ojtamoje
16.09.11, 16:41
to forum ma to do siebie, ze zaraz mi się dostanie, że jestem taka i owaka. z góry więc mówię: to nie do was wątek, wyżywajcie się gdzie indziej.
a teraz już na temat: jestem mężatką, mogę powiedzieć, że szczęśliwą. mimo wielu "przeciw" jest też wiele "za", poza tym jest dziecko. ale czegoś mi brakuje, wciąż mam wrażenie, że ślub był za szybko, że to nie do końca takiego życia chciałam, że coś mi umknęło.
i tu pojawia się ten drugi. nie pozwoliłam sobie nigdy na żadne skoki w bok. ale teraz jest inaczej, bo chciałabym sobie pozwolić... poza fascynacją sobą nawzajem, świetnego rozumienia się, podobnego poczucia humoru itd. nic między nami nie było. ale zaczynam przyznawać się przed sobą, że to już tylko kwestia czasu.
nie mam w planach rozwodu, nie widzę aż takich zmian w swoim życiu, chociaż ten drugi może i tego by ode mnie oczekiwał. można tak? zdradzam męża tylko w myślach, nie mówię mu o spotkaniach z tamtym. ale nie chcę na razie nic zmieniać. oprócz pogłębiającej się bliskości z tym drugim.
trochę chaotyczne to wszystko, ale myślę, że te, do których jest adresowany ten wątek, zrozumieją... czy któraś z was była w takiej sytuacji?