pajdeczka
25.02.04, 11:27
Jak to jest kochani, niby narzekacie, że nie macie pracy i nikt was nie chce
zatrudnić, a jak już ktoś wam złoży ofertę to po tygodniu, dwóch często
rezygnujecie?
Przykład: mój mąż pracuję w prywatnej firmie, gdzie obowiązuje go tzw. "stand
by", czyli pełna dyspozycyjność, do tego zakaz picia alkoholu (kierowca).
Zarobki przeciętne, w niektórych miesiącach trochę lepiej, w innych gorzej,
zależy od ilości wykonanych kursów. Praca ciężka, czasami trzeba spędzić za
kierownicą ciężarówki 24h. Od stycznia mąż nie może sobie dobrać
współpracownika, bo wszyscy kolejno rezygnują w krótkim czasie. Jeden odszedł
po tygodniu, bo żona mu kazała (oboje są na bezrobotnym, dwoje nastoletnich
dzieci, powiedziała, że jego życie i zdrowie jest ważniejsze). Drugi
zrezygnował sam po dwóch tygodniach, trzeci (22 lata, małe dziecko) dopiero
jeździ drugi tydzień, ale już zaczyna kombinować, jakby tu się zbytnio nie
przemęczyć (mąż ma go przetestować i zdecydować, czy go pracodawca zatrudni).
Mąż ma dobre serce i pewnie go zostawi w firmie, ale będzie musiał za niego
wykonywać gorszą robotę, bo młody się wycfani i będzie kombinował.
I nie pieprzcie mi tu , że dużo osób chciałoby pracować tylko nie mogą przez
taką Pajdeczkę, która zajmuje im miejsce. Młodzi ludzie nie dorastają do pięt
tym z dużym stażem pracy i muszą jeszzce wiele się nauczyć, m.in. dyscypliny
pracy, w następnej kolejności dobrej jej organizacji i na końcu rzetelności i
dokładności.