kokardka8
27.06.11, 21:22
Myslałam, ze mam swietną kolezankę ale jednak okazało się, ze tak nie jest i to nie jednorazowy wyczyn. Chodzi oczywiscie o mezczyzn:)a jakze. Pierwszy wyskok kolzezanki miał miejsce juz około 3lat temu, wowczas to zauroczyłam sie jej przyjacielem. Wiedziałam, ze ten jej kolega jest na kazde skinienie mojej "przyjaciolki" ale ona radośnie sie do mnie szczerzyła, ze ona go nie chce, ze mogę umawiac sie z jej kolegom, ze on nie jest w jej typie. No więc z radością zaczełam pana podrywac. I w koncu doszło do tego, ze zaprosł mnie na randkę jedną potem drugą to kolezance zaczeło sie cos nie podobac i zaczeła mi go odbijac jak pies ogrodnika. Chłopak w koncu nie wiedział o co chodzi. Ale koniec koncow wybrał ją. Kolezanka z radoscia twierdziła, ze jednak go nie chce ze nie jest w jej typie. Zachhowała sie jak pies ogrodnika. Mniejsza o to i tak nie byłam az tak bardzo panem zainteresowana. Drugi wyskok miał miejsce kiedy to rozpadł sie mój związek. Mówiłam juz psipsiolce, ze to koniec. Spodobał mi się kolega z wzajemnością. Kolezance sie tez spodobał ale na nia ani grama uwagi nie zwrocił. Ale chłopak zaczal wypytywac moja "przyjaciolkę" o mnie. Więc ona zaczeła mu mowic ze jestem w zwiazku, bardzo szczesliwa, ze nie widze świata poza swoim chłopakiem, ze jestem bardzo zakochana. A ja jej głiupia sie zwierzałam jak mi zalezy zeby blizej poznac kolege! ale byłam głupia! madry polak po szkodzie. Kolejny kolega chciał do mnie zadzwonić i złozyć zyczenia urodzinowe to było w zeszłym roku. Piszę wszystko co miało miejsce w czasie przyjazni z ową. Nie wiedziałam ze takie baby istnieją. Wracając, chciał mi złozyc zyczenia urodzinowe i zaprosic na kawe ale nie miał do mnie numeru i poprosił przyjaciolkę zeby dała. Ona, ze nie da bo nie wie czy sobie zycze zeby do mnie dzwonili mezczyzni. Wtedy kolega napisał do maila z zyczeniami i przeprosinami, ze nie mogł na miejscu złozyć, a zadzwonić tez nie bo przyjaciolka nie chciała podac mojegop numeru i czy dam sie wyciagnac na kawe. W tym okresie owa kolezanka wiedziała, ze bardzo potrzebuje mezczyzny i jakiegos randkowania a wlasnie tak postapila. Nawet mu nie pozwoliła zlozyc glupich zyczen urodzinowych. Kolega z grupy jest mna zainteresowany, ja go traktuje oczywiscie jak kolege i wie o tym ale probuje mnie jakos zdobyc. Kolezanka go odciaga w swoja strone i probuje zdobyc bezskutecznie, w dodatku OBRAZAJAC mnie. Jej mina bezcenna jak powiedział po kilku piwach, ze jestem najpiekniejsdza kobieta na świecie a Ty(do psiapsiolki)przepraszam ale mnie nie pociagasz. Przejrzałam na oczy dopiero teraz, moja mama juz dawno mowila zebym z nia sie nie zadawała. Ale ja dawałam sie manipulowac, byłam jej w jakis sposob podporzadkowana. I nie chciałam urywac przyjazni, ze to być moze tak jednorazowo. Ale było od groma takich sytuacji!!! i ciagle mi powtarza, ze jestesmy nieatrakcyjne, mało kobiece, mało seksowne. Przy niej straciłam poczucie własnej wartości. Specjalnie potrafiła ciagnac w dół znała moje kompleksy i sama je wyolbrzymiała. W innych kwesiach była milutka:) jezeli chodzi o mezczyzn potrafiła mnie zrownac z błotem. "Bo Marysia ma fajnego chłopaka, bo jest piękna a my nie mamy co liczyć na kogos takiego, kto nas zechce". Swoje chore kompleksy przenosiła na mnie. W koncu poznałam pierwszego chłopaka, który woził mnie po świecie, pokazywał fajne miejsca i sam stwierdził i to on mi otworzył oczy, ze z tą moją "kolezanką" to chora znajomość. A ja naiwna kolegowałam sie z taką bardzo długi czas i wykorzystywała te moją naiwność, łatwość podporzadkowania sie, potrafiła manipulować. Takie kobiety tez istnieja nie zartuje. Byłam dość młodą osobą i potrafiłam tak ufac komuś. Te przykłady to tylko bardzo niewielka czesc. Skad wynika taka podłosc ludzi? taka sklonnosc do manipulacji? tacy toksyczni ludzie istnieja.. Czy to od wychowania zalezy? czy ona miała jakieś chore dziecinstwo? czy ma ze soba jakies problemy? to jest nienormalne zachowanie. Ona nadal jest sama. Mieliscie w otoczeniu takich ludzi?