piotr_57
28.12.10, 13:51
Gdzie, według Was, przebiega cieniutka granica, pomiędzy pomocą ze strony najbliższych (matka, ojciec, teściowie), a wpierdzielaniem się w nieswoje sprawy.
Czy macie takie rozgraniczenie "opracowane", czy wprowadzacie je emocjonalnie, w danej chwili. Czy dotyczy ono świąt, urlopów, szkół, kasy? kuchni? dzieci?, czegoś innego? Czy to jest element konfliktogenny w Waszych związkach?
U mnie, nawet najmniejsza chęć włączenia się do życia mojej rodziny, kończyła się natychmiastową awanturą, i to bez względu na to, czy próbowali wmieszać się teściowie czy rodzice.