bzdurka78
19.10.11, 15:34
tak mnie natchnął wątek estolataka :)
Jestem zołzą i heterą, gdyż każę wynosić śmieci, kiedy on musi kolejną postać zabić na PS3.
Jesteśmy w sklepie, on chce kupić sobie całego arbuza. Na podstawie znajomości lubego już 10 lat, mówię, po co? Nie zjesz całego. Okazuje się, że mu żałuję. Ok. Kupuje. W tydzień później usuwam już gnijącego arbuza do śmieci. Wynoszenie śmieci to teoretycznie obowiązek jaki na siebie sam przyjął w ramach sprawiedliwego dzielenia obowiązków domowych, tj. 30% dla niego, 70% dla mnie. Metodą niewykonywania swojej części, jeszcze mi oczywiście 20% swoich oddał.
Śmieci stoją już drugi dzień, arbuz gnije. Z worka zaczyna wypływać sok z niego. Proszę kolejny raz o wyniesienie, bo gnije, bo cieknie, bo zaczyna śmierdzieć. Wynosi – na balkon, z tekstem, że zaraz wyniesie. Jest środek lata. Po dwóch dniach na balkonie śmierdzący zgniły sok z arbuza zabrudził sporą cześć balkonu. Otwarcie drzwi balkonowych wiąże się z siedzeniem w domu i wąchaniem smrodu . Sąsiad pyta czy czasem coś u nas na balkonie nie gnije. A jakże, gnije. Mówię zatem, że ma wynieść. Słyszę „zaraz” , już powiedziane podniesiony, poirytowanym tonem, bo czego jak się w sumie czepiam. Muszę wyjść, wracam i widzę lubego przed PS3, niemowlę siedzi sobie na podłodze na przeciw drzwi balkonowych. Lubemu oczywiście smród płynący z balkonu nadal nie przeszkadza. Wkurzam się i każę mu wynieść te śmieci z balkonu „już teraz”. Słyszę, że marudna jestem i chyba mogą poczekać aż zabije wszystkich "złych".
Mówię, że nie, nie mogą.
Focha o to miał 3 dni. Balkonu oczywiście nie posprzątał.
Niektórzy zapytają, „a nie mogłaś sama wynieść”. Mogłam, i robiłam sama na tej zasadzie wiele rzeczy i w ten sposób zostałam z 90% obowiązków domowych i nie tylko. A pracuję tyle samo, jak nie więcej co on, dzieckiem więcej się zajmuję i chcę mieć też dla tego dziecka czas.
Wszędzie rozpowszechniane jest fałszywe oskarżenie "bo każda baba to marudzi i o sprzątanie się czepia”. A jaka jest prawda? Że żadna baba by nie marudziła, gdyby te głupie śmieci były wyniesione.
Czy z takim facetem da się żyć? Jeśli tak, to jak długo?
Zwracam się do Pań i Panów udzielających się w wątku „bo śmieci nie były wyniesione” - dlaczego niektórzy z was tacy są? Dlaczego tak wychowujecie synów?
Co mam zrobić, by było w miarę w normie? Dajcie mi brakującą stronę instrukcji obsługi faceta?