28.12.10, 13:51
Gdzie, według Was, przebiega cieniutka granica, pomiędzy pomocą ze strony najbliższych (matka, ojciec, teściowie), a wpierdzielaniem się w nieswoje sprawy.
Czy macie takie rozgraniczenie "opracowane", czy wprowadzacie je emocjonalnie, w danej chwili. Czy dotyczy ono świąt, urlopów, szkół, kasy? kuchni? dzieci?, czegoś innego? Czy to jest element konfliktogenny w Waszych związkach?

U mnie, nawet najmniejsza chęć włączenia się do życia mojej rodziny, kończyła się natychmiastową awanturą, i to bez względu na to, czy próbowali wmieszać się teściowie czy rodzice.
Obserwuj wątek
    • sundry Re: Granica. 28.12.10, 13:54
      > U mnie, nawet najmniejsza chęć włączenia się do życia mojej rodziny, kończyła s
      > ię natychmiastową awanturą, i to bez względu na to, czy próbowali wmieszać się
      > teściowie czy rodzice.

      Czyli de facto zerwałeś kontakty z rodzicami i teściami?
    • takajatysia Re: Granica. 28.12.10, 14:00
      Granica przekroczona jest wtedy jak ktoś poproszony, żeby dał sobie siana w danym temacie nadal ma dużo do powiedzenia.
      Generalnie wśród całej rodziny tylko do eks-teścia to nie docierało. Uwielbiał się nie tylko wtrącać lecz nawet wpier***. No i awanturować się o przeforsowanie swoich pomysłów z d* wziętych ;P
    • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 14:00
      To, gdzie przebiega sam doskonale czujesz, kiedy zostaje przerywana.

      piotr_57 napisał:

      > Gdzie, według Was, przebiega cieniutka granica,
      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:07
        brown_jozi napisała:

        > To, gdzie przebiega sam doskonale czujesz, kiedy zostaje przerywana.
        >
        >Rozumiem, że bierzesz to "na czuja", czyli podchodzisz do tego emocjonalnie.
        Jeśli nie masz takiego podziału skonkretyzowanego a priori to znaczy, że działasz emocjonalnie. A wtedy ta granica jest niejednolita, zarówno w odniesieniu do osób jak i do czasu.
        • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 14:20
          Sposób w jaki myślisz oznacza - dla mnie - że wszystkie sytuacje, w jakich przychodzi Ci się znajdować są przewidywalne i powtarzalne do tego stopnia, że pasuje do nich z góry przyjęty schemat.
          Co z przypadkowością zdarzeń i indywidualnością charakterów?

          W budowaniu granic trudno unikać emocjonalności o której piszesz.
          Myślę, że dokładnie ta emocjonalność jest miarą naszych granic.



          > >Rozumiem, że bierzesz to "na czuja", czyli podchodzisz do tego emocjonalni
          > e.
          > Jeśli nie masz takiego podziału skonkretyzowanego a priori to znaczy, że
          > działasz emocjonalnie. A wtedy ta granica jest niejednolita, zarówno w odniesi
          > eniu do osób jak i do czasu.
          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:40
            brown_jozi napisała:

            > Sposób w jaki myślisz oznacza - dla mnie - że wszystkie sytuacje, w jakich przy
            > chodzi Ci się znajdować są przewidywalne i powtarzalne do tego stopnia, że pasu
            > je do nich z góry przyjęty schemat.
            > Co z przypadkowością zdarzeń i indywidualnością charakterów?

            Staram się jak najszerzej unifikować i wydarzenia i osoby. Jest rzeczą oczywistą, że nie do końca to się udaje, ale uwzględniając poprawki, dokonuje coraz szerszej kodyfikacji.

            >
            > W budowaniu granic trudno unikać emocjonalności o której piszesz.

            Bardzo trudno, ale jednocześnie jeżeli nie ma w Tobie chęci do eliminowania emocjonalności, to szybko znajdziesz się w kanale w którym (np.) mamie wolno wszystko a teściowej nic.

            > Myślę, że dokładnie ta emocjonalność jest miarą naszych granic.

            No to u mnie nie. U mnie podstawa i miara tych granic jest (jakaś tam) "ideologia" a nie emocje.
            >
            >
            >
            > > >Rozumiem, że bierzesz to "na czuja", czyli podchodzisz do tego emocj
            > onalni
            > > e.
            > > Jeśli nie masz takiego podziału skonkretyzowanego a priori to znac
            > zy, że
            > > działasz emocjonalnie. A wtedy ta granica jest niejednolita, zarówno w o
            > dniesi
            > > eniu do osób jak i do czasu.
            • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 14:47
              piotr_57 napisał:

              > > W budowaniu granic trudno unikać emocjonalności o której piszesz.
              >
              > Bardzo trudno, ale jednocześnie jeżeli nie ma w Tobie chęci do eliminowania emo
              > cjonalności, to szybko znajdziesz się w kanale w którym (np.) mamie wolno wszys
              > tko a teściowej nic.

              Myślę, że emocjonalność to ta nasza dobra część, która nie wymaga eliminowania a jedynie uporządkowania w określonej przestrzeni i względem określonych osób.
              Znaleźć się w kanale - w kontekście o jakim mówisz - to przestać panować nad emocją a nie ją wyeliminować. To dla mnie różne kategorie.
              >

              • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:57
                brown_jozi napisała:
                >
                > Myślę, że emocjonalność to ta nasza dobra część,

                Jesteś tego pewna ??????

                która nie wymaga eliminowania
                > a jedynie uporządkowania w określonej przestrzeni i względem określonych osób.

                Zdecydowanie nie zgadzam się.
                Zasady rządzące rodzina powinny być tak samo ślepe jak Temida.
                Jeśli zastosujemy Twój model nigdy, niczego nie nauczymy naszych dzieci, bo one przecież nie sa zdolne do wyłapania naszych stanów emocjonalnych. Widza tylko niekonsekwencje.


                > Znaleźć się w kanale - w kontekście o jakim mówisz - to przestać panować nad em
                > ocją a nie ją wyeliminować. To dla mnie różne kategorie.

                Nad tym muszę się zastanowić. To nie jest dla mnie jasne.
                > >
                >
                • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:02
                  piotr_57 napisał:


                  > > Myślę, że emocjonalność to ta nasza dobra część,
                  >
                  > Jesteś tego pewna ??????

                  Tak.
                  Kim byłbyś bez zdolności do czucia i wzruszeń?

                  > która nie wymaga eliminowania
                  > > a jedynie uporządkowania w określonej przestrzeni i względem określonych
                  > osób.
                  >
                  > Zdecydowanie nie zgadzam się.
                  > Zasady rządzące rodzina powinny być tak samo ślepe jak Temida.
                  > Jeśli zastosujemy Twój model nigdy, niczego nie nauczymy naszych dzieci, bo one
                  > przecież nie sa zdolne do wyłapania naszych stanów emocjonalnych. Widza tylko
                  > niekonsekwencje.

                  Piotrze, nie mówiliśmy o zasadach a o granicach, które - imo - przekraczane są głównie przez nieuporządkowaną emocjonalność.
                  Mój model - jak to nazywasz - nie zakłada braku istnienia zasad i totalnej samowoli - a jedynie pewien emocjonalny porządek.
                  >
                  >
                  > > Znaleźć się w kanale - w kontekście o jakim mówisz - to przestać panować
                  > nad em
                  > > ocją a nie ją wyeliminować. To dla mnie różne kategorie.
                  >
                  > Nad tym muszę się zastanowić. To nie jest dla mnie jasne.
                  > > >
                  > >
                  • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:19
                    brown_jozi napisała:


                    >
                    > Tak.
                    > Kim byłbyś bez zdolności do czucia i wzruszeń?

                    Znam inne emocje, te złe.
                    Myślę, że świat bez emocji jest nudniejszy ,ale o niebo bezpieczniejszy od świata rządzonego emocjami.
                    Generalizując uważam, że świat musi opierać się na twardych zasadach, z ewentualna zgodą na "okraszanie" go ściśle reglamentowanymi, emocjami :)
                    >
                    > > która nie wymaga eliminowania

                    > > Zdecydowanie nie zgadzam się.
                    > > Zasady rządzące rodzina powinny być tak samo ślepe jak Temida.
                    > > Jeśli zastosujemy Twój model nigdy, niczego nie nauczymy naszych dzieci,
                    > bo one
                    > > przecież nie sa zdolne do wyłapania naszych stanów emocjonalnych. Widza
                    > tylko
                    > > niekonsekwencje.
                    >
                    > Mój model - jak to nazywasz - nie zakłada braku istnienia zasad i totalnej samo
                    > woli - a jedynie pewien emocjonalny porządek.

                    Dla mnie 'zasady" i "emocje" to wda zbiory nie mające części wspólnej.
                    Zasady są zimne i obowiązują wszystkich! Emocje są "rozedrgane", nieprzewidywalne i nie nadają się na podmurówkę budowli zwanej rodzina. :)
                    > >
                    > >
                    • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:25
                      piotr_57 napisał:

                      > Znam inne emocje, te złe.

                      Wciąż zachowujesz się tak jakbyś znał tylko te złe!:)


                      > Myślę, że świat bez emocji jest nudniejszy ,ale o niebo bezpieczniejszy od świa
                      > ta rządzonego emocjami.

                      Słowo "bezpieczny" to zła miara dla mnie, w tym porównaniu.

                      > Generalizując uważam, że świat musi opierać się na twardych zasadach, z ewentua
                      > lna zgodą na "okraszanie" go ściśle reglamentowanymi, emocjami :)
                      > >
                      Nawet twarde zasady nie gwarantują Ci porządku. Na pewno też, nie dają gwarancji spokoju :)


                      > Zasady są zimne i obowiązują wszystkich!

                      Oj! Jak bardzo się mylisz!:)

                      > Emocje są "rozedrgane", nieprzewidywalne i nie nadają się na podmurówkę budowli zwanej rodzina. :)

                      Myślę odmiennie. Takie moje prawo ;)
                      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:35
                        brown_jozi napisała:
                        .
                        >
                        > Wciąż zachowujesz się tak jakbyś znał tylko te złe!:)

                        Towarzysza mi całe życie.
                        A te nieliczne dobre, zawsze wolałem kwalifikować jako zakłamane.


                        >
                        >
                        > > Myślę, że świat bez emocji jest nudniejszy ,ale o niebo bezpieczniejszy o
                        > d świa
                        > > ta rządzonego emocjami.
                        >
                        > Słowo "bezpieczny" to zła miara dla mnie, w tym porównaniu.

                        Dlaczego? Jest bardziej przewidywalny. A wszystko co przewidywalne jest bezpieczniejsze od zaskakującego :)

                        > Nawet twarde zasady nie gwarantują Ci porządku. Na pewno też, nie dają gwarancj
                        > i spokoju :)

                        W życiu tylko śmierć jest zagwarantowana. My możemy jedynie czynić otoczenie przewidywalnym, a do tego dużo lepiej nadają się zasady niż emocje.
                        >
                        >
                        > > Zasady są zimne i obowiązują wszystkich!
                        >
                        > Oj! Jak bardzo się mylisz!:)

                        Nie!! Zasady obowiązują wszystkich!! Co najwyżej można je łamać z różnorakim skutkiem ,ale obowiązują wszystkich.

                        >
                        > > Emocje są "rozedrgane", nieprzewidywalne i nie nadają się na podmurówkę b
                        > udowli zwanej rodzina. :)
                        >
                        > Myślę odmiennie. Takie moje prawo ;)

                        Ależ oczywiście, że tak. Powiem nawet więcej. Fajnie się z Tobą rozmawia właśnie z tego powodu, że masz swoje zdanie i potrafisz go bronic.
                        • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:42
                          piotr_57 napisał:

                          > Towarzysza mi całe życie.

                          Jak każdemu z nas.

                          > A te nieliczne dobre, zawsze wolałem kwalifikować jako zakłamane.

                          To nie w porządku wobec osób, które mają szczere i dobre intencje.

                          > Dlaczego? Jest bardziej przewidywalny. A wszystko co przewidywalne jest bezpiec
                          > zniejsze od zaskakującego :)

                          Uogólniasz:)

                          > Nie!! Zasady obowiązują wszystkich!! Co najwyżej można je łamać z różnorakim sk
                          > utkiem ,ale obowiązują wszystkich.
                          >
                          Znam takich co wszelkie zasady mają w poważaniu lub mało tego ! - święcie są przekonani, że one nie istnieją!:)


                          > Ależ oczywiście, że tak. Powiem nawet więcej. Fajnie się z Tobą rozmawia właśni
                          > e z tego powodu, że masz swoje zdanie i potrafisz go bronic.

                          :)) Ładnie to brzmi przy braku asertywności, którym zwykłam się ostatnio wykazywać w swoim osobistym życiu;)


                          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:51
                            brown_jozi napisała:

                            >
                            > To nie w porządku wobec osób, które mają szczere i dobre intencje.
                            >

                            Zdaje sobie z tego sprawę. Ale zawsze mamy dość sił by znieść cudza krzywdę/nieszczęście.
                            Jest to jednak pewien typ pancerza chroniącego nas przed ciosami które najbardziej bolą.
                            To jest jak z bokserem. Wystarczy, że na sekundę się "otworzy" i już leży.

                            > > Dlaczego? Jest bardziej przewidywalny. A wszystko co przewidywalne jest b
                            > ezpiec
                            > > zniejsze od zaskakującego :)
                            >
                            > Uogólniasz:)

                            wszystkie zasady polegają na uogólnieniach. Można wręcz powiedzieć, że każda zasada jest uogólnieniem w czystej postaci.
                            >

                            > >
                            > Znam takich co wszelkie zasady mają w poważaniu lub mało tego !

                            Też znam. Ale to nie znaczy, że one ich nie obowiązują. Oni je tylko łamia.

                            - święcie są pr
                            > zekonani, że one nie istnieją!:)

                            Głupota(nie mylić z chorobą psychiczna) nie ogranicza odpowiedzialności.

                            > :)) Ładnie to brzmi przy braku asertywności, którym zwykłam się ostatnio wykazy
                            > wać w swoim osobistym życiu;)

                            Nie sądzę żeby brakło Ci asertywności. Założyłbym się że mylisz asertywność z bezwzględnością, czy czymś podobnym.
                            >
                            >
                            • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:54
                              piotr_57 napisał:



                              > To jest jak z bokserem. Wystarczy, że na sekundę się "otworzy" i już leży.

                              Bokser nie jest w walce cały czas.

                              > Nie sądzę żeby brakło Ci asertywności. Założyłbym się że mylisz asertywność z b
                              > ezwzględnością, czy czymś podobnym.


                              To - zdaje się - wymagałoby osobnego wątku ;) Nie sądzę jednak aby wart był kontynuacji :)
                              Mimo wszystko, dziękuję za komplement - bo taki też sobie uczyniłam z Twojej wypowiedzi;)
                              • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:10
                                brown_jozi napisała:
                                > .
                                >
                                > Bokser nie jest w walce cały czas.

                                To dyskusyjna kwestia :)
                                Albo jest w walce(na ringu), albo nie istnieje :D:D:D

                                To - zdaje się - wymagałoby osobnego wątku ;)

                                Zapewne byłby bardziej interesujący niż 100 innych na tej forumie.

                                Nie sądzę jednak aby wart był kon
                                > tynuacji :)
                                > Mimo wszystko, dziękuję za komplement - bo taki też sobie uczyniłam z Twojej wy
                                > powiedzi;)

                                To raczej spostrzeżenie niż komplement, ale zapewne o pozytywnym zabarwieniu :)
                                Często ludzie wrażliwi swoje chwilowe porażki, w starciu z bezwzględnością, kładą na karb braku asertywności, a to pomieszanie z poplątaniem. Na bezwzględność trzeba umieć odpowiedzieć argumentem maczugi, a nie wdawać się w analizę własnej osobowości.
                                • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 16:13
                                  piotr_57 napisał:


                                  > Na bezwzględność trzeba umieć odpowiedzieć argumentem maczugi, a nie wdawać się w analizę własnej osobowości.

                                  Zapamiętam!
                                  I obym umiała zastosować kiedy mój czarująco przemocowy Wybraniec Serca znów da mi po dupie:)
                                  • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:50
                                    brown_jozi napisała:


                                    > I obym umiała zastosować kiedy mój czarująco przemocowy Wybraniec Serca znów da
                                    > mi po dupie:)

                                    Oooo, udało mi się zgadnąć:) Tak właśnie myślałem, że to tak jest :)
                                    • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 19:59
                                      piotr_57 napisał:

                                      >
                                      > Oooo, udało mi się zgadnąć:) Tak właśnie myślałem, że to tak jest :)

                                      Gratuluję zdolności ;)
              • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 15:18
                Ja się z tą emocjonalnością w kontekście omawianego tematu nie zgodzę z Tobą totalnie. Między dzieckiem, a rodzicem są emocje nabudowane latami (nie ważne czy pozytywne czy negatywne), natomiast związek między teściami, a partnerem dziecka to (przynajmniej na początku związku) to relacja bez żadnych emocji, często mnie zażyła niż z sąsiadem. Jesteś w związku, dzielisz życie z partnerem...i zapraszasz/wpraszają się do tego życia Twoi rodzice..tobie np. emocjonalnie to nie przeszkadza, bo to rodzice bo bliscy, bo chcą dobrze (itd.), ale dla partnera to może być przykre i bolesne (albo na odwrót..odpychasz rodziców, podczas gdy partner nie umie się w tym z Tobą solidaryzować, bo wobec niego twoja rodzina zachowuje sie ok). I albo wyłączysz swoje emocje do rodziców, weźmiesz w rękę zdroworozsądkowy "poradnik układania relacji w rodzinie", albo będą narastać wzajemne pretensje w stylu "bo Ty nie lubisz moich rodziców", "bo ty chcesz mnie odciąć od rodziny, która chce dla mnie dobrze", "bo Ty jesteś przeciwko mnie". I do takiej sytuacji w cale nie trzeba stracić panowania nad emocjami...wystarczy kilka razy ocenić sytuację przez pryzmat emocji.
                Ja przerabiam obecnie drugich "teściów" i drugi długi związek...i właśnie poszłam teraz droga zdroworozsądkową, czytelnych zasad i jasnych granic (wcześniej jechałam po emocjach). Układa się bardzo dobrze, o wiele lepiej niż gdy podejście było emocjonalne, uważam że jest na prawdę ok...a akurat rodzice mojego tż są tacy, że bardzo łatwo można sobie wyobrazić sytuację gdy poszłoby na noże (np. poradziłam sobie z sytuacja gdy "teściowa" uparcie chciała mnie koniecznie "rozwieść kościelnie").
                • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:29
                  Sweet - nie powiedziałam, że emocjonalność ma rządzić jakimikolwiek stosunkami w rodzinie czy wytyczać ich ramy a jedynie, że trudno jej unikać a kiedy się pojawia - nie musi oznaczać najgorszego.

                  (Wybacz, w ostatnim czasie - z powodów zdaje się Tobie znanych z innego wątku:) - nie jestem w najlepszej formie do rozmów :) więc może moje wyjaśnienia niezbyt są klarowne:) )


                  • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 15:42
                    Oj unikać bardzo trudno, a czasem jeszcze trudniej wyjaśnić (np. partnerowi) to, że nie można właśnie nią sie kierować budując stosunki w nowej rodzinie. Ja mam bardzo złe doświadczenia z kierowaniem się emocjami w takich rodzinnych relacjach...brr...Uważam właśnie, że wyłączenie emocji to najlepsza metoda na dobre stosunki z teściami...choć nie zawsze łatwa.
                • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:38
                  sweet_pink napisała:

                  Ja przerabiam obecnie drugich "teściów" i drugi długi związek...i właśnie poszł
                  > am teraz droga zdroworozsądkową, czytelnych zasad i jasnych granic (wcześniej j
                  > echałam po emocjach). Układa się bardzo dobrze, o wiele lepiej niż gdy podejści
                  > e było emocjonalne, uważam że jest na prawdę ok...a akurat rodzice mojego tż są
                  > tacy, że bardzo łatwo można sobie wyobrazić sytuację gdy poszłoby na noże (np.
                  > poradziłam sobie z sytuacja gdy "teściowa" uparcie chciała mnie koniecznie "ro
                  > zwieść kościelnie").

                  Bliskie mi to.
                  >
                  • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 15:48
                    Ja się jeszcze pochwalę, że ja to swoich "teściów", to lubię...co uważam za zajebisty sukces :D
    • lusseiana Re: Granica. 28.12.10, 14:06
      Nie sądzę, żeby taką granicę dało się wytyczyć na kartce, wyrysować graficznie i rozdać rodzinie bliższej i dalszej.

      U mnie wszystkie "dobre rady" również wywołują ostrą reakcję alergiczną, ale i ile jest to jednorazowa sytuacja, to staram się nie robić burzy w szklance wody, tylko przełknąć, uśmiechnąć się, podziękować i jak najdelikatniej dać do zrozumienia, że i tak zrobię jak uznam za stosowne. No chyba, że do kogoś nie dociera i stara się swoje pomysły wcielić w moje życie...
      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:13
        lusseiana napisała:

        > Nie sądzę, żeby taką granicę dało się wytyczyć na kartce, wyrysować graficznie
        > i rozdać rodzinie bliższej i dalszej.

        Oczywiście masz racje :)
        Ale można przy każdej sposobności informować otoczenie o swoim zdaniu.
        Na przykład " mamo proszę nie brać dziecka na ręce"!
        "Tato, jak dojdę do wniosku, że należy remontować zraszacz w ogrodzie, to wezwę hydraulika". itp.
        >
        > U mnie wszystkie "dobre rady" również wywołują ostrą reakcję alergiczną, ale i
        > ile jest to jednorazowa sytuacja, to staram się nie robić burzy w szklance wody
        > , tylko przełknąć, uśmiechnąć się, podziękować i jak najdelikatniej dać do zroz
        > umienia, że i tak zrobię jak uznam za stosowne.

        A ja nie. Reaguje zdecydowanie juz przy pierwszej okazji, bo zgodnie z moim doświadczeniem jest to najbardziej efektywne przy najmniejszym skonfliktowaniu stron.
        Jeśli raz ustąpisz to dostarczasz argumentu w formie : " Tydzień temu było tak samo i nie reagowałeś, a teraz Ci się raptem nie podoba".

        No chyba, że do kogoś nie docie
        > ra i stara się swoje pomysły wcielić w moje życie...

        No właśnie w 90 przypadkach na sto tak właśnie jest. Z tym, że na tym etapie musisz już reagować zdecydowanie ostrzej.
        • lusseiana Re: Granica. 28.12.10, 14:32
          Ja staram się swoje zdanie podkreślać tylko wtedy, kiedy jest to koniecznie, czyli w momencie, gdy ktoś próbuje mi wmówić swoje zdanie. Zdecydowana reakcja na każdą najdrobniejszą uwagę jest chyba przesadą - nie znaczy to oczywiście, że nie reaguję, kiedy np. moja babcia usiłuje wszelkimi sposobami nakłonić mnie do zamieszkania po ślubie u niej, bo to już grubsza sprawa i ingerencja w moje życie, której nie przemilczę. Ale nie widzę sensu rugać moją matkę za to, że np. zwróciła mi uwagę, że do makaronu powinnam sobie wziąć większy garnek ;)

          Staram się wytyczać swoje granice i dawać otoczeniu do zrozumienia gdzie się one znajdują, ale nie bronię każdej drobnostki niczym Częstochowy... Wolę żyć z rodziną na przyjaznej stopie i póki co udaje mi się status quo utrzymać :)
          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:51
            lusseiana napisała:
            Wolę żyć z r
            > odziną na przyjaznej stopie i póki co udaje mi się status quo utrzymać :)

            Doskonale rozumiem Twoje podejście, i szczerze mówiąc zazdroszczę Ci.
            Ja nie umiem odpuścić nawet w najdrobniejszym szczególe, co powoduje wieczne konflikty, a w krańcowych przypadkach utratę kontaktów/samotność.
            • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:07
              piotr_57 napisał:

              >
              > Doskonale rozumiem Twoje podejście, i szczerze mówiąc zazdroszczę Ci.
              > Ja nie umiem odpuścić nawet w najdrobniejszym szczególe, co powoduje wieczne ko
              > nflikty, a w krańcowych przypadkach utratę kontaktów/samotność.

              "Nie umiem odpuścić" z pewnością jest dyktowane emocją. Mylę się?
              To jest dla mnie właśnie przykład nieuporządkowanej emocjonalności, o której pisałam wcześniej.


              • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:24
                brown_jozi napisała:
                >
                > "Nie umiem odpuścić" z pewnością jest dyktowane emocją. Mylę się?

                Nie wiem czy się mylisz czy nie. To chyba trzeba by było diagnozować.
                To głęboko wpojona, przez traumatyczne dzieciństwo, samodzielność, niechęć do dzielenia się czymkolwiek i z kimkolwiek.
                Czy to jeszcze emocje, czy już własne , wypracowane indywidualnie zasady? Nie wiem :D


                > To jest dla mnie właśnie przykład nieuporządkowanej emocjonalności, o której pi
                > sałam wcześniej.

                Pisałaś :)
                >
                >
                • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:37
                  piotr_57 napisał:

                  > Nie wiem czy się mylisz czy nie. To chyba trzeba by było diagnozować.
                  > To głęboko wpojona, przez traumatyczne dzieciństwo, samodzielność, niechęć do d
                  > zielenia się czymkolwiek i z kimkolwiek.
                  > Czy to jeszcze emocje, czy już własne , wypracowane indywidualnie zasady? Nie w
                  > iem :D


                  Jakby dobrze diagnozować;) większość z nas znalazłaby w swoim dzieciństwie jakąś traumę.
                  Byle tylko nie nadużywać jej dla usprawiedliwień swoich niedociągnięć (uwaga ogólna, nie przytyk osobisty w stronę Autora wątku:)) - tak tytułem wątku pobocznego:)

                  Zobacz jak wiele różnych pojęć pojawia się w Twoim poście prócz tych granic:) - i powiedz mi uczciwie ile z nich nie jest dyktowane emocjami :))

                  • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:42
                    brown_jozi napisała:


                    >
                    > Zobacz jak wiele różnych pojęć pojawia się w Twoim poście prócz tych granic:) -

                    Takie są prawa wątku na forumie :D:D


                    > i powiedz mi uczciwie ile z nich nie jest dyktowane emocjami :))

                    Znów muszę się powtórzyć : nie wiem :)
                    >
                    • brown_jozi Re: Granica. 28.12.10, 15:45
                      piotr_57 napisał:

                      >
                      > > i powiedz mi uczciwie ile z nich nie jest dyktowane emocjami :))
                      >
                      > Znów muszę się powtórzyć : nie wiem :)

                      ;))))
            • lusseiana Re: Granica. 28.12.10, 15:12
              Cóż, widzę, że charakterki mamy podobne, bo mi też bardzo ciężko jest odpuścić - mam skłonność do kruszenia kopii o pierdoły, a ugryzienie się w odpowiednim momencie w język sporo nerwów mnie kosztuje. Wiele wysiłku musiałam włożyć w wywalczenie sobie każdej odrobiny niezależności i teraz miewam ogromne problemy z ustąpieniem ze swojego stanowiska choćby o pół kroku. Niemniej staram się i efekty są - nie kłócę się z rodzicami tak często, a i z dziadkami udaje mi się już na spokojnie porozmawiać. Także między mną a moim facetem jest lepiej - nie focham się i nie awanturuję o byle drobiazg :)

              Warto nad tym popracować, bo granice granicami, ale jeśli chcesz utrzymywać kontakty z ludźmi, to na jakieś kompromisy musisz się zgodzić - obserwuję to na własnym przykładzie :)
              • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:57
                lusseiana napisała:
                >
                > Warto nad tym popracować, bo granice granicami, ale jeśli chcesz utrzymywać kon
                > takty z ludźmi, to na jakieś kompromisy musisz się zgodzić - obserwuję to na wł
                > asnym przykładzie :)

                Jestem pewien, że masz race:) Z tym, że dla mnie jest już stanowczo za późno na jakiekolwiek zmiany. Większość ludzi z którymi walczyłem już nie żyje, lub jest w "stanie" poza dyskusyjnym :D:D Natomiast do młodych nie wtrącam się w ogóle i mam silniejsze blokady niz chęci odzywania sie do nich.
    • demonii.larua Re: Granica. 28.12.10, 14:08
      Przebiega tam, gdzie ją ustalisz. Tylko nie powinna być ona cienka, im wyraźniejsza tym lepiej.
      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 14:18
        demonii.larua napisała:

        > Przebiega tam, gdzie ją ustalisz.

        To oczywiste.:)

        Tylko nie powinna być ona cienka,

        Ale ona jest cienka z natury rzeczy. Na przykład babcia całująca dziecko w policzek jest ok, a na przykład całująca w usta już nie. Babcia częstująca dziecko czekoladką jest ok, 'pasąca" gnojka na okrągło słodyczami już nie. Granica jest cienka bez względu na to, jakie my mamy chęci w tym temacie.

        im wyraźnie
        > jsza tym lepiej.

        Temu trudno zaprzeczyć, tyle, że jest to ideał w kierunku którego możemy zdążać, a nie wyznacznik prawidłowości.
        • demonii.larua Re: Granica. 28.12.10, 14:29
          > Ale ona jest cienka z natury rzeczy.
          Ale mój w tym interes by cienka nie była, zwisa mi w tym momencie jaka jest jej naturalna grubość - skoro jeśli jest zbyt cienka to generuje konflikty, awantury.
          Faktem jest jedynie to, że należy ją ustalać bardzo, bardzo indywidualnie i jeśli jest to podążanie do ideału, tfu ideałów nie ma - ale do czegoś co jest zbliżone do naszego wyobrażenia ideału to czemu nie :)
          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:04
            demonii.larua napisała:

            > > Ale ona jest cienka z natury rzeczy.
            > Ale mój w tym interes by cienka nie była, zwisa mi w tym momencie jaka jest
            > jej naturalna grubość - skoro jeśli jest zbyt cienka to generuje konflikty, awa
            > ntury.

            Ale gdy jest zbyt gruba to nas całkowicie oddziela od rodziny, znajomych, wpadamy w samotność, nawet w związku.

            > Faktem jest jedynie to, że należy ją ustalać bardzo, bardzo indywidualnie

            Znów się nie zgadzam :). Jestem zwolennikiem jak najszerszego zakreślania "ogólnie obowiązujących" zasad, bez uzależniania ich oddziaływania w zależnoścci od osoby.

    • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 14:25
      U mnie pomoc to jest wtedy jak idę do mamy/taty (częściej do tatuńcia bom tatusiowa córeczka) i mówię "Bo ja mam taki problem, że..." i tu albo się wyżalę, albo pytam o radę, albo proszę o pomoc/przysługę...i rodzice skomentują, wysłuchają, doradzą, zaoferują się z czymś...to to jest pomoc. Albo jak powiem rodzicom o jakimś problemie i oni sie później dopytują czy i jak sobie poradziłam, bo akurat im rada przyszła do głowy...to też jest pomoc.
      Reszta jest wpie...niem się.
      Moi rodzice są super, bo się nie wpie...ją praktycznie nigdy. Dzięki temu wiele błędów popełniłam, ale też się na tych błędach nauczyłam...a wiem ze moich rodziców kosztowało to więcej niż gdyby się wtrącali i prostowali moje ścieżki. Ze strony mojej familii zero stresu i problemów...a w sumie chętnie się po radę zgłaszamy...czy ja czy mój chłop czy "szwagier".
      Teściowie to już inna bajka...o tu są mniejsze i większe wpie...nka....tu się po prostu spytałam swojego chłopa czy jest dorosłym facetem czy małym chłopcem, bo ja to potrzebuje faceta. No on hamuje zapędy swoich rodziców do wtrącania się,a jak coś sie dzieje to ja sie odcinam na zasadzie "Twoi rodzice twój problem, ja zrobię po swojemu" lub wysłuchuje rad kiwając głową (żeby szybciej wypadały drugim uchem), dziękuję za nie i olewam i nie wracam do tematu. Jak po kaczce.
      • lonely.stoner Re: Granica. 28.12.10, 14:31
        najlepiej byc samowystarczalnym ,albo jak sie jednak nie jest w stanie zyc samodzielnie, to sie wyprowadzic na drugi koniec swiata. Ja ze swoja rodzina widuje sie glownie na swieta I tak jest najlepiej.
        • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 14:39
          Moi się nie wtrącali nawet jak jeszcze mnie utrzymywali, teraz też się nie wtrącają mimo że nadal mieszkam w mieszkaniu, które należy do mamy (wielka pomoc)...po prostu zarąbistych rodziców mam :]
          Ja też się dzieciom wtrącać nie będę, bo widzę jakie są efekty obu podejść..np. do teściów jeździmy raz na miesiąc góra na weekend...z moim tatulkiem jedziemy na narty na cały tydzień :]
      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:07
        sweet_pink napisała:

        > U mnie pomoc to jest wtedy jak idę do mamy/taty (częściej do tatuńcia bom tatus
        > iowa córeczka) i mówię "Bo ja mam taki problem, że..." i tu albo się wyżalę, al
        > bo pytam o radę, albo proszę o pomoc/przysługę...i rodzice skomentują, wysłucha
        > ją, doradzą, zaoferują się z czymś...to to jest pomoc. Albo jak powiem rodzico
        > m o jakimś problemie i oni sie później dopytują czy i jak sobie poradziłam, bo
        > akurat im rada przyszła do głowy...to też jest pomoc.
        > Reszta jest wpie...niem się.

        Zgadzam się w 100%.
        Jeśli proszę :"Mamo zajmij się dzieciakami bo my wyjeżdżamy na 2 dni", to zajmując się dzieciakami mama mi pomaga.
        Gdy w następnym tygodniu mama mówi: "Wezmę dzieci na niedziele, bo przyjeżdża mój brat i chę się pochwalić wnukami", to wpierdziela się w moje sprawy :)
        >
        • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 15:24
          A gdyby powiedziała "Macie już plany na weekend? Bo do mnie wujek Zdzisiek przyjeżdża. Chętnie bym się mu wnukami pochwaliła. Może wpadniecie?"
          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:11
            sweet_pink napisała:

            > A gdyby powiedziała "Macie już plany na weekend? Bo do mnie wujek Zdzisiek przy
            > jeżdża. Chętnie bym się mu wnukami pochwaliła. Może wpadniecie?"

            To jest propozycja, takowa każdy może czynić, bo daje mi szanse na bezkonfliktowe odmówienie. To jest w porządku.
            • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 16:31
              No właśnie propozycja...i teraz napisze co ja robię, jak ktoś sie próbuje rządzić w moim ogródku...ja wszystko traktuje jak propozycje :D Niezależnie od formy w jakiej coś zostało powiedziane, to ja podchodzę do tego jak do propozycji (pewnie czasem to wygląda jak rżnięcie głupa, ale co mi tam :P). Tak sobie w głowie zakodowałam "przecież nikt nie śmiałaby MNĄ rządzić, więc wszystko co ktokolwiek do mnie mówi to propozycja". Zajebiście mi się z tym funkcjonuje i w pracy i z teściami i ze znajomymi :D No i wszyscy wiedza, że mi się zwyczajnie nie da nic narzucić i i tak będzie potraktowane jak propozycja to nikt nie próbuje narzucać.
              • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:54
                Trochę to takie "bułkie przez bibułkie" jak na moje oko, ale.... też rozwiązanie.
                • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 18:34
                  No nie wiem czy rznięcie głupa może być "bułkę przez bibułkę" :D a nawet jak to pal to licho, ważne że zapewnia absolutnie święty spokój :D
    • urko70 Re: Granica. 28.12.10, 15:11
      Wg mnie, pomoc jest wtedy gdy Ty jej potrzebujesz i o nia poprosisz lub wtedy gdy jej potrzebujesz i oni Ci ją zaproponują a Ty przyjmiesz ją dziękując.
      Narzucanie się jest wtedy kiedy oni Tobie _wielokrotnie_ starają się "pomoc" mimo wielokrotnych Twoich informacji "nie dziękuję".

      Choć czasem wpieprzanie się też jest pomocą - sytuacji jest tak wiele, że cięzko je ująć w ramy.
    • berta-live Re: Granica. 28.12.10, 15:19
      A wiesz, że jak nie wiadomo o co chodzi to w zasadzie wiadomo o co? ;)

      Jak sam na siebie i swoją rodzinę zarabiasz, łącznie z opiekunką dla dzieci, kredytem za mieszkanie, wyposażeniem tego mieszkania, wakacjami 2 razy do roku itp, to faktycznie możesz rodzince pokazać środkowy palec i powiedzieć wolnoć dupce w swojej chałupce. Natomiast jak jeden tatuś spłaca kredyt, drugi płaci wszystkie rachunki, jedna mamusia bawi wnuki a druga zatrudniła w swojej firmie wszystkie dzieci łącznie z zięciami, synowymi i teściami, to młodzi sobie mogą co najwyżej palcem w bucie pokiwać. A i to pod warunkiem, że nikt nie widzi. A niestety stan naszej polskiej gospodarki i samodzielność młodych ludzi stawia wszystkich w sytuacji nr 2. Pół biedy jak trafi się na osoby kulturalne i ugodowe. Ale cudów nie ma, człowiek to takie zwierze, że jak tylko poczuje, że ktoś jest od niego uzależniony to wykorzysta to na maksa, nawet jak to jest jego własne dziecko.
      • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 15:27
        Myślę, że Twoja wypowiedź, jakkolwiek bardzo interesująca, zupełnie rozmija się z tematem wątku. (chociaż istnieje tez druga opcja, że ja tej wypowiedzi nie rozumiem , wtedy przepraszam).
        • berta-live Re: Granica. 28.12.10, 15:32
          Jest całkiem adekwatna. Stawiaj sobie granice, skoro de facto postawić ich nie możesz, bo jesteś w 100% uzależniony od osób, którym te granice chcesz postawić. Powiedz teściowej, że nie życzysz sobie, żeby ci wyposażała mieszkanie, skoro tak naprawdę jest to jej mieszkanie a ty sobie tam tylko mieszkasz na zasadzie lokatora. Postaw jej granice, żeby się nie wtrącała w wychowywanie twoich dzieci, skoro te dzieci siedzą u niej niemalże 24h/dobę i nie ma najmniejszych szans, żeby to się zmieniło. Postaw się teściowi skoro u niego pracujesz i nie masz wielkich szans na znalezienie czegoś równie dobrze płatnego.
          • sweet_pink Re: Granica. 28.12.10, 15:54
            Ja mieszkam w mieszkaniu matki i robię sobie tam co chce...wyremontowali mi je rodzice i jedyne w czym musiałam się skonsultować to było przesuwanie ścian.
            Przyjaciółka mojej mamy opiekuje się wnukiem i stosuje do zasad wychowania owego wnuka, wprowadzonych przez mamę chłopca.
            Nie każdy kto pomaga od razu rzuca się do władania tym komu pomaga, a przyjmowanie pomocy nie musi się równać oddaniu we władze pomocodawcy.
          • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:17
            Herbata nie staje się słodsza od mieszania.:)
            Powtarzasz te same argumenty i ja sie z nimi zgadzam. Z tym, że nadal uważam, że Twoje wypowiedzi są nie na temat.
            Wątek jest o granicy, a Ty opisujesz sytuacje jaka panuje 100km od granicy.
            To co mówisz jest prawdą, ale świadczy o głębokiej patologii stosunków w rodzinie, a my rozmawiamy o rodzinach (jakoś tam) normalnych.
            • berta-live Re: Granica. 28.12.10, 16:45
              Owszem jest to 100km od normy, nie mniej jednak naprawdę to wszystko zależy od tego w jakim procencie młodzi są uzależnieni od swoich rodziców. Ja podałam przykład skrajny, gdzie to uzależnienie sięga 100%. Oczywiste jest, że im jest ono mniejsze to tym wyraźniejsze granice można stawiać, bo na więcej sobie można pozwolić. A, że ludzie na ogół nie lubią jak im ktoś coś narzuca to jak tylko mogą sobie pozwolić na postawienie na swoim to postawią. Dlatego twierdzę, że nie ma sensu zastanawiać się nad tym gdzie i jakie te granice mają być, bo jest to wszystko w 100% uzależnione od sytuacji ekonomicznej młodych.

              Do tego dochodzi jeszcze skłonność starszego pokolenia do wpierdzielania się w cudze życie. Jak teściowie są zajęci zarabianiem kasy i mają swoje życie, to są mniej skłonni do wtrącania się w życie innych. Zasponsorują, pozałatwiają co trzeba i powiedzą róbta co chceta, tylko dajcie nam święty spokój. Ale to trzeba mieć szczęście żeby na takich trafić.
    • happy_time Re: Granica. 28.12.10, 15:25
      Różnica między pomocą a wpierdzielaniem się jest spora tylko nie każdy potrafi ją zauważyć (albo po prostu nie chce jej widzieć). Pomoc ze strony rodziny będzie w sytuacji kiedy o nią poproszę albo będę w syutacji kiedy potrzeba pomocy będzie oczywista, niezbędna. Każde inne "pomaganie" to niepotrzebne wtrącanie się. A granica przebiega różnie w zależności od osoby, która pomaga, ale pewnie też od sytuacji.
      • kookardka Re: Granica. 28.12.10, 16:41
        czasem trudno jest znaleźć granicę między tym kiedy pomoc jest niezbędna i oczywista a kiedy nie ;) bardzo subiektywne odczucie ... ja akurat mam tak, że proszę o pomoc, gdy jej potrzebuję i czekam na odpowiedź czy dostanę . Białej goraczki natomiast dostaję wtedy, gdy ktoś uparcie mi pomoc oferuje, mimo, że odmówiłam za pierwszym razem - to tak jakby myślał, że wie lepiej ode mnie czego mi potrzeba i nie szanuje mojego prawa do dokonania wyboru ...
        • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 16:59
          kookardka napisała:
          i nie szanuje mojego prawa do dokonania wyboru ...

          ... i popełniania błędów, a nawet robienia głupstw :)
          • kookardka Re: Granica. 28.12.10, 17:04
            otóż to. Moje głupstwa moje problemy i moja sprawa - szybciej się nauczę jak sama przetrawię takie takie tematy. A wyręczanie innych z ponoszenia odpowiedzialności
            to tylko piękna droga by wychować sobie kalekę życiową - szczególnie rodzice tak
            czasem lubią na siłę uszczęśliwiac swoje dzieci, co w konsekwencji procentuje
            wychowaniem sieroty życiowej, która nie umie myśleć samodzielnie i ma zaniżone
            poczucie własnej wartości ...
            • piotr_57 Re: Granica. 28.12.10, 17:13
              kookardka napisała:

              > otóż to. Moje głupstwa moje problemy i moja sprawa - szybciej się nauczę jak sa
              > ma przetrawię takie takie tematy. A wyręczanie innych z ponoszenia odpowiedzial
              > ności
              > to tylko piękna droga by wychować sobie kalekę życiową

              Dokładnie. Nikogo nie powinno się powstrzymywać od robienia głupstw, nawet najbardziej oczywistych. Prawdziwy przyjaciel pozwoli Ci upaść, a dopiero następnie pomoże wstać.

              - szczególnie rodzice

              Jeszcze nie wiesz co potrafią teściowe:D:D:D Więc nie pisz , że szczególnie... rodzice :D:D


    • akle2 Re: Granica. 28.12.10, 16:49
      Ludzie konfliktowi z natury, ze wszystkimi będą się spinać - czy to z rodzicami (może trzeba było szybciej wyrosnąć z okresu młodzieńczego buntu), czy to ze znajomymi, czy to z obcymi. Refleksja, że rodziców ma się tylko jednych lub że czegoś nie zdążyło się dla nich zrobić, przychodzi niestety zbyt późno.
    • teletoobis Re: Granica. 28.12.10, 18:56
      Piotr, nie ma takiej granicy, i sam dobrze o tym wiesz
    • chersona Re: Granica. 28.12.10, 20:27
      Nie przypominam sobie żadnego wtrącania się. Owszem, jako istoty myślące, nasi rodzice pozwalają sobie na różnego rodzaju uwagi, opinie i sugestie. Nigdy jednak nie próbowali wywierać na nas wpływu i forsować swoich decyzji. Musiałbyś podać na konkretnych przykładach, bo może to, co dla Ciebie jest wpieprzaniem, przeze mnie szeregowane jest inaczej.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka