mazgajj
28.01.10, 19:13
Nie radzę sobie z moi życiem. Mam 33 lata, 3 letnie dziecko, 5 lat
stażu małżeńskiego… i w głowie moją starą miłość.
Byliśmy młodzi 22 lata, chyba za młodzi na bardzo poważny związek
choć kochaliśmy się strasznie, dwie połówki pomarańczy, byliśmy ze
sobą 3 lata, któregoś dnia po prostu coś pękło kłótnia o bzdet -
rozstaliśmy się, a później duma każdego z nas nie pozwoliła na
powrót. On wyjechał za granicę, czas mijał i uznałam, że chyba już
nie warto czekać (2 lata), poznałam męża i rok później wzięliśmy
ślub.
Różnie bywało z moim mężem jak to w małżeństwie, choć częściej
gorzej niż lepiej i co jakiś czas w mej głowie przewijał się on.
W końcu odnalazł mnie poprzez moją znajomą z naszej-klasy podała mu
mojego maila. Napisał ja odpisałam i tak się zaczęło. On również
jest w związku i ma dziecko. I tak jak mi czegoś mu brakuje i jak mi
ja jemu chodzę po myślach przez te lata. Tak naprawdę tylko z sobą
czuliśmy się tak wyjątkowo…
Były momenty, że chciałam do niego biec ale w końcu napisałam, ż e
nie mogę z nim korespondować bo prowadzi to w złym kierunku; po
części przyznał mi rację ale chciał brnąć dalej..
Minęły 4 miesiące a ja usycham, chcę aby był w moim życiu chociaż
mailowo… co zrobić, jak z tym walczyć, pomóżcie bo zwariuję!
Wątek powielony