nightwishowa
05.11.10, 00:32
Moi znajomi się na mnie wściekają, bo nie chcę chodzić na imprezy. Nie rozumieją, że ja po prostu się na nich strasznie męczę. Nie mogę znieść wszechobecnej rąbanki, po godzinie boli mnie głowa, nie umiem wytrzymać w dymie papierosowym-oczy same mi łzawią, mam dosyć panów macantów, którzy chcą wyhaczyć laskę na jedną noc i nie przeszkadza im brak zainteresowania i tak będą próbować obejmować. Poza tym ja dłużej niż do 1 nie umiem pociągnąć na jakiejkolwiek imprezie, a większość bawi się wówczas w najlepsze, a ja bym wolała wracać do domu. Poza tym imprezy w środku tygodnia nie są dla mnie, ja potem nie funkcjonuję normalnie na zajęciach. Parę razy poszłam na imprezę w środku tygodnia, na drugi dzień umierałam...
Ale generalnie lubię wychodzić z ludźmi. Zawsze jestem chętna na piwko, obiad, mecz, kino, teatr, hokeja, rockowy koncert, kręgle, bilard, domówkę czy zwykły spacer. Ja po prostu szczerze nie trawię typowych imprez, gdzie non stop puszczają techno, śmierdzi papierosami i trzeba odpędzać się od natrętów.
Ale znajomi coraz mniej tolerancyjnie do tego podchodzą i mają im za złe, że nie chodzę na imprezy. Wczoraj znowu szli na imprezę, ja nie poszłam, dzisiaj ciągle słuchałam o tym, jak mogłam nie pójść...
Moja przyjaciółka mnie w pełni rozumie, ona też nie znosi imprez w klubach i też ich unika...
A ja już nie wiem, jak dotrzeć do znajomych, żeby przestali mi suszyć głowę o te imprezy...
Może któraś z Was miała podobny problem i jakoś udało się jej go rozwiązać.