Matka i córka

23.01.04, 12:52
Być czarną owcą w rodzinie. Wczoraj dano mi to do zrozumienia. Jestem czarną owcą, bo
mam swoje zdanie, bo potrafię powiedzieć: "nie", "nie mogę", "nie potrafię", "nie chcę".
Jakie to wszystko cholernie trudne. Moje stosunki z Mamą popsuły się drastycznie na
przestrzeni kilku miesięcy. Proces degradacji zaczął się na pewno wcześniej,
przypuszczam, że mój ślub (sierpień 2003) był początkiem tego wszystkiego.
Matka i córka. Moja Mama była i jest osobą nadopiekuńczą. Kiedyś uważałam to za dobrą
monetę, właściwie wyręczała mnie we wszystkim ("ja to zrobię lepiej", "obiad już podany"),
ale też wiele rzeczy zabraniała (wyjazdów, dyskotek). Otoczyła mnie szczelnym kokonem
swojej miłości. Było mi dobrze, o nic nie musiałam się martwić. W końcu usamodzielniłam
się, przeprowadziłam się do innego miasta (40 km od domu rodzinnego), znalazłam sobie
pracę, poznałam mężczyznę, wyszłam za mąż. Na początku wyjazdu z domu było mi ciężko,
cierpiałam, byłam od Mamy uzależniona. Potem nabrałam dystansu, próbowałam żyć swoim
życiem. Udawało się, ale wciąż byłam na każde zawołanie - wystarczył telefon od Mamy z
wyrzutem, że nie było mnie 2 tyg. w domu i już pędziłam do niej. Przyznawałam jej rację,
pomagałam młodszemu bratu - wszystko to robiłam z wielkiej miłości. Zrobiła dla mnie wiele
dobrego, nigdy tego nie zapomnę. Jestem jej wdzięczna za wychowanie, za wykształcenie,
za miłość rodzicielską.
Tylko dlaczego wciąż nie pozwala mi "odejść"? Dlaczego chce mnie kontrolować, narzucać
swoje zdanie, w pewnym sensie sterować moim życiem? Mam 28 lat i chcę zacząć ŻYĆ
SWOIM ŻYCIEM.

Starzy forumowicze znają moją listopadową historię, gdy Mama skerśliła mnie mojego męża
za to, że odważyliśmy się powiedzieć NIE. Mama, brutalnie rzecz ujmując, wcisnęła nam
brata na 2 miesiące (21-letniego studenta) do naszego mieszkania i potem chciała
przedłużyć jego pobyt u nas. Powiedzieliśmy: "nie, wolelibyśmy mieszkać sami". Raniącym
słowom nie było końca... "ja ci tyle w życiu napomagałam", "jesteś niewdzięczna", "będę się
ciebie wstydzić przed rodziną", "ja bym tak nigdy nie zrobiła".
Ona nie może zrozumieć, że jestem inna, że mam już serdecznie dosyć tego wmuszania we
mnie wszystkiego, że chcę odciąć pępowinę - dlatego, żeby "odejść" i mocniej ją kochać.

Wczorajsza sytaucja. Od ponad trzech miesięcy pracuję po 12 godzin. Nowe projekty,
trzeba wykonać. Czasami padam na twarz ze zmęczenia, ale nie zaniedbuję mojej rodziny.
Odwiedzamy rodziców co 2 tyg. Tymczasem Mama, nazwijmy to wprost, wprosiła się do nas
na wczoraj. Zadzwoniła i powiedziała, że przyjeżdża. Powiedziałam jej, może to spotkanie
przełożymy na przyszły tydzień, bo jestem potwornie zmęczona, w domu będę po 20-tej,
mam nieposprzątane... Przyjeżdża i koniec. Po wyprowadzce od nas mój brat zatrzymał
klucze do naszego mieszkania. Jakoś nie było okazji wspomnieć czegoś na ten temat. A
może nie chciałam zaogniać sytuacji. Wczoraj Mama przyjechała i z moim bratem czekali na
nas w naszym mieszkaniu. Ugotowała obiad, pościeliła nasze małżeńskie łóżko, posprzątała.
Nie prosiłam jej oto, nawet mi głupio. Wróciłam z pracy po 20-tej. Nie miałam przyklejonego
do twarzy uśmiechu, przyznaję, że byłam na nią zła, że przyjechała właśnie dziś. I
usłyszałam: "jak ty przyjmujesz gości", "ja bym nigdy nie zrobiła takiej miny, zawsze się
uśmiechałam", "jak nas nie chcesz to sobie pójdziemy", "nie przesadzaj z tym łóżkiem, w
domu zawsze ci ścieliłam". Aż w końcu: "jesteś dziwna", "twoja bratowa tak się nie
zachowuje", "nie przesadzaj z tym zmęczeniem". Gdy się zdenerwowałam i popłakałam, to
moich uszu dobiegło: "rozluźnij atmosferę, jesteś tu gospodynią".
Nie chodzi o to, że ich nie chcę widzieć w ogóle, ale tego dnia po prostu nie miałam ochoty
na żadne odwiedziny. I to powiedziałam jej przez telefon. Chyba mam do tego prawo? Wg.
niej "dla rodziny zawsze się powinno mieć czas, chociażby człowiek padał na twarz".

Pokłóciłyśmy się. Nie potrafię udawać. Do kłótni wtrącił się mój brat (oczko w głowie Mamy).
Potem wstał i wybiegł. Mama za nim. Przerażona, że do tagiego staniu doprowadziłam
brata. Potem usłyszałam: "idź go pociesz, przytul". Moje uczucia są nieważne. Mama ma do
mnie żal, że odmówiłam tego wspólnego mieszkania bratu i musi dojeżdżać 40 km na
uczelnię. Właściwie nie musi, bo rodzice mają pieniądzę na to, by wynajął sobie stancję, ale
mam warżenie, że chcą coś zademonstrować. Jakie tam wrażenie, przecież wczoraj
usłyszałam: "radzimy sobie bez ciebie". A potem: "ten ślub cię zmienił na gorsze".

Czy jestem niewdzięczną córką? Czy to źle, że chcę żyć po swojemu, że nie chcę by Mama
sprzątała w naszym mieszkaniu? Co mam zrobić? Jak to zrozumieć?

Może macie jakieś doświadczenia. Jak układają się wam stosunki matka-córka?
Post jest długi, za dobrnięcie do końca - dziekuję.

