Gość: Triss Merigold
IP: *.acn.waw.pl
25.03.04, 11:15
Ciężko mnie irytują zachowania coraz częściej uchodzące za "normalne". W
związku z tym reaguję głośno i dobitnie. Z ostatniego tygodnia:
- objechałam pełnym głosem pana w nocnym, który otworzył sobie okienko i
szykował do zapalenia papierosa, pan pomarudził ale fajki schował. Poza mną
nikt nie drgną, wszyscy wpatrzeni w widok za oknem
- rozdarłam się wieczorem na 4 ok. 15-letnich młodzieńców bez żenady
sikających na ulicy, odbyłam z nimi dość burzliwą dyskusję (mój monolog
bardziej) na temat zachownia w miejscach publicznych; przy okazji zwróciłam
uwagę przechodzącym dorosłym ludziom, że też powinni reagować a nie kwasić
później, że wszędzie śmierdzi. Ich reakcja - wariatka. Ciekawe - objechani
dresiarze mówili do mnie per "pani" i żaden nie bluznął.
- zwróciłam uwagę palącemu chłopcu, miał może ze 12 lat.
Mam pytanie: czy mnie się tylko wydaje czy kiedyś ludzie na podobne sytuacje
reagowali częściej? Boją się (qrde czego?) czy jest wszystkim wszystko
dokładnie obojętne?