Dodaj do ulubionych

Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa"

IP: 193.0.122.* 28.02.02, 12:58
Jestem z moim chłopakiem od 3 lat, on ma 30, a ja 25. Kiedyś rozmawialiśmy o
ślubie i on stwierdził, że to niepotrzebne komplikowanie sobie i innym życia;
że jeśli będziemy chcieli się rozstać, to tylko wydamy masę kasy, a bez ślubu
to jest o wiele prostsze. Czy są jakieś argumenty, żeby go przekonać? Poza tym
on nie chce mieć dziecka, bo to zbyt duża odpowiedzialność, a świat jest
niebezpieczny i zły. Czasem czuję się tak, jakby mu zupełnie nie zależało na
budowaniu i podtrzymywaniu związku. Czy warto w to brnąć?
Obserwuj wątek
    • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 13:18
      Jeśli ty uznajesz małżeństwo za podstawę trwałego związku, jeśli nie wyobrażasz
      sobie życia w konkubunacie - to nie warto tego ciągnąć dalej. Czy rozmawiałaś
      ze swoim mężczyzną na ten temat, tzn. czy przedstawiałaś swoje argumenty?
      • Gość: Smoczyca Re: Mój facet nie uznaje IP: 193.0.122.* 28.02.02, 13:23
        Tak, rozmawiałam, moje argumenty to: ślub nie zmienia uczuć, czyni człowieka
        bardziej odpowiedzialnym; ślub jest potwierdzeniem, że ten związek nie trwa
        tylko do czasu, aż się pozna kogoś bardziej fajnego i odpowiedniego; często
        choruję, a mój facet nawet nie może przyjść do szpitala; zabezpieczenie
        majątkowe; jakieś uproszczenie formalności. On mnie nazwał biurokratką i
        stwierdził, że przecież stempelek nic nie zmienia.
        • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 13:33
          Zmienia, zmienia. I to bardzo dużo. Uczy odpowiedzialności. Pozwala na
          dziedziczenie. Scala związek (w końcu jest to przysięga).
          Ja nie mogłabym zgodzić się na konkubinat. Nigdy w życiu. Co innego, jak kobieta
          tego chce. Ale jeśli zgadza się tylko po to, żeby być z partnerem, to w tym
          momencie związek ten jest dla niej niesatysfakcjonujący, niepewny, kobieta jest w
          gorszej sytuacji, bo to partner dominuje narzucając swoje zdanie.
          Ja na twoim miejscu powiedziałabym wprost, że nie wyobrażam sobie życia bez
          ślubu. I czekała na reakcję. Jeśli będzie w dalszym ciągu zdecydowanie negatywna,
          to zinterpretowałabym to w ten sposób, że widać dla twojego mężczyzna ważniejsza
          jest wolność niż ty. I od ciebie zależy, czy chcesz być w takiej pozycji wobec
          niego, czy nie.
          • ydorius Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 13:46
            kini napisał(a):

            > Zmienia, zmienia. I to bardzo dużo. Uczy odpowiedzialności. Pozwala na
            > dziedziczenie. Scala związek (w końcu jest to przysięga).
            > Ja nie mogłabym zgodzić się na konkubinat. Nigdy w życiu. Co innego, jak kobiet
            > a tego chce.

            Zupełnie co innego. Bo jak chce tego facet, to jest be, a jak chce tego kobieta,
            to jest fajnie? Czy czegoś nie kumam?

            Ale jeśli zgadza się tylko po to, żeby być z partnerem, to w tym
            > momencie związek ten jest dla niej niesatysfakcjonujący, niepewny, kobieta jest
            > w gorszej sytuacji, bo to partner dominuje narzucając swoje zdanie.

            Aha.
            A jak ona przeforsuje swoje zdanie, to będzie dużo lepiej? Powie: "ślub i ja,
            albo nie ma ślubu i nie ma mnie". Jak się facet złamie, to będzie cool. Jak nie,
            to był nieczułym dupkiem i egoistą.

            > Ja na twoim miejscu powiedziałabym wprost, że nie wyobrażam sobie życia bez
            > ślubu. I czekała na reakcję.

            No właśnie.

            Jeśli będzie w dalszym ciągu zdecydowanie negatywn
            > a, to zinterpretowałabym to w ten sposób, że widać dla twojego mężczyzna
            ważniejsza jest wolność niż ty.

            Ja również długo nie chciałem ślubu, bo uważałem to za zwykłą formalność. Po co
            ślub, skoro ludzie się kochają? Po długich rozmowach dotarł do mnie argument:
            jest to danie sobie szansy. Obietnica. Nie dla urzędasa, czy księdza, lecz dla
            nas. Przychodzi dzień, w którym się razem spotykamy i dajemy sobie nawzajem
            obietnicę. I na dobrą sprawę, to nikogo przy tym być nie musi...

            > I od ciebie zależy, czy chcesz być w takiej pozycji wobec
            > niego, czy nie.

            Właśnie.
            A teraz zagadka. Jeżeli, załóżmy zupełnie hipotetyczną sytuację, facet chce
            seksu, zaś kobieta nie, to jak on powinien się zachować? Wydaje mi się, że
            przeczytawszy list mojej poprzedniczki znam odpowiedź. Powinien powiedzieć: "nie
            zależy Ci na mnie? Twoje potrzeby są ważniejsze od moich? Dlaczego się nie
            chcesz zgodzić?". Po czym odrzucić wszelkie pojawiające się argumenty i
            powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".

            Czy ktoś słyszał o tym, że bycie z kimś to ciąga szkoła kompromisów?

            pozdrawiam,
            .y.
            • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 14:24
              Przpraszam za niejasności. Już śpieszę z wyjaśnieniami.

              > > Zmienia, zmienia. I to bardzo dużo. Uczy odpowiedzialności. Pozwala na
              > > dziedziczenie. Scala związek (w końcu jest to przysięga).
              > > Ja nie mogłabym zgodzić się na konkubinat. Nigdy w życiu. Co innego, jak k
              > obieta tego chce.
              >
              > Zupełnie co innego. Bo jak chce tego facet, to jest be, a jak chce tego kobieta
              > ,
              > to jest fajnie? Czy czegoś nie kumam?
              >

              Miałam na myśli - jak obydwoje się na to zgadzają.


              > Ale jeśli zgadza się tylko po to, żeby być z partnerem, to w tym
              > > momencie związek ten jest dla niej niesatysfakcjonujący, niepewny, kobieta
              > jest
              > > w gorszej sytuacji, bo to partner dominuje narzucając swoje zdanie.
              >
              > Aha.
              > A jak ona przeforsuje swoje zdanie, to będzie dużo lepiej? Powie: "ślub i ja,
              > albo nie ma ślubu i nie ma mnie". Jak się facet złamie, to będzie cool. Jak nie
              > ,
              > to był nieczułym dupkiem i egoistą.

              Nie. Ale dlaczego facet ma żyć w błogiej nieświadomości? On też musi mieć
              świadomość, że czegoś się od niego oczekuje, że musi się liczyć z ewentualnym
              odejściem swojej kobiety.

              > A teraz zagadka. Jeżeli, załóżmy zupełnie hipotetyczną sytuację, facet chce
              > seksu, zaś kobieta nie, to jak on powinien się zachować? Wydaje mi się, że
              > przeczytawszy list mojej poprzedniczki znam odpowiedź. Powinien powiedzieć: "ni
              > e
              > zależy Ci na mnie? Twoje potrzeby są ważniejsze od moich? Dlaczego się nie
              > chcesz zgodzić?". Po czym odrzucić wszelkie pojawiające się argumenty i
              > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
              >

              A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.

              Pozdrawiam!
              • ydorius Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 14:29
                kini napisał(a):

                > Przpraszam za niejasności. Już śpieszę z wyjaśnieniami.
                >
                > > > Zmienia, zmienia. I to bardzo dużo. Uczy odpowiedzialności. Pozwala n
                > a
                > > > dziedziczenie. Scala związek (w końcu jest to przysięga).
                > > > Ja nie mogłabym zgodzić się na konkubinat. Nigdy w życiu. Co innego,
                > jak k
                > > obieta tego chce.
                > >
                > > Zupełnie co innego. Bo jak chce tego facet, to jest be, a jak chce tego ko
                > bieta
                > > ,
                > > to jest fajnie? Czy czegoś nie kumam?
                > >
                >
                > Miałam na myśli - jak obydwoje się na to zgadzają.

                To brzmi lepiej :-))

                > > Ale jeśli zgadza się tylko po to, żeby być z partnerem, to w tym
                > > > momencie związek ten jest dla niej niesatysfakcjonujący, niepewny, ko
                > bieta
                > > jest
                > > > w gorszej sytuacji, bo to partner dominuje narzucając swoje zdanie.
                > >
                > > Aha.
                > > A jak ona przeforsuje swoje zdanie, to będzie dużo lepiej? Powie: "ślub i
                > ja,
                > > albo nie ma ślubu i nie ma mnie". Jak się facet złamie, to będzie cool. Ja
                > k nie
                > > ,
                > > to był nieczułym dupkiem i egoistą.
                >
                > Nie. Ale dlaczego facet ma żyć w błogiej nieświadomości? On też musi mieć
                > świadomość, że czegoś się od niego oczekuje, że musi się liczyć z ewentualnym
                > odejściem swojej kobiety.

                Przecież nie żyje w błogiej nieświadomości! Powiedziała mu, a on dalej swoje.
                Zgoda, brak tu woli kompromisu, ale na pewno nie jest tak, że gość nie wie,
                czego ona chce. Moim zdaniem wszystko zależy od przedstawienia sprawy.

                > > A teraz zagadka. Jeżeli, załóżmy zupełnie hipotetyczną sytuację, facet chc
                > e
                > > seksu, zaś kobieta nie, to jak on powinien się zachować? Wydaje mi się, że
                >
                > > przeczytawszy list mojej poprzedniczki znam odpowiedź. Powinien powiedzieć
                > : "ni
                > > e
                > > zależy Ci na mnie? Twoje potrzeby są ważniejsze od moich? Dlaczego się nie
                >
                > > chcesz zgodzić?". Po czym odrzucić wszelkie pojawiające się argumenty i
                > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                > >
                >
                > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.

                To, że się zdarza, to nie znaczy, że tak ma być?
                Czy to, że popełniane są zbrodnie uprawamocnia morderstwa?

                > Pozdrawiam!

                ja również,
                .y.
                • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 14:39
                  > Przecież nie żyje w błogiej nieświadomości! Powiedziała mu, a on dalej swoje.
                  > Zgoda, brak tu woli kompromisu, ale na pewno nie jest tak, że gość nie wie,
                  > czego ona chce. Moim zdaniem wszystko zależy od przedstawienia sprawy.

                  Wiesz co? Jeśli nie pomaga odpowiednie przedstawienie argumentów obu stron, jeśli
                  w swoich oczekiwaniach zupełnie się rozmijają, to lepiej się rozstać. W tej
                  sprawie niestety niełatwo o kompromis. Jest - albo tak, albo tak. Albo jedno
                  ustępuje, albo drugie.


                  > To, że się zdarza, to nie znaczy, że tak ma być?
                  > Czy to, że popełniane są zbrodnie uprawamocnia morderstwa?

                  Nie, nie powinno tak być. Nigdy nie powinno się nikogo do niczego zmuszać.
                  Autorka wątku też nie może zmusić swojego mężczyzny do małżeństwa, bo to będzie
                  katastrofa.
                  • Gość: Agata Re: Mój facet nie uznaje IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 09:49
                    Zmusić do małżeństwa - to nie będzie działać. Ale autorka wątku może wybrać, co
                    dla niej w zyciu ważne. I , jeżeli uzna, że ich wizja przyszłości jest zupełnie
                    różna, może ten związek skończyc. Popatrz na to nie jako szantaż (albo
                    małżeństwo i dzieci, albo pa), tylko na taki moment w życiu, kiedy pora wybrać -
                    wspólna droga, albo każde sobie. Życie jest krótkie i dane raz. Czasem trzeba
                    się zdecydować, co jest ważne.
              • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 28.02.02, 16:18
                kini napisał(a):

                > > albo nie ma ślubu i nie ma mnie". Jak się facet złamie, to będzie cool. Ja
                > k nie
                > > ,
                > > to był nieczułym dupkiem i egoistą.
                >
                > Nie. Ale dlaczego facet ma żyć w błogiej nieświadomości? On też musi mieć
                > świadomość, że czegoś się od niego oczekuje, że musi się liczyć z ewentualnym
                > odejściem swojej kobiety.

                Co to za bzdury? Ze niby slub sprawia ze ludzie sie bardziej
                staraja? Chyba sama w to nie wierzysz... A to sie ubawilem... He, he.
                A teraz tekst jaki uslyszalem od mezatki:
                "...ja to juz tak starac sie nie musze..."

                > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.

                I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?

                K-Muflon,
                • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 16:30
                  > Co to za bzdury? Ze niby slub sprawia ze ludzie sie bardziej
                  > staraja? Chyba sama w to nie wierzysz... A to sie ubawilem... He, he.
                  > A teraz tekst jaki uslyszalem od mezatki:
                  > "...ja to juz tak starac sie nie musze..."

                  Nie napisałam, że bardziej się starają. Napisałam, że związek się scala. To od
                  ludzi zależy, w jaki sposób ułożą sobie wspólne życie, czy będą się starać, czy
                  nie. A myślisz, że jak ktoś żyje 10 lat bez ślubu, to bardziej się stara. Ja
                  osobiście wątpię w to.

                  > > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                  > > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.
                  >
                  > I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?

                  Można powiedzieć tak albo nie. To chyba oczywiste.
                  • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 28.02.02, 16:40
                    kini napisał(a):

                    > > A teraz tekst jaki uslyszalem od mezatki:
                    > > "...ja to juz tak starac sie nie musze..."
                    >
                    > Nie napisałam, że bardziej się starają. Napisałam, że związek się scala.

                    Rozwin, co rozumiesz jako 'scalenie' zwiazku.

                    > nie. A myślisz, że jak ktoś żyje 10 lat bez ślubu, to bardziej się stara. Ja
                    > osobiście wątpię w to.

                    A jak obstawiasz ktory sposob myslenia jest bardziej prawdopodobny:
                    "a co mi tam, slub jest wiec sie nie musze bac"
                    "hmmm... ona/on moze latwiej odejsc bo przeciez
                    nie mamy slubu"

                    > > > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                    > > > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.
                    > > I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?
                    > Można powiedzieć tak albo nie. To chyba oczywiste.

                    To juz wiemy jakie moga byc.
                    Ale ciekaw jestem jakie WEDLUG Ciebie POWINNO byc.

                    K-Muflon,
                    • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 16:52
                      > Rozwin, co rozumiesz jako 'scalenie' zwiazku.

                      To, co napisłeś poniżej:

                      > "hmmm... ona/on moze latwiej odejsc bo przeciez
                      > nie mamy slubu"

                      Po pierwsze trudniej jest odejść i, paradoksalnie, wtedy ludzie właśnie bardziej
                      się starają o utrzymanie związku. Poza tym scalenie oznacza stworzenie jedności w
                      wielu znaczeniach: społecznej, finansowej. A przede wszystkim stworzenie
                      jedności "duchowej", to znaczy, że odpowiadamy za siebie, wspieramy się, trzymamy
                      się razem.

                      > > > > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                      > > > > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często.
                      > > > I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?
                      > > Można powiedzieć tak albo nie. To chyba oczywiste.
                      >
                      > Ale ciekaw jestem jakie WEDLUG Ciebie POWINNO byc.

                      Nie wiem, jak powinno być! Albo się na to zgadzam, albo nie! Tutaj nie ma
                      kompromisu, tak jak w przypadku małżeństwa czy chęci posiadania dzieci.

                      • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 28.02.02, 17:04
                        kini napisał(a):

                        > > Rozwin, co rozumiesz jako 'scalenie' zwiazku.
                        > To, co napisłeś poniżej:
                        > > "hmmm... ona/on moze latwiej odejsc bo przeciez
                        > > nie mamy slubu"

                        No to chyba nie zrozumialas tego co chcialem przekazac.
                        Dalszy ciag jest taki: "ona/on moze latwiej odejsc bo
                        przeciez nie mamy slubu, dlatego musze cos z siebie
                        wykrzesac zeby przy mnie zostal/zosatala"


                        > Po pierwsze trudniej jest odejść i, paradoksalnie, wtedy ludzie właśnie bardzie
                        > j
                        > się starają o utrzymanie związku.

                        Ciekawe... To wytlumacz mi skad sie pozniej biora
                        spasieni faceci zasiadajacy przed telewizorem
                        i ganiajace z walkami na glowie gosposie?
                        Tak samo jakos to magicznie przychodzi po
                        zaobraczkowaniu?

                        > Poza tym scalenie oznacza stworzenie jedności
                        > w
                        > wielu znaczeniach: społecznej, finansowej.

                        To jest jak narazie jedyny Twoj argument
                        'za' jaki przyjmuje do wiadomosci.

                        > A przede wszystkim stworzenie
                        > jedności "duchowej", to znaczy, że odpowiadamy za
                        > siebie, wspieramy się, trzymamy się razem.

                        Wczesniej tego oczywiscie nie ma?
                        Przed slubem, dwoje ludzi to dwie autonomiczne
                        jednostki ktore za przeproszeniem maja sie
                        w glebokim powazaniu?

                        > > > > > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                        > > > > > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo często
                        > > > > I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?
                        > > > Można powiedzieć tak albo nie. To chyba oczywiste.
                        > >
                        > > Ale ciekaw jestem jakie WEDLUG Ciebie POWINNO byc.
                        >
                        > Nie wiem, jak powinno być! Albo się na to zgadzam, albo nie!

                        To skad wiesz jak powinno byc w przypadku
                        jaki opisala autorka watku?
                        Jestes taka zdecydowana w tym przypadku, podczas
                        gdy przyklad z seksem to "nie wiem jak powinno byc!"
                        A problem jest imo podobny.

                        K-Muflon,
                        • kini Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 17:20
                          > > > Rozwin, co rozumiesz jako 'scalenie' zwiazku.
                          > > To, co napisłeś poniżej:
                          > > > "hmmm... ona/on moze latwiej odejsc bo przeciez
                          > > > nie mamy slubu"
                          >
                          > No to chyba nie zrozumialas tego co chcialem przekazac.
                          > Dalszy ciag jest taki: "ona/on moze latwiej odejsc bo
                          > przeciez nie mamy slubu, dlatego musze cos z siebie
                          > wykrzesac zeby przy mnie zostal/zosatala"
                          >
                          >
                          > > Po pierwsze trudniej jest odejść i, paradoksalnie, wtedy ludzie właśnie ba
                          > rdzie
                          > > j
                          > > się starają o utrzymanie związku.
                          >
                          > Ciekawe... To wytlumacz mi skad sie pozniej biora
                          > spasieni faceci zasiadajacy przed telewizorem
                          > i ganiajace z walkami na glowie gosposie?
                          > Tak samo jakos to magicznie przychodzi po
                          > zaobraczkowaniu?

                          A myślisz, że bez ślubu będą o siebie dbali? To zależy od człowieka, a nie od
                          jego stanu cywilnego. Zresztą mamy chyba zupełnie inne rzeczy na myśli. Ja pisząc
                          o "staraniu się" mam na myśli coś więcej, niż tylko wygląd fizyczny. Właśnie
                          małżeństwo jest po to, żeby być ze sobą w nieszczęściu i w chorobie, a także na
                          starość. A niestety człowiek z wiekiem nie pięknieje.


                          > > A przede wszystkim stworzenie
                          > > jedności "duchowej", to znaczy, że odpowiadamy za
                          > > siebie, wspieramy się, trzymamy się razem.
                          >
                          > Wczesniej tego oczywiscie nie ma?
                          > Przed slubem, dwoje ludzi to dwie autonomiczne
                          > jednostki ktore za przeproszeniem maja sie
                          > w glebokim powazaniu?

                          Niezupełnie. Ale zwróć uwagę, że całe społeczeństwo poważniej traktuje związki
                          małżeńskie, niż konkubinaty, co zresztą przejawia się nawet w prawodawstwie. Co
                          ważniejsze, małżonkowie też traktują się poważniej, bo odczuwają wagę złożonej
                          przysięgi. Wzięcie ślubu to bardzo odpowiedzialna decyzja. Ludzie biorąc ślub
                          czują ciężar tej odpowiedzialności. Chyba, że małżeństwo jest wymuszone,
                          oczywiście.

                          > > > > > > > powiedzieć: "wybieraj. Albo seks, albo ja".
                          > > > > > > A myślisz, że to się nie zdarza??? Oj, i to baaardzo c
                          > zęsto
                          > > > > > I co wtedy? Jakie powinno byc rozwiazanie?
                          > > > > Można powiedzieć tak albo nie. To chyba oczywiste.
                          > > >
                          > > > Ale ciekaw jestem jakie WEDLUG Ciebie POWINNO byc.
                          > >
                          > > Nie wiem, jak powinno być! Albo się na to zgadzam, albo nie!
                          >
                          > To skad wiesz jak powinno byc w przypadku
                          > jaki opisala autorka watku?
                          > Jestes taka zdecydowana w tym przypadku, podczas
                          > gdy przyklad z seksem to "nie wiem jak powinno byc!"

                          Nie powiedziałam, że wiem, jak powinno być! To wybór tej dziewczyny! Ja bym się
                          na to nie zgodziła, bo mam takie, a nie inne poglądy. Co wybierze ona, to już jej
                          sprawa. Tylko jak przystanie na konkubinat wbrew swoim przekonaniom, to nigdy tak
                          do końca nie będzie szczęśliwa. Takie jest moje zdanie.
                          • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 10:13
                            kini napisał(a):

                            > > Tak samo jakos to magicznie przychodzi po
                            > > zaobraczkowaniu?
                            >
                            > A myślisz, że bez ślubu będą o siebie dbali? To zależy od człowieka, a nie od
                            > jego stanu cywilnego.

                            Brawo! Wreszcie dochodzimy do jakis konstruktywnych wnioskow.
                            W takim razie jeszcze raz wytlumacz mi sens instytucji
                            malzenstwa skoro 'to zalezy od czlowieka a nie
                            od jego stanu cywilnego'?

                            >Zresztą mamy chyba zupełnie inne rzeczy na myśli.
                            > Ja pisząc
                            > o "staraniu się" mam na myśli coś więcej, niż tylko wygląd fizyczny.

                            Ja tez,

                            Właśnie
                            > małżeństwo jest po to, żeby być ze sobą w nieszczęściu i w chorobie, a także na
                            > starość. A niestety człowiek z wiekiem nie pięknieje.

                            I myslisz, ze facet po odejsciu od oltarza nagle nabywa tego
                            pierwiastka ktory kaze mu pozostac z kobieta na dobre i na zle?

                            > > Wczesniej tego oczywiscie nie ma?
                            > > Przed slubem, dwoje ludzi to dwie autonomiczne
                            > > jednostki ktore za przeproszeniem maja sie
                            > > w glebokim powazaniu?
                            >
                            > Niezupełnie. Ale zwróć uwagę, że całe społeczeństwo poważniej traktuje związki
                            > małżeńskie, niż konkubinaty, co zresztą przejawia się nawet w prawodawstwie.

                            To zachacza o socjologie. I tutaj sie z Toba zgadze.
                            Ale ja pytam czy swistek z urzedu stanu cywilnego
                            wnosi COS do zwiazku dwojga ludzi a nie do ich
                            relacji ze spoleczenstwem.

                            > ważniejsze, małżonkowie też traktują się poważniej, bo odczuwają wagę złożonej
                            > przysięgi. Wzięcie ślubu to bardzo odpowiedzialna decyzja. Ludzie biorąc ślub
                            > czują ciężar tej odpowiedzialności. Chyba, że małżeństwo jest wymuszone,
                            > oczywiście.

                            Jeszcze raz zapytuje czy to dostaje sie przed oltarzem...

                            > > Jestes taka zdecydowana w tym przypadku, podczas
                            > > gdy przyklad z seksem to "nie wiem jak powinno byc!"
                            >
                            > Nie powiedziałam, że wiem, jak powinno być! To wybór tej dziewczyny! Ja bym się
                            >
                            > na to nie zgodziła, bo mam takie, a nie inne poglądy. Co wybierze ona, to już j
                            > ej
                            > sprawa. Tylko jak przystanie na konkubinat wbrew swoim przekonaniom, to nigdy t
                            > ak
                            > do końca nie będzie szczęśliwa. Takie jest moje zdanie.

                            A jakie jest Twoje zdanie odnosnie sytuacji o seksie?
                            (podrecze Cie troche :-)


                            K-Muflon,
                            • kini Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 12:14
                              Mam wrażenie, że nasz dyskusja robi się coraz bardziej jałowa. Odpowiadając na
                              mój post chyba nie czytasz go do końca, tylko odpowiadasz po przeczytaniu paru
                              zdań. Odpowiedzi na twoje początkowe pytania znajdują się przecież w dalszej
                              części mojego postu. Ale jak tak chcesz, to proszę:


                              Gość portalu: K-Muflon napisał(a):

                              > kini napisał(a):
                              >
                              > > A myślisz, że bez ślubu będą o siebie dbali? To zależy od człowieka, a nie
                              > od
                              > > jego stanu cywilnego.
                              >
                              > Brawo! Wreszcie dochodzimy do jakis konstruktywnych wnioskow.
                              > W takim razie jeszcze raz wytlumacz mi sens instytucji
                              > malzenstwa skoro 'to zalezy od czlowieka a nie
                              > od jego stanu cywilnego'?

                              Miałam na myśli dbanie o WYGLĄD zewnętrzny. Dlaczego łapiesz mnie za słówka,
                              wypaczasz sens wypowiedzi?



                              >
                              > I myslisz, ze facet po odejsciu od oltarza nagle nabywa tego
                              > pierwiastka ktory kaze mu pozostac z kobieta na dobre i na zle?

                              Tak właśnie uważam, jeśli poważnie do tego podchodzi.


                              > To zachacza o socjologie. I tutaj sie z Toba zgadze.
                              > Ale ja pytam czy swistek z urzedu stanu cywilnego
                              > wnosi COS do zwiazku dwojga ludzi a nie do ich
                              > relacji ze spoleczenstwem.
                              >

                              Przecież to napisałam! Poniżej!


                              > > ważniejsze, małżonkowie też traktują się poważniej, bo odczuwają wagę złoż
                              > onej
                              > > przysięgi. Wzięcie ślubu to bardzo odpowiedzialna decyzja. Ludzie biorąc ś
                              > lub
                              > > czują ciężar tej odpowiedzialności. Chyba, że małżeństwo jest wymuszone,
                              > > oczywiście.
                              >
                              > Jeszcze raz zapytuje czy to dostaje sie przed oltarzem...


                              Masło maślane. Patrz parę linijek wyżej.


                              > > Nie powiedziałam, że wiem, jak powinno być! To wybór tej dziewczyny! Ja by
                              > m się
                              > >
                              > > na to nie zgodziła, bo mam takie, a nie inne poglądy.
                              >
                              > A jakie jest Twoje zdanie odnosnie sytuacji o seksie?
                              > (podrecze Cie troche :-)

                              O co ci właściwie chodzi? Moja odpowiedź jest parę linijek wyżej. Ja bym się nie
                              zgodziła, chociaż sytuacja jest czysto hipotetyczna, bo generalnie nie mam
                              przeciwko seksowi. Nie zgodziłabym się na szantaż. Czy o taką odpowiedź ci
                              chodziło?
                              • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 12:39
                                kini napisał(a):

                                > > Brawo! Wreszcie dochodzimy do jakis konstruktywnych wnioskow.
                                > > W takim razie jeszcze raz wytlumacz mi sens instytucji
                                > > malzenstwa skoro 'to zalezy od czlowieka a nie
                                > > od jego stanu cywilnego'?
                                >
                                > Miałam na myśli dbanie o WYGLĄD zewnętrzny.

                                To w takim razie jest jeszcze bardziej zalosne niz przypuszczalem.
                                Rzeczywiscie dyskusja nie ma sensu,

                                K-Muflon,
                                • kini Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 12:51
                                  Zgadzam się. Ja też wolę dyskutować z osobami, które sensowniej formułują
                                  wypowiedzi i przede wszystkim najpierw dokładnie przeczytają wypowiedź
                                  rozmówcy, zanim cokolwiek napiszą.
                                  • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 14:57
                                    kini napisał(a):

                                    > Zgadzam się. Ja też wolę dyskutować z osobami, które sensowniej formułują
                                    > wypowiedzi i przede wszystkim najpierw dokładnie przeczytają wypowiedź
                                    > rozmówcy, zanim cokolwiek napiszą.

                                    A ja lubie gdy ktos potrafi poprzec swoje teorie,
                                    zwlaszcza gdy sa one na poziomie:
                                    "moj facet mnie szanuje bo ksiadz go pokropil woda swiecona"

                                    K-Muflon,
                                    • kini Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 15:02
                                      > A ja lubie gdy ktos potrafi poprzec swoje teorie,
                                      > zwlaszcza gdy sa one na poziomie:
                                      > "moj facet mnie szanuje bo ksiadz go pokropil woda swiecona"

                                      Brawo! Widzę, że ten temat jest dla ciebie prosty jak drut. Po co tyle się
                                      napisałam, skoro ty widzisz to w ten sposób? Kompletna strata czasu.
                                      • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 15:13
                                        kini napisał(a):

                                        > > A ja lubie gdy ktos potrafi poprzec swoje teorie,
                                        > > zwlaszcza gdy sa one na poziomie:
                                        > > "moj facet mnie szanuje bo ksiadz go pokropil woda swiecona"
                                        >
                                        > Brawo! Widzę, że ten temat jest dla ciebie prosty jak drut. Po co tyle się
                                        > napisałam, skoro ty widzisz to w ten sposób?

                                        Cytuje:
                                        >> I myslisz, ze facet po odejsciu od oltarza nagle
                                        >> nabywa tego pierwiastka ktory kaze mu pozostac z
                                        >> kobieta na dobre i na zle?
                                        > Tak właśnie uważam, jeśli poważnie do tego podchodzi.

                                        Oczywiscie to widze w ten sposob, co jeszcze mi wmowisz?

                                        >Kompletna strata czasu.

                                        Wiec po co to ciagniesz?

                                        K-Muflon,
                                        • kini Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 15:26
                                          Gość portalu: K-Muflon napisał(a):

                                          > kini napisał(a):
                                          >
                                          > > > A ja lubie gdy ktos potrafi poprzec swoje teorie,
                                          > > > zwlaszcza gdy sa one na poziomie:
                                          > > > "moj facet mnie szanuje bo ksiadz go pokropil woda swiecona"
                                          > >
                                          > > Brawo! Widzę, że ten temat jest dla ciebie prosty jak drut. Po co tyle się
                                          >
                                          > > napisałam, skoro ty widzisz to w ten sposób?
                                          >
                                          > Cytuje:
                                          > >> I myslisz, ze facet po odejsciu od oltarza nagle
                                          > >> nabywa tego pierwiastka ktory kaze mu pozostac z
                                          > >> kobieta na dobre i na zle?
                                          > > Tak właśnie uważam, jeśli poważnie do tego podchodzi.
                                          >
                                          > Oczywiscie to widze w ten sposob, co jeszcze mi wmowisz?
                                          >
                                          > >Kompletna strata czasu.
                                          >
                                          > Wiec po co to ciagniesz?
                                          >

                                          Przecież ty też to ciągniesz. A moja wypowiedź, którą skrupulatnie przytoczyłeś,
                                          była spowodowana zniecierpliwieniem w związku z wałkowaniem przez ciebie tego
                                          samego wątku. W ogóle dyskusja z tobą polega w głównej mierze na obronie przed
                                          łapaniem za słówka. Chyba oprócz tego zdania napisałam coś więcej na ten temat,
                                          prawda? Ale ty przyjmujesz do wiadomości tylko to, co jest dla ciebie wygodne.
                                          • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 16:08
                                            kini napisał(a):

                                            > > >Kompletna strata czasu.
                                            > > Wiec po co to ciagniesz?
                                            > Przecież ty też to ciągniesz.

                                            Ale ja jestem porabany. Czy Ciebie tez mam za taka
                                            uznac skoro to ciagniesz.
                                            A argumentami "przeciez Ty tez..." to
                                            kolegow w przedszkolu mozesz zaginac.

                                            > była spowodowana zniecierpliwieniem w związku z wałkowaniem przez ciebie tego
                                            > samego wątku.

                                            Wiec wypowiadaj sie konsekwentnie i logicznie.

                                            > W ogóle dyskusja z tobą polega w głównej mierze na
                                            > obronie przed łapaniem za słówka

                                            Niestety wypowiadasz sie nielogicznie
                                            a przede wszystkim nie potrafisz poprzec
                                            swoich teorii. Dlatego sie czepiam.
                                            Nie przyjmuje prostego 'bo tak' i nie oczekuj
                                            tego ode mnie.

                                            > Chyba oprócz tego zdania napisałam coś więcej na ten
                                            > temat, prawda? Ale ty przyjmujesz do wiadomości tylko
                                            > to, co jest dla ciebie wygodne.

                                            To jest nieprawda. Przyznalem Ci racje w kwestii
                                            prawnych/spolecznych konsekwencji slubu.
                                            Tekstem "slub scala" postawilas hipoteze,
                                            czy mozesz ja udowodnic?
                                            Moze sprobujemy metode "pytan i odpowiedzi"?

                                            K-Muflon,
                                            • kini Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 16:50
                                              Muflon, przecież sam dobrze wiesz, że konsekwencje prawne i społeczne można w
                                              jakiś sposób udowodnić, ale tego, co czuję w związku z kwestią ślubu, niestety ci
                                              nie udowodnię! Trochę już napisałam wcześniej, co to znaczy dla mnie "scalenie
                                              związku". Może spróbuję jeszcze raz. Oczywiście wszystko to, co teraz napiszę,
                                              dotyczy wyłącznie osób, któe poważnie podchodzą do tematu, a nie biorą ślubu na
                                              siłę. Tak więc: pobranie się to znaczy dla mnie (bo poważnie podchodzę do kwestii
                                              ślubu) pewne bardzo ważne przyrzeczenie, które składa się na całe życie. Jest to
                                              wzięcie na siebie ogromnej odpowiedzialności. Ponieważ trudniej jest się rozstać,
                                              to wtedy ludzie podejmują więcej wysiłku, żeby małżeństwo utrzymać, jeśli dojdzie
                                              do kryzysu.
                                              • Gość: K-Muflon Re: Mój facet nie uznaje IP: 168.169.147.* 01.03.02, 17:10
                                                kini napisał(a):

                                                > ślubu) pewne bardzo ważne przyrzeczenie, które składa się na całe życie. Jest t
                                                > o
                                                > wzięcie na siebie ogromnej odpowiedzialności. Ponieważ trudniej jest się rozsta
                                                > ć,
                                                > to wtedy ludzie podejmują więcej wysiłku, żeby małżeństwo utrzymać, jeśli dojdz
                                                > ie
                                                > do kryzysu.

                                                Pytania pomocnicze:
                                                1. Czy uwazasz ze para bez slubu nie bierze na siebie odpowiedzialnosci
                                                i nie stara sie utrzymac zwiazku?
                                                2. Sugerujesz, ze ludzie po zlozeniu sobie obietnicy mocniej trwaja w zwiazku, czy nie wydaje Ci sie podobne do dziecinnego "przyrzeknij!"
                                                Czy mam rozumiec, ze wedlug czlowiek potrzebuje jakichs 'fetyszy' zeby
                                                'umacniac sie w wierze'
                                                3. I wreszcie, twierdzisz tak w swoim imieniu? Imieniu swojego meza?
                                                Czy jeszcze inaczej?

                                                K-Muflon,
                                                • Gość: kini Re: Mój facet nie uznaje IP: *.gpw.com.pl 04.03.02, 08:53

                                                  > 1. Czy uwazasz ze para bez slubu nie bierze na siebie odpowiedzialnosci
                                                  > i nie stara sie utrzymac zwiazku?

                                                  Oczywiście, że się stara! Ale fakt jest taki (były nawet robione badania, ale
                                                  niestety nie mam wyników, więc musisz wierzyć mi na słowo :))), że pary żyjące
                                                  bez ślubu rozpadają się częściej niż pary małżeńskie.

                                                  > 2. Sugerujesz, ze ludzie po zlozeniu sobie obietnicy mocniej trwaja w zwiazku,
                                                  > czy nie wydaje Ci sie podobne do dziecinnego "przyrzeknij!"
                                                  > Czy mam rozumiec, ze wedlug czlowiek potrzebuje jakichs 'fetyszy' zeby
                                                  > 'umacniac sie w wierze'

                                                  Dla mnie przyrzeczenie to nie jest dziecinada. (Zresztą żadne przyrzeczenie) Mam
                                                  nadzieję, że dla większości ludzi, którzy prezentują podobne podejście do kwestii
                                                  ślubu, też nie są to tylko słowa. Zresztą nie tylko o przyrzeczenie chodzi.
                                                  Ludzie biorąc ślub w pewnym sesnie "przypieczętowują" pewne postanowienia.

                                                  > 3. I wreszcie, twierdzisz tak w swoim imieniu? Imieniu swojego meza?
                                                  > Czy jeszcze inaczej?

                                                  Twierdzę tak w swoim imieniu, oczywiście. Nie mogę wypowiadać się za innych. Ale
                                                  mam cichą nadzieję, że wiele osób myśli podobnie.

                                                • Gość: kini Re: Mój facet nie uznaje IP: *.gpw.com.pl 04.03.02, 08:54

                                                  > 1. Czy uwazasz ze para bez slubu nie bierze na siebie odpowiedzialnosci
                                                  > i nie stara sie utrzymac zwiazku?

                                                  Oczywiście, że się stara! Ale fakt jest taki (były nawet robione badania, ale
                                                  niestety nie mam wyników, więc musisz wierzyć mi na słowo :))), że pary żyjące
                                                  bez ślubu rozpadają się częściej niż pary małżeńskie.

                                                  > 2. Sugerujesz, ze ludzie po zlozeniu sobie obietnicy mocniej trwaja w zwiazku,
                                                  > czy nie wydaje Ci sie podobne do dziecinnego "przyrzeknij!"
                                                  > Czy mam rozumiec, ze wedlug czlowiek potrzebuje jakichs 'fetyszy' zeby
                                                  > 'umacniac sie w wierze'

                                                  Dla mnie przyrzeczenie to nie jest dziecinada. (Zresztą żadne przyrzeczenie) Mam
                                                  nadzieję, że dla większości ludzi, którzy prezentują podobne podejście do kwestii
                                                  ślubu, też nie są to tylko słowa. Zresztą nie tylko o przyrzeczenie chodzi.
                                                  Ludzie biorąc ślub w pewnym sesnie "przypieczętowują" pewne postanowienia.

                                                  > 3. I wreszcie, twierdzisz tak w swoim imieniu? Imieniu swojego meza?
                                                  > Czy jeszcze inaczej?

                                                  Twierdzę tak w swoim imieniu, oczywiście. Nie mogę wypowiadać się za innych. Ale
                                                  mam cichą nadzieję, że wiele osób myśli podobnie.

        • vivi86 Re: Mój facet nie uznaje 14.09.22, 23:18
          Do szpitala będzie mógł iść. Możesz podać kogo chcesz. Co Wy macie z tym szpitalem?
    • Gość: Wrubi Re: Mój facet nie uznaje IP: *.ca / 10.17.10.* 28.02.02, 13:21
      Ja rowniez nie uznaje.
      Zyje z moja partnerka w takim zwiazku 5 lat. Mamy 1,5 rocznego synka.
      Jest nam dobrze tak jak jest.
      Kazde z nas czuje sie wolne - co nie znaczy ze nie czujemy sie odpowiedzialni.
      Jednoczesnie bardzo sie kochamy i bardzo dbamy o nasz zwiazek.
      • Gość: Kinga Re: Mój facet nie uznaje IP: *.dorf.wh.uni 28.02.02, 14:09
        Wrubi, za pozwoleniem ale chyba nie zlapales istotnej roznicy...autorka tego
        watku w przeciwienstwie do Ciebie i do Twojej Partnerki nie czuje sie dobrze w
        takim wolnym zwiazku. Podobnie rzecz ma sie z dziecmi. Wy je macie, a chlopak
        autorki nie chce ich miec (a ona przeciwnie).
        Jesli swoja wypowiedzia chciales przekazac swiatu, ze zyjesz szczesliwie w
        zwiazku bez slubu to gratulacje...

        pozdrawiam
        Kinga
    • nessuna Re: Mój facet nie uznaje 28.02.02, 13:38
      Gość portalu: Smoczyca napisał(a):

      > Jestem z moim chłopakiem od 3 lat, on ma 30, a ja 25. Kiedyś rozmawialiśmy o
      > ślubie i on stwierdził, że to niepotrzebne komplikowanie sobie i innym życia;
      > że jeśli będziemy chcieli się rozstać, to tylko wydamy masę kasy, a bez ślubu
      > to jest o wiele prostsze. Czy są jakieś argumenty, żeby go przekonać? Poza tym
      > on nie chce mieć dziecka, bo to zbyt duża odpowiedzialność, a świat jest
      > niebezpieczny i zły. Czasem czuję się tak, jakby mu zupełnie nie zależało na
      > budowaniu i podtrzymywaniu związku. Czy warto w to brnąć?

      Chyba nie, skoro macie tak diametralnie rozne pojecia o zyciu we dwoje i inne
      oczekiwania. On nie chce formalnej stabilizacji, do ktorej Ty dazysz. On nie chce
      dzieci, ktore Ty chcesz miec. To z Was, ktore bedzie musialo ustapic (no bo
      ktores bedzie musialo, na tym polega kompromis, do jakiego ewentualnie
      moglibyscie dojsc), moze uznac po czasie, ze zostalo zmuszone do rzeczy, na ktore
      nie mialo ochoty. Ale ja nie mam wielkigo doswiadczenia w tej materii.
      Przedstawilam tylko swoj punkt widzenia.
    • Gość: Alina Re: Mój facet nie uznaje IP: *.polkomtel.com.pl 28.02.02, 13:54
      Po pierwsze rzeczywiście zawrto się zastanowić nad facetem, który w chwili
      miłości mówi o ewentualnym rozstaniu i wynikających z tym problemów. Można
      wywnioskować, że jest raczej bezwzględny i może nie chcieć się starać, kiedy w
      związku (chwilowo) nie będzie się układać (różnie to przecież byba i wszystkim
      się zdarzaja kłótnie i tzw. ciche dni)- trzeba się zawsze starać-jeśli kocha
      się drugą osobą, a nie iść na łatwiznę mówiąc o rozwodzie. Wiadomo, że rozwód
      to ostateczność ! Moża on ma jakiś uraz ze strony jego najbliższej rodziny
      (ktoś się rzowiódł - miał niechciane dzieci?!)Druga sprawa, to niechęć do
      posiadania dzieci - zdecydowana większość chyba kobiet nie wytrzymałaby z takim
      facetem - nie można robić niczego na siłę, jeżeli w wieku 30 lat nie dorósł do
      posiadania dzieci....to może być problem (nie koniecznie musi się to zmienić).
      Obawiam się, że jest to typ wolnego "ptaszka", który nie lubi mieć ściśle
      określonych więzów (przepraszam, za ocenę). Znam przypadek, kiedy facet nie
      chciał mieć dzieci - w przeciwieństwie do kobiety, która postanowiła brew temu
      co on myśli - postarać się o dziecko (była pewna, że jak on zobaczy takie
      śliczne maleństwo to z pewnościa zmięknie i będzie kochającym ojcem).
      Niestety,przeżyła rozczarowanie, skazując się tylko na wieczną opiekę nad ich
      dzieckiem nie uzyskawszy nigdy żadnej pomocy z jego strony !!! Wtedy zdała
      sobie sprawę, że w tej sytuacji facet jest jej do niczego potrzebny, skoro nie
      może liczyć na jego pomoc - skoro nie chce zająć się ich dzieckiem!! Warto się
      nad wszystkim zastanowić czy coś takiego nie będzie Ci przeszkadzało - a z
      pewnością nie byłoby łatwo ! Warto chyba porozmawiać na ten temat, jeśli na
      prawdę kocha - dziwne, że nie chce aby z Waszej miłości nie powstał potomek).
      Życie jest takie piękne - szkoda byłoby je zmarnować w taki...czy inny sposób...
      Życzę powodzenia i podjęcia mądrych przemyślanych kroków.
      • duzy-tlusty-kotek Re: Mój facet nie uznaje 14.09.22, 16:20
        "Można
        wywnioskować, że jest raczej bezwzględny i może nie chcieć się starać, kiedy w
        związku (chwilowo) nie będzie się układać (różnie to przecież byba i wszystkim
        się zdarzaja kłótnie i tzw. ciche dni)- trzeba się zawsze starać-jeśli kocha
        się drugą osobą, a nie iść na łatwiznę mówiąc o rozwodzie."

        Co to znaczy "zdarzają się kłótnie i tzw. ciche dni"? Wśród mężczyzn nie ma czegoś takiego że koledzy się kłócą i nie rozmawiają ze sobą. Jedynie kobiety są do tego zdolne, by z premedytacją się kłócić testując nerwy zamiast prowadzić argumentację. I dlatego właśnie faceci nie chcą ślubu, a Wy chcecie.
    • kitek1 madry facet.......... 28.02.02, 16:05
      -tatusiu, czy barany sie zenia?
      -tylko barany, synku!
      • duzy-tlusty-kotek Re: madry facet.......... 14.09.22, 16:24
        www.youtube.com/watch?v=s_dGpR_aAao
    • Gość: kasia28 Re: Mój facet nie uznaje IP: *.atol.com.pl 28.02.02, 18:27
      A ja powiem tak: nie chcieliśmy z mężem brać ślubu. Byłam w ciąży, ale nie
      chcieliśmy. Pobraliśmy sie dopiero gdy dziecko miało pół roku i tylko dlatego,
      zeby dostać mieszkanie. Chcieliśmy, zwłaszcza ja, dojrzeć do tej decyzji. Nie
      chciałam, by jedynym argumentem "za" było dziecko. Życie zdecydowało inaczej,
      gdybyśmy mieli mieszkanie, kto wie jak by sie potoczyły sprawy. Nie było dla
      nas problemem życie w konkubinacie, ale...No właśnie jest ale. Dwa lata po
      ślubie nasz związek przeżywał powazny kryzys, chciałam się rozwieśc i gdybyśmy
      nie byli małżeństwem odeszłabym z dnia na dzień, ale żeby to zrobić potzreba
      było rozwodu, a to bardziej skomplikowane. Więc miałam dosyć czasu na
      ochłonięcie, a my oboje żeby się dogadać, zmienić i dziś jesteśmy szczęśliwym
      małżeństwem i nie żałujemy zadnej z podjętych decyzji. Myślę, ze to miała moze
      na myśli przemówczyni mówiac o "scalaniu" zwiazku. Małżeństwo wymusza w jakis
      sposób na ludziach właśnie owo ochłonięcie, zatrzymanie się, przemyślenie
      pewnych spraw. Gdy ludzie czują sie "wolni", nie mają takich może chwil. Sa
      wolni więc odchodzą. Dlatego kobiety wolą małżeństwo, bo lubią stabilne
      sytuacje i przejrzyste reguły a w konkubinacie takich reguł nie ma.
    • Gość: vagin Re: Mój facet nie uznaje IP: *.astercity.net / 10.131.130.* 28.02.02, 19:05
      Gość portalu: Smoczyca napisał(a):

      > Jestem z moim chłopakiem od 3 lat, on ma 30, a ja 25. Kiedyś rozmawialiśmy o
      > ślubie i on stwierdził, że to niepotrzebne komplikowanie sobie i innym życia;
      > że jeśli będziemy chcieli się rozstać, to tylko wydamy masę kasy, a bez ślubu
      > to jest o wiele prostsze. Czy są jakieś argumenty, żeby go przekonać? Poza tym
      > on nie chce mieć dziecka, bo to zbyt duża odpowiedzialność, a świat jest
      > niebezpieczny i zły. Czasem czuję się tak, jakby mu zupełnie nie zależało na
      > budowaniu i podtrzymywaniu związku. Czy warto w to brnąć?
      Jeśli nic się nie zmieni w waszym związku to nie warto!

      • Gość: yak-ona Re: wycofaj sie IP: *.client.attbi.com 28.02.02, 20:21
        przede wszytkim jezeli zle sie czujesz w takim zwiazku to nalezy powoli ale
        stanowczo sie z niego wycofuwac!
        jezeli on otwarcie mowi , ze nie chce slubu i dzieci a TY chcesz i to wlasnie
        Cie uszczesliwi daj sobie z nim spokoj!
        ja mialam odwrotna sytuacje- on sie chcial oswiadczyc, mowil o slubie,
        dzieciach a ja tego nie chce i juz!
        pamietaj, ze najwazniejsze jest to czego TY chcesz i co Ciebie uszczesliwi!!!
        pozdrawiam!
        • paw_dady temu odmowilas 28.02.02, 23:55
          co cie rzucila dwa watki stad? sorrka bo jezdem niezbyt
          rozgarniety ;-)

    • paw_dady Smoczyco kopnij go w rzyc 28.02.02, 23:54
      jak 30latek nie jest dojrzely do "odpowiedzialnosci" i
      dzieci to ma cie w dupie. i zawsze mial a tak jak jest
      bedzie mu wygodnie. on z tych co to nigdy sie nie
      starzeja... i nie rob rozstania powoli ale szybko (ja bym
      doradzil jeszcze i bolesnie dla niego)

      spoko znajdziesz kiedys swojego smoka co to chce slubu i
      smoczatka odchowac...
    • Gość: Ula Re: Mój facet nie uznaje IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.03.02, 02:31
      Nie brnij w czasie, znajdz kogos o podobnych zainteresowaniach.
      • Gość: ........ Re: Mój facet nie uznaje IP: *.sympatico.ca 01.03.02, 02:36
        Nie jedna to Ci pewnie zazdrosci tej wolnosci. Masz
        wspanialego faceta, ktory nie lubi komplikacji.
        • hal9000 Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 03:22
          Gość portalu: ........ napisał(a):

          > Nie jedna to Ci pewnie zazdrosci tej wolnosci. Masz
          > wspanialego faceta, ktory nie lubi komplikacji.

          ...przy rozstaniu :-)
    • hilda_k Re: Mój facet nie uznaje 01.03.02, 10:09
      Gość portalu: Smoczyca napisał(a):

      > Jestem z moim chłopakiem od 3 lat, on ma 30, a ja 25.
      Kiedyś rozmawialiśmy o
      > ślubie i on stwierdził, że to niepotrzebne
      komplikowanie sobie i innym życia;
      > że jeśli będziemy chcieli się rozstać, to tylko wydamy
      masę kasy, a bez ślubu
      > to jest o wiele prostsze.

      spytaj go ile czasu planuje byc z Toba - moze uda sie Wam
      przez ten czas zaoszczedzic na rozwod bez specjalnego
      zaciskania pasa

      Czy są jakieś argumenty, żeby go przekonać? Poza tym
      > on nie chce mieć dziecka, bo to zbyt duża
      odpowiedzialność, a świat jest
      > niebezpieczny i zły.

      podziekuj mu - dzieki niemu Ty czujesz sie w Waszym
      zwiazku bezpieczna, kochana, chciana

      Czasem czuję się tak, jakby mu zupełnie nie zależało na
      > budowaniu i podtrzymywaniu związku.

      CZASEM?!?

      Czy warto w to brnąć?

      BRNAC... uzywajac tego slowa, chyba sama sobie
      odpowiedzialas na swoje pytanie

      Pozdrawiam
      Hilda
    • Gość: moona Re: Mój facet nie uznaje IP: 195.117.174.* 01.03.02, 10:51
      Smoczyco, poszukaj sobie prawdziwego Smoka!
      A teraz poważnie: jak ma 30 lat powinien być dojrzały na tyle by czuć
      odpowiedzialność. A w ogóle to miłość to same komplikacje, więc pewnie cię nie
      kocha. Chce bezpiecznego seksu a nie zaangażowania emocjonalnego i tyle.
      Przecież nikt zakochany nie myśli jak zminimalizować koszty rozstania! A teraz
      odpowiedz sobie na pytanie, czy ci to wystarcza i sama wyciągnij wnioski. I
      jeszcze jedno-cokolwiek postanowisz, nie mieszaj w to dzieci. Dziecko ma prawo
      do szczęśliwego i bezpiecznego życia, niech je chociaż ma na starcie.
    • Gość: A27 Re: Mój facet nie uznaje IP: *.proxy.aol.com 02.03.02, 00:54
      Czesc Smoczyca,
      Twoj facet ma podobne poglady do mojego meza, ktory nie chcial sie zenic i
      opowiadal mi o pieknej milosci ludzi ktorzy byli ze soba przez 17 lat i dopiero
      wtedy sie chajtneli. Ja mu na to, ze 17 lat bez slubu to o dupe rozbic, bo sie
      zdarze do tego czasu zestarzec i zbryzdnac i po co komu taka panan mloda.
      Mieszkalismy razem wiec nie chcial kupowac mleka od darmowej krowy, zeby tak
      brzydko sie wyrazic. Tylko roznica byla taka, ze moj chlop nie bral naszego
      rozstania zupelnie pod uwage. Gdy juz nie mialam sily na konkubinat i chcialam
      odejsc to sie oswiadczyl. I wcale zle na tym nie wyszedl. To nie zawsze jest
      tak, ze facet kleka i sie oswiadcza. Czasem trzeba go troche (czasem mocniej)
      ponaciskac a i tka efekt ten sam. Szansa na rozwod identyczna jak w przypadku
      tych co klekaja.

      Twoj chlop zaklada wasze rozstanie i juz ten sam fakt jest niepokojacy. Nie
      podoba mi sie to, ze mowi Ci, ze w razie rozwodu te papiery itd. Jak na moj
      gust to on nie jest przekonany, ze jestes kobieta jego zycia. On nie chce sie
      chajtac, bo nie chce sobie komplikowac zycia. Po prostu gosciu jest wybitnie
      niedojrzaly i cholernie wygodny. Czy pozwolilby Ci odejsc gdybys postawila
      ultimatum?

      A to, ze absolutnie nie chce miec dzieci to tez jest alarmujace. Swiat tez byl
      zly dla niego. Moj maz tez widzi swiat w ciemnych barwach, ale dopuszcza
      mozliwosc posiadania dzieci. To znaczy dawniej tyz byl anty-dzieciowy, ale pod
      wplywem mojego brain-washing, ze bylby wspanialym ojcem juz mi dzidzisia za 5
      lat obiecal. (Teraz musze z te 5 lat jakos zmniejszyc do 3 i bedzie dobrze.)

      Twoj chlop moze zmienic zdnaie, ale najpierw musi dorosnac. Ale gdyby sie mial
      nie zmienic to chces spedzic zycie bez slubu i bez dzieci. I chyba na to
      pytanie musisz sobie odpowiedziec. Mysle, ze Twoja mezczyzna jest bardzo
      podobna do mojej, tylko, ze moja musiala przejsc dojrzewanie w tempie
      ekspresowym, bo akutar trafil na bardzo uparta babe.

      Pssstt, do malzenstwa mozna faceta przekonac argumetem, ze jak nie to ja spadam
      i zegnaj gienio swiat sie zmienio. Tylko ze:
      a) moze nie zadzialac (Chociaz jesli pozwoli Ci odejsc to znaczy, ze kocha za
      maloo by spedzic z Toba zycie. Czasem wiedza jest warta bolu.)
      b) czasem nie warto za kogos takiego wychodzic bo potem sie okaze, ze to ciezko
      z nim zyc. Niedojrzali faceci moga byc trudni na codzien.

      Podobnie jak kini uwazam, ze jesli jednej stronie nie odpowiada forma zwiazku
      to wtedy nie warto tego ciagnac. Czy kobieta, ktora chce sedzic zycie jako
      zona swojego ukochanego facet ma trwac z nim do usranej smierci tylko dlatego,
      ze on nie uznaje intytucji a tym samym nie uznaje pragnien swjojej kobiety.
      Pragnienie stworzenia rodziny to wcale nie jest taka fe rzecz. A mlazenstwo to
      nie tylko instytucja, ale tez oddanie sobie nawzajem siebie na zawsze.

      Jak chcesz to napisz na priva: chasingsnakes@yahoo.com
      Aha, i jeszcze zastanow sie czy naprawde chcesz byc jego zona. Bo malzenstwo z
      takim panem moze byc katorga...
      • Gość: ........ Re: Mój facet nie uznaje IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 02:58
        On widocznie podchodzi do tej sprawy w oparciu na dane
        statystyczne. Dzisiaj jest wiecej niz polowa malzenstw
        rozwiedzionych. Po co wiec pakowac sie w cos co ma wieksza
        szanse niepowodzenia? Wyjatki sie zdarzaja. Wlasnie dla tych
        wyjatkow zenia sie i wychodza zamaz by pozniej sobie w brode
        pluc. Przynajmniej w wiekszosci tak bywa.
    • Gość: Kate Re: Mój facet nie uznaje IP: *.waw.ppp.coolnet.pl 02.03.02, 02:56
      Na oko Twój facet nie domyślił się, co oznacza mieszkanie z babą.
      Może wyniósłby się do mamusi (kochających rodziców).
      Lub poimprezował, w nadziei, że pozna młodą laskę.
      Wyprowadź go i to natychmiast. Nie wiem, kto z Was u kogo mieszka, ale może
      pomogłoby wyniesienie walizek i wezwanie taksówki (lub podanie kluczyków od
      samochodu)?
      Odpraw go bez histerii (nie wypominaj mu niczego), uprzejmie i zimno (popłacz
      później z przyjaciółką).
      U chłopa ok. 30-tego roku życia, który ma ochotę na nowe przygody, trzeba być
      niestety stanowczą osobą.
      Przecież mieszkanie i prowadzenie wspólnego gospodarstwa z partnerem oznacza w
      praktyce małżeństwo. To ty widzisz jego gacie w koszu na brudną bieliznę i
      wpychasz je do pralki. Możesz się kłócić o wspólne konto i wydatki, ale macie
      pewne swoje sprawy (finansowe, mieszkaniowe) co was wczesniej związały. Może
      gotowałaś dobrze i nie nudziliście się ze sobą (może razem internetowaliście)?
      Może byłaś najfantastyczniejszą dziewczyną w łózku, ale on boi się do tego
      przyznać? Może dla niego było ważne, że przychodzi do (wynajętego domu),
      mieszkania i jest u siebie, bo Ty czekasz na niego? Może chciałby, ale jego
      małżeństwo wyśmieją kumple?

      Nie wiem. Ja kiedyś zmusiłam 30-letniego chłopaka, z którym mieszkałam od 4 lat
      (piszę chłopaka, bo on tak myślał o sobie) do podjęcia pewnych decyzji w ten
      sposób, który ci proponuję. Zrobiłam to boleśnie dla mnie (bo nie byłam jego
      pewna). Mój 30-letni chłopak wystraszył się i przeszedł szybki kurs dojrzewania
      mężczyzny.
      • Gość: Smoczyca Re: Mój facet nie uznaje IP: *.waw-smy.leased-e.ids.pl 02.03.02, 10:46
        Hej! Czytam wszystkie te wiadomości i ryczę smoczymi łzami, bo utwierdzają mnie
        w przekonaniu, że ten związek jest bez sensu. A teraz ciekawostka: mój facet
        nie chodzi na imprezy, bo go to nudzi. Mieszkam sama w wynajętym mieszkaniu, a
        on mieszka u matki, przychodzi na noc w weekendy. Jest bardzo śmiesznie, co? A
        przy okazji myślę, że przez te lata zgubiłam gdzieś umiejętność poznawania i
        podrywania facetów. Większość z tych, których poznałam w pracy to leniwi, skąpi
        i zarozumiali kolesie; a ten, który pobudza mój intelekt i zmysły - właśnie się
        ożenił. Gdybym wiedziała, że są jeszcze sensowni mężczyźni na tym świecie,
        byłoby mi łatwiej. Nie boję się zostać sama - mam pracę, rodzinę, przyjaciół,
        ale - paradoksalnie - czuję, że to właśnie ten mój smok jest odpowiedni dla
        mnie. I to jest najgorsze. Kiedyś kolezanka umówiła mnie na randkę w ciemno ze
        swoim kolegą, mówię wam, jakaż to była porażka!W pewnym momoencie zaczęłam być
        dla niego niemiła. Nic nie moglam poradzić na to, a widziałam, że mu się
        spodobałam. Zadziałał wewnętrzny, psychiczny "pas cnoty". No i nic z tego nie
        wyszło. Pozdrawiam.
        • paw_dady PAS CNOTY 02.03.02, 12:40
          Gość portalu: Smoczyca napisał(a):
          > Gdybym wiedziała, że są jeszcze sensowni mężczyźni na tym świecie,
          > byłoby mi łatwiej. Nie boję się zostać sama - mam pracę, rodzinę, przyjaciół,
          > ale - paradoksalnie - czuję, że to właśnie ten mój smok jest odpowiedni dla
          > mnie.

          sensowni faceci SA. i niektorzy sa jeszcze wolni. jesli ty chcesz zalozyc smocze
          gniazdo a on jest wolnym strzelcem i na smoczatkach mu nie zalezy to
          a) boi sie wszystkiego i bedziesz musiala byc "facetem" cale zycie bo onn cie nie
          bedzie bronil, chronil
          b) nawet jak sie zestrzaejecie razem to nie koniecznie bedziesz zadowolona ze
          swojego zycia


          >I to jest najgorsze. Kiedyś kolezanka umówiła mnie na randkę w ciemno ze
          > swoim kolegą, mówię wam, jakaż to była porażka!W pewnym momoencie zaczęłam być
          > dla niego niemiła. Nic nie moglam poradzić na to, a widziałam, że mu się
          > spodobałam. Zadziałał wewnętrzny, psychiczny "pas cnoty". No i nic z tego nie
          > wyszło. Pozdrawiam.

          to ze nie jest ci dobrze z obecnym to nie znaczy, ze KAZDY nastepny bedzie
          lepszy. sa tacy, ktorzy beda i uwierz mi jaks spotkasz takiego. a one bedzie
          wiedzial jak taki pas otworzyc...a siedzenie z takim, z ktorym macie duzo
          wspolnych przezyc (bylo) ale raczej kiepska wspolna przyszlosc (bedzie) nie
          okreslilbym inaczej jak umyslowe lenistwo a nie, ze tak juz musi byc..

          pozdrawiam
          • Gość: Smoczyca Re: PAS CNOTY IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.03.02, 17:28
            Dzięki za te słowa. Naprawdę podnosisz mnie na duchu. Jeśli bym spotkała
            właściwego Smoka, pewnie bym go zagłaskała do nieprzytomności. Może poradzisz,
            jak i gdzie poznać Smoka?
            • paw_dady gdzie spotkac smoka 05.03.02, 21:36
              >Może poradzisz,
              > jak i gdzie poznać Smoka?

              sprobuje choc jestem PAWiem nie wiedzminem ;)

              Po prostu mysle, ze powinnas byc otwarta na sygnaly z
              zewnatrz. Jesli bedziesz zapatrzona w stone twojego
              "lekkoducha" to mozesz nie odczytac sygnalow od innych.

              I sprobuj pojawic sie czesciej tam gdzie lubisz byc
              ksiazki -> biblioteki czy sesje z autorami
              muzyke -> koncerty

              moim zdaniem nie do pogardzenia sa takze newsy,chat i
              maile. wtedy masz szanse spotkac kogoc kto podziela twoje
              poglady, minusem jest to, ze to moze byc okrutny brzydal...

              mysle,ze dasz tymm znak smokowi i jest DUUUUZA szansa, ze
              sie spotkacie.

              Gość portalu: Smoczyca napisał(a):

              > Dzięki za te słowa. Naprawdę podnosisz mnie na duchu.
              Jeśli bym spotkała
              > właściwego Smoka, pewnie bym go zagłaskała do
              nieprzytomności.

              eee lepiej go poglaskac tak, zeby bylo odrobine mniej niz
              chcialby to sam wroci po jeszcze. uwierz mi dziala.

        • hal9000 Re: Mój facet nie uznaje 02.03.02, 23:42
          Gość portalu: Smoczyca napisał(a):

          > on mieszka u matki, przychodzi na noc w weekendy.

          Mamusia gotuje obiadki a u Ciebie ma to drugie...
          I żadnych zobowiązań! Nieźle się ustawił...
          • Gość: patrysia Re: Mój facet nie uznaje IP: *.client.attbi.com 03.03.02, 04:32
            Zwiazek malzenski to pomysl djabelski.

    • lefkara Re: Mój facet nie uznaje 03.03.02, 13:09
      tak sobie czytam i czytam.... dziewczyny przestancie bawic sie w psychologow i
      zadreczac cudzymi problemami! Czy nie zadawalas sobie nigdy pytania dlaczego
      Twoj facet nie pyta sie Ciebie co TY bys chciala i jakie sa Twoje pragnienia?
      Dlaczego stawia Cie przed faktem dokonanym w spraie ktora dotyczy was obojga? Z
      jakiej racji masz rezygnowac z tego najpiekniejszego dla kobiety dnia, jakim
      jest dzien slubu? A gdzie podzialo sie poswiecenie, zrozumienie, milosc??? Cos
      wydaje mi sie, ze Twoj wybranek jest okropnym egosita i despota - dziewczyno
      zaznacz swoja pozycje w tym związku, bo w przeciwnym wypadku zawsze tak
      bdzie!!! Pozdrawiam
      • Gość: whatever Re: Mój facet nie uznaje IP: *.101.popsite.net 03.03.02, 15:43
        To nie jest tak ze kazda kobieta marzy o dzieciach (koniecznie w liczbie
        mnogiej) i mezu, ktory bedzie nalegal, by zmienic nazwisko na jego. Moj chlopak
        i ja nie planujemy slubu, nie chcemy dzieci. Dla mnie dzien slubu na pewno nie
        jest "najpiekniejszym dniem zycia." I co?
        A ze chlopak smoczycy mowi o rozstaniu- coz, dla mnie przykladem niedojrzalosci
        jest oszukiwanie siebie, ze zwasze wszystko bedzie pieknie miedzy nami. Na
        pewno nie bedzie.
        A propos dojrzalosci w wieku lat trzydziestu - to mlody wiek i nie wiem, czy
        kazdy musi miec ochote, bycia dtatecznym, zrownowazonym, i ustawionym na "cale"
        zycie.
        • paw_dady and that is the deal my dear 03.03.02, 15:55
          Gość portalu: whatever napisał(a):

          > To nie jest tak ze kazda kobieta marzy o dzieciach (koniecznie w liczbie
          > mnogiej) i mezu, ktory bedzie nalegal, by zmienic nazwisko na jego. Moj chlopak
          >
          > i ja nie planujemy slubu, nie chcemy dzieci.

          ALE SMOCZYCA CHCE wiec sprobuj wpierw zrozumiec to co czytasz.

          > A ze chlopak smoczycy mowi o rozstaniu- coz, dla mnie przykladem niedojrzalosci
          > jest oszukiwanie siebie, ze zwasze wszystko bedzie pieknie miedzy nami. Na
          > pewno nie bedzie.

          sama jestes malo dojrzala emocjonalnie. sa ludzie, ktorzy sa ze soba cale zycie
          miedzy innymi dlatego, ze nie zakladaja na poczatku, ze sie rozstana. ale moze
          masz racje do tego mozna nie dojrzec.


          > A propos dojrzalosci w wieku lat trzydziestu - to mlody wiek

          ?????? od kiedy jest to wiek sredni i dla faceta +/- polowa drogi miedzy
          dojrzewaniem (fizycznym) a andropauza. chlopcem wtedy sie bynajmniej nie jest

          to tak samo jakby 35letnia kobieta sie zaczela zastanawiac czy za pare lat nie
          warto miec dzieci. troszke pozno jak na takie przemyslenia.
    • Gość: Piotr Re: Mój facet nie uznaje IP: *.tvn.pl 26.04.02, 13:10
      Smoczyco!
      jeśli jeszcze tu zaglądasz skontaktuj sie ze mną proszę!
      p.kumik@tvn.pl
    • vivi86 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 14.09.22, 23:17
      Niech sobie poczyta o podziale majątku ex konkubentów 😅
      Kocham to założenie, że rozwód to udry i wojna, ale rozstanie wieloletnich konkubentów to cud, miód i orzeszki (tylko czemu rozstanie w takim razie?)
      • stasi1 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 15.09.22, 22:52
        Do tej pory to może zmienił zdanie, w końcu to było 20 lat temu
        • taniarada Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 15.09.22, 23:00
          Stasiu pomału stajesz się ekspertem kobiecego forum .Nawet stare wątki podbijasz .Szukasz czegoś czego nie możesz znależć od lat .I wcale się nie dziwię ,że nie możesz .
        • vivi86 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 15.09.22, 23:10
          Ok, nie spojrzałam na datę. Ktoś wygrzebał wątek.
          • stasi1 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 17.09.22, 11:30
            Duży tłusty kotek w tej materii był bezwzględny
          • akle2 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 14.12.22, 15:34
            Vivi86, ale problem wciąż niestety aktualny. Kobiety są wciąż zbyt mało odważne, aby stawiać na siebie i własne szczęście.
    • akle2 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 17.09.22, 18:08
      Już się brałam za odpisanie, ale zobaczyłam, że ktoś znowu podbił stary wątek dla zabawy.
      Pozostaje mi mieć nadzieję, ze ułożyłaś sobie życie z kimś innym, o takich samych priorytetach jak Twoje i teraz na zmianę chodzicie na wywiadówki. Pozdrowienia.
    • kontrabas1970 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 13.12.22, 14:55
      I ma rację . dzielnamama.pl
    • kontrabas1970 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 13.12.22, 14:58
      W sądach mamy już ponad 96% kobiet - nie bój się sąd jest po twojej stronie
      mamy prawo po naszej stronie - art 26kc,28kc, art 58,107 krio
      jak to zrobisz - żeby dziecko mieć przy sobie i mieć upragnione alimenty
      Weź ślub z frajerem
      załóż konto na nazwisko męża tak żeby mieć do niego kontakt

      poproś męża żeby przelewał kasę na to konto. Sprawdzaj czy kontroluje stan tego konta( ważne żeby Ci ufał)
      jak się nie zorientuje przelewaj pieniądze na własne konto co miesiąc -niektórym z nas udaje się nawet przelewać do 10.000 zł miesięcznie (masz do tego pełne prawo - ważna jest wspólnota majątkowa) jak Mąż nie chce wspólnoty nie żeń się - powiedz mu że to brak zaufania a na braku zaufania nie można budować przecież małżeństwa

      ubezpiecz siebie i dziecko - jak by mąż umarł, wpadł pod tramwaj - będziesz miała zastrzyk gotówki - np 100.000 zł

      kopiuj jego wszystkie faktury i umowy o pracę - to podstawa do wyznaczania alimentów frajerowi

      załóż mu niebieską kartę na policji - ta karta da Ci zgodnie z art 11kpc alimenty na Ciebie

      Zabierasz dziecko z sobą, alienujesz

      Wyprowadź się do mamy najlepiej 100km od miejsca zamieszkania

      występujesz do sądu o zabezpieczenie zgodnie z art 26kc§2
      (pamiętaj organizacje ojcowskie i adwokatki mężów nie mówią ojcom o tym artykule
      sąd ma obowiązek w ciągu 7 dni zabezpieczyć ci na rozprawie niejawnej dziecko przy tobie

      Szkaluj ojca przed sądem - wiedz że pomówienia mają siłę sprawczą - jak powiesz że mąż Cię gwałcił, że dziecko było molestowane policja i prokuratura ma obowiązek odizolować takiego frajera od społeczeństwa

      Wszystko to musisz robić aż do czasu gdy frajerowi odbiorą prawa rodzicielskie zgodnie z art 58 krio albo 107krio

      jak odbiorą mu prawa rodzicielskie to pamiętaj że wtedy jesteś bezpieczna bo jemu będzie grozić 3 lata więzienia z art 211KK

      Poproś sąd o alimenty na rozprawie niejawnej - zaczynaj od pułapu 1/2 pensji męża - większość z nas dostaje 1/4
      jak maż zarabia 6 tysięcy to dostaniesz 1800!

      Przestań pracować - dostaniesz alimenty od OPS u jak on nie będzie płacił
      (kopiuj jego maile i smsy do przyjaciółek - to da Ci oręże do wali z frajerem) Zaproś na rozprawę mamę - niech mama powie że Frajer kupił białe Lilie i zawiózł Cię na cmentarz i groził Ci śmiercią. Frajer nawet nie będzie wiedział jak one wyglądają a Ty będziesz miała alimenty na siebie - bo wina w rozwodzie będzie jego - a przecież tobie pogorszy się stan majątkowy

      zapisz dziecko do przedszkola - dziecko tam jest bezpieczne. Nie musisz mówić że masz męża - jako samotna matka dostaniesz od razu miejsce w przedszkolu. Przedszkolanka będzie bronić Twojego dziecka przed frajerem. Gdyby przyjechał do przedszkola to poproś przedszkolankę żeby zadzwoniła po policję. Wiedz że na Twoją prośbę policja zawsze przyjedzie a na jego prośbę nie.

      Zobacz wystarczy że się nie zgodzisz na to żeby ojciec opiekował się dzieckiem a sąd pozbawi frajera praw rodzicielskich

      Dlaczego to robimy?

      bp przemoc ma płeć i jest to płeć męska: dzielnamama.pl
    • friend_of_women Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 13.12.22, 15:27
      Minęło 20 lat i śmiem twierdzić, że facet miał rację..."że to niepotrzebne komplikowanie sobie i innym życia;
      że jeśli będziemy chcieli się rozstać, to tylko wydamy masę kasy, a bez ślubu to jest o wiele prostsze." Przekonywać go? Uważam, że głupszej instytucji jak "instytucja małżeństwa" nie znajdzie się, ale wiem na pewno, że do życia w związku nie każdy się nadaje.
      • akle2 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 14.12.22, 15:11
        A czemu uważasz, ze ta pani nie ma racji? W tym przypadku każdy rację ma swoją. Problem jest w tym, że ludzie ze sobą za mało rozmawiają i nie informują się wzajemnie z góry o swoich priorytetach. On ma prawo być wolnym ptakiem z narzeczoną w każdym porcie. Ona ma prawo chcieć założyć rodzinę, mieć męża i dzieci, co wcale nie musi wiązać się z nudą i rutyną. Swoją drogą, mam nadzieję, że już to ogarnęła i jest szczęśliwa. Miała prawo nie chcieć żyć z konkubentem ani kochankiem. Największy błąd, to czekać nie wiadomo na co, zamiast grzecznie pana pożegnać i budować własne szczęście na własnych warunkach z kimś innym. Im szybciej, tym lepiej. Czas w tym przypadku niestety nie działa na korzyść.
        • friend_of_women Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 14.12.22, 15:46
          Wcale tak nie uważam, napisałem tylko, że facet miał rację, w jego imieniu się wypowiedziałem. Tam gdzie dwoje to każde ma swoje priorytety, którymi się kieruje. Jeżeli nie są one spójne to trwałości nie będzie. Nie ma co liczyć na to, że coś tam się dotrze, czas i tak wszystko zweryfikuje i przyniesie tylko rozczarowanie.
    • di.priv Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 13.12.22, 15:33
      znajdź sobie kogoś, kto ci nie zabierze najlepszych lat dla swojego widzimisię i dlatego, że mu tak wygodnie
      • akle2 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 14.12.22, 15:18
        Mam nadzieję, że już dawno znalazła. Ale poza tym 10/10
    • mario1976london Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 13.12.22, 15:52
      A czy Ty na miejscu swojego chłopaka chciałabyś tego ślubu, dzieci a następnie kosztownych wydatków a w przypadku rozwodu to twój facet straci wszystko i zostanie z niczym na lodzie. Większość oświeconych facetów w tak zwanej Zachodniej cywilizacji nie chce tego o co ty prosisz.
    • obrotowy ja ją ledwie toleruje. 15.12.22, 14:27
      ja ją ledwie toleruje.

      - bo dla mezczyzny malzenstwo - to kula u nogi.

      a w sytuacji - gdy nie chce sie miec dzieci - stan zgola zbedny.
    • milku90 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeństwa" 16.12.22, 09:53
      Uważam że to wymówka dla panów ktorzy tak naprawdę nie chcą się ustatkować nigdy...
      • akle2 Re: Mój facet nie uznaje "instytucji małżeńst 16.12.22, 12:44
        Wiesz, to jest ogólnie ciekawe zjawisko. Z reguły panowie nie chcą się żenić i zakładać rodzin nie tylko dlatego, że im tak dobrze z konkubiną (seks i opierunek "za nic"), ale dlatego, że chcą zostawić sobie furtkę na wypadek, gdy spotkają tę jedyną.

        Miałam kiedyś takich znajomych, bo odkąd się rozstali, to już mam z nimi z osobna mały kontakt. Kobieta czekała na deklaracje chyba 8 lat. Facet mieszkał u niej, miał ogarnięte wszystko, jak u żony, wygodnie na maxa. A od poważnych deklaracji się wymigiwał. Nic do tej dziewuchy nie docierało, jak próbowaliśmy przemówić jej do rozsądku, aby znalazła sobie wreszcie kogoś, kto chce rodziny i ma podobne zapatrywania na świat. Ona chce tylko jego i już. Przykro było patrzeć, jak gaśnie. A wcale to nie była zahukana kura domowa. Wykształcona, o szerokich horyzontach, niebrzydka. Aż w którymś momencie gruchnęła wieść, że się rozstali. Chyba on ją zostawił, ale do końca nie wiadomo, dlaczego. I co? Po trzech miesiącach ZARĘCZONY był już z inną, obecnie wiem, że z ta drugą są małżeństwem i mają dwie pociechy. Dlatego trzeba umieć i mieć odwagę podejmować trudne decyzje. Nie chce? Oki, poszukam takiego, co będzie chciał. Ale teraz, a nie po 8-10 latach, bo wtedy naprawdę nie będzie w kim wybierać, gdy zostaną "na rynku" sami alimenciarze i żonaci szukający na boku.
      • obrotowy raczej nie... 16.12.22, 14:23
        milku90 napisała:
        > Uważam że to wymówka dla panów ktorzy tak naprawdę nie chcą się ustatkować nigdy...


        - raczej nie.

        tacy mowia raczej wprost - ze "ustatkowanie sie" (z jakakolwiek) nie jest aktualnie ich priorytetem.

        racje ma raczej nastepna osoba odpowiadajaca na Twoj post (akle2):

        - jest sie z kobieta i korzysta sie z wygod i urokow przebywania z nia
        - ale... podswiadomie czuje sie, ze to nie jest "ta wlasciwa"

        wiec wymysla sie jakies wykrety, ze: - jeszcze nie teraz, bo nie jasne plany zawodowe, brak stabilizacji itd...

        a tymczasem - gdy sie trafia "na te wlasciwa" - to wszystkie te braki nie graja wiekszej roli...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka