avital84
15.07.10, 00:10
W końcu ktoś mówi mi, że mnie kocha i jestem kobietą jego życia i że
zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia itp. I o rękę mnie
poprosił i do dzieci mnie namawiał. I przystojny jest i ma wiele
różnych, innych zalet. Poczułam się przez chwilę jak w Dirty
Dancing. Mam swojego Patricka Swayze.
No właśnie, skąd to porównanie...
To wakacyjna miłość, a on jest Egipcjaninem. I tak, tak wiem...
Ale oczywiście myślę, że tym razem będzie inaczej. On mnie na samym
początku ostrzegał przed facetami w Egipcie i mówił jak się będą
zachowywać, a potem samego go wzięło na amory.
No i cóż. Życie mi już zaplanował w Egipcie, pracę mi znalazł i
pisze, że jest gotowy od tak od zaraz mnie poślubić.
Naczytałam się jednak o samych złych historiach. Na kasę to chyba
nie chce mnie naciągnąć. Na wizę... Zasugerowałam mu, że mogę mu w
tym pomóc bez zapewnień o wielkiej miłości i bez ślubu. Na fanatyka
nie wygląda, więc chyba nie chce mieć ze mną dzieci by
rozprzestrzeniać islam.
Na początku odpowiedź była prosta. Nie znamy się na tyle, by w ogóle
o tym myśleć. Starałam się myśleć racjonalnie. Teraz coraz bardziej
jednak chcę go lepiej poznać. Już sobie w głowie planuje kolejny
wypad do Egiptu. Już liczę dni urlopowe i rozważam najlepsze opcje.
Ale wiem, że to bez sensu, bo na dłuższą metę to ani on tutaj nie da
rady ani ja tam. Chociaż on twierdzi, że najpierw trzeba spróbować
zanim się coś oceni, a poznać poznamy się po ślubie. ;)
Mnie fankę Izraelczyków to dopadło. ;)
Znacie jakieś pozytywne historie? Znacie Egicpjan, którzy nie są
naciągaczami i kłamcami o czym wiele jest w necie?