Dodaj do ulubionych

Okiem tej drugiej..

31.05.11, 21:44
Byłam w długoletnim związku, znając osobę od najmłodszych lat, przywiązanie nie pozwoliło na rozstanie mimo wątpliwości w dalszy sens. Pojawiła się osoba, w podobnym wieku. Niespodziewanie, więc było to impulsem do przemyśleń nad związkiem w jakim byłam. Z założenia po prostu spotkania bo fajny kontakt, znajomy znajomych wiec czasem nawet spotkania siłą rzeczy. Mocne zauroczenie, ekscytacja, tak może nawet zakochanie, pierwszy kontakt fizyczny, następny…Nie można tego skończyć…Po 2 miesiącach, rozum kazał powiedzieć dość, nie mogę tak dłużej. Zaangażowałam się tak mocno, mimo świadomości ze nie powinnam, bo przecież on ma żonę, wiec nic z tego dobrego może nie wyjść. (Tak jak ja długoletni związek, ślub we wczesnym wieku, teraz myślę ze być może za namowa rodzin.) Czy ich związek był udany, trudno powiedzieć, różnica charakteru, dosłownie wszystkiego, ale przywiązanie, na pewno miłość..
Jego reakcja, na moją prośbę zerwania kontaktu, nie oczekiwana przeze mnie, wyprowadzka od jego partnerki w tym samym dniu. Wszystko powinno potoczyć się tak jakbyśmy pragnęli, mimo, ze była świadomość ze będzie ciężko. Ja również zdecydowałam zakończyć swój związek.
Podjęliśmy decyzje o wynajęciu mieszkania. Mimo strachu, była radość, więź miedzy nami tak wielka jakiej nie doświadczyliśmy nigdy, dopasowanie, porozumienie, spełnienie oczekiwań. Po jakimś czasie ten strach budził w nim wątpliwości, powtarzające się co jakiś czas… Wątpienie czy powinnyśmy razem mieszkać, czy słusznie postąpił … Po dwóch, trzech dniach sprawa ucichała, w nas obojgu było pragnienie bycia razem…Sytuacja powtórzyła się znowu, po 4 miesiącach mieszkania razem, może spowodowana odsunięciem się rodziny, może kłopotami finansowymi, które nagle się pojawiły, a on wcześniej nie doświadczył, może nie mówienie żonie całej prawdy i przez to jej chęć do naprawiania związku…Pierwszy raz w życiu byłam tak rozgoryczona, zrozpaczona, przerażona, bezsilna. Jednak było we mnie przekonanie, ze taka więź emocjonalna jest warta mojego oczekiwania na to co będzie, przekonanie, że muszę to wszystko rozumieć. Decyduje się wyjechać, wstępnie na miesiąc, może mu to ułatwi…Okazuje się ze spowodowało tęsknotę za mną, obiecanie, ze będzie wszystko dobrze bo rozłąka, uświadomiła mu, że tego pragnie, ze nie wyobraża sobie inaczej. Miesięczny wyjazd został skrócony, mimo iż miałam świadomość, że to nie pierwszy raz, ze za miesiąc znów może zmienić zdanie. Ale czułam, że jest to co mówi jest szczere…
Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania, było cudownie, brak wątpliwości, utwierdzenie w tym przekonaniu ze to coś wyjątkowego. Przez dwa miesiące…. Teraz nagle zmęczenie sytuacją, on twierdzi ze po pół roku wspólnego mieszkania myślał, że zapomni o poprzedniej partnerce, dla mnie jasne jest , że tak się nie da. Od dwóch tygodni spotyka się z nią. Podjął decyzję, że spróbuje się z nią dogadać, bo jeśli tak nie postąpi, nie będzie miał pewności czy wziąć rozwód. Mimo tego ze kocha mnie, w co nigdy nie wątpiłam. Takie postanowienie może przyspieszyły moje łzy, moje pytania, które tak spragniona jego osoby muszę zadawać.
Teraz zdecydował, że nie możemy się widywać, ze dłużej tak nie można, ze cokolwiek się stanie jedynym wyjściem, które rozświetli jego możliwość decyzji to próba porozumienia z żona. Twierdzi, ze zdaje sobie sprawę, że może im się nie udać, bo chciałby żeby to wyglądało jak związek ze mną. Nie wiem czy jest świadom, że ona teraz zrobi wszystko żeby czul się dobrze, mimo ze to on jest winien całej sytuacji. Na ile złudne będzie jej zachowanie, kiedyś przecież dociekała, co chciałby ewentualnie z mojego życia z nim, wprowadzić do ich. Przecież wcześniej były ucieczki od niej, ucieczki w nałogi, których teraz już nie ma, bo ze mną nie ma zgrzytów, nie trzeba uciekać, bo wszystko z przyjemnością robiliśmy razem, nieprzymuszenie.
Spawa teraz może potoczyć się w dwie strony, albo zżyją się ze sobą na nowo, albo to co się wydarzyło tak zmieniło ich oczekiwania, ze nie podołają.
Tylko, moją rolą wtedy będzie być rezerwą.
Nie wiem, czy napisanie tego to prośba o pocieszenie, sama wiedziałam w co się pakuje, że nie powinnam. Czy chęć poznania odczuć kogoś, kto był w takiej samej sytuacji.
Wiem tylko, że nie mogę zrozumieć, że jedynym rozwiązaniem jest w tym momencie rezygnacja z tak wspaniałej relacji, z bycia z osobą, którą się kocha.
Obserwuj wątek
    • piotr_57 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 21:47
      O tej godzinie , take duge??
      Serca nie masz.
      Dobranoc.
      • bonnie79 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:11
        o tym samym pomyślałam....dlaczego takie długie... - byłam pełana szczerych chęci i nawet mi rozstaniowej marudzie nie udało się dobrnąć do końca....
        • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:13
          bonnie79 napisała:

          > o tym samym pomyślałam....dlaczego takie długie... - byłam pełana szczerych chę
          > ci i nawet mi rozstaniowej marudzie nie udało się dobrnąć do końca....

          Ja czytałam co 2-3 linijki, wątpię bym coś straciła.
          Klasyka gatunku rzec by można.
          • bonnie79 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:31
            Tylko dlaczego ludzie się tak rozpisują? chyba każdy rozsądny człowiek wie, że w miarę związła wypowiedź daje gwarnacje na to, że więcej osób przebrnie przez tekst i coś doradzi....dobrze by było gdyby autorka tego wątku skupiła się bardziej na tereści a nie na emocjonalnej otoczce....
            • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:34
              Ahh bo dlugosc, zeby w miare wszytsko ujac, nie opowiadam o 3 miesiecznym spotykaniu sie na herbacie ;)
              • bonnie79 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 07:40
                kochana - ja zakończony 10 latni związek powiązany z przeprowadzka, powrotem do kraju, kwestiami zawodowymi i naprawde wieloma problemami jakis czas tmeu opisalam tutaj duzo krocej....poprostu twój styl pisania to lekko nuda dłużyzna i jeśli naprawdę chcesz opinii wiekszej ilosci osob. Skroc tekst i powycinaj emocjonalne ozdobniki....
    • marzeka1 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 21:53
      Jaka wspaniała relacja?
      Pomijam, że cała sytuacja to w sumie klasyka banału.
    • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:07
      Nuuuda pani nuuuda.
      Typowe i tyle razy już było.
      • madonnnnae Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:34
        przecież blyo jasne, ze wróci do tamtej/albo ze będzie sobie wracał. Chyba nie bez powodu brał ja za żonę. Nie można wszystkiego zrzucać "na młody wiek', niepozorność.. nie wiem co jeszcze...
        On się buja...

        pewnie tez ja kocha-wiem,wiem twoim zdaniem ona była zła i popadł przez nią w nałogi!!
        oczywiście, ze przez pierwsze miesiące, nawet ze 2 lata jest fajnie, ale potem przychodzi to, co przyszło z zona-u was nawet nie zdążyło przyjść, bo on się zaczął wycofywać (może zjadały go wyrzuty sumienia..). Pamiętaj też, że jak się nie jest długo z kimś kogoś się kochało czy kocha, to ta osoba jawi się nam w samych superlatywach (tutaj mam na myśli długo niewidziana żonę).
        I nie jedź po zonie! To strasznie chamskie.

        Dnem jest to, ze "wasza" relacje będzie testował (i swoje uczucia) przepracowując związek z nią, (próbując nawiązać z nią nic porozumienia)

        Nie wygląda to dobrze, a z czasem-gdy ochłoniesz będziesz wiedziała jeszcze więcej minusów. Jak mu się pogorszy z uzna to do niej wróci... Ale dam sobie rękę uciąć ze na rozwód go nie namówisz, bo on.. "jeszcze będzie chciał popróbować" :)

        Powiem więcej-oni mieli kryzys a z ty jesteś TYLKO oznaką tego kryzysu:(
        • madonnnnae Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:39
          jeszcze:

          obawiam się, ze padłaś ofiara bardzo przeciętnego, pospolitego oszustwa:)
          tylko jeszcze o tym nie wiesz
          • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:58
            Wiem ze tam jest nieszczerość, niedomówienia...
            Wiec tak na pewno oszustwo...wiem ze na poczatku byla mowa, że on po prostu bedzie sam mieszkac bo musi sie zastanowic nad zyciem...
            • aneta-skarpeta Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:42
              tam jest nieszczerosc, niedomowienia i zwiazek pod presja rodziny, ale mimo to wszystko chłop po tylu miesiac mysli o tamtej, a tamta cos w sobie mna, skoro potrafi go zwabic

              a Ty, niby kochana,. idziesz w odstawke co 2 m-ce i masz wieczna hustawkę

              moim zdaniem nie warto i nie jestes dla niego az tyle warta jak mowi- a licza sie fakty, a nie banaluki, ktore opowiada, aby sie przeslizgnac z jednej opcji do drugiej
    • kartof-lanka Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:31
      Doszlam do ''musze dogadac sie z zona'', kopnij go w zadek bo to meska kuciapa jest ten Twoj kochanek
    • wartosc.energetyczna Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 22:38
      > Teraz zdecydował, że nie możemy się widywać, ze dłużej tak nie można, ze cokolw
      > iek się stanie jedynym wyjściem, które rozświetli jego możliwość decyzji to pró
      > ba porozumienia z żona. Twierdzi, ze zdaje sobie sprawę, że może im się nie uda
      > ć, bo chciałby żeby to wyglądało jak związek ze mną. Nie wiem czy jest świadom,
      > że ona teraz zrobi wszystko żeby czul się dobrze, mimo ze to on jest winien ca
      > łej sytuacji. Na ile złudne będzie jej zachowanie, kiedyś przecież dociekała, c
      > o chciałby ewentualnie z mojego życia z nim, wprowadzić do ich. Przecież wcześn
      > iej były ucieczki od niej, ucieczki w nałogi, których teraz już nie ma, bo ze m
      > ną nie ma zgrzytów, nie trzeba uciekać, bo wszystko z przyjemnością robiliśmy r
      > azem, nieprzymuszenie.

      ciekawe jaką wersję ona zna

      problem stary jak świat, a facet wcale nie taki wyjątkowy jak ci się zdaje
      • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:04
        Zastanawiam sie wlasnie czy nie wyprostowac jej calej sytuacji...
        Dostrzeglam ze teraz sytuacja jest "zawieszona" , bo slowa bo ja nie wiem co bedzie , zobacze...maja na celu jedynie utrzymanie mnie w rezerwie.
        Kolejna nasza wymiana zdan bedzie zdecydowanym moim krokiem, zakonczeniem sytuacji z mojej strony, zdaje sobie sprawe, ze nie mozna tego dalej ciagnac. jesli wybral taka droge to tyle...jesli ja tez zdecydowanie powiem ze wybieram inna droge , nie oczekiwania na bog wie co to moze i poplacze miesiac , dwa, ale moze zaczne czuc sie wolna...
        Moze do tego rozmowa z nia dalaby mi poczucie zakonczenia tego...
        • wartosc.energetyczna Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:05
          koloratunkowe2 napisała:

          > Zastanawiam sie wlasnie czy nie wyprostowac jej calej sytuacji...
          > Dostrzeglam ze teraz sytuacja jest "zawieszona" , bo slowa bo ja nie wiem co be
          > dzie , zobacze...maja na celu jedynie utrzymanie mnie w rezerwie.
          > Kolejna nasza wymiana zdan bedzie zdecydowanym moim krokiem, zakonczeniem sytua
          > cji z mojej strony, zdaje sobie sprawe, ze nie mozna tego dalej ciagnac. jesli
          > wybral taka droge to tyle...jesli ja tez zdecydowanie powiem ze wybieram inna d
          > roge , nie oczekiwania na bog wie co to moze i poplacze miesiac , dwa, ale moze
          > zaczne czuc sie wolna...
          > Moze do tego rozmowa z nia dalaby mi poczucie zakonczenia tego...

          to nawet dobry pomysł, facet Cię znienawidzi i będzie łatwiej się odciąć
          • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:12
            Dokladnie, nie bedzie juz mozliwosci cofniecia tego...Wiesz to nie chodzi o chec zemsty , czy psucia im sielanki...
            • bijatyka Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:24
              :)
            • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:55
              koloratunkowe2 napisała:

              > Dokladnie, nie bedzie juz mozliwosci cofniecia tego...Wiesz to nie chodzi o che
              > c zemsty , czy psucia im sielanki...

              :D
    • moonogamistka Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:23
      No coz...facet nie dojrzal jeszcze.
      Zostaw go, za jakis czas bedzie znowu Cie scigal, to ten typ, tylko czy Ty jeszcze bedziesz tego chciala?....
    • ka-mi-la789 Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:27
      Nie byłam w stanie przeczytać całości, ale jeżeli chodzi o to, czy masz mu dać kopa, to daj.
    • zamysleniee Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:35
      Nie kocha, nie łudź się. Mylisz zauroczenie, nowe doznania, nowe sytuacje z miłością. Daj spokój, ceń swój czas i czym prędzej zamknij za sobą drzwi.
    • lusseiana Re: Okiem tej drugiej.. 31.05.11, 23:45
      Nie chciałabym być brutalna, ale moim zdaniem albo dałaś się nabrać, albo trafiłaś na wiecznego Piotrusia Pana - skoro on już miał na koncie różne wyskoki i ucieczki od żony (oczywiście zawsze z powrotem), to po prostu zostałaś właśnie bohaterką jednego z wielu epizodów w historii jego małżeństwa. Cudowną więź, porozumienie, dopasowanie i całą resztę możesz między bajki włożyć - na mój gust to była po prostu ekscytacja nowym nabytkiem. Wiedział, że może sobie na to pozwolić, bo żona i tak go przyjmie - skoro tyle razy przyjęła, to niby dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Z tego też powodu na Twoim miejscu darowałabym sobie jakąkolwiek rozmowę z nią i próbę uświadamiania. Zrobisz z siebie tylko zdesperowaną idiotkę.

      Nie daj się sprowadzić do roli rezerwy kryzysowej - albo będzie z Tobą, albo adios amigo. Będzie bolało, ale przynajmniej zachowasz do siebie szacunek. Gdyby to była tak wspaniała relacja, jak Ci się wydaje, że jest, to nie odstawiał by takiego cyrku z wątpliwościami - wspaniałe relacje się pielęgnuje i się ich trzyma, a nie odstawia na boczny tor. Popatrz na to z tej strony.

      Pozdrawiam.
      • lutea Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 00:35
        Ja to chyba jestem jakaś staroświecka. Jak spotykam na swojej drodze jakiegoś żonatego faceta, ba...nawet i takiego niezaobrączkowanego ale zajętego to po prostu nie ruszam. Z takich komplikacji nigdy nic dobrego nie wychodzi. Daj sobie z nim spokój a na przyszłość pamiętaj nie mój - nie ruszam. Dobranoc
        • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 00:43
          A i jasne...W momencie kiedy poczulam emocje do pana , tak na samym poczatku , grzecznie podziekowalam. To on zrobil krok , wyprowadzil sie i gdzie przylazl?? Tak i moze cisnie sie odpowiedz trzeba bylo nie wpuszczac...
          • sinsi Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 01:03
            a teraz kto ci każe go wpuszczać, czekać, itd? znowu jacyś "oni"? może krasnoludki? bo sama nie umiesz powiedzieć "nie" tylko ustawiasz się SAMA w roli zapchajdziury pod dyktando faceta?
            powiedziałaś mu choć raz "przemyśl, zdecyduj się i bądź konsekwentny bo drzwi więcej nie otworzę" ? i wykonałaś to?
            nie...... wszyscy są winni tylko nie ty, ze sobie życie pieprzysz.
            • aneta-skarpeta Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:46
              dokladnie, chlop sobie ustawia zycie jak jemu wygodnie i robi tyle na ile mu kobiety pozwalają- czyli robi duzo

              ja jestem kobieta po przejsciach, po zwiazku z wiecznym piotrusiem panem i wiem jedno- jak facet kocha to ie zmienia zdania co 2 miesiace i jak jest szczesliwy to nie zastanawia sie czy tam gdzie go nie ma byloby lepiej

              jak kocha to kocha, a nie jakies pitu pitu

              a jak nie umie kochac tak jak nalezy ( tzn bez wiecznej karuzeli) to znaczy, ze ja za taką milosc dziekuje, bo niewiele warta jest
    • sinsi a ty to jakieś bezwolne cielę? 01.06.11, 00:58
      ty zdecydowałaś się rozstac z kochankiem ale on wyprowadził się od żony więc się z nim nie rozstałaś
      facet sobie robi "przerwę" w byciu razem - ty to łykasz i jak tylko zechce to go przyjmujesz z powrotem
      teraz facet się tobą znudził i chce sobie pobyć znowu z żoną więc ci dał szlaban na spotkania a ty to znowu łykasz i chcesz czekać aż mu się zachce ciebie w imię "prawdziwej miłości"

      co za pier.do.ły kobieto!
      wolną wolę ci amputowali? szacunek do siebie sprzedałaś w second handzie? rodzice cię bili i poniewierali w dzieciństwie oraz nigdy dobrego słowa od ojca nie usłyszałaś?

      opanuj się dziewczyno.
      można sobie chłopa-idiotę na kochanka brać jak ma dobre osiągi. ale bredzić że "naprawdę kocha" i sobie wyobrażać jakiś związek z takim latawcem? chyba ci się coś w główce pokićkało.
      panu się należy kop w cztery litery. choć dama, to by mu dała w pysk. od razu po pierwszym wystawieniu do wiatru. i więcej g.... nie tknęła.
    • alpepe Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 07:54
      A gdzie w tym wszystkim Bóg, kierowanie się przykazaniami lub choćby zwykłe poczucie przyzwoitości?
      • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:59
        alpepe napisała:

        > A gdzie w tym wszystkim Bóg, kierowanie się przykazaniami lub choćby zwykłe poc
        > zucie przyzwoitości?


        Zapomnij! Tacy ludzie nie mają słowa "przyzwoitość" w swoim słowniku ;).
    • varia1 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:10
      a jesteś pewna że kiedy on nawet stwierdzi że z żoną się nie udało i wróci do ciebie... to będzie tak samo jak było?
      zwłaszcza kiedy wkradnie się rutyna i proza życia?
      • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 12:58
        varia1 napisała:

        > a jesteś pewna że kiedy on nawet stwierdzi że z żoną się nie udało i wróci do c
        > iebie... to będzie tak samo jak było?
        > zwłaszcza kiedy wkradnie się rutyna i proza życia?

        Oczywiście!
        Bo ona jest inna.
        I pan ją kocha.
        Więc będzie inaczej.
        Nie tak jak z żoną.
        :D
    • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:15
      Wczoraj wyslalam sms, wiem ze by nie odebral...Zdecydowalam, ze dosc juz manipulowania i trzymania mnie w rezerwie, jesli on teraz chce wejsc na droge powrotu do zony, to ja definitywnie mowie ze nie ma juz mnie w jego zyciu.... Po tym smsie przyszedl w nocy... Powiedzilam ze ja tez w koncu potzrebuje spokoju i chce zaczac zyc...
      • sinsi Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:34
        > Po tym s
        > msie przyszedl w nocy... Powiedzilam ze ja tez w koncu potzrebuje spokoju i chce zaczac zyc...


        .... po czym on się rozpłakał bo jest wrażliwy ty się wzruszyłaś że on jest wrażliwy i wylądowaliście w łóżku

        • alpepe Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:37
          obeszło się bez płaczu, no co ty.
          • sorbusauacuparia Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:43
            Ale na pewno walczył ze sobą, co by łzy nie uronić.
            • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:45
              I ona teraz już wie, że tak naprawdę kocha tylko ją.
              • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:45
                A! Zapomniałam! I obiecał, że wkrótce złoży pozew :D.
            • sinsi Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:52
              twardy facet znaczy siem. cierpi w milczeniu. dba o kochankę. nie zrani jej nigdy. nie powie ze najbardziej by mu leżało gdyby obie z nim leżały, zona i kochanka, w tym łóżku, razem.... gruppensex, kobiety wierne i podległe i on-pełny poświęcenia dla nich, obie zadawalający...o obie się troszczący...bohater wręcz. jak takiego nie kochać no jak?!

              ja siem w każdym bądź razie wzruszyłam od samego pisania.
              • sorbusauacuparia Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:55
                No wiesz! On na pewno taki nie jest, on jest inny niż wszyscy.
          • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:46
            A placz byl...tym razem nie z mojej strony.
            W lozku nie wyladowalismy, zeby co znow pojawilo sie uczucie, ze jestem ta jedyna?
            Nie , nie jestem.
            Stwierdzilam jasno, ze jesli wybiera inna droge, nie ma mnie w rezerwie.
            • varia1 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:49
              płaczący w takiej sytuacji facet zostałby przeze mnie kopnięty natychmiast:)
            • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:55
              koloratunkowe2 napisała:

              > A placz byl...tym razem nie z mojej strony.


              Chciałby chłoptaś i boi się ;).
              Niedojrzały dupek ot tyle :).
            • sinsi Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:02
              cholercia znaczy nie bohater ale bohater wrażliwiec cierpiący wzruszony swoją wrażliwością.
              bo to wszystko od teraz już będzie twoja wina niedobra kochanko.
              wrażliwego "prawdziwie kochającego" faceta odrzucają tylko wredne baby.
              właśnie taką zostałaś.

              ps.
              teraz przygotuj się na próby ataku metodą na: litość/romantyzm/wspomnienia/szantaż emocjonalny/wyznania w smsach
              możliwe też kilka miesięcy nachodzenia, wydzwoniania... stalkingu żeby sprawdzić czy już zmiękłaś i zmieniłas zdanie.

              Witamy w realnym świecie .
    • grzeszna_marta Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 13:54
      żaonaty facet ?
      czyli standard chciał odskoczni od monotoni zycia codziennego , chciał się zabawić ,przezyć cos ciekawego akurat znalazłaś się Ty , która uwierzyła w złudne nadzieje wiec wyszło jak zawsze ...niestety . W wiekszości mężczyzni boją się tak poważnych decyzji jakim jest rozwód
      • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:06
        Wiecie w sumie rozwod rozwodem.
        Ale sad nie usunie myslenia z glowy.
        Sek zeby poukladac w glowie wartosci i checi.
        Rozwod sam w sobie o niczym nie decyduje.
        • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:12
          Dziecko, skomplikowałaś sobie i kilku innym osobom życie.
          Dobra rada na przyszłość, nie tykaj nawet paluchem zajętych facetów, lżej ci będzie. I jest nadzieja, że trafisz w swoim życiu na normalnego mężczyznę, a nie na niedorozwiniętego emocjonalnie chłopca.
        • grzeszna_marta Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:13
          ale czego Ty oczekujesz w sumie od niego ?
          niedojrzał i chyba sam jest na tyle wewnętrznie rozchiwany ,że nie wiem co ma zrobić ot i co Moim zdaniem nie warto pakować się w taki związek
          • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:19
            Teraz oczekuje konkretnej decyzji w ktora stone.
            Ja wiem ze dla mnie strata czasu jest oczekiwanie wiec, jesli decydujemy konkretnie to chocby nie wiem co tego sie trzymamy. Boje sie tylko ze on nie wierzy, ze cos pojdzie nie po jego mysli to ja bede czekac , bo jesli jest taka mysl to nie da mi do konca spokoju...
            • timetotime Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:25
              koloratunkowe2 napisała:

              > Teraz oczekuje konkretnej decyzji w ktora stone.


              Konkretnie, czego oczekujesz? Deklaracji, czynów? Jakich?
              • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:36
                Wybor - powrot na stare smieci. deklaracja ze tak ma zostac i chce byc wolnym czlowiekiem, wolnym od slow moze, zobacze, co bedzie nie wiem..

                Wybor (zdaje sobie sprawe ze go nie bedzie) - rozwod. deklaracja ...... O W TYM MOMENCIE NIBY CO NAPISAC...deklaracji to juz tyle uslyszalam ze i tak bym nie uwierzyla...
                • salma75 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 15:09
                  koloratunkowe2 napisała:

                  > Wybor (zdaje sobie sprawe ze go nie bedzie) - rozwod.

                  Pisałaś coś o tym wcześniej - co z tego, że zadeklaruje chęć rozwiedzenia się jak w głowie będzie miał coś innego? :)

                  Posłuchaj rady mądrzejszych, doświadczonych w tej materii - nie warto wiązać się z kimś kto tkwi choćby jedną nogą w innym związku.

                  deklaracja ...... O W TYM
                  > MOMENCIE NIBY CO NAPISAC...deklaracji to juz tyle uslyszalam ze i tak bym nie
                  > uwierzyla...

                  I sądząc po nocnym spotkaniu nada masz ochotę słuchać jego słodkich słówek :).

                  Druga mahadeva nam się szykuje ;).
                  • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 15:21
                    Ja nie zapraszalam w nocy, nie sadsze ze z tesknoty no juz bez przesady. Raczej urazona duma ze smialam napisac ze jesli koniec to ostatecznie bez lawirowania...
                    Wiem ze to trzeba skonczyc bo nie znajduje sensu jak pomysle ze moze i by ten rozwod byl...no i co dalej??
            • sinsi Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:26
              dziewczę drogie.
              twoje zycie należy do ciebie. chcesz się zestarzeć jako wiecznie czekająca na decyzję latawca kochanka - to to zrób. Proste jak drut - po prostu ty tak lubisz. no to na zdrowie.
            • malaszuu Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:37
              Tiaaaaa....a on skruszony naobiecuje Ci znowu Bóg wie co, a za 2 miesiące będziesz pisać post na forum....
              Weź się w końcu ogarnij i zajmij sobą, zostaw ten syf sobie samemu.
            • grzeszna_marta Re: Okiem tej drugiej.. 02.06.11, 14:14
              i będziesz tak wiecznie czekać bo on nie może się zdecydować ? Przemyśl to może szkoda życia na wieczne czekanie (?) Moze lepiej zacząć układać sobie życie po swojemu ale już bez niego
              • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 02.06.11, 14:33
                Nie zamierzam... chce isc z miejsca bo chce byc szczesliwa jeszcze... pewnie bede... moze jeszcze nie do konca jestem gotowa zeby ruszyc... ale dojde do tego
                zostawil mnie ok, co innego jest dla niego piekne ok, boi sie ucieka ok, niech sobie beda szczesliwi, nieszczesliwi...
                • ckm1 Re: Okiem tej drugiej.. 02.06.11, 14:49
                  > Nie zamierzam... chce isc z miejsca bo chce byc szczesliwa jeszcze... pewnie be
                  > de... moze jeszcze nie do konca jestem gotowa zeby ruszyc...

                  Mam wrażenie, że udało ci się zdjąć różowe okulary i to jest połowa sukcesu, ale dalej jesteś zaprogramowana na tego pana. Jeśli chcesz ruszyć z miejsca to musisz wykonać odprogramowanie i w tym celu najlepszą metodą jest całkowite odcięcie kontaktów, zero spotkań, zero sms-ów, zero maili. Nie jest to proste, ale dla chcącego ruszyć z miejsca, wykonalne. Czasem warto posłuchać swojego instynktu samozachowawczego.
        • sinsi święta racja 01.06.11, 14:17
          > Ale sad nie usunie myslenia z glowy.
          > Sek zeby poukladac w glowie wartosci i checi.


          Dlatego, jeśli się związałaś z żonatym facetem to nie wybrzydzaj że ma żonę ,tylko chętnie się nim z nią dziel, może jedna niech mu pierze a druga gotuje?

          chcesz mieć faceta dla siebie - szukaj wolnego. Ten z ktorym się związałas nie jest wolny. niech to wreszcie dotrze do twojej głowy.
    • palya Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:24
      oczekujesz pocieszenia? a to niby dlaczego?
      przecież wiedziałaś, ze on zajęty, mogłaś poczekać do rozwodu, uniknęłabyś złudnych nadzieji, ze do niego dojdzie.

      Wg mnie facet ma jednak głowe na karku, opamiętał się po chwilowym romansie, wie doskonale, ze zycie z Tobą za kilka lat nie będzie istotnie różniło się od zycia z żoną.

      Że żona stara sie i chce odbudować związek - masz jej to za złe?
      nie doczytałam, jak długo są ze sobą, ale to chyba jasne, ze po kilku latach wkrada się rutyna i przyzwyczajenie.

      Daj sobie spokój, niech się odnajdą. facet nie jest dla ciebie. znajdz sobie swojego

      i żeby nie było, ja też jestem z facetem z odzysku, ale mój związek zaczął się w okolicach ostatniej rozprawy rozwodowej. wcześniej nie zgodziłabym sie na nic.
      czego i Tobie życzę, tak na przyszłość
      • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:30
        Nie nie chodzi o zadne pocieszenie, bo doskonale sobie sprawe z tego ze wogole nie powinno calej sytuacji byc. Ale nie powiem tez ze zaluje.
        Tak, na przyszlosc mam wnioski, jestem dorosla przeciez i wiem ze tak sie to moglo skonczyc ale czasem robi sie cos co wydaje sie absurdem, co innych juz doswiadczylo, ale moze ze mna bedzie inaczej ...Jakby czlowiek wiedzial, ze sie przewroci to by sobie usiadl...No niestety...
    • vandikia Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:25
      widać nie tak wspaniała ta relacja jak o niej piszesz.
    • miau_weglowy Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 14:34
      nie wzruszaja mnie historyjki 'tych drugich'. no, moze poza tymi przypadkami, gdy te drugie, tak samo jak i te peirwsze, robione byly w balona przez faceta prowadzacego podwojne zycie i ani pierwsza, ani druga nie miala pojecia o istnieniu zycia rownoleglego.
      ale jesli ktos swiadomie zabiera sie za cudzego faceta, coz... masz , czego chcialas.
    • koloratunkowe2 Jak dobitnie napisac 01.06.11, 16:29
      Pan stwierdzil ze ja sobie moge konczyc... ze on robi tak jak on uwaza ale ze cos mu nie wychodzi...
      Wiec dalej stara sie kontrolowac moje postrzeganie jego zachowan... dobrze ze nie napisal czekaj jeszcze pol roku...

      Jak dobitnie napisac ze tak koncze i zamykam przed nim drzwi... zeby zrozumial ze nie jestem jego wlasnoscia bo moje zdania chyba nie przekonuja Pana
      • ka-mi-la789 Re: Jak dobitnie napisac 01.06.11, 18:07
        Może użyj czasownika zaczynającego się na "s".
        • koloratunkowe2 Re: Jak dobitnie napisac 01.06.11, 18:10
          Wogole to nic nie powinnam pisac , mimo tego ze ja o tym mysle caly czas to nie dam mu satysfakcji...
          Koniec i tyle!!!
          • moonogamistka Re: Jak dobitnie napisac 02.06.11, 00:02
            Zalosne.
            Kobieto walnij tym.
            MASZ TO NA CO GODZISZ SIE. Ot tak po prostu:) Zrozum, ze facet dzieciak, ze wiekszosc historii jest w Twojej glowie, ze go usprawiedliwiasz.
            Walnij go, jest szansa, nikla, ze dorosnie....
      • malamelania Re: Jak dobitnie napisac 02.06.11, 12:11
        koloratunkowe2 napisała:

        > Pan stwierdzil ze ja sobie moge konczyc... ze on robi tak jak on uwaza ale ze c
        > os mu nie wychodzi...

        Co za dupek :D On uważa, że wszystko zależy od niego. Ma dwie kobiety, czekające na jego decyzję. Komfort :D
        Nie czujesz się upokorzona takim traktowaniem?

        > Jak dobitnie napisac ze tak koncze i zamykam przed nim drzwi... zeby zrozumial
        > ze nie jestem jego wlasnoscia bo moje zdania chyba nie przekonuja Pana

        Nie zdania przekonają, a czyny. Te drzwi muszą zostac naprawdę zamknięte,a negocjacje jednostronnie zerwane :)))
        Napisz jak najkrócej, ze to koniec. I nie wdawaj się w dalsze dyskusje.
    • sister.winter Re: Okiem tej drugiej.. 01.06.11, 16:53
      "moja ukochana, jesteś jedyną kobietą, która mnie rozumie. nasza relacja jest cudowna. kocham cię czule.
      ożeniłem się za młodo i z musu, do tego doszła niezgodność charakterów, więc chyba jasne, że zacząłem szukać sobie kogoś na boku.
      znalazłem ciebie.
      widzisz, kiedy zamieszkaliśmy ze sobą, ogarnął mnie niepokój.
      nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, ale żeby go gonić. przede wszystkim zaś trzeba uniknąć monotonii.
      teraz pozwól, że wrócę do żony. może po rozłące dostarczy mi nowych emocji.
      nie chcę cię oszukiwać, bo kocham cię nad życie, więc powiem szczerze: jeśli spodoba mi się u niej, zostanę. w końcu to moja żona, spełnię w ten sposób mój święty obowiązek, a ty zrozumiesz. ale nie załamuj się, bo jeśli żona mnie rozczaruje, to wrócę do ciebie. w końcu lepszy rydz niż nic.

      twój kochanek"
      • praleczka_live Re: Okiem tej drugiej.. 02.06.11, 12:01
        Do autorki: Trzeba było zajść w ciążę. Kochanka mojego eks męża tak właśnie zrobiła.
        I wtedy ja ostatecznie z niego zrezygnowałam:)
        • koloratunkowe2 Re: Okiem tej drugiej.. 02.06.11, 12:06
          Najgorsza rzecza wedlug mnie jest zatrzymanie kogos tym sposobem...tak samo naprawianie malzenstwa ciaza...nieodpowiedzialne zachowanie osob, ktore nie maja odwagi na ratunek innymi sposobami...
          • sinsi Litości... 02.06.11, 12:22
            ależ z ciebie hipokrytka... siedzisz w g..... po uszy bo lubisz i jeszcze moralizujesz.... :DDDD
            Proooosze... oszczędź sobie uwag, szczególnie o małżeństwie:) - jak kiedy jakiegoś osobistego męża uda ci się złapać(chociaż wątpliwe,jeśli wolisz cudzych) to może co nieco zrozumiesz.
            • randia Re: Litości... 02.06.11, 15:43
              @Sinsi, zdradzana i niepogodzona z losem żona wyszła z ciebie? :D

              @Koloratunkowe2, dziewczyno, więcej niż inne mądre kobietki ci nie powiem. Zostaw to. Jednego dni, jednej chwili, jednym cieciem, jednym zamknięciem drzwi. On niestety bawi się wami oboma i tyle. Pomimo rozdzierającego cie bólu, musisz. Dla dobra siebie. Jego żona powinna zrobić to samo, choć jego to i tak nic nie nauczy. I wiesz co by się wtedy stało? Biedny Miś-Pyś, by znalazł następna "naiwna" co to by go przygarnęła do serduszka i z niego całego pocieszała. Niestety, ale taka jest prawda. Pocieszeniem może być dla ciebie tylko to, ze i jemu kiedyś los, za każdą twoja łezkę zapłaci.
              A ty...ogarnij się, znajdź sobie jakieś zajęcie, wróć do starych pasji, które na pewno przez "rozpacz" od siebie odsunęłaś. Pomyśl o sobie. Ból minie, choć nie zapomnisz.
              • sinsi Re: Litości... 02.06.11, 16:32
                Piiii..... opisałam się, cały elaborat mądrości ..i zżarło tekst! Już mi się nie chce powtarzać więc w skrócie

                > @Sinsi, zdradzana i niepogodzona z losem żona wyszła z ciebie? :D

                Pudło:) (dlatego mogę bez kompleksów drążyc temat;) )


                Dziewczyna ma wiele do zrobienia ZE SOBĄ. Bo to, że znalazła się w takiej sytuacji wynika z jej kolejnych decyzji i jej wypaczonego podejścia do mężczyzn i do związku.
                Pora się zająć rozwojem osobistym, odnaleźć szacunek do siebie, przestać innych obwiniać za swoje świństwa, być bardziej świadomą osobą a nie takim lelum-polelum bez własnej woli którym byle latawiec może bujac jak mu się zachce.
                Ewentualnie pora iśc do psychologa przerobić swoje wypaczone emocje w kontekście ustawianie się jako "ofiara" w związku , podatności na manipulacje i UZALEŻNIENIE od toksycznych relacji.
                • tanahoe Re: Litości... 02.06.11, 22:12
                  Uśmiałam się jak norka :D a taki podły nastrój miałam :( też mi się dupek trafił żałosny. Bo wiecie jemu przestało iskrzyć do mnie to znaczy nie całkiem bo było 100% a jest kurna 40%. Długo by pisać o całości ale mnie zamurowało. Nie wspomnę o tym, że to było wyznanie pod przymusem bo ja czułam, że coś się dzieje. Pod przymusem bo jak mi powie to się nastrój zepsuje a jest tak miło :P i ja się przestanę odzywać itd.
                  Boże jakbym się cofnęła do podstawówki :P Ja nie wiem czy ci faceci nigdy nie dorastają? Ja powoli zaczynam wątpić czy na świecie są normalni mężczyźni.

                  I nie pastwcie się nad koleżanką. Dobrze tak krakać, powrzaskiwać i udzielać rad. owszem racja i najlepiej kopnąć dupka ale to nie jest takie proste jak człowiek ma serce rozdarte. Sama nie wiem co bym zrobiła jakby mi facet latał i prosił, przepraszał. To że napisała na początku poemat to tylko dlatego, że chciała sobie ulżyć bo tak naprawdę to wszystko ją boli. Takie wyrzucenie z siebie pomaga. Nie dziwię się też jej, że uległa. Zakochana kobita traci zmysły i rozum :) Ech rozumie Cię siostro ;P ja też durna jak but jestem i daję sobą manipulować byle kretynowi.
                  Naprawdę dziewczęta zazdroszczę Wam stanowczości. No chyba, że tylko na forum takie jesteście :D
                  Dobrze też radzą zerwać kontakty. Nie odpisywać, nie wpuszczać i omijać szerokim łukiem.
                  Ciężkie to będzie ale tak najlepiej będzie dla Ciebie. Nie będziesz miała nigdy gwarancji, że za 2 miesiące historia się nie powtórzy. Ty w końcu wrakiem emocjonalnym będziesz.
                  Trzymaj się kochana :D Ja trzymam kciuki za Twoją stanowczość a Ty trzymaj za moją :)
    • yoko0202 ile razy można powtarzać: 03.06.11, 09:19
      koloratunkowe2 napisała:

      > Podjął decyzję, że spróbuje się z nią dogadać, bo jeśli tak nie postąpi, nie będzie miał pewności czy wziąć rozwód.

      ten facet nie jest rozwiedziony i nie jest wolny
      facet, który 'zamierza złożyć pozew' też nie jest jeszcze rozwiedziony i wolny
      facet, który właśnie złożył pozew też nie jest jeszcze rozwiedziony i wolny
      facet po pierwszej rozprawie też nie jest jeszcze rozwiedziony i wolny
      jakieś co najmniej pół roku po orzeczeniu rozwodu - OK, facet jest rozwiedziony i wolny

      jasne, zawsze to się nazywa, że żona niedobra, nie układa im się, rodziny namówiły ich na ślub, ale z rozstaniem ciężko, bo dzieci, jak nie dzieci to kredyt, jak nie kredyt to wspólna firma z teściem albo bardzo chora teściowa itp. itd.
      prawda jest jednak zazwyczaj taka, że ten mąż i ta żona kiedyś jednak wzięli ślub, i o ile nikt im pistoletu do głowy nie przystawił to po prostu w tamtej chwili byli gotowi na to, żeby spędzić ze sobą resztę życia. To z tą żoną ten mąż spędził większość dorosłych lat, to przy niej się budził co rano, i to ona była przy nim 24h na dobę [może nie dosłownie, no ale była]. Chodzi mi o to, że zwykle ten mąż i ta strasznie niedobra żona mają swoją historię, w której może nie zawsze jest różowo, ale którą w 99% bardzo trudno jest zburzyć i zakopać w ogródku, tak jakby tego w ogóle nie było.
      pomijam sytuacje gdy np. ona wpadła a to małe miasteczko więc 'co ludzie powiedzą...', albo gdy faktycznie małżeństwo okazuje się totalną całkowitą pomyłką i nie ma dalej sensu bo się nie kochają - no ale wtedy ludzie dochodząc do punktu, w którym są na skraju wyczerpania zazwyczaj się rozchodzą, a nie ciągną dwie sroki za ogon jak w Twoim przypadku.
      • ka-mi-la789 Re: ile razy można powtarzać: 03.06.11, 12:37
        > Chodzi mi o to, że zwykle ten mąż i ta strasznie niedobra żona mają swoją historię, w której
        > może nie zawsze jest różowo, ale którą w 99% bardzo trudno jest zburzyć i zakopać w
        > ogródku, tak jakby tego w ogóle nie było.

        Ujęłabym to mniej romantycznie: żona mu gotuje, sprząta, pierze i podtyka pod nos, poza tym rozwód kosztuje cholernie dużo forsy (nie tylko z uwagi na koszty postępowania, ale i podział majątku) i zawracania głowy, w związku z czym gość się nie rozwiedzie, bo mu się nie kalkuluje. I, co ważniejsze, on się rozwodzić nie chce. On ma ochotę podupczyć "bez zobowiązań", przy okazji się dowartościowując.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka