wolverine24
10.01.10, 02:39
Nie wiem czy niepotrzebnie się uniosłem, i może nie powinienem na to zwracać uwagi, i nie "psuć" sobie samopoczucia, może to pierdołka a ja zbyt do siebie to wziąłem, ale od początku.
Moja Ukochana druga połówka w końcu mnie zmobilizowała do wybrania się do lekarza, nie jakieś tam poważne dolegliwości, coś co mam od dłuższego czasu, ale ani zaraźliwe, ani groźne, bardziej względy estetyczne. A jako że ja nie przepadam za "znachorami", i unikam ich jak się tylko da ... plus czynnik że trochę się wstydzę, ale dałem się przekonać.
I akcja właściwa, po której wszystkie chęci ze mnie uleciały, odwołałem wizytę, i chodzę nie w sosie .. i to bardzo...
Okazało się że Moje Kochanie też ma pewne dolegliwości, innej natury, IMHO poważniejsze niż moje... ale powiedziała że nigdy z tym nie pójdzie do lekarza, poza tym nie robiła z tym nic, bo zakładała że zawsze będzie sama (ja akurat zakładałem u siebie tak samo, i też nic nie robiłem).
Czy to fair wymagać czegoś od kogoś a samemu zlewać z góry na dół ?
Poczułem się jak ... jak przygoda na chwilę... jakby nie chciała nic z tym zrobić, bo i tak będzie sama, ale ja mam ze swoimi rzeczami lecieć do lekarza, przykro mi się zrobiło, i smutno, i dusze to w sobie, jak to dla mnie wygląda, i że to takie, nie potrafię znależć odpowiedniego słowa, jakby mnie ratownik opierniczył że nie wolno sikać do basenu, a potem sam wlazł na trampoline i wyjszczał się tak żeby wszyscy widzieli...
Co o tym sądzicie ? Przesadzam ? Czy mam choć trochę racji ?