Dodaj do ulubionych

o orgaźmie

01.07.11, 14:58
- kobiecym. Tym pochwowym, ku uściśleniu.

Czytam właśnie - kolejny w ostatnim czasie (moda jakaś?) artykuł o udawanych orgazmach.
Pierwszy raz spotykam się z argumentem, że kobiety udają, bo boją się, że facet uzna je za seksualnie oziębłe i nie daj bóg - w kolejności dalszej - uzna wspaniale, że musi sobie inną panią znaleźć, która mu tę oziębłość wynagrodzi - łóżkowym krzykiem. Że niby to taki pean byłby, "na cześć" jego męskości.

Wiecie, że mnie zatkało?
Do głowy by mi nie przyszło. Udawać, to raz. Ale, że facet mógłby tak pomyśleć. To dwa i przede pierwszym! A tu ....Zonk!

No i się wzięłam i przejęłam ! Serio:)

Nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, że orgazm jest święty. I że bez niego seks nie jest pełnowartościowy. Pewnie, że fajnie i że mamy prawo (jakby kto wątpliwości miał;)) , ale żeby święte od razu? E tam.

I wcale nie znaczy, że facet nie potrafi. Ot taka uroda czasem, kobieca. Że się nie udaje czasem.

Bo jaaaaaa, ja oświadczam (w pełni sił i przy zmysłach!;)) , że mimo braków, seks mam taki, o jakim marzyłam, na myśl o którym dostaję wszystkich tych książkowych nieprzyzwoitości i w trakcie którego mózg się i ciało z przyjemności jeżą. Absolutnie pełnowartościowy i cudny (jak ta licheńska woda lub lepiej:) )

I w dupie mam (czysto przenośnie twierdzę;) ) te wszystkie żurnalowe mądrości, że seks bez orgazmu nie może być taaaaaaaaaaaaaaki !! ;)

Zróbmy rewolucję. Odświęćmy orgazm!:)

Kto się przyzna, że nie miewa?:)


(Ile kamieni już poleciało?:) )
Obserwuj wątek
    • asystentka_prezesa_zarzadu Re: o orgaźmie 01.07.11, 15:46
      Sprawa udawania nie jest taka banalna jak się wydaje. A tak w ogóle to orgazm to jest na tyle intymna sprawa, że nie bardzo widzę opcję rozpisywania się kto ma a kto nie. I nie ma sensu oglądać się na to co mówią inni, jeśli Tobie jest ok to ok.
      • kobietaaco Re: o orgaźmie 01.07.11, 17:44
        Kto ma a kto nie to pytanie-żart raczej, niż powaga i wyłącznie dla tych, którzy mają na żart ochotę. Nie miałam też zamiaru się na nikogo oglądać;)

        A, że sprawa udawania nie jest banalna - nie wnikam. Bo temat nie mój.

        Pozdrawiam!

        asystentka_prezesa_zarzadu napisała:

        > Sprawa udawania nie jest taka banalna jak się wydaje. A tak w ogóle to orgazm t
        > o jest na tyle intymna sprawa, że nie bardzo widzę opcję rozpisywania się kto m
        > a a kto nie. I nie ma sensu oglądać się na to co mówią inni, jeśli Tobie jest o
        > k to ok.
    • martola80 Re: o orgaźmie 01.07.11, 15:46
      Popieram w całej rozciagłosci.
    • lusseiana Re: o orgaźmie 01.07.11, 21:23
      Popieram w całej rozciągłości - moda na spektakularne orgazmy (rodem z pornosów) ZA KAŻDYM razem jest tak głupia, że aż nie chce mi się nad nią rozwodzić. A udawanie, że się ma, gdy się nie ma jest jeszcze głupsze, bo tylko tę durną modę utrwala.

      Co do przyznawania się - wybacz, ale nie jestem ekshibicjonistką, żeby na forum, przed obcymi ludźmi wyjawiać czy mam, czy nie, kiedy, w jakich pozycjach itd. Nie jestem też idiotką, żeby sądzić, że takie wyznanie pozostanie wiekuiście anonimowe, bo anonimowość w internecie to już od dawna tylko pobożne życzenie. Wolę więc (nauczona doświadczeniem), by moja intymność, tak związkowa, rodzinna, osobista, jak i pochwowa pozostała moją sprawą, oraz osób, którym ufam na tyle, by się z niej zwierzyć i móc liczyć, że nie zostanie ona wykorzystana przeciwko mnie. Tak więc tą częścią trafiłaś trochę jak dzik w sosnę, ale rozumiem, że chciałaś dobrze - i żeby nie było, to nie kamień :)
    • triismegistos Re: o orgaźmie 02.07.11, 18:18
      Ja nie spinam się na orgazm. Zdarza mi się mieć cztery, a zdarza mi się nie mieć.
      • leziox Re: o orgaźmie 02.07.11, 18:27
        Tez macie klopoty z pisaniem o tym,przeciez malo kto was tu osobiscie zna.
        A ja,jako facet,oczywiscie chetnie o tym poczytam,aby sie doksztalcic,jesli czegos nie wiem.
      • klawiatura_zablokowana Re: o orgaźmie 03.07.11, 01:08
        Spinanie się na orgazm jest przeciwskuteczne :)
    • kombinerki.pinocheta Re: o orgaźmie 02.07.11, 18:26
      Teraz to wypada kazdej szczytowac, takie czasy. Nawet mi sie nie chce rozpisywac dlaczego mediom tak zalezy na tym, aby seksualnosc byla modna.

      Denerwuje mnie za to wasz orgazm. U nas pińć sekund i koniec, a wy rzucanie sie jak karp w wannie przed wigilia (na filmach widzialem).
      U nas dochodzi sie przez stymulacje siusiaka, a u was przez masaz, draznienie sutkow, wewnetrznej strony ud, plecow, piersi, pkt gie, okolic pusi, pupe, mile slowo i gruby portfel faceta (to wszystko na filmach widzialem).
      U nas dwa zakonczenia nerwowe na siusiaku i koniec, a u was 14394 na pusi i 1254432 w innych miejscach.

      Jak zyc?
      • alienka20 Re: o orgaźmie 02.07.11, 23:35
        Pięć sekund? Karp przed wigilią? O_o Panu już podziękujemy.
    • krwawa_orlica Re: o orgaźmie 02.07.11, 18:28
      Nie mam pojęcia o co chodzi? Ja orgazmu pochwowego po prostu nie mam, od kiedy pamiętam, nie mam i już, sama penetracja waginy jest dla mnie przyjemna, tylko przy pobudzaniu łechtaczki, inaczej przypomina dłubanie w nosie. Nigdy nie udawałam zatem orgazmów pochwowych, po prostu mówiłam, że ich nie mam. Dlatego właśnie używamy wszelkiego rodzaju zabawek i nie tylko, żeby zaspokoić mnie w inny sposób, mój Połówek, twierdzi, że są dobre tego strony, bo przynajmniej nie trzeba ze mną godzinę czasu, tylko wystarczy mnie odpowiednio stymulować.
    • stephanie.plum o orgazmie 02.07.11, 19:56
      myślałam, że podział na pochwowy i łechtaczkowy to już dawno w lamusie?
      • chersona Re: o orgazmie 02.07.11, 20:34
        moim zdaniem nie. jakbym miała porównać jedno z drugim, to niebo i ziemia.
        • stephanie.plum Re: o orgazmie 02.07.11, 22:04
          ale podobno uczeni odkryli, że coś tam... nie wiem. nieważne.
          w świetle najnowszych doświadczeń własnych stwierdzam, że najlepsze są OBA NA RAZ.
          :~)
          • triismegistos Re: o orgazmie 03.07.11, 00:01
            Łechtaczkowy,pochwowy, analny, sutkowy... A co za różnica? Do seksu nie powinno się podchodzić zadaniowo.
            • stephanie.plum Re: o orgazmie 03.07.11, 00:07
              chyba nie chodzi o wartościowanie, a o różnicę w odczuciach.
              słyszałam wielokrotnie, że ten pochwowy daje mocniejsze odczucia. ale myślę, że owe odczucia wzmacniają się po prostu, jeśli się trenuje...
      • klawiatura_zablokowana Re: o orgazmie 03.07.11, 01:11
        Żartujesz, prawda? Mnie rozśmiesza to całe odbrązawianie orgazmu pochwowego i wmawianie kobietom, że jest taki sam, jak łechtaczkowy. Tak można wmówić chyba tylko tym, co nigdy pochwowego nie miały. Oczywiście, że są zupełnie inne, nie chodzi o to, który lepszy, ale to do diabła nie jest to samo. I ten podział ma jak najbardziej sens.

        Niegdyś siedziałam w pewnym mieszanym wiekowo towarzystwie i jedna pani, na oko grubo ponad 60, wypaliła po paru głębszych "no kobiety powiedzmy to głośno? Która z nas miała kiedykolwiek orgazm pochwowy? Żadna!!!"

        Głupio mi było się odezwać, że ja mam podczas każdego stosunku dwa do trzech (chyba, że jesteśmy nie w formie, to jeden - nie pamiętam, kiedy nie miałam wcale, serio nie pamiętam, to musiało być już lata temu), a i pewnie ta pani z wyżyn doświadczenia (swojego, oczywiście), nie uwierzyłaby nigdy.
        • stephanie.plum Re: o orgazmie 03.07.11, 11:41
          no nie żartuję...
          o podziale na orgazm pochwowy i łechtaczkowy czytałam niegdyś w jakiejś protestanckiej publikacji dla kobiet z lat sześćdziesiątych.
          pochwowy był dobry, łechtaczkowy był zły.
          tymczasem, podobno
          "aparatus" odpowiedzialny za to fajne uczucie jest jeden i ten sam, może być tylko różnie pobudzany.
          łechtaczkę pobudzić jest łatwiej. dlatego wiele kobiet od takiego orgazmu zaczyna.
          a jak się zaczyna, to orgazm jest często bardziej nieśmiały, niż u kogoś z doświadczeniem.

          jeśli ktoś nie ma wrodzonej wrażliwości pochwy, jak Ty szczęściaro :~) , to osiągnięcia orgazmu tym drugim sposobem uczy się długo, albo daje sobie spokój.
          bywa też tak, że po piętnastu latach współżycia w przekonaniu, że jest się typem "łechtaczkowym" i cześć, inaczej już nie będzie, nagle zostanie się zaskoczonym...


          no dobra, napisałam już wszystko, co wydaje mi się, że wiem na ten temat :~D
          • klawiatura_zablokowana Re: o orgazmie 04.07.11, 10:10
            Ja wiem, że taki podział był. Odcinam się kategorycznie :) od kategoryzowania "dobry/zły", ale ten podział jest i ma sens. Tak jak pisałaś, różne rodzaje podrażnienia, różny przebieg, to się zresztą czuje - łechtaczkowy się zupełnie inaczej zaczyna, powoli narasta, a pochwowy to jest nagła, mocna eksplozja.

            Cholera, nie wiem, czy jestem ultrawrażliwa, mnie się zawsze wydawało, że tak przeciętnie, ale nie mam porównania, bo nigdy nie byłam inną kobietą ;) Za to może wpływ ma to, że pierwszy orgazm miałam pochwowy, a łechtaczkowego nauczyłam się później (tak, taka kolejność jest możliwa). Nie wiem, czy to jaka anomalia, czy co...

            > bywa też tak, że po piętnastu latach współżycia w przekonaniu, że jest się type
            > m "łechtaczkowym" i cześć, inaczej już nie będzie, nagle zostanie się zaskoczon
            > ym...

            Miałam koleżankę, co twierdziła, że ona pochwowo nie dochodzi nigdy, bo nie umie, nie jest do tego stworzona, zaspokaja się sama i tak jest OK. Cała filozofia legła w gruzach, gdy zmieniła faceta ;)))
    • six_a Re: osiem słów na niedzielę 02.07.11, 20:37
      lepszy orgazm bez seksu niż seks bez orgazmu;)
    • ingeborg Re: o orgaźmie 02.07.11, 20:44
      Wiesz, niektóre babki nie mają orgazmu wcale. Domyślam się że dla faceta to może być frustrujące że nie może babki zaspokoić. Faceci raczej będą szukać problemu w sobie niż w tym że taka już seksualna uroda tej czy innej pani. Poza tym, nawet jak przyjmą to do wiadomości to pewnie i tak będą się głupio czuć wiedząc że tylko oni mają przyjemność, a partnerka myśli o tym że czas odmalować sufit. Dlatego kobiety wolą udawać, bo wiedzą, że sfrustrowany facet to nic dobrego dla związku.
    • prawdziwybabsztyl Re: o orgaźmie 02.07.11, 20:45
      Podobnie jak koleżanka wcześniej napisała, czasami miewam cztery, czasami żadnego:) Zależy od dnia, samopoczucia, pozycji...
      W ogóle oglądałam jakiś miesiąc temu na Discovery program o lasce, która uczyła (kobiety i mężczyzn) osiągania orgazmu za pomocą myśli! Coś naukowcy nie mogli jej uwierzyć, więc przypęeli jej ustrojstwo do głowy, wpakowali do tomografa i...dostała. To dopiero sztuka:)
      • pani_frig Re: o orgaźmie 02.07.11, 23:50
        Bo to jest możliwe i mówię to z autopsji. Wbrew pozorom umysł ludzki bardzo pomaga. ;)
    • alienka20 Re: o orgaźmie 02.07.11, 23:49
      A ja przyznam, że też mnie denerwuje u facetów ta napinka, żeby ona miała orgazm. Ok, łechcze to mile męskie ego, ale bez przesady. Czasem się go ma, czasem się go nie ma, a sam seks daje po prostu niezłą frajdę. Ale przetłumacz teraz takiemu zafiksowanemu, że mimo wszystko było ok. Czasem też miło jest wiedzieć, że jemu było bardzo przyjemnie, że dotarł do celu. W takich chwilach fajnie jest się po prostu poprzytulać do siebie, porozmawiać - cieszyć się istniejącą bliskością. Z drugiej strony, nie uprawiam seksu z kimś, kto mnie choć odrobinę nie kręci, bo wtedy pozostaje tylko patrzeć w sufit ze znudzenia, gdy on się produkuje :P.
    • kociubina Re: o orgaźmie 02.07.11, 23:49
      tego pochwowego nie miewam ( chyba, że nie świadomie bo czerpię ogromną radość z bliskości i seksu) łechtaczkowy ( dzięki oddaniu partnera) miewam przecudowny... a nawet jeśli nie mam nic a jestem z NIM ( uwielbiam jego i jego dotyk) to jest mi prze-fantastycznie...
    • klawiatura_zablokowana Re: o orgaźmie 03.07.11, 01:07
      Ci faceci, co wierzą w udawane orgazmy to chyba na pornosach wychowani. Jak facet wie, jak wygląda prawdziwy, to w ten teatr nie uwierzy.
      Tak naprawdę udawanie orgazmu to najgłupsza sprawa pod słońcem i strzał do własnej bramki, bo misiu zdobywca myśli, że właśnie dostał 100 pkt w kategorii supersamczości i więcej starać się nie musi, skoro ona się wije i omdlewa.
      • stephanie.plum Re: o orgaźmie 03.07.11, 11:50
        ja myślę, że jeśli się sypia z "misiem zdobywcą", to trzeba porzucić wszelką nadzieję tak czy siak.
      • sundry Re: o orgaźmie 04.07.11, 11:03
        klawiatura_zablokowana napisała:

        > Ci faceci, co wierzą w udawane orgazmy to chyba na pornosach wychowani. Jak fac
        > et wie, jak wygląda prawdziwy, to w ten teatr nie uwierzy.

        Brzmi, jak by był tylko jeden słuszny objaw prawdziwego orgazmu. Chyba żaden facet nie zna wszystkich objawów u wszystkich kobiet, co najwyżej u swoich partnerek.
    • encanto1960 Re: o orgaźmie 04.07.11, 01:30
      Lepszy udawany orgazm , niz żaden .;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka