am_i_lucky
26.11.11, 17:20
napisałam na forum psychologia, ale tam mały ruch, a ja potrzebuję pogadać...
a zatem...
nienawidzę siebie...
i swojego życia. coraz częściej myślę, że jest tylko jedno rozwiązanie tej sytuacji, bo nie wierzę już w to, że cokolwiek może się zmienić.
postaram się w skrócie:
1. jestem brzydka. nie akceptuję swojego wyglądu, chociaż obiektywnie nie straszę (chyba). ale moim zdaniem to przekreśla moje szanse w oczach mężczyzn.
2. jestem samotna- z powodu punktu pierwszego, jak podejrzewam. nigdy nie byłam w poważnym związku, czuję, że mnie coś w życiu omija.
3. z powodu punktu drugiego wdałam się w romans z żonatym mężczyzną. trwa to już prawie 3 lata i wyniszcza psychicznie, ale -w moim odczuciu- nic lepszego pewnie w życiu mnie nie spotka, więc nie potrafię tego skończyć, chociaż wiem, że powinnam. to jest jak narkotyk.
4. z powodu punktu trzeciego mam cholerne wyrzuty sumienia, nienawidzę siebie za to, że do tego dopuściłam, że jestem taka słaba i beznadziejna, że toleruję taką sytuację, w której spotykam się z żonatym mężczyzną; krzywdzę siebie, krzywdzę jego żonę; nie wiem czy kiedykolwiek zaufam innemu mężczyźnie, bo widzę jakie to proste oszukiwać drugą osobę. a jednak mimo to, nie potrafię tego skończyć. kur**.
to jest po prostu jedna wielka kupa. nie mam pomysłu od czego zacząć, jak się za siebie wziąć. nie chce mi się, bo i po co. a jak kolejny obiad jem sama w pustym mieszkaniu to chce mi się dosłownie wyć.
na codzień oczywiście staram się normalnie funkcjonować, ale "wewnętrznie" już nie daję sobie z tym wszystkim rady...