zagubiona4
21.01.04, 21:33
Takie zdanie ma chyba moja rodzina. Ale zaczne od poczatku.
Wyjechalam pare lat temu za granice poniewaz zakochalam sie z wzajemnoscia w
cudzoziemcu. Pobralismy sie, mamy dzieci. Ja nie pracuje poniewaz on skonczyl
studia, ma dobrze platna prace, chce i jest w stanie nas sam utrzymywac. Poza
tym on lubi wracac do domu, wiedzac ze tam ktos steskniony na niego czeka :)
Ja sie raczej ciesze, ze nie pracuje, mam czas na to, zeby sie zajac domem,
dziecmi i soba sama. Lubie swoje zajecia.
Z tego co zarabia maz ok. 1/4 idzie na oplate naszego mieszkania, 1/ 4 do
banku, w ktorym odkladamy na budowe domu, a kolejne 2/4 na zycie i oplaty. Na
pieniadze nie narzekamy, chociaz przed wyjazdami na wakacje staramy sie
troche oszczedzac.
Problem w tym, ze odkad jestem za granica to moja rodzina w Polsce od czasu
do czasu daje mi do zrozumienia, ze powinnam im pomagac a tego nie robie, a
juz na pewno nie w takim stopniu jak by chcieli. Wyslalam im pare razy
pieniadze, ale oni czekaja ze bede im pomagac non stop. Chcieliby, zebym im
REGULARNIE przysylala paczki z ubraniami i jedzeniem, pieniadze, slodycze,
tak jak to robili emigranci za komunistow. Chcieliby, zebym znalazla im tu
wszystkim prace, tak, zeby moze mogli z czasem we Francji zamieszkac. Nie
mowia mi tego wprost, wiem o tym od osob trzecich (dalsza rodzina) i
przyjaciol, a takze kiedy im sie w rozmowie telefonicznej cos niechcacy
wymknie. Oni uwazaja, ze powinnam im pomagac, bo skoro mieszkam za granica to
naturalne, ze mnie na wszystko stac. Czesto od nich slysze, ze Pani Jadzia
taka a taka jak wyjechala do Niemiec to wszystkich do siebie sciagnela. A
jakimi to samochodami wszyscy potem do Polski poprzyjezdzali...i zaraz sobie
domy pobudowali. A jak chodzili poubierani...A ja to nic dla swojej rodziny w
Polsce nie robie.
Zaznaczam, ze kiedy wyjezdzalam z Polski to nikt mnie nawet nie zapytal, czy
nie brakuje mi pieniedzy na bilet, ba! czy mam za co kupic sobie kanapki na
droge ( a nie mialam nawet tego) Nikt sie o mnie nie troszczyl. Wszystkim
wisialo, jak sobie poradze.
Bedac za granica juz na poczatku zaznaczylam, ze wysylac paczek do Polski nie
bede, ze wzgledu na cene wysylki. (oni chyba nie zdaja sobie sprawy ile teraz
kosztuje wyslanie glupiej paczki ryzu z Francji do Polski)
Powiedzialam jednak, ze jesli chca do mnie przyjechac to oczywiscie przyjme
ich z otwartymi ramionami i ugoszcze najlepiej jak potrafie. Od tamtej pory
byla u mnie pare razy mama i ugoscilam ja z kazdym razem, nalegalam, zeby
zostala dluzej, bo ja kocham i bardzo tesknie za nia. Mama nigdy mnie o nic
nie prosila, ale jeszcze nigdy jej nie wyslalam do Polski z pustymi torbami.
Za kazdym razem wyjezdzala objuczona jak wielblad, tak ze nawet kierowca
autobusu sie smial i pytal czy ona nie wozi czasem w torbach kamieni :)
Poza tym to zwykle ja placilam za jej podroz w obie strony, tak samo jak za
podroz mojej siostry.
Ale ja nie chce i nie moge wymagac od meza, zeby POMAGAL REGULARNIE mojej
rodzinie w Polsce(siostrom, ich dzieciom, bratu...) nie chce zeby moj maz
czul sie zmuszony wysylac im pieniadze. On ma swoje dzieci na utrzymaniu i
swoje marzenia. Jemu te pieniadze nie spadaja z nieba. On pracuje od 8 rano
do 20 wieczorem z mala przerwa na obiad i naprawde sie nie obija. Dlaczego
mialby dzwigac moja rodzine w Polsce, rozwiklywac ich problemy i na nich
pracowac? A co to on- tania sila robocza ?
Najbardziej poruszylo mnie kiedy raz zadzwonila moja mlodsza siostra i
spytala, czy moglabym pozyczyc jej 300 Euro. Akurat wtedy bylismy na minusie
w banku wiec powiedzialam jej jak jest. A wtedy uslyszalam: “Eee tam, no
przyslij mi. No przeciez te 300 Euro to dla ciebie nic.”
Na ostatnie Boze Narodzenie wyslalam jej dzieciom paczke z zabawkami i
slodyczami. Napisalam dzieciom w liscie, ze to swiety mikolaj u nas zostawil
i ze ja im tylko przekazuje. Tydzien temu przyszedl list od siostry z
podziekowaniami, ale w liscie bylo tez zdanie “Jakbym miala takie zycie jak
ty to bym przysylala paczki twoim dzieciom co trzy miesiace”.
Poczulam sie jakbym dostala w gebe.
A najlepiej jest jak odbieram telefon z Polski. Zawsze wtedy slysze od
kogos: "Czesc, zadzwon do mnie." i ciach!, sluchawka zostaje odlozona. To ja
place za rozmowy telefoniczne. No bo przeciez mieszkam za granica i spie na
pieniadzach.