ka-mi-la789
25.10.11, 15:55
Scena zaobserwowana na ulicy jakieś dwie godziny temu. Dwie lalunie z gatunku "zadbanych" (włosy w barwach wrzaskliwych, obcisłe, błyszczące, czarne kurteczki do pasa, oblepiające tyłki dżinsy i kozaki na obcasach wyższych niż one same), jedna z cztero-, może pięciolatkiem, druga z wózkiem. Zapłakany czterolatek wrzeszczy do laluni z wózkiem: 'skulwysynie yebany!", lalunie reagują uśmiechami tak błogimi, jakby dostały po porcji lodów. I tu się was, towarzysze, zapytowywuję, czy tego rodzaju odzywki stały się normą już nie tylko w środowiskach patologiczno-zachlanych? Bo że smarkacz musi je słyszeć od otaczających go dorosłych, to nie ulega wątpliwości, a lalunie (zgaduję, że mamuśki) nie wyglądały na menelice, raczej na tanie podróbki Dody, a ich reakcja wskazuje na oswojenie z takim wokabularzem, a nawet jego akceptację. Więc co, mogę przywitać sąsiada słowami: "cześć, ty łysy cootasie"?