, nie raz
usłyszalam,że się źalę, lub wyżywam na innych.
Mam 25 lat, jestem mało kobieca, ale dość dzielna.
Czasem kiedy obserwuje moje koleżanki, radosne, uśmiechniete, kobieco
niepraktyczne,(torebka na nic za 65 zł - tyle koszutje tusz do drukarki) aż
żal mnie ściska, myślę sobie: jakie piękne, los je ocalił.
Trudno mi spotkać mężczyznę, wiekszość z nich widzi we mnie wsparcie, lub
przyjaciółkę, nie dziewczynę. Nie podoba im się to że jestem zgorzkniała.
Kiedy jest mi żle, wracam do mojego pustego pokoju. Kiedy jest bardzo źle,
czasem piję. Dałam sobie radę sama, ale cena, która za to zapłaciłam jest,
myślę, zbyt wysoka.