Dodaj do ulubionych

brak instynktu macierzyńskiego

10.08.10, 02:56
Znam obowiązki wynikające z założenia rodziny. Wiem co ślubowałam. Przed ołtarzem świadomie zdecydowałam się na przyjęcie potomstwa. Ale.. ja tego kompletnie nie czuję. Moje rówieśniczki,od razu po ślubie za wszelką cenę usiłują zajść w ciążę. Mój mąż też co chwila pyta mnie kiedy zaczniemy starać się o dziecko,a ja wtedy myślę sobie "jakie dziecko?? po co mi u licha dziecko?? pies ci nie wystarczy" Czy któraś z was też tak ma? Tyle się słyszy o kobietach,które nie chciały dziecka,ale po porodzie coś im się odmieniło i nagle takie dziecko stało się ich oczkiem w głowie i pokochały je na zabój. Czy to faktycznie tak działa?.. Bo jakoś nie wyobrażam sobie,żeby na mnie spłynęła nagle po porodzie taka fala miłości:) Póki co,jak widzę kobietę z wózkiem,to bardziej jej współczuję niż zazdroszczę.. Naprawdę,jak słyszę młode matki rozprawiające o tym czyje dziecko jaką kupkę robi,to mnie obrzydzenie bierze. Piszę tak,bo ostatnio naprawdę byłam świadkiem takiej rozmowy:) Podzielcie się swoimi przemyśleniami na ten temat. Pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • berta-live Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 03:15
      Podobno nie ma czegoś takiego jak instynkt macierzyński. Dzieci się ma z
      konformizmu albo dla jakiś korzyści, głównie materialnych. Jak nie wierzysz, to
      poczytaj sobie jakieś publikacje o tym jaki był stosunek do dzieci i
      macierzyństwa na przestrzeni wieków. I wbrew obiegowej opinii w dzisiejszych
      czasach nic się nie zmieniło. Więc jak nie odczuwasz potrzeby posiadania dziecka
      ani nie widzisz żadnego interesu w macierzyństwie, to odpuść sobie.
      • policjawkrainieczarow Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 09:26
        berta-live napisała:

        > Podobno

        uff, dobrze, ze to zaznaczylas

        > nie ma czegoś takiego jak instynkt macierzyński.

        to znaczy czego konkretnie nie ma? bo instynkt (macierzynski czy
        jakikolwiek inny) oznacza jedynie, ze czlowiek czy zwierze w
        okreslonej sytuacji instynktownei wie, co zrobic/gdzie leciec/co
        zjesc, a nie oznacza to parcia na posiadanie dzidziusia.

        Dzieci się ma z
        > konformizmu albo dla jakiś korzyści, głównie materialnych.

        czego dowodem są kliniki leczenia bezpłodności :P może skonfrontuj to
        najpierw z ludźmi, którzy desperacko podejmują próby zaciążenia czy
        decydują się, jakże konformistycznei, na adopcję.

        Jak nie wierzysz, to
        > poczytaj sobie jakieś publikacje o tym jaki był stosunek do dzieci
        i
        > macierzyństwa na przestrzeni wieków.

        których to publikacji autorzy oczywiście siedzieli w głowach
        potencjalnych matek wieki temu i doskonale znają ich motywację


        I wbrew obiegowej opinii w dzisiejszych
        > czasach nic się nie zmieniło.

        a owszem, wch.uj rzeczy się zmieniło, np. posiadanie liczngo
        potomstwa nie jest obecnie jedyną gwarancją, że będzie kto miał w
        polu robić i kozy pasać żeby rodzina miała co jeść.
        • berta-live Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:20
          To nie są mojego autorstwa poglądy. Ja się tylko z nimi zgadzam. Jakaś francuska
          naukowczyni do takowych doszła i całkiem sensownie to argumentuje. Wywiad z nią
          był niedawno zalinkowany na forum feminizm.

          A co do klinik in-vitro, to chciałabym zauważyć, że posiadania mieszkania w
          "apartamentowcu" z całą pewnością nie jest efektem żadnego instynktu. Co nie
          przeszkadza ludziom zdobywać to za wszelką cenę i brać kilkudziesięcioletnie
          kredyty.

          > to znaczy czego konkretnie nie ma? bo instynkt (macierzynski czy
          > jakikolwiek inny) oznacza jedynie, ze czlowiek czy zwierze w
          > okreslonej sytuacji instynktownei wie, co zrobic/gdzie leciec/co
          > zjesc, a nie oznacza to parcia na posiadanie dzidziusia.

          Owszem. I tak rozumianego instynktu naczelne nie posiadają w ogóle. Umiejętność
          opieki nad potomstwem jest u nich nabyta a nie wrodzona. Instynkt nakazuje
          jedynie samemu nie krzywdzić młodych ani nie pozwolić ich skrzywdzić innym.
          Oczywiście dotyczy to nieco starszych młodych, takich na których odchowanie
          samica już się zdecydowała. Bo pieprznięcie młodego w krzaki zaraz po urodzeniu
          i pójście dalej nie podpada pod kategorię krzywdzenia.
          • scibor3 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 23:16
            > To nie są mojego autorstwa poglądy. Ja się tylko z nimi zgadzam. Jakaś francusk
            > a
            > naukowczyni do takowych doszła i całkiem sensownie to argumentuje.

            Fakt. To musiała powiedzieć "naukowczyni".

            > A co do klinik in-vitro, to chciałabym zauważyć, że posiadania mieszkania w
            > "apartamentowcu" z całą pewnością nie jest efektem żadnego instynktu. Co nie
            > przeszkadza ludziom zdobywać to za wszelką cenę i brać kilkudziesięcioletnie
            > kredyty.

            Potrzeba schronienia lokuje się zaraz po potrzebie zaspokojenia głodu. A co do
            "apartamentów". Był sobie taki człowiek. Władysław Gomułka mu było. I tenże
            człowiek był do przesady oszczędny, że nie powiedzieć skąpy. Pewnego razu, wpadł
            na "doskonały" pomysł jak budować szybciej i taniej mieszkania. Postawi się w
            jednym kącie kuchenkę, w drugim kibelek za zasłonką; po co ścianki działowe
            skoro jedna rodzina. Zanim mu wyperswadowano tą innowację, powstały jedno albo
            dwa osiedla według jego pomysłu. Minęło parę lat i okazało się, że to prorok. Po
            usunięciu z klity, bo i metraż podobny, ścianki działowej pomiędzy kuchnią a
            pokojem dziennym, zwanym obecnie salonem, robi się apartament, czyli coś za co
            można więcej skasować bo apartament to noblesse oblige nie zwykłe mieszkanie i
            za szlachetną nazwę trzeba zapłacić dodatkowo ;-P
          • ma_dre Re: brak instynktu macierzyńskiego 20.08.10, 15:15
            to znaczy ze co? ze jak ktos wysnuwa jakas teorie to od razu mam
            zakladac ze to prawda? Ciekawe podejscie. Byl juz ktos, kto
            twierdzil ze kobiety sa gorsze od mezczyzn, czy tez ze Slowianie to
            podludzie...
            Instynkt macierzynski istnieje i to jest tak najbardziej logiczne,
            gdyby nie istnial umieralibysmy wszyscy niedlugo po narodzinach...
            • berta-live Re: brak instynktu macierzyńskiego 23.08.10, 21:09
              To tylko hipoteza, można się z nią zgodzić lub nie. Natomiast ja mam takie
              dziwne wrażenie, że jakby presja społeczna szła w antyprokreacyjnym kierunku, to
              mało kto zdecydowałby się na dziecko.
    • mrs.solis Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 04:33
      Jesli to 27 w twoim nicku to wiek,to raczej sie nie spiesz z tymi
      dziecmi. Co do instynktu,ja czegos takiego nie doswiadczylam. Na
      dziecko zdecydowalam sie bez niego,bo czas zaczal naglic. Co do
      wielkiej milosci do dziecka to niektorym przychodzi to od razu inni
      potrzebuja na to czasu. Roznie to bywa. To tak jak z zakochaniem
      sie. Niektorym to sie zdarza od pierwszego wejrzenia inni potrzebuja
      troche czasu.
    • salma75 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 07:23
      Nie odczuwałam instynktu macierzyńskiego przed zajściem w ciążę. Ba! Nawet
      chodząc w niej nie czułam go. To, że jestem matką dotarło do mnie mniej więcej
      wtedy gdy mój pierworodny skończył 3 miesiące. Dopero wtedy zaczęłam cieszyć się
      macierzyństwem. Inna sprawa była z córką. Instynkt odezwał się dużo wcześniej,
      ale może to dlatego, że to druga ciąża była...
    • brzydal-is-me Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 08:32
      Zależnie od wieku, jak masz:
      do 20 lat: to normalne
      20 - 25 lat: to jeszcze normalne
      25 - 30 lat: to już czas
      30 - 35 lat: myśl o tym intensywnie
      powyżej 40 lat: i tak już jest za późno
    • megi1973 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 08:45
      no coś ty-dziecko tak jak samochód i chatę-musisz ale to MUSISZ mieć
      bo taka jest moda;)w tej chwili modna jest liczba dzieci w liczbie 3
      sztuk-poczytaj na forach;)
      • szalenstwo.mam.we.krwi Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 08:51
        hehe pocieszę Cię że ja też nie chcę mieć dzieci jeszcze długo
        długo :)
    • kobieta_z_polnocy Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 10:49
      Wydaje mi się, że różne są motywacje do posiadania dzieci. Trudno mi uwierzyć w
      to, że instynkt macierzyński (czy jak go zwał) nie istnieje, bo inaczej kliniki
      bezpłodności ani badania in vitro nie byłyby tak nośnym - i dochodowym -
      interesem. Różnie się on jednak przejawia. Są kobiety, które od zawsze chciały
      mieć dzieci, uwielbiały się nimi opiekować, tworzyć im gniazdko - nie każda taka
      jest, rzecz jasna. Są też te, które podchodzą do tego bardziej na chłodno -
      dzieci się "powinno mieć", bo... (geny, przeznaczenie kobiety, wszyscy twierdzą,
      że to największe szczęście, itd.). Pomijam oczywiście przypadki rodzenia dzieci
      w celu ratowania związku, ale to nie jest zjawisko aż tak częste, jak by się
      mogło wydawać z lektury forum.
      Są też takie przypadki, które najbardziej lubią być w ciąży. Tak jakby chęć
      poczucia się ważną osobą, nad którą każdy w rodzinie pochyla się z troską,
      wynagradzała im jakieś braki w poczuciu własnej wartości. Szczerze
      powiedziawszy, ta postawa najmniej mi się podoba, bo dziecko nie wydaje się być
      celem samym w sobie, a raczej instrumentem do podbudowania ego królowej-matki.
      Ale to na marginesie.

      Nie, nie uwierzę, że potrzeba posiadania potomstwa jest nam narzucona kulturowo
      przez chcące nas zniewolić społeczeństwo.

      Zgadzam się jednak, że szczęście macierzyństwa dalekie jest od wyidealizowanego
      obrazka z reklamy bądź powieści, przynajmniej w niektórych przypadkach. Czasem -
      nieraz nawet - jest to raczej szczęście głębokie, odczuwane przed zaśnięciem,
      kiedy człowiek uświadamia sobie, że ten rozbrykany rozryczany mały człowiek,
      który czasem doprowadza nas do szaleństwa, jest jednocześnie najukochańszy na
      świecie.

      Sama nie mam dzieci, ani osławionej potrzeby na razie nie odczuwam, przynajmniej
      nie świadomie. Co więcej, przyznam, że na widok dzieci nie potrafię obudzić w
      sobie żadnych ciepłych uczuć, wręcz przeciwnie.
      Nie wykluczam jednak, że kiedyś dojrzeję do myśli o tym, by posiadać dzieci. U
      mnie moje lęki biorą się z nieuregulowanej do końca sytuacji materialnej i
      życiowej. Wciąż jestem nieco zagubiona i niepewna ścieżki, którą chciałabym
      podążać i brakuje mi spokoju i pewności do wychowywania potomstwa. Może kiedyś.

      A skąd się u ciebie bierze ta niechęć? Nie twierdzę broń Boże, że twoje
      negatywne nastawienie jest złe. O nie, uważam, że nikt do posiadania dzieci
      zmuszać nie powinien. Przy tak ważnej kwestii życiowej warto jednak zadać sobie
      pytanie, skąd się bierze ta niechęć? Czemu nie możesz (nie chcesz) zdobyć się na
      decyzję, którą podejmują rzesze innych normalnych przeciętnych ludzi? Dopiero
      będąc świadomym motywów własnego postępowania, można właściwie planować życie.
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:08
        No właśnie nie wiem skąd się u mnie wzięła ta niechęć do dzieci. Ciężko mi to u siebie zdiagnozować. W sytuacji kiedy moje koleżanki pochylają się nad wózkiem i zachwalają leżącego w nim bobasa,mówiąc jaki to on śliczny i wogóle,to ja też dołączam się do tych pochwał,bo tak wypada,ale w głębi ducha myślę sobie: "no i co w tym takiego fajnego? małe,różowe,rozwrzeszczane coś.." Nie wiem,wydaje mi się,że może nie lubię dzieci,bo kojarzą mi się z odebraniem człowiekowi wolności. Jedyny argument,który mogłby mnie przekonać do posiadania dziecka,to gwarancja,że to dziecko zaopiekuje się mną kiedyś na starość. Jednakże,nikt mi takiej gwarancji nie da,że akurat moje dziecko poczuje się kiedyś do obowiązku i zaopiekuje się rodzicami. Znam przypadki gdzie rodzice poświęcili całe swoje życie dla dziecka,a ono w wieku nastoletnim urządziło im piekło na ziemi. Chyba boję się takiego rozczarowania..
        • omlet.schabowy Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 22:41
          > Znam przypadki gdzie rodzice poświęcili całe swoje życie dla dziecka,a ono w wieku nastoletnim urządziło im piekło na ziemi.

          Stara prawda: dziecko to wyrok. Udane - 25 lat, nieudane - dożywocie.
        • falka32 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 23:25
          Instynkt macierzyński to nie jest zachwycanie się cudzymi dziećmi :)

          Instynkt macierzyński przejawia się na dwa sposoby (może to uproszczone, ale tak
          będzie łatwiej). Pierwszy to wtedy, kiedy nagle - jak to się mówi - macica
          zaczyna śpiewać i czujesz nieodpartą potrzebę zrobienia sobie dziecka, choćby
          było to zupełnie nie na miejscu, bo nie masz pracy, albo partnera itp. To jest
          uczucie często niespodziewane, dziwne, trudne do sprecyzowania, bo idzie z głębi
          trzewi, omijając rozum. Przy tym cudze dzieci mogą cię nadal nie interesować :)
          Etap ten jednak wcale nie musi się pojawić - można sobie zrobić dziecko z
          rozsądku, albo zaliczyć zwykłą wpadkę.

          I druga część to jest to, co się dzieje po porodzie, kiedy hormony sterują tobą
          tak, że jesteś gotowa oddać życie za tego brzydkiego robaka, który kosztował cię
          tyle stresu i wpatrujesz się w niego godzinami jak w sssskarb a zapach czubka
          jego głowy okazuje się być najpiękniejszy na świecie. Jesteś na haju jak w
          pierwszej fazie ostrego zakochania. Od tego wyrzutu hormonów zaczyna się budowa
          więzi. I ten etap też nie musi nastąpić z różnych powodów - od szwankującego
          mechanizmu hormonalnego, po szok związany z trudnym, zabiegowym porodem. Ale w
          praktyce zdarza się to nienastąpienie naprawdę znacznie rzadziej, niż w
          przypadku etapu pierwszego. Statystycznie przeciętna zdrowa kobieta ma bardzo
          niewielkie szanse na to, że się na zabój nie zakocha w swoim noworodku,
          niezależnie od tego, co o tym sądziła na godzinę przed porodem.
      • crises Re: brak instynktu macierzyńskiego 12.08.10, 10:45
        >Nie, nie uwierzę, że potrzeba posiadania potomstwa jest nam
        >narzucona kulturowo przez chcące nas zniewolić społeczeństwo.

        Ależ jest, zgodnie z zasadą "wszyscy muszą w życiu dostać równo w
        tyłek."
    • 7kobieta Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 11:51
      Współczuję-macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz w życiu..
      • mimose Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:16
        Dlaczego "współczuję"? Autorka nie cierpi katuszy z tego powodu, że nie posiada
        instynktu macierzyńskiego. Dla niej najpiękniejszą rzeczą w życiu może być coś
        zupełnie innego.
        • 7kobieta Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:34
          > Dlaczego "współczuję"? Autorka nie cierpi katuszy z tego powodu,
          że nie posiada
          > instynktu macierzyńskiego. Dla niej najpiękniejszą rzeczą w życiu
          może być coś
          > zupełnie innego.
          To jakby być ślepym i nie widzieć kolorów.Pozatym współczuję mężowi
          autorki, że tak trafił. Przemawia przez nią spory egoizm,nie myśli o
          tym, że mąż chce być ojcem i nie wystarczy mu posiadanie psa.

          • salma75 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:39
            7kobieta napisała:

            > > Dlaczego "współczuję"? Autorka nie cierpi katuszy z tego powodu,
            > że nie posiada
            > > instynktu macierzyńskiego. Dla niej najpiękniejszą rzeczą w życiu
            > może być coś
            > > zupełnie innego.
            > To jakby być ślepym i nie widzieć kolorów.Pozatym współczuję mężowi
            > autorki, że tak trafił. Przemawia przez nią spory egoizm,nie myśli o
            > tym, że mąż chce być ojcem i nie wystarczy mu posiadanie psa.
            >

            To co? Rozumiem, że jej mąż ma być egoistą i zamówić sobie bobo, bo chce mimo,
            że ona na dziecko nie ma ochoty, tak?
          • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:19
            Mówisz,że posiadanie dziecka to najpiękniejsza rzecz w życiu. Ale wiedziałaś to już przed zajściem w ciążę,czy odkryłaś to kiedy już miałaś dziecko? Nie mówię,że po porodzie też nie stwiedzę,że posiadanie dziecka to najpiękniejsza rzecz w życiu.. Ale na razie,dla mnie,najlepszą rzeczą w życiu są sukcesy w pracy i realizowanie swoich ambicji zawodowych. Nie mam dziecka,więc jeszcze nie mam porównania. Może i faktycznie dziecko jest lepsze niż rozwijanie swoich pasji.. Ale tego jeszcze nie wiem
      • litera_n Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:50
        skad wiesz, ze najpiekniejsza rzecz w zyciu? Doswiadczylas
        absolutnie wszystkiego, ze masz takie porownanie?
        Jest to na pewno najpiekniejsza rzecz dla ciebie - nie podciagaj
        wszystkich pod jeden mianownik
    • lacido Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:30
      skierkaa27 napisała:


      > Mój mąż też co chwila pyta mnie kiedy zaczniemy starać się o
      dziecko

      to aż się starać musicie?
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:12
        Co masz na myśli pytając czy aż "starać się musimy"?
        • lacido Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:40
          Twój facet pyta o to kiedy będziecie się starać, no to jakby jakieś trudności
          miały być. Nie stara się o coś co łatwo przychodzi.
    • mumia_ramzesa Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 12:43
      Sa kobiety, ktore nie maja instynktu macierzynskiego i urodzenie dziecka niczego
      nie zmienia.
    • tehuana Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:16
      Po co slubowalas i wychodzilas za maz. Oklamalas Boga, a co gorsza nie
      nie powiedzialas, co myslisz o posiadaniu dziecka, swojemu mezowi.
      Ja nie miam instynku w wieku 30 lat, nigdy nie mialam i miec nie bede.
      Nienawidze bahorow i uwazam, ze dzieci ludzie maja -bo wpadaja i bo
      wypada miec. Dzieci odbieraja wolnosc, sa kosztowne, upierdliwe i
      niewdzieczne.
      Mam meza, ktorego kocham i to mi wytarcza.
      tehuana.wordpress.com/
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:24
        Nie okłamałam męża. Rozmawialiśmy o tym przed ślubem. Wie,że nie chcę mieć dzieci. Ale w życiu trzeba iść na kompromisy,więc zgodziłam się na 1 dziecko,ale uprzedziłam,że jeśli po porodzie nie będę w stanie zajmować się dzieckiem,to on będzie to robił. A nóż widelec spodoba mi się macierzyństwo.. Różne cuda się zdarzają:) Ale póki co,mam identyczne poglądy na temat dzieci jak Ty:) Ale piszesz,że masz męża i to Ci wystarcza.. Czy to znaczy,że Twój mąż też nie chce mieć dzieci? Jeśli tak,to masz szczęście,że tak się zgadzacie w tej kwestii
        • tehuana Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:32
          Tak to bylo ustalone od samego poczatku.Zawsze wiedzialam, ze nigdy nie
          poslubie czlowieka, ktory chce miec dzieci. Nie wyobrazam sobie dziecka
          w naszym zwiazku - nie ma na nie miejsca. Maz pracuje i ma swoje mocno
          zajmujace hobby - no i ma juz 50 tke. Nie ma ochoty na babranie sie w
          pieluchach i lozenie kasy na dziecko.Ja lubie byc wolna -maz jest
          aniolem i wlasciwie robie co chce i zyje jak chce, a milosci mi nie
          brak. Jestesmy po 4 latach zwiazku bardzo w sobie zakochani.
          • ritsuko Gratuluję 11.08.10, 12:59
            o takie podejście mi chodzi. Związek to nie tylko motyle w brzuchu i wielka
            miłość, ale wzajemy szacunek i zbieżność w wizji wspólnego życia. Posiadanie
            dzieci to raczej nie miejsce na kompromisy, przynajmniej w moim odczuciu, bo to
            zbyt ważna kwestia i może z czasem zepsuć związek. Ani zmuszanie się do
            posiadania, ani zmuszanie do braku dzieci dobre nie jest i rodzi ogromną
            frustrację. A Ty i Twój mąż weszliście świadomie w związek i jestem pewna, że
            brak dzieci nie będzie miał żadnego wpływu na Wasze szczęście :)
      • dzioucha_z_lasu Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:24
        Pierdoły opowiadasz. W przysiędze małżeńskiej nie ma nic o mnożeniu
        się jak króliki, tylko o tym, że jak dziecko się pojawi, to zostanie
        przyjęte. A co do tej twojej nienawiści do bachorów - to może
        powinnaś się ze specjalistą skonsultować? Takie skrajne postawy
        zwykle świadcza o jakimś problemie..
      • skarpetka_szara Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:40
        tehuana napisała:

        > Po co slubowalas i wychodzilas za maz. Oklamalas Boga,

        Co za glupia ideologia. Jezeli Bog istnieje to nie da sie go
        oszukac bo jest wrzechwiedzacy.

        Pozatym gdzie w przysiedze malzenskiej jest napisane: "Bede
        plodzila Twoje dzieci"???

        Zreszta autorka nie mowila ze wcale nie bedzie miec dzieci, tylko
        ze teraz nie za bardzo chce.
    • zonka77 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 15:27
      hm, ja nie czułam instynktu zanim nie zaszłam w pierwszą ciążę. Jak się
      dowiedziałam to autentycznie spłynęło to na mnie z dziką euforią i szaleńczym
      szczęściem. Dosłownie. Ale w drugiej ciąży takiego "objawienia" nie doznałam.
      Bardzo się w głębi duszy martwiłam ze nie pokocham drugiego dziecka tak mocno,
      że całą miłość już "zużyłam" na pierwsze ;)
      Kiedy urodziła się druga córka przez pierwszy dzień czy dwa jakoś nie docierało
      do mnie że to moje drugie dziecko. Ale w pewnym momencie spojrzałam na nią i
      nagle dotarło z całą mocą i w drugiej córce zakochałam się równie mocno jak w
      pierwszej - tyle że już po jej urodzeniu.

      W moim przypadku się sprawdziło - póki nie miałam nie kochałam ale kiedy już mam
      to tej miłości do obu moich córek nie da się niemal opisać. Jest kompletna,
      bezwarunkowa, wypełniająca, potężna.
    • alajna85 Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:04
      Jedyne, co mi się nasuwa to współczucie, bo Twój mąż będzie prawdopodobnie
      unieszczęśliwiony przez brak potomstwa lub Ty przez potomstwo "na siłę".
      Rozumiem to, że nie każdy chce mieć dzieci, ale jednak małżeństwo powinno być
      zgodne w tym temacie. Średnio wierzę w coś takiego, że ktoś nie chce mieć dzieci
      a potem nagle mu się zachciewa. Można nie chcieć teraz w tej chwili ale z tego
      co Ty piszesz wynika, że chyba nie chcesz mieć w ogóle, nie bierzesz tego pod
      uwagę a Twój mąż o tym nie wie.
    • rach.ell Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:19

      Rozwiedz sie, wez sobie psa. Daj mezowi szanse posiadania potomstwa
      z inna kobieta. Nie rozmawialiscie o tym zanim sie pobraliscie?
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 17.08.10, 12:57
        :) On na to nie pójdzie:) Już w żartach mu tak powiedziałam,to mówi,że żadnej innej nie chce:) Rozumiem Twój punkt widzenia,bo sama też czasami tak sobie myślę,że może inna urodziłaby mu dziecko i pewnie byłby bardziej szczęśliwy. Ale i tak w głębi duszy mam nadzieję,że obecna niechęć do dziecka wynika raczej z obawy,że jesteśmy młodym małżeństwem na dorobku,nie mamy dobrze płatnej pracy,własnego mieszkania i nawet meldunku. Nawet nie mielibyśmy gdzie tego dziecka zameldować:) Myślę,że gdybyśmy mieli normalną sytuację życiową,to pewnie inaczej spojrzałabym na ewentualne macierzyństwo. W tej chwili niestety nie miałabym co temu dziecku zaoferować
    • skarpetka_szara Re: brak instynktu macierzyńskiego 10.08.10, 20:29
      Tez tak mam jak ty, W twoim wieku (27, tak?) to przechodzilam na
      druga stone ulicy gdy widzialam matke z dzieckiem. Teraz juz olewam
      to, ale widzac dziecko czuje bardziej zgroze nic cokolwiek innego.

      Mowia mi madre kobiety ze swoje dziecko to co innego niz inne, i ze
      jezeli bede miala dziecko, to inaczej bede sie na nie patrzyla a
      inaczej na pozostale.

      Wiesz, mysle ze Twoj problem jest taki ze czujesz ze jeszcze sie
      nie wybawilas, jeszcze chcialabys zaznac troche wolnosci, randek z
      mezem, wyjsc spontanicznych do kina itd...

      Moze umow sie z mezem, ze przez rok czy dwa lata bedziecie
      intensywnie korzystac z wolnosci, chodzic do znajomych, klubow,
      bawic sie, randkowac itd..., a potem sprobujecie miec dzieci.

      Daj sobie czasu, jestes bardzo mloda.
      • gonia_29 skarpetko i nie tylko 10.08.10, 22:35
        Z całym szacunkiem piszecie część stereotypowych wypowiedzi, część co wam ślina
        przyniesie na język{akurat NIE TY}, co zrobisz i co poradzisz skarpetko jeśli
        nie pokocha!? Pytam, ponieważ znam a także dlatego, że na forum Życie rodzinne
        były takie wątki!? Nie był to bynajmniej BABY BLUES! Nawet się tamtejsza
        ekspertka-psycholog wypowiadała! Nie chodzi nawet o wybawienie etc. są osoby,
        które nie chcą {ale ulegają presji - można się śmiać ale niestety w PL to
        częste! Potem nawet nie ma się komu poskarżyć bo przecież jest się dużą
        dziewczynką i chyba się wie jak w ciążę się zachodzi. Dwa ten chór, który
        namawia po fakcie już uważa, że masz tak jak oni a więc radź sobie sama}, które
        nie powinny ale "jakoś tak wyszło", są i takie, które urodziły bo "prawdziwa
        kobieta to matka", bo trzeba, bo zegar tyka{bomba to czy jak}, bo każda chce a
        jak nie chce to zachce i co? Robienie sobie dziecka bo jakaś presja, czasu,
        wieku, bo wypada, bo inni mają ja też muszę, bo trzeba, bo po to się za mąż
        wychodziło, bo jak to tak bez dzieci {kto Ci poda wodę w szklance, bo emerytury,
        bo będziesz egoistką itp.} to są dopiero Głupoty i argumentacja z d...y!!!!
        Co rusz jak jest taki post to pojawiają się mundrości typu
        egoistka {proponuję poczytać w słowniku co to znaczy, egoizm polega tez na tym,
        że zmusza się innych do robienia/czynienia tak jak my chcemy? A gdzie to tu ma
        miejsce?}
        zegar tyka{to dziwne, że tak wszem i wobec trąbi się o przydatności kobiety" ale
        nie ma rzetelnej edukacji seksualnej, odpowiedzialności Ojca{alimenty nie
        ściągalne w zasadzie} i tego, że on też ma przewijać/karmić etc Bo prócz chcenia
        to trzeba będzie też z czegoś zrezygnować więc jaki jest ten Twój facet? Czy
        ryczące niemowlę nie wprawi go w popłoch? I czy Ty nie zostaniesz z tym
        wszystkim sama? Bo jeszcze jak się chce to pół biedy, gorzej jak się nie ma wyboru.
        Wielu lubi się podśmiewać i wypominać jak to ich koleżankom koło40 odbiła palma
        i dziecka się im zachciało - i z szyderczym uśmiechem pod nosem rozwodzą się na
        te tematy!
        Nikt Ci nie zagwarantuje, że pokochasz. Jak nie, to co? Jeśli nie masz chęci,
        jeśli nie czujesz tego, nie jesteś gotowa{poczytaj prawdziwe art. popatrz na
        życie matek} to to nie ma sensu. Polegniesz na dwóch frontach - przerąbiesz
        sobie życie i dziecku bo pewnie jak się ma obiekt frustracji dorastający a
        dziecko się niedobrze traktuje to one głupie nie jest i zaczyna z czasem kumać,
        że Mamusia nie darzy je bynajmniej uczuciami macierzyńskimi i wieczną miłością!
        Nikomu nie będziesz mogła powiedzieć o swoich prawdziwych odczuciach -
        macierzyństwo w PL jest obwarowane silnymi mitami, tradycją, zabobonami,
        myśleniem życzeniowym, hipokryzją itp. Nawet te kobiety, które chciały dzieci
        przyznają, że czasem nie wyrabiają {to jest nORMALNE choć te biedule zawsze się
        tłumaczą co by na wyrodne matki nie wyjść -zawsze wpierw się kajają, duszą,
        płaczą a potem piszą co jest grane} jeśli powiesz, że od początku nie chciałaś
        -spojrzą na Ciebie jak na wariatkę - raz, możesz wyrażać ich własne
        lęki/niespełnione pragnienia itp ale spotka Cię ostracyzm - bo jak to to
        naturalna część kobiecości, tak to zaprogramowała natura. Przejdzie Ci
        /nie{czasem rzeczywiście przechodzi ale nie zawsze}, nasłuchasz się, że dziecka
        żal -choć Ty prócz tej niechęci możesz być całkiem ok to już jesteś na
        CENZUROWANYM bo tyle kobiet nie może, oddaj do adopcji {kolejny miły aspekt
        sprawy - patrzcie idzie ta co nie chciała dziecka, i wiecie do adopcji oddała
        -zarąbią Cię w tym pięknym kraju!}. Dlatego dobrze się zastanów -jasne nie da
        się wszystkiego przewidzieć jednak pewne rzeczy znosi się lepiej jak człowiek
        podjął swoją decyzje nie obarczoną "doradztwem" innych, jeśli naprawdę chce bo
        jak jest ciężko to chociaż Cię odpowiedzialność, podjęta, konsekwentnie
        realizowana decyzja trzyma a jak nie to Żal -najpierw do faceta, potem do
        dziecka a na końcu do siebie! Żeś się dała w taki kanał wpuścić. Łatwo się gada
        o odp. antykoncepcji -w sumie jest to na głowie kobiety. TO TY a nie Twój facet
        będziesz wstawała i zajmowała się dzieckiem. Może ale nie musi trafić Ci się
        ciężki egz. {kolki, ryki -to eufemizm, że dzieci płaczą}, i co? Czy Twój facet
        to ten typ co to uważa, że to "babska sprawa", że kobieta wie lepiej, czy gość
        umie sam się obsłużyć, będzie wstawał do dziecka, wie, że trzeba Cię będzie
        odciążyć czy po pracy zapierdziela do komputera? Poczytaj Ty o babkach co to
        mają dzieci/faceta i zero pomocy! Nie każdy się nadaje. Zwerbalizować chęć to
        żaden problem, ja chcę mieć Astona Martina i co z tego? Ty będziesz musiała z
        czegoś zrezygnować czy on choć w 50% będzie potrafił? Początkowo większość
        pomaga a co potem? EGOIZMEM i głupotą to jest ruszać d...zamiast głową i tylko
        to. Jest co najmniej z 10000inych radości więc jeśli absolutnie nie chcesz być
        matką i wiesz z czym to się je i nadal nic to daruj sobie. Bo będziesz
        nieszczęśliwa a przy okazji ktoś jeszcze!
        Jeśli będziesz chciała mieć dziecko ok, jeśli "najdzie" Cię w okresie
        późniejszym{ a możliwości prokreacyjne przejdą koło nosa} możesz adoptować
        {nigdy nie wiadomo czy i jakie będzie dziecko ani adoptowane ni biologiczne},
        możesz być wolontariuszem w org. dla dzieci. Są rozmaite opcje.
        Fundowanie sobie dziecka ze strachu,
        z presji i wmawiania przez innych, że to będzie najlepsze co Cię w życiu spotka
        może być niezmiernie fałszywe. KONSEKWENCJE poniesiesz TY - nie ONI!

        I to nie prawda, że znajdziesz sens życia -jeśli nie nadasz Go sobie sama nikt
        Ci go nie nada, jeśli dziecko ma Ci coś zrekompensować/zagwarantować - fałszywy
        ślad. Nie poczujesz się bardziej kobietą, nie będziesz wiedziała, że TERAZ masz
        wszystko {ludzie się zabijają i są nieszczęśliwi mając rodziny, może rzadziej
        jak wynika z badań ale to zależy jeszcze jakie są te familie} - bo to zależy co
        dla każdego INDYWIDUALNIE znaczy to "wszystko", "szczęście". Czy poczułaś się
        kobietą jak dostałaś pierwszą miesiączkę? A dorosła wraz z wyrobieniem dowodu?
        Gdyby ludzie więc zastanawiali się nad pewnymi sprawami może byłoby mniej dzieci
        ale mieliby je Ci i wychowywali, którzy naprawdę powinni?
        • gonia_29 Re: skarpetko i nie tylko 10.08.10, 22:39
          więcej
        • sonia_marmoladowa Tak jest 11.08.10, 10:53
          niezły potok myśli ;) taki o sile fali powodziowej, ale dobrze napisałaś,
          zgadzam się w 100%
          mam podobne odczucia do autorki wątku, może mniej nasilone. Wokół mnie pojawiają
          się nieśmiałe pytania 'kiedy zaczniemy się starać' 'a może to już czas'. Nie,
          nie czas. Ja sobie zadaję pytanie czy jakbym zaszła teraz w ciążę to byłabym
          szczęśliwa i wiem że nie. WIem też że namawiają mnie wszyscy którzy będą się
          cieszyć dzieckiem jak zabawką, teściowie bo będą mieli bobaska, mój facet bo
          będzie go uczył jeździć na rowerze itd. Ale zap....lać po 20 godz. będę ja. To
          ja będę musiała zrezygnować z życia zawodowego, towarzyskiego, a własnych
          przyjemności i jeszcze nabawię się rozstępów ;) Celowo podaję takie jaskrawe
          przykłady ;) I proszę mi tu nie tłumaczyć że to największa radość i szczęście
          • gonia_29 Re: Tak jest 11.08.10, 11:04
            Aż się musiałam powtórnie wczoraj zalogować bo się sesja skończyła!
            Ja się z Tobą zgadzam - dziecka nie robi się dla innych, więc jeśli TY nie
            czujesz bluesa nie ma co. Potem pies z kulawa nogą Ci nie pomoże{ i to nie tak,
            że ktoś Ci będzie wychowywał dziecko tylko chodzi o pomoc -szybko się okazuje
            jak to jest, poza tym, Twoi Rodzice [dziadkowie dziecka], są już w swoim wieku i
            okazać się może, że to jest zbyt męczące dla nich, poza tym dziadkowie mogą ale
            nie muszą zajmować się wnukami, dobrze jak mają własne sprawy i być może "na
            stare lata", chcą się zajmować po prostu czymś innym niż bawienie wnuków} a
            jeszcze się przyczepią żeś roszczeniowa! Mówią, że nie ma dobrego czasu na
            dzieci -tylko jest mała różnica -wpierw w ogóle TRZEBA chcieć.
        • sid.leniwiec Re: skarpetko i nie tylko 12.08.10, 19:24
          Gonia - 10/10.:)
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 17.08.10, 13:02
        Tak,mam 27 lat. Dobrze usłyszeć,że nie jestem sama z takimi poglądami na macierzyństwo. Pewnie masz rację,że może to jeszcze nie pora i że trzeba się najpierw wyszaleć:) Mam taką nadzieję..
    • cloclo80 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 00:20
      Radio Maryja wałkuje dziś temat "Piesek czy osesek".
    • nicola30 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 09:24
      Ja mam 32 lata, mój partner 41 i oboje nie lubimy dzieci, tzn. nie zachwyca nas
      widok bobasa w wózeczku, wkurzają nas dziecięce krzyki, piski wrrr,
      najfajniejsze są dzieci, które się do nas nie zbliżają... Tylko jest jedno ale -
      on chce mieć dziecko, żeby mieć potomka, kogoś kto będzie do niego podobny i
      przedłuży jego ród!!! Po prostu krew mnie zalewa jak to słyszę. Twierdzi, że
      swoje będzie kochał, a ja twierdzę, że jak cudzych się nie lubi to i swojego się
      nie pokocha. I kto ma racje?
      • anirac Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 11:39
        Rozumiem Twojego chłopa! Mam dokładnie tak samo :) Mój post wyjaśniający poniżej
        :) Może mi go pożyczysz na czas realizacji zadania? ;)
    • kaguya1982 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 10:29
      Mnie dzieci nie obrzydzaja. Niektore sa dosyc urocze i zabawne. I ciekawie sie
      im przygladac. Bardzo lubie swoich malych siostrzencow, nawet jezeli mniejszy
      (10 miesiecy) regularnie oslinia mi bluske.

      Ale po dwoch godzinach sam na sam z dziecmi mojej siostry jestem totalnie
      wykonczona - naprawde nie wiem jak ona ich jeszcze nie podusila poduszka zeby
      miec chwile spokoju.

      Nie nadaje sie do dzieci. Za mietka jestem!
    • altariel2 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 11:28
      Jeśli się zgodziłaś to 'słowo się rzekło'. Ale nie przejmuj się. Moja córka ma 5 lat, a we mnie nadal nie obudził sie instynkt macierzyński. Serio. Kocham ją, bo jest moim dzieckiem, ale nigdy nie szalałam na tym punkcie. Jak babcia zabiera ją na 2 tyg. to nie moge powiedzieć, żebym usychała z tęsknoty;> Proadwopodobnie własnie dzięki takiemu podejściu udało mi się rozsądnie podejść do różnych aspektów wychowania i np. nie przejmuję się za bardzo, nie reaguje zbyt emocjonalnie na np. porażki dziecka w uczeniu sie nowych rzeczy, potrafię być konsekwentna i nie działają na mnie zaszklone łezkami oczy itp. I co najważniejsze, nigdy nie musiałam rezygnować z moich pasji, zainteresowań itd.
      A co do rodziców, którzy 'całe zycie poświęcili dziecku a ono...' - no właśnie. Tu jest pies pogrzebany. Bo nie można poświęcać całego życia dziecku. 'Rozmażanie' i wychowanie potomstwa to część życia a nie najwyższy cel. Jeśli tak było, to zapewne wychowali sobie zapatrzonego w siebi księcia/księzniczkę , no i teraz mają, że dzieciak ma ich gdzieś.
      Jeśli możesz liczyć na pomoc w wychowaniu, to posiadanie dziecka nie jest tak obciążające jak się wydaje. Szczególnie jeśli zawczasu nauczysz dziecko, że rodzice to też ludzie a nie maszynki do spełniania jego zachcianek. Jeżeli nie lubisz bawić się z dzieckiem to sie nie baw, zapewnij mu rówieśnika do zabaw, jeśli nie lubisz chodzić na specery, niech robi to ktoś inny. Wybierz sobie jedną-dwie rzeczy, które robicie razem i dla malucha stanie się to wyjątkowym rytuałem. U nas np. z mamą się gotuje i robi zakupy i mała to uwielbia. Raz(!) była awantura w sklepie pt. 'kupmito'. no i chyba najwazniejsze. Brak tak pojętego instynktu macierzyńskiego (gloryfikowania macierzyństwa) pozwala traktować dziecko jak osobną indywidualną jednostkę, która ma pewne ograniczenia, wielu rzeczy nie wie i nie umie, ale nie jest przygłupia i potrafi myśleć.
      Powodzenia
      PS. Nasze dziecko jest szcześliwym radosnym maluchem, może tylko trochę dojrzalszym i rozsądniejszym od swoich rówieśników, nie żadnym sterroryzowanym biedactwem.
      • princessjobaggy Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 14:39
        Fajny post :) Racja, nie mozna dac sie pochlonac. Wiele kobiet
        popelnia blad angazujac sie 100% jedynie w wychowanie dziecka,
        zapominajac o wlasnych potrzebach i zainteresowaniach. Co wiecej, z
        powodu zbyt emocjonalnego podejscia do wielu spraw i nieumiejetnosci
        staniecia z boku, kompletnie brak im konsekwencji w wychowaniu
        potomstwa.

        Ostatnio podczas maratonu stalam wsrod publicznosci przy mecie obok
        rodzinki z malym, na oko 5-letnim chlopcem. Ojciec faktycznie byl
        zainteresowany biegiem, od czasu do czasu zamieniajac slowo z zona
        czy dzieckiem. Owa zona z kolei non stop tego chlopca dotykala,
        glaskala po plecach, glowie, poprawiala mu koszulke, spodenki. Caly
        czas! I tak mi wtedy przyszlo do glowy: dlaczego ona temu synkowi
        nie da spokoju choc na chwile? Jak mozna tak osaczac wlasne dziecko?
        Przeciez nic mu sie nie stanie jak sobie bedzie sam spokojnie stal.

        Trzeba wiedziec kiedy wyluzowac, a wiekszosc matek niestety tego nie
        potrafi.
      • skierkaa27 Re: brak instynktu macierzyńskiego 17.08.10, 13:26
        Wiesz co? To co napisałaś jest genialne!! Masz dokładnie taki sam pogląd na kwestię wychowywania dzieci jak ja. Może właśnie tego,między innymi,się obawiałam,że dziecku trzeba będzie poświęcić całego siebie,a ja nie chcę rezygnować z pewnych swoich pasji dla dziecka,które później może okazać się wyrodne i na starość kopnąć mnie w tyłek:) Ale Ty nie zrezygnowałaś ze swoich pasji,nie zatraciłaś siebie,a mimo to wychowałaś córkę na dobre,grzeczne dziecko. Bo powiem Ci,że właśnie przeważnie mam styczność raczej z takimi matkami,co to od razu od momentu dwóch kresek na teście rzucają pracę i moszczą gniazdko. Później są z tymi dziećmi nierozłączne,nawet na kawę nie można ich wyciągnąć,bo dziecko... Nie wiem,może im się takie życie podoba.. Ale mi wogóle:)
        • julinekk Re: brak instynktu macierzyńskiego 17.08.10, 20:49
          To ja sie tez dorzuce z komentarzem. Moj syn ma teraz 5 lat, zaplanowany na
          zasadzie "ciekawe jak to by bylo miec dziecko". Nigdy nie palalam miloscia do
          dzieci i do tej pory obce mnie nie interesuja a jedynie mecza. Sa w wiekszosci
          upierdliwe. Nigdy nie pszyszlo mi do glowy poswiecac sie dla syna- mam swoje
          pasje, robie kariere. On jest jedynie czescia mojego zycia- calkiem spora, ale
          jednak czescia. Poswiecam mu tyle czasu ile potrzebuje ale dbam tez o siebie.
          Wlasnie mija 2 tydz kiedy malego nie widzialam i nie rozdzieram szat z tego powodu.
          Jak widzisz, nie trzeba szalu macicy zeby miec dziecko i nie trzeba rezygnowac z
          siebie zeby je wychowac, ale na pewno trzeba miec troche dobrej woli zeby w
          ogole sie zdecydowac.
    • anirac Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 11:34
      Twój post skłonił mnie do przemyślenia powodów posiadania dziecka. Przy czym ja
      dziecka nie posiadam :) Ale bym chciała. Chociaż dzieci nie lubię, ale tak sobie
      myślę, że swoje to nawet bym pokochała :) A dlaczego chcę je mieć? Bo dynastia
      wymrze :) Serio :) Tylko moja mama miała dzieci (mnie i siostrę), a jej
      pozostałe 3 siostry są już bezdzietne. Moja siostra ma lat 40 i nie ma dzieci,
      chociaż mówi, że się teraz o to stara - no trochę późno, ale nie mnie to
      osądzać. Więc ja pozostaję do podtrzymania rodzinnego gatunku :) Chcę mieć komu
      zostawić to czego się dorobię (może to być siostrzeniec, ale na niego się nie
      zanosi), chcę, żeby za 100 lat kolejne pokolenie opowiadało historie o mnie, tak
      jak ja opowiadam o swojej prababce :) No taki przeze mnie przemawia egoizm :)
      Ale kiepsko widzę realizację potomka :(
    • ritsuko krew mnie zalewa jak coś takiego czytam 11.08.10, 12:52
      i to nie chodzi o fakt niechęci do posiadania dziecka/i, ale o to, że tyle jest
      durnych ludzi, którzy nie myślą przed związaniem się z kimś na stałe. "Mąż pyta
      co chwilę", a przed ślubem nie pytał, nie rozmawialiście nigdy na ten temat?
      Są kobiety, które po porodzie się smieniały, ale są też takie, które dziecko
      unieszczęśliwiło, więc reguły nie ma. Póki co nie chcesz dziecka mieć i dopóki
      nie poczujesz, że to coś dla Ciebie to czemu masz się decydować?
      Tylko czemu do jasnej nie związałaś się z kimś kto ten pogląd podziela???
      • agaoki Re: krew mnie zalewa jak coś takiego czytam 11.08.10, 13:17
        jakbym czytała swój własny wątek:)) zwłaszcza fragment o współczuciu dla kobiet
        z wózkiem. również posiadanie dziecka kojarzy mi się z wyrzeczeniami i
        poświęceniem. i wydatkami!
        ale dzieci lubię, zwłaszcza takie 2-5 letnie. lubię na nie patrzeć, obserwować
        ich zachowanie, pogadać z nimi, pożartować, pośmiać się. mogłabym pracować z
        dziećmi. ale mieć takie na co dzień, 24h na dobę... nie, dziękuję.
        jako nastolatka uwielbiałam zajmować się moim dużo młodszym kuzynostwem.
        chciałam mieć dzieci jak miałam 20 lat. chyba sobie nie zdawałam sprawy wtedy,
        co to tak naprawdę znaczy. dzidziuś był dla mnie jak lalka. kojarzyło mi się to
        z kupowaniem ślicznych ubranek. nie wiedziałam wtedy, ile to kosztuje. nie
        brałam pod uwagę licznych problemów, chodzenia regularnie do lekarza, na różne
        kontrole, szczepienia.
        nawet mnie nie przeraża nocne wstawanie i kupy. ale już karmienie piersią
        strasznie. i spacerki oraz zabawy na placu zabaw... to musi być strasznie nudne
        zajęcie:(( zwłaszcza, że z małym dzieckiem wszystko trwa dwa razy dłużej.
        a jak taki mały człowiek dorasta, jest coraz gorzej - przedszkole, szkoła,
        użeranie się z nauczycielkami, wywiadówki...
        podobno dziecko wszystko wynagradza, jest to uczucie nieporównywalne z niczym...
        najgorsze jest to, że tego nie da się sprawdzić. nie można mieć dziecka na próbę:((
        boję się odpowiedzialności, tych różnych trudności, wydatków. z drugiej strony
        boję się, że może omija mnie coś wspaniałego...
        najgorsze jest to, że ja nie mogę powiedzieć na 100%, że nie chcę dzieci.
        czasami mnie nachodzi, że bym chciała... a czasami myślę sobie, że nigdy w
        życiu. zwłaszcza jak się spotkam z koleżanką-mamuśką, która przez 3-4 h nadaje
        tylko o swoim maleństwie, jego zabawach, umiejętnościach, dolegliwościach...
        ale mam też koleżanki-matki rozsądne, które są na bieżąco z wiadomościami,
        opowiadają o swojej pracy, mają ciekawe plany, zainteresowania. one dodają mi
        otuchy i wiary w to, że jednak z dzieckiem można normalnie żyć, że nie zabiera
        ono całej wolności.


        • lalka-on-line Re: krew mnie zalewa jak coś takiego czytam 11.08.10, 13:45
          kurcze,ja bym chciala miec dziecko:)ale jako przemyslana[w miare:)]
          decyzje a nie z wpadki z byle kim czy pod jakakolwiek presja
          [czasu,rodziny,innych "ktorzy w twoim wieku juz maja",na takie
          argumenty zalewa mnie krew i od razu mam ochote powiedziec cos
          ohydnego:P]
          rozumiem ludzi ktorzy nie odczuwaja takiej potrzeby,kazdy jest
          inny,to w koncu ich zycie a posiadanie dzieci nie gwarantuje zadnej
          szczesliwej starosci-malo to przykladow na holubione potomstwo ktore
          pozniej wypina sie na mamusie czy tatusia albo funduje im dom
          starcow.
          nalezy tylko sie odpowiednio dobrac,bo w sprawie dzieci[podobnie jak
          w sprawie "bierzemy slub czy zyjemy na kocia lape"]raczej kompromisu
          sie nie wypracuje,zawsze ktoras strona bedzie nieszczesliwa-albo ten
          ktory sie zgodzi miec dziecko wbrew sobie albo ten ktory stlumi
          instynkt w imie podtrzymania zwiazku.
          lipa tak czy siak.
      • m00nlight A ja mysle ze to kwestia faceta... 22.08.10, 17:47

        Słyszalam to juiedys i nie wierzylam, dopoki mnie to nie dotyczylo!

        Teraz wiem że to czysta prawda. Ja też z pierwszym mężem 'nie
        chcialam dzieci'. Nie widzialam w naszym życiu miejsca na dziecko,
        nie zaplanowalam nawet jednego extra pokoju urządzając dom. Patrząc
        na kobiety z brzuchami/ wózkami też im współczulam i myślałam 'Rany
        boskie! jakiłupie że się daly w coś takiego wrobić'! Zawzięcie
        dyskutowalam ze wszystkimi dookolajaka to glupota miec dzieci, ile
        to wyrzeczen i ile fajniejszych rzeczy można robić we dwójke. Mialam
        odpowiedz na KAŻDY argument, moje koleżanki uważały mnie za 'dziwną'.

        Sama zastanawialam się czasem, skąd u mnie takie podejście. Aż się
        wyjaśniło- otóż mój były mąż zupelnie nie nadawal się na ojca-
        niedojrzały lekkoduch myślący tylko o zabawie- często niby w żartach
        odpowiadalam ludziom o pytania o dziecko (jakies 4-5 lat po
        ślubie ;) że mam już jedno dziecko (w domyśle męża) i drugie mi na
        razie nie potrzebne. Niby żarty ale to była prawda! Ja po prostu
        sama wmawialam sobie niechęć do dzieci by nie przyznać sama przed
        sobą i przed nikim że po prostu z obecnym facetem nie czuję się dość
        bezpiecznie. I tak, najpierw zarzekalam się, że nigdy, potem a
        świętego spokoju odpowiadalam że 'później, może po 30stce' i każdy
        się dziwił ' 5 lat po ślubie, dom swój mają- samochód- mają,
        pieniądze- mają, to o co chodzi?'. No wlasnie, a chodzilo o bardzo
        prostą rzecz. Niedlugo pozniej się rozwiodłam- dość mialam akiego
        życia w ktorym niby wciąż coś się dzieje a czuję że tak nprawde
        stoję w miejscu.

        I co? Poznalam fantastycznego faceta, z którym żałuję tylko że nie
        poznalam go wczesniej. On od początku mowil że my o rodzinie
        z 'prawdziwego zdarzenia' i dzieciach, przy czym swoim 'ogolnym
        życiowym podejściem' udowodnil że jest facetem 'z jajami',
        odpowiedzialnym, świadomym czego chce i jak chce to osiągnąć. I co?
        Po pół roku wspolnego mieszkania jestem w ciąży, świadomie :) Troche
        mnie to zaskoczylo że jak tylko podjęlismy decyzję- po wielu
        debatach i kalkulacjach- udalo się 'za pierwszym strzalem' ;) Widac
        moj organizm tylko na to czekal. I mimo że w przeciwienstwie do
        mojego faceta nie chodze w skowronkach- dolegliwosci i różne ciążowe
        schizy dają o sobie znać- patrzę na niego jak się cieszy, jak
        urządza pokój dla dziecka, jak o mnie(nas) dba, chodzi dumny jak
        paw, wciąż dotyka mojego brzucha choż nic jeszcze nie widac ;) to
        jakoś tak czuje wewnętrzny spokoj, że nawet jesli nie będę idealną
        matką i nie 'zakocham się na zabój' w swoim dziecku, to on mi we
        wszystkim pomoże i w razie czego 'nadrobi' ;) Juz widzę że to nie
        jest facet ktorego trzeba zaganiac do pieluch, sam się będzie garnął
        do obowiązków ojcowskich :) nie pytajcie skąd wiem, to po prostu
        widac, po tym jak się obchodzi z cudzymi dziecmi, zwierzami, etc.
        Widzialam jak kiedys z zazdroscią patrzyl na facetow z wozkami, a
        teraz mija nas facet z wozkiem to tylko spogląda na mnie i sie
        usmiecha sam do siebie. Nie wyobrazam sobiee moglabym mu tę radość
        odebrac.


        Droga Autorko wątku, nie odbieraj tego swojemu mężowi, i albo
        zrealizuj jego marzenie o ojcostwie, albo daj mu możliwość to
        marzenie zrealizować z inną kobietą... nikt Ciebie nie zmusza do
        macierzynstwa- ale i Ty nie możesz nikogo zmuszac do bezdzietnosci...
    • alza73 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 14:25
      też mi się wydawało niemożliwe pokochanie malucha. Mało tego sama
      myśl o tym, że będę w ciąży przyprawiała mnie o mdłości (bynajmniej
      nie z powodu tego, że byłam już w ciąży). Natomiast teraz mogę z
      całą odpowiedzialnością stwierdzić, że ten młody człowiek jest
      naszym oczkiem w głowie.
      Nie mniej jednak nigdy nie byłam gotowa (i tego nie robiłam) na
      dyskutowanie o kupkach itp. rzeczach związanych z "obsługą" malucha.
      Nie miałam i nie mam koleżanek mamuś rozprawiających tylko na te
      tematy. Może dlatego, że jak Michaś miał 5 m-cy wróciłam do pracy, a
      te 5 miesięcy było dla mnie wielkim szczęściem i nie miałam ochoty
      na głupie gadki, więc chodziłam na spacery tam, gdzie takich mamuś
      nie spotykałam.
    • berta-live Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 15:06
      A ja bym tutaj jeszcze do tej dyskusji dodała coś takiego jak poczucie
      obowiązku, wydolność i zorganizowanie. Bo to właśnie te cechy a nie to czy matka
      ma neurotyczny stosunek do dziecka i zachwyca się nad każdą jego kupą, jest dla
      tego dziecka istotne. Bo co dziecku z matki, które co prawda rozpływa się nad
      każdym niemowlakiem z reklamy jak po 2tyg opieki padnie na pysk albo się jej
      zwyczajnie znudzi rutynowa fizyczna praca i dzieciak zostanie na lodzie głodny,
      brudny i zaniedbany. I z cudownego bobasa awansuje na wstrętnego bachora, który
      zrujnował matce życie.

      Moim zdaniem decydując się na dziecko w ogóle nie należy brać pod uwagę
      chciejstwa i instynktów, tylko swoje dotychczasowe osiągnięcia z wywiązywania
      się z wszelakich obowiązków życiowych. Jak dla kogoś problemem jest umycie po
      sobie szklanki czy wyrzucenie śmieci, nie mówiąc o poważniejszych wyzwaniach
      typu samodzielna opieka nad zwierzęciem, to nawet jak sika z radości na widok
      bobasa, to lepiej niech dziecka nie ma. Natomiast jak ktoś jest obowiązkowy i
      poukładany a konieczność wykonywania, nawet żmudnych i nielubianych, zadań nigdy
      nie była dla niego żadnym problemem, to nawet jak wpadkę zaliczy, to sobie
      poradzi i nie będzie miał z tego tytułu żadnej traumy. Nawet jak dzieci nie lubi.
      • gonia_29 Berto 11.08.10, 15:41
        jednak jakieś tam chciejstwo jak piszesz winno być -rodzice emocjonalne lodówki
        etc. to raczej nic dobrego, prawda? Nie chodzi o to, żeby piszczeć nad dzieckiem
        to wszak nie koncert Elvisa. Poza tym wszystko fajnie, dużo piszecie o roli
        kobiety. Zobacz w ilu związkach jest tak, że tylko matka tyra, więc pomijać
        obowiązkowość warto jeszcze prócz tych mitycznych chęci przyjrzeć się swemu
        facetowi z którym dajmy na to, kobieta chce mieć dziecko. Naprawdę nie warto
        wierzyć, że macierzyństwo/ojcostwo zmieni lenia, faceta, który tam z czegoś nie
        potrafi zrezygnować na rzecz rodziny - bo nigdy nawet tego nie zakładał. Kogoś z
        kim ewidentnie nie należy mieć tego dziecka{non stop pouczającym, nadmiernie
        sprzątającym{pedant},skąpym -bo każdy wydatek na dziecko przyprawi go o zawrót
        głowy}. Z gościem który chce mieć bobasa ale jego zainteresowanie się skończy
        zaraz po narodzinach. I dobrze jest zwracać uwagę i to przed ślubem/długotrwałym
        związkiem {to nie musi być żadna wskazówka ale może}, jakie relacje panują
        między rodzicami wybrańca {to działa też w drugą stronę}, jak tam jest
        traktowana kobieta/facet czy gościu uważa, że żona/partnerka to firma
        usługowa-dzieciowa czy inaczej. Czy wie/myśli o tym, że prócz pysiów i fisiów,
        będzie ciężko, że trzeba będzie pomóc swojej kobiecie i może nie być kolorowo.
        Czy nas stać - nie na ekstrawagancje ale na podstawowe rzeczy dla dziecka? Czy
        nie "robimy" dziecka bo nam się nudzi w związku, coś spajamy {a to nawet nie
        warte tego i pytanie czemu ludzie uważają, że jak jest kijowo to dziecko coś
        uratuje? Nie raczej i tak się rozpadnie a jeszcze biedne dziecko będzie
        niesłusznie obwiniane, że swojej roli nie spełniło! A co to kit do okien?}.
        Oczywiście to co BERTA pisze dalej jest faktycznie ważne ale czasem nawet
        obowiązkowe osoby mają dosyć -więc nie demonizowałabym tego{
        możliwego/przejściowego niepoukładania/wszak i tak "po dziecku" trzeba ustalić
        nowy rytm}! I warto przemyśleć jeszcze jeden aspekt -nie żebym była Material
        girl. Warto być niezależnym/lub mieć jakieś własne środki finansowe{kobiety} bo
        Ci faceci, którzy przed ślubem w czasie małżeństwa wypominają, podśmiewają się z
        zarobków pań, lub te pary, które ewidentnie nie stać {mogą być po "fakcie"
        awantury i pretensje} a dzieci mają -w takich związkach PAN lubi się trochę
        poznęcać nad panią! I ty pasożycie -to najdelikatniejsze określenia jakie padają
        w stronę pani. Także prócz tego wszystkiego jeśli już -warto zastanowić się jaki
        ten "nasz"pan jest?! Bo oczekiwanie, że coś kogoś zmieni na lepsze jest trochę
        na wyrost idącym wnioskiem. Potem lądowanie jest niestety TWARDE!
        I zgadzam się z RITSOUKO {mam nadzieję, że dobrze nick pamiętam} -takie sprawy
        przed ślubem /inne życiowe też. Bo jeśli nie chciałaś a on myślał, że np. to się
        zmieni trzeba było GO uświadomić co by wybór miał! Dwa może myślał, że to takie
        gadanie więc też TRZEBA tłumaczyć jak chłop krowie na rowie.
        • berta-live Re: Berto 11.08.10, 15:59
          Mnie raczej chodziło o to, że samo chciejstwo nie wystarczy, żeby się sprawdzić
          jako matka. I jak jeszcze może się okazać, że osoba nie mająca pociągu do
          rodzicielstwa, zakocha się w swoim bobasie i nie będzie poza nim świata widzieć,
          to z np lenia pracusia nie będzie nigdy. I to się tyczy obojga rodziców, nie
          tylko matki. Bo gadaniem i dobrymi chęciami to jeszcze nikt się nie najadł. A
          większość problemów i frustracji związanych z dziećmi, domem i współmałżonkiem
          wynika właśnie z tego, że człowiek podjął się wyzwania, któremu z powodu swoich
          cech psychofizycznych nie jest w stanie podołać.
          • gonia_29 Berto - prawda! 11.08.10, 16:20
          • falka32 Re: Berto 11.08.10, 18:54
            człowiek podjął się wyzwania, któremu z powodu swoich
            > cech psychofizycznych nie jest w stanie podołać.

            Ja ze swojego punktu widzenia napiszę: ja jestem taką osobą, która z punktu
            widzenia swoich cech psychofizycznych nie powinna mieć małych dzieci albo jeżeli
            już, to tylko jedno naraz. Wysokoreaktywna neurotyczka, niezorganizowanie to
            moje drugie imię, zbyt duża ilość bodźców i brak przerw na regenerację mnie
            oślepia. Z drugiej strony, na 5 minut przed deadlinem okazuję się być wulkanem
            koncentracji. Mam troje dzieci, z czego dwoje ostatnich w odstępie półtora roku
            (dla niezorientowanych w temacie: to jest hardkor). Pierwszego dziecka nie
            chciałam bardzo, ale to bardzo, kiedy okazało się, że jestem w ciąży. Następna
            dwójka była zrobiona, bo chciałam. Jak to wygląda? Tak jak z tymi zwierzętami -
            padam na pysk, ale zrobię chociaż minimum tego, co trzeba, bo wiem, że trzeba.
            Dodatkowo powiem, że jeżeli w grę wchodzi własnoręcznie powołana do życia
            bezbronna istota, ma się znacznie więcej motywacji do stanięcia na rzęsach i
            przekraczania własnych ograniczeń, niż w przypadku najbardziej ukochanych
            zwierzaków. W porównaniu do tego, co o sobie sądziłam, jestem w stanie wyrobić
            300% normy z czasów sprzed dzieci. Standardy mam oczywiście obniżone do swojej
            wydolności, bo niepotrzebne mi wczasy w wariatkowie, ale kurator by mi dzieci
            nie odebrał. Przede wszystkim - daję z tym radę dlatego, że wiem, że tak wygląda
            tylko kilka lat (mam dużą różnicę wieku pomiędzy pierwszym a drugim dzieckiem,
            najstarszy to nastolatek). Potem jest znacznie prościej. W pewnym momencie
            dzieci się robią samoobsługowe w wielu aspektach, same sobie robią jeść, same
            się myją, same sprzątają, same chodzą do szkoły, nie wytwarzają tyle hałasu,
            bałaganu, chaosu a wyzwania jakie stawiają przed rodzicami są już natury
            intelektualnej, niż fizyczno - wydolnościowej. Traktuję to zatem tak, jakbym
            poszła harować do wyczerpującej pracy z pełną świadomością, że taki zapiernicz
            będzie trwał pierwsze 2-3 lata a potem będzie się stopniowo zmniejszał aż do
            praktycznie całkowitego braku roboty, za to przy rosnącej satysfakcji z wyboru
            tej a nie innej pracy. Albo jak zapiernicz przy budowie domu, w którym potem
            spokojnie usiądę na długie lata. Z takiej perspektywy wygląda to inaczej.

            Czyli nazwijmy to, ze z pełną świadomością swoich ograniczeń psychofizycznych
            postanowiłam przejść przez to jeszcze raz, bo wiem, że trwa to krótko a potem,
            jak już przejdzie ten huragan, można się po prostu przez wiele lat cieszyć z
            wychowywania zupełnie nowych, zupełnie różnych od siebie ludzi.

            Z tym, że zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą nie wyrobić, bo się przeliczą.
            Najgorzej jest jednak moim zdaniem wtedy, kiedy ktoś się przeliczył co do swoich
            sił, ale z powodu jakiejś tam presji społecznej i wewnętrznej nie jest w stanie
            sobie opuścić poprzeczki do dopuszczalnego minimum, tylko oczekuje od siebie
            wydolności robota i wpada w depresję, jeżeli nie może wykonać zadania w sposób
            idealny i perfekcyjny - to jest prosta droga do tragedii.
          • policjawkrainieczarow Re: Berto 20.08.10, 17:50
            A
            > większość problemów i frustracji związanych z dziećmi, domem i współmałżonkiem
            > wynika właśnie z tego, że człowiek podjął się wyzwania, któremu z powodu swoich
            > cech psychofizycznych nie jest w stanie podołać.

            no i co w zwiazki z tym? bo tak sie sklada, ze nikt nie wie, czy mu podola,
            dopoki tym rodzicem nei zostanie, malo tego, moze sie okazac, ze przy pierwszym
            dziecku podola i zdecyduje sie na drugie, ktore tak da w dupe, ze podolanie
            szlag trafi wraz z cechami psychofizycznymi. Co to w ogole za cechy, te
            psychofizyczne masz na mysli?
            • berta-live Re: Berto 23.08.10, 21:07
              Zawsze można dziecko do adopcji oddać. Dla niego będzie to lepsze niż życie w
              rodzinie, dla której będzie dopustem bożym.

              A jeśli chodzi o cechy psychofizyczne, to są to dowolne cechy, które sprawiają,
              ze człowiek nie nadaje się na opiekuna. A dziecko pod jego opieką jest stale
              narażone na utratę życia lub zdrowia, tak fizycznego jak i psychicznego.
      • agaoki Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 16:42
        berta-live napisała:

        > A ja bym tutaj jeszcze do tej dyskusji dodała coś takiego jak poczucie
        > obowiązku, wydolność i zorganizowanie. Bo to właśnie te cechy..

        no właśnie. ja należę do osób raczej wygodnickich i źle zorganizowanych. jak
        czegoś robić nie muszę, to nie robię. przeraża mnie właśnie to, że przy dziecku
        stale trzeba coś robić i to właśnie wtedy, kiedy dzieciak tego potrezbuje, a nie
        kiedy mamie się chce. nie brzmi to zbyt zachęcająco dla mnie...
        z drugiej jednak strony o moje zwierzęta dbam bardzo dobrze i czasami jeszcze im
        sprzątam późnym wieczorem, mimo że padam na pysk. bo mi ich szkoda. może z
        dzieckiem byłoby podobnie. mimo zmęczenia jednak bym się mobilizowała.
        w pracy też jestem obowiązkowa. jak już coś robię, to solidnie.
      • policjawkrainieczarow Re: brak instynktu macierzyńskiego 20.08.10, 17:54
        Natomiast jak ktoś jest obowiązkowy i
        > poukładany a konieczność wykonywania, nawet żmudnych i nielubianych, zadań nigd
        > y
        > nie była dla niego żadnym problemem, to nawet jak wpadkę zaliczy, to sobie
        > poradzi i nie będzie miał z tego tytułu żadnej traumy. Nawet jak dzieci
        nie lub
        > i.

        skąd ta pewność?
        • berta-live Re: brak instynktu macierzyńskiego 23.08.10, 21:02
          > skąd ta pewność?

          100% pewności nigdy nie można mieć. Natomiast z 99% pewnością można założyć, że
          dzieci takiej osoby będą zadbane i przynajmniej ich fizyczne potrzeby będą w
          pełni zaspokojone. Zakładam, ze jak ktoś od urodzenia był bardzo obowiązkowy i
          poukładany i żeby się paliło i waliło, to on zawsze był przygotowany do lekcji,
          zawsze miał posprzątany pokój, zawsze podlane roślinki, zawsze nakarmionego,
          wyczesanego i wyprowadzonego na spacer psa, zawsze szef mógł na niego liczyć,
          itp i nigdy nie doprowadzało go to do jakiejs frustracji, to i dziecko też
          będzie nakarmione, przewinięte, wyspacerowane, lekcje będzie miało odrobione
          itp. Z emocjonalnymi potrzebami może być gorzej, ale lepsze to niż nic.
    • nutka07 Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 15:50
      Kwestie dzieci trzeba bylo poruszyc z mezem przed slubem, bo teraz nienajlepiej to wyglada.

      Co do samego macierzynstwa to nie sluchaj mam, ktorym sie odmienilo bo Tobie niekoniecznie moze sie odmienic. Poza tym bycie rodzicem to ciezki kawalek chleba ;) i jezeli tego nie chcesz to pod zadnym naciskiem sie nie zgadzaj.

      Co do dzieci to mi sie odmienilo jak poznalam mojego obecnego meza ale tez nie odrazu, troche to trwalo. Wczesniej wspolczulam ciezarnym, a na matki pchajace wozek i majace jeszcze jedno dziecko przy boku patrzylam z przerazeniem jakby nic dobrego nie moglo ich juz w zyciu spotkac, jakby mialy swoje dozywocie ;)
    • croyance Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 16:09
      Nie czytalam calego watku, ale niechec do posiadania dzieci to nie jest
      to samo, co brak instynktu macierzynskiego.
      • croyance Re: brak instynktu macierzyńskiego 11.08.10, 16:13
        BTW, ja np. wlasnych dzieci nie chce miec, ale instynkt macierzynski
        mam jak najbardziej, co sie objawia np. tak, ze jestem w stanie zajac
        sie kompetentnie dzieckiem, zapewnic mu bezpieczenstwo i czulosc.
        Instynkt zajecia sie mlodymi swojego gatunku to jedno, chec ich
        posiadania to drugie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka