takajatysia
27.01.10, 08:44
Pytanie jest całkiem poważne.
Otóż jestem w całkiem udanym związku już czas dłuższy, w sumie
wszystko od początku było na serio. Od początku bardzo szczere,
osobiste rozmowy, żadnego ściemniania, dużo zaangażowania z obu
stron.
I nurtuje mnie jedna kwestia - ja mu nie ufam. Sama nie wiem
dlaczego, ani razu nie przyłapałam go na kłamstwie a znam go bliżej
1,5 roku. W ogóle na niczym niechlubnym go nie przyłapałam. Jestem
tzw. "kobietą po przejściach" i zastanawiam się cały czas czy to
wewnętrzne przekonanie, że nie powinnam mu ufać to jest mój szósty
zmysł czy moja paranoja. Najchętniej przekopałabym mu kompa, pocztę,
telefon, portfel a nawet śmietnik (choć na pewno tego nie zrobię).
Wprost panicznie się boję, że coś przede mną ukrywa choć nie wiem
jak miałby to robić. Czy to jest paranoja czy rzeczywiście po takim
czasie jeszcze mogą wyjść jakieś okropne rzeczy z powodu których nie
powinnam mu ufać.
Wiem, że brzmię jak kompletna kretynka, ale niech mi to ktoś
potwierdzi, że jestem kretynką z paranoją - poczuję się o niebo
lepiej ;D