Dodaj do ulubionych

W końcu to zrobiłam

IP: 5.2.* / *.chello.pl 03.05.04, 14:04
No właśnie, w końcu rozstałam się z nim po dwóch latach i po kilku próbach
powiedzenia sobie do widzenia. Przedtem miękłam gdy płakał, a teraz obiecałam
sobie, że dotrzymam sobie obietnicy. Że będę pamiętać, dlaczego już nie chcę
z nim mieszkać.
Czuję się podle i mam wrażenie, że facetom przychodzi to łatwiej.
I jak można powiedzieć komuś, że już się chce skończyć, nie raniąc tego kogoś?
I czy to, że nie czujesz się szczęśliwa w związku, jest wystarczającym
powodem do zerwania?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • madbach Re: W koncu to zrobilam 03.05.04, 14:20
      bylabys podla, gdybys byla z nim tylko z litosci. Postapilas rozsadnie, tym
      bardziej, ze nie bylas szczesliwa.Takie jest niestety zycie, czasem my kogos
      ranimy, innym razem ktos nas. Nie ma sensu poswiecac swojego szczescia w imie
      zle pojetej troski o druga osobe.Twoj facet jest dorosly, poradzi sobie,
      znajdzie sobie inna, z ktora moze mu sie ulozy.Nie daj sie emicjonalnie
      szantazowac, trwaj przy swoje decyzji, bo byla sluszna. powodzenia:)
    • Gość: War Wolf Re: W końcu to zrobiłam IP: *.os.kn.pl 03.05.04, 14:27
      A mnie to zawsze dziwiło!!Jestes z kimś dwa lata, zawracasz mu głowę a potem
      dochodzisz do wniosku, że o jednak to nie to! To ja mogłaś z nim być tak długo??
      Wybacz też wrodzony brak wiary ale trudno mi też uwierzyć,że tyle czasu nie
      wiedziałaś co do niego czujesz.Czekałaś aż znajdziesz lepszego?? We wszystkich
      takich opowieściach zawsze potem okazuje się, że jest 3 strona a Ona/On próbuje
      się jakoś rogrzeszyć? Tylko po co?
      • j_u Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 14:29
        Moze byc tak, ze kogos kochasz, ale czujesz, ze musisz sie z nim rozstac. Wtedy
        to tak latwo nie przychodzi. Wtedy moze trwac latami, zanim jest sie zdolnym do
        podjecia takiej decyzji.
        • Gość: War Wolf Re: W końcu to zrobiłam IP: *.os.kn.pl 03.05.04, 14:36
          Zawsze jak z kimś jesteś muszą byc ku temu powody. Jeżeli uważasz, że nie
          możesz z kimś być powinnaś odejsć jak najszybciej zamist się wahać i chociaż
          sam wiem jak jest to trudne napewno jest to lepsze niż życie w piekle
          niepewności pełnym rozstań i powrotów od tysięcy wyrzeczeń które póżniej są nic
          nie warte
          • hal9000 Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 14:41
            Gość portalu: War Wolf napisał(a):

            > Zawsze jak z kimś jesteś muszą byc ku temu powody. Jeżeli uważasz, że nie
            > możesz z kimś być powinnaś odejsć jak najszybciej zamist się wahać i chociaż
            > sam wiem jak jest to trudne napewno jest to lepsze niż życie w piekle
            > niepewności pełnym rozstań i powrotów od tysięcy wyrzeczeń które póżniej są
            > nic nie warte

            Podpisuję się pod tym obiema rękami.
    • Gość: War Wolf Re: W końcu to zrobiłam IP: *.os.kn.pl 03.05.04, 14:50
      Zresztą to jak samospełniająca się przepowiednia. Poznajesz faceta ale nie
      jesteś pewna czy to on i o niego chodzi i zaczynasz kręcisz nosem. On zaczyna
      głupieć i też się zastanawiać chociaż mu zależy. W końcu albo ulegnie coraz
      głupszym twoim żądaniom (w celu poprawy zwiazku oczywiście) i odejdziesz od
      konformisty albo sie postawi i on odejdzie ale...zawsze to będzie jego wina bo
      jakże by inaczej..:)
      • ladylazaruss Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 15:00
        hm. chcialabym miec tyle sily. jestem z nim od 1,5roku. od kilku miesiecy nie
        mam juz na nic sily. on jest jedyna rzecza ktora sprawia ze jestem naprawde
        szczesliwa a ciagle robi rzeczy, ktore sprawiaja mi przykrosc. twierdzi ze mnie
        kocha i mu zalezy, a zachowuje sie jak gnoj. ciagle konczy sie na ostaniej
        szansie. czuje, ze i tak nic sie nie zmieni, bo majac swiadomosc ze pewnie i
        tak bedzie mial mozliwosc powrotu po kolejnym zawodzie- jego zachowanie raczej
        sie nie zmieni. powiedzialam mu, ze juz nie wyobrazam sobie bycia z nim, bo to
        wiecej bolu niz radosci, ale zmieklam pod wplywem jego lez. wiem, ze mu zalezy
        ale to nie wystarczy. musialby zmienic swoje zachowanie. mowienie wprost o co
        chodzi i pokazywanie co moglby zrobic- nie dziala. szukam w sobie sily zeby od
        niego odejsc. bylo by mi latwiej gdybym miala kogos na kogo moglabym przelac
        uczucia. mam nadzieje ze sie uodpornie i zrobie to co powinnam.. mimo ze go
        kocham.
        • katja Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 17:38
          Rozumiem was. Przeczytajcie artykul , ze mezczyzni przestaja byc mezczyznami a
          pomalu zaczynaja sie przeobrazac w dzieci.
      • anahella Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 19:40
        Gość portalu: War Wolf napisał(a):

        > Zresztą to jak samospełniająca się przepowiednia. Poznajesz faceta ale nie
        > jesteś pewna czy to on i o niego chodzi i zaczynasz kręcisz nosem. On zaczyna
        > głupieć i też się zastanawiać chociaż mu zależy. W końcu albo ulegnie coraz
        > głupszym twoim żądaniom (w celu poprawy zwiazku oczywiście) i odejdziesz od
        > konformisty albo sie postawi i on odejdzie ale...zawsze to będzie jego wina
        bo
        > jakże by inaczej..:)

        Wdlug mnie to troche nie tak: Ludzie sie spotykaja, przezywaja dreszcze
        pierwszego zauroczenia. Ale to z czasem przechodzi i zaczyna sie codzienne
        zycie. I tu zaczyna sie dramat, bo ona taka kiedys elegancka teraz caly dzien
        snuje sie po domu w szlafroku, a on wczesniej taki szarmancki mowi do
        niej "babo" i zmaiast komplementow prawi docinki na temat oponek na brzuchu.

        Oczywiscie podany przyklad jest bardzo plaski, ale mysle, ze dobrze przedstawia
        negatywny rozwoj zwiazku.
    • anahella Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 19:36
      Gość portalu: astarte napisał(a):

      > I czy to, że nie czujesz się szczęśliwa w związku, jest wystarczającym
      > powodem do zerwania?

      Tak uwazam: jest to wystarczajacy powod do rozstania. Jezeli partner(ka) w
      zasadniczych kwestiach jest niereformowalny(a) to nie ma co sie meczyc w
      zwiazku.
    • magdati Re: W końcu to zrobiłam 03.05.04, 23:17
      Nie miej poczucia winy. Następnym razem ty dostatniesz po dupie.
    • Gość: yrek Re: W końcu to zrobiłam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 12:36
      Od jakiegos czasu mam problem z dziewczyna, niby wszystko jest wporzadku, a
      czasem mysle zeby to skonczyc , od pewnego czasu zaczela mnie nieco olewac, nie
      mowi mi czulych slow, tak jak na poczatku, mam wrazenie ze sie jej znudzilem,
      choc mi nie daje bezposrednio do zrozumienia. Jestesmy razem ok. pol roku,
      myslac o zakonczeniu tego wszystkiego az mnie serce sciska i mysle ze ja kocham
      i nie chce jej zostawic, nigdy nie skrzywdzilem zadnej kobiety, wrecz
      przeciwnie, one mnie bardziej krzywdzily. Gdy chce szczerze z nia porozmawiac,
      czy cos do mnie czuje to zaraz sie bulwersuje ze jej nie ufam itd. Staram sie
      ja przytulac, choc tez czasem daje do zrozumienia ze chyba za czesto ja
      ptrzytulam. Nie jestem w stanie pojac, o co jej chodzi.
      • Gość: yrek Re: W końcu to zrobiłam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 00:06
        No i w koncu dzis sie dowiedzialem ze ma innego. Choc to podejrzewalem, nie
        chcialem wierzyc, ze ludzie potrafia byc tacy niemalze brutalni. I nigdy nie
        bede za powiedzeniem ze "w milosci i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone".
        Nigdy nie zdradzilem zadnej kobiety i nie chce, bo to jest krzywdzace. Albo
        jestem z jedna , albo z zadna, moze nie wszyscy sa za takim podejsciem, ale ja
        jestem i dobrze mi z tym. Moze gosciu mial samochod i mieszkanie, pewnie
        ustatkowany, zreszta szkoda w to wnikac, a ja tylko student ktory pracuje i ma
        ambicje i chce cos w zyciu osiagnac, ale z taka kobieta chyba sie nie da.
        Pozdrawiam wszystkich. (czasem wystarczy poczytac miedzy wierszami i wiesz kiedy
        ktos klamie). Raz sie jest kochanym, a raz sie jest zabawka.
    • Gość: cama Re: W końcu to zrobiłam IP: *.tpnets.com 04.05.04, 17:00
      Podziwiam kobiety za taką siłę...
      Ja nie potrafię odejść choć wiem, że powinnam i to jak najszybciej. Boję sie
      samotności (po5 latach w związku), życia bez oparcia mężczyzny, ludzi, którzy
      będą patrzeć na mnie jak na potępieńca, rodziców, którzy go uwielbiają i nie
      wyobrażają sobie innego ziecia, spraw majatkowych zwiazanych z rozstaniem...
      Powinnam odejść, bo jest nam obojgu żle - ciagłe kłótnie, wynikajace z innych
      potrzeb, charakterów mnie dobijają, a jego jakby coraz mniej obchodzą.
      Przestaliśmy sie szanować, rozumieć i tak naprawdę to tylko to, ze go kocham
      sprawia, że jesteśmy razem.
      Ale przecież miłosć to nie wszystko...
      • Gość: ania Re: W końcu to zrobiłam. do camy IP: *.student.pw.edu.pl / *.student.pw.edu.pl 05.05.04, 23:44
        ehh,
        to czemu nie zdobedziesz sie na odwage i nie odejdzisz skoro wasz zwiazek to
        klotnie?? ja rozstalam sie z facetem po 4 latach bo tez zaczelismy sie klocic.
        nie ma sensu meczyc sie, czuc sie zle i meczyc kogos. wiem, ze jest to trudne,
        tez balam sie na maxa samotnosci, ale jak widac jakos zyje. rozstalismy sie w
        lutym, minely trzy miesiace, przezylam, czasem jest mi jeszcze smutno, ale zycie
        toczy sie dalej i tak naprawde to smieje sie bardzo duzo i moi znajomi mowia, ze
        coraz wiecej..
        skad wiesz, ze ten zwiazek nie podcina ci skrzydel,m a za rogiem nie czeka na
        ciebie cos lepszego??
        wiem, ze ciezko zdobyc sie naten krok ale moze warto, dla siebie i dla niego.. w
        koncu obojgu jest wam chyba niemilo., z tego co piszesz
        pozdrawiam i zycze powodzenia cokolwiek postanowisz
        ania
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka