czarnaineez666
10.09.11, 21:54
Witam, chciałam opisać tutaj swój problem. Oczekuję poważnych komentarzy.
Jestem dwudziestoparoletnią dziewczyną, kończę studia, pracuję.
Pochodzę ze wsi,ale zawsze ciągnęło mnie do miasta, tu pracuję i chcę, żeby tak pozostało. Obecnie mieszkam ze swoimi rodzicami, ale planuję to niedługo zmienić, tylko nie wiem na co....
Mój narzeczony jest rolnikiem, posiada duże gospodarstwo- masa zwierząt i hektarów. On pracuje na tym gospodarstwie ze swoimi rodzicami.
Problem polega na tym, że patrzymy w przyszłość w zupełnie innych kierunkach,tzn.
jego opcja na naszą przyszłość jest taka, że bierzemy ślub, zamieszkamy pod jednym dachem z jego rodzicami, ja pracuję razem z nimi na tym gospodarstwie i teoretycznie jesteśmy szczęśliwi, bo wszystko wspólne - praca,mieszkanie,jedzenie,pieniądze. Co niedziela do kościółka,bo w okolicy to jedyna atrakcja. Wiedziemy spokojny żywot na wiosce daleko od miasta i asfaltu na drodze.
Moja opcja jest taka, że pracować na gospodarce nie mam zamiaru.
Wiem jak wygląda brud i trud tej pracy, bo sama pochodzę ze wsi. Może i pieniądze są z tego, ale dla mnie to żadna satysfakcja, że ubabram się po łokcie w gnoju. Nie po to kończyłam studia, żeby zdegradować się do poziomu karmienia świń. Może to bardzo egoistyczne, ale ja po prostu mam potrzebę pracy ambitniejszej.
Nie możemy dojść do porozumienia. Rozmawiamy dużo na ten temat, ale ciężko o kompromis.
Ja jeszcze jestem skłonna na tej wiosce mieszkać, ale na Boga- bez teściów! Jeszcze tym bardziej, że oni za mną nie przepadają (nie mogą zrozumieć, że ja nie chcę tak chętnie przyjść na ich wspaniałe gospodarstwo), dlatego obstaję za tym, żeby budować dom.
Nasz własny, w pobliżu gospodarstwa, żeby on sobie pracował tam, a ja będę dojeżdżać do miasta do pracy.
Niestety oni się na to nie zgadzają. Bo ten stary dom jeszcze się trzyma,nie ma potrzeby stawiać oddzielny. Ale ja w nim gospodynią nie będę. To teściowej garnki i talerze.
Wiem, że na jego (ich) warunkach nie będę szczęśliwa.
Jednak jego kocham i chciałbym z nim być, tylko z nim. Ale skoro nie ma opcji, żeby oddzielić się od teściów i dać mi możliwość pracy tam gdzie ja chcę, to poważnie zastanawiam się czy jest sens dalej ciągnąć ten związek. Miłość szybko mi przeminie,jak będę z nim żyć nieszczęśliwa.
Może jest ktoś, kto doświadczył podobnych dylematów.
Albo ma ktoś pomysł jak się wywiązać z tej sytuacji.