Atlantis
    • Gość: weathlehow Re: Matka i córka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:19
      wygląda na to, że
      1) Twój brat jest rozpieszczonym bachorem i nie wyrósł jeszcze z wieku w
      którym wybiega się z mieszkania. Radzę kupić mu na urodziny wiaderko i
      łopatkę, a potem wysłać go do podwórkowej piaskownicy.
      2) Powinnaś zakomunikować mamie, że nie ma prawa tak cię traktować, i nie
      musisz robić tego co ona ci każe. Jestreś już dorosła. Na twoim miejscu
      postawiłabym na list. W rozmowie trzeba zachowywać twarz i można się rozkleić,
      albo powiedzieć coś, czego będzie się później żałować. Napisz list, a jak się
      na ciebie obrażą to już ich wybór, nie twój
      3)Nie jest twoim obowiązkiem być hotelem dla rodziny. Poza tym, w twoim
      mieszkaniu żyje chyba również mąż, więc jem to też może przeszkadzać.
      Natychmiast zabierz bratu klucze do mieszkania. Nie rozumiem dlaczego twoja
      mama jest tak wymagająca jeśli chodzi o gospodarzy, i tak mało wymagająca
      jeśli chodzi o gości. To też jej możesz powiedzieć/napisać.
    • niedzwiedziczka Re: Matka i córka 23.01.04, 13:29
      Czytam i sobie myslę, że historia niesłychanie podobna do mojej. Byłam dobrą
      córką, póki byłam sama i na każde zawołanie, zajmowałam się dzieckiem siostry,
      starszym bratem (oczywiście "oczkiem w głowie" Mamy). A potem wyszłam za mąż i
      zaczęłam żyć dla siebie. I, na nieszczęście, nie posłuchałam męża żebyśmy się
      wyprowadzili do pokoiku 10m2, bo wolałam mieszkać w domu (zajmowaliśmy jeden
      poziom 63m2), z tym że co tydzień miałam 3-dniowe niezapowiedziane wizyty brata
      z żoną, a później dzieckiem. Nie wiem jak długo można grać rolę wyposażenia
      wnętrz zamiast gospodyni, mnie to zajęło 3 lata.
      Teraz mieszkamy z dzieckiem we wspomniamym pokoiku, do rodziców dzwonię raz na
      tydzień, odwiedzam dwa razy do roku. Mama ma wieczne pretensje.Ja za sobą prawie
      roczną depresję łącznie z myślami samobójczymi. Brat się w ogóle nie odzywa.
      A teraz nareszcie czuję, że odzyskałam swoje życie. Czasem "odcięcie pępowiny"
      jest bardzo bolesne ale bez tego nie można się narodzić jako odrębny człowiek.
      Mam nadzieję, że moja córka nie będzie musiała tego przechodzić. Dlatego staram
      się nie zapomnieć, pomimo, że wybaczyłam.
    • Gość: jendza Atlantis:)) IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 23.01.04, 13:41
      Wyrazy wspol-czucia!
      Najwazniejsze, mysle, to byc konsekwentna w zakreslaniu Waszych intymnych
      granic. WAS - Waszej rodziny.
      W Ksiedze Rodzaju napisane jest, ze opusci czlowiek ojca swego i matke swoja, i
      zlaczy sie ze swoja zona...
      Problem z rodzicami/tesciami polega na tym generalnie, ze ludzie nie umieja
      jasno wytyczyc tej granicy i respektowac jej.Obustronnie.
      Ilez to razy sie slyszy o zlych tesciowych, ktore zawsze wiedza lepiej, ot,
      chocby jak scielic lozko,a ilez razy znow 'dzieci' sie skarza, ze 'rodzice' nie
      dali, nie zajmuja sie wnukiem, nie zaprosili na swieta...
      A tak niewiele trzeba, zeby bylo dobrze...:)
      Wystarczy 'tylko' nawzajem sie szanowac, przestrzegac owych granic intymnosci.
      Nie wyobrazam sobie, zeby ktokolwiek, poza mna i mezem, scielil nasze
      malzenskie lozko. To przeciez centrum naszej intymnosci, do cholery!
      Klucza od naszego mieszkania nie ma zadna z naszych mam.
      Jedna miala - i delikatnie jej go odebralismy. Pod byle jakim pretekstem.
      Rozmowy o istocie niewlasciwego stosunku do nas z ta mama przeprowadzilo
      wczesniej jej dziecko. Mama nie chce przyjac prawdy, musimy sie zatem uciekac
      do wybiegow...
      Moje klucze od domu mojej mamy oddalam jej sama.
      Klucze od domu mamy mego meza sa w naszym posiadaniu, choc proponowalismy
      mamie, by je wziela... Potrzebuje czasem, gdy wyjedzie, naszej opieki nad
      zwierzakiem. Klucze zatrzymalismy, zwierzakiem sie opiekujemy - ale tak,
      jakbysmy sie opiekowali kazdym domem kazdej osoby, ktora by nas o to poprosila.
      Bez zadnych uzurpacji.
      Wyglada na to, ze trzeba, by Twoja mama wreszcie nauczyla sie do Ciebie
      szacunku. To ona musi dorosnac, pojac wreszcie, ze nie jestes 'JEJ' wlasnoscia,
      tylko bytem autonomicznym... I to ten nowy organizm: CIEBIE i Twego malzonka,
      ma sobie szanse przyjac w calosci z 'dobrodziejstwem inwentarza', jako rodzine
      odrebna, choc tak wlasna, ktorej jednak intymnosc nalezy uszanowac....
      Jesli mama tego nie pojmie i bedzie Wam sie wtracac, moze to bardzo zabolec
      Twego meza. I slusznie.
      Nie wiem, co radzic, wybor srodkow perswazji to bardzo trudna sprawa...
      Moze rozmawiac?
      Moze nie rozmawiac?
      Moze poprosic o zwrot klucza?
      Moze po prostu zmienic zamki?
      NIe wiem.
      WIem tylko, ze trzeba ZROZUMIEC to, co sie dzieje w mamie, starac sie pomoc jej
      przeciac te pepowine.... ale NIE USTEPOWAC!
      Dla dobra WAS WSZYSKTICH! BO jesli Tobie popsuje sie z mezem przez mame, mama
      tez zbyt szczesliwa nie bedzie... Chyba, ze jest chora...
      Zatem mama bedzie nieszczesliwa w kazdym przypadku: jesli jej nie pozwolisz na
      jej uzurpacje, ale takze i wowczas, gdy pozwolisz, bo wowczas nieszczesliwa
      (przez nia) bedziesz TY... i Twoj maz.
      Paradoksalnie zatem - poza wszystkim wlasnie ze wzledu na mame trzeba jej
      zabronic takich dzialan...
      A, i NIE DAJ SIE WBIC W POCZUCIE WINY, prosze...

      SCISKAM BARDZO!
      j.
    • kolorka2 Re: Matka i córka 23.01.04, 13:42
      Eh, Atlantis, żałuję że nie mogę Cię pocieszyć...

      U mnie jest sytuacja bardzo, bardzo podobna: ja, po studiach, niezależna i
      ciężko pracująca, moja matka - nigdy nie zadowolona ze mnie i moich osiągnięć,
      wiecznie kręcąca nosem na wszytko co robię, spragniona - mam chwilami
      wrażenie - opowieści o moich klękskach czy potknięciach, i mój brat -
      człowiek_który_nigdy_nie_mył_po_sobie_nawet_talerza.

      Nie muszę chyba dodawać, że to on jest uwielbiany, hołubiony, rozpuszczany. To
      jemu się wybacza, przebacza, jego się słucha, o nim sie rozmawia. Facet
      niczego nie osiągnął, nie skończył żadnej szkoły, jest rozpieszczonym
      maminsynkiem, który nigdy nie miał żadnego obowiązku, ale to on jest oczkiem w
      głowie, ja zas tą złą, niewdzieczną siostrą i córką.


      Moja matka nie znosi mojego narzeczonego, choc świetnie potrafi to maskować.
      Nie lubi tego, że jego rodzice ciągle, po tylu latacg są ze sobą i że ich
      małżeństwo nie jest tylko pozorem; nie znosi pracowitości, talentu, dobroci
      mojego chłopca, ciagle insynuuje w pogardliwy sposób, że jego rodzicom
      mieszkanie udało się kupić dopiero w póxnym wieku, co ma byc dowodcem ich
      nieudacznictwa.

      Mam wrażenie, że chciałaby, żebym była taka jak ona: z nadwagą, nieszczęsliwa
      i bez faceta. Kwękająca, niezadowolona, nie umiejąca ułożyć sobie zycia. Żebym
      nie utrzymywała kontaktów z ojcem. Żeby mój facet przywoził mnie do jej domu,
      płacił za benzynę ("Dokładasz się do benzyny???? On cię wykorzystuje!!!"), i
      jak najszybciej się zmywał. Nie lubi mnie, bo byłam dzieckiem niechcianym
      nieplanowanym, obwinia mnie że przez mnie nie skońvzyła studiów, i musiała
      wyjść za przypadkowego chyba faceta.


      Ale ja nie jestem taka jak ona, i nie będę. Odwiedzam ją coraz rzadziej,
      przestałam szukać jej akceptacji, olewam jej problemy z bratem. Nie rozumiem
      jej, i staram się nie mysleć o tym.

      Atlantis, chciałam napisać ci cos pocieszającego, ale ostatcznie opowiedziałam
      własną historię. Tryzmajmy się, chyba tylko tyle możemy zrobić.
      • Gość: alma Re: Matka i córka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 15:06
        Jak ja to dobrze znam... Najgorsze jest chyba to, że ja jestem jedynaczką!!!
        NIegy nie byłam rozpuszczana - od zawsze samodzielna, duma i chluba mamusi
        przed gościmmi, księdzem po kolędzie itd, itp - gdy "widowania" znikała,
        zaczynało się piekło: słyszałam od najmłodszych lat - jesteś głupikiem, osłem,
        jak tak dalej pójdzie, to bedziesz co najwyżej sprzątaczką itd, itp...
        Płakałam, złosciłam się, zaliczyłam myśli samobójcze, ale cały czas ją
        kochałąm, bo jest moją matką i innej mieć nigdy nie bedę. To jest trudna
        miłość, która kosztowała mnie m.in. nerwicę w wieku lat 9! Z czasem nauczyłam
        sie dystanosować, przyzywcziłam się, że dla niej najważniejsze są pozory, ze
        jest hipokrytką, nieszczęsliwą kobietą, któa zmarnowała sobie życie i swe
        frustracje wyładowywała na mnie. Żadne moje osiagnięcie jej nie
        satysfakcjonowało, nigdy nie powiedizał mi, ze jest ze mnie dumna - żadne
        egzaminy, dyplomy, certyfikaty! A żeby było zabawniej, przez kilka tygodni
        codiznnie czyniła mi wygawor, że wybrałam sobie inny kierunek studiów
        podyplomowych, niż ona sobie życzyła!!! Z różnych przyczyn - m.in. choroba
        ojaca - zdecydowałam, się z nimi mieszkać ponownie. Jest oczywiście tak, jakbym
        miała kilka lat - atmosfera zupełnie się nie zmieniła. Po 4 latach tego
        ponownego eksperymentu wiem, że aby zachować resztki zdrowia psychicznego i
        uczuc dla niej muszę się wyprowadizć. Nawet staram sie ni mysleć, jak ona na to
        zareaguje, bo jestem w trakcie załatwiania przeniesienia o 520 km! Sądzę, ze
        dopiero majac mnie od święta doceni, jak dobrze mieć córkę, która potrafi i
        chce pomóc, pogadć, pośmiać się! Przygotowuję ja na to od roku dosyć częstymi
        wyjazdami trawajacymi kilka - kilkaście dni. Po tkaim powrocie czuję się w domu
        cudownie, widzę, ze ona się cieszy z mojego porotu, chociaż nigdy tego nie
        powiedziała.
        Opowiedizałam Wam nieco mojej historii, pewnie banalnej, żeby pokazac, ze nawet
        taką matkę, która nie jest naszą przyjaciółką można kochać, tylko w tkaiej
        sytuacji, to my - córki, musimy być mądrzejsze. Czasem aesertywne, ale zawsze
        kosekwentne. To oczywiscie moje zdanie, ale u mnie zacyzna to dizałać - wierzę,
        ze jeszcze przez 30-tką (moją ;-) będę mogła pójść z moją mamą na kawę,
        pospacerować pod rękę i być dumna, uśmiechnieta, spokojna, że w końcu potrafimy
        ze sobą rozmawiać!!!

        • moniorek1 Re: Matka i córka 23.01.04, 18:12
          Lubie cie atlantis i nie mysl, ze jestem zlosliwa ,ale czego ty sie
          spodziewalas? Swojej matce dawalas sie prowadzic jak cielaczek przez wiele
          lat ,a ona poprostu nadal nie chce puscic postronka. O swoja niezaleznos
          dzieci zaczynaja walczyc w wieku 15-16 lat,jesli tego nie robia i sie do tego
          nie kwapia to rodzice potem przez caly czas mysla ,ze to ich dziecko moze nie
          dac sobie rady wiec trzeba je prowadzic za raczke. Nie wyobrazam sobie
          sytuacji zeby rodzice nie puscili mnie na jakis wyjaz albo w jakis inny sposob
          ograniczali moja wolnosc (oczywiscie jak mieszkalam z nimi nie moglam sobie na
          wszystko pozwalac,ale te zakazy i nakazy byly w normie).
          • atlantis75 Re: Matka i córka 23.01.04, 18:35
            moniorek1 napisała:

            > Lubie cie atlantis i nie mysl, ze jestem zlosliwa

            :)))

            ale czego ty sie
            > spodziewalas? Swojej matce dawalas sie prowadzic jak cielaczek przez wiele
            > lat ,a ona poprostu nadal nie chce puscic postronka. O swoja niezaleznos
            > dzieci zaczynaja walczyc w wieku 15-16 lat,jesli tego nie robia i sie do tego
            > nie kwapia to rodzice potem przez caly czas mysla ,ze to ich dziecko moze nie
            > dac sobie rady wiec trzeba je prowadzic za raczke.

            Przyznaje ci rację. Ale chyba lepiej późno niż wcale chcieć się uwolnić ze smyczy?
            Czasu nie cofnę. Walczę o przyszłość.


            Nie wyobrazam sobie
            > sytuacji zeby rodzice nie puscili mnie na jakis wyjaz albo w jakis inny sposob
            > ograniczali moja wolnosc (oczywiscie jak mieszkalam z nimi nie moglam sobie na
            > wszystko pozwalac,ale te zakazy i nakazy byly w normie).

            Wiesz, u mnie to głębszy temat. Były nakazy, kary, szantaże emocjonalne - łącznie z tym, że
            Mamę zawsze zaczynało boleć serce, gdy chciałam zrobić coś po swojemu. Wtedy w to
            wierzyłam. Teraz już NIE. I to jest jakiś tam mój sukces w całym tym paśmie jakiegoś bólu.

            Pozdrawiam!
            • Gość: habitus Re: Matka i córka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.04, 19:21
              Twoja Matka widzi, że wymykasz się jej z rąk i zrobi wszystko, żeby Cię przy
              sobie zatrzymać. Jesteś jej potrzebna do pomocy przy bracie i jako kubeł na
              pomyje (kiedy jest niezadowolona z siebie może to przypisać Twojej np.
              niewdzięczności).Gotowa będzie na wszystko byle wasze układy nie uległy
              zmianie. Ponieważ to Ty jesteś inicjatorką zmian Matka wzmacnia środki nacisku
              i oporu. Moim zdaniem nie poradzisz sobie sama. Musisz zasięgnąć pomocy
              terapeuty rodzinnego. Inaczej prawdopodobnie zerwiesz stosunki z Matką i Bratem
              i będziesz nieszczęśliwa. Możesz zacząć obwiniać nawet swojego Męża, że nie
              zastąpił Ci uczuć rodziny, którą "z jego powodu" odprawiłaś. Bardzo mi Ciebie
              szkoda. Czasami Matka bywa wrogiem. Poczytaj książkę "Kobiety, które kochają za
              bardzo" Robin Norwood. Tam jest sporo informacji o postępowaniu z takimi
              manipulującymi i kontrolującymi matkami. Masz szansę nie stać się taką matką
              dla swojego dziecka.
    • Gość: Lena Re: Matka i córka IP: 80.48.96.* 24.01.04, 10:42
      Atlantis, jesteś odwrotną stroną tego samego medalu na którym widnieje matka i
      syn. Toksyczna matka i syn /jest tu troche wpisów żon takich "syneczków" na ten
      temat/. Jendza ma rację, takie matki kochają wyłącznie siebie, ich miłość do
      dziecka jest miłością własnej wartości, własnego produktu. Ich miłość podszyta
      jest szantażem, przemocą psychiczną. Ich dawanie jest nastawione na odbieranie
      a nawet na wyszarpanie tego co w zamian "im się należy" za wkład własny.
      Drastyczność tych relacji uwidacznia się właśnie wtedy gdy dziecko próbuje
      odciąć pępowinę.
      Dobrze, że to widzisz i próbujesz coś z tym zrobić. To już jest połowa
      sukcesu.Znam osoby którym rozpadły się więzi rodzinne, małżeństwo przez takie
      mamusie a te osoby dalej nie potrafią wyrwać sie z chorej zależności od matki.
      I nawet nie widzą, że ta zależność nie pozwala im budować innych więzi, że
      matka już dba by dziecko kochało wyłącznie ją /ich miłość i ich więzy są
      WYJĄTKOWE jak u nikogo innego/.
      Powodzenia.
      • Gość: Ona apropos teściowch IP: 80.51.51.* 24.01.04, 11:14
        My - oboje po 23 lata, praca, prawie skończone studia, mieszkanie mamy mieć w
        czerwcu , wielka miłość, plany na przyszłość i w ogóle - siedzimy przy obiedzie
        ja, on, jego mama, tata, siostra i dziadek . Oczywiście wiedzą o naszych
        planach usamodzielnienia się, co jego matkę doprowadza do furii. Dziadek pyta
        się " Kiedy ślub", Zanim zdążyliśmy odpowiedzieć- Mama : " Synku mam nadzieję
        że się usamodzielnisz,... ( i teraz ! )byle NIE ZA SZYBKO !!!

        Obiad stanął mi w gardle. Ale to śmieszne jest i tak. Bo i tak się wyprowadzimy
        i tak!
    • julla Re: Matka i córka 24.01.04, 11:41
      A najłatwiej się manipuluje drugim człowiekiem gdy się go wpędzi w poczucie
      ewidentnej winy. Wtedy, sugerując wciąż, że coś z nim jest "nie tak" można
      robić co się chce i stawiać wciąż nowe żądania "poprawy".
      Sposób stary jak świat i nie wiem dlaczego niezwykle popularny w rodzinach
      polskich. Wiele ludzi u nas jest obarczone brzemieniem "wykańczam mamusię
      bo nie tańczę na jej sznurku"...Ogólnie, moim zdaniem, układy między dziećmi
      a rodzicami w Polsce są nieco zaburzone, rzuca się dzieciom straszne kłody pod
      nogi gdy tylko usiłują się usamodzielnić, uzależnia się je materialnie zamiast
      dać przysłowiową wędkę i wysłać w świat. Na przykład ostanio był wątek o
      usamodzielniającej się pełnoletniej córce, której mama pragnie kontrolować
      przychody i rozchody, zdaniem niektórych powinna również kontrolować jej życie
      seksualne przy okazji- bardzo typowo polskie, pomieszanie z poplątaniem a
      wszystko mocno toksyczne i zaburzające. Trzeba nauczyć się przed tym bronić,
      trzeba znaleźć w sobie siłę. Jesli, atlantis, czujesz, że nie robisz mamie
      żadnej krzywdy, chcesz tylko jako dorosły człowiek "odejść" od atmosfery wód
      płodowych, co jest jak najbardziej naturalne - utwierdź sie mocno w tym
      poczuciu "braku winy" i nie daj sie sprowadzić mamie na żadne emocjonalne
      manowce, co ona niewątpliwie będzie usiłowała czynić.
    • Gość: bebe Re: Matka i córka IP: *.chello.pl 24.01.04, 14:17
      A ja ci, Atlantis, zazdroszczę - siły i stanowczości. Musisz być naprawdę
      dzielna i silna, skoro potrafiłaś pokazać, że ty też się liczysz, nie pełnisz
      służebnej wobec matki roli.
      Moja matka też mnie cały czas szantażuje emocjonalnie, cały czas grozi, że
      jeżeli będę postępowała nie tak, jak ona sobie życzy, zerwie ze mną kontakt i
      mogę zapomnieć, że mam matkę. Jestem po próbie samobójczej, teraz leczę się na
      depresję, ale cały czas nie mogę się uporać z poczuciem winy i strachem, że
      zostanę sama. Mam chłopaka, ale na nim nie mogę za bardzo polegać, bo on cały
      czas daje mi do zrozumienia, że nie jesteśmy ze sobą "na zawsze", bo skąd on
      może wiedzieć, czy będzie mnie kochał za np. dwa lata, nie może mi dać takiej
      gwarancji. Nie mam żadnego oparcia w nikim, nawet w samej sobie, jestem tak
      bezwolna i bezsilna, że sama siebie nienawidzę...
      • zalotnica Re: Matka i córka 24.01.04, 14:38
        Gość portalu: bebe napisał(a):

        > Mam chłopaka, ale na nim nie mogę za bardzo polegać, bo on cały
        > czas daje mi do zrozumienia, że nie jesteśmy ze sobą "na zawsze", bo skąd on
        > może wiedzieć, czy będzie mnie kochał za np. dwa lata, nie może mi dać takiej
        > gwarancji.

        Dobre, jakis "wesolutki" jegomosc, a Ty w depresji... cos tu nie gra
        • Gość: baba Re: do bebe IP: *.acn.waw.pl 24.01.04, 14:45


          Przede wszystkim daj sobie spokoj z chlopakiem, a kiedy znajdziesz kogos
          sensownego, odpepniaj sie !
          Choc moze zle radze- osoby niepewne siebie zwykle trafiaja na nieciekawych
          gosci. Moze najpierw podbuduj sie troche w inny sposob.
          Pzdr
      • atlantis75 Re: Matka i córka 26.01.04, 12:05
        Gość portalu: bebe napisał(a):

        > Nie mam żadnego oparcia w nikim, nawet w samej sobie, jestem tak
        > bezwolna i bezsilna, że sama siebie nienawidzę...

        Bebe, widzę, że jesteś w gorszej sytuacji ode mnie. Mnie wspiera kochający mąż, ty nie masz
        wsparcia w bliskim człowieku. Powinnaś udać się do poradni rodzinnej lub indywidulanego
        psychoterapeuty, by wyleczyć się z depresji i na nowo uwierzyć w świat. Uparłam się, że w
        tym tygodniu wybiorę się do jakiegoś terapeuty. Zadzwoniłam do poradni rodzinnej przy
        szpitalu... najwcześniejszy termin mają na 29 marca! Trzeba będzie iść prywatnie.
        Bebe, nie poddawaj się, nie załamuj. My, dzieci toksycznych rodziców, musimy trzymać się
        razem. Jak ci bądzie bardzo źle pisz do mnie na priva pod adres: atlantis75@gazeta.pl
        Uściski!
    • Gość: an-ia to mi wygląda na toksyczna mamusię i dzielną ... IP: 217.153.179.* 25.01.04, 11:07
      ... kobietę, która potrafi stawić jej czoła. Trzymaj się, może w końcu zrozumie.
      • Gość: mick Takie toksyczne mamusie... IP: *.pke.pl 26.01.04, 14:38
        ...najczęściej nie czują się dobrze w swoich związkach małżeńskich. Wtedy
        przelewają swoje uczucia na dzieci. Gdy te odchodzą, bo taka jest kolej rzeczy,
        odbierają to jako zdradę. A powinny wrócić do swoich mężów, lecz często jest to
        już niemozliwe... Stali się dla siebie obcy, choć dziesięciolecia już mieszkają
        pod jednym dachem. Najczęściej to kobieta sprawuje władzę w domu, a facet jest
        emigrantem wewnętrznym: w pracę, hobby, kolegów, alkohol, kochankę... I jeśli
        żona, koncentrując się na dorosłychdzieciach, nie wtrąca się mu w te sprawy, to
        taki układ może się utrzymać do śmierci.
        Atlantis, trzeba by jakoś zwrócić uwagę mamusi na jej męża, to mniej się będzie
        Wami zajmować. Niestety Tatuś może Ci tego nie wybaczyć... Ale w końcu kiedyś
        samodzielnie wybrał ją sobie na małżonkę, więc ostatecznie pretensje może mieć
        tylko do siebie.
        Pozdrawiam
        mick
    • name2 Re: Matka i córka 26.01.04, 21:38
      Matki na czarną owcę w rodzinie zawsze wybieraja córki.Synowie są święci.Jest
      tylko jeden sposob,odciąc sie od nich cąłkowicie.Mnie mama z synusiem znależli
      po paru latach.Do dziś tego żałuje.Zaczeli buntować moje dzieci przeciwko
      mnie.Na początku szło im świetnie.W domu kłótnie awantury,atmosfera nie do
      zniesienia.Dość.Przypominałam dzieciom jaki był spokoj,kiedy nie utrzymywaliśmy
      kontaktów z babka.Pomógł mi przypadek.Dzieci podsluchały rozmowe mamusi z jej
      ukochanym synkiem i od tamtej pory nie chcą jej znać,ja też.Dzieci wtedy były w
      szkole średniej,więc były dla niej nikim.Dziś studiują,babka jest z nich dumna
      próbuje odnowić kontakty,ale nie ma żadych szans.Lata cierpień zrobiły
      swoje.Matki nie chce znac.Jestem odporna na wszystko.
    • diab.lica Re: Matka i córka 26.01.04, 22:14
      dziwne jest, ze twoj brat woli mieszkac u siostry i jej meza lub u mamusi niz
      samodzielnie na stancji. cos czuje, ze jak sie kiedys ozeni, to jego zona
      opisze nam tutaj swoj "problem z tesciowa"...

      trzymaj sie dzielnie.
      • Gość: a propo Re: Matka i córka IP: *.akacje.pl / 81.219.11.* 27.01.04, 01:29
        Otworzyłam oczy i widzę jak na dłoni, że trochę podobnie jest w naszym domu,
        tylko, że nami chętnie posterowałaby rodzina męża. Moja matka jest ok, nie ma
        między mną a nią takich patologii, ale no właśnie... Matka męża snuje różne
        intrygi, żebyśmy na jej żądanie przyjeżdzali do nich 150 km. Mamy małe
        dziecko, czasem choruje, czasem droga śliska, żadne argumenty nie pomagają.
        Widujemy się często, a mimo to teściowa i babcia męża zawsze znajdą jakiś
        pretekst. Ale co najgorsze, zapraszają nas na obiad, że niby tak rodzinnie, z
        wnukiem można zrobić zdjęcie, a potem w pracy pokazać, ale nigdy teściowa nie
        zadbała, żebyśmy mieli gdzie przenocować, jak się żeniliśmy, tak opowiadała
        znajomym jaką to nam wyszykuje gościnną sypialnię, jesteśmy 5 lat po ślubie i
        nic. Generalnie chodzi jej o to, żeby nas ostentacyjnie zaprosić, a my jeśli
        nie skorzystamy, a trudno ciągle tam jeździć z dzieckiem, gdzie nawet nie ma
        gdzie spać, to wszystkim opowiada, że nie chcemy przyjeżdzać itd. Oczywiście
        ma jeszcze młodszego synka w domu, oczko w głowie, jak się ożeni, mamusia
        zeświruje.

        To wszystko to jest emocjonalny szantaż i niestety mówienie "nie" jest
        konieczne, bolesne, przykre też w skutkach, bo znajomi rodziny męża dziwnie na
        mnie patrzą, ale na dłuższą metę przynosi korzyści.

        Pozdrawiam,

        I już zdecydowanie bardziej odmawiam...
    • amidala Re: Matka i córka 27.01.04, 09:54
      wiesz, wypluję z siebie trochę goryczy, która i mnie się uzbierała. Sytuacja
      jest u mnie niemal identyczna - oprócz tego, że mój brat to świetny facet,
      który doskonale sobie radzi sam. Dzieciństwo mieliśmy raczej niewesołe - ojciec
      się uganiał za babami,(rozwiedli się bardzo burzliwie i brzydko, gdy byliśmy
      jeszcze w wieku dorastającym). Matka była pozbawiona jakiejkolwiek czułości i
      ciepłych uczuć. Od zawsze jedyną metodą na egzekwowanie jakichś jej próśb, czy
      rozkazów nie jest prośba, tylko szantaż - gdy mieszkałam jeszcze w domu: nie
      dostaniesz nowych butów, jeżeli nie wybierzesz takiej szkoły, a nie innej.
      Idiotyczna skala porównawcza - trochę inny kaliber decyzji życiowych, ale tak
      to u niej działa. Nie umie użyć słowa "proszę", "przepraszam", "dziękuję"...
      zamiast tego jest postawa roszczeniowa. JEj się należy bo tak i już. Nienawidzi
      serdecznie mojego mężczyznę - i nawet tego nie ukrywa. Każde spotkanie z nami
      kończyło się długimi wyrzutami przez telefon, czyli tylko do mnie: została
      upokorzona (bo on nie chciał się godzić na szantaż...), ja chyba oszalałam, że
      się z nim zadaję - to ostatni sk.. ona go rozszyfrowała. itd...
      Robi rzeczy straszne. Obraża wszystkich, którzy nie skaczą dookoła niej w
      głębokich ukłonach. Zerwała kontakty z całą rodziną dalszą i bliższą - albo
      raczej oni z nią. Jest coraz bardziej sama, cały świat robi jej wbrew. Dzwonią
      do mnie jej znajome z pytaniem czy jej do końca odbiło, bo nie mogą nawiązać
      kontaktu. Do tej pory (paręnaście lat później) ma straszliwe poczucie
      skrzywdzenia i poniżenia po rozwodzie, mimo, że zemściła się na ojcu
      skutecznie, puszczając go niemal w skarpetkach. Cały świat jest przeciwko niej
      i obawiam się, że to się skończy chorobą psychiczną, jeżeli już nią nie jest.
      Mój brat mieszka od niej przez ulicę, a widuje się z nią raz na tydzień - ona
      sobie nie życzy. Jak już go widzi, potrafi tak go zmieszać z błotem, że chłopak
      parę dni dochodzi do siebie, badając swoją psychikę, czy naprawdę jest takim
      potworem. Ja miałam takie same reakcje po każdej rozmowie z mamusią. Ostatnio
      twierdzi, że przestał słuchać - kiwa głową i się uśmiecha. KOSZMAR. Nie ma
      żadnej więzi emocjonalnej z nami i patrząc na to z dzisiejszej perspektywy
      nigdy nie miała. Okrutne to słowa, ale jak mam kochać kogoś, kto nie ma pojęcia
      o miłości?
    • joanna51 Re: Matka i córka 27.01.04, 10:24
      atlantis75 napisała:

      > Być czarną owcą w rodzinie. Wczoraj dano mi to do zrozumienia. Jestem czarną
      ow
      > cą, bo
      > mam swoje zdanie, bo potrafię powiedzieć: "nie", "nie mogę", "nie
      potrafię", "n
      > ie chcę".
      > Jakie to wszystko cholernie trudne. Moje stosunki z Mamą popsuły się
      drastyczni
      > e na
      > przestrzeni kilku miesięcy. Proces degradacji zaczął się na pewno wcześniej,
      > przypuszczam, że mój ślub (sierpień 2003) był początkiem tego wszystkiego.
      > Matka i córka. Moja Mama była i jest osobą nadopiekuńczą. Kiedyś uważałam to
      za
      > dobrą
      > monetę, właściwie wyręczała mnie we wszystkim ("ja to zrobię lepiej", "obiad
      ju
      > ż podany"),
      > ale też wiele rzeczy zabraniała (wyjazdów, dyskotek). Otoczyła mnie szczelnym
      k
      > okonem
      > swojej miłości. Było mi dobrze, o nic nie musiałam się martwić. W końcu
      usamodz
      > ielniłam
      > się, przeprowadziłam się do innego miasta (40 km od domu rodzinnego),
      znalazłam
      > sobie
      > pracę, poznałam mężczyznę, wyszłam za mąż. Na początku wyjazdu z domu było mi
      c
      > iężko,
      > cierpiałam, byłam od Mamy uzależniona. Potem nabrałam dystansu, próbowałam
      żyć
      > swoim
      > życiem. Udawało się, ale wciąż byłam na każde zawołanie - wystarczył telefon
      od
      > Mamy z
      > wyrzutem, że nie było mnie 2 tyg. w domu i już pędziłam do niej. Przyznawałam
      j
      > ej rację,
      > pomagałam młodszemu bratu - wszystko to robiłam z wielkiej miłości. Zrobiła
      dla
      > mnie wiele
      > dobrego, nigdy tego nie zapomnę. Jestem jej wdzięczna za wychowanie, za
      wykszta
      > łcenie,
      > za miłość rodzicielską.
      > Tylko dlaczego wciąż nie pozwala mi "odejść"? Dlaczego chce mnie kontrolować,
      n
      > arzucać
      > swoje zdanie, w pewnym sensie sterować moim życiem? Mam 28 lat i chcę zacząć
      ŻY
      > Ć
      > SWOIM ŻYCIEM.
      >
      > Starzy forumowicze znają moją listopadową historię, gdy Mama skerśliła mnie
      moj
      > ego męża
      > za to, że odważyliśmy się powiedzieć NIE. Mama, brutalnie rzecz ujmując,
      wcisnę
      > ła nam
      > brata na 2 miesiące (21-letniego studenta) do naszego mieszkania i potem
      chciał
      > a
      > przedłużyć jego pobyt u nas. Powiedzieliśmy: "nie, wolelibyśmy mieszkać
      sami".
      > Raniącym
      > słowom nie było końca... "ja ci tyle w życiu napomagałam", "jesteś
      niewdzięczna
      > ", "będę się
      > ciebie wstydzić przed rodziną", "ja bym tak nigdy nie zrobiła".
      > Ona nie może zrozumieć, że jestem inna, że mam już serdecznie dosyć tego
      wmusza
      > nia we
      > mnie wszystkiego, że chcę odciąć pępowinę - dlatego, żeby "odejść" i mocniej

      > kochać.
      >
      > Wczorajsza sytaucja. Od ponad trzech miesięcy pracuję po 12 godzin. Nowe
      projek
      > ty,
      > trzeba wykonać. Czasami padam na twarz ze zmęczenia, ale nie zaniedbuję mojej
      r
      > odziny.
      > Odwiedzamy rodziców co 2 tyg. Tymczasem Mama, nazwijmy to wprost, wprosiła
      się
      > do nas
      > na wczoraj. Zadzwoniła i powiedziała, że przyjeżdża. Powiedziałam jej, może
      to
      > spotkanie
      > przełożymy na przyszły tydzień, bo jestem potwornie zmęczona, w domu będę po
      20
      > -tej,
      > mam nieposprzątane... Przyjeżdża i koniec. Po wyprowadzce od nas mój brat
      zatrz
      > ymał
      > klucze do naszego mieszkania. Jakoś nie było okazji wspomnieć czegoś na ten
      tem
      > at. A
      > może nie chciałam zaogniać sytuacji. Wczoraj Mama przyjechała i z moim bratem
      c
      > zekali na
      > nas w naszym mieszkaniu. Ugotowała obiad, pościeliła nasze małżeńskie łóżko,
      po
      > sprzątała.
      > Nie prosiłam jej oto, nawet mi głupio. Wróciłam z pracy po 20-tej. Nie miałam
      p
      > rzyklejonego
      > do twarzy uśmiechu, przyznaję, że byłam na nią zła, że przyjechała właśnie
      dziś
      > . I
      > usłyszałam: "jak ty przyjmujesz gości", "ja bym nigdy nie zrobiła takiej
      miny,
      > zawsze się
      > uśmiechałam", "jak nas nie chcesz to sobie pójdziemy", "nie przesadzaj z tym
      łó
      > żkiem, w
      > domu zawsze ci ścieliłam". Aż w końcu: "jesteś dziwna", "twoja bratowa tak
      się
      > nie
      > zachowuje", "nie przesadzaj z tym zmęczeniem". Gdy się zdenerwowałam i
      popłakał
      > am, to
      > moich uszu dobiegło: "rozluźnij atmosferę, jesteś tu gospodynią".
      > Nie chodzi o to, że ich nie chcę widzieć w ogóle, ale tego dnia po prostu nie
      m
      > iałam ochoty
      > na żadne odwiedziny. I to powiedziałam jej przez telefon. Chyba mam do tego
      pra
      > wo? Wg.
      > niej "dla rodziny zawsze się powinno mieć czas, chociażby człowiek padał na
      twa
      > rz".
      >
      > Pokłóciłyśmy się. Nie potrafię udawać. Do kłótni wtrącił się mój brat (oczko
      w
      > głowie Mamy).
      > Potem wstał i wybiegł. Mama za nim. Przerażona, że do tagiego staniu
      doprowadzi
      > łam
      > brata. Potem usłyszałam: "idź go pociesz, przytul". Moje uczucia są nieważne.
      M
      > ama ma do
      > mnie żal, że odmówiłam tego wspólnego mieszkania bratu i musi dojeżdżać 40 km
      n
      > a
      > uczelnię. Właściwie nie musi, bo rodzice mają pieniądzę na to, by wynajął
      sobie
      > stancję, ale
      > mam warżenie, że chcą coś zademonstrować. Jakie tam wrażenie, przecież
      wczoraj
      > usłyszałam: "radzimy sobie bez ciebie". A potem: "ten ślub cię zmienił na
      gorsz
      > e".
      >
      > Czy jestem niewdzięczną córką? Czy to źle, że chcę żyć po swojemu, że nie
      chcę
      > by Mama
      > sprzątała w naszym mieszkaniu? Co mam zrobić? Jak to zrozumieć?
      >
      > Może macie jakieś doświadczenia. Jak układają się wam stosunki matka-córka?
      > Post jest długi, za dobrnięcie do końca - dziekuję.
      >

      Atlantis, mnostwo znakow zapytania w twojej historii, zwlaszcza w ostatnim
      akapicie, ale to Twoja opowiesc i Twoje zycie, wiesz pewnie wiec lepiej niz
      ja...
      Mysle, ze czasami trzeba burzy by wyrzucic z siebie to co boli.

      Mam nadzieje, ze dogadasz sie z mama, w koncu to Twoja mama..ktora kochasz.

      Z rodzina na pewno jakos sie dogadacie. Brat powinien zwrocic klucze do
      mieszkania, w ktorym nie mieszka. Tylko mu powiedz. W koncu to TWOJE uczucia sa
      wazne, to TWOJ dom. Wszystko jest twoje...

      Joanna
      • joanna51 Re: Matka i córka 27.01.04, 10:26
        w tekscie jest oczywiscie sporo bledow i powtorzen. nie bede poprawiac
        • atlantis75 Re: Matka i córka 27.01.04, 11:34
          joanna51 napisała:

          > w tekscie jest oczywiscie sporo bledow i powtorzen. nie bede poprawiac

          Chodzi o mój tekst? Chciałabyś go poprawić? To popraw. Człowiek uczy się przez całe życie,
          jestem otwarta na wytykanie błędów. Proszę o dokończenie tego, co dałaś do zrozumienia
          powyższym zdaniem. Trochę nie na miejscu zwracać komuś uwagę bardzo ogólikowo, a potem
          bez wyjaśnienia co się miało na myśli, machać na to ręką w stylu "nie będę poprawiać".
      • atlantis75 Re: Matka i córka 27.01.04, 11:43
        joanna51 napisała:
        > Atlantis, mnostwo znakow zapytania w twojej historii, zwlaszcza w ostatnim
        > akapicie, ale to Twoja opowiesc i Twoje zycie, wiesz pewnie wiec lepiej niz
        > ja...

        Mnóstwo znaków zapytania, bo to tylko wycinek mojego życia. Zarysowanie pewnego
        problemu, który zaprząta moje myśli.

        > Mysle, ze czasami trzeba burzy by wyrzucic z siebie to co boli.

        To prawda. I ten post potraktowałam jako formę oczyszczenia i jednocześnie poradzenia się
        forumowiczów w tej sprawie. Szukam jakiegoś wsparcia wśród ludzi, bo jest mi po prostu
        ciężko.


        > Mam nadzieje, ze dogadasz sie z mama, w koncu to Twoja mama..ktora kochasz.

        Nie wiem jak będzie. Chciałabym, ale do tego potrzeba dwóch stron. Przeprosiłam moją Mamę
        i powiedziałam jej, że w pewien sposób ją rozumiem. Niestety, ona powiedziała, że nigdy mnie
        nie zrozumie. Liczę jednak, że to się zmieni.

        > Z rodzina na pewno jakos sie dogadacie. Brat powinien zwrocic klucze do
        > mieszkania, w ktorym nie mieszka. Tylko mu powiedz. W koncu to TWOJE uczucia sa
        wazne, to TWOJ dom. Wszystko jest twoje...

        Joanno, to nie takie proste ze zwrotem tych kluczy... Boję się, że zostanę ostatecznie
        "pogrzebana", gdy poproszę o ich zwrot. Dlatego wolę udawać, przynajmniej aktualnie, że mi
        to nie przeszkadza.
        • diab.lica Re: Matka i córka 27.01.04, 11:50
          >Przeprosiłam
          > moją Mamę
          > i powiedziałam jej, że w pewien sposób ją rozumiem.

          za co ja porzeprosilas? czy tylko tak, z powodu poczucia winy, jakie w tobie
          skutecznie jak widac wzbudzila?

          >> Joanno, to nie takie proste ze zwrotem tych kluczy... Boję się, że zostanę
          osta
          > tecznie
          > "pogrzebana", gdy poproszę o ich zwrot.

          ale moze powinnas jednak? byc konsekwenta w okreslaniu swoich granic.

          nie bylabym jednak taka optymistka jak joanna, ze z rodzina sie zawsze
          czlowiek dogada.
          • atlantis75 Re: Matka i córka 27.01.04, 12:12
            diab.lica napisała:

            > za co ja porzeprosilas? czy tylko tak, z powodu poczucia winy, jakie w tobie
            > skutecznie jak widac wzbudzila?

            Przeprosiłam za moją złość w dyskusji, za podniesiony głos. Ale... nie zakomunikowałam jej
            tego, za co przepraszam, tylko po prostu powiedziałam to słowo. Rano, gdy Mama siedziała
            przy stole w kuchni (przenocowali u nas po całej tej kłótni) swóją miną wzbudziła we mnie
            wyrzuty sumienia... Nie cierpię tego. Pomyślałam, że słowo przepraszam może przebije mur,
            jaki powstał między nami, być może porozmawiamy o tym wszystkim na spokojnie. Nic
            takiego się nie stało, nawet nie zamieniła ze mną słowa. Potem plułam sobie w brodę, że ją
            przeprosiłam, ale chyba oczekiwałam, że ona zrobi to samo i tak wspólnie zbudujemy pewien
            grunt pod dialog. Za co mam tak naprawdę przepraszać? Może za zbytnią nerwowość, ale w
            takich sytuacjach ciężko kontrolować nerwy. Przecież NIC ZŁEGO jej nie zrobiłam.


            > ale moze powinnas jednak? byc konsekwenta w okreslaniu swoich granic.

            Powinnam. Zrobię to. Tylko nie w tym momencie. Muszę się jakoś psychicznie przygotować.
            Dzięki Diablica :)
        • angoba Re: Matka i córka 27.01.04, 12:30
          atlantis75 napisała:

          > to nie takie proste ze zwrotem tych kluczy... Boję się, że zostanę
          > ostatecznie "pogrzebana", gdy poproszę o ich zwrot. Dlatego wolę udawać,
          > przynajmniej aktualnie, że mi to nie przeszkadza.

          A może powiedz bratu "słuchaj mógłbys mi oddac klucze do mojego mieszkania,
          skoro i tak juz w nim nie mieszkasz, bo je potrzebuje ... i tu podaj powód,
          moze byc błahy, ale wiarygodny, na przykład jak wyjeżdzamy na pare dni to
          chciałam poprosić sasiadkę/przyjaciółke o podlewanie kwiatów albo bo jeden z
          naszych kluczy się złamał i nie chcemy dorabiać skoro jest jeszcze jeden
          komplet, albo coś w tym stylu, tak żeby on nie odczuł że to jest skierowane
          przeciwko niemu, tylko że obiektywnie ich potrzebujesz.

          Pozdrawiam serdecznie
          A
        • joanna51 Re: Matka i córka 27.01.04, 12:44
          Atlantis,
          weszlam jeszcze na chwile, wiec odpisze- zwlaszcza, ze pytasz.

          Komentarz odnosnie bledow odnosil sie do mojego wpisu bez szlifierki slownej,
          nie do Twojego. Ten tez pojdzie bez poprawki, za bledy z gory przepraszam.
          ++++++

          Natomiast odnosnie Twojego zycia , popelniania czy tez nie-popelniania bledow w
          stosunku do mamy, czy w ogole do calej rodziny trudno cokolwiek radzic czy
          korygowac. Poprawiac mozna na przyklad informacje iz ktos byl na kawie, gdy go
          nie bylo- pod warunkiem wszakze , iz wnosza jakakolwiek nowa wartosc do
          przedmiotu dyskusji. Jeden blad na tak, jeden blad na nie.
          Jestes duza dziewczynka i wiesz, ze tylko Ty i Twoja Mama mozecie ulozyc sobie
          wlasciwie stosunki, nikt Wam w tym nie pomoze ani nie zaszkodzi (poza Wami
          samymi). Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, ze Twoje zycie moze zrujnowac
          brat. Pamietam Twoj poprzedni watek, w ktorym sporo napisalas na ten temat.
          Odpowiedz sobie sama (jesli chcesz oczywiscie) czy brat nie stal sie aby
          przykrywka nieudanych kontaktow rodzinnych.....?
          Przykrywka, w ktora mozna walic aluminiowymi chochlami dlatego, ze ma sie prawo
          do wlasnego szczescia...? Czy pomyslalas kiedys dlaczego Twoja Matka tak a nie
          inaczej sie zachowuje? Moze jest jakies drugie dno? Jest... i o nim duzo na
          forum- gdyz to problem wielu... . Zwrocilas uwage? Jesli postawisz szklanke do
          gory nogami zobaczysz jak przejrzyscie i w powiekszeniu wyglada stol...

          Wierze, ze jest Tobie ciezko, wierze tez, ze tak samo musi czuc sie Twoja
          Matka. Jestescie ze soba tak zzyte, a z jakiegos powodu nie mozecie sie
          porozumiec. Czy to chodzi tylko a znienawidzonego brata? Wiesz atlantis, tak
          naprawde to Ty wyhodowalas brata-potwora W SOBIE WEWNATRZ i dopoki Ty sama
          sobie z nim nie poradzisz nie bedzie dobrze. Swiadomosc jego istnienia zjada
          Cie od srodka i jedyny wniosek, do jakiego dochodzisz (co czytam na dole i nie
          tylko), ze najlepsza forma pozbycia sie robala-barbarzyncy jest jego fizyczne,
          zewnetrzne unicestwienie, choc przeciez nie chcesz, zeby umarl... Gdybysmy
          wszystkie swoje problemy zalatwiali pistoletem i kulka nie byloby nas dzisiaj
          tak wielu na swiecie. Moze zaledwie garstka dobrze uzbrojonych bandziorow,
          ktora po wymordowaniu „zbednych egzemplarzy” zaczelaby strzelac do siebie. Nie
          byloby bowiem juz do kogo. Moze to jeszcze czekac nasza cywilizacje...
          Twoj wrog, atlantis, nie chodzi po ziemi, on jest w Tobie. Kazdego dnia bedzie
          Cie powoli zzeral, az pewnego dnia poczujesz, ze nie ma juz nic. Staniesz sie
          jedna wielka krwala rana, ktora nie bedzie juz czula odnawiajacego sie bolu.
          Cala bedziesz jednym, wielkim krzykiem rozpaczy...
          Jestes w stanie polozyc kres swojemu cierpieniu , jestes w stanie porozumiec
          sie z Twoja Mama, jestes nawet w stanie dogadac sie z bratem- musisz jednak
          chciec cos wreszcie dla SIEBIE zrobic...
          Nie chcialabym abys moj list odebrala jako kazanie i probe pokazywania, ze wiem
          lepiej. Nie wiem, nic nie wiem, ale wierze, ze warto sprobowac, gdyz nie
          wyczerpano jeszcze wszystkich srodkow. Poza tym kochacie sie z Mama. Atlantis
          to Twoje zycie, jedyne jakie masz doczesnie... Nie marnuj go.
          Porozmawiaj z Mama o tym o czym ona chce Ci powiedziec...

          Natomiast odnosnie Twojego brata chcialabym, abys cos zrozumiala. Ja tez mam
          rodzenstwo. Moja mlodsza siostra nie mieszka z matka i ojcem. Wpada niekiedy do
          domu. Tak jak i ja. Nie umialabym jej jednak powiedziec, ze nie ma prawa do
          swojej biblioteki, czy do talerza w kuchni i kubka z napisem „ dzien jest
          piekny, czas na u/smiech”. Ona wspoltworzyla ten dom, znosila do niego rzeczy.
          Nie moglabym powiedziec jej, ze dom przy ul. Miedzynarodowej nie istnieje a
          klucz do zamka nie pasuje. Toz to i ona, przed laty, sama szlifowala klucze.
          Umowilam sie z nia rowniez co do spotkan, nie moge jej jednak pozbawic prawa do
          przeszlosci, nawet gdybym chciala tak jak Ty pragniesz odciac sie od
          wszystkiego co mialo miejsce. Nie mozna przeprogramowac przeszlosci, mozna
          natomiast wplynac na terazniejszosc i przyszlosc.

          Chcialabym, abys przeczytala ten list bez zlej woli, uczynisz jednak tak jak
          dyktuja Tobie emocje i ....rozum...
          Pozdrawiam Cie,
          Joanna

          PS nie musisz nic udawac przed bratem. Nie potrafisz ukryc swojej niecheci,
          jest zbyt widoczna.
          Spojrz na moj tekst kilka zdan powyzej i na zdania o pokonaniu w sobie „raka” ,
          ktorego imie brzmi brat. Ten rak jest wyleczalny, moze i tym razem bedzie 2:1
          dla Ciebie...Oby...
          PS i jeszcze jedno. Ta druga Bus_ka to bylam ja.


          • angoba Re: Matka i córka 27.01.04, 13:00
            Czy ty przypadkiem nie przesadzasz??
            Nie znam Atlantis ale stwierdzenia że nienawidzi ona swojego brata są chyba
            duża nadinterpretacją jej słów.

            To że nie podoba nam sie czyjeś postepowanie nie oznacza że go nie kochamy czy
            tez wiecej że go nienawidzimy.


            A
          • atlantis75 Joanno... 27.01.04, 13:10
            joanna51 napisała:
            Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, ze Twoje zycie moze zrujnowac
            > brat. Pamietam Twoj poprzedni watek, w ktorym sporo napisalas na ten temat.
            > Odpowiedz sobie sama (jesli chcesz oczywiscie) czy brat nie stal sie aby
            > przykrywka nieudanych kontaktow rodzinnych.....?
            Czy to chodzi tylko a znienawidzonego brata? Wiesz atlantis, tak
            > naprawde to Ty wyhodowalas brata-potwora W SOBIE WEWNATRZ i dopoki Ty sama
            > sobie z nim nie poradzisz nie bedzie dobrze.


            Zszokowała mnie twoja opinia mówiąca wprost, że nienawidzę brata. Ależ kompletnie źle to
            odebrałaś! Brata kocham i nawet odwiedził mnie wczoraj, pogadaliśmy jak za starych czasów
            (aczkolwiek omijając drażliwy temat). Uważam go za wartościowego człowieka, bardzo
            inteligentnego, tylko podporządkowanego Mamie i korzystającego z przywilejów jej
            bezgranicznej miłości (od ścielenia mu łóżka w domu, poprzez robienie śniadania, a kończąc na
            sprzątaniu pokoju tego dorosłego chłopaka). Wydaje mi się, że z bratem mogę się prędzej
            dogadać niż z Mamą. Brat nie jest żadną przykrywką - jak sam wątek mówi - to sprawa
            między mną i Mamą, która chce kontrolować moje życie i dyktować mi komu mam pomagać, a
            komu nie i dlaczego.


            > Jestes w stanie polozyc kres swojemu cierpieniu , jestes w stanie porozumiec
            > sie z Twoja Mama, jestes nawet w stanie dogadac sie z bratem- musisz jednak
            > chciec cos wreszcie dla SIEBIE zrobic...

            Tak, właśnie walczę o swoje życie dla SIEBIE. O możliwość podejmowania samodzielnych
            decyzji, wolność wyboru, o prawo do powiedzenia: "nie", gdy uważam to za słuszne.


            > Natomiast odnosnie Twojego brata chcialabym, abys cos zrozumiala. Ja tez mam
            > rodzenstwo. Moja mlodsza siostra nie mieszka z matka i ojcem. Wpada niekiedy do
            domu. Tak jak i ja. Nie umialabym jej jednak powiedziec, ze nie ma prawa do swojej biblioteki,
            czy do talerza w kuchni i kubka...

            Joanno, nie rozumiemy się. Tak jak napisałam powyżej, mój brat nie jest moim wrogiem. Nie
            jest moim problemem. Rozumiem go, bo nasze życie (gdy byłam w jego wieku) wygląda bardzo
            podobnie. Mój brat może mnie odwiedzać, może się z nami spotykać. Nie zamknęłam mu drzwi
            przed nosem z napisem: "wstęp wzbroniony". Np. teraz podczas sesji mieszka u nas i cieszę
            się, że mogę mu pomóc. Z jednym warunkiem: to ja wyznaczam granice tej pomocy i nikt nie
            ma wpływu na to, co robię. Moja Mama chciałaby narzucać mi te granice, czyli mówić "musisz
            pomóc, wbrew sobie, bo tak wypada, bo tak trzeba". I ja się na to nie zgodziłam. Dla brata
            zrobiłam i zrobię jeszcze wiele, bo to mój przyjaciel. I mam nadzieję, że to co nas łączyło
            przed tymi wszystkimi nieporozumieniami nie zburzy naszej więzi. Ostatnio powiedziałam mu,
            że mi na nim zależy i go kocham. Spróbuj mnie jednak zrozumieć. Mój brat ma prawo, ale nie
            do mojego życia, ale do swojego. I jeżeli chcę z mężem mieszkać sama, to moja Mama
            powinna to uszanować, szczególnie, że ma pieniądze na stancję dla syna. Wiem, że mój brat
            poradzi sobie w życiu. Przypuszczam, że będzie miał taki sam problem jak ja z
            nadopiekuńczością Mamy, która potrafi zadzownić do mnie (gdy on u nas nocuje) i zapytać
            się czy nakłada podkoszulkę, co jadł na obiad i czy pomogę mu wyczyścić buty... Zdrowy,
            dorosły chłopak w sidłach toksycznej miłości. Rozumiesz teraz?


            Dzięki za zainteresowanie tematem.
            Atlantis
            • joanna51 Re:atlantis 27.01.04, 13:26
              Ostatnie slowo w Twojej sprawie (musze juz isc, poza tym naprawde nie chce
              mieszac sie czy tez byc wmieszana w dyskusje odnosnie Twojego zycia)

              Dzieki za ten list, duzo w nim uczciwosci. Pamietam Twoje dwa listy o bracie
              pisane w dwoch roznych etapach emocjonalnych..i dlatego pozwol, ze i ja Twoje
              wypowiedzi rozumiem rowniez podwojnie..Wiem, ze kochasz
              brata...Wiem...Potraktuj wiec milosc do brata tak jak do mamy....

              Tak czy inaczej.... jesli wszystkie strony chca dobrze, to musi udac sie,
              nieprawdaz!
              Zycze powodzenia!:)
              Joanna
              PS i jeszcze zdanko. Nie wierze, ze Mama nie cieszylaby sie z samodzielnosci
              corki i syna- tylko asertywne, niezalezne i "wolne w sobie" dzieci sa w stanie
              rodzicom okazywac szacunek, milosc i traktowac je jak rownorzednych partnerow
              nawet w najtrudniejszych dyskusjach. "Wiekowe pierwszenstwo na racje" nie ma
              tu nic do rzeczy. Liczy sie tylko ludzik :), ale przede wszystkim i jego
              argument...

              Trzymajcie sie z Mama :)

              Joanna
              wylogowujac sie
          • atlantis75 Możesz mi jeszcze wyjaśnić? 27.01.04, 13:17
            joanna51 napisała:

            > PS i jeszcze jedno. Ta druga Bus_ka to bylam ja.

            ???
            Nie rozumiem.
            • joanna51 Re: Możesz mi jeszcze wyjaśnić? 27.01.04, 13:32
              cytowalam Twoje wlasne wypowiedzi u siebie w watku.
              Mozliwe, ze nie podpisalam autorki pod kazdym slowem, ale chyba zachowalam
              znaczenie. Pisalam duzymi literami, liczylam, ze zrozumiesz jak czuje sie
              czlowiek, ktoremu przedstawiono "argumenty" i jak czuje sie czlowiek, ktory je
              wypowiada.

              Mam nadzieje ze bez obrazy.

              Hej
              Musze juz wrcac do roboty
    • tangerin Re: Matka i córka 27.01.04, 10:31
      Dziewczyny, trzymajcie się!!! I nie poddawajcie się!!! Do tej pory nie
      zdawałam sobie sprawy, jaką szczęściarą jestem. Moja mama jest cudowna! nie
      wtrąca się, pozwala żyć i oddychać. Czasem mam wrażenie, że nie zasługuję na
      nią. Dla równowagi mam coś w rodzaju toksycznego tatusia, któremu się w życiu
      udało, bo jest mądry, inteligentny itd, a ja ofiara losu, która ciągle coś
      zawala. Ale idzie przeżyć, do kolejnej awanturki;)Chociaż już z grubsza
      zaakceptował moją "inną" drogę życia, albo przynajmniej udaje;)
      Niektóre z moich znajomych mają za to przechlapane. Jak koleżanka straciła
      pracę i faceta wprowadziła się z powrotem do domu rodzinnego. Póki miała
      jeszcze trochę kasy na koncie i płaciła za mieszkanie było ok. Potem mamusia
      kochana zamykała przed nią lodówkę, liczyła saszetki herbaty, jabłka w
      koszyczku, aby przypadkiem jej kochana córunia nie zjadała jej "ciężkiej
      krwawicy". Przy okazji całą rodzinę nastawiła anty, tak że dziewczyna musiała
      liczyć tylko na pomoc przyjaciół i znajomych, bo przecież ona, matka, nie
      zasłużyła, aby mieć taką wyrodną, leniwą córkę, co przed 30 woli byc na
      garnuszku biednej, ciężko schorowanej matki, zamiast ją, steraną zyciem
      odciążyć na strość. Dodam, że jak dziewczyna miała pracę, to wspomagała
      finansowo mamusię, której prawdę powiedziawszy niczego nie brakowało. Teraz
      mamusia się dziwi, że córka nie chce mieć z nią nic wspólnego i "cierpi", bo
      koleżanka ma bardzo dobrą pracę i jej nic nie daje. Takie rodzicielki też się
      trafiają. Chyba nawet trudno nazwać je matkami.
      • joanna51 Re: Matka i córka 27.01.04, 10:43
        Mandarynku, widzisz " znamy sie tyle na ile nas sprawdzono"

        Powodzenia!

        Jeszcze kiedys bedzie dobrze :D
        Aska
        • Gość: wiem_co_mówię Re: Matka i córka IP: *.chello.pl 27.01.04, 13:17
          > Jeszcze kiedys bedzie dobrze :D

          Watpie... Takie Matki sa niereformowalne.
    • tangerin Re: Matka i córka 27.01.04, 12:32
      Atlantis, wygląda na to, że twoja mama nie chce się zmienić, nie dopuszcza
      nawet myśli, że moglaby nie mieć racji. Może ktoś z zewnątrz powinien jej to
      uświadomić? Na terapię rodzinną w jej przypadku nie ma co liczyć, bo
      obraziłaby się jeszcze bardziej, że jej to w ogóle zaproponowałaś. A
      dogadujesz się choć trochę ze swoim bratem? Przecież to dorosły facet,
      powinien myśleć samodzielnie chociaż trochę, co? Może wystarczyłoby z nim
      szczerze pogadać, skoro ma taki wpływ na mamę. Wyobrażam sobie, jak ci ciężko,
      ale nie wiem, jak Ci pomóc. Przecież to, co robi twoja mama, to znęcanie się
      psychiczne nad dorosłą już córką i próba ukarania jej za to, że ośmieliła się
      dorosnąć i żyć samodzielnie. Wiem, że to się łatwo mówi, ale uszka do góry :)
    • Gość: doda Re: Matka i córka IP: 217.96.7.* 27.01.04, 20:02
      czytam tak o tym co tu psizecie. moja mama jest świetna, jest moją najlepszą
      przyjaciółką, le zaczynam mieć wrażenia, że za bardzo wnika w moje żcyie. nie
      podobał jej się mój chłopak, wtrąca się w to jak się ubieram, każe mi nawet
      umyc włosy, albo zjeść obiad do końca - a mam 24 lata. więc czy to nie czas,
      żeby drastycznie "odciąć pępowinę?"
      możę wyjazd do innego miasta? nie chcę popsuć stosunków między nami, a zaczynam
      nie wytrzymywać ciągłego wtrącania się w moje życie.
Pełna wersja