Dodaj do ulubionych

Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki...

14.10.11, 20:50
na obczyźnie?
Bo ja właśnie powoli dojrzewam do tego, że zostawię w jakiejś tam perspektywie paru miesięcy PL i podążę za sercem do innego kraju.
Nie ukrywam, że na razie mnie to przeraża. Bo tutaj mam jakąś tam wyrobioną pozycję zawodową, doświadczenie, umiejętność poruszania się w tych strukturach, a tam będę zaczynać praktycznie od nowa. Bo i co mi po tych dwóch fakultetach, co mi po tym, że niby w DE formalnie mi to wykształcenie uznają, skoro praktycznie bez przynajmniej ichniejszych studiów podyplomowych nie mam szans na pracę w zawodzie.
Zresztą, jaki jest tak naprawdę ten mój zawód, bo oba fakultety stricte humanistyczne.
Ot takie mnie trapią rozterki.
No i jakieś tam plany z chłopakiem oczywiście mamy, które pewnie będą się z czasem konkretyzować, ale na razie chętnie posłuchałabym optymistycznych historii innych:).

--
<Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
Obserwuj wątek
    • spam_killer2 cóż za żałość 14.10.11, 20:56
      kirunia w miłosnych okowach Niemca z NRD usiłuje pod tymczasowym nickiem uzyskać potwierdzenie tezy, że emigracja to cud, miód i malina

      wszelkie inne wypowiedzi zostaną pryncypialnie odrzucone jako wyraz złośliwości lub wrednej zazdrości

      mnie tymczasem interesuje co tam słychać o tego najwspanialszego pod słońcem M., co to po wyjazdowym bzykanku na plaży nagle okazał się beee i Ex

    • maly_zlosliwiec Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 14.10.11, 20:58
      Jeśli jesteś odważna, to sobie spokojnie poradzisz. Jeśli znasz język, albo planujesz go poznać - to znakomicie.
      Od siebie mogę dodać jedną radę.

      Nie marudź i nigdy nie mów źle o sobie, lub swoim otoczeniu, kraju.
      To bardzo negatywnie wpływa na ocenę osoby krytykującej.
      Uśmiech i optymizm otworzy Ci drzwi do wielu miejsc.
      Będzie dobrze.

    • buuenos Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 14.10.11, 21:34
      Poczatki byly rewelacyjne,przyjechalam z taka energia,ze gory przenosic.Nie bylo rzeczy niemozliwych,problemow nie do rozwiazania.Zwatpienie przyszlo po ok 2 latach.Tzn nie zwatpienie czy dobrze zrobilam, ale raczej co dalej.Zapisalam sie na studia i energia znow wrocila.Dzis po 12 latach nie zaluje nic a nic.Lubie miejsce ,w ktorym mieszkam i lubie PL. System studiowania w DE jest bardzo elastyczny.Ja pracowalam i studiowalam dziennie.Dobierasz sobie tak plan,ze latwo pogodzic to z godz. pracy.Dla zaoszczedzenia czasu bralam sobie bloki weekendowe.Wiadomo,ze od razu nie zaczniesz kariery tam gdzie skonczylas w Pl ,ale nie jest tez tak,ze musisz zaczac od najnizszego szczebla.Masz waksztalcenie humanistyczne,ok, zacznij od praktyki gdzies w szkole albo placowce socjalnej.Bedzie dobrze!
    • rotkaeppchen1 Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 14.10.11, 23:25
      Mieszkam w DE od pieciu lat, pracuje, studiuje i jest ok.
      Nic sie nie martw, od maja jest znacznie latwiej, bo nie potrzebujesz pozwolenia na prace.
      Co do pracy, wszystko zalezy w jakiej branzy chcesz pracowac. Czasem wystarczaja studia podyplomowe, czasem trzeba "dorobic" jeden kierunek, czasem zaczac od zera. Pamietaj jednak, ze mieszkajac w innym kraju, takze jemu trzeba oddac kawalek serca, inaczej trudno o odnalezienie sie w nowej sytuacji, zapuszczenie korzeni i poczucie trafnosci wyboru.
      • daenerys_targaryen Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 14.10.11, 23:40
        Pamietaj jednak, ze mieszkajac w innym kraju, takze jemu trzeba oddac kaw
        > alek serca, inaczej trudno o odnalezienie sie w nowej sytuacji, zapuszczenie ko
        > rzeni i poczucie trafnosci wyboru.

        O to jestem spokojna. Ja już teraz tam czuję się jak u siebie. Znam ich język, znam ich zwyczaje, znam ich kulturę. Można by powiedzieć, że przygotowywałam się do tego przez pół życia;).
        Ludzie zachwycają się tym, jak mówię, ale... biorą mnie za Czeszkę.
        Bo mówię zbyt poprawnie, zbyt gramatycznie, zbyt porządnie. Rodowici Niemcy podobno tak nie mówią;).
        --
        <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
        • marguy Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 00:18
          Po ponad 26 latach od wyjazdu z pl moge cie zapewnic, ze w moim przypadku, niczego nie zaluje.
          Za moich czasow o uznaniu dyplomu moglam sobie pomarzyc wiec zwyczajnie poszlam na studia, potem, jeszcze w czasie studiow pojawila sie praca.
          Weszlam w bardzo fajna rodzine, tesciowa mam super.
          Niczego nie zaluje.
          Jedz. masz jedno zycie, nie marnuj go na wahania.
          --
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/a3LhaxsleIdgM52aSA.jpg
        • myaka Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 10:17
          daenerys_targaryen napisała:

          >
          > O to jestem spokojna. Ja już teraz tam czuję się jak u siebie. Znam ich język,
          > znam ich zwyczaje, znam ich kulturę. Można by powiedzieć, że przygotowywałam si
          > ę do tego przez pół życia;).
          > Ludzie zachwycają się tym, jak mówię, ale... biorą mnie za Czeszkę.
          > Bo mówię zbyt poprawnie, zbyt gramatycznie, zbyt porządnie. Rodowici Niemcy pod
          > obno tak nie mówią;).

          Bo mówisz tak, jak nauczono Cię w szkole. A polska szkoła uczy "sztucznego języka".
          9 miesięcy temu wylądowałam w Schwarzwaldzie. Hochdeutsch tutaj tylko w tv mogę posłuchać. A Schwyzerdütsch był dla mnie prawie tak jak nowy język obcy - choć w DE wcześniej już mieszkałam, choć mówiłam już dawno temu płynnie, swobodnie - nie w sposób "szkolny". Do nauki języka niemieckiego polecam okolice Hannoveru - piękny Hochdeutsch. Bo inne rejony - różnie z tym bywa.

          Z tego co się orientuję ten Twój pan mieszka we wschodnich DE? I Ty czujesz się tam, jak u siebie??? Ok, może dlatego, że tam tak samo źle [albo gorzej] jak w PL...
          Tylko nie wpadnij na pomysł wypowiadania tego głośno na ulicy, w pociągu itd. Wschodnie Niemcy są strasznie nacjonalistyczne.
          Do mieszkania wschodnie Niemcy raczej się nie nadają [przynajmniej w moich oczach]. Bezrobocie wysokie, zarobki niskie, ludzie delikatnie mówiąc - charakterystyczni... Wielu młodych ludzi stamtąd ucieka - co też może o czymś świadczyć.

          Piszesz iż znasz ich kulturę, obyczaje. Znasz z autopsji, czy z książek? Bo to wielka różnica. Dla przykładu spędziłaś tu kiedyś święta, wiesz co panowie robią 1 maja lub w dzień ojca? A może miałaś okazję wziąć udział w np. Fastnacht albo Martinstag? A może potrafisz gotować typowo niemieckie potrawy [najlepiej z terenu gdzie Twój facet mieszka]? I tak wiele by wymieniać... Zresztą każdy rejon tutaj ma swoje zwyczaje, obyczaje i pisanie, że to wszystko znasz - troszkę śmieszne jest.

          A co do tematu.
          Mieszkam już trochę w DE. Wracać nie mam zamiaru. Czuję się tu ok. Mam faceta Niemca. Mamy wspólne plany. Z tą różnicą, że ja dla niego tu nie przyjechałam. Ja go tutaj poznałam. A przyjechałam tu - bo taką ochotę miałam :)
          Początki tutaj nie należały do najgorszych. Pracę, mieszkanie miałam już załatwione będąc w Polsce. Językowych problemów nie miałam.
          Ale ja z tych, co lubią nowe. Co nie boją się wyzwań. Co nie mają trudności z poznawaniem nowych ludzi. Ja z tych, co nie tęsknią za Polską.
          • cafem Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 11:20
            Nie ma to jak podtrzymać na duchu.
            Wschodnie Niemcy - be. Wyjazd za facetem - be. Znajomość języka - be. Kultura - be.

            Wyobraź sobie, kochana, że zachodnie Niemcy to nie pępek świata. I Ty nie jesteś pępkiem świata, któremu miało prawo się ułożyć, a innym nie.
            I żeby nie było - właśnie w zachodnich mieszkałam.

            > Początki tutaj nie należały do najgorszych. Pracę, mieszkanie miałam już załatw
            > ione będąc w Polsce. Językowych problemów nie miałam.
            > Ale ja z tych, co lubią nowe. Co nie boją się wyzwań. Co nie mają trudności z p
            > oznawaniem nowych ludzi.

            Znasz autorkę wątku, że z taką stanowczością wypowiadasz się, że ona sobie nie poradzi? Myślisz, że jesteś jedną jedyną, której się udało?
            • daenerys_targaryen Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 12:15
              Dzięki Cafem:).
              Bo jak by tak człowiek wierzył we wszystko, co wyczyta na forum, to nic, tylko by się załamał, położył do trumny (bo przecież nic i tak się nie uda) i czekał na śmierć;).

              Przy czym nie jest powiedziane, że my musimy zostać na wschodzie, ani E. ani ja nie jesteśmy głupi i wiemy, na jakim świecie żyjemy.
              --
              <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
            • myaka Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 14:04
              cafem napisała:
              > Znasz autorkę wątku, że z taką stanowczością wypowiadasz się, że ona sobie nie
              > poradzi? Myślisz, że jesteś jedną jedyną, której się udało?

              A gdzie napisałam, że ona sobie nie poradzi? Że jej się nie uda?

              Wątpliwa wydaje mi się tylko jej znajomość kultury i obyczajów niemieckich - o których pisała.

              A że wschodnie Niemcy są "be" - każdy głupi wie.
              Np. z perspektywy szukania pracy - bo to ważna sprawa, czyż nie?
              Bezrobocie DE
              Czy nie widać różnicy?
              Czy nikt nie wie, że we wschodnich landach nacjonalizm był, jest i będzie [i wciąż coraz silniejszy jest]?

              Nie uważam, że zachodnie Niemcy są pępkiem świata. Sama także nim nie jestem. Ale wiem, ze jakość życia jest dużo lepsza w zachodnich landach.
              • cafem Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 16:07
                > Nie uważam, że zachodnie Niemcy są pępkiem świata. Sama także nim nie jestem. A
                > le wiem, ze jakość życia jest dużo lepsza w zachodnich landach.

                Jakość życia zależy od tego, jak się w tym życiu ustawisz.

                Daenerys wyjeżdża do wschodnich, ponieważ tam ma faceta i bazę. Tłumaczenie, że wschodnie są be, jest tutaj niepotrzebnym i nic nie wnoszącym argumentem. Ja Ci też mogę próbować udowodnić, że są kraje, w których żyje się lepiej niż w Niemczech zachodnich - ale co to ma do rzeczy, skoro Twoje życie jest tam?

                Mnie tez próbowano tłumaczyć, że rzucenie świetnej pracy w Szwajcarii i wyjazd w ciemno do UK są głupotą, bo tam przecież jest gorzej.
                Może jest gorzej, ale ja jestem szczęśliwsza. Za moim facetem i do Kirgistanu bym wyjechała, pracę znalazłam, może mniej płatną, ale nie mniej satysfakcjonującą. Może nie mam stoku narciarskiego 3 metry od domu, może ciągle pada, może nie stać mnie na tyle, ile było wtedy - ale mnie obiektywnie jest lepiej.
                I daenerys też może być lepiej, nawet jeśli nie od początku będzie miała przyjaciół i nie od początku będzie miała dobrą pracę. W końcu sobie życie ułoży:)
                • myaka Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 16:45
                  cafem napisała:
                  >
                  > Daenerys wyjeżdża do wschodnich, ponieważ tam ma faceta i bazę. Tłumaczenie, że
                  > wschodnie są be, jest tutaj niepotrzebnym i nic nie wnoszącym argumentem. Ja C
                  > i też mogę próbować udowodnić, że są kraje, w których żyje się lepiej niż w Nie
                  > mczech zachodnich - ale co to ma do rzeczy, skoro Twoje życie jest tam?

                  Z tego, co wyczytałam ona na razie nigdzie nie wyjeżdża. Ot taki mały szczegół. Jest z facetem poznanym na wakacjach od kilku miesięcy. Spotykają się weekendowo. Planują sobie coś. Pisze sama, że przeraża ją myśl dot. emigracji.
                  Nie ma jeszcze daty, miejsca wyjazdu. Więc może warto zastanowić się nad tym kiedy, jak i dokąd wyjechać? Aby było obojgu lepiej? Aby mieć większe szanse na porządne życie? Wyszukać takie miejsce, które dla obojga będzie atrakcyjne pod różnymi względami?

                  Zresztą chyba po to ona pisała na forum, aby poznać opinie innych osób? Także te opinie, z którymi nie trzeba się zgodzić? Czy może chciała poczytać tylko teksty typu: "Dasz radę"?

                  Pytanie z innej beczki.
                  Dlaczego zazwyczaj kobieta musi dostosowywać się do faceta i koniecznie mieszkać tam, gdzie on mieszka? Dlaczego kobieta musi rzucać całe swoje dotychczasowe życie? Co ma na to wpływ? Bo troszkę też tego nie rozumiem.

                  P.S. Nadal nie wiem, gdzie pisałam, iż jej na pewno się nie uda...
                  • cafem Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 16:53
                    > Z tego, co wyczytałam ona na razie nigdzie nie wyjeżdża. Ot taki mały szczegół.
                    > Jest z facetem poznanym na wakacjach od kilku miesięcy. Spotykają się weekendo
                    > wo.

                    Straszne. Ja tez tak miałam, z tym że widywaliśmy się rzadziej niż raz na miesiąc, bo i odległość większa.

                    > Pisze sama, że przeraża ją myśl dot. emigracji.
                    > Nie ma jeszcze daty, miejsca wyjazdu. Więc może warto zastanowić się nad tym ki
                    > edy, jak i dokąd wyjechać? Aby było obojgu lepiej?

                    Mnie też przerażała. I co z tego? A może facet ma lepszą pracę i po prostu kiirze wyjechać jest łatwiej, niż jemu do Polski? A może dlatego, że ona zna język i jakoś sobie poradzi, a on języka nie zna? Po co być aż tak sceptycznym?

                    > Dlaczego zazwyczaj kobieta musi dostosowywać się do faceta i koniecznie mieszka
                    > ć tam, gdzie on mieszka? Dlaczego kobieta musi rzucać całe swoje dotychczasowe
                    > życie? Co ma na to wpływ?

                    Nie zawsze, ale najczęściej. Ze względu na pracę faceta.

                    > P.S. Nadal nie wiem, gdzie pisałam, iż jej na pewno się nie uda...

                    Może nie pisałaś, że się nie uda, ale zadarłaś nosa dokumentnie - że Tobie się udało, ale to dlatego że Ty faceta poznałaś na miejscu zamiast do niego jechać ( a co za różnica?), że dlatego, że Ty jesteś przebojowa, nie boisz się wyzwań itd...
                    Ja też jestem przebojowa, w niejednym kraju mieszkałam, ale wątpliwości i strach przed nowym był zawsze. To żadna oznaka słabości, raczej normalna ludzka cecha.
                    • myaka Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 17:57
                      Nie rozumiem dlaczego wszystko to, co napiszę odbierasz jako atak.
                      Przedstawiam fakty. Ty odbierasz to jako zamach wobec autorki wątku [i dziwo Ciebie też].
                      Po co? Dlaczego?
                      Nie potrafisz troszkę dystansu zachować? I spokojnie przeczytać, spróbować zrozumieć, co autor miał na myśli?

                      Ja nikogo nie krytykuję. Nie oceniam. Nikomu nie mówię, iż się mu/jej nie uda. Nie wmawiam nikomu, że jest głupi, mało przebojowy. Nikomu źle nie życzę. Wyrażam tylko swoją opinię, która może się komuś przydać, albo i nie.

                      Kira [mam nadzieję, że dobrze pamiętam] myślę, że już rozumie o co mi chodzi i chyba właściwie odbiera moje pisanie. A ty wciąż próbujesz mi wmówić coś, czego nie ma. Tylko nie wiem dlaczego i po co.

                      Troszkę dystansu proponuję.
                  • daenerys_targaryen Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 16:59
                    Masz rację w tym, co piszesz i cieszę się, że piszesz. Przy czym my to wszystko wiemy, zdajemy sobie z tego sprawę, to nie jest tak, że żyjemy w nieświadomości, jak wygląda gospodarka tego kraju. Oczywiście rozważamy różne opcje, ja po prostu nie chcę wchodzić tutaj za bardzo w szczegóły na forum, bo to niczemu nie służy.
                    My specjalnie rozmawiamy już teraz na ten temat, by mieć trochę czasu na oswojenie się z tematem i solidne przygotowanie do przeprowadzki. Więc wolę być trochę teraz przerażona, ale za to później tym lepiej przygotowana.
                    Po prostu Twój pierwszy wpis zarówno Cafem, jak i ja odebrałyśmy bardzo pesymistycznie. Tak, że nic tylko się położyć i czekać na śmierć;).

                    A i to wcale nie jest tak, że to zawsze kobieta musi się dostosować do faceta. Po prostu rozważa się najlepsze możliwości i decyduje, kto ma większe szanse poradzić sobie w danym kraju, a komu byłoby zbyt trudno.
                    --
                    <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
        • tabeletka Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 12:49
          caly czas probuje ci cos odpisac, ale sama nie wiem co. z tego wyglada, ze to ty powinnas udzielac mi rad, jezyk znasz lepiej od rodowitych niemcow, nowa rodzina juz czeka z otwartymi ramionami, znasz zwyczaje, kulture, wszystko. ja nie przygotowywalam sie do tego przez pol zycia, decyzje podjelam spontanicznie, ale zle na tym nie wyszlam. no coz, to powiem tylko: powodzenia
          • daenerys_targaryen Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 13:02
            A po co te złośliwości?
            Ten tekst z przygotowywaniem się przez pół życia nie można było chyba odczytać inaczej, niż ze sporym przymrużeniem oka.
            Ja w sumie zawsze myślałam, że będę mieszkać w Polsce, nie widziałam powodu by emigrować. Po prostu ten język jakoś tak stał się moim ukochanym, uczę się go od lat, więc i trochę kultury przy okazji liznąć musiałam. Później zrobiłam z tego swój zawód, bo i dlaczego nie miałabym zarabiać na tym, co umiem i co mi jeszcze sprawia przyjemność.
            A teraz coś się mocno pozmieniało i trzeba się będzie odnaleźć w nowej rzeczywistości.
            --
            <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
      • malamelania Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 10:33
        Widzisz, niechęć do kogoś może czasem sprawić, że nawet ludzie rozsądni głupieją.
        Ty zwykle pisałaś z sensem, nie wiem, co Ci się stało.
        "Uzytkownik kiira_korpi nie istnieje lub został zablokowany"
        Zresztą Kiira wspominała o tym w jakims wątku.
        Czy jesli ktos zlikwidował nick i pisze pod nowym, zawsze klikasz na kosz?
        W takim razie powinnaś robić to często na tym forum :))))
        • daenerys_targaryen Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 10:47
          Cóż, wyglada na to, że według co poniektórych, ktoś, kto raz zlikwidował nicka, nie ma prawa napisać już nigdy ani słowa na forum pod innym nickiem;).
          Przy czym ja wcale się nie ukrywam, że ja to ja. Wszyscy o tym wiedzą.
          --
          <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
          • qw994 Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 10:52
            > Cóż, wyglada na to, że według co poniektórych, ktoś, kto raz zlikwidował nicka,
            > nie ma prawa napisać już nigdy ani słowa na forum pod innym nickiem;).

            Ja - broń boże. To ty tak twierdziłaś jeszcze parę miesięcy temu i atakowałaś tych, którzy nicka zmienili.
    • magnusg Prawdopodobnie pozalujesz 15.10.11, 09:15
      Na 90% bedziesz zalowala tej decyzji.Studia humanistyczne sa malo warte za granica,zeby nie powiedziec nic.Gdybyc umiala krany naprawiac albo spawac to bys miala tysiac razy wieksze szanse na kariere zawodowa niz z twoim wyksztalceniem.Brzmi brutalnie,ale taka jest prawda.
      Nikt tam na ciebie z praca nie czeka.
      Bo niby kim ty chcesz na poczatku tam byc zawodowo?Masz jakies konkretne wyobrazenie co checz robic?
      --
      -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
      -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
    • blondynka.online Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 09:46
      Pomieszkałam ok. roku w kraju, który bardzo lubiłam jako turystka. W planie było zamieszkanie tam na zawsze.
      Arogancja, ksenofobia i zwykła podłość sąsiadów ( w kilku miejscach zamieszkania) skutecznie wyleczyły mnie z sympatii dla tej nacji. Mój mąż mieszka tam od ponad 20 lat i już dawno utracił złudzenia - mimo niezłej pozycji zawodowej itp.
      Dla nas emigracja nie jest łatwa. Zyski nie są warte ceny, jaką trzeba zapłacić.
    • cafem Re: Do emigrantek. Jak wyglądały Wasze początki.. 15.10.11, 11:09
      > No i jakieś tam plany z chłopakiem oczywiście mamy, które pewnie będą się z cza
      > sem konkretyzować, ale na razie chętnie posłuchałabym optymistycznych historii
      > innych:).

      Dasz radę:)
      Ja rzuciłam świetną pracę w Szwajcarii, by wyjechać do nieznanego mi miasta w Anglii, do faceta, którego ledwo wówczas znałam, bez pracy i w ogóle trochę w ciemno.
      Chyba pół forum moje perypetie i wahania pamięta:)

      Z Antoniem stuknęło nam już szczęśliwe półtora roku, na pracę nie narzekam, na Antonia tym bardziej nie - plany jakieś długoterminowe mamy i w ogóle jest git. Tobie też się ułoży! :)
    • cherry-cherry NIE ROB TEGO 15.10.11, 11:30
      Podejdz do sprawy rozumowo, a nie emocjonalnie i zostan raczej tu gdzie Ci dobrze. Nie warto rzucac fajnej pracy, ustabilizowanej pozycji zawodowej oraz fajnego zycia dla faceta. Liczac, ze jakos to bedzie.
      Ja zrobilam taki manewr pare lat temu i dzisiaj gorzko tego zaluje. Milosc wyparowala, a zostalo rozczarowanie i poczucie zmarnowanej dekady. Oraz potezny regres w zyciu zawodowym, oczywiscie. Bo nie oszukujmy sie, w obcym kraju zawsze bedziesz emigrantka, czyli gorszym gatunkiem pracownika.

      Sorry, ze nie jest optymistycznie, ale tak sie lubia konczyc historie wielkich milosci gdzie kobieta rzuca wszystko dla faceta i wyjezdza do niego na obczyzne. Szkoda, ze mnie wtedy nikt nie ostrzegl. Ostrzegam wiec teraz Ciebie, moze Ty bedziesz rozsadniejsza i wyciagniesz jakies wnioski, zamiast leciec na leb na szyje w pogoni za emocjami. One przeciez nie trwaja wiecznie. Dlatego warto myslec o sobie.


      --
      -Swing low, sweet cherry, make it awful-
      • wez_sie ona mysli tylkiem, a nie glowa 15.10.11, 11:55
        wiec nie masz co marnowac czasu.
        decyzje ona juz dawno podjela, zdradzajac swojego MMŻeta (faceta) na wakacjach
        --
        jesli wejdziesz w moja wizytowke, to zostaw po sobie slad w postaci kropki.
        blagam, to dla mnie bardzo wazne.
      • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 15.10.11, 12:28
        Tu nie jest mi dobrze, Cherry.
        Pewnie, mam jakieś tam ustabilizowane życie, dobrą w miarę pracę, przyzwoitą pensję (jak na Polskę), która pozwala na odrobinę przyjemności po zapłaceniu wszystkich rachunków, ale tutaj jestem sama. Bez rodziny, bez kogoś, na kim mogłabym się wesprzeć. I to nie jest dobre. Bo to właśnie z tego powodu podejmowałam w przeszłości głupie decyzje. Decyzje, których się teraz wstydzę i z których muszę się teraz tłumaczyć. A ponieważ jestem dorosłym człowiekiem, a nie małą dziewczynką, muszę i za to wziąć odpowiedzialność. I biorę. Trudno, nie będę płakać.

        Mówisz kariera. Dla mnie to nic nie znaczy. Puste słowo. Zresztą, dziś jest, jutro jej nie ma. Nie da się oprzeć życia na "karierze". Najważniejszy jest drugi człowiek.
        Dlatego ja jestem w stanie zaryzykować, nie zamykając sobie oczywiście niczego - zresztą mieszkania i tak ze względów podatkowych nie mogłabym jeszcze sprzedać.
        No i zobaczymy co przyszłość pokaże.
        --
        <Naprawdę lepiej gdy ludzie cię nienawidzą, bo uznają, że jesteś od nich lepsza a nie gorsza> by morja13
        • wersja_robocza Re: NIE ROB TEGO 15.10.11, 14:54
          daenerys_targaryen napisała:

          > ale tutaj jestem sama. Bez rodziny, bez kogoś, na kim mogłaby
          > m się wesprzeć. I to nie jest dobre. Bo to właśnie z tego powodu podejmowałam w
          > przeszłości głupie decyzje.

          Próbuj i szukaj swojego szczęścia, tylko może nie popełniaj tych samych błędów i nie opieraj swoich decyzji wyłącznie na drugim człowieku. Bo rozumiem, że tutaj właśnie tak zrobiłaś.
          • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 15.10.11, 14:59
            Ja już nie chcę tutaj za bardzo wdawać się w szczegóły, ale już nie ma szans na popełnienie tego samego błędu. Tutaj jest spora szansa na normalne życie.
            Co najwyżej mogę popełnić inne;).
            I oczywiście, że trochę mam poczucie zmarnowanych tych ponad ośmiu lat. Cóż, poniekąd na własne życzenie, nie przeczę. I muszę teraz wysłuchiwać gorzkich słów od obecnego i na dodatek przyznaję mu rację.
            --
            <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
            • six_a Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 00:13
              >I muszę teraz wysłuchiwać gorzkich słów od obecnego i na dodatek przyznaję mu rację.

              wrzucę moją dreigroschenoper do tego: że hę? znacie się dwa miesiące na krzyż i już słuchasz wyrzutów na temat poprzedniego związku. no to albo ciągle o nim mówisz (po co???), albo facet jest chamem bez polotu. i będzie jeszcze gorzej.
              sorry.


              --
              celebration
              • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 00:19
                Sixa, ale przecież Ty wiesz?! Wiesz, jaki był charakter mojego "związku"?!
                Na litość boską, niechże wreszcie ktoś to powie głośno! Ten kto wie, ma moją oficjalną zgodę na powiedzenie tego.
                --
                <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została
                skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest
                oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
                • six_a Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 00:24
                  wiem?
                  obojętne, jaki był (a jeśli był fatalny to tym bardziej) nie robi się z tego tematu w kolejnym. jacię, naprawdę się podkładasz z tym wywnętrzaniem.

                  jakie kuśwa wyrzuty wogleno???;)


                  --
                  out of space
                  • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 00:31
                    Dobra, odwołuję zgodę na wypowiadanie się.
                    Koniec tematu. Jak mam wyrzuty to do księdza z tym tematem;).
                    A nie dręczyć niewinnych:).
                    --
                    <Naprawdę lepiej gdy ludzie cię nienawidzą, bo uznają, że jesteś od nich lepsza a nie gorsza> by morja13
                  • sid-sid Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 09:33
                    > jacię, naprawdę się podkładasz z tym wywnętrzaniem.

                    Po raz kolejny zresztą. Przystopuj, albo jak chcesz się wygadać bez tzw. tła, to idź na jakieś inne forum. Bo tu się nie da, w pewnym stopniu sama na to zapracowałaś.
                • qw994 Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 17:40
                  > Sixa, ale przecież Ty wiesz?! Wiesz, jaki był charakter mojego "związku"?!
                  > Na litość boską, niechże wreszcie ktoś to powie głośno!

                  Na litość boską, nie rób z siebie ofiary. 8 lat byłaś z tym człowiekiem. Jak rozumiem, za nogę do kaloryfera cię nie przywiązał. Rozumiem, że to był toksyczny związek. Załóżmy, że TYM RAZEM mówisz prawdę. Tyle że twoje wpisy wychwalające byłego troszkę kłócą się z tym, co teraz usiłujesz wmówić ludziom na forum,. Czyli albo robiłaś szopkę wtedy, albo robisz teraz.
                  A rozsmarowanie całej sprawy po forum, opluwanie byłego nie dodaje ci uroku, chociaż widzę, że pracujesz usilnie nad innym wizerunkiem na forum. Jeśli o mnie chodzi - to nie pomoże i będę dawała temu wyraz.
                  Do tego twoje ataki na osoby, które według ciebie zmieniły nicka, podczas gdy sama zrobiłaś dokładnie to samo, kiedy grunt pod nogami zaczął się palić - to już moralność Kalego w czystej postaci. Wtedy nie miałaś ani żadnych skrupułów, ani refleksji, jak się do ludzi przyczepiałaś. No to teraz będziesz wiedziała na własnej skórze, jak to jest.
                  • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 18:00
                    Ależ proszę cię uprzejmie, możesz mnie nienawidzić, mnie to zwisa i powiewa. Jeżeli to pomoże ci odreagować twoje problemy. Nie mogłabym mieć tego bardziej w odwłoku. Jesteś dla mnie nikim.
                    Tylko próżny twój trud, bo bo ja nie mam obowiązku wysłuchiwać wyrzygiwania się na mnie każdego frustrata. Ale pisz, pisz, po pół roku się zorientujesz może, że to trafia w próżnię.
                    --
                    <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została
                    skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest
                    oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
                    • qw994 Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 18:06
                      Typowe - odreagowuję swoje problemy :) Najłatwiejsze wytłumaczenie własnego postępowania. Nie, ja cię nie nienawidzę, nie pochlebiaj sobie, bo dla mnie też jesteś nikim - ty tylko budzisz we mnie niesmak.
                  • six_a Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 18:20
                    >Do tego twoje ataki na osoby, które według ciebie zmieniły nicka, podczas gdy sama zrobiłaś dokładnie to samo, kiedy grunt pod nogami zaczął się palić - to już moralność Kalego w czystej postaci.

                    czym innym jest zmiana nicka na innego, a czym innym używanie wymiennie kilku i nabijanie postów we własnych dyskusjach.
                    tak tylko

                    --
                    ready2go
                          • six_a Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 09:36
                            przecież zalinkoawa łaś, co masz na myśli. jeśli więc czepiasz się tego z alanis, to Ci mówię już drugi raz, że to jest wielonickowiec. a nie ktoś, kto po prostu zmienił nicka.

                            forum.gazeta.pl/forum/w,16,129777223,129784508,Re_Do_emigrantek_Jak_wygladaly_Wasze_poczatki_.html?wv.x=2


                            --
                            everything you wanted
                                      • six_a Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 10:10
                                        ale nie o to chodzi. otósz oskarżona;) zmienia nicki, co jest faktem, ale nie robi z tego tajemnicy. po prostu porzuca stary i jedzie na nowym, zwykle wprost pisze, że musiała się ewakuować z poprzedniego. więc po prostu nie wierzę w ten konkretny zarzut i już.
                                        a rzucić gołosłowiem to zawsze można i jeszcze podpiąć pod hipokryzję.

                                        dobra tam, nie ma czego roztrząsać w sumie;)


                                        --
                                        where do I begin
                                        • qw994 Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 10:13
                                          Skoro o tym pisze, to po co zmienia? Mogłaby jechać na starym nicku. Ale ma swoje powody - sporo osób jednak nie zauważy, że to Kira, a ona pracuje teraz mocno nad zmianą swojego wizerunku na forum, jak sądzę. Przede wszystkim robi z siebie ofiarę eksa, co dla mnie jest zwyczajnie niesmaczne. I ja się na to nie łapię.
            • asystentka_prezesa_zarzadu Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 19:44
              daenerys_targaryen napisała:

              > Ja już nie chcę tutaj za bardzo wdawać się w szczegóły, ale już nie ma szans na
              > popełnienie tego samego błędu. Tutaj jest spora szansa na normalne życie.
              > Co najwyżej mogę popełnić inne;).
              > I oczywiście, że trochę mam poczucie zmarnowanych tych ponad ośmiu lat. Cóż, po
              > niekąd na własne życzenie, nie przeczę. I muszę teraz wysłuchiwać gorzkich słów
              > od obecnego i na dodatek przyznaję mu rację.

              No ja Ci życzę szczęścia i nie jestem w tej grupie co nie daje Ci prawa do zmiany zdania aleeee obecny od którego słyszysz gorzkie słowa na temat poprzednich wyborów to nie bardzo mi się podoba. I bym to wpisała na tę listę pod hasłem-'on nie rokuje';)
              • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 20:09
                Ale to były ewidentnie złe wybory, Asystentko. I to takie, które prawie mnie dyskwalifikują w oczach innych ludzi (w oczach co poniektórych pewnie całkowicie). Bo jednak jakoś tam o mnie świadczą, jako o człowieku.
                I tu przyznaję mojemu chłopakowi ewidentnie rację. Ale co mam zrobić? Przeszłości już nie zmienię, mogę tylko przeprosić, wyjaśnić motywy, poprosić o nieocenianie tego, jakim jestem obecnie człowiekiem na podstawie wydarzeń sprzed niemalże dekady.
                Ludzie popełniają błędy, tak bywa, zwłaszcza bardzo samotne kobiety.
                A każdy grzesznik ma prawo do nawrócenia i odpuszczenia win;).
                To tak tylko tytułem zamknięcia tematu, chociaż ja, żeby iść do przodu muszę przyznać przed samą sobą, że to był błąd i że to było zło.
                --
                <Nie wszyscy co głaszczą po główce są twoimi przyjaciółmi, i nie wszyscy co cię krytykują są twoimi wrogami> by Natasza39
                • asystentka_prezesa_zarzadu Re: NIE ROB TEGO 16.10.11, 20:22
                  No ja inaczej podchodzę do rozwoju i uczenia się na błędach. Nie wydaje mi się, żeby toksyczny związek był dyskwalifikujący i nie wydaje mi się tez, żeby ten następny partner był od takiego oceniania i krytykowania. Raczej od rozmów, próby zrozumienia i wreszcie docenienia tego skoku rozwojowego.
                • true.evil Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 00:55
                  Prawda cię wyzwoliła dziecko idź i nie grzesz więcej.
                  Tylko jaki chłop po takiej prawdzie która 'w oczach co poniektórych pewnie dyskwalifikuje całkowicie' będzie chciał być z tobą i co więcej pomyśli poważnie o wspólnym życiu, rodzinie, o dzieciach. W tym przypadku prawda najprawdopodobniej wyzwoliła cię od wszelkich rozterek związanych z tą emigracją. Ale najważniejsze że już dotarło do ciebie co jest złe i więcej tego błędu nie popełnisz
                  • timetotime Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 09:19
                    true.evil napisał:

                    > Tylko jaki chłop po takiej prawdzie która 'w oczach co poniektórych pewnie dysk
                    > walifikuje całkowicie' będzie chciał być z tobą i co więcej pomyśli poważnie o
                    > wspólnym życiu, rodzinie, o dzieciach.

                    Też prawda. Może wyjść z założenie, że skoro potrafiła raz rzucić się w ramiona obcego faceta w ciągu jednego weekendu, będzie w stanie zrobić to znowu.

                    --
                    I Want...
                    • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 10:39
                      timetotime napisała:

                      > true.evil napisał:
                      >
                      > > Tylko jaki chłop po takiej prawdzie która 'w oczach co poniektórych pewni
                      > e dysk
                      > > walifikuje całkowicie' będzie chciał być z tobą i co więcej pomyśli poważ
                      > nie o
                      > > wspólnym życiu, rodzinie, o dzieciach.
                      >
                      > Też prawda. Może wyjść z założenie, że skoro potrafiła raz rzucić się w ramion
                      > a obcego faceta w ciągu jednego weekendu, będzie w stanie zrobić to znowu.

                      O matulu, ja widzę, że czytanie ze zrozumieniem to w narodzie kompletnie zapomniana sztuka. No przecież głupi by się pięć razy zdążył zorientować O CO W TYM PRZYPADKU TAK NAPRAWDĘ CHODZI I ZA CO JA PRZEPRASZAM SIEBIE I INNYCH.
                      Ale zostawmy to raz na zawsze. Ja tylko już naprawdę konkludując powiem, że moja najlepsza koleżanka, która jest osobą głębokiej wiary (a to rzadkość w tych czasach) nie tylko mnie nie odrzuciła, ale jeszcze powiedziała, że widzi, jak jestem poraniona i jeżeli tylko chcę to J. (którego imienia tu nie wymienię z szacunku i żeby nie narażać się na kpiny) na mnie czeka. I on nie jest od oceny, tylko od przebaczania.
                      --
                      <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została
                      skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest
                      oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
                      • sid-sid Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 10:53
                        > No przecież głupi by się pięć razy zdążył zorientować O CO W TYM PRZYPADKU TAK
                        > NAPRAWDĘ CHODZI I ZA CO JA PRZEPRASZAM SIEBIE I INNYCH.

                        Chyba tylko głupi, skoro oprócz Ciebie nikt nie wie o co chodzi.
                        • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 11:00
                          Dobrze, Sid.
                          Zamknijmy to raz na zawsze.
                          Usłyszałam od obecnego parę gorzkich słów za bezmyślność, za wejście i trwanie przez 8,5 roku w 'związku' z żonatym facetem.
                          I oczywiście, że musiałam o nim dobrze pisać. Musiałam samą siebie przekonać, że jestem szczęśliwa. Bo jak inaczej miałabym żyć? Byłam jak zwierzę zamknięte w klatce. Tak, ja się nie wypieram, sama się tam poniekąd zamknęłam. Ale pod koniec byłam już tylko szamocącym się na wszystkie strony przerażonym zwierzęciem.
                          Teraz jestem wolnym człowiekiem.
                          --
                          <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
                          • malamelania Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 11:17
                            Gdyby ktoś zadał sobie trud sprawdzenia, co naprawdę pisałaś, miałby swoja opinie o tym"wspaniałym"związku i facecie, z ktorym byłaś tyle lat.
                            Tak, przyznaję, że kiedy wybuchła afera "plażowa", przegrzebałam wyszukiwarkę.
                            Bo tym razem nie chodziło o kolejny zwyczajny, durny wątek na tym forum, ale o kawałek cudzego, prawdziwego życia - i chciałam miec własne zdanie, chociaz jesteś dla mnie zupełnie nieznaną osobą.
                            Dlatego od początku wkurzały mnie głupoty pisane "prawem stada" i wypominanie Ci tego, że pisałaś dobrze o swoim partnerze.
                            Dla mnie ten facet to ostatni śmieć. A Ty możesz sobie robić jedynie wyrzuty, że za długo się oszukiwałaś.
                          • sid-sid Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 11:35
                            Kuźwa, kobieto - ja bym w życiu nie wpadła na to, że ten Twój ośmioletni "związek" to relacja z żonatym. Ale przyznam, że teraz inaczej to widzę - pewne rzeczy lepiej rozumiem, acz pewne gorzej. Ale przychylam się od tego, co ktoś tu napisał - ochłoń trochę, bo ja też czarno, a przynajmniej szaro widzę powodzenie Twojej nowej relacji. Pisałaś kiedyś o relacjach z rodziną, teraz to - myślę, że żeby uporządkować sobie życie i stworzyć zdrowy związek, powinnaś najpierw przepracować w sobie to, co sprawiło, że byłaś w takiej relacji, szczególnie że trwającej tak długo. Uporządkuj sobie pewne rzeczy, zamiast skakać z jednego związku w drugi, a tym bardziej rzucać wszystko i emigrować. I przemyśl kwestię zostawania matka na gwałt, bo - nie obraź się - wydaje mi się, że chcesz tym coś sobie zrekompensować. Ale czy pomyślałaś o tym, czy się póki co nadajesz, szczególnie jeśli masz takie zawirowania w życiu - a masz je najpewniej z jakiegoś powodu?
                            W każdym razie życzę powodzenia i trochę więcej rozsądku.:)
                          • timetotime Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 11:51
                            daenerys_targaryen napisała:

                            > Usłyszałam od obecnego parę gorzkich słów za bezmyślność, za wejście i trwanie
                            > przez 8,5 roku w 'związku' z żonatym facetem.

                            Życzę Ci szczerze, tak z głębi serca, żebyś wyszła za mąż, urodziła z dwójkę dzieci, a partnerem Twoim był facet, który będzie zdradzał Cię na prawo i lewo, dłuuugie lata. I żebyś dowiedziała się o tym kiedyś. Nagle i nieoczekiwanie. I żeby Twój mozolnie budowany świat runął. Amen.


                            --
                            I Want...
                          • pani_frig Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 11:55
                            Jak to mówią, prawda nas wyzwoli. :) Trochę to zmienia postać rzeczy w ocenie zakończenia "związku", który w mojej opinii był raczej układem sponsorskim niż jak to mówią niektórzy "kochankowaniem". Jeśli faktycznie powiedziałaś swojemu obecnemu mężczyźnie o swojej przeszłości to autentycznie gratuluję, bo to świadczy że nie próbujesz przynajmniej budować nowego życia i nowej relacji na kłamstwie. Powiem więcej, niewielu ludzi stać na taki krok i niewiele kobiet potrafi się przyznać swoim partnerom, że wcześniej tkwiło w takiej relacji. Pozostaje mi życzyć ci powodzenia. :)
                            • daenerys_targaryen Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 12:20
                              > Jak to mówią, prawda nas wyzwoli. :)

                              Ano. Nie powiem, ulżyło mi, aczkolwiek zafundowałam sobie niezłe emocje w ten poniedziałkowy poranek. Bo mnie to też sporo siły kosztuje.

                              Jeśli faktycznie powiedziałaś swojemu o
                              > becnemu mężczyźnie o swojej przeszłości to autentycznie gratuluję, bo to świadc
                              > zy że nie próbujesz przynajmniej budować nowego życia i nowej relacji na kłamst
                              > wie. Powiem więcej, niewielu ludzi stać na taki krok i niewiele kobiet potrafi
                              > się przyznać swoim partnerom, że wcześniej tkwiło w takiej relacji. Pozostaje m
                              > i życzyć ci powodzenia. :)

                              Wiedział od początku. Zresztą, co znaczy wiedział. To mądry facet, wystarczyło mu powiedzieć jedno słowo, a reszty sam się domyślił. Nie urodził się wczoraj.
                              To na pewno musiała być gorzka pigułka dla niego, nie dość, że romans z żonatym, to jeszcze to wszystko zaczęło się od układu sponsorowanego.
                              Wierzę, że było mu ciężko.
                              --
                              <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została
                              skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest
                              oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
                              • wez_sie zal mi ciebie 17.10.11, 12:33
                                a jeszcze bardziej zal mi tego kolesia, ktory byl twoim sponsorem.
                                no bo co moze sobie pomyslec facet, ktorego zdradzila prostytutka*? :)
                                * bo w sumie, to bylas przez 8 lat jego prostytutka
                                --
                                jesli wejdziesz w moja wizytowke, to zostaw po sobie slad w postaci kropki.
                                blagam, to dla mnie bardzo wazne.
                              • pani_frig Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 12:42
                                Dla bardzo wielu mężczyzn taka wiedza to faktycznie gorzka pigułka, ale póki co, nie skreślił cię chociaż mógł, więc mogłabym uznać go za dojrzałego emocjonalnie człowieka jeśli szczerze planuje z tobą przyszłość, z tym że ja mam za mało danych aby tak twierdzić na 100%.
                                Cóż mogę poradzić, daj sobie i jemu szansę, ale zachowaj dużą ostrożność i może nie jest takim złym pomysłem to co proponuje asystentka prezesa czyli przepracuj sobie przeszłość.
                              • six_a Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 15:57
                                dziś fajniedziałek

                                >Wiedział od początku. Zresztą, co znaczy wiedział. To mądry facet, wystarczyło mu powiedzieć jedno słowo, a reszty sam się domyślił. Nie urodził się wczoraj.

                                a wiesz, co teraz robisz? znowu zaczynasz idealizować faceta - jaki on przenikliwy, jaki mądry i jaki LEPSZY od Ciebie - słabej i grzesznej blablabla (sorry:). na Twoim miejscu, to bym sobie odpoczęła trochę, dokończyła te studia czy inne rzeczy, które pozaczynałaś tutaj. masz nowy związek, potraktuj go jako etiudę. przetrwa z rok, można mieć nadzieję na coś więcej. ale pchanie się po dwóch miesiącach na siłę w nową, oczywiście "cudowną" rodzinę wygląda na desperację, serio. a jak wiadomo, obcy ludzie nas nie ratują, nowe otoczenie też tego nie zrobi. znooooowu się rozczarujesz no :(




                                --
                                the middle
                          • asystentka_prezesa_zarzadu Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 12:20
                            daenerys_targaryen napisała:

                            > Dobrze, Sid.
                            > Zamknijmy to raz na zawsze.
                            > Usłyszałam od obecnego parę gorzkich słów za bezmyślność, za wejście i trwanie
                            > przez 8,5 roku w 'związku' z żonatym facetem.
                            > I oczywiście, że musiałam o nim dobrze pisać. Musiałam samą siebie przekonać, ż
                            > e jestem szczęśliwa. Bo jak inaczej miałabym żyć? Byłam jak zwierzę zamknięte w
                            > klatce. Tak, ja się nie wypieram, sama się tam poniekąd zamknęłam. Ale pod kon
                            > iec byłam już tylko szamocącym się na wszystkie strony przerażonym zwierzęciem.
                            > Teraz jestem wolnym człowiekiem.

                            Nie jestem głupia:P ale się nie zorientowałam, że chodzi o związek z żonatym.
                            I dalej uważam, że Twój partner nie powinien Cię oceniać i krytykować. Bo jeśli on jest w tej grupie, która takich trudnych relacji i ich przyczyn nie rozumie to dziwne, że się w ogóle z Tobą związał. Jeśli natomiast rozumie to nie powinien mówić tych gorzkich słów.
                            Zastanów się więc czy nie weszłaś w następną niefajną dla siebie relację. Jeśli byłaś z żonatym facetem przez 8 lat to znaczy, że miałaś poważne problemy ze sobą a takie problemy nie znikają w dwa dni i to za sprawą nowego związku.
                            Przekonania, które miałaś względem siebie, mężczyzn i bliskich relacji, które sprawiły, że byłaś w takim związku nie znikają w sekundę.
                            Także może popracuj trochę nad sobą, poszukaj tych przyczyn, żeby ten następny związek był udany albo żebyś nie trwała w nim następne 8 lat jak się okaże, że wcale udany nie jest. Bo na razie przeskoczyłaś ze związku w związek bez czasu tylko dla siebie i tylko ze sobą.
                            Życzę powodzenia!
                            • sid-sid Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 12:27
                              Nie pierwszy i nie ostatni przypadek, kiedy ktoś z poważnymi zawirowaniami w życiu, kreuje w necie pewną bajkę. Jeśli to pomaga, to ok, gorzej, jeśli szkodzi jeszcze bardziej.
                              Jednak internet to alternatywna rzeczywistość.:)
                            • malamelania Re: NIE ROB TEGO 17.10.11, 12:30
                              Super post :)
                              W nowym związku niebezpieczne jest to, ze mężczyzna znów jest kołem ratunkowym.
                              I - tak jak w poprzednim - będzie miał nad Kirą przewagę psychiczną. Mam nadzieję, że nie będzie tej przewagi wykorzystywał :)
                          • blondynka.online podziwiam 17.10.11, 12:37
                            Podziwiam twoje mistrzostwa w kreowaniu wizerunku. Bez ironii. Nabrałam sie na to.
                            Chyba jednak sama siebie też oszukałaś, skutecznie.
                            Zanim wszystko tutaj porzucisz, może się zastanów na zimno? Twój nowy ukochnay nie jest księciem na bialym koniu. Oni nie istnieją.
                            • myaka Re: podziwiam 17.10.11, 13:34
                              A wiecie co. Mi jest jej żal. Tak autentycznie żal.
                              Choć nie znam ani jej, ani historii w 100%, choć nowa jestem na forum, żal mi jej.

                              I ona się teraz nie wyzwoliła. Może z układu sponsorowanego wyszła, ale nic więcej. Nadal jest uzależniona od faceta, nadal jest uzależniona od jego uczuć. Choć to inny facet mechanizm identyczny. Ona tak bardzo potrzebuje uczucia, akceptacji, że obojętnie jaki facet by stanął obok - ona kochałaby go bezgranicznie. Ona poświeci wszystko, zmieni wszystko w sobie, w swoim życiu - tylko po to, by nie być samą. Bo samotność dla niej zbyt straszna jest.

                              Mogę oczywiście napisać - Kira - masz zaburzenia osobowości, masz strasznie mocno rozwinięte mechanizmy obronne. Nadajesz się tylko i wyłącznie do solidnego leczenia psychologicznego. Ani nie czas na związek teraz. Ani na przeprowadzkę. Ani na dziecko. Teraz czas dla CIEBIE! Tylko Ciebie. Możesz jeszcze siebie uratować. Uratować siebie, by potem zbudować ZDROWY związek.
                              Ale mogę to tylko napisać. Wątpię, by miało to jakiś wpływ na twoje postępowanie. Twoje mechanizmy obronne są zbyt silne, byś przyjęła do wiadomości, że jest źle, bardzo źle.

                              P.S. Nie chcę aby mój post został odebrany jako złośliwość, zazdrość, wymądrzanie się. Mi jest naprawdę żal tej kobiety. I życzę jej z całego serca, wszystkiego dobrego. Przede wszystkim dobrych decyzji.
                              • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 14:08
                                > I ona się teraz nie wyzwoliła. Może z układu sponsorowanego wyszła, ale nic wię
                                > cej. Nadal jest uzależniona od faceta, nadal jest uzależniona od jego uczuć. Ch
                                > oć to inny facet mechanizm identyczny. Ona tak bardzo potrzebuje uczucia, akcep
                                > tacji, że obojętnie jaki facet by stanął obok - ona kochałaby go bezgranicznie.
                                > Ona poświeci wszystko, zmieni wszystko w sobie, w swoim życiu - tylko po to, b
                                > y nie być samą. Bo samotność dla niej zbyt straszna jest.

                                Mylisz się. Nie pakuję się z jednego uzależnienia w drugie. Spokojnie pozwalam na rozwijanie się sytuacji, nie będę niczego przyspieszać. W nowym związku żadne wielkie słowa jeszcze nie padły, bo to byłoby przecież śmieszne.
                                Na razie sprawdzamy, na ile do siebie pasujemy. Dobrze się bawimy razem. Ja dopiero teraz uczę się funkcjonować w normalnym związku, uczę się tych wszystkich zależności, tego, że poznaje się rodzinę partnera, jego znajomych, przyjaciół, że z nimi też trzeba jakoś zgodnie żyć:).
                                To są wszystko dla mnie nowe rzeczy, jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało. A z drugiej strony ja jestem taką fajną, miłą dziewczyną, że mnie się nie da nie lubić;).
                                Nawet jeżeli ten związek nie przetrwa próby czasu, to i tak dziękuję za niego Najwyższemu. Bo był dla mnie katalizatorem do zmian, powrotem do normalności.
                                I jeszcze jedną rzecz chciałabym podkreślić - ja już od ładnych paru lat nie byłam w układzie sponsorowanym. Bardzo kochałam swojego eksa, dlatego to tak długo trwało.
                                --
                                <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
                                • myaka Re: podziwiam 17.10.11, 14:34
                                  Podkreślanie w co drugim poście - jaka jestem fajna, miła, inteligentna itd. - też o czymś świadczy, no nie?
                                  Naprawdę jesteś książkowym przykładem kobiety uzależnionej od uczuć, od bycia w "związku", od faceta. Jesteś książkowym przykładem osoby z zaburzeniami osobowości.
                                  Tak po cichu zapytam - miałaś normalny dom? Normalne relacje w domu rodzinnym? Choć nie tylko takie coś może być przyczyną, jednak często u kobiet z "zaburzonych domów" dzieje się coś podobnego, co u ciebie zaobserwować można.

                                  Tak może trochę niemiło napiszę - przepraszam. Ale takie moje zdanie, do którego prawo mam.
                                  Fajne i miłe dziewczyny nie sprzedają swojego ciała.
                                  Fajne i miłe dziewczyny nie żyją złudzeniami, że ze sponsora, że z żonatego faceta zrobią sobie męża, ojca dziecka itd.
                                  Fajne i miłe dziewczyny nie muszą udowadniać obcym osobom, że są wspaniałe, szczęśliwe.

                                  Przeczytaj może swoje wszystkie posty, w których okłamywałaś świat, siebie, w których tworzyłaś nową [nieistniejącą] rzeczywistość. Żyłaś w fantazji stworzonej przez samą siebie. Teraz zaczynasz to samo z nowym facetem. Piszesz, że nie padły żadne deklaracje, że się poznajecie, ale z drugiej strony planujesz już przeprowadzkę, dziecko i inne cuda. Toć to się kupy nie trzyma! Naprawdę tego nie widzisz? Czy widzieć nie chcesz?

                                  Porządna psychoterapia - tylko to jest ci teraz potrzebne. Uwierz mi.
                                  • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 14:38
                                    > Przeczytaj może swoje wszystkie posty, w których okłamywałaś świat, siebie, w k
                                    > tórych tworzyłaś nową [nieistniejącą] rzeczywistość. Żyłaś w fantazji stworzone
                                    > j przez samą siebie. Teraz zaczynasz to samo z nowym facetem. Piszesz, że nie p
                                    > adły żadne deklaracje, że się poznajecie, ale z drugiej strony planujesz już pr
                                    > zeprowadzkę, dziecko i inne cuda. Toć to się kupy nie trzyma! Naprawdę tego nie
                                    > widzisz? Czy widzieć nie chcesz?
                                    >
                                    > Porządna psychoterapia - tylko to jest ci teraz potrzebne. Uwierz mi.

                                    Zgadzam się w 100%.
                              • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 14:16
                                > Ale mogę to tylko napisać. Wątpię, by miało to jakiś wpływ na twoje postępowanie.
                                > Twoje mechanizmy obronne są zbyt silne, byś przyjęła do wiadomości, że jest źle, bardzo źle.

                                Niestety, jak widać, masz rację.:(
                                Ja dodam jeszcze, że zakończenie kiepskiego związku wtedy, kiedy pojawił się wybawca, któremu można rzucić się w ramiona, a nie z powodu decyzji podjętej dlatego, że już dosyć, muszę wszystko przemyśleć, poukładać sobie wiele spraw - to też o czymś świadczy.
                                • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 14:32
                                  Sid, odchodziłam wiele razy. W ciągu ostatniego roku kilkakrotnie. To on nie pozwalał mi odejść. A ja byłam za słaba, by wytrwać w postanowieniu, bo wydawało mi się, że odchodzę w pustkę.
                                  Ja tylko potrzebowałam impulsu, nie ucieczki w inne ramiona.
                                  Po prostu zobaczyłam, że mogę się podobać innym, że mam coś do zaoferowania światu. I wtedy przestałam się bać.
                                  Zresztą, dawno zauważyłam, że ze wszystkimi sprawami jestem sama. I że o dziwo, dobrze sobie z nimi radzę. Że już nie jestem małą dziewczynką, którą trzeba wspierać, bo się przewróci, tylko dorosłą kobietą, która radzi sobie dobrze w tym brutalnym świecie;) i potrafi dać wsparcie innym.
                                  Wychodzenie z tego 'związku' to był proces, to też chwilę trwało, zanim sobie uświadomiłam, że już go nie kocham. Że już nie chcę z nim być. Że już nic dla mnie nie znaczy.
                                  --
                                  <Nie wszyscy co głaszczą po główce są twoimi przyjaciółmi, i nie wszyscy co cię krytykują są twoimi wrogami> by Natasza39
                                  • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 14:37
                                    > Sid, odchodziłam wiele razy. W ciągu ostatniego roku kilkakrotnie. To on nie pozwalał mi odejść.
                                    > A ja byłam za słaba, by wytrwać w postanowieniu, bo wydawało mi się, że odchodzę w pustkę.

                                    Właśnie o tym piszę.

                                    > Ja tylko potrzebowałam impulsu, nie ucieczki w inne ramiona.

                                    Jesteś w stanie powiedzieć, że jest tak na 100%? I że na pewno siebie nie oszukujesz?
                                  • myaka Re: podziwiam 17.10.11, 14:48
                                    daenerys_targaryen napisała:

                                    > Sid, odchodziłam wiele razy. W ciągu ostatniego roku kilkakrotnie. To on nie po
                                    > zwalał mi odejść. A ja byłam za słaba, by wytrwać w postanowieniu, bo wydawało
                                    > mi się, że odchodzę w pustkę.

                                    Jak on nie pozwalał odejść? Groził? Trzymał w klatce? Czy może więcej płacił? Bo nie rozumiem tego zdania.
                                    Zaprzeczasz moim stwierdzeniom, że boisz się samotności, że potrzebujesz akceptacji, a sama piszesz za chwilę, iż nie chciałaś odejść bo bałaś się pustki...

                                    Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcesz się jakoś z tego wytłumaczyć. Ale po co? Po co obcym ludziom twoje tłumaczenia, wyjaśniania? Potrzebujesz tego? Zresztą z tego nie da się wytłumaczyć. Nie da i koniec.
                                    Pozycja szczęśliwej, wspaniałej Kiry została zniszczona, bezpowrotnie. I żadne tłumaczenia tego nie naprawią. Film pt. "Kira ist die beste" się skończył. Zrozum to.
                                    Więc przestań tłumaczyć, opowiadać dalej. Bo to tylko pogarsza całą tę sytuację.

                                    Spróbuj może w końcu szanować siebie, swoje życie...

                                    Nadal życzę - mimo wszystko - wszystkiego dobrego.
                                    • malamelania Re: podziwiam 17.10.11, 14:59
                                      > Jak on nie pozwalał odejść? Groził? Trzymał w klatce? Czy może więcej płacił?

                                      Skoro twierdzisz, że piszesz bezstronnie i życzliwie, to nie bądź chamska.
                                    • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 15:06
                                      > Pozycja szczęśliwej, wspaniałej Kiry została zniszczona, bezpowrotnie. I żadne
                                      > tłumaczenia tego nie naprawią. Film pt. "Kira ist die beste" się skończył. Zroz
                                      > um to.

                                      Rozumiem to. Naprawdę. I wierz mi, nie zależy mi na tym.
                                      Ja potrzebowałam dla siebie zamknąć tę historię. Ja potrzebowałam powiedzieć prawdę.
                                      Przy czym mnie nigdy nie zależało na kreowaniu takiego wizerunku, wręcz przeciwnie - ja próbowałam go odkłamać. To ludzie mi nie pozwalali. Nie przyjmowali do wiadomości, że u mnie jest źle. Nie chcieli tego słuchać. Chcieli wierzyć w ten mit.
                                      Ciągle słyszałam - a przecież pisałaś, że jest tak wspaniale. Stałam się więźniem własnych słów;).
                                      Parę osób dotarło do tego wątku o seksie analnym, Melania może nawet głębiej. Już wtedy musieli wiedzieć, jak było źle.
                                      Mówisz, że mam się nie tłumaczyć, nic już nie wyjaśniać, a jednocześnie sama zadajesz mi kolejne pytania. No chyba, że to retoryczne?;).
                                      Ale ok, ja też nie chcę już się w tym grzebać.

                                      Padło tutaj wiele mądrych słów, za które dziękuję, mimo, że były dla mnie bolesne.
                                      Wszystko to biorę pod rozwagę i sobie głęboko do serca.
                                      I naprawdę, ani jutro się nie przeprowadzam ani nie zamierzam zachodzić w ciążę.

                                      --
                                      <Dopóki ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została
                                      skrzywdzona, że ktoś wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest
                                      oprawcą, dopóty tkwi w relacji przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi,nie jest ofiarą, nie musi nic robić, oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".> by nome-ol-vides
                                      • myaka Re: podziwiam 17.10.11, 15:20
                                        daenerys_targaryen napisała:



                                        > Przy czym mnie nigdy nie zależało na kreowaniu takiego wizerunku, wręcz przeciw
                                        > nie - ja próbowałam go odkłamać. To ludzie mi nie pozwalali. Nie przyjmowali do
                                        > wiadomości, że u mnie jest źle. Nie chcieli tego słuchać. Chcieli wierzyć w te
                                        > n mit.
                                        > Ciągle słyszałam - a przecież pisałaś, że jest tak wspaniale. Stałam się więźni
                                        > em własnych słów;).
                                        > Parę osób dotarło do tego wątku o seksie analnym, Melania może nawet głębiej. J
                                        > uż wtedy musieli wiedzieć, jak było źle.
                                        > Mówisz, że mam się nie tłumaczyć, nic już nie wyjaśniać, a jednocześnie sama za
                                        > dajesz mi kolejne pytania. No chyba, że to retoryczne?;).
                                        > Ale ok, ja też nie chcę już się w tym grzebać.
                                        >

                                        Albo w moim "internecie" inaczej piszą, albo nie umiem czytać. Poczytaj Twoje stare wątki. Jeszcze w lipcu, ba na początku sierpnia chyba zachwalałaś swojego faceta. Jaki to seks udany macie, jak rozumiecie się bez słów, jak ładnie razem urządzacie mieszkanie i inne za przeproszeniem bzdury. Czy ktoś cię zmuszał do pisania tego?

                                        Dlaczego przerzucasz odpowiedzialność na innych?
                                        Mówisz, że to eks facet jest zły. To on na siłę cię trzymał. To on nie pozwalał odejść. To on cię krzywdził. To wszystko jego wina.
                                        Twierdzisz, że forum "zmuszało" cię do pisania takiego, a nie innego.

                                        A czy robisz coś samodzielnie, świadomie, odpowiedzialnie?

                                        P.S. Nie oczekuję żadnych odpowiedzi, wyjaśniania, tłumaczenia.
                                        Na pytania te możesz [ale nie musisz rzecz jasna] odpowiedzieć sobie w myślach.
                                        • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 15:40
                                          I znowu masz rację.
                                          Kira, naprawdę przydałaby Ci się pomoc. Piszesz, że oszukiwałaś się odnośnie poprzedniego związku. Ale teraz też się oszukujesz, co trafnie wypunktowała Myaka.
                                          • malamelania Re: podziwiam 17.10.11, 15:55
                                            Wy wychodzicie z założenia, że Kira ponosi całkowitą odpowiedzialność za nieprawdziwy obraz swojego życia osobistego, jaki stworzyła na forum.
                                            Ja biorę pod uwagę ( a nawet jestem przekonana), że ktoś jej w tym samookłamywaniu się pomagał. Naprawdę nie słyszałyście nigdy o ludziach zmanipulowanych, uzależnionych od toksycznych związków, o ludziach, którzy nie mają pojęcia, że tkwią w g.....e?
                                            Już w pierwszych moich postach do Kiry pisałam, że jej związek przypomina mi pobyt w sekcie i że (moim zdaniem) miała przeprany mózg. To nie jest usprawiedliwieniem dla popełnianych błędów, ale pozwala mi zrozumieć, jak do tego doszło.
                                            Czytałam te peany, jakie pisała już dawno temu na temat swojego partnera, a między wierszami wyzierała naga prawda. Tam wręcz miało się wrażenie, że pisze nie swoim tekstem, ale że ktos jej te poglądy wkłada w usta. Trafiło na podatny grunt, to fakt.
                                            • six_a Re: podziwiam 17.10.11, 16:01
                                              no ale nie przesadzajmy znowuż, to jest kwestia osobowości czyli gruntu - teraz pisze toczka w toczkę o nowym, jak pisała o starym. i co, też manipulacja sił zewnętrznych? i obce teksty?

                                              no może i obce w takim sensie, że jak się ma trochę rozchwiania emocjonalnego w sobie, to się pisze jak dwie różne osoby.


                                              --
                                              tenderoni
                                              • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 16:17
                                                Ależ nowy oczywiście ma wady, które jakoś tam stopniowo wyłażą na światło dzienne. Ale nie chcę się o tym pruć w internecie, tylko wolę rozmawiać o tym z samym zainteresowanym. Ja naprawdę nie jestem ślepa.
                                                I bardzo staram się nie traktować go jako 'zbawcy':).
                                                --
                                                <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
                                            • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 16:03
                                              > Wy wychodzicie z założenia, że Kira ponosi całkowitą odpowiedzialność za nieprawdziwy obraz
                                              > swojego życia osobistego, jaki stworzyła na forum.

                                              Tak. Tego na forum, nie realnego.

                                              > Ja biorę pod uwagę ( a nawet jestem przekonana), że ktoś jej w tym samookłamywaniu się pomagał.

                                              Zapewne słusznie i nikt nie napisał, że jest inaczej.
                                              Tylko że Kira ewidentnie ma problem i głaskaniem po główce IMO zrobi jej się źle, nie dobrze.
                                          • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 15:58
                                            No ale ludzie, w ten sposób nigdy nie skończymy, to po pierwsze.
                                            Po drugie: no gdzie ja się teraz oszukuję?
                                            Spotkały się dwie osoby, chłopak i dziewczyna, poczuli do siebie sympatię i zaczęli spotykać. I zobaczymy, albo wyjdzie coś z tego, albo nie wyjdzie.
                                            Nikt szat rozdzierał nie będzie, bo życie codziennie przynosi niespodzianki i trzeba być elastycznym i dopasować się do zmieniającej rzeczywistości.
                                            A to, że ja coś tam sobie mówię, że coś tam planujemy, to jeszcze nie znaczy, że zaraz wszystko rzucę i polecę realizować plany.
                                            Po prostu w naturze ludzkiej leży wybieganie w przyszłości i robienie jakichś tam planów.
                                            A później następuje korekta.
                                            Tak było chociażby z moją podyplomówką, co najmniej rok chodziłam i ględziłam wszystkim, którzy chcieli i nie chcieli słuchać, że to jest to, co chcę robić zawodowo, że jestem tego pewna, że właśnie z tym wiążę swoją zawodową przyszłość. Rok przeżywałam - dostanę się, czy nie dostanę, uda się czy nie uda.
                                            No i okazało się, że egzamin oczywiście zdałam, ale po pierwszym zjeździe nastąpiło wielkie bum, bo mi się odwidziało i stwierdziłam, że jednak się w tym zawodowo nie widzę.
                                            No i koniec tematu, plany zostały skorygowane, świat się nie zawalił, życie toczy się dalej, układam nowe plany zawodowe.
                                            Ja już nie boję się życia ani zmieniającej się rzeczywistości.
                                            --
                                            <Jest jeszcze 3 opcja....Bo jest związek, a w nim dwoje ludzi...czasem tylko jedno jest nieszczęśliwe...a czasem dwoje...Romans może być wtedy wyzwoleniem....otwarciem okna na świat....na innego człowieka..Wtedy....chyba warto...> by czarny.onyks
                                            • six_a Re: podziwiam 17.10.11, 16:03
                                              :) ależ oszukujesz się. to są te same mechanizmy, które działały na początku poprzedniego związku i będą działać zawsze, przy każdym facecie, dopóki ich nie zrozumiesz i nie zmienisz paradygmatu. a ciężko zmienić, ojjjjj baaaardzo ciężko.



                                              --
                                              the adventure
                                              • daenerys_targaryen Re: podziwiam 17.10.11, 16:31
                                                No ale Sixa, powiedz mi, jak krowie na rowie, co mam robić inaczej?
                                                Bo może ja tego faktycznie nie widzę?!
                                                Napisałam, że jest fajny, ale nie, że jest idealny. Jak każdy człowiek ma swoje wady.
                                                Jak mi jest z nim dobrze, to jest mi z nim dobrze, no co mam napisać?
                                                Jak to może być taka sama sytuacja, skoro tu mam czyste pole, oboje jesteśmy wolnymi ludźmi i możemy spokojnie pracować nad związkiem. Tutaj możemy do czegoś dojść (choć nie musimy).
                                                Jeszcze raz piszę - wyjdzie albo nie wyjdzie, czas pokaże.
                                                Ja wcale nie stawiam się na gorszej, słabszej pozycji, znam swoją wartość (aczkolwiek nie wolno mi pisać na forum, że jestem fajnym człowiekiem, zabronili mi:P).
                                                I dla mnie też temat eksa został zamknięty w obecnym związku. Zostało powiedziane raz i starczy. Wszyscy zrozumieli, zaakceptowali, koniec tematu. Może to trochę wygląda inaczej, bo ja przetrawiam to tak dla siebie. Ale też musicie mnie zrozumieć. Ja 8 lat tkwiłam w tym związku, mówienie o tym mi pomaga, muszę to z siebie wyrzucić. Z dwojga złego lepiej tutaj.
                                                --
                                                <Naprawdę lepiej gdy ludzie cię nienawidzą, bo uznają, że jesteś od nich lepsza a nie gorsza> by morja13
                                                • sid-sid Re: podziwiam 17.10.11, 16:34
                                                  > Ja 8 lat tkwiłam w tym związku, mówienie o tym mi pomaga, muszę to z siebie wyrzucić.
                                                  > Z dwojga złego lepiej tutaj.

                                                  Jeśli to Ci pomaga (a rzeczywiście pomaga? na pewno?).
                                                  Tylko musisz mieć świadomość tego, że reakcje będą różne.