Dodaj do ulubionych

Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo...

03.12.11, 07:45
Drogie panie! Proszę o pomoc. Po raz kolejny kobieta, z którą się spotykam próbuje wymusić na mnie małżeństwo. Nie radzę sobie już z tym, bo od czasu jak rozpadł się mój 15to letni związek spotykałem się z kilkoma kobietami i zawsze wszystko musiałem kończyć, kiedy już nie radziłem sobie z presją na formalizowanie związku. Teraz znów to samo...niby jeszcze nie jest to etap stawiania ultimatum, ale schemat się powtarza...tekściki..."A wiesz, jak będziemy małżeństwem...ach! No tak, przecież Ty się nigdy ze mną nie ożenisz..." albo "zobacz jaka śliczna dziewczynka malutka...też bym taką chciała mieć z Tobą...no tak, ale nigdy nie będę miała, bo Ty się przecież nie żenisz!". Ludzie! No jak można? Jak sobie z tym radzić? Na obecnej pani mi dość mocno zależy, ale czy to znaczy, że mam zrobić coś wbrew sobie, aby ją zatrzymać
Obserwuj wątek
    • raohszana Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 07:47
      Powiedz jej wprost, że nie życzysz sobie takich tekstów i albo akceptuje to, że nie chcesz małżeństwa albo niech idzie poszukać szczęścia z drugiej strony Księżyca.
      • moniapoz Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 08:09
        no tak, ale takie rzeczy to się ustala na samym początku a nie po czasie :)
        no chyba, że się jest naiwnym....
        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • raohszana Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 08:15
          moniapoz napisała:

          > no tak, ale takie rzeczy to się ustala na samym początku a nie po czasie :)
          *
          Ja to wiem, Ty to wiesz - a pan najwyraźniej nie wiedział, że prócz stwierdzenia "nieżeniesie" to trza jeszcze zaznaczyć, że nie chce się głupawych aluzji.
        • zalosny.jestes To znaczy kiedy "na początku" się to ustala? 03.12.11, 08:42
          Na pierwsze spotkanie mam przyjść z kartką NIE ŻENIĘ SIĘ czy może wytatuować sobie to na czole? Od początku nawiązania bliskich relacji mówiłem, że nie jestem zainteresowany tzw. ślubem. Na początku nie było problemu. Problem zaczął się, kiedy pani stwierdziła, że nadaję się na ojca i męża jak cholera. Od tego czasu każda z kobiet, z którymi nawiązałem relacje zaczyna "urabiać" temat między innymi takimi jak wyżej tekstami. Szukam sposobu na poradzenie sobie z tym bez zrywania znajomości.
          • moniapoz Re: To znaczy kiedy "na początku" się to ustala? 03.12.11, 08:57
            na czole to sobie lepiej nic nie naklejaj :)
            widocznie wyrażasz się jakoś niejasno, że kobiety tego nie kodują albo te kobiety są młode i naiwne i myślą, że siła swojej miłości Cie zmienią tak, że Ci się zachce małżeństwa.
            do tego , żeby zrozumieć, że mamy mały wpływ na to aby zmienić drugiego człowieka na takiego jak chcemy to trzeba dojrzeć.
            mój brat też miał taki problem - mówił otwartym tekstem, że małżeństwo i dzieci go nie interesują, ale jego Pani cały czas liczyła, że się to zmieni (pewnie też pod presją otoczenia i rodziny małymi kroczkami próbowała to zmienić). niestety koniec końców związek się rozwalił a ona jest teraz szczęśliwą mężatka.
            niestety nie umiem doradzić co zrobić, żeby nie zrywać znajomości - może ponownie jasno i wyraźnie zakomunikować ukochanej, że nie ma takiej opcji ?

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • zalosny.jestes Ale ja nie zakładam, że nie interesuje mnie 03.12.11, 09:03
              długoletni (nawet dożywotni) związek czy dzieci!! Nie chcę funkcjonować w układzie, gdzie prawnie zmusza się kogoś do pewnych spraw. Życie mnie nauczyło, że kobiety albo się maskują przed aktem albo zmieniają po akcie. Tak czy owak, ślub to początek końca i basta.
              • moniapoz Re: Ale ja nie zakładam, że nie interesuje mnie 03.12.11, 09:10
                no ta terapia to Ci się jednak przyda ...:)
                a na poważnie....jak zegar biologiczny tyka u kobiety...tyk tyk...to Twoje zapewnienia, że kiedyś będziesz chciał dzieci to trochę jej mogą nie wystarczyć.
                no ale są przecież kobiety młode które idą pod prąd i nie chcą ani dzieci ani związków małżeńskich, widocznie Ty trafiasz / przyciągasz te które chcą.

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • zalosny.jestes Monika, przeczytaj to co napisałem powyżej 03.12.11, 09:12
                  raz jeszcze. Czym dla kobiet jest ślub? Może ja nie rozumiem tego jako facet? Wytłumaczysz mi?
                  • moniapoz Re: Monika, przeczytaj to co napisałem powyżej 03.12.11, 09:29
                    no niestety ja na tym etapie życia nie wiem :) naprawdę
                    co więcej uważam, że ślub jest zbędny...można żyć bez niego w fajnym związku.

                    ale pamiętam, że robi się to np. z miłości, dla dobra dzieci, bo taka jest tradycja,
                    bo tego oczekuje rodzina (hihi), bo ktoś czuje się dobrze tylko w sformalizowanym związku i tylko taki związek daje mu poczucie bezpieczeństwa....

                    ale ja naprawdę nie wiem....może wypowie się ktoś inny kto jest zwolennikiem tej instytucji :)
                    poza tym motywacje kobiet są różne i nie sądzę, żeby można było odpowiedzieć tak ogólnie czym dla kobiety jest ślub.

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • piataziuta Re: Monika, przeczytaj to co napisałem powyżej 03.12.11, 13:19
                    ja sie ostatnio dowiedziałam czym jest ślub! mogę powtórzyć! :D

                    1)umową zabezpieczającą finanse, w przypadku gdy zakłada się wspólny biznes/ bierze się kredyt/ kupuje dom itp.
                    2)formą zabezpieczenia psychicznego "skoro chcesz ślub, tzn że na dzień dzisiejszy myślisz o mnie poważnie i dożywotnio, a to znaczy że warto w ciebie inwestować energię i inne rzeczy"
                    3)środkiem do złagodzenia strachu kobiety pt. "niedlugo sie bedziemy starzeć, moja wartość u samczego targetu spadnie, twoja u damskiego pewnie pozostanie bez zmian, pewnie niedlugo ci sie mlodsza nawinie i mnie zostawisz"

                    tak to mi rodzina tłumaczy :D
    • moniapoz Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 08:06
      a to pewnie dlatego, że "złe" kobiety sobie dobierasz ....pewno młode, bezdzietne i śliczne singielki (hehe) które niestety ale wcześniej czy później mają właśnie parcie na małżeństwo.
      a Tobie się wolny związek marzy....musisz zmienić target na np. przebojowe rozwódki z dziećmi wtedy prawdopodobnie one nie będą już chciały ani małżeństwa ani dzieci.





      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • zalosny.jestes Czyli mówisz, że rozwódek z dziećmi ten problem 03.12.11, 08:44
        nie dotyka? Ciekawe. Starałem się nie dzielić kobiet na grupy, ale po tym co napisałaś muszę się nad tym zastanowić.
        • moniapoz Re: Czyli mówisz, że rozwódek z dziećmi ten probl 03.12.11, 08:49
          nie mówię, że wszystkich, ale dla części sprawa wygląda tak, że dzieci już nie chcą bo mają z wcześniejszego związku a do małżeństwa są zrażone po prostu w wyniku swoich doświadczeń życiowych
          natomiast to jest moja obserwacja prywatna - i wcale nie mówię, że tak jest zawsze :)
          ludzie są różni...



          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • khadroma Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 09:45
        Asertywnośc!
        Asertywność poćwicz i zastosuj. :)
        Czyli jasno okresl co cie interesuje, a czego nie akceptujesz.
    • koham.mihnika.copyright sucha lipa, twardy korzen, chcesz miec dvpe, to 03.12.11, 09:26
      sie ozen.
      Ja tez bylem oporny i mnie panna puscila kantem.
      W sumie dojrzalem kilka lat pozniej, juz z inna.


      zen sie synu zen, czemu masz miec lepiej ode mnie ;-{)
      • zalosny.jestes I to ma być argument? 03.12.11, 09:34
        koham.mihnika.copyright napisał:

        > Ja tez bylem oporny i mnie panna puscila kantem.

        To znaczy, że jakbyś się ożenił, to by Cię nie puściła?
        • mesz nie marnuj czasu 03.12.11, 11:03
          Twojego i jej. Uważam, że jeżeli jesteś w 100% przekonany, że nie chcesz się ożenić, to jasno jej to powiedz. Po co ma tracić czas z kimś, kto nie umożliwi jej przeżycia TEGO dnia - biała sukienka, obrączki,ślub... Mąż to chyba też jakaś większa pewność - publiczna deklaracja - przed Bogiem, rodziną,znajomymi i w końcu przed TĄ osobą. Jeśli jej tak zależy na ślubie, to na pewno znajdzie kogoś, dla kogo też będzie on istotny. A Ty w końcu trafisz na kobietę, dla której małżeństwo nie będzie priorytetem.
          Myślę, że w końcu zmęczą ją aluzje i albo postawi Ci ultimatum, albo odejdzie. Ty również w pewnym momencie będziesz miał dość nacisków. Jeśli na pewno nie chcesz sie ożenić, to sądzę,że ten związek prędzej czy później się rozpadnie. Po co zatem tracic czas - Twój i jej?
          A swoja drogą...Dla Ciebie ślub nie jest istotny, ale wiesz,że ona bardzo tego pragnie. Czy nie możesz sie zdecydować właśnie ze względu na miłość do niej?
          • zalosny.jestes Oboje jesteśmy po rozwodzie. Dzieci u niej brak.. 03.12.11, 14:09
            Motyw białej sukienki odpada. Problem jest taki, że każda dziewczyna, z którą próbowałem po rozwodzie wcześniej czy później dochodziła do punktu pod tytułem "małżeństwo". Dla mnie nie ma to żadnego związku z trwałością, zabezpieczeniem czegokolwiek a wręcz przeciwnie, chyba że kobiety zakładają, że po ślubie można się zapuścić, nie dbać o siebie, nie wkładać serca w związek a facet udupiony umową cywilno-prawną tak, czy tak zostanie. Jak tak to ma działaś zawsze, to ja wysiadam mimo wszystko...
            • julus908 Re: Oboje jesteśmy po rozwodzie. Dzieci u niej br 03.12.11, 14:55
              Dla mnie nie ma to żadnego związku z trwałością, zabezpieczeniem c
              > zegokolwiek

              Ona ma inne doświadczenia i może dla niej ma.
            • erillzw Re: Oboje jesteśmy po rozwodzie. Dzieci u niej br 03.12.11, 23:25
              Mnie to sie w ogole wydaje, ze Ty masz straszny problem z sama instytucja malzenstwa i jest ona dla Ciebie synonimem wszelkiej zla bo jedno Ci nie wyszlo. Zanim zaczniesz komus znow marnowac czas to moze warto udac sie na terapie i przepracowac temat by nie miec kompulsywnej potrzeby ucieczki jak sie tylko aluzja do malzenstwa pojawia? Nikt nie kaze Ci sie ponownie zenic ale Twoja wrogosc wobec tematu sugeruje, ze masz z nim bardzo powazny problem i jesli go nie przepracujesz to ciezko bedzie Ci znalezc odpowiednia partnerke. Chyba ze tak samo pobita przez zycie jak Ty sam.
            • kora3 Myslę, że chodzi o dzieci Żałosny 06.12.11, 08:09
              prawdopodobnie Twoja partnerka pragnie je mieć i tyle. A nie wyobraza sobie sytuacji posiadania dzieci z nieformalnego zwiazku.

              Sytuacja jest trudna, bo decyzja o nieposiadaniu dziecka u człowieka, który miec je pragnie njest bardzo trudna i krzywdzaca go. Decyzja o posiadaniu, albo nie dzieci jest duzo powazniejsza niż "deklaracje przed Bogiem i ludźmi":) z których się mozna zawsze za pomocą rozwodu, wymiksować. A dzieci ma sie, albo nie ma - na zawsze.

              Jakkolwiek nigdy takiego pragnienia nie miałam, rozumiem ludzi, którzy je mają. I Twoją partnerkę też - ona po prostu chciałaby zostac matką, a w małzeństwie jej to nie wyszło, prawdopodobnie zaczyna mieć syndrom "tykającego zegara" - boi się, ze jesli bedzie zwklekać z ciążą, moze po prostu za lat kilka już w nią nie zajsc i nigdy nie urodzić. Porozmawiajcie szczewrze, bez aluzji ni podchodów.
              • zalosny.jestes Ale ja dopuszczam możliwość posiadania potomstwa! 06.12.11, 21:22
                Tylko na jaką cholerę jej ten papier?
                • kora3 Ale moze ona nie dopuszcza 07.12.11, 07:08
                  sytuacji, w której ma nieślubne dziecko/dzieci. Nie wiem po co jej papier. Tak ma :)
        • koham.mihnika.copyright gdybym sie zgodzil, to by mnie nie puscila 03.12.11, 12:36
          a fajna byla. Jak poszla po rozum do glowy i wrocila, to sprawa byla nieaktualna.
          Zbyt mocno mnie to zabolalo. Stracilem do niej szacunek.

          zalosny.jestes napisał:

          > koham.mihnika.copyright napisał:
          >
          > > Ja tez bylem oporny i mnie panna puscila kantem.
          >
          > To znaczy, że jakbyś się ożenił, to by Cię nie puściła?
          >
    • ka-mi-la789 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 11:24
      Wasze priorytety wzajemnie się wykluczają. Na twoim miejscu nie ciągnęłabym takiej znajomości, bo to czysta strata czasu i energii.
      • czarnadrukarka Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 12:41
        Podpisuję się pod tym. Nie trać i swojego czasu i energii, ani nie zabieraj tego dziewczynom, z którymi się spotykasz. Szukaj dalej aż spotkasz tę jedyną albo na taką, która też będzie miała do Ciebie nie gorące, a letnie uczucia.
      • zalosny.jestes To gdzie znaleźć kobiety, które chcą kochać i być 03.12.11, 14:10
        kochane a nie udupiać kogoś do śmierci? Wszystkie moje znajomości po rozstaniu z żoną, kończyły się tak samo. Musiałem zwiewać przyparty do muru...
        • ka-mi-la789 Re: To gdzie znaleźć kobiety, które chcą kochać i 03.12.11, 18:51
          Co znaczy "kochać i być kochane"?
          • zalosny.jestes Najprościej można to ująć tak...dawać, dawać, 03.12.11, 21:08
            ka-mi-la789 napisała:

            > Co znaczy "kochać i być kochane"?

            dawać, dawać, dawać...w obie strony. Nie wyskakiwać mi tu z zasobami czy kasą bo nie to mam na myśli. Ślub powoduje, że pani często przestaje dawać za zaczyna brać, brać, brać, brać. Po co ma się starać? Wszystko ma zagwarantowane na papierze plus instytucja sądów rodzinnych, która jest w stanie zgnoić każdego faceta.
            • ka-mi-la789 Re: Najprościej można to ująć tak...dawać, dawać, 03.12.11, 21:41
              > dawać, dawać, dawać...w obie strony.

              To nie jest odpowiedź.

              Ślub powoduje, że pani często przestaje dawać za zaczyna
              > brać, brać, brać, brać. Po co ma się starać? Wszystko ma zagwarantowane na pap
              > ierze plus instytucja sądów rodzinnych, która jest w stanie zgnoić każdego face
              > ta.

              Oj, biedny ty, pokrzywdzony :/. Zwłaszcza, że w obecnej sytuacji to ty chcesz wyłącznie brać.
              • zalosny.jestes Ale co ja chcę brać?! Konkrety proszę... 03.12.11, 21:43
                ka-mi-la789 napisała:

                > Oj, biedny ty, pokrzywdzony :/. Zwłaszcza, że w obecnej sytuacji to ty chcesz w
                > yłącznie brać.

                Masz na myśli sex? To jest to dawanie wg Ciebie?
                • ka-mi-la789 Re: Ale co ja chcę brać?! Konkrety proszę... 03.12.11, 22:05
                  Nic nie pisałam o seksie. Poza tym nie wiem, co rozumiesz przez to pojęcie, skoro seks to nie jest dawanie według ciebie.
                  • zalosny.jestes To jest dawanie, ale chyba w dwie strony? 03.12.11, 22:34
                    ka-mi-la789 napisała:

                    > Nic nie pisałam o seksie. Poza tym nie wiem, co rozumiesz przez to pojęcie, sko
                    > ro seks to nie jest dawanie według ciebie.

                    Ja wiem, że często kobiety twierdzą, że dają coś idąc z facetem do łóżka. To już jest zwyczajnie tragedia a jeżeli to myślenie jest powszechne, to ja się poddaję.... :-(
                    • ka-mi-la789 Re: To jest dawanie, ale chyba w dwie strony? 03.12.11, 22:44
                      > Ja wiem, że często kobiety twierdzą, że dają coś idąc z facetem do łóżka.

                      Bo tak jest.

                      To ju
                      > ż jest zwyczajnie tragedia a jeżeli to myślenie jest powszechne, to ja się podd
                      > aję.... :-(


                      Nie no, jasne, przeca baba ma obowiązek rozkładać przed tobą nogi, łaski nie robi. Dziwię się lasce, że nie tylko jeszcze cię nie pogoniła, ale w dodatku chce sobie brać ciebie na głowę na resztę życia.
                      • zalosny.jestes Dajesz facetowi COŚ idąc z nim do łóżka? 04.12.11, 07:33
                        Dzięki takim kobietom będę uparcie twierdził, że wiele związków to zwykła prostytucja. Różnica między tą oficjalną jest taka, że rzeczona pani nie bierze kasy wprost, ale daje doopy w zamian za żerowanie na innym człowieku. Wiem też, że tak funkcjonuje wiele związków, ja z kolei chcę uniknąć znalezienia się w jednym z nim. Jeżeli sex jest czymś co się daje a nie daje i bierze to ktoś tu ma poważny problem...czy aby na pewno ja nie zgadzając się na ogólnie przyjęty stan rzeczy?
                        • ka-mi-la789 Re: Dajesz facetowi COŚ idąc z nim do łóżka? 04.12.11, 15:20
                          ktoś tu ma po
                          > ważny problem...czy aby na pewno ja nie zgadzając się na ogólnie przyjęty stan
                          > rzeczy?

                          Po raz kolejny dowiodłeś swojego infantylizmu. Ciekawa też jestem, jak się ma powyższe twierdzenie do "dawania i brania", o którym coś wspominałeś wcześniej. Chyba że podział wygląda tak, że tobie dają, a ty bierzesz.

                          ktoś tu ma po
                          > ważny problem...czy aby na pewno ja nie zgadzając się na ogólnie przyjęty stan
                          > rzeczy?

                          Tak, ty. Jeżeli odmawiasz przyjęcia faktów do wiadomości, to jest to wyłącznie twój problem, nie faktów.
                          • zalosny.jestes Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 04.12.11, 17:17
                            moich twierdzeń, ale po kolei...

                            > Chyba że podział wygląda tak, że tobie dają, a ty bierzesz.

                            Jeżeli uprawiamy sex to daje zarówno ona jak i ja, chyba że w Twoim skrzywionym (jak większości kobiet) to tylko ona daje a ja biorę...

                            > Tak, ty. Jeżeli odmawiasz przyjęcia faktów do wiadomości, to jest to wyłącznie
                            > twój problem, nie faktów.

                            Co to są fakty? Twój sposób rozumowania? To co Ci przekazała mama, koleżanki, społeczeństwo. Faktem jest to, że ja z Tobą nie spałem. Wszystko inne o czym tu piszesz to tylko tezy albo czyjś punkt widzenia.Nie sądziłem, że będę musiał wyjaśniać podstawy.
                            • ka-mi-la789 Re: Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 04.12.11, 17:32
                              > Jeżeli uprawiamy sex to daje zarówno ona jak i ja,

                              Bardzo różnie bywa. Tylko facet zawsze ma orgazm.

                              chyba że w Twoim skrzywionym
                              > (jak większości kobiet) to tylko ona daje a ja biorę...

                              Z nas dwojga to zdecydowanie nie ja jestem skrzywiona.

                              > Co to są fakty? Twój sposób rozumowania?

                              Fakty to otaczająca rzeczywistość. A rzeczywistość jest taka, że tylko niemowlęta mają prawo oczekiwać, że coś dostaną, nie dając nic w zamian. I nie jest to "mój sposób rozumowania", tylko obowiązujące zasady współżycia społecznego. Które - wierz lub nie - nie ja wymyśliłam. Obrażanie się na nie dowodzi niedorozwoju społecznego.

                              > Faktem jest to, że ja z Tobą nie spałem.

                              I tak zostanie. Sypianie z tobą byłoby czymś w rodzaju psychoemocjonalnej pedofilii.

                              Wszystko inne o czym tu
                              > piszesz to tylko tezy albo czyjś punkt widzenia.

                              Tyle, że te "tezy" i "punkt widzenia" podziela cholernie dużo ludzi, czego dowody masz choćby na tym forum.

                              Nie sądziłem, że będę musiał wy
                              > jaśniać podstawy.

                              Te "podstawy" to twoje infantylne przekonania? Nawiasem mówiąc, zaczynasz reagować agresywno-obronnie (ataki ad personam).
                              • zalosny.jestes Re: Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 04.12.11, 19:37
                                ka-mi-la789 napisała:

                                > > Jeżeli uprawiamy sex to daje zarówno ona jak i ja,
                                > Bardzo różnie bywa. Tylko facet zawsze ma orgazm.

                                Nie zawsze. Czasem nawet stanąć nie chce na czyjś widok. Poza tym co to za argument? Po co idziesz z kimś do łóżka skoro nie masz orgazmów? Bezsens...

                                > Z nas dwojga to zdecydowanie nie ja jestem skrzywiona.

                                Bo przyjmujesz opinię większości jako pewnik?

                                > Fakty to otaczająca rzeczywistość. A rzeczywistość jest taka, że tylko niemowlę
                                > ta mają prawo oczekiwać, że coś dostaną, nie dając nic w zamian. I nie jest to
                                > "mój sposób rozumowania", tylko obowiązujące zasady współżycia społecznego. Któ
                                > re - wierz lub nie - nie ja wymyśliłam. Obrażanie się na nie dowodzi niedorozwo
                                > ju społecznego.

                                Ja się na nic nie obrażam. Poproszę w takim razie przykłady dawania i brania w związku z podziałem na role męskie i kobiece. Z góry dziękuję za poświęcony czas.

                                > I tak zostanie. Sypianie z tobą byłoby czymś w rodzaju psychoemocjonalnej pedof
                                > ilii.

                                No tak. Zamykasz się na coś, co jest nieznane, zachowuje się niestandardowo. Przeraża Cię to? Może nie wiesz co tracisz?

                                > Tyle, że te "tezy" i "punkt widzenia" podziela cholernie dużo ludzi, czego dowo
                                > dy masz choćby na tym forum.

                                Ludzi czy kobiet? Owszem kobiety to też ludzie, ale w tym wypadku należałoby wydzielić jednak pewien podgatunek. Odpowiedziałem Ci zresztą w innym miejscu cytując Łysiaka. Ulegasz stereotypom. Ja już nie oczekuję od Ciebie wyjścia poza nie ale przynajmniej zauważenia, że być może świat jest inny niż Ci to wbito do głowy?

                                > Te "podstawy" to twoje infantylne przekonania? Nawiasem mówiąc, zaczynasz reago
                                > wać agresywno-obronnie (ataki ad personam).

                                Nadużywasz określenia infantylnie? Ad personam? Wybacz, ale ja mam zupełnie odmienne wrażenie? Kończą się argumenty? Chcesz już skończyć? Zrób to jak porządna kobieta - NIE BO NIE!
                                • ka-mi-la789 Re: Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 04.12.11, 21:39
                                  zalosny.jestes napisał:

                                  > Nie zawsze. Czasem nawet stanąć nie chce na czyjś widok.

                                  Wtedy tym bardziej nie ma mowy o dawaniu czegokolwiek z twojej strony.

                                  > Bo przyjmujesz opinię większości jako pewnik?

                                  Bo rozumiem zasady rządzące relacjami międzyludzkimi. Oraz to, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko.

                                  > Ja się na nic nie obrażam. Poproszę w takim razie przykłady dawania i brania w
                                  > związku z podziałem na role męskie i kobiece. Z góry dziękuję za poświęcony cza
                                  > s.

                                  Nie płacisz mi za korepetycje z psychologii.

                                  > No tak. Zamykasz się na coś, co jest nieznane, zachowuje się niestandardowo.

                                  Znane, znane jak zły szeląg. I by najmniej nie "niestandardowe". Na świecie roi się od rozwydrzonych egocentryków. Jesteś arcybanalny w swoim infantyliźmie.

                                  Pr
                                  > zeraża Cię to? Może nie wiesz co tracisz?

                                  Wiem - użeranie się z kilkudziesięcioletnim bobaskiem. A twierdzenie, jakobyś mnie przerażał, dowodzi znacznego przerostu samooceny.

                                  > Ludzi czy kobiet? Owszem kobiety to też ludzie, ale w tym wypadku należałoby wy
                                  > dzielić jednak pewien podgatunek.

                                  A więc...?

                                  Odpowiedziałem Ci zresztą w innym miejscu cyt
                                  > ując Łysiaka.

                                  Znalazłeś sobie autorytet, klękajcie narody :/.

                                  Ulegasz stereotypom.
                                  Ja już nie oczekuję od Ciebie wyjścia poza n
                                  > ie ale przynajmniej zauważenia, że być może świat jest inny niż Ci to wbito do
                                  > głowy?

                                  Zieeew. Nudny jesteś jak arabski pornos i bełkotliwy jak przemówienie Jarkacza.

                                  > Nadużywasz określenia infantylnie?

                                  Bo idealnie cię opisuje.

                                  Ad personam? Wybacz, ale ja mam zupełnie odm
                                  > ienne wrażenie?

                                  Pytasz mnie o swoje wrażenia?

                                  Kończą się argumenty? Chcesz już skończyć? Zrób to jak porządna
                                  > kobieta - NIE BO NIE!

                                  Polecenia możesz wydawać... E, nie, nie sądzę, żeby znalazła się na świecie kobieta, która pozwoliłaby, żebyś jej cokolwiek nakazywał. W tym celu musiałbyś budzić choć trochę respektu.
                              • kwieto Re: Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 05.12.11, 15:03
                                > Bardzo różnie bywa. Tylko facet zawsze ma orgazm.

                                Bzdura.
                              • ruda_owca Re: Ja mam wrażenie, że Twoja wypowiedź dowiodła 05.12.11, 17:36
                                > Bardzo różnie bywa. Tylko facet zawsze ma orgazm.

                                Czyli fakt doznania (badz nie) orgazmu determinuje kto jest dawca, a kto biorca?
            • erillzw Re: Najprościej można to ująć tak...dawać, dawać, 03.12.11, 23:28
              Ja nie wiem czy wiesz.. ale nie kazda kobieta jest taka sama suczą jak Twoja ex. Owszem wiele kobiet zapuszcza sie po slubie, zeruje na mezu ale na Boga, no nie kazda. Wez sie wylecz z traumy pomalzenskiej a nie marnuj czas kobietom. Toz to egoizm w czystej postaci. Mscisz sie za zone na tych kobietach?
    • czarnadrukarka Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 12:38
      Jak trafisz na tę jedyną, sam będziesz cisnął na ożenek.
    • samuela_vimes Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 12:41
      A od początku uprzedziłeś swoją damę, że nie chcesz ślubu i nie będziesz chciał?
      • zalosny.jestes Tak jak już wyżej wspominałem. Nie przyszedłem na 03.12.11, 14:13
        samuela_vimes napisała:

        > A od początku uprzedziłeś swoją damę, że nie chcesz ślubu i nie będziesz chciał
        > ?
        na pierwszą randkę z kartką NIE ŻENIĘ się, ale później w miarę jak zaczynały się pojawiać takie tematy z ich strony zawsze twardo stawiałem granicę. No i się zaczynało...najpierw docinki i żarciki, później ultimatum a później to ja już wolałem się dalej w to nie pakować. Jeszcze raz zapytam. PO CO WAM ŚLUB? Tylko nie piszcie błagam o białych sukienkach, bo rodzina tak każe i zabiezpieczeniu czegokolwiek w ten sposób, bo to mrzonka...
        • samuela_vimes Re: Tak jak już wyżej wspominałem. Nie przyszedłe 03.12.11, 16:10
          Nie wiem, ja od ponad siedmiu lat jestem z związku bez ślubu i jak kiedyś weźmiemy to tylko po to, żeby dom sobie razem kupić.
    • baba_jaga28 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 12:48
      Rozumiem, mam takie samo podejście (w cudownym konkubinacie od 3 lat:), ale ja takie sprawy ustalam na pierwszej randce! I nie chodzi mi o planowanie całego życia, tylko rozmowę na temat swoich pasji, celów, POGLĄDÓW na temat małżeństwa i posiadania dzieci. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory tego nie obadaliście.
      W tym momencie musisz jej powiedzieć wprost, że nie zamierzasz zostać mężusiem i tyle. I jak odejdzie, to ma do tego prawo- chce być szczęśliwa, tak samo jak Ty- nie zmienisz jej zapatrywań. Jeśli aż tak rozbieżne są Wasze poglądy na ten temat - żadne z Was nie będzie szczęśliwe.
    • georgia241 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 12:54
      Macie inne priorytety. Przegadajcie to. Jak się nie dopasujecie, to się rozstaniecie. W końcu spotkasz kobietę, która nie chce ślubu.
    • niebieski_lisek Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 13:34
      A dlaczego odczuwasz taki strach przed małżeństwem? Gdyby to był nic nie znaczący papierek dla ciebie, to pewnie nie było by go problemem podpisać. Jeśli boisz się o swój majątek to zawsze można podpisać intercyzę. Rozwody w Polsce nie są jakość szczególnie trudno dostępne czy długotrwałe, więc jeśli będziecie ty lub twoja wybranka chcieli wymiksować się z małżeństwa to nie jest to niemożliwe. Mimo tego masz jakieś lęki przed zawarciem ślubu. Jeśli twoje samopoczucie jest ważniejsze od samopoczucia twojej partnerki to otwarcie w poważnej rozmowie jej to zakomunikuj, że nie ożenisz się nigdy. Swoją drogą piszesz że "dość mocno zależy" Ci na niej. To ja odwrócę twoje pytanie z pierwszego posta: czy ona ma zrobić coś wbrew sobie (zaakceptować brak ślubu) żeby z tobą być?
      • zalosny.jestes Zaraz, zaraz...tu się nie zgodzę... 03.12.11, 14:15
        niebieski_lisek napisała:

        > To ja odwrócę twoje pytanie z pierwszego posta: czy ona m
        > a zrobić coś wbrew sobie (zaakceptować brak ślubu) żeby z tobą być?

        Co ona musi zrobić wbrew sobie? Kochać mnie? To jest łagodnie mówiąc postawienie sprawy na głowie.
        • niebieski_lisek Re: Zaraz, zaraz...tu się nie zgodzę... 03.12.11, 14:17
          Musi wbrew sobie żyć w konkubinacie a chce w małżeństwie.
          • zalosny.jestes Nadal się nie zgodzę...jeżeli ktoś przykładowo 03.12.11, 14:22
            lubi chodzić na mecze w każdą niedziele, to znaczy, że jego kobieta musi chodzić z nim? Zarówno ślub jak i mecze nie są niezbędne do prawidłowego funkcjonowanie związku.
            • niebieski_lisek Re: Nadal się nie zgodzę...jeżeli ktoś przykładow 03.12.11, 14:32
              Ale ona nie może poślubić siebie samą więc przykład z samotnym chodzeniem na mecze nijak się ma do tej sytuacji. Nie wiem czego nie zrozumiałeś. Twoja partnerka będzie musiała naginać swoje pragnienia do ciebie, żyć bez ślubu wbrew swoim przekonaniom, będzie musiała w sposób istotny naginać się do ciebie. To nie jest marzenie o pójściu na mecz, które rzeczywiście można zrealizować samemu lub z innym towarzystwem bez uszczerbku dla związku. Jeśli tego nie łapiesz to ja już ci tego lepiej nie wytłumaczę.
              • zalosny.jestes No to jeszcze inaczej. Zależy mi, żeby moja 03.12.11, 14:48
                dziewczyna co niedzielę chodziła ze mną na mecze. Ona nie chce. Czy powinienem ją z tego powodu zostawić? Nie widzisz, że zarówno ślub jak i owe nieszczęsne imprezy sportowe wymagają działania ze strony tej drugiej osoby, która nie ma na to ochoty? Jeszcze inaczej...czy gorsze jest zjedzenie czegoś na co nie masz ochoty, czy grzeczne podziękowanie i odmówienie? Co zmieni fakt, że czegoś nie zjesz? Nic. Co zmieni fakt, że zjesz coś na co nie masz ochoty? Bardzo wiele, bo możesz zwrócić.
                • ka-mi-la789 Re: No to jeszcze inaczej. Zależy mi, żeby moja 03.12.11, 19:59
                  > dziewczyna co niedzielę chodziła ze mną na mecze. Ona nie chce. Czy powinienem
                  > ją z tego powodu zostawić?

                  Po pierwsze, nikt nic nigdy nie powinien. Po drugie, jeżeli chodzenie na mecze jest dla ciebie treścią życia, a dla niej czynnością najzupełniej bezsensowną, to rzeczywiście lepiej się rozstać, zanim się zorientujecie, że oboje straciliście lata na użeraniu się z kimś, z kim wam nie po drodze. Po trzecie, w innym wątku napisałam, że egoizm nie oznacza życia tak jak się chce, tylko oczekiwanie od innych, że będą żyli tak jak my chcemy. A ty właśnie chcesz narzucać kobiecie swoją wizję życia. Nie chcesz się chajtać - okej, ale nie masz prawa żądać, żeby ona dla twojej wygody rezygnowała z czegoś, co dla niej ważne. I naprawdę nie ma znaczenia, czy ślub to gwarancja czegokolwiek, czy tylko jasełka w kościele. Ważne jest to, że ona tego potrzebuje albo po prostu ma na to ochotę. Skoro nie chcesz albo nie możesz tej potrzeby lub ochoty zaspokoić, nie możesz oczekiwać kontynuacji tej relacji. Innymi słowy, nie chcesz dać, nie możesz brać.
                  • zalosny.jestes Problem polega na tym, że ślub to branie a nie 03.12.11, 21:13
                    dawanie. Dawanie jest wtedy, kiedy wstaje rano i robię jej śniadanie, dawanie jest wtedy kiedy wyciskam siódme poty na siłowni, bo wiem, że lubi jak dobrze wyglądam, dawanie jest wtedy, gdy kobieta budzi się rano a na łóżku leża kwiaty. Te mecze to był przykład. Nie potrafię tego jaśniej wytłumaczyć (osobiście sport w sensie oglądania zupełnie mnie nie grzeje). Może jeszcze inaczej spróbuję...jestem zwolennikiem naturalnych mechanizmów regulujących relacje (nie tylko międzyludzkie) i dlatego uważam, że wszelkie umowy gwarantujące komukolwiek cokolwiek eliminują konieczność starania się. Wyobraź sobie, że masz fabrykę samochodów. Podpisujesz kontrakt z Chińczykami, że kupią od Ciebie każdą ilość bez względu na jakość. Będziesz dbać dalej o tę jakość, czy skupisz się na zysku?
                    • ka-mi-la789 Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 03.12.11, 22:04
                      zalosny.jestes napisał:

                      > dawanie. Dawanie jest wtedy, kiedy wstaje rano i robię jej śniadanie, dawanie j
                      > est wtedy kiedy wyciskam siódme poty na siłowni, bo wiem, że lubi jak dobrze wy
                      > glądam, dawanie jest wtedy, gdy kobieta budzi się rano a na łóżku leża kwiaty.

                      A ja na przykład wolałabym, żebyś załatwił mi parę trudnych urzędowych spraw. Podejrzewam, że większość innych bab też, bo, widzisz, jeżeli kobieta (zdrowa na umyśle, nie masochistka i cierpiętnica) szuka chłopa, to po to, żeby jej było łatwiej żyć niż samej. Idziesz na to, czy tanie gesty w rodzaju roślin na poduszce i bezmyślnego machania łapami w siłowni to wszystko, na co cię stać?

                      > Może jeszcze inaczej spróbuję..
                      > .jestem zwolennikiem naturalnych mechanizmów regulujących relacje (nie tylko mi
                      > ędzyludzkie) i dlatego uważam, że wszelkie umowy gwarantujące komukolwiek cokol
                      > wiek eliminują konieczność starania się.

                      W dzisiejszych czasach ślub niczego nie gwarantuje. To po pierwsze. Po drugie, starania też nie są gwarancją czegokolwiek - świat jest pełen starających, którzy pewnego dnia dostali ostrego kopa. Po trzecie, jak ty zamierzasz "się starać"? Bo na razie wysuwasz tylko roszczenia jak Lepper (niech mu ziemia lekką będzie) na blokadzie.
                      • zalosny.jestes Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 03.12.11, 22:36
                        ka-mi-la789 napisała:

                        > A ja na przykład wolałabym, żebyś załatwił mi parę trudnych urzędowych spraw. P
                        > odejrzewam, że większość innych bab też, bo, widzisz, jeżeli kobieta (zdrowa na
                        > umyśle, nie masochistka i cierpiętnica) szuka chłopa, to po to, żeby jej było
                        > łatwiej żyć niż samej. Idziesz na to, czy tanie gesty w rodzaju roślin na podus
                        > zce i bezmyślnego machania łapami w siłowni to wszystko, na co cię stać?

                        Czyli jednak konformizm. Dzięki i za to. Mogę załatwić te sprawy bez problemu, ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, aby był to powód wiązania się z kimkolwiek. Różnice w widzeniu świata chyba jednak skazują mnie na samotność... :-(
                        Nie! Nie idę na to....

                        > W dzisiejszych czasach ślub niczego nie gwarantuje. To po pierwsze. Po drugie,
                        > starania też nie są gwarancją czegokolwiek - świat jest pełen starających, któr
                        > zy pewnego dnia dostali ostrego kopa. Po trzecie, jak ty zamierzasz "się
                        > starać"? Bo na razie wysuwasz tylko roszczenia jak Lepper (niech mu ziemia lek
                        > ką będzie) na blokadzie.

                        Jakie roszczenie wysuwam? Słucham...
                        • ka-mi-la789 Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 03.12.11, 22:55
                          zalosny.jestes napisał:

                          > Czyli jednak konformizm.

                          ???

                          Dzięki i za to. Mogę załatwić te sprawy bez problemu,
                          > ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, aby był to powód wiązania się z kimkol
                          > wiek.

                          Widzisz, życie nie składa się z kwiatków na poduszce i siłowni. Życie to właśnie sprawy urzędowe, zakup i remonty domu, przeglądy samochodu, odprowadzanie dzieci do szkoły, gotowanie posiłków i sto tysięcy innych rzeczy, do których kwiatki są tylko dodatkiem. Miłym, ale nie zastępującym rzeczy wyżej wymienionych.

                          > Różnice w widzeniu świata chyba jednak skazują mnie na samotność... :-(

                          To dobrze, żadna kobieta nie straci przez ciebie kawałka życia i kupy nerwów.

                          > Nie! Nie idę na to....

                          To nie miej pretensji, że jesteś sam.

                          > Jakie roszczenie wysuwam? Słucham...

                          A kto żąda "starania się" (cokolwiek to oznacza), obiecując w zamian - uwaga, uwaga - że będzie chodził na siłownię? Kto ma pretensje do kobiety, że nie chce dla jego wygody i infantylnego oglądu świata rezygnować z zaspokojenia swoich potrzeb? Kto ma pretensje, że świat nie chce go uznać za swój pępek, a życie nie wygląda jak harlekin? Nikt z wypowiadających się w tym wątku, oprócz ciebie.
                    • chomsterek Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 03.12.11, 23:16
                      Po 1., zawarcie małżeństwa niczego nie gwarantuje, bo nie jest ono dane raz na zawsze i można je przecież rozwiązać. Po 2., już sam staż związku może wpłynąć na to, że partnerzy osiądą na laurach i przestaną się starać. Tak naprawdę nigdy nie ma się gwarancji, że życie ułoży się po naszej myśli. Teraz nosisz kwiaty, biegasz na siłownię, a jutro możesz znaleźć się w takiej sytuacji, że - dajmy na to - nie będzie cię na to stać. Czy to znaczy, że przestaniesz być "pełnowartościowym" partnerem, bo przestaniesz dawać i relacja się rozpadnie, bo załamią się dotychczasowe "naturalne mechanizmy" które ją regulowały?
                      • zalosny.jestes Dotknąłeś/aś ważnej sprawy. Właśnie w związkach 04.12.11, 07:39
                        chomsterek napisała:

                        >a jutro możesz znaleźć się w takiej sytuacji, że - dajmy
                        > na to - nie będzie cię na to stać. Czy to znaczy, że przestaniesz być "pełnowa
                        > rtościowym" partnerem, bo przestaniesz dawać i relacja się rozpadnie, bo załami
                        > ą się dotychczasowe "naturalne mechanizmy" które ją regulowały?

                        gdzie kobiety traktują seks jako towar a faceta jako dostarczyciela zasobów, pomoc domową i kogoś dzięki komu łatwiej przejść przez życie często bywa tak, że facet np po wypadku będący kaleką zostaje na lodzie, bo przecież ona jest jeszcze młoda i ma prawo ułożyć sobie życie. Nawet jak zostaje, to z czystej litości i taki facet staje się piątym kołem u wozu, złem koniecznym. Nie twierdzę, że z facetami zawsze jest inaczej, ale jeżeli związek jest oparty na wyrachowaniu (a traktuje to w ten sposób większość kobiet - posty na forum tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu) to w takim wypadku w prostej linii będzie zmierzał do takiego rozwiązania.
                        • chomsterek Re: Dotknąłeś/aś ważnej sprawy. Właśnie w związka 04.12.11, 11:19
                          Sam poniekąd wpisujesz się w ten schemat, oczekując że związek będzie nieustającą wymianą. Chcąc nie chcąc, sprowadzasz wspólne życie do ekonomii i przeliczania - kto daje więcej, kto mniej i czy układ jest w związku z tym sprawiedliwy (tj. czy się... opłaca). Nie ma znaczenia, czy na myśli masz inwestycję uczuciową czy też finansową, bo to nadal jest zwykła kalkulacja. Dalszą część pominę milczeniem - chcesz wierzyć, że komentarze na forach w sposób wymierny przekładają się na rzeczywistość? To sobie wierz ;-)
                    • erillzw Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 03.12.11, 23:37
                      Pier.olisz jak potluczony. Slub nie ma absolutnie nic do rzeczy jesli masz do czynienia z egoista ktory chce tylko brac. Czy bedzie mial papier czy nie i tak bedzie brac bo taka jest jego natura. Tego nie rozumiesz. Utozsamiasz czyis egoizm ktorego nie zuwazyles wczesniej z aktem malzenstwa co jest najwieksza bzdura jaka mozna napisac. To nie malzenstwo jest problemem ale Twoja decyzja o zwiazku z kims kto potrafil brac i Cie wykorzystac.
                    • kwieto Re: Problem polega na tym, że ślub to branie a ni 05.12.11, 13:52
                      > Wyobraź sobie, że masz fabrykę samocho
                      > dów. Podpisujesz kontrakt z Chińczykami, że kupią od Ciebie każdą ilość bez wzg
                      > lędu na jakość. Będziesz dbać dalej o tę jakość, czy skupisz się na zysku?

                      Jeśli mi zależy na jakości, nie podpisuję kontraktu z Chińczykami, proste.
                      Szukam sobie innego partnera, dla którego owa jakość będzie równie ważna jak dla mnie.

                      Nie rozumiem po co mam Chińczyków zmuszać, by utrzymywali jakość, skoro oni mają to w d?
                      Masochistą jestem?
                • erillzw Re: No to jeszcze inaczej. Zależy mi, żeby moja 03.12.11, 23:33
                  To jest ciekawostka. O ile jestes w stanie zrozumiec to, ze zmuszanie Cie do slubu jest czyms wbrew Tobie i twoim potrzebom tak za nic nie jestes w stanie pojac, ze zmuszanie kobiety do rezygnacji z potrzeby zawarcia malzestwa jest dokladnie takim samym dzialaniem wbrew potrzebom. To Tobie malzenstwo jest niepotrzebne, to Ty nie chcesz sie zenic i to TY oczekujesz, ze nikt Ci nie bedzie na to naciskal i majac focha o to, ze ktos to robi; ale pojac ze dokladnie takie same emocje sa po drugiej stronie to ciezko, oj ciezko..
                  • zalosny.jestes Rezygnacja z potrzeb małżeństwa? Jezus Maria... 04.12.11, 07:45
                    jak ja mam to tłumaczyć? Nie można zrezygnować z czegoś czego nie ma! Kolejny przykład. Są dwa kubki na stole. Jeden nie chce od drugiego NIC poza tym, żeby ten był obok. Drugi za to chce, żeby ten spadł ze stołu bo on odczuwa taką potrzebę i jeszcze ma pretensje o to, że ten drugi nie chce skoczyć. Przecież on ma taką potrzebę!!! Co jest idea bycia blisko dwóch osób? Zasrany papier czy bliskość? Wyrachowanie czy miłość? Dawanie czy branie? Nie wiem jak jaśniej mam to tłumaczyć, bo widzę, że większość kobiet tkwi w kanonach życia przekazanych przez społeczeństwo i za Chiny ludowe nie chce spojrzeć na świat w sposób pozbawiony postawy roszczeniowej.
                    • erillzw Re: Rezygnacja z potrzeb małżeństwa? Jezus Maria. 04.12.11, 14:42
                      zalosny.jestes napisał:

                      > jak ja mam to tłumaczyć? Nie można zrezygnować z czegoś czego nie ma! Kolejny p
                      > rzykład. Są dwa kubki na stole. Jeden nie chce od drugiego NIC poza tym, żeby
                      > ten był obok. Drugi za to chce, żeby ten spadł ze stołu bo on odczuwa taką potr
                      > zebę i jeszcze ma pretensje o to, że ten drugi nie chce skoczyć. Przecież on ma
                      > taką potrzebę!!! Co jest idea bycia blisko dwóch osób? Zasrany papier czy blis
                      > kość? Wyrachowanie czy miłość? Dawanie czy branie? Nie wiem jak jaśniej mam to
                      > tłumaczyć, bo widzę, że większość kobiet tkwi w kanonach życia przekazanych prz
                      > ez społeczeństwo i za Chiny ludowe nie chce spojrzeć na świat w sposób pozbawio
                      > ny postawy roszczeniowej.
                      >

                      Nie no porownanie destrukcyjnej potrzeby dwoch martywhc przedmiotow do zwiazkow.. brawo..
                      To ja teraz sprobuje na podobnym poziomie.
                      Wyobraz sobie, ze chcesz isc zrobic kupe. Ale Twoj partner Ci an to nie pozwala bo ona ma traume zwiazana z robieniem kupy i ma focha o to, ze w ogole przyszlo Ci do glowy ja zrobic bo rpzeciez od poczatku mowil, ze on nie chce miec z ta czynnoscia nic wspolnego. Kumasz juz roznice miedzy potrzebami i absurdalnym jednostronnym rzadaniem by tylko jedna strona miala prawo je miec czy nie?
                      • zalosny.jestes Re: Rezygnacja z potrzeb małżeństwa? Jezus Maria. 04.12.11, 17:20

                        > To ja teraz sprobuje na podobnym poziomie.
                        > Wyobraz sobie, ze chcesz isc zrobic kupe. Ale Twoj partner Ci an to nie pozwala
                        > bo ona ma traume zwiazana z robieniem kupy i ma focha o to, ze w ogole przyszl
                        > o Ci do glowy ja zrobic bo rpzeciez od poczatku mowil, ze on nie chce miec z ta
                        > czynnoscia nic wspolnego. Kumasz juz roznice miedzy potrzebami i absurdalnym j
                        > ednostronnym rzadaniem by tylko jedna strona miala prawo je miec czy nie?

                        Przykład do doopy ;-) Aby pójść zrobić koopę, nie muszę angażować drugiego człowieka, aby się z kimś ożenić, to zaangażowanie drugiej strony jest konieczne. Kumasz różnicę? Nie ma nic przeciwko realizacji czyichś nawet najbardziej szalonych planów jeżeli nie wymagają one zaangażowania nikogo poza autorem pomysłu. Jeżeli do ich realizacji potrzebny jest ktoś drugi, to albo ta osoba się na to zgadza i wszyscy są szczęśliwi albo pomysłodawca powinien zrozumieć, że ten drugi tego nie chce i nie wolno go do tego zmuszać.
                    • ka-mi-la789 Re: Rezygnacja z potrzeