koloratunkowe2
31.05.11, 21:44
Byłam w długoletnim związku, znając osobę od najmłodszych lat, przywiązanie nie pozwoliło na rozstanie mimo wątpliwości w dalszy sens. Pojawiła się osoba, w podobnym wieku. Niespodziewanie, więc było to impulsem do przemyśleń nad związkiem w jakim byłam. Z założenia po prostu spotkania bo fajny kontakt, znajomy znajomych wiec czasem nawet spotkania siłą rzeczy. Mocne zauroczenie, ekscytacja, tak może nawet zakochanie, pierwszy kontakt fizyczny, następny…Nie można tego skończyć…Po 2 miesiącach, rozum kazał powiedzieć dość, nie mogę tak dłużej. Zaangażowałam się tak mocno, mimo świadomości ze nie powinnam, bo przecież on ma żonę, wiec nic z tego dobrego może nie wyjść. (Tak jak ja długoletni związek, ślub we wczesnym wieku, teraz myślę ze być może za namowa rodzin.) Czy ich związek był udany, trudno powiedzieć, różnica charakteru, dosłownie wszystkiego, ale przywiązanie, na pewno miłość..
Jego reakcja, na moją prośbę zerwania kontaktu, nie oczekiwana przeze mnie, wyprowadzka od jego partnerki w tym samym dniu. Wszystko powinno potoczyć się tak jakbyśmy pragnęli, mimo, ze była świadomość ze będzie ciężko. Ja również zdecydowałam zakończyć swój związek.
Podjęliśmy decyzje o wynajęciu mieszkania. Mimo strachu, była radość, więź miedzy nami tak wielka jakiej nie doświadczyliśmy nigdy, dopasowanie, porozumienie, spełnienie oczekiwań. Po jakimś czasie ten strach budził w nim wątpliwości, powtarzające się co jakiś czas… Wątpienie czy powinnyśmy razem mieszkać, czy słusznie postąpił … Po dwóch, trzech dniach sprawa ucichała, w nas obojgu było pragnienie bycia razem…Sytuacja powtórzyła się znowu, po 4 miesiącach mieszkania razem, może spowodowana odsunięciem się rodziny, może kłopotami finansowymi, które nagle się pojawiły, a on wcześniej nie doświadczył, może nie mówienie żonie całej prawdy i przez to jej chęć do naprawiania związku…Pierwszy raz w życiu byłam tak rozgoryczona, zrozpaczona, przerażona, bezsilna. Jednak było we mnie przekonanie, ze taka więź emocjonalna jest warta mojego oczekiwania na to co będzie, przekonanie, że muszę to wszystko rozumieć. Decyduje się wyjechać, wstępnie na miesiąc, może mu to ułatwi…Okazuje się ze spowodowało tęsknotę za mną, obiecanie, ze będzie wszystko dobrze bo rozłąka, uświadomiła mu, że tego pragnie, ze nie wyobraża sobie inaczej. Miesięczny wyjazd został skrócony, mimo iż miałam świadomość, że to nie pierwszy raz, ze za miesiąc znów może zmienić zdanie. Ale czułam, że jest to co mówi jest szczere…
Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania, było cudownie, brak wątpliwości, utwierdzenie w tym przekonaniu ze to coś wyjątkowego. Przez dwa miesiące…. Teraz nagle zmęczenie sytuacją, on twierdzi ze po pół roku wspólnego mieszkania myślał, że zapomni o poprzedniej partnerce, dla mnie jasne jest , że tak się nie da. Od dwóch tygodni spotyka się z nią. Podjął decyzję, że spróbuje się z nią dogadać, bo jeśli tak nie postąpi, nie będzie miał pewności czy wziąć rozwód. Mimo tego ze kocha mnie, w co nigdy nie wątpiłam. Takie postanowienie może przyspieszyły moje łzy, moje pytania, które tak spragniona jego osoby muszę zadawać.
Teraz zdecydował, że nie możemy się widywać, ze dłużej tak nie można, ze cokolwiek się stanie jedynym wyjściem, które rozświetli jego możliwość decyzji to próba porozumienia z żona. Twierdzi, ze zdaje sobie sprawę, że może im się nie udać, bo chciałby żeby to wyglądało jak związek ze mną. Nie wiem czy jest świadom, że ona teraz zrobi wszystko żeby czul się dobrze, mimo ze to on jest winien całej sytuacji. Na ile złudne będzie jej zachowanie, kiedyś przecież dociekała, co chciałby ewentualnie z mojego życia z nim, wprowadzić do ich. Przecież wcześniej były ucieczki od niej, ucieczki w nałogi, których teraz już nie ma, bo ze mną nie ma zgrzytów, nie trzeba uciekać, bo wszystko z przyjemnością robiliśmy razem, nieprzymuszenie.
Spawa teraz może potoczyć się w dwie strony, albo zżyją się ze sobą na nowo, albo to co się wydarzyło tak zmieniło ich oczekiwania, ze nie podołają.
Tylko, moją rolą wtedy będzie być rezerwą.
Nie wiem, czy napisanie tego to prośba o pocieszenie, sama wiedziałam w co się pakuje, że nie powinnam. Czy chęć poznania odczuć kogoś, kto był w takiej samej sytuacji.
Wiem tylko, że nie mogę zrozumieć, że jedynym rozwiązaniem jest w tym momencie rezygnacja z tak wspaniałej relacji, z bycia z osobą, którą się kocha.