Dodaj do ulubionych

Święte macochy?

IP: *.chello.pl 22.02.04, 13:38
Weszłam sobie ot tak na prywatne forum macochy. Z czystej ciekawosci, bo
temat mnie nie dotyczy. I co takiego przykuło moją uwagę? Otóż z
wypowiedzi "macoch" jasno wynika, że zadna z nich (no, może ze dwie sie
przyznały) rodziny NIE ROZBIŁA! Że albo poznała faceta w już trakcie rozwodu,
albo "między nimi i tak nie było dobrze" a ona była tylko "katalizatorem",
albo... ze to nie jej wina, bo facet jakby nie chciał, to by od rodziny nie
odszedł - pomijajac dyskretnie swoją pomoc w podjęciu przez faceta tej
decyzji. Ciekawe... odniosłam wrażenie, że te "trzecie" to anioły, które
zjawiły sie w samą porę, żeby biednego żonatego wyrwać z dna piekła...
Obserwuj wątek
    • Gość: macocha Re: Święte macochy? IP: *.chello.pl 22.02.04, 20:26
      Nie, nie anioły- takie same kobiety jak wszystkie inne. Bardzo rzadko zdarza
      sie, aby facet, który ma w małzeństwie jeśli nie idealnie, to chociaż
      przyzwoicie, rujnował to wszystko co osiągnął i odchodził do innej kobiety,
      boona tego chce. Zwykle gdy dochodzi do rozstania to własnie "coś między nimi
      było nie tak od dawna" - naprawdę.
      • Gość: mm Re: Święte macochy? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.02.04, 20:31
        bo facet to taka kukiełka co sama kroku nie zrobi, myśleć nie potrafi. Albo go
        Anioł albo Diabeł prowadzi.
      • Gość: Ethlinn Re: Święte macochy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.04, 21:02
        Zwykle gdy dochodzi do rozstania to własnie "coś między nimi
        > było nie tak od dawna" - naprawdę.

        Czy uważasz, ze to usprawiedliwia kobiety wiążące sie z żonatymi mężczyznami?
        • Gość: melmire Re: Święte macochy? IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 22.02.04, 21:19
          Przeciez nie wszystkie macochy zostaja macochami rozbijajac rodziny (cos te
          rodziny kruchutkie) - moja macocha poznala mojego tate juz po rozwodzie, tak
          samo macocha mojego chlopaka. Ze juz nie wspomne o tych co sie wydaja za
          wdowcow :)
    • Gość: kaisog Re: Święte macochy? IP: *.telsten.com / *.telsten.com 22.02.04, 21:02
      Temat Cię nie dotyczy, ale od oceny nie możesz się powstrzymać? Najłatwiej
      wydawać sądy na temat czyjegoś życia. Wtedy zawsze wiemy co jest czarne, a co
      białe. Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie jest to forum na temat zdrady
      małżeńskiej, piszą tam kobiety, które stanęły przed trudnym zadaniem
      zaakceptowania dziecka ukochamnego z inną kobietą, a wierz mi nie jest to
      łatwe, ale zrozumieją to tylko inne macochy i po to właśnie jest to forum.
    • Gość: stara Re: Święte macochy? IP: *.crowley.pl 22.02.04, 21:18
      Tia...uderz w stół ;-)
      mnie co innego znokautowało na tym forum.
      Totalny brak obiektywizmu. Pisze tam z hektar kobiet, widać, że są z różnych
      środowisk, jedne bardziej majętne, inne mniej, jedne bardziej wykształcone itd.
      itp. Ale z wyjątkiem 2-3 WSZYSTKIE równo plują na poprzednie żony, które są
      wiedźmami wcielonymi, nic tylko żądają kasy, albo domagają się kontaktu z
      dzieckiem, albo chcą ustawiać te kontakty tak, aby im było wygodnie, ogólnie
      zawracają dupę, albo z kolei zabraniają kontaków z dzieckiem, ale najgorsze,
      że tatus musi płacić.
      Włosy dęba stają. Żaden tak obiektywizm; pisze panna, że bachora swojego
      jeszcze nierozwiedzionego nie chce znać, to owszem jakś matka Teresa jedna czy
      druga niesśmiało bąknie, że to nie po chcrześcijańsku, ale reszta uroczych pań
      zakrzyczy: Cooo? nie po chrześcijańsku? I CO Z TEGO? dziewczyna ma prawo
      odczuwać w ten sposób!
      Inna delikwentka po urodzeniu swojego dziecka najchętniej ukatrupiłaby
      poprzednią latorośl swojego męża, bo chce, żeby to jej dziecko (i ona sama!)
      było najważniejsze. A tu koopa! Facet poczuwa się do obowiązku wykonania więcej
      niż przelewu z konta na konto.
      Inna rozkoszna panna (o, pardon, pani) w ramach dobroci dla zwierząt podarowała
      gratisową płytkę swojej eks i tak się była rozczuliła swoją
      wspaniałomyslnością, że pochwaliła się tym oto dobrym uczynkiem na forum.
      Niestety, oprocz admiratorek spotkała na forum, bo jeszcze nie było zamknięte,
      jakichś troglodytów dzikich i gruboskórnych, którzy się nie docenili jej
      postępku i bezlitośnie wyszydzili. I z tej oto przyczyny forum stało się
      zamknięte, żeby nie burzyć szczęśliwości i zapobiec jakimkolwiek krytycznym
      głosom.
      Powtarzam, są tam kobitki na poziomie, ale nie one tam rządzą. W dobrym tonie
      jest tam mówić źle o byłych żonach i dzieciach zrodzonych z tych żon. mało
      która się przyznaje, że była katalizatorem, a jesli - to oczywiście i tak nie
      miała żadnego decydującego wpływu na rozpad poprzedniego związku swojego
      obecnego partnera.
      Dlaczego mnie to zniesmacza?
      Otóż życie nie jest ani szare ani czarne ani białe, ludzie są różni. Niewielu
      jest takich, których można jednoznacznie ocenić w prostych żołnierskich
      słowach. Generalnie są dobro-źli, a u macoszek - najczęściej byłe żony to
      potwory, meżowie to własnie albo takie bezwolne kukiełki, które niczym w tańcu
      chocholim zastygły w poprzednich związkach i czekały jak te śpiące królewny, aż
      przyjdzie rycerzówna na białem koniu i ich "wyrwie", hue hue hue!
      Niestety, to forum dobitmie ilustruje znaną i lubianą (bądź nie) tezę, że punkt
      widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak zostaną byłymi (czego im NIE życzę),
      założą nowe froum i będą pluły na nowe żony swoich starych mężów...
      A to Polska właśnie...
      • majewskaania5 Re: Święte macochy? 22.02.04, 21:24
        BRAWO I JESZCE RAZ BRAWO
      • Gość: Maja Re: Święte macochy? IP: *.proxy.aol.com 22.02.04, 21:38
        Mam podobne uczucia, jak ty. Podczytuje to formu, bo odezwac sie nie moge.
        Tylko wiesz co? Dlaczego ci tatusiowie pozwalaja soba tak rzadzic? Te panie sie
        same podjudzaja nawzajem, jak tej ex nie dac, pieniedzy, prezentow, czy innych.
        tylko, czy ci ich panowie sa rzeczywiscie az tak bezwolnymi kukielkami?? Jesli
        tak, to te ex moga byc szczesliwe, ze sie ich pozbyly.
        A tak wogole, to mysle, ze wiecej w wypowiedziach na tamtym forum szpanu i
        udawania. Boja sie po prostu przyznac, ze to, co braly za szczere zloto,
        okazalo sie tombakiem, jesli wogole. Nie wszystkie, rzecz jasna takie sa. I w
        sumie, to one sa te przegrane a nie te ex nad ktorymi sie tak pastwia werbalnie.
        Pozdrawiam.
        • mkatarynka.edziecko Re: Święte macochy? 23.02.04, 15:03
          Zapraszam na forum "macochy ;)", wystarczy się zalogowac i zgłosić chęć
          uczestnictwa. To proste. Proszę nie dramatyzować i nie pisać: "nie mogę się tam
          wypowiedzieć". MOŻESZ jeśli tylko RZECZYWIŚCIE CHCESZ
      • Gość: Kuku do Starej Re: Święte macochy? IP: *.chello.pl 23.02.04, 09:17
        Piękne. Nic dodać, nic ujać. Tylko dlaczego nie ja to napisalam?
        Aha, jeszcze jedno. Temat mnie nie dotyczy, ale kiedys dotyczył. Mam swoją
        rodzinę,dzieci, ale parę lat temu... sama byłam kochanką żonatego i dzieciatego
        faceta. Wiem, błąd, ale żeby to wiedzieć, widac musiałam tego doswiadczyć. Żył
        w zgodnej rodzinie, ale jakże łatwo było go wyrwać! Wystarczyło szepnąć do
        ucha, że ma sie na niego ochote! (myślałam, że to przypadek i potem, w ramach
        podpuszczania powiedziałam to jeszcze kilku żonatym - 100% entuzjastycznych
        reakcji).Tamten nagle zaczął mówić, że w rodzinie sie nie spełnia, że nie tego
        od życia oczekuje... wczesniej, kiedy bylismy na stopie kolezeńskiej jakoś nie
        widział problemu. No niestety stało się. Mimo zauroczenia cały czas mialam z
        tyłu głowy, że ten cudowny facet jest... fiutem, bo zdradza żonę i po cichu
        planuje desant od niej i od dzieci. I emocje opadły, zadziałała chyba jakaś...
        kobieca solidarnosć? Po fakcie, ale zawsze. Teraz wiem, że nie wzięłabym sobie
        żonatego - taki facet nie ma kręgosłupa, a jego działanie to tylko reakcja na
        bodźce, jak by sie "te drugie" nie oszukiwały.
      • diab.lica Re: Święte macochy? 23.02.04, 10:24
        czytam to forum od jakiegos czasu, gdyz sama mam macoche. wypisz-wymaluj jak
        niektore panie z forum. mojego ojca poznala, gdy mama byla w trakcie
        rehabilitacji po wypadku (nie bede pisac co mysle na temat ojca, to zupelnie
        inny temat, ale o nim tez mam swoje zdanie).
        co jest tam charakterystyczne. pretensje do dzieci za to, ze istnieja.
        wymienianie sie nawzajem poradami, co zrobic zeby ojciec placil jak najnizsze
        alimenty (np. zapisywanie wszystkiego co sie da na macoche) i tez poradami, co
        zrobic, aby byle dzieci jak najmniej albo wcale dziedziczylu po ojcu.
        jesli dzieci, co nie jest takie rzadkie po rozwodzie (czesto to szok dla
        dziecka), sprawiaja problemy wychowawcze, bo czuja sie np. zostawione przez
        ojca to macochy narzekaja, ze tak jest, bo byla je nastawia przeciwko ojcu i
        macosze i manipuluje nimi. to typowe, ten motyw czesto przewija sie
        na "macochach", moja machocha tez w kazdej sytuacji konfliktowej twierdzila, ze
        jestem podburzana przez matke, ktora _nigdy_ nie powiedziala ani jednego zlego
        slowa o niej ani o moim ojcu.
        i usprawiedliwianie sie pod haslem, ja macocha mam prawo do wlasnej rodziny i
        szczescia i dlatego mam prawo wymagac, by dziecka meza bylo jak najmniej naszym
        zyciu. w koncu dziecko ma przeciez matke i to matka powinna sie nim zajmowac
        przede wszystkim. tatus jest od widzen raz na jakis weekend, jesli przypadkiem
        bylej cos wypadlo i prosi o opieke nad dziecmi, jest to z jej strony czysta
        zlosliwosc, bo chce w ten sposob mi, macosze, zepsuc wieczor.
        • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 11:10

          Bo tez te panie nie maja klasy, co tez udowodnily przyczyniajac sie do rozpadu
          rodziny, wiec jak mozna od nich wymagac jakiegos czlowieczenstwa ?
          Nic sie dla nich nie liczy poza wlasna wygoda i interesem- inni ludzie powinni
          przestac istniec, jesli przeszkadzaja.Okradanie dzieci obecnego meza z jego
          czasu i pieniedzy to przeciez wg nich etyczne i zrozumiale.
          Wydaje mi sie, ze takich ludzi (i pan i panow) bedzie coraz wiecej- taki mamy
          atmosfere przyzwolenia na egoizm i podlosc.
          Wlasciwie czemu winne sa porzucane kobiety- a tego ze wybraly skurwysynow bez
          kregoslupa moralnego, nic dziwnego, ze z powodu niedopasowania poszukali sobie
          godnych siebie partnerek.
          Choc oczywiscie nie wszyscy rozwodzacy sie i zakladajacy nowe rodziny panowie
          zasluguja na taka ocene.
          Pzdr
          • capa_negra Nie wytrzymam 23.02.04, 11:31
            Prosze jestem tu ja kobieta bez klasy i kto chce nie rzuca kamieniem.
            Jestem bez klasy bo związałam sie z rozwodnikiem
            Jestem bez klasy bo nie rozwiódł sie ani dla mnie , ani prze ze mnie tylko 2
            lata wczesniej zanim mnie poznał - co za szkoda przynajmniej miałabym sukcesy w
            rozbijaniu innej rodziny na koncie
            Jestem bez klasy - bo nie płacimy ani grosza alimentów ( jaka szkoda, ze na
            dorosłe dzieci z własnymi rodzinami nie ma obowiązku płacic, moglibysmy latac
            do sądu i beczeć o obnizke alimentów)
            Jestem bez klasy - bo wszystko w tym związku jest moje , podobnie jak w
            poprzednim małżeństwie wszystko było poprzedniej zony

            I przede wszystkim jestem bez klasy nie dość ,że pisze ( nie tylko czytam) na
            forum macochy to jeszcze dodatkowo sama jestem dzieckiem rozwiedzionych
            rodziców i uwazam, że była to ich najlepsza decyzja w zyciu i nic lepszego nie
            mogło ich spotkac.

            I do ewentualnych rzucających kamieniem - najłatwiej jest sobie wybrać obiekt
            do wyładowywania zali i emocji w tym przypadku "macochy".
            Nie przecze zdarzają się wsród macoch "egzemplarze"
            Ale najtrudniej jest przyznac, ze poprostu rodzicom nie udało sie i że to
            przede wszystkim oni oboje ponoszą winę za rozpad swojego małżeństwa podobnie
            jak i za nieprawidłowe bądź złe kontakty z dziecmi juz po rozwodzie.

            Ale czy ja moge wypowiadac się na te tematy ?? przeciez brak mi
            czlowieczeństwa
            • betty-bt nic dodac, nic ujac 23.02.04, 12:07
              capa_negra napisała:

              > Prosze jestem tu ja kobieta bez klasy i kto chce nie rzuca kamieniem.
              > Jestem bez klasy bo związałam sie z rozwodnikiem
              > Jestem bez klasy bo nie rozwiódł sie ani dla mnie , ani prze ze mnie tylko 2
              > lata wczesniej zanim mnie poznał - co za szkoda przynajmniej miałabym sukcesy
              w
              >
              > rozbijaniu innej rodziny na koncie
              > Jestem bez klasy - bo nie płacimy ani grosza alimentów ( jaka szkoda, ze na
              > dorosłe dzieci z własnymi rodzinami nie ma obowiązku płacic, moglibysmy latac
              > do sądu i beczeć o obnizke alimentów)
              > Jestem bez klasy - bo wszystko w tym związku jest moje , podobnie jak w
              > poprzednim małżeństwie wszystko było poprzedniej zony
              >
              > I przede wszystkim jestem bez klasy nie dość ,że pisze ( nie tylko czytam)
              na
              >
              > forum macochy to jeszcze dodatkowo sama jestem dzieckiem rozwiedzionych
              > rodziców i uwazam, że była to ich najlepsza decyzja w zyciu i nic lepszego
              nie
              > mogło ich spotkac.
              >
              > I do ewentualnych rzucających kamieniem - najłatwiej jest sobie wybrać
              obiekt
              > do wyładowywania zali i emocji w tym przypadku "macochy".
              > Nie przecze zdarzają się wsród macoch "egzemplarze"
              > Ale najtrudniej jest przyznac, ze poprostu rodzicom nie udało sie i że to
              > przede wszystkim oni oboje ponoszą winę za rozpad swojego małżeństwa podobnie
              > jak i za nieprawidłowe bądź złe kontakty z dziecmi juz po rozwodzie.
              >
              > Ale czy ja moge wypowiadac się na te tematy ?? przeciez brak mi
              > czlowieczeństwa

              bardzo ladnie to napisalas.
              pozdr.
            • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 12:23

              Alez ja w ogole nie pisalam o kobietach takich jak Ty, capa-negra !
              Zwiazalas sie juz z rozwodnikiem, prawda ?
              Ja wyraznie pisalam, ze pisze o paniach, ktore przyczynily sie do rozpadu
              rodziny, napisalam tez, ze nie wszyscy mezczyzni, ktorzy sie rozwodza sa diabla
              warci. Sama znam takich, ktorzy rozstali sie kulturalnie, z dziecmi maja
              wspaniale relacje, byle zony ulozyly sobie zycie, oni tez.
              Niepotrzebnie zatem bierzesz moja wypowiedz do siebie...
              Pzdr
              • capa_negra Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 12:58
                A ja babo pisze , że zawsze sa dwie strony medalu .
                I której strony bys nie posłuchała ( pojedyńczo ) to kazdej przyznałabyś racje.
                Macochy burza się na wysokośc alimentów "ze zawysokie" i słusznie często sądy
                nie wiadomo jakimi kryteriami sie kierują.
                Często pierwsze zony burza sie ,ze alimenty za niskie i tez słusznie - dziecko
                ma swoje potrzeby !!!
                Tylko nalezy zwrócic na parę rzeczy uwage.
                Czy wymagania ( obojętnie w która stronę ) sa racjonalne czy też wypływaja z
                czystej złosliwości danej strony.
                Było małażeństwo i mieli okresloną ilość srodków wiec mogli dziecku zapewnic
                pewien okreslony standard.
                Dobrze jest jeśli alimenty sa ustalona na takim poziomie, który zapewnia
                utrzymanie tego standardu.
                Ale często sie zdarza , że zarówno podwyższenie jak i obnizenie alimentów nie
                jest podyktowane stanem faktycznym tylko "a bo tak"
                I wtedy cierpi ktoras rodzina , bo "kołdra" jest cały czas ta sama i jesli
                jedno bardziej pociagnie do siebie , cierpi drugie.
                Nie uważam że rozwod jest dobry , ale błędem jest sztuczne utrzymywanie
                małżeństwa.
                Pojawienie sie w związku 3 osoby przewaznie jest skutkiem a nie przyczyna jego
                rozpadu.
                Oczywiście jak wszędzie sa wyjatki od reguły.
                Sztuka polega na tym aby dzieci jak najmniej w tej sytuacji ucierpiały.
                I zalezy to od obydwojga rodziców.
                A tak na marginesie ci co czytaja macochy jakos nie doczytali, ze wiele z nich
                namawia swoich mężów do kontaktów z dziećmi i wręcz dba o to by były one dobre.
                • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 13:19

                  Zgadzam sie z Toba, oczywiscie, ze czesto jest wiele rozgoryczenia i
                  zlosliwosci, takze ze strony porzuconej zony.
                  Czy pojawianie sie trzeciej osoby jest skutkiem ?
                  Z tym bywa roznie- czasem rzeczywiscie to jest element, ktory przewaza szale.
                  I tak bylo zle, naprawic sie tego nie da, zatem lepszy jest rozwod, tez tak
                  mysle.
                  Niemniej w przewazajacej czesci przypadkow to niedojrzalosc faceta poddanego
                  zbyt silnej pokusie decyduje. Bywa, ze bez pokusy ( kwestia przypadku, facet
                  moze nie szukac), malzonkowie przepracowaliby problem i doszli do jakiegos
                  porozumienia. Byc moze malzenstwo i tak by sie rozpadlo, ale bez nowej pani u
                  boku stosunki ojca z dziecmi moglyby sie ulozyc korzystniej.
                  Stad moje twierdzenie o bezwzglednosci "polujacych" pan, ktore zwyczajnie
                  wykorzystuja konflikty malzenskie upatrzonego obiektu , albo wrecz rozbijaja
                  dobrze dotad funkcjonujace stadlo.
                  Dalej uwazam , ze taka pani nie ma klasy. Pretensje, ze dzieci chca spedzac
                  czas z ojcem i kosztuja (jesli oczywiscie czas i suma jest w rozsadnych
                  granicach) tez swiadczy o bezwzglednosci i pazernosci.
                  Znam kulturalne uklady porozwodowe, ale nigdy nie w sytuacji, kiedy maz czy
                  zona odeszli do innych, choc czytalam, tez i o takich przypadkach.

                  Nigdy natomiast nie napisalam zlego slowa o osobach, ktore wiaza sie z
                  rozwodnikiem, dlatego tylko, ze sie z nim wiaza, niby za co je krytykowac ?
                  Pzdr
                  • justus100 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:09
                    "Niemniej w przewazajacej czesci przypadkow to niedojrzalosc faceta poddanego
                    > zbyt silnej pokusie decyduje"

                    Skąd pani to wie? Robione były jakieś statystyki w tym zakresie. Chętnie
                    poczytam dane, prosze podać źródło.
                    • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 14:14

                      Kazimierz Imielinski
                      " Zycie seksualne"
                      Niestety nie podam roku wydania ani strony, bo ksiazke juz oddalam.
                      Nie jest nowa, ale natura ludzka nie zmienia sie istotnie.
                      • justus100 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:21
                        Szkoda, że nie ma Pani Swoich własnych przemysleń na ten temat a jedynie cytuje
                        to, co udało sie przeczytać na ten temat.
                        • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 14:43

                          Prosze poszukac na tym forum w starszych watkach, a nawet w
                          aktualnym "Dlaczego niektore kobiety rozbijaja...", tam jest mnostwo
                          przemyslen, o ktore Szanownemu Panu chodzi.
                          Na ogol staram sie pisac na temat, a nie rowijac go we wszystkich mozliwych
                          kierunkach, niezbyt odkrywczo zreszta?
                          Lacze uklony
                          • justus100 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 15:46
                            Niech szanowna Pani zatem traktuje WSZYSTKIE sprawy globalnie, w całej ich
                            krasie a nie wyciąga nitkę ze środka motka i próbuje dorobić teorię wdług
                            własnego uznania, mieszczącą się zresztą w przyciasnej przesztrzeni
                            światopoglądowej.
                            Zastanawiam się, czy Pani kiedykolwiek była, choćby przez godzinę, w sytuacji,
                            którą z takim zacietrzewieniem i łatwością Pani komentuje.
                            Z całym szacunkiem
                            Justus
                            • Gość: Kuku do Justus Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 23.02.04, 17:52
                              Ja bylam w takiej sytuacji - poszukaj mojego wpisu powyżej, drogA Justus.
                              Łatwość, z jaką można wkręcić żonatego faceta jest porażająca. Łatwość, z jaką
                              ryzykują przyszłość i losy swojej rodziny, dzieci, w imię (pardon) nowej du..y
                              jest przerażająca. W tej chwili nie wierze, że są faceci całkowicie odporni na
                              pokusy :). Nie chcę oczywiście generalizować - dopuszczam istnienie wyjątków.
                              Ale to są wyjątki, niestety.
                              • justus100 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 08:48
                                Łatwość, z jaką można wkręcić żonatego faceta jest porażająca. Łatwość, z jaką
                                > ryzykują przyszłość i losy swojej rodziny, dzieci, w imię (pardon) nowej
                                du..y jest przerażająca. W tej chwili nie wierze, że są faceci całkowicie
                                odporni na pokusy :)."

                                No to nie rozumiem Twojego toku rozumowania. Skoro to faceci są tak podatni na
                                pokusy, dlaczego całą winą obarczasz kobiety, które z tego korzystają? A co to?
                                Kobiety idealistki jakieś, też mają ochotę się zabawić, czego zresztą już sama
                                na własnej skórze doświadczyłaś.
                                Z Twojego postu wynika, że "sprawdzałaś" odporność żonatych facetów dla zabawy,
                                a ubliżasz kobietom, które związały się z dzieciatym facetem i tolerują,
                                niekiedy kochają i poświęcają sie dla CUDZYCH dzieci.
                                Twoja moralność powala mnie na kolana.






                                --------------------------------------------------------------------------------
                                • Gość: Kuku do Justus Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 24.02.04, 09:18
                                  Pytałaś o własne spostrzezenia nt. nieodpornosci faceta na pokusy, K.Imieliński
                                  nie był dla Ciebie wystarczajacym autorytetem. To masz. Owszem, sprawdzałam to
                                  dla zabawy (dla jasności - kończyło sie na teorii :). Nieodporność faceta a
                                  fakt skorzystania z niej przez kobiete - to dwie bardzo rózne sprawy. Mówimy o
                                  tej drugiej. Fakt, że facet jest jaki jest nie usprawiedliwia kobiety, która na
                                  chama wgryza się komuś w małżeństwo. Siebie też nie usprawiedliwiam, ale
                                  przekonałam sie na własnej skórze, że raz w zupełności wystarczy.

                                  (...)niekiedy kochają i poświęcają sie dla CUDZYCH dzieci."

                                  Poswięcają sie dla cudzych dzieci? Buahahaha! Z bardzo wielu Waszych postów
                                  (niektóre były tutaj cytowane) wynika, że są to jeszcze rzadsze okazy niż
                                  odporni na pokusy faceci...
                                  • Gość: sory Kuku Re: Nie wytrzymam IP: *.nagraj.pl 24.02.04, 09:22
                                    jesteś.....
                                    żałosna.
                                    I chyba szkoda tracić czas na tłumaczenie ci dlaczego.
                                    • Gość: Kuku Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 24.02.04, 09:41
                                      Sorry, ale to twój post jest żałosny
                                      - bez kontekstu
                                      - bez treści
                                      - bez loginu
                                      - bez sensu.

                                      Bez odbioru.
                                      Kuku
                                  • justus100 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 09:46
                                    Pytałam, ale nie Ciebie, tylko szanowną Panią o wdzięcznej ksywce Baba, która
                                    nota bene zarzuca macochom, że nie mają klasy (hi, hi)i nie o odporność faceta.
                                    Byłam ciekawa, czy wzmiankowana Baba choc przez chwilę musiała czekać aż jej
                                    facet wróci od swoich dzieci, czy musiała zastanawiać się czy starczy pieniędzy
                                    na wspólne wakacje (z pasierbem) czy też ktoś będzie musiał z nich zrezygnować
                                    i na 100% będzie to ONA. Czy w końcu musiała liczyć się z opinią sędzi, byłej
                                    małżonki, nieswoich dzieci. Wierz mi, nie każda kobieta jest na tyle silna,
                                    żeby się tego podjąć. A i te, które tego trudu podejmują mają chwile zwątpienia
                                    w słuszność podjętej decyzji tj. związania się z facetem z zobowiązaniami.
                                    • lola211 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 10:24
                                      Jeszcze chwila, a sie popłacze nad losem tych biednych krzywdzonych z kazdej
                                      strony "macoch".Przeciez to sa naturalne konsekwencje wiazania sie z facetem
                                      obarczonym rodzina.Nikt nie bedzie was załował i uwazał za bohaterki, nikt
                                      oprócz was samych.
                                      A baba widac była na tyle mądra, by omijac szerokim łukiem facetów z bagazem w
                                      postaci krwiopijczych byłych zon i ich wrednych ciagnacych forse dzieci.

                                      • Gość: justus100 Re: Nie wytrzymam IP: 213.77.38.* 24.02.04, 10:28
                                        Chcesz chusteczkę?
                                        • lola211 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 10:32
                                          Mysle, ze Tobie bardziej sie przyda, gdy bedziesz plakac nad swoja ciezka
                                          dolą "macochy" przez nikogo nie rozumianej.
                                          • Gość: justus100 Re: Nie wytrzymam IP: 213.77.38.* 24.02.04, 10:37
                                            O. Znowu nie trafiłaś. Sztrzelaj dalej. Trzymam kciuki, może wreszcie pociski,
                                            które ciskasz na oślep mnie trafią
                                          • diab.lica Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 16:12
                                            lola211 napisała:

                                            > Mysle, ze Tobie bardziej sie przyda, gdy bedziesz plakac nad swoja ciezka
                                            > dolą "macochy" przez nikogo nie rozumianej.


                                            przeciez ja swietnie rozumieja... inne macochy :)
                                      • alemama Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 10:39
                                        lola211 napisała:

                                        > Jeszcze chwila, a sie popłacze nad losem tych biednych krzywdzonych z kazdej
                                        > strony "macoch".Przeciez to sa naturalne konsekwencje wiazania sie z facetem
                                        > obarczonym rodzina.
                                        Wdowcy i rozwiedzeni bez szans na ponowne ułożenie sobie życia???
                                        "wiązanie się z facetem obarczonym rodziną" - a, wiesz jest też takie
                                        słowo "miłość".

                                        Nikt nie bedzie was załował i uwazał za bohaterki, nikt
                                        oprócz was samych.

                                        ?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

                                        > A baba widac była na tyle mądra, by omijac szerokim łukiem facetów z bagazem
                                        w
                                        > postaci krwiopijczych byłych zon i ich wrednych ciagnacych forse dzieci.
                                        >
                                        Oj Lola, Lola ....
                                        • lola211 Re: alemamo 24.02.04, 15:09
                                          > Wdowcy i rozwiedzeni bez szans na ponowne ułożenie sobie życia???
                                          > "wiązanie się z facetem obarczonym rodziną" - a, wiesz jest też takie
                                          > słowo "miłość".

                                          Ukladajcie sobie to zycie, tylko nie kwekajcie jak wam z tym źle.Tylko
                                          biadolicie, jak to rodzina waszego faceta was wykancza, i emocjonalnie i
                                          finansowo.Najlepiej dzieci i byla zone uspic, nie bedzie poblemu.
                                          Poczytałam pare wątków i dziekuje serdecznie- wszyscy sie sprzysiegli wobec
                                          tych macoch- byłe, dzieci, sądy, nawet osrodki pomocy spol., które mają
                                          czelnosc sprawdzac, czy biedny na papierze tatus rzeczywiscie taki biedny.
                                          Nie wiem w takim razie skad tyle porzuconych przez rodzica dzieci, skad te
                                          historie o ukrywanych dochodach, niepłaceniu grosza alimentów, nieinteresowania
                                          sie własnymi dziecmi.To wielu sposród waszych mezów jest nimi, choc tu, na
                                          forum przedstawiacie zupełnie inny obrazek.
                                          • Gość: alemamo Re: alemamo IP: *.gazomet.pl 24.02.04, 15:58
                                            Moja droga generalizujesz. Troszkę luzu. Bez nadinterpretacji - to odnośnie żon
                                            i dzieci oraz "tych wszystkich, którzy się sprzysięgli".
                                            Za całe zło świata, porzucane dzieci, ojców ukrywających dochody i niepłacących
                                            alimenty nie odpowiadają z założenia uczestniczki forum "Macochy", oraz te,
                                            które po prostu są macochami, a nie mają dostępu do internetu. Macochy, to tacy
                                            sami ludzie jak całe społeczeństwo. Są w nim ludzie dobrzy, ludzie zwyczajni i
                                            ludzie podli.
                                            Fakt bycia macochą, czy też druga żoną nie czyni z nikogo automatycznie harpii
                                            tylko czyhającej, aby odebrać chleb od ust biednym pasierbom.

                                            Wysnuwanie wniosków po przeczytaniu paru wątków...... oj Lola, Lola.




                                            Jesteś niepsrawiedliwa w ocenie.
                                            • alemama Re: alemamo 24.02.04, 16:02
                                              Coś mi się pokręciło z logowaniem. To był mój post. No, coż drugie żony już tak
                                              mają :)). Mniej zajadłości więcej zyczliwości w to popołudnie życzę.
                                            • lola211 Re: alemamo 24.02.04, 19:51
                                              > Fakt bycia macochą, czy też druga żoną nie czyni z nikogo automatycznie
                                              harpii
                                              > tylko czyhającej, aby odebrać chleb od ust biednym pasierbom.

                                              Tak? A ja mysle, ze regulą jest traktowanie poprzedniej rodziny jak natretnej
                                              muchy i pijawki.Nikt nie lubi sie dzielic, dla drugich zon te dzieci sa
                                              balastem , finansowym obciazeniem, tym bardziej gdy mają juz własne
                                              dzieci.Blizsza ciału koszula..
                                              Nieliczne tylko stac na obiektywizm i zrozumienie porzuconej rodziny.


                                              • alemama Re: alemamo 26.02.04, 11:16
                                                Stereotypy, uogólnienia, nic nowego.
                                      • Gość: baba Do Loli IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:25

                                        Dziekuje Ci Lolu, za cieple slowo.
                                        Rzeczywiscie od zonatych trzymalam sie z daleka :-)
                                    • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:22

                                      A moze Szanowna Pani Justus by uwaznie poczytala moje posty ?
                                      (Nick nawiasem mowiac rowniez przeuroczy).
                                      Gdzie ja napisalam, ze macocha przez samo bycie macocha jest bez klasy ?
                                      Ja zarzucam brak klasy kobietom, ktore upolowaly sobie malzonka korzystajac z
                                      problemow malzenskich swej zdobyczy, lub ogole rozbijajac calkiem niezle
                                      funkcjonujace malzenstwo, a potem sa bardzo zdziwione,byla zona domaga sie
                                      realnych pieniedzy, a nie symbolicznej zlotowki i realnej, a nie tylko
                                      prezentowej pomocy w wychowaniu dzieci.
                                      Bardzo wyraznie napisalam, kogo mam na mysli.
                                      Bylabym ogromnie zobowiazana Szanownej Pani, zeby Pani byla laskawa , jesli
                                      juz raczy zwracac uwage na posty mojej skromnej osoby, nie przypisywac mi
                                      pogladow, ktorych nie moglam wyrazic, bo sa mi obce.
                                      Padam do nozek (hihi)
                                • diab.lica Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 16:32

                                  > > a ubliżasz kobietom, które związały się z dzieciatym facetem i tolerują,
                                  > niekiedy kochają i poświęcają sie dla CUDZYCH dzieci.
                                  > Twoja moralność powala mnie na kolana.


                                  twoja tez, zwlaszcza pisanie o poswiecaniu sie dla cudzych dzieci. usmialam sie
                                  do lez, lola daj mi te chusteczke, ktora dostalas od justus.

                                  a to ponizej twoje slowa, z forum macochy:


                                  >Kocham faceta ale mam w dupie jego dzieci i co mi zrobicie?
                                  • lola211 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 19:55
                                    lola daj mi te chusteczke, ktora dostalas od justus.

                                    Juz sie robi!:)

                                    > a to ponizej twoje slowa, z forum macochy:
                                    > >Kocham faceta ale mam w dupie jego dzieci i co mi zrobicie?

                                    :)))))))
                                    • psychoanalityk Re: Nie wytrzymam 25.02.04, 09:07
                                      lola211 napisała:

                                      > lola daj mi te chusteczke, ktora dostalas od justus.
                                      >
                                      > Juz sie robi!:)
                                      >
                                      > > a to ponizej twoje slowa, z forum macochy:
                                      > > >Kocham faceta ale mam w dupie jego dzieci i co mi zrobicie?
                                      >
                                      > :)))))))


                                      oj dzieci dzieci... wy naprawde caly swoj swiatopoglad opieracie na tym co
                                      wyczytacie na forum ?? w to tylko wierzycie ?? i bezkrytycznie podejdziecie do
                                      kazdej rzuconej na zer naiwniakom podpuchy ?
                                      a kto zareczy ze to nie ktos tak dla jaj, albo wy same to tam wpisalyscie zeby
                                      oczernic "macochy" i wyladowac frustracje albo sie posmiac ?
                                      zacznijcie w koncu uzywac glowy do myslenia.

                                      • lola211 Re: Nie wytrzymam 25.02.04, 12:29
                                        O, teoria spiskowa powiadasz...
                                        Poglady czerpie z :
                                        - zycia
                                        - forum
                                        W tej kolejnosci.


                                        > a kto zareczy ze to nie ktos tak dla jaj, albo wy same to tam wpisalyscie
                                        zeby
                                        > oczernic "macochy" i wyladowac frustracje albo sie posmiac ?

                                        Tiaaa,a moze to sprawka UFO albo sił nieczystych?
                                        Daj spokój, to sa fakty, same sie coniektóre kompromitują, a później mają
                                        jeszcze pretensje , ze sa tak postrzegane.


                                        • psychoanalityk Re: Nie wytrzymam 25.02.04, 12:57
                                          lola211 napisała:

                                          > same sie coniektóre kompromitują, a później mają
                                          > jeszcze pretensje , ze sa tak postrzegane.
                                          >


                                          czytajac niektore wasze/twoje teksty- nie zaprzecze. wiec nie miej/cie
                                          pretensji ze jestescie tak odbierane.
                                          • lola211 Re: Nie wytrzymam 25.02.04, 20:30
                                            Ja nie próbuje głupio sie tłumaczyc, ze co prawda napisałam, ze mam kogos w
                                            dupie, ale tak naprawde to jestem "do rany przyłoz", tylko ze sami rozumiecie,
                                            emocje...No i ze moje wypowiedzi sa wyrwane z kontekstu, a tak w ogóle to nie
                                            ja pisalam, to ktos sie podszywa, bo ja nie jestem taka niedobra jakby to z
                                            postów wynikało.


                                            • Gość: he, he Re: Nie wytrzymam IP: *.gazomet.pl 26.02.04, 10:13
                                              Pewno jakaś macocha.
                                  • justus100 Re: Nie wytrzymam 25.02.04, 10:36
                                    Tak, to moje słowa. Ale to była taka ogólna prawda o mnie: mogę się zakochać w
                                    facecie ale nie akceptować jego dzieci. W ramach sprostowania dodam, że z tym
                                    facetem już nie jestem, a więc macochą nigdy nie będę :-), co bardzo mnie
                                    cieszy. Ale nie pozwolę nikomu mówić źle o tych kobietach, które podjęły się
                                    trudu życia w takim galimatjasie relacji, powiązań, zobowiązań i często
                                    sprzecznych odczuć i związały z dzieciatym gościem!
                                    Bo ja WIEM, co to znaczy, sama przez to przeszłam i poddałam się. Ale skoro Wy
                                    wiecie więcej na ten temat, nigdy nie doświadczywszy go na własnej skórze...
                            • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 20:07

                              Ja nie widze zacietrzewienia jakie mi Pan/i przypisuje (uczylam sie kiedys
                              laciny, wiec logiczne byloby Pan).
                              Nie bylam na szczescie w takiej sytuacji tj ani nie polowalam na zonatych ani
                              tym bardziej z przyczyn techniczych nie zdradzilam zony.
                              Natomiast z bliska widzialam podobna sytuacje, kiedy to dlugoletnie udane
                              malzenstwo sie rozpadlo, bo facet zaczal myslec glowka.I nie probowal przedtem
                              niczego naprawic, bo twierdzil,ze jest mu dobrze.
                              Ja nie traktuje wszystkich spraw globalnie, nie dorabiam tez zadnych teorii,
                              po prostu przeczytalam cos w wiarygodnej ksiazce i przytaczam.
                              Profesorskich ambicji nie mam, swiatopoglad bogoojczyzniany, jak najbardziej,
                              wiec nie lubie ewidentnego kurewstwa i skurwysynstwa nazywac romantyczna sila
                              milosci, ktora wszystko zwyciezy i innymi bzdurami.
                              Jesli to Panu?Pani sprawia przyjemnosc, mozna takie podejscie nazwac
                              ograniczonym, kazdy ma prawo do wlasnej opinii.
                              Nie znizam sie do podejrzen, ze Pana? Pania temat interesuje na zasadzie nozyc
                              wierzac jedynie w pasje dyskusyjna
                              Sciele sie z szacunkiem
                              • justus100 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 08:53
                                No to jeśli zna pani opisywaną tu sytuację jedynie z opowiadań i książek to
                                niech się Pani nie kompromituje Swoimi infantylnymi przemysleniami.
                                Justus
                                • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:34

                                  Nie wchodze na forum macochy, ale myslalam, ze tutaj mozna wyrazic swa opinie
                                  nie majac doswiadczenia.
                                  Co Szanowna i Wielce Doswiadczona Pani sadzi na temat moich przemyslen, to sa
                                  jedynie Szanownej i Wielce Doswiadczonej Pani odczucia.

                                  Klaniam sie unizenie

                  • justus100 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:11
                    "Niemniej w przewazajacej czesci przypadkow to niedojrzalosc faceta poddanego
                    zbyt silnej pokusie decyduje"

                    Skąd Pani wie, że w "przeważającej części"? Przeprowadzono jakieś statystyki w
                    tym zakresie? Chętnie przejrzę takie dane, proszę podać źródło
                    Pozdrawiam
            • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 12:34
              jesli nie rozbilas malzenstwa ani nie walczylas z nieletnimi dziecmi (lub
              raczej z wystepujaca w ich imieniu byla) o alimenty to dlaczego bierzesz to do
              siebie?

              ja pisze o wypowiedziach takich jak np.

              >Było jedno "nie życzę sobie" - w zasadzie w innym tonie - ale na jedno
              >wychodzi. Nie wyobrażałam sobie, że mielibyśmy mieszkać pod jednym dachem. I
              >to
              >postawiłam jasno i bez niedomówień. Kiedy przeprowadziłam się do męża
              >powiedziałam też, że nie chcę, żeby przychodził tu pod naszą nieobecność. Z
              >tym, że nie było to żadną sprawą, bo on sam trzyma się z daleka.

              czy to jest normalne jesli dziecko nie moze mieszkac z ojcem? a jesli matka
              umrze, to co, dom dziecka?

              albo:

              >Nie nawidzę tej sytuacji,
              >nienawidzę tego dzieciaka, czuję, że przez niego moje dziecko nie raz będzie
              >cierpiało. Wiem to. Czasem nie ma czasu na spacer z nami bo musi gnać do
              >swojego syna, ja zabieram wózek i z płaczem idę sama na spacer. Czasem musi
              >zabrać go na wakacje... i co nie ma czasu dla nas, a my nie pojedziemy z nimi.
              >Nie chcę nawet walczyć o poprawne stosunki, nie chcę, nie potrzebne mi.... nie
              >musi być jak kiedyś!!! Ja chcę mieć tylko swoją rodzinę!!

              straszne. ojcec czasem musi zabrac swoje dziecko na wakacje.
              o tym pisalam capa, noz sie w kieszeni otwiera jak sie czyta takie listy.

              a o moje emocje sie nie martw (jesli ten tekst byl do mnie), to bylo na
              szczescie juz tak dawno. po prostu pisze co mysle.
              • Gość: kaisog Re: Nie wytrzymam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 12:59
                Piszesz co myslisz, ale znasz tylko jedną strone medalu. Ja czytam forum
                macochy od niedawna i choć byc może niektóre wypowiedzi są skrajne, pozwala mi
                ono zrozumieć niektóre moje odczucia i emocje. Sama jestem macochą od niecałego
                roku. Żeby nie było wątpliwości, nie rozbiłam niczyjej rodziny. Oboje byli
                bardzo młodzi i nie chcieli wiązać się na stałe, matka dziecka sama odeszła do
                innego jakieś 7 lat wczesniej, zanim poznałam mojego męża, tworzą zresztą do
                dzisiaj udany związek. Pomimo, że syn męża z nami nie mieszka, mają bardzo
                dobry kontakt i często się widują. Nie przyszło mi do głowy żeby to zmieniać,
                ale uwierz mi że pewne odczucia są niezależne od nas i cięzko sobie z nimi
                poradzić. Zwykle kobieta ma przynajmniej 9 miesięcy żeby oswoić się z myslą że
                bedzie miała dziecko, pokochać je. Ode mnie nagle zaczęto wymagać żebym
                pokochała 12-letniego chłopaka, spędzała z nim czas i dzieliła z nim mój
                wspólny czas z mężem. Pomimo dobrych chęci i zdrowego rozsądku, to nie jest
                łatwe i wymaga pewnych poświęceń. Trudno o tym rozmawiać w kręgu znajomych, bo
                po prostu pewnych sytuacji nie zrozumieją, nie oceniajcie więc tego forum
                jedynie jako poradnika jak skutecznie rozbic rodzinę, bo ja uczę sie moją
                scalić.
                • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:16
                  >Ode mnie nagle zaczęto wymagać żebym
                  > pokochała 12-letniego chłopaka, spędzała z nim czas i dzieliła z nim mój
                  > wspólny czas z mężem. Pomimo dobrych chęci i zdrowego rozsądku, to nie jest
                  > łatwe i wymaga pewnych poświęceń.

                  ale czytajac to forum odnosze wrazenie, ze czesto brakuje i tych dobrych checi
                  i tego zdrowego rozsadku (choc jest kilka wyjatkow, ale to sa wyjatki).
                  i nie uwazam, ze bycie macocha jest latwe. ale zakladam tez, ze macochy
                  wiedzialy wczesniej, ze zwiazuja sie z partnerami "dzieciatymi" i zdecydowaly
                  sie na zwiazek swiadomie.
                  • Gość: kaisog Re: Nie wytrzymam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 13:28
                    Niestety nie wszystko da się świadomie przewidzieć, a już najmniej uczucia i
                    emocje. Kocham mojego męża, rozumiem jego potrzebę bycia z synem, ale nie
                    potrafię przewidzieć jakie mną bedą targały emocje kiedy urodzi sie nasze
                    dziecko. Proszę tylko o nieco wyhamowania w ocenach.
                    • mae2003 Re: Nie wytrzymam 24.02.04, 09:36
                      Oczywiście, że tak: emocje są nie do przewidzenia. Ale przewidzieć można i
                      trzeba to, że nawet jeśli urodzi się dziecko w nowym związku, to dziecko
                      (dzieci) z pierwszego małżeństwa nie znikną nagle w pomroce dziejów, była nie
                      zabierze ich daleko od tatusia i nowej żony, żeby nie zakłócać im szczęścia.
                      One zawsze będą. Żona to jednak co innego, kilka rozpraw i przestaje być żoną,
                      ale dziecko zawsze nim pozostaje.
                      Naturalne jest to, że na pierwszym miejscu macocha (jak każda normalna kobieta)
                      stawia dobro swojego dziecka, natomiast musi się ona liczyć z tym, że jeśli mąż
                      ma dziecko z pierwszego małżeństwa, to ma co najmniej obowiązek alimentacyjny.
                      Jeśli nie jest kanalią, to będzie także starał się uczestniczyć w życiu
                      dzieciaka. I teraz wybieraj, kobieto, czy wolisz mieć męża kanalię, co nie
                      zadba o 'wcześniejsze' dzieci, co daje duże prawdopodobieństwo, że nie zadba i
                      o twoje, jeśli historia się powtórzy, czy męża przyzwoitego, co zaowocuje tym,
                      że nie będzie go w domu na święta czy wakacje, które będzie chciał spędzić z
                      dziećmi z pierwszego rzutu. Taki scenariusz można jednak przewidzieć. Jeśli
                      bierze się ojca dzieciom, zwłaszcza małym dzieciom, to trzeba się liczyć ze
                      wszystkimi tego konsekwencjami.
              • burza4 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:03
                tak sobie zajrzałam przypadkiem i cóz widzę - to chyba do mnie przytyk!

                >Było jedno "nie życzę sobie" - w zasadzie w innym tonie - ale na jedno
                > >wychodzi. Nie wyobrażałam sobie, że mielibyśmy mieszkać pod jednym dachem.
                > I to postawiłam jasno i bez niedomówień. Kiedy przeprowadziłam się do męża
                > >powiedziałam też, że nie chcę, żeby przychodził tu pod naszą nieobecność. Z
                > tym, że nie było to żadną sprawą, bo on sam trzyma się z daleka.
                > > czy to jest normalne jesli dziecko nie moze mieszkac z ojcem? a jesli matka
                > umrze, to co, dom dziecka?

                Tylko, że jakoś nikt nie zwrócił uwagi, że tutaj konkretnie chodziło o latorośl
                w wieku lat 24, posiadająca nie tylko własne urządzone mieszkanie, opłacone
                przez tatę rachunki i minimum 2 tys. zł do dyspozycji, ale która właśnie domaga
                się od taty 3 z kolei samochodziku, bo poprzednie jakoś się porozbijały
                niefortunnie. I latorośl ta do nas swego czasu zaglądała wyłącznie po to, żeby
                posurfować na internecie i w parę godzin wydzwonić cały limit załozony na
                telefon - czyli jakies 250 zł (jak nie było limitu, to rachunki bywały i na
                1800 zł). Po czym zostawaliśmy na resztę miesiąca bez telefonu - tzn. bez
                wyjścia na miasto. Że nie wspomnę o pożyczaniu ubrań męża, bo własnych nie
                chciało się uprać... ani o czyszczeniu lodóweczki itp. historyjkach.
                Jak łatwo dopasowac ideologię, jak się nie chce głębiej spojrzeć na sprawę.
                Istotnie nie przepadam za latoroślą mojego męża ale wierzcie mi, nie bez
                powodu...
                • psychoanalityk Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:19
                  burza4 napisała:


                  >
                  > Tylko, że jakoś nikt nie zwrócił uwagi, że tutaj konkretnie chodziło o
                  latorośl
                  > w wieku lat 24, posiadająca nie tylko własne urządzone mieszkanie, opłacone
                  > przez tatę rachunki i minimum 2 tys. zł do dyspozycji, ale która właśnie
                  domaga
                  > się od taty 3 z kolei samochodziku, bo poprzednie jakoś się porozbijały
                  > niefortunnie. I latorośl ta do nas swego czasu zaglądała wyłącznie po to,
                  żeby
                  > posurfować na internecie i w parę godzin wydzwonić cały limit załozony na
                  > telefon - czyli jakies 250 zł (jak nie było limitu, to rachunki bywały i na
                  > 1800 zł). Po czym zostawaliśmy na resztę miesiąca bez telefonu - tzn. bez
                  > wyjścia na miasto. Że nie wspomnę o pożyczaniu ubrań męża, bo własnych nie
                  > chciało się uprać... ani o czyszczeniu lodóweczki itp. historyjkach.
                  > Jak łatwo dopasowac ideologię, jak się nie chce głębiej spojrzeć na sprawę.

                  tak to jest rozpuscic malolata z poczucia winy "po stracie ojca"
                  nie przejmuj sie glupim gadaniem, 24 lata to juz ostatni dzwonek na doroslosc


                • capa_negra Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:35
                  24 letnie "dziecko" to za przeproszeniem stary byk.
                  I nie dziwie sie , ze nie zyczysz sobie żeby bez uprzedzenia pod wasza
                  nieobecnośc pałetał sie po domu, bo to narusza twoja prywatnośc.
                  Dzieci w tym wieku są dorosłe i powiedzmy odpowiedzielne i nie mozna ich
                  traktowac jak osesków.
                  Ja mam klucze od domu mojego ojca, on ma moje , ale bez uprzedzenia
                  telefonicznego zadne z nas nie panoszy pod nieobecnośc drugiego
                • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 16:52
                  ponizej cytuje cala twoja wypowiedz, jak rowniez podaje linka do niej, poniewaz
                  nie chce byc posadzana o wyrywanie tekstu z kontekstu:


                  >Mój mąż zna doskonale mój stosunek do jego syna. Choć raczej unikam rozmów na
                  >ten temat bo i tak nie zmienię jego podejścia, nie przekonam, że to co dla
                  >niego robi jest nie w porzadku, mało tego, że tą pomocą wykrzywia chłopaka.

                  >Było jedno "nie życzę sobie" - w zasadzie w innym tonie - ale na jedno
                  >wychodzi. Nie wyobrażałam sobie, że mielibyśmy mieszkać pod jednym dachem. I
                  >to
                  >postawiłam jasno i bez niedomówień. Kiedy przeprowadziłam się do męża
                  >powiedziałam też, że nie chcę, żeby przychodził tu pod naszą nieobecność. Z
                  >tym, że nie było to żadną sprawą, bo on sam trzyma się z daleka.

                  >A co do mówienia i szczerości - cóż - mój poprzedni związek z dzieciatym
                  >facetem rozpadł się z powodu szczerości w tym względzie, tak że teraz po
                  >prostu
                  >staram się trzymać język za zębami. Nie zawsze wychodzi...

                  link:

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=10590565&a=10601287
                  zadalam sobie rowniez przed chwila trud przeczytanie twoich wszystkich (23)
                  postow postow i nie znalazlam wypowiedzi o oplaconym przez ojca mieszkaniu i 3
                  samochodach itd. moze mi pomozesz?


                  poza tym, za wychowanie syna odpowiadal rowniez twoj maz. jesli ojcostwo
                  polegalo na spelnianiu wszystkich finansowych zachcianek syna, to takie sa
                  efekty.


                  • burza4 Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 17:56
                    gdzieś był ten temat diablico, dość dawno, ale był, zapewniam cię. Szukać mi
                    się nie chce, bo nie o to chodzi. My tam częściej pisujemy i nie opowiadamy za
                    każdym razem całej swojej historii od początku. Zresztą, ja cię nie posądzam o
                    złą wolę, chciałam tylko pokazać, jak łatwo wyrobić sobie negatywne nastawienie
                    nie mając całego obrazu.

                    Naturalnie że mój mąż odpowiada za syna nadal i ja to rozumiem, może i kupuje
                    mu rzeczy, płaci rachunki itd. Problem lezy w czym innym - wielu rodziców
                    pomaga dzieciom, ale też dorosłe dzieci nie powiny ustawiać swojego życia pod
                    kątem rodziców, tylko starać się samemu dojść do czegoś. Tu tego nie ma. Ile
                    razy było tak, że pieniądze, które dostał na życie na miesiąc wydał po 2
                    dniach, bo była impreza. I dlatego mam coś przeciwko postawie tegoż dziecięcia
                    wobec ojca, i chyba trudno się dziwić. Nie podoba mi się, że jak ojciec był
                    chory to przez kilka dni nawet nie zadzwonił żeby spytać jak się czuje,
                    zadzwonił dopiero jak miał interes. Nie podoba mi się, że nigdy nie zdarzyło
                    się, żeby znalazł czas, jak ojciec go o coś prosił. Wiem, że mojemu mężowi jest
                    zwyczajnie przykro, bo chciał dobrze, chciał dać wszystko co najlepsze, a nie
                    wyszło. I dlatego nie dokładam mu swojej "szczerości" i nie mówię, co myślę na
                    ten temat. Takie i inne rzeczy, to akurat drobniejsze z nich. Mam świadomość
                    tego, że mój mąż własnoręcznie tak go wychował, bo eks była pod tym względem
                    normalna i sposób wychowywania syna tez jej nie pasował. Ale wychowanie to nie
                    jest sprawa constans na całe życie - to jest dorosły człowiek, a nie dziecko i
                    ma możliwość korekty swoich zachowań - jeśli by chciał. Ale nie chce, bo tak
                    wygodniej. Nie toleruje mnie w życiu ojca, - ok - ja to rozumiem, zapraszałam
                    go do nas, nie chce; ale nie ma nic przeciwko jedzeniu moich obiadów
                    przywiezionych przez tatę. Wiem też, że gdyby w grę wchodziło wspólnie
                    mieszkanie, to nie związałabym się z jego ojcem.

                    Tylko co to ma wspólnego z tematem? Ja nie lubię go nie dlatego, że jest synem
                    mojego męża, nie lubię go bo po prostu nie lubię tego typu osób.
              • capa_negra Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:26
                diablico mój list odnosil sie do atmosfery całego watku.
                Nie ma prostych rozwiazań.
                Uważam, że błedem jest tkwic w "pierwszym związku" jesli jest on nieszczęśliwy -
                sama jestem dzieckiem z takiego związku i załuje , ze nie rozpadł sie
                wcześniej - może wtedy miałabym normalne stosunki z obydwojgiem rodziców.
                Uważam, rowniez że "macocha" ma prawo do "złych uczuc" - jest tylko człowiem ,
                który często boi sie o zachwianie swojej wlasnej pozycji czy pozycji swoich
                dzieci.
                Wiele z nas marzy : mąż , slub i milość az po grób - nie sądzę żeby
                którakolwiek marzyła "związę się z mężczyzna z przeszłością" .
                Ale tak sie dzieje.
                I taka jest natura ludzka że dzieci z pierwszego związku czy pierwsza zona
                często odbierają 2 związek bylego męża i cały czas ojca jako zagrożenie , a 2
                rodzina odbiera jako zagrożenie ta pierwszą.
                Z rożnych przyczyn zarówno emocjonalnych jak i finansowych po obu stronach
                rodzą się wtedy "złe uczucia"
                Tak zaatakowane tutaj forum macochy słuzy między innymi temu, aby móc je wylać
                z siebie do osob ktore cbędąc w tej sytuacji rozumieją skąd one sie biorą.
                To taki psychiczny wentyl bezpieczeństwa , przez który mozna spuścić nadmiar
                emocji i przez to jesli nie całkiem je wyeliminowac to przynajmniej zmniejszyc
                ich oddziaływanie w realnym zyciu.
                Poprostu każda z nas obojetnie z której strony sie znajduje ma swojego garba.
                A takie sprawy ciagna sie latami i zataczaja szerokie koła - przykład z zycia
                wziety.
                ( koligacje sa dość poplatane ale postaram sie wyjasnić) .
                Był on wdowiec i ona wdowa - każde z nich mialo po 2 swoich dzieci
                Dzieci wdowca - to moja kolezanka z podstawówki i jej siostra, dzieci wdowy
                to ... była zona mojego przyszlego męza i jej brat - świat jest mały prawda??
                I teraz mamy sytuacje - wszyscy dorośli, dzieci wdowy i wdowca to w zasadnie
                formalnie "nie rodzina" ale wiadomo związki "rodzinne są"
                Siłą rzeczy z córkami byłego teścia mojego chłopa przyjaźnimy sie jako że każde
                z nas znało je latami -nie znając sie wzajemnie.
                Chcemy je zaprosic na slub ...a była zona z była teściowa hym... zadowolone
                nie są.
                U jednej z sióstr juz byliśmy z zaproszeniem i mamy potwierdzenie że będa,
                czeka nas wizyta u drugiej.
                I takie jest poplątane zycie i nie wiadomo co, kiedy i z której strony w nas
                walnie.
                Poznając mojego faceta nawet do glowy mi nie przyszło, ze będe miala
                doczynienia z takimi "koligacjami".
                I co teraz ?? ja robie błąd zapraszając na mój slub koleżanki,
                ktore "nieszczęśliwie" sa powiązane z byłą zoną ???
                Czy może była tesciowa robi zbędne zamieszanie???
                Podejrzewam, że ile tu osob tyle zdań na ten temat.
                Może troche odbiegłam od tematu, ale chodzi mi o to że nic nie jest czarno
                białe, a szczególnie stosunki w rodzinach "z przeszłością"
                • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 13:38

                  To, co opisalas, to material na dobra powiesc :-) !
                  Ale zycie bywa bogatsze od literatury...
                  Znam sytuacje, gdzie kobieta rozwiodla sie z mezem, ale z jego siostra
                  pozostawaly nadal przyjaciolkami, przy czym owa siostra wcale nie byla sklocona
                  z bratem.
                  Wspomnialas o kolezankach i dylematach zwiazanych z ich obecnoscia.
                  Mysle, ze to bardzo dziecinne zrywajac z jakas osoba (przyjazn, malzenstwo)
                  traktowac w podobny sposob osoby z ta osoba zwiazane tylko dlatego, ze sie
                  stosunkow z nia nie wyrzekly.
                  To jest myslenie typu- bawimy sie w jednej piaskownicy, ale jak przejde bawic
                  sie do innej, to wszyscy ze starej sa be chyba ze pojda ze mna.
                  Dlaczego cale grupy ludzi maja byc skonfliktowane z powodu bardzo prywatnych
                  konfliktow dwojga ludzi ?
                  Twoja opowiesc jest jednak bardzo ciekawa...
                  Pzdr
                  • capa_negra Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:49
                    Ten "dylemat" dałam pod rozwage - nie jest on moim.
                    Lubie te osoby, chce je widziec na moim slubie wiec je zapraszam - z mojej
                    strony czy wspólmałzonka dylematu nie ma żadnego.
                    Problem na pewno istnieje po stronie byłej tesciowej i byłej zony - poniewaz
                    moja kolezanka nie ukrywala że mnie zna i wie "która to" zebrała niezłą bure od
                    tej "gałęzi rodziny"
                    Stąd mieliśmy dylemat czy przyjecie zaproszenia na nasz slub przez "siostry"
                    nie będzie odebrane jako "zdrada stanu w piaskownicy" i jak one sie w tym znajdą
                    :-)
                    Jedna sie juz znalazla, mam nadzieje że druga tez sie nam nie zgubi
                • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 13:51
                  > Nie ma prostych rozwiazań.

                  zgadzam sie.

                  > Uważam, że błedem jest tkwic w "pierwszym związku" jesli jest on
                  nieszczęśliwy

                  zgadzam sie znowu.

                  >> Uważam, rowniez że "macocha" ma prawo do "złych uczuc" - jest tylko
                  człowiem ,
                  >
                  > który często boi sie o zachwianie swojej wlasnej pozycji czy pozycji swoich
                  > dzieci.

                  ma prawo, ale powinna z nimi walczyc. to od nas zalezy, jak radzimy sobie z
                  wlasnymi "zlymi uczuciami".

                  > Wiele z nas marzy : mąż , slub i milość az po grób - nie sądzę żeby
                  > którakolwiek marzyła "związę się z mężczyzna z przeszłością" .
                  > Ale tak sie dzieje.

                  ale zawsze jednak mozna sie na dany zwiazek nie zdecydowac, jesli sytuacja jest
                  ponad sily.

                  > I taka jest natura ludzka że dzieci z pierwszego związku czy pierwsza zona
                  > często odbierają 2 związek bylego męża i cały czas ojca jako zagrożenie , a 2
                  > rodzina odbiera jako zagrożenie ta pierwszą.
                  > Z rożnych przyczyn zarówno emocjonalnych jak i finansowych po obu stronach
                  > rodzą się wtedy "złe uczucia"

                  ale jak juz pisalam, z tymi emocjami nalezy sobie poradzic. od macochy mozna
                  wymagac tego bardziej niz od dziecka, bo ona jest dorosla. dziecku nalezy pomoc
                  sobie z tym poradzic, korzystajac np. z pomocy psychologa jak sie nie umie
                  samemu.

                  > To taki psychiczny wentyl bezpieczeństwa , przez który mozna spuścić nadmiar
                  > emocji i przez to jesli nie całkiem je wyeliminowac to przynajmniej
                  zmniejszyc
                  >
                  > ich oddziaływanie w realnym zyciu.

                  oby tak bylo.


                  wiem, ze te sprawy sa pokomplikowane. ale nie zgadzam sie, ze jesli pojawila
                  sie ta trzecia to na pewno malzenstwo bylo nieudane. bardziej sie przychylam do
                  opinii baby. czasem jest tak, ze w malzenstwie jest kryzyz. rozne moga byc
                  powody, czasem zewnetrzne (strata pracy, choroba itd). i sa pewne panie, ktore
                  czyhaja, az w mazenstwie upatrzonego obiektu taki kryzys wystapi, i umiejetnie
                  wtedy wystepuja w roli pocieszycielki.
                • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:02
                  tez mam przyklad, z zycia wziety.
                  moja kolezanka ze szkoly. rodzice rozwiedzeni, kazde z nich ma nowa rodzine i w
                  tej rodzinie pojawilo sie nowe dziecko.
                  na poczatku klocili sie o to, z kim dziecko ma zamieszkac, gdyz ich nowym
                  partnerom ani nim samym nie pasowalo do nowego zycia i dziewczyna zamieszkala
                  z ... babcia.
                  • Gość: wiec Re: Nie wytrzymam IP: *.nagraj.pl 23.02.04, 14:06
                    > na poczatku klocili sie o to, z kim dziecko ma zamieszkac, gdyz ich nowym
                    > partnerom ani nim samym nie pasowalo do nowego zycia i dziewczyna zamieszkala
                    > z ... babcia.


                    kto bardziej tu winny? tematyczna macocha/ojczym czy po prostu nic nie warci
                    rodzice ? :(
                    • diab.lica Re: Nie wytrzymam 23.02.04, 14:11
                      Gość portalu: wiec napisał(a):

                      > > na poczatku klocili sie o to, z kim dziecko ma zamieszkac, gdyz ich nowym
                      > > partnerom ani nim samym nie pasowalo do nowego zycia i dziewczyna zamieszk
                      > ala
                      > > z ... babcia.
                      >
                      >
                      > kto bardziej tu winny? tematyczna macocha/ojczym czy po prostu nic nie warci
                      > rodzice ? :(

                      na pierwszym miejscu rodzice. na drugim macocha i ojczym. wina rodzicow jest
                      wieksza, bo partnera, ktory nie zgadza sie, zeby mieszkali ze swoim wlasnym
                      dzieckiem powinni kopnac w d..e.

                      a co to ma wspolnego z macochami? to, ze wiele z nich pisze, ze nie wyobraza
                      sobie, aby dziecko ich partnera moglo z nimi mieszkac.
            • Gość: Kuku Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 23.02.04, 17:10
              Nie rozumiem, czemu się tak zaperzasz - nie trzeba czytac między wierszami,
              żeby zorientować się, że ten wątek nie dotyczy Ciebie. Widać jesteś wyjątkiem -
              mało takich, ktore "weszły w posiadanie" faceta z drugiej ręki, kiedy ten był
              już wolny. Przeważnie jest tak (i błagam, nie żądaj statystyk :) że facet
              odchodzi z jednego gniazdka do drugiego. Mało który decyduje się skończyc
              związek, jezeli nie ma na horyzoncie "świeżego mięsa". A często jest tak, że
              właśnie ta druga uświadamia facetowi, jak źle mu w małżeństwie... Rzecz dziwna -
              na forum macochy są same takie kryształowe wyjątki.
              • Gość: Kuku Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 23.02.04, 17:21
                Mój powyzszy post jest adresowany do capa.negra. Omyłkowo wskoczył w tym
                miejscu.
            • Gość: macocha Re: Nie wytrzymam IP: *.chello.pl 24.02.04, 09:02
              I ja też jestem bez klasy, bo po kilkunastu latach płacenia bardzo (!) wysokich
              alimentów - nieproporcjonalnie duzych do zarobków i możliwości zarobkowych
              mojego męża - podbuntowałam męża, aby nie dawał złotówki na nieuczące się i
              niepracujące , za to dorosłe dziecię!
              Ja równiez jestem bez klasy, gdyż wszystko (!) co posiadamy jest moją wyłączną
              własnością .
              Jestem także bez klasy, ponieważ chcę normalnie żyć, mieć pieniądze na potrzeby
              swoje i naszego wspólnego dziecka i nie oglądać po 5 razy każdej złotówki,
              która pozostała mi po opłaceniu licznych uzasadnionych i nieuzasadnionych
              zachcianek pasierba!
              Jestem i będę bez klasy - czy się to komuś podoba czy nie!
              • Gość: baba Re: Nie wytrzymam IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:38

                No i dobrze zrobilas, ale co to, co zrobilas ma wspolnego z klasa lub jej
                brakiem ?!
                To juz raczej z rozsadkiem, ktorym sie wykazalas.
                Ja bym rodzone dziecko tez tak potraktowala ( No, moze teoretyzuje).
                Pzdr
      • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 10:56

        Swietny tekst. Nic dodac, nic ujac.
        Nasunela mi sie refleksja troche nie na temat- kiedys, kiedy rozwod byl czyms
        wstydliwym, wielu ludzi owszem, cierpialo- teraz by sie rozwiedli i byliby
        szczesliwsi, ale na ogol wiecej starania i wytrwalosci wwkladano w ratowanie
        zwiazku, a panna, ktora rodzine rozbila musiala sie liczyc z pewnym ostracyzmem.
        Wiele malzenstw przetrwalo kryzysowy czas dzieki tej troche heroicznej
        postawie i teraz ci starsi juz ludzie, a tym bardziej ich dzieci, nie zaluja
        swojego poswiecenia. Nie w kazdym przypadku oczywiscie...
        Pzdr
        • Gość: a czy Re: Święte macochy? IP: *.nagraj.pl 23.02.04, 12:01
          o powrocie pasow cnoty tez marzysz ?
          vivat heroizm.
          • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 13:01

            Ja o niczym nie marze, to byla taka ogolna refleksja.
            Nie rozumiem Twojej zlosliwego wniosku, do ktorego moja wypowiedz nie daje
            zadnych podstaw.
            No, ale jesli sobie humor poprawilas...
            • konkubinka Re: Święte macochy? 23.02.04, 14:10
              a mi kurcze przykro.Poraz kolejny czytam jak ktos generalizuje , pisze o
              forum "macochy" ogolnie.I tym sposobem wrzuca mnie do jednego wora , mnie i
              inne kobiety , ktore tam sa i nie rozbily niczyjej rodziny z innymi.
              Wybaczcie ale jest mi tym bardziej przykro , bo od dwoch dni spedza mi z powiek
              sen zdrowie corki mojego partnera.Bo jej matka a jego byla zona ( ktora gdy on
              ciezko tyral na rodzine puszczala sie z hydraulikiem ) gdy jej corka cala noc
              wymiotowala nawet nie przejela sie sie stanem jej zdrowia.Kobieta , ktora w
              zyciu nie wziela zwolnienia na dziecko i 7 letniej niegdys dziewczynce samej
              kazala wracac ze szkoly do domu z kluczem na szyi .
              Poznalam rozwodnika i pokochalam straszliwie i to grzech?Pokochalam jego
              dziecko to tez grzech?Czy naprawde wy "Kobiety"wszystkie jestescie naprawde
              swiete?
              Ja np nie wypowiadam sie na "macochach" w watkach , ktore mnie draznia ,
              denerwuja .
              Ile jest samodzielnych matek z wyboru?Wystarczy wejsc na forum "samodzielne
              mamy " i spojrzec ilu kobietom naprawde ojcostwo kojarzy sie wylacznie z
              alimentami a tak naprawde nigdy malzenstwo , rodzina nie rozpada sie z
              wylacznej winy jednej strony.Ja sie przyznaje , teraz tutaj , po raz kolejny -
              bylam winna w polowie rozpadu mojej pirwszej rodziny , moj obecny partner
              napewno ma wady , ktore spowodowaly ze zona spojrzala na innego.I przyznaje po
              raz kolejny ze nie dziwie sie ojcu ze wybral moja macoche i rozpad naszej
              rodziny.
              I jeszcze jedno - forum "macochy" nie powstalo bez powodu, niektorym naprawde
              jest latwiej mowic o swoich rozterkach.I to tez nie jest grzech a swego rodzaju
              terapia.
              • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 14:19

                Rzeczywiscie, uogolnianie szkodzi, sa bardzo dobre macochy, wlasciwie lepsze
                od matek.
                Niemniej my tu dyskutujemy o tej jednej,"wrednej" galezi.
                Jasne, ze nie tylko panowie bywaja winni rozkladu malzenstwa.
                Pzdr
      • lubstej Re: Święte macochy? 23.02.04, 14:27
        a dlaczego nikt zalogowany sie nie dopisuje?
        czesc kamila!
      • mkatarynka.edziecko Re: Święte macochy? 23.02.04, 15:00
        Gość portalu: stara napisał(a):

        > Powtarzam, są tam kobitki na poziomie, ale nie one tam rządzą. W dobrym tonie
        > jest tam mówić źle o byłych żonach i dzieciach zrodzonych z tych żon. mało
        > która się przyznaje, że była katalizatorem, a jesli - to oczywiście i tak nie
        > miała żadnego decydującego wpływu na rozpad poprzedniego związku swojego
        > obecnego partnera.

        Otóż to ja tam rządzę :) i uważam się za "kobitkę na poziomie" jak to uprzejma
        byłaś nazwać. Nie rzucam kalumni na byłą żonę mojego obecnego męża bo uważam ją
        za całkiem rozsądną. I rzeczywiście nie miałam wpływu na rozpad poprzedniego
        związku mojego męża bo poznałam go ja był już kilka lat po rozwodzie. A na
        dodatek to ona od niego odeszła a nie on od niej :)


        > Dlaczego mnie to zniesmacza?
        > Otóż życie nie jest ani szare ani czarne ani białe, ludzie są różni. Niewielu
        > jest takich, których można jednoznacznie ocenić w prostych żołnierskich
        > słowach. Generalnie są dobro-źli, a u macoszek - najczęściej byłe żony to
        > potwory

        No właśnie,ludzie są różni. I ja nie mam potrzeby wychwalać na forum byłej
        mojego męża bo to, że ona jest rozsądna pozwala mi zupełnie o niej nie myśleć.
        Natomias te z nas, które akurat nie mogą się pochwalić rozsądnymi
        poprzedniczkami mają czasem ochotę się wyżalić. I właśnie po to między innymi
        jest to forum.
    • kaliva Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 13:55
      Przyklad:
      Ona - wdowa, bezdzietna.
      On - malzenstwo na papierze od 3 lat nie mieszka z zona i studiujacym juz synem
      ale systematycznie lozy na ich utrzymanie wiec zyje sie im dostatnio.
      On i Ona poznaja sie, chca sie zwiazac wiec niedlugo potem On prosi zone o
      rozwod.
      I zaczyna sie piekielko. Zona nie zgadza sie na rozwod ( dlaczego ? nietrudno
      zgadnac ). Dorastajace dziecko wraz z kolesiami zaczyna nekac przyszla macoche
      telefonami typu: "ty kur... , nienawidze cie,znajdziemy cie i zajebiemy za to
      co zrobilas, bedziemy cie w pieciu gwalcic, zniszcze cie, wszyscy sie dowiedza
      jaka szmata jestes"itd.


      wam wszystkim - krytykantki teoretyczki - zycze rownie udanych pasierbow w
      przyszlosci





      • diab.lica Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 14:06
        >Dorastajace dziecko wraz z kolesiami zaczyna nekac przyszla macoche
        > telefonami typu: "ty kur... , nienawidze cie,znajdziemy cie i zajebiemy za to
        > co zrobilas, bedziemy cie w pieciu gwalcic, zniszcze cie, wszyscy sie
        dowiedza
        > jaka szmata jestes"itd.

        chcialam tylko zauwazyc, ze za wychowanie tego syna odpowiadal rowniez ON.
        • Gość: z ciekawosci Re: Święte macochy? tak! IP: *.nagraj.pl 23.02.04, 14:46
          Diab.lico moze odpowiesz na post Burza4 ? nie sadzisz, ze powinnas skoro to tu
          wyciagnelas ??
        • Gość: fm Re: Święte macochy? tak! IP: *.prw.pl 23.02.04, 14:48
          Taki cytat ładny tam znalazłem , może się Wam spodoba:))

          zapomnialabym - my rozdzielnosci nie mamy natomiast bedziemy miec testament z
          wydziedziczeniem bachorow eks no i jak na razie nowy samochod jest kupiony na
          mnie. Maz jek ok w stosunku do mnie, nie moge narzekac, pamietajcie ze jak umrze
          jego prywatne potomstwo moze domagac sie nawet 20% waszego wspolnego majatku!!!
          jesli nie chcecie sie dzielic z obcymi to koniecznie o tym pomyslcie i nie
          kierujcie sie falszywa dobrocia myslcie wylacznie o wlasnym szczesciu bo wasza
          dobroc z cala pewnoscia wam sie nie zwroci, na sadach w polsce mozna stracic
          majatek i nerwy......wikki
          • burza4 Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 15:05
            słuchajcie - dajcie spokój, to są ekstremalne przykłady! jak wszędzie są ludzie
            i ludziska i z tego co pamiętam, większość macoch niemile podchodzi do tego
            typu postów. Nie podoba mi się takie podejście jakie prezentuje wikki, i nie
            tylko mnie. A zamieszczanie takich cytatów niejako sugeruje, że to jeden głos z
            wielu podobnych. A to nie do końca prawda. I nie ma sensu wyrywać
            poszczególnych zdań z kontekstu dla podkreślenia swoich racji, bo łatwo
            manipulować wypowiedziami, co udowodniłam powyżej.
            • diab.lica Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 16:59
              tylko Viki?

              a watek o alimentach, gdzie jedna macocha pisze:

              >jak jest w Waszych nowych związkach: macie rozdzielność majątkową? Czy na
              >rzeczy wartościowe samochód, mieszkania są wspólne, czy nie. We wszytskich
              >znanych mi związkach /drugich małżeństwach/, to kobiety są właścicielkami
              >mieszkań, domów, samochodów, a -że tak powiem wspólny mąż - ma tylko to co na
              >sobie.
              >Po to chyba aby nie drażnić swoich eks zwiększonym stanem posiadania z obawy
              >o podwyższanie alimentów.
              >Nam tez prawnik poradził, żeby mój m. za bardzo się nie "wzbogacił".


              zwroc uwage na "we wszystkich znanych mi zwiazkach".
              • burza4 Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 20:51
                Diablico - znowu generalizujesz na podstawie własnych, smutnych doświadczeń i
                jakiegoś cytatu. Ja nie wiem, kogo zna autorka. Owszem tak bywa, ale ja mogę
                powiedzieć, że w większości znanych mi osobiście związków faceci są na tyle
                odpowiedzialni, że nie uchylają się od obowiązku nie tylko łożenia na dzieci
                ale i zajmowania się nimi. Znajomi ojcowie płacą wysokie alimenty, kupują
                ubrania, wożą do dentysty, ortodonty, opłacają opiekunki, kolonie, inne
                potrzeby, do tego zajmują się dziećmi, odrabiają lekcje itd. Starają się, żeby
                nadal być ojcami. I nie zawsze na linii ex-next panują tak wrogie stosunki. Ja
                do mojej next nic nie mam, miła dziewczyna. Moja przyjaciółka ze swoją next
                jest nawet zaprzyjaźniona na tyle, że jak wykańczała swoje mieszkanie, to
                pomieszkiwała u byłego męza. I nikt się nikomu do gardła nie rzucił, ba -
                spędzają razem weekendy na działce. W tym wszystkim istotnie jest, żeby nie
                podsycać w sobie dawnych urazów, bo to do niczego nie prowadzi.

                Są naturalnie niechlubne wyjątki, ale to są wyjątki - w znanych mi związkach,
                podkreślam. Niestety należałoby tu włączyć mojego osobistego eksa, który bardzo
                kocha nasze dziecko, ale zawsze umowę o pracę podpisywał na najniższą krajową
                stawkę, a resztę dostawał pod stołem - żeby właśnie nie płacić zbyt dużo. Mimo
                to uważam, że jest kochającym ojcem. Ale ja na szczęście zawsze zarabiałam
                tyle, że z górką wystarczało na potrzeby moje i dziecka. Więc nie muszę się
                oglądać ani na eksa, ani na obecnego męża i mogę sobie pozwolić na pewien
                dystans. Pewnie byłoby inaczej, gdybym głodem przymierała.

                Diablico - zostałaś skrzywdzona, ale może czas machnąć na to ręką i iść dalej?
                z tego co pamiętam, mimo tego kopa od życia, jakoś sobie poradziłaś? Masz
                powody żeby być z siebie dumna. Może na tym warto się skoncentrować, a nie
                tkwić w przeszłości? Niektórych ludzi nie zmienisz, ale siebie możesz. Odciąć
                się i żyć dla siebie. Z uśmiechem. Nie oglądając się wstecz.
                • diab.lica Re: Święte macochy? tak! 24.02.04, 16:11

                  > Diablico - zostałaś skrzywdzona, ale może czas machnąć na to ręką i iść
                  dalej?
                  > z tego co pamiętam, mimo tego kopa od życia, jakoś sobie poradziłaś? Masz
                  > powody żeby być z siebie dumna. Może na tym warto się skoncentrować, a nie
                  > tkwić w przeszłości? Niektórych ludzi nie zmienisz, ale siebie możesz. Odciąć
                  > się i żyć dla siebie. Z uśmiechem. Nie oglądając się wstecz.


                  no tak. skoro mam negatywne zdanie na temat macoch to na pewno sa to moje
                  wlasne projekcje, zwiazane z moja macocha. daruj sobie, burzo4, takie teksty.
                  nic nie poradze na to, ze z forum macochy wylania sie taki a nie inny obraz
                  macoch. zauwazylam, ze piszaca u was muminek tez sie czasem podejrzewa o
                  wylewanie swich zali, gdy tylko osmieli sie was skrytykowac. a szkoda, moze
                  warto czasem z pozytkiem dla siebie i swoich pasierbow jej posty starac sie
                  zrozumiec?
          • Gość: kolejny yntelygent Re: Święte macochy? tak! IP: *.nagraj.pl 23.02.04, 15:08
            Gość portalu: fm napisał(a):

            > Taki cytat ładny tam znalazłem , może się Wam spodoba:))
            >
            > zapomnialabym - my rozdzielnosci nie mamy natomiast bedziemy miec testament z
            > wydziedziczeniem bachorow eks no i jak na razie nowy samochod jest kupiony na
            > mnie. Maz jek ok w stosunku do mnie, nie moge narzekac, pamietajcie ze jak
            umrz
            > e
            > jego prywatne potomstwo moze domagac sie nawet 20% waszego wspolnego
            majatku!!!
            > jesli nie chcecie sie dzielic z obcymi to koniecznie o tym pomyslcie i nie
            > kierujcie sie falszywa dobrocia myslcie wylacznie o wlasnym szczesciu bo wasza
            > dobroc z cala pewnoscia wam sie nie zwroci, na sadach w polsce mozna stracic
            > majatek i nerwy......wikki


            wycina urywki z tekstu i sobie strzepi na nich jezyk nie wysilajac sie na
            zapoznanie z problemem.
            • Gość: fm Re: Święte macochy? tak! IP: *.prw.pl 23.02.04, 15:41
              Drogi kolego, niczego nie wyrwałem z kontekstu. Post zacytowany jest w całości.
              Niczego sobie nie strzępię , mało tego , w ogóle nic nie mówie. Problem , który
              postawiła wikki jest jasny. tyle.
              • mikawi Re: Święte macochy? tak! 23.02.04, 16:33
                a dlaczego z ponad 5000 postów wybrałeś właśnie ten? ja ci na ten przykład moge
                rzucić kilka innych z których będzie wynikało że macochy to anioły. I co, da to
                prawo do mówienia że WSZYSTKIE są takie?
                • Gość: fm Re: Święte macochy? tak! IP: *.prw.pl 23.02.04, 16:54
                  Jasne. Nikt przeciez nie mówi ,że wszystkie macochy coś tam , albo ,że
                  żadna...itd. Spośród 5000 postów zacytowałem właśnie ten ,bo dobrze ilustruje
                  postawioną w tym wątku tezę ,mówiącą ,że większość piszących na forum Macochy
                  ma takie a nie inne podejście do omawianej sprawy. Poczytałem forum Macochy i
                  zgadzam się z tą tezą. Własnie dlatego zacytowałem ten , a nie inny post.
                  Wydawało mi się ,że to jasne.
    • eremka Re: Czegos tu nie rozumiem... 23.02.04, 15:08
      Nie rozumiem, dlaczego capa negra czuje sie wywolana do tablicy, czy inna pani,
      ktora wlasnie zamartwia sie zdrowiem swojej pasierbicy.
      Przeczytalam watek od poczatku i chociaz nie wszyscy pisza drukowanymi ;-),
      pojelam, ze dotyczy on okreslonych typow macoch. A mianowicie tych, ktore: bez
      wzgledu na cokolwiek nie chca kontaktow z potomstwem patrnera, zniechecaja
      partnera do owych kontaktow, postrzegaja dzieci z wczesniejszych zwiazkow jako
      zbedny balast obciazajacy finanse, ba! podwazaja nawet ojcostwo swojego
      partnera, byle te bachory wyeliminowac ze swojego zycia, a byle zony okreslaja -
      w najlepszym wypadku jako jedze, rozpad wczesniejszych zwiazkow swego
      ukochanego przypisuja jedynie bylej, bo byla rozlazla leniwa krowa albo cos tam
      w tej podobie, albo wrecz sugeruja, ze dopiero przy nich mezczyzna doznal
      niebianskiegoi magicznego seksu, wiec ... chyba normalne, ze woli je, niz swoja
      stara, ktora mieszka dwa pietra wyzej ;-).
      Bylam na forum Macochy, czytalam takie teksty.

      Oczywiscie, kazdy ma swoja story. Zycie pisze rozne scenariusze, czlowiek
      strzela, a Pan Bog kule nosi itd. Natomiast moze warto pamietac, ze wchodzimy w
      tak zwane interakcje z ludzmi i jesli spotykamy takiego oszusta (ktory np.
      znudzil sie swoim zwiazkiem i szuka czegos innego, bo mu nagle po 2, 3 4, itp.
      20 latach malzenstwa marzy sie seks tantryczny albo swiety spokoj od
      wrzeszczacego dzieciaka)i rzucamy sie wir romansu, bo to on, tak to on, jedyny!
      na cale zycie, a on potem mowi "Kochanie, ja mam zone i 2 dzieci", a my niczego
      nie podejrzewalysmy wczesniej(????), to ja nie mam szacunku ani deko dla takiej
      pani. Moze warto najpierw poznac tego ktosia, zanim sie wskoczymy w otchlan
      seksu? I jeszcze zrobimy sobie dziecko? Wiem, wiem, przynudzam, coz stara
      jestem, to i nie mam pojecia o wolnej nieskrepowanej chuci i milosci, co to
      nie opiera sie zadnym przeszkodom ;-)
      To juz wole, zeby makiawelicznie knula, jak tu wyrwac tego chlopa jego slubnej,
      niz takie teksty. Moze przynajmniej ma mozg zamiast makaronu?
      Zartuje. Do zdrady trzeba at least dwoch osob. Facet, ktory zdradza, jest
      sqrwysynem - jak mu w zwiazku zgrzyta, niech naprawia, zada zmian, a jak sie
      nie da, to do widzenia, a potem niech szuka nowej wybranki, a nie na odwrot.

      Kobieta, ktora takiego sqrwysyna przygarnia, nie jest wiele lepsza od niego. A
      tlumaczenia, ze jak ja bym go nie chciala, to znalazlby inna chetna, tak
      naprawde zle swiadcza o osobie ich uzywajacej.
      Ludzie sie schodza i rozchodza, lepiej zeby sie to dzialo godnie, bez
      niepotrzebnej krzywdy innych. Ona do nas wroci. Ta krzywda.
      • capa_negra ODPOWIADAM 24.02.04, 07:37
        Odpowiadam na pytania dlaczego czuje się wywołana do tablicy i dlaczego wzielam
        pewne rzeczy do siebie.
        Z bardzo prostego powodu - na wstepie tego postu wywaołano do tablicy forum
        macochy ( całe bez wyjatków)i to bardzo w negatywnym kontekście.
        Mimo ze nie jestem typowa macochą, bo mój przyszły mąz nie ma małych dzieci,
        wiec nie mamy typowych w takiej sytuacji problemow, jak równiez nie ze
        wszystkimi postami i postawami reprezentowanymi na forum macochy sie zgadzam,
        pewne sprawy poruszane na tym forum sa mi bliskie.

        Najbardziej wkurza mnie generalizowanie typu, ze wszystkie macochy sa złe , a w
        domysle, ze to takie zdziry, które rozbiły szczęśliwą idealną rodzinę -
        poprostu czysta utopia.
        Nie neguje ze sa faceci, którzy o monogami jedynie słyszeli z opowiadań i kogo
        by za zone nie mieli i jak szczęśliwy ten związek nie był to i tak skoczą na
        inny kwiatek.
        Sa rowniez kobiety, które "rwą" zonatych "dla sportu"-
        Ale obydwa przypadki to jest poprostu patologia, a nie zycie.
        Ludzie sie pobierają - z róznych przyczyn .
        Z milości , z rozsądku, z koniecznośći. I rózne sa losy tych zwiazków - czasami
        wielka miłość nie wystarczy, a czasami rozsadek może byc podstawą do stworzenia
        naprawde udanego małżeństwa.
        W sytuacji kiedy w małżeństwo chce wkrOczyć ten/ta trzecia - jesli w nim
        wszystko gra czy jeśli jest to chwilowy kryzys nikt przy zdrowych zmysłach nie
        rzuci wszystkiego co ma i nie poleci "na niewiadome"
        Którąś stronę musi cos bardzo kłuć skoro decyduje sie na tak radykalny krok.
        Zgadzam sie, że trzecia osoba jest wtedy katalizatorem przyzpieszającym decyzje
        o odejściu , ale nie jest jemu winna / pomijająć "sportowe" przypadki
        przytoczone na poczatku.
        Zauważcie, w naszym społeczenstwie funkcjonuje stereotyp na wypadek rozwodu
        Kryształowa byla zona - mąż łajdak - i ta zdzira...
        I nikt nie zadaje sobie trudu przemyslenia , ze ta biedna zona też
        niejednokrotnie własnymi rekami cięzko zapracowała na rozpad tego związku, że
        może ten mąz choć nie taki kryształowy, ale do łajdaka mu daleko , a przyszła
        zona też człowiek i może niekoniecznie zasłużenie zbiera baty.
        I to w zasadzie tyle - poprostu każde generalizowanie i to w tak delikatnym i
        skomplikowanym temacie jakim sa związki jest nie namiejscu i krzywdzące dla
        wielu osób.
        • Gość: baba Re: ODPOWIADAM IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:52

          Cytujesz Kuku, a twierdzisz, ze to ja napisalam...
    • pysia-2 Re: Święte macochy? 23.02.04, 15:12
      Mi tez przykro. Bo mnie roowniez wrzucono do jednego wora. A ja poznalam
      swojego meza 4 lata po jego rozwodzie.
      Fakt, mam problem z akceptacja dzieci. Ale wiem roowniez ze to PROBLEM i walcze
      sama ze soba jak glupia zeby to zmienic i robie malutkie kroczki do przodu w
      zwiazku z tym i wiem, ze kiedys mi sie uda myslec o nich bardzo cieplo i z sama
      sympatia. Bo je lubie jako ludzi tylko cos nam sie po dordze pogmatwalo... Ale
      w zwiazku z tym, ze jestem macocha, jestem ZLA, BEZ HONORU I BEZ KLASY. I nie
      ma dla mnie ratunku.

      Dziewczyny, zanim cokolwiek powiecie, zastanoowcie sie. Bo na tyle sie znacie
      na ile sie sprawdzilyscie. A gdyby ktooras z was zakochala sie w rozwodniku z
      dziecmi? To niefajnie czytac jakie te macochy drapiezne, pazerne, bez klasy i
      tak dalej...
      • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 23.02.04, 15:20

        Dziewczyno, czytaj uwaznie, nikt tu nie pietnuje macoch za to, ze sa
        macochami, tylko za okreslone zachowania !
        Glownie obrabia sie tu sempiterny paniom, ktore swoim pojawieniem sie
        spowodowaly rozwod , a potem postepuja wrednie.
        Napisze wielkimi:
        MACOCHY MOGA BYC W PORZADKU,
        Pzdr
        • pysia-2 Re: Święte macochy? 23.02.04, 15:42
          Caly watek byl wyjatkowo pietnujacy macochy i mocno generalizujacy, dopooki nie
          wkroczylo kilka macoch i nie wyrazilo swojego oburzenia. Poza tym juz same
          takie tytuly, samo zaczynanie tematu w ten sposoob jest bardzo krzywdzace. Bo
          komu nie bedzie chcialo sie czytac dokladnie, na pierwszy rzut oka bedzie mial
          bardzo jasna sytuacje - no, macochy, to jednak wredne baby, skoro nawet na
          kobietach tak twierdza.
          Po drugie przeciwniczki macoch generalnie wypowiadaly sie w ten sposoob: To
          wredne suki, chciwe, skape i niesprawiedliwe... noooo (szeptem) - pewnie, jest
          kilka normalnych, ale wiekszosc - patrz wyzej.
          A ja powtarzam - nie wkladac nigdy nikogo do jednego wora. Sa roozni faceci,
          roozne kobiety, roozne rozwodniczki, roozne macochy, roozni Murzyni, roozni
          Zydzi..... i tak dalej... i tak dalej... i tak dalej...
          • Gość: Ania Re: Święte macochy? IP: *.sggw.waw.pl 23.02.04, 16:23
            genialne podsumowanie, pysiu.
            I tyle.
          • diab.lica pysiu-2 24.02.04, 16:50
            pysiu-2, wydajesz sie byc w rozsadna osoba wiec ci sprobuje wytlumaczyc.
            jak sam napisalas (wybacz,ale bedzie cytat):

            > potem przychodzi slub,
            > ciaza, MOJE dziecko i potrzeba stworzenia jednak rodziny. Takiej prawdziwej.
            > Wicie gniazda. Wszystko kreci sie wokool tej malej istotki, ktoora wlasnie
            > urodzilam. I maz potrzebny. A maz ma obowiazki.
            > No jak to obowiazki, jak moze miec inne obowiazki, przeciez ja jestem w
            > ciazy/urodzilo nam sie dziecko! MOJE i JEGO! Ja i nasze dziecko jestesmy >
            teraz
            > obowiazkiem!!!! Jego rodzina! A tamte dzieci mi go odbieraja wtedy kiedy ja i
            > MOJE dziecko go potrzebujemy!

            i coz, taka jest naturalna kolej rzeczy. ze geny, instynkty i twoje dziecko
            bedzie dla ciebie zapewne zawsze wazniejsze niz dziecko meza.
            ale popatarz z innej strony. ze strony tego pasierba. jak by na to nie patrzec,
            to ty (generalnie: macocha) pojawilas sie, nieproszona, w jego zyciu (czesto
            przyczyniajac sie do rozpadu jego rodziny) a
            nie ono (dziecko) w twoim. to do ciebie odszedl
            jego ojciec. to z toba mieszka, spedza kazdy dzien, swieta, wakacje a jemu
            dostaja sie ochlapy w postaci np. co drugiej niedzieli. to jego
            nowy brat lub siostra ma pelna rodzine i ojca na codzien. trzeba uwagi i
            dojrzalosci ze strony ojca, ktory potrafi wytlumaczyc, ze rozwiodl sie z
            matka a nie z nim i wciaz je kocha. a tymczasem pasierb ma coraz gorzej, nawet
            spotkania co stopniowo ograniczane, przy duzym udziale macoch
            (doskonala rada z macoch jak to zrobic: "następnym razem, kiedy Twój partner
            zabierze się
            do wyjścia na spotkanie z synem, daj mu Wasze dziecko. Niech tamto dziecko i
            Twój partner uczą sie, że w grę wychodzi kolejna osoba, którą muszą się
            zaopiekować. Może następnym razem tatuś juz będzie wolał zostać w domu niz
            utyskiwać się z pieluchami się z pieluchami po mieście"). ze juz nie wspomne
            machlojek z alimentami i testamentem (nie mowie, ze akurat ty tak robisz).
            ja rozumiem twoj wywod, jest poniekad naturalne, ze ty jako matka bedziesz
            zawsze preferowac swoje dziecko. ale dziecku z poprzedniego mazlenstwa dzieje
            sie _niezaprzeczalna_ krzywda, wiec do cholery jasnej nie wymagajcie litowania
            sie nad waszym losem czy stawiania wam pomnikow za szlachetnosc.
            • Gość: pysia-2 diab.lico IP: *.se.com.pl 25.02.04, 12:38
              Wiem o tym wszystkim, co mi napisalas. Wiem o tym, ze pojawilam sie w zyciu
              pasierboow nieproszona i tak dalej... Nie ja radzilam oddac dziecko, to moze
              nastepnym razem nie poojdzie w ogoole (to glupia rada wg mnie, a i autorce
              watku nie o taka rade chodzilo. W ogoole nie chodzilo jej o rade, tylko o
              wyzalenie sie, ze po urodzeniu dziecka potrzebuje rodziny, a ma wielorodzine).
              Gdybym o tym nie wiedziala, nie zdawala sobie sprawy z tego, w jakiej sytuacji
              sa dzieci z rozbitych rodzin, w ogoole nie czulabym potrzeby naprawy tej
              sytuacji. Na szczescie, albo na nieszczscie (zalezy od ktoorej strony patrzec)
              potrafie byc empatyczna.

              Tylko ze:
              To nie przeze mnie (podobnie jak w przypadku znakomitej wiekszosci dziewczyn z
              Macoch - wbrew pozorom) te dzieci znalazly sie w takiej sytuacji.
              I dopooki ja sie nie pojawilam, te dzieci roowniez mialy ojca co drugi weekend.
              Nie wprowadzilam wiekszej rewolucji w ich zycie... wlasciwie to wprowadzilam,
              ale na plus - teraz maja normalniejszego ojca, a nie wiecznie podpitego gnojka,
              ktoory sobie nie radzi z wlasnym zyciem.

              Ale do rzeczy.
              Ja protestowalam w tym watku tylko i wylacznie przeciwko jaskrawo swiecacym tu
              stereotypom.
              Wywlekliscie wiekszosc tych najgorszych wypowiedzi, bo wlasnie te z powodu
              swojej formy rzucily wam sie w oczy i uwazacie, ze jest ich tam wiekszosc. A to
              nieprawda.
              Slynny juz watek Naturelli o podarku dla ex zostal juz na kilku forach
              obrzucony blotem, a ja nadal nie pojmuje dlaczego.
              Bo ci, ktoorzy nigdy nie byli w danej sytuacji nie MAJA PRAWA wypowiadac sie na
              temat rooznych postepkoow tych, ktoore w danej sytuacji sa na co dzien.
              Wiekszosc z was nie ma pojecia jak to jest miec na karku kogos, kto miesza w
              waszym prywatnym zyciu. Ale krzyczec glosno na ten temat potraficie.
              A ja uwazam, ze podarowanie CZEGOKOLWIEK osobie, ktoora nie jest nam przychylna
              i na odwroot to wielki gest.

              Bycie w takim zwiazku to sprawa skomplikowana. Kazdy ma prawo do zalamania.
              Najczesciej sa to zalamania chwilowe, jakies watpliwosci na dany temat. Po to
              jest to forum. Zeby mozna bylo wejsc i wyrzucic to z siebie, a potem wroocic do
              codziennosci. Ale niestety zawsze znajdzie sie ktos, kto to potem wydlubie,
              dorobi do tego inna ideologie, rozbierze na czynniki pierwsze i przeanalizuje z
              subtelnoscia slonia, a potem wysmieje. W dodatku nie majac pojecia o czym
              moowi.
              A wypowiedzi z forum sa najczesciej ubarwione taka dawka emocji ze nie moga byc
              brane jako prawdziwe odzwierciedlenie zycia takiej macochy albo jej osobowosci.
              Bo kiedy w gre wchodza emocje, nic nie jest racjonalne.
              • diab.lica Re: diab.lico 05.03.04, 12:13
                >> Wywlekliscie wiekszosc tych najgorszych wypowiedzi, bo wlasnie te z powodu
                > swojej formy rzucily wam sie w oczy i uwazacie, ze jest ich tam wiekszosc. A
                to
                >
                > nieprawda.


                zajrzalam jeszcze raz, takich watkow jest tam wiekszosc. pomijam Viki, ktora
                pisze wprost. w wielu ta niechec do dzieci jest bardziej ukryta, ale jest.
                na przyklad (znowu bedzie cytat, z wypowiedzi jednej z sympatycznych macoch,
                ale nie do konca jednak takich fajnych)

                "Ola jak wspomniałam spędza u nas weekend. Z tym, że ja na ogół staram się tak
                to zorganizować, żeby była u nas jak najkrócej tzn najlepiej od soboty rano do
                niedzieli wieczór. Tylko jedną noc. Nie lubię kiedy Artur przywozi ją już w
                piątek wieczorem. Nigdy mu tego nie powiedziałam wprost ale zawsze staram się
                znajdowac jakieś w miarę rozsądne argumenty żeby jednak była od soboty rano."

                ten post jest bardzo typowy. macocha moze i dla dziecka mila, ale podstepnie,
                malymi kroczkami doprowadza powoli do rozluznienia sie kontaktow z ojcem. Ola
                kiedys wyczuje, ze nie jest milym gosciem, moze sam nie bedzie chciala
                przychodzic. tacie moze bedzie smutno, ale nie bedzie widzial zwiazku z
                zachowaniem nowej zony, bo ona udaje, ze pasierbice lubi. dlaczego Ola nie chce
                czesto przychodzic? najlepiej zwalic wszystko na eks i przyjac ze to ona Ole
                podburza. z czasem kontakty ojca z dzieckiem ogranicza sie do alimentow. z
                czasem ojciec dojdzie do wniosku, ze jego corka zostala podburzona przez matke,
                chce od niego tylko pieniedzy i nim sie nie interesuje. wtedy macocha ma szanse
                sfinalizowac dlugoletnie starnia i sprobowac wydziedziczyc pasierbice.
                ponosi mnie fantazja? nie jeden taki scenariusz juz widzialam w zyciu.



                > Slynny juz watek Naturelli o podarku dla ex zostal juz na kilku forach
                > obrzucony blotem, a ja nadal nie pojmuje dlaczego.

                ja pojmuje, bo gdy go przeczytalam to zaczelam sie tak smiac, ze maz pomyslal,
                ze zwariowalam. trudno uwierzyc, ze post ten pisala dorosla osoba.
                btw. o ile pamietam naturella poznala swojego meza jeszcze w trakcie trwania
                jego poprzedniego malzenstwa.

                > Wiekszosc z was nie ma pojecia jak to jest miec na karku kogos, kto miesza w
                > waszym prywatnym zyciu.

                skad wiesz?


                >
                > Bycie w takim zwiazku to sprawa skomplikowana.

                tja. tylko decydujac sie na tak zwiazek, nazley wiedziec, ze _nigdy_ nie bedzie
                sie mialo normalnej rodziny jak z mezczyzna bez zobowiazan. a nie naiwnie
                myslac, ze po slubie dziecko sie rozplynie.

                • justus100 Re: diab.lico 05.03.04, 13:48
                  "maz pomyslal, ze zwariowalam"
                  Ja też tak myślę
    • chris.b Re: Święte macochy? 23.02.04, 21:53
      No więc ja też sobie weszłam na to forum, żeby zobaczyć o czym piszesz. Przeczytałam kilka wątków, i chyba najbardziej to żal mi dzieci z poprzednich małżeństw, których tyle macoch nie znosci (wątek: czy jesteście szczere?)
      To że nie nie chcą kochać cudzych dzieci wcale mnie nie dziwi. Ale to że czują do nich aż taką niechęć...szkoda dzieci.
      • pysia-2 Re: Święte macochy? 24.02.04, 09:56
        Musisz wziasc poprawke na to, ze to forum stworzone jest po to, zeby mozna bylo
        wejsc, poradzic sie, wyzalic i zasiegnac porady w momencie, kiedy cos jest nie
        tak.
        Raczej nie wchodze tam po to, zeby powiedziec: mooj maz jest kochany, zrobil mi
        rano kawe i sniadanie, a jego coorka zrobila mi niesamowity prezent. Wtedy nie
        mam po prostu potrzeby opowiadania o tym, bo jestem szczesliwa.
        Wchodze tam wtedy, kiedy jest mi zle i potrzebuje wsparcia kobiet z podobna do
        mojej sytuacja. Bo to taka bezplatna terapia.
        Nie macie wgladu w cale nasze zycie. Nie wiecie jakie jestesmy na co dzien, jak
        naprawde dzien po dniu wygladaja nasze relacje z mezem, jego dziecmi. To, co
        jest tam napisane to najczesciej nasze najglebsze sekrety, nie wychodzace
        normalnie na swiatlo dzienne. Wiec nie oceniajcie!! To jest malutki wycinek z
        naszego zycia!
        A co do cytowania postoow niejakiej Wikki - nikt nie zauwazyl, ze jej poglady
        zostaly mocno potepione na naszym forum...
    • mae2003 Re: Święte macochy? 23.02.04, 22:55
      Miałam w swoim życiu do czynienia z macochą - mój ojciec kilka lat temu poszedł
      precz i ożenił się drugi raz z panią, którą poznał jeszcze wtedy, gdy był
      żonaty. Pani owa dawała mojemu ojcu cielęcinkę w słoiczku, żeby sobie w domu
      podjadł, sałatki, bo wstrętna żona go głodzi, a wstrętna córka go żyłuje z
      forsy. Systematycznie i uparcie wyciągała go za uszy z piekła, aż wyciągnęła
      nie wiedząc, nieszczęsna, że robi mnie i matce gigantyczną przysługę (my o tym
      też jeszcze nie wiedziałyśmy). Ciężko zapłaciła za nowego męża, bo wzięła sobie
      na kark alkoholika, łgarza, krętacza i bawidamka; bo mój tatuś zrobił jej ten
      sam numer, co mojej matce. Zabuliła za chęć odegrania roli zbawiciela i teraz
      nie będzie już taka znów hop do przodu, żeby przejąć cudzego męża. Prawdę
      mówiąc nie mam dla niej wiele współczucia, bo sama sobie ten los zgotowała,
      wściubiając nos w cudze życie. Ale to, o czym piszę, to moja osobista historia,
      a macocha macosze nierówna. Czym innym oczywiście jest sytuacja, kiedy mąż z
      odzysku rozwiódł się wcześniej, niż poznał drugą żonę. Wtedy jest człowiekiem
      wolnym i kropa. Pozostaje jedynie sprawa dzieci, ale to insza inszość.
    • hop_angel Re: Święte macochy? 24.02.04, 10:28
      Do wszystkich zainteresowanych:
      Po pierwsze jestem macochą i wcale nie ukrywam, że stereotyp, który funkcjonuje
      w społeczeństwie, związany z tym pojęciem jest dla Nas często bolesny. A wynika
      z niewiedzy i mitu o biednym kopciuszku oraz złej królowej, która nie zważała
      na dobro biednego dziewczęcia a jedynie na swoje własne. Nie będę analizować
      całego mechanizmu psychologicznego, który jest w tej bajce a oparty na prostej
      zazdrości, która nie obca jest macochom również w obecnych czasach. To, że
      poznałam męża 10 lat po rozstaniu z byłą żoną i że mam świetne relacje z jego
      córką, co sobie jedynie i jemu zawdzięczam nie zmienia faktu, ze również
      poczułam sie dotknięta generalizowaniem wszystkich macoch. Jedyne co chcę
      napisać w sparwie tak krytykowanych zachowań to to, że świadomość poślubienia
      faceta z przeszłością i z dzieckiem/ dziecmi nie oznacza automatycznie miłości
      do nich jak to sie niektórym wydaje tak jak nie musimy kochać czy lubić
      rodzeństwa współmałżonka czy jego rodziców. I chociaż kawały o teściowych są
      często równie niewybredne to jednak nikt nie kwestionuje prawa synowych czy
      zięciów do złych uczuć względem teściowych natomiast dzieci powinniśmy
      automatycznie lubić i tolerować wszelkie zachowania jakie się pojawią no bo
      przecież jesteśmy dorosłe, widziały gały co brały etc. Nie zgadzam się z tym.
      Wiele zależy tu od mężczyzny i jak on rozwiąże sprawę ewentualnych kontaktów
      macochy z dzieckiem i pewnie,że lepiej by było, gdyby te relacje były co
      najmniej obojętne ale życie pisze różne scenariusze. A matki tych dzieci,
      niezależnie od tego czy zostały porzucone czy to one odeszły, czy mają innego
      partnera czy nie wielokrotnie wcale nie ułatwiają życia macochom a tym samym
      ich dzieciom, ponieważ odpowiednia inwigilacja wynikająca z zazdrości o pozycję
      w oczach dziecka też robi swoje. I tu również pojawia się problem zazdrości. No
      ale matka jak to matka polka może wszystko. Również w sparwie finansów. Ja
      natomiast nie uważam za odpowiednie i nie pochwalam zachowań gdzie kosztem
      dziecka drugie żony czytaj macochy chcą zadbać o swoje interesy ale również nie
      będę tolerować nieuzasadnionych i wyimaginowanych potrzeb ex, które pod
      płaszczykiem dobra dziecka próbuje wynegocjować dla siebie często w mało
      elegancki sposób. I tak oto punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      • justinka_s Re: Święte macochy? 24.02.04, 12:49
        bardzo ale to bardzo ciekawy temacik
        noo cóż babo rozpętałaś wojnę, ale ja jestem z Tobą
        nie czytalam wszystkich wypowiedzi, bo za długo, ale chyba ktoś tu pomylił
        wiele spraw
        baba napisała o macochach ( a raczej chodziło o te drugie żony, kochanki itp)
        które rozbiły małżeństwa, związki itp,
        nie wrzucała nikogo do jednego wora, bo pisałą o wyjątkach
        nie pisała o kobietach związanych z facetem 2, 3. 5 czy 7 lat po rozwodzie czy
        odejściu żony
        a co do opisów na macochach to do Pysi, napisalas generalnie epitety
        lecą :suki, szmaty, ścierwy itp, wiesz...ja nigdzie tego nie przeczytałam, noo
        może raz jak dziewczyna która przyznałą się do rozbicia związku powiedziała, ze
        za taką uważają ją bliscy
        a do Capa Negra...piszesz, ze ta trzecia to zazwyczaj skutek a nie przyczyna, a
        ja sądze odwrotnie a dlaczego? bo facet który ma tak źle z żoną dopóki nie
        poznał kochanki w wielu przypadkach był z żoną a jak pojawiła się trzecia to
        odszedł, to już nie skutek to przyczyna, skutkiem jest wtedy gdy facet odejdzie
        od żony a potem pozna inną, czyż nie tak???
        wiec o czym tu piszemy? o kobietach rozbijających czyjeś życie i bardzo lubię
        gdy odpowiadający trzymają się tematu a nie wybiegają w bok

        • mikawi Re: Święte macochy? 24.02.04, 12:57
          przepraszam ale ja nie znalazłam w wypowiedzi Kuku że chodzi o te macochy,
          które niegdyś rozbiły rodziny swoim pasierbom, tylko o macochy, więc nie
          dokładaj teraz "co poeta miał na myśli" bo to co Kuku napisała - jest aż nadto
          wyrwaźne i nie potrzebuje dodatkowych wyjaśnień i interpretacji post factum
        • capa_negra Re: Święte macochy? 24.02.04, 13:48
          Do tej pory justinko nie miałam problemu z rozumieniem slowa pisanego i jak mi
          sie wydaje dalej nie mam , ale poczytajmy :
          Piszesz:

          baba napisała o macochach ( a raczej chodziło o te drugie żony, kochanki itp)
          > które rozbiły małżeństwa, związki itp,

          a teraz zobaczmy co napisala baba:
          Sam tytuł Świete macochy
          Macochą może być i wdowa i ta co poznała rozwodnika długo po rozwodzie , a ty
          ja tłumaczysz, że chodziło o te kobiety , które walnie przyczyniły sie do
          rozbicia małżeństwa - no cóż zapewne częśc macoch sie przyczyniła, ale nie
          wszystkie - może wiec bardziej byłby na miejscu tytuł Świete kochanki, albo
          lepiej ladacznice??
          Tym bardziej, ze nie każda 2 zona zostaje macocha, a tym bardziej nie każda
          kochanka
          I co mamy dalej w poście baby:

          Weszłam sobie ot tak na prywatne forum macochy. Z czystej ciekawosci, bo
          temat mnie nie dotyczy. I co takiego przykuło moją uwagę? Otóż z
          wypowiedzi "macoch" jasno wynika, że zadna z nich (no, może ze dwie sie
          przyznały) rodziny NIE ROZBIŁA! Że albo poznała faceta w już trakcie rozwodu,
          albo "między nimi i tak nie było dobrze" a ona była tylko "katalizatorem",
          albo... ze to nie jej wina, bo facet jakby nie chciał, to by od rodziny nie
          odszedł - pomijajac dyskretnie swoją pomoc w podjęciu przez faceta tej
          decyzji. Ciekawe... odniosłam wrażenie, że te "trzecie" to anioły, które
          zjawiły sie w samą porę, żeby biednego żonatego wyrwać z dna piekła...

          Czyli jakby nie patrzec tytul powinien byc faktycznie świete kochanki bo baba w
          tym poście poszła po prostej i wyszła z założenia, że każda macocha to była
          kochanka , ktora bezpośrednio swoja ingerencja rozwaliła szczęśliwe małżeństwa
          a teraz dodatkowo głupio się tłumaczy

          Teraz odnosząc się do twoich słow do mnie - mam wrażenie , że niedokładnie
          przeczytałeś mój post do którego sie odnosisz.
          Trzecia nie może być przyczyną jeśli w małżeństwie w miare gra ( idealnych
          raczej nie ma ) , jesli gra troche mniej to może zdarzyc sie romans czy skok w
          bok, ale do rozwodu to jeszcze daleka droga..
          Musi bardzo nie grac w małzeństwie i pracuja na to obie strony i musi bardzo
          boleć, żeby zdecydowac sie na rozwód.
          Przyczyna jest brak porozumienia w związku , brak miłości i wspólnych celów,
          brak zrozumienia swoich potrzeb - reszta jest tylko skutkiem osobiście
          popełnionych błędów
          Do tego trzeba miec wiele wiary w ludzi, żeby zdecydowac sie na kolejny związek
          Oczywiście nie rozmawiamy tu o skrajnych zachowaniach i osobach które
          maja "sportowe" podejście do tematu.
          Tak jak napisalam wcześniej - jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, mój
          facet ma rozwód za soba, a ja dwa 7-8 letnie związki nie zakończone rozwodem,
          bo nie poprzedzone slubem - mam wiec temat "przerobiony" na wszystkie strony.
          I uwierz mi odejcie od osoby z którą zyjesz lata pod wspólnym dachem to nie
          jest takie hop siup i jesli w związku jest w miarę i żadna ze stron "nie ma
          sportowego" podejścia do zycia, a do tego sa dzieci to ani krótka spódniczka
          jednej stronie, ani zgrabny meski tyłeczek drugiej nie jest w stanie na tyle
          zawrócic w głowie, że porzuci całe swoje dotychczasowe zycie.

          Tak wiec będę sie upierac że ta trzecia/trzeci jest skutkiem "wypracowanym"
          przez małżeństwo czy konkretny związek.
          • justinka_s Re: Święte macochy? 24.02.04, 14:06
            masz rację mikawi w temacie nie ma o osobach rozbijających, ale w treści
            dalszych wypowiedzi tak, a może ja za dużo czytam?
            a co do przyczyn odchodzenia męża...
            Capa Negra piszesz tak pięknie tłumacząc porzucenie, ja w to nie wierzę, dla
            mnie istnieje ta "falszywa moralność" którą zarzucila mi jedna z macoch, bo ja
            nie posunęlabym się do zwiążku z żonatym facetem, który mieszka z żoną, który
            ma dzieci, mógłby mi wmawiać ile chce, ze zona jest wredna itp
            jeżeli tak mu z nią źle niech odejdzie ale czy od razu do kochanki?
            najpepszym zaprzeczeniem Twoich słów jest mój przypadek, mąż nagle
            odchodzi...dlaczego go pytam, nie umie odpowiedzieć ale umie powiedzieć, że ze
            mną mu bylo najlepiej, gdzie móglby tak mnieć jak ze mną itp, na pytania co nie
            grało mu? nie wiem, grało wszystko, palnął głupotę poprostu z której nie było
            powrotu wg niego
            więc co teraz , czy powiesz, ze kochanka nie byla przyczyną? skutkiem
            byla...tylko czego? dziecka i obowiązków, a nawet gdyby przechodził ze mną
            kryzys i ukrywal to, to sory, ale to nie powód odejścia
            • capa_negra Re: Święte macochy? 24.02.04, 14:18
              Justinko poprostu twoj mąz ( były) okazał sie wybacz zwyczajnym dupkiem.
              Ja pisze o sytuacjach, kiedy sa widoczne symptomy rozpadu zwiazku a mimo to
              strony nic nie robia w celu ratowania go.
              Wierzę , ze sa takie sytuacje jak twoja kiedy odejście męza z domu jest
              totalnym zaskoczeniem, ale będe sie upierac ze przewaznie nie.
              Przeważnie któras ze stron wychodzi z założenia, że ta druga nie odwazy się,
              albo ze nie ma dokąd póśjć etc.
              Mój były testował moja wytrzymalość prze 8 lat i w dniu w ktorym poprosiłam o
              zwrot kluczy i wykreslilam z mojego zycia nie mógl w to uwierzyc.
              Dodam, ze rozstając sie z nim wciąz go bardzo kochałam.
              Ile osób tyle przypadków
            • Gość: fm Kto broni macoch?? IP: *.prw.pl 24.02.04, 14:19
              No kto? Macochy!!! W 90-ciu procentach.Dość symptomatyczne, nie?A argument
              zarzucający generalizację problemu jest śmieszny. Zaczynając rozmowę nie musi
              nikt raczej pisać ,że są wyjątki , że nie wszystkie macochy itd. bo to jest
              jasne OD RAZU. Każdy powyżej poziomu krewetki pojmie, że sprawa dotyczy częśći
              osób , a nie wszystkich. Robienie takich zastrzeżeń konieczne jest tylko w
              rozmowie z dziecmi.pzdr.
              • Gość: gość Re: Kto broni macoch?? IP: *.gazomet.pl 24.02.04, 14:36
                Pytanie z poziomu krewetki, jeśli ktoś twierdzi, że, cytuję:
                Otóż z
                wypowiedzi "macoch" jasno wynika, że zadna z nich (no, może ze dwie sie
                przyznały) rodziny NIE ROZBIŁA! Że albo poznała faceta w już trakcie rozwodu,
                albo "między nimi i tak nie było dobrze" a ona była tylko "katalizatorem",
                albo... ze to nie jej wina, bo facet jakby nie chciał, to by od rodziny nie
                odszedł - pomijajac dyskretnie swoją pomoc w podjęciu przez faceta tej
                decyzji. Ciekawe... odniosłam wrażenie, że te "trzecie" to anioły, które
                zjawiły sie w samą porę, żeby biednego żonatego wyrwać z dna piekła...

                To gdzie tu jest ujęta ta część co z dna piekła nie wyrywała, ani niczego nie
                rozbijała.

                Osobiście mam wrażenie, że sam temat dyskusji powinien brzmieć nie "Święte
                macochy", ale te "Wredne drugie żony, anioły pierwsze żony" :)))

                Wredna druga żona


                • Gość: fm Re: Kto broni macoch?? IP: *.prw.pl 24.02.04, 14:43
                  Częściowo w domyśle jest zawarta , częściowo napisane. Nie-krewetka pojmie.
                  No , ale jesteś drugą żoną...tak jak pisałem , to wiele tłumaczy...
                  • Gość: gość Re: Kto broni macoch?? IP: *.gazomet.pl 24.02.04, 14:52
                    ??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

                    Krewetka-wredna druga żona.

                    P.S. O, rany nareszcie wiem jak tłumaczyć swoje braki - JESTEM DRUGĄ ŻONĄ!!!!!
                    HIP HIP HURRRA.
                    Jakże ja Ci się odwdzięcze za oświecenie mnie????
                    • Gość: fm Re: Kto broni macoch?? IP: *.prw.pl 24.02.04, 14:55
                      Daj pasierbom na loda...:)
                      • Gość: gość Re: Kto broni macoch?? IP: *.gazomet.pl 24.02.04, 15:02
                        Intencją było mnie urazić czy rozbawić?!
                • pysia-2 A ja juz w ogoole nie rozumiem... 24.02.04, 14:45
                  ... ani tego w jakim celu ten watek zostal zalozony, ani tego w jakim kierunku
                  zdaza dyskusja i po co kogos przekonywac do swoich racji, skoro kazdy ma swoje
                  racje i swiecie w nie wierzy.
                  Poza tym to wylapywanie rooznych stwierdzen i odwolywanie sie do nich powoduje
                  jedynie powstawanie wielkiej piramidy myslowej z pietnastoma watkami gloownymi
                  i setka pobocznych. Do niczego to nie prowadzi.
                  Mysle, ze warto zakonczyc temat z takim podsumowaniem:
                  Sa ludzie dobrzy i ludzie zli. Zawistni i szczerzy. Mili i niemili.
                  Drapieznicy, pasozyty i altruisci. I to raczej od tych cech nalezy wychodzic z
                  jakakolwiek krytyka, a nie od statusu, jaki dana osoba reprezentuje.
          • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 16:44

            TO NIE BYL MOJ POST !!!!!!!!!!!!!
            Ktos mnie myli z Kuku!
          • chalsia Re: Święte macochy? 24.02.04, 20:01
            > I uwierz mi odejcie od osoby z którą zyjesz lata pod wspólnym dachem to nie
            > jest takie hop siup i jesli w związku jest w miarę i żadna ze stron "nie ma
            > sportowego" podejścia do zycia, a do tego sa dzieci to ani krótka spódniczka
            > jednej stronie, ani zgrabny meski tyłeczek drugiej nie jest w stanie na tyle
            > zawrócic w głowie, że porzuci całe swoje dotychczasowe zycie.

            Też niekoniecznie. Byłam z facetem 16 lat. Mniej więcej w połowie rozstalismy
            się (on). Po czym po roku prawie wróciliśmy do siebie. Potem ślub,etc.
            I w pewnym momencie dla eksa przestało "grać". A przestało grać, gdy ja nie
            mogłam być dla niego taka jaka byłam przez lata, bo "zagłębiłam" sie w siebie
            (problemy z ciążą, poronienia, potem ciąża) i widać nie był wystarczająco
            (czyli tak jak wcześniej) na topie u mnie. On też robił się bardziej
            egoistyczny. Czarę przepełniła ciąża i narodziny dziecka (wiadomo - wywraca
            świat do góry nogami). I jestem przekonana, że gdyby nie ta trzecia, to
            mielibysmy szansę to poprawić, zmienić, uratować (bo przecież przez te 16 lat
            mieliśmy kryzysy i jakoś się udawało).
            A decyzję o rozwodzie podjęłam ja w jakiś czas po tym jak się wyniósł. On nawet
            o tym nie mówił, nie myślał chyba.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
          • Gość: baba Do capa negra IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 20:47

            Piszesz o uwaznym czytaniu, a przypisujesz mi cudzy post i co za tym idzie,
            cudze poglady.
            Co do Twojej wypowiedzi :
            Moze rzeczywiscie to byla przesada i dyskutanckie zacietrzewienie uwazac kazda
            trzecia pania, ktora sie pojawia drapieznikiem. sa malzenstwa, gdzie ludzie po
            poczatkowym zafascynowaniu odkrywaja, ze maja ze soba za malo wspolnego, zeby z
            tego malzenstwa cos wyszlo, ale sa ze soba liczac, ze sie cos zmieni, pojawia
            sie dziecko, potem pani- ta para i tak by sie rozstala. Niekiedy trzecia pani w
            ogole na rozwod nie nalega.
            Rozne sa zyciowe sytuacje.
            Ale prawda jet rowniez, ze facet bedacy w calkiem dobrze funkcjonujacym
            zwiazku moze totalnie zglupiec dla powabnej laski i otrzezwiec za pozno.
            A naprawde czesto sie zdarza, ze malzenstwo ma problemy, ktore by sie dalo
            powoli rozwiazac, gdyby sie nie pojawila pani odbierajaca motywacje do
            przezwyciezania trudnosci (po co naprawiac stare, jak nowe jawi sie tak
            atrakcyjnie?).
            To kobiety, ze wzgledu na dzieci glownie, maja wieksza motywacje do walki o
            zwiazek- sa na straconej pozycji, gdy pojawia sie osoba, z ktora zycie wydaje
            sie rajem.
            Tak, drapieznic nie jest malo...
            Pzdr
            • capa_negra Do baby 25.02.04, 07:47
              Masz racje babo zapędziłam sie , ale dużo cie w tym watku wiec moze dlatego:-)
              Przepraszam za pomyłke.
              Mysle nad tym co napisałas.
              W sytuacji która opisałas na końcu jest pewne ale .
              Pojawiająca sie pani nie pojawia sie jak syrena z odmentów tylko wiarołomny mąz
              tez ma tu swój nie mały udział.
              Faktem jest , że może gdyby nie był odpowiedno zachęcony to albo sprawa
              rozwijałaby sie wolniej albo wcale i rzeczywiście tu jest duzo winy tej
              trzeciej.
              Są tez sytuacje takie jaka przeszla moja znajoma - poznała faceta, prawie
              równolatka w barze.
              Po półroku kiedy dziewczyna zdąrzyła sie juz dobrze zakochać przyznal sie ze ma
              zone i dziecko... i żeby to chociaz była prawda...Owszem mial zonę tylko ze
              dziecko to mu sie wtedy urodziło......trzecie.
              Ale o tym znajoma to sie dowiedziała dopiero po upływie kolejnego roku...
              O co mi chodzi w tym przykładzie - o to że jest mocna tendencja do obwiniania
              głownie tej trzeciej, a jakby była pomijana rola chlopa w tym wszystkim.
              Ja wiem powiadają, ze chłop ma zaledwie 1,5 komórki mózgowej i to go tłumaczy
              ba chyba nawet daje prawo do robienia głupot w ogólnym mniemaniu.
              Poprostu mnie wkurza jak w sytuacji powstania trójkata wszystkiemu jest winna
              tylko i wyłacznie ta trzecia.
              A najbardziej zainteresowani czyli małżeństwo zupełnie nie widzą swoich
              cegiełek które uparcie dokładali niejednokrotnie latami i niejednokrotnie
              funkcjonując w otoczeniu jako bardzo udany związek.
              I tak sie rodzi stereotyp zawsze kryształowej zony, mężą łajdaka/ albo mu
              chwilowo rozum odebrało i kochanki harpii.
              Tylko ja mam cały czas watpliwości, bo gdyby ten zwiazek był tak naprawe dobrze
              funkcjonujący to sumujac wszystkie chwilowe kłopoty + glupote chłopa ta trzecia
              byłaby w stanie jedynie zrobic ryse / i to jakby chłop otrzeźwiał to byłby ja w
              stanie na tyle zatuszować, zeby nawet zona nie zauwazyła/ a nie rozwalic puch
              podobno dobrze funkcjonujący związek z chwilowymi problemami.
              Mam za soba 2 dlugie zwiazki i z reka na sercu musze przyznać, że to ze w tym
              że sie rozpadły i ja mialam swój udział.
              Tylko że ta "wiedza" przychodzi z czasem , kiedy minie pierwsza złośc i zal po
              rozstaniu i kiedy czlowiek znajdzie sie w sytuacji której wcześniej nie był w
              stanie zrozumiec.
              Do jednego z moich partnerow mialam wielkie pretensje, ze poswieca mi zbyt malo
              czasu, wręcz zarzucalam mu ze nie jest prawdą że ma tyle zając, ze nie potrafi
              sie zorganizowac i dlatego siedzę cały dzień sama w domu, że nic nie mozna
              zaplanowac bo nie wiadomo co jemu "wypadnie" łacznie z tym że zaczynaly mi sie
              kotłowac myśli "a może mnie zdradza"
              I cóż w ktorymś momencie tak żeśmy sie zapetlili ze pozostało sie rozstać.
              Zycie toczy sie naprzód i stało sie tak ze ja znalazłam sie w sytuacji "braku
              czasu"i dopiero po latach przekonalam sie , ze wcale nie byłam taka
              kryształowa i ze wcale nie mialam racji i że chłop miał prawo miec dośc pewnych
              sytuacji.

              I dlatego będe się cały czas upierać,że zeby pojawila sie ta trzecia i stała
              impulsem do zmiany to błąd musi tkwic najpierw w zwiazku.
              • Gość: baba Re: Do baby IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 09:54

                Zgadzam sie, zycie ucieka stereotypom.
                Mysle, ze nasze poglady sa bardzo mocno ksztaltowane przez to, co widzimy
                blisko. Poniewaz moje obserwacje byly jednostronne i jednostkowe (mocno
                napalona interesujaca pani + oglupialy chlop po czterdziestce + zalatana zona z
                trojgiem dzieci), nie mialam prawa uogolniac.Zgadzamy sie, ze drapieznice
                istnieja, ale ja Twojej znajomej nie zaliczylabym do nich- padla ofiara wlasnej
                naiwnosci i braku silnej woli- to ten facet polowal na fascynujaca przygode na
                boku.

                Bledy popelniaja obie strony, tez to niedawno dopiero zobaczylam.
                Tak na marginesie opisanej przez Ciebie historii, to wydaje mi sie, ze to nie
                brak czasu zadecydowal, tylko brak umiejetnosci komunikowania sie.
                Mam nadzieje, ze teraz bedziesz szczesliwa :-)

                pzdr
                • capa_negra Re: Do baby 25.02.04, 10:29
                  Tez mam nadzieje ze będę szczęsliwa.
                  A w opisywanym przypadku mam wrażenie ze nie tyle zawinił brak komunikacji co
                  inne cele- jesli cele w zyciu sa rozbiezne to i czas poświęcany na ich
                  realizacje nie jest wspólny.
                  Teraz mamy wspólne cele i wierze ze sie nam uda.
                  Za 2 m-ce ślub wiec bedzie okazja sie przekonać :-)
                  pozdr.
    • Gość: Ziouta Re: Święte macochy? IP: *.opgk.krakow.pl 24.02.04, 14:10
      A ja będę macoszką, i wiecie co nie macie zielonego pojęcia o czym piszcie,
      każy ale to każdy przypadek jest inny. Czy dlatego ze mój facet ma za sobą
      nieudane małżeństwo ma żyć dokońca w samotności , nie może się związać z nikim?
      Kiedy kobieta zostaje porzucona a w jej życiu pojawia się nowa osoba patrzymy
      na niego z podziwem-bo odważył się związać z Nią, a my kobiety te „drugie” w
      ich życiu. Od razu następuje zaszufladkowanie nas jako te złe rozbijaczki
      małżeństw, kochanki, chrapie polujące na cudzego faceta na jego majątek...I
      właśnie po to mamy to małe nasze forum ,a że żalimy się tam to normalne, gdzieś
      musimy w realu nie możemy sobie na to pozwolić, a dzięki temu forum uczymy
      się walczyć o nasze związki i może dlatego są szczęśliwsze a tego możecie nam
      zazdrościć.
      • justinka_s Re: Święte macochy? 24.02.04, 14:17
        w sumie temat spadł na różne podtematy
        ale wyraże się ostatni raz tu o forum macochy, naprawdę czuje się tam zawiśc
        wobec eks, często ich dzieci, zaciętośc wobec alimentów , podziałów majątku itp
        i zazwyczaj jest tak, że większośc wypowiadających rozumie piszącą, tłumaczy
        jej, tłumaczy ją i jego, a rzadko eks
        a jak znajdzie się kontrowersyjny temat tak jak tu to szuka się dziury, łapie
        sie za słowa,docina się itp
        taką przeciwnością ( w przenośni) jest forum samotne, pewnie dlatego że należe
        do tych samotnych mam nieobiektywne zdanie, ale tam rzadko się słyszy, ze next
        jest taką czy owaką, nie rzuca się epitetami, wieje tam smutkiem , żalem
        tęsknota i problemami, bo samotne macierzyństwo jest ciężkie
        powiedzcie, dlaczego tam nie ma tyle zaciętości, zemsty, wyzwisk, ostrych słów,
        rad jak zrobić next coś zlego, jak udupić eksa itp
        a to zdanie nie tylko moje,
        z poważaniem dla macoch ale i trzecich które nie rozbijały związków, mają
        szacunek dla eks, ich dzieci a przede wszystkim...umieją się postawić w
        sytuacji tej drugiej

        • Gość: gość Re: Święte macochy? IP: *.gazomet.pl 24.02.04, 14:25
          taką przeciwnością ( w przenośni) jest forum samotne, pewnie dlatego że należe
          > do tych samotnych mam nieobiektywne zdanie, ale tam rzadko się słyszy, ze
          next
          > jest taką czy owaką, nie rzuca się epitetami, wieje tam smutkiem , żalem
          > tęsknota i problemami, bo samotne macierzyństwo jest ciężkie
          > powiedzcie, dlaczego tam nie ma tyle zaciętości, zemsty, wyzwisk, ostrych
          słów,
          >
          > rad jak zrobić next coś zlego, jak udupić eksa itp


          czyżby?!!
        • Gość: ania [...] IP: *.gurnet.myslenice.pl.eu.org / *.internetdsl.tpnet.pl 24.02.04, 15:07
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • pysia-2 Re: Święte macochy? 24.02.04, 15:29
            Wow! Co za elokwencja i ogrom powalajacych argumentoow!
            Ja jestem ze wsi.
            I co? Mam juz tera biec do psychoanalityka, coby mi podreperowal moje poczucie
            wartosci i zmienil swiatopoglad na mniej zasciankowy?
          • Gość: Kuku Re: Święte macochy? IP: *.chello.pl 24.02.04, 15:31
            Widze, że namnozyło się tu za dużo niedomówień - co do tytułu wątku i jego
            treści. Wyjaśniam więc, żeby uciac spekulacje i czepianie się słówek.
            Tytuł wątku "Święte macochy" nie jest wg mnie tutułem obraźliwym, tylko
            ironicznym. Ironia ta wynika z moich spostrzeżeń podczas czytania tamtego forum
            i nie jest, na szczęście, na TYM forum zabroniona.
            Macochy. To po prostu nazwa forum. I treść postu to wyjaśnia, więc nie wiem,
            skąd to oburzenie i doszukiwanie się w tym słowie obraźliwych treści. W końcu
            same sie tak nazwałyście... Mogłam to słowo wziąć w cudzysłów, ale słyszłam, że
            jest jakieś inne forum "macochy " i wolałam tego nie robić. Gdybyście nazwały
            się konkubiny czy jeszcze inaczej, takiego właśnie słowa bym uzyła (BTW. wiem,
            że macochą można zostać takze w inny sposób, ale nie o takie panie mi
            chodziło :)
            Co do uogólniania - niestety, 80-90% Waszych postów trąci jednym duchem, jakim,
            przeczytajcie cały wątek. Nie chciałabym miec takiej macochy jak większosć z
            Was. A skoro, jak zapewniacie, weszłyście w posiadanie waszych facetów
            legalnie, nie odbierajac ich żonom i dzieciom, to skąd tyle jadu i nienawiści i
            kombinowania, jakby tu urwać jak najwięcej dla siebie?
            Przeciez wszyscy się kochają i graja fair? A nie, nie wszyscy. Wy jesteście w
            porządku, a dzieci i eksżony waszych facetów to... (po epitety odsyłam na wasze
            forum, drogie macoszki :)))
            • psychoanalityk Re: Święte macochy? 24.02.04, 15:35
              Gość portalu: Kuku napisał(a):

              > Widze, że namnozyło się tu za dużo niedomówień - co do tytułu wątku i jego
              > treści. Wyjaśniam więc, żeby uciac spekulacje i czepianie się słówek.
              > Tytuł wątku "Święte macochy" nie jest wg mnie tutułem obraźliwym, tylko
              > ironicznym. Ironia ta wynika z moich spostrzeżeń podczas czytania tamtego
              forum
              >
              > i nie jest, na szczęście, na TYM forum zabroniona.
              > Macochy. To po prostu nazwa forum. I treść postu to wyjaśnia, więc nie wiem,
              > skąd to oburzenie i doszukiwanie się w tym słowie obraźliwych treści. W końcu
              > same sie tak nazwałyście... Mogłam to słowo wziąć w cudzysłów, ale słyszłam,
              że> jest jakieś inne forum "macochy " i wolałam tego nie robić. Gdybyście
              nazwały
              > się konkubiny czy jeszcze inaczej, takiego właśnie słowa bym uzyła (BTW.
              wiem,
              > że macochą można zostać takze w inny sposób, ale nie o takie panie mi
              > chodziło :)
              > Co do uogólniania - niestety, 80-90% Waszych postów trąci jednym duchem,
              jakim,
              > przeczytajcie cały wątek. Nie chciałabym miec takiej macochy jak większosć z
              > Was. A skoro, jak zapewniacie, weszłyście w posiadanie waszych facetów
              > legalnie, nie odbierajac ich żonom i dzieciom, to skąd tyle jadu i nienawiści
              i
              > kombinowania, jakby tu urwać jak najwięcej dla siebie?
              > Przeciez wszyscy się kochają i graja fair? A nie, nie wszyscy. Wy jesteście w
              > porządku, a dzieci i eksżony waszych facetów to... (po epitety odsyłam na
              wasze
              > forum, drogie macoszki :)))

              Kuku tu masz chyba kuku na muniu. Idz sie leczyc bo cos ci sie wszystko
              pomyrdalo.
              • Gość: Kuku Re: Święte macochy? IP: *.chello.pl 24.02.04, 15:53
                Kuku na muniu?
                No no no - to dopiero psychoanaliza... chyba zapisze się do ciebie na
                psychoterapię


            • Gość: bercikova Re: Święte macochy? IP: *.biaman.pl 24.02.04, 19:17
              Te epitety na FM to samodzielnych intrygi nazwane przez macochy "po imieniu" a
              samodzielne biedne oszukane nazywają to "dobrem dzieci" Przeciez nie powiedzą
              publicznie , że boli ich szczęście ich byłych partnerów bo to nie honor, ale
              wszystko knują niby dla dobra swych pociech.Robią z nich karty przetargowe i
              myślą, że tego nikt nie widzi zaślepione jadem i nienawiścią . Poczytajcie
              drogie samodzielne forum Macochy, tam opisane jest to ,co ukrywacie pod
              płaszczykiem "dobro dzieci"Śpiewka stara jak świat.
        • Gość: Bercikova Re: Święte macochy? IP: *.biaman.pl 24.02.04, 15:28
          Może zróbcie ranking samotnych matek które z was były bardziej pomysłowe w
          knuciu intryg i zatruwaniu życia swoim byłym partnerom kiedy oni zaczęli
          układać sobie życie z nowa partnerką
          Tylko pewnie głupio tak pisać o sobie
          Oczywiście nie dotyczy to TEJ MNIEJSZOŚCI która tego nie robiła i obdarzyła
          szcunkiem nowy związek byłego partnera
    • hop_angel Re: Święte macochy? 24.02.04, 15:42
      Brawo Bercikowa,

      Jak to miło popatrzeć jak to się nie widzi belki we własnym oku a źdźbło u
      innych. Ciekawe tylko dlaczego w temacie wypowiadają się głównie osoby tonem
      krytykujacym, które nie mają żadnego doświadczenia, chyba, że w krytykowaniu i
      to od nas zieje jadem???????????//. Dogie Panie jadem to zieje od osób, które
      założyły ten wątek i innym im przyklaskujacym. /a co do kwestii, że forum
      samotnych jak to określiła justinka jest takie kryształowe pozwolę sobie
      przypomnieć przepychanki domali z niejaką kamilą 777, gdzie ta druga jest "eks"
      i to tym jadem posłużyła się, żeby swoje jakieś kompleksy czy inne tego typu
      wywlec na światło dzienne. I to wszystko właśnie działo sie na forum
      samodzielnych ale przecież to niemożliwe ;)
    • hop_angel Re: Święte macochy? 24.02.04, 16:03
      I chciałam ci napisać Justinko_s, że nie jesteś obiektywna jak to okresliłaś na
      forum macochy, choćby z racji sytuacji, w której się znalazłaś. A do wszystkich
      pozostałych, krytykujacych te jędze czy zdziry, które rozbiły małżeństwa mam
      takie dictum:
      Mąż to nie jest towar deficytowy, który można ukraść po wpływem impulsu. Mąż to
      człowiek, który czuje i myśli, a że są wśród nich niedojrzałe typki to już inna
      strona medalu. I żadna kobieta co rozbiła w waszym mniemaniu związek na siłę go
      do tego nie zmusiła, przeciez go nie zgwałciła. Każda zdrada jest udziałem
      dwóch osób a szczególnie taka, która kończy sie zmianą partnera. Tylko na kogoś
      muszą spaść gromy i ta osoba jest najczęściej ta trzecia. kolejny stereotyp.
      • ziouta Re: Święte macochy? 24.02.04, 16:19
        A tak pyzatym woli wyjaśnienia ,to macochy nie są tymi trzecimi i większość z
        nas nigdy nimi nie była o ile już to drugimi żonami partnerkami ale nie
        trzecimi to nie jest forum kochanek
    • chalsia Re: Święte macochy? 24.02.04, 20:12
      Jak na bazarze. Wszyscy mówią na raz i o wszystkim. Nikt nikogo do niczego nie
      przekona. Wątków 150. Duza część na temat tego co "autor poprzedniego" miał na
      myśli. Oczernianie się. Albo jeszcze gorzej - wrzucanie sobie od wsiochów.
      Przykre :-(

      A w kwestii formalnej - używanie słowa "katalizator" w niniejszym kontekście
      obłożone jest prawami autorskimi. ;-)

      Pozdrawiam
      Chalsia
      • Gość: baba Re: Święte macochy? IP: *.acn.waw.pl 24.02.04, 20:21

        Zgadzam sie.
        Malo, ze przypisano mi mnostwo pogladow, ktorych nie podzielam, bo sie
        wyczytalo w poscie tylko to, co sie chcialo wyczytac, to na dodatek pomylono
        mnie z inna osoba :-((
        Czytajmy uwaznie posty adwersarzy- przynajmniej po to, zeby porzadek byl...

        Pozdrawiam wszystkie fajne macochy
        • capa_negra babo daj spokoj !!! 25.02.04, 07:51
          przeprosiłam parę postów wczesniej - mam sie kurde zacząć czołgać?? :-)))
          • Gość: baba Re: babo daj spokoj !!! IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 09:55

            Popatrz na daty :-)
      • Gość: ????????? Re: Święte macochy? IP: *.gurnet.myslenice.pl.eu.org / *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 08:52
        chalsia jestes stara szmata z pogladami suki
        • Gość: pysia-2 Do ??????????? IP: *.se.com.pl 25.02.04, 12:46
          Na szczescie zawsze znajdzie mloda szmata z pogladami Newtona, bo inaczej nasz
          gatunek juz dawno by upadl.
          • Gość: Gapa taaa.... IP: 213.17.140.* 25.02.04, 15:35
            uderz w stol a nozyce sie odezwa... to tak tylko dla podsumowania:) mysle ze
            takie macochy co jak matki kochaja, nie odzywaja sie tutaj bo po co? nie ich
            problem i bronic sie nie musza ( a przede wszystkim siebie bronic nie musza,
            bo ich zachowania mowia same za siebie) a wy wszystkie tutaj siebie jestescie
            warte, a najbardziej te glosno krzyczace....
            • mikawi Re: taaa.... 25.02.04, 15:42
              a Tobie jak plują w twarz to pewnie mówisz, że to deszcz pada
              • Gość: Gapa Re: taaa.... IP: 213.17.140.* 25.02.04, 15:46
                jestem ponad to... bo nie mam kompleksow i swiadomych zlych uczunkow za soba...
                nieswiadome mogly mi sie przydarzyc... w koncu nie jestem swieta:)

                I jakos nikt mi nie pluje w twarz w prawdziwym zyciu:)
                • Gość: baba Ludzieeee, litosci !!! n/t IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 16:08
            • Gość: pysia-2 Re: taaa.... IP: *.se.com.pl 25.02.04, 16:48
              a ja na to patrze troche inaczej.
              Kiedy slysze ze jakis obcokrajowiec moowi: Wszyscy Polacy to zlodzieje, to mnie
              krew zalewa i gdybym mogla (zazwyczaj tylko slysze, nie mam szans na dyskusje),
              tobym mu powiedziala do sluchu. W zyciu niczego nie ukradlam.
              Kiedy uslyszalam, ze Axel Rose, mooj idiol lat mlodzienczych powiedzial ze z
              Zydoowka i Polka by sie nie przespal, bo one sie nie myja, przestal byc moim
              idolem i pozrywalam ze sciany jego plakaty :o) Nie zaliczam sie raczej do
              brudasoow.

              To, co reprezentujesz swoja postawa to znowu skrajne generalizowanie. Bo kazdy
              czlowiek jest inny. Ten spokojny, flegmatyczny, albo malo konfliktowy pewnie by
              sie nie odezwal, bo po co wdawac sie w czcze dyskusje. A te impulsywne mogly
              sie wkurzyc i sie wkurzyly. Miedzy innymi ja.

              A czy moje zachowania moowia same za siebie, to niech ocenia najblizsi i
              Najwyzszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka