kanadolinka
26.02.11, 18:05
Aż mną trzęsie.Jestem mężatką od pół roku.Ale nie wiedziałam,że tak trudno żyć z drugą osobą.Faceci są naprawdę z innej planety.Dzisiejszy dzień to apogeum nieporozumień.Wylicza mi wszystko co robię dla siebie.Ze chodzę do kosmetyczki(raz w miesiącu),że chodzę na step (raz w tygodniu).Co jakiś czas domagam się nowego ciucha.Przecież w końcu pracuję i muszę jakoś odreagować stresową pracę.Chciałam żeby też ze mną chodził na jakieś zajęcia sportowe ja step on np. siłownia-ale nie.Nie zaniedbuje go jest poprasowane ,ugotowane,posprzątane.Zycie moje wcześniejsze było o niebo lepsze-nikt mi nie mówił co mam robić a co nie.Czy człowiek jak już zdecyduje się na małżeństwo to już nie może zadbać o siebie?Wy też tak macie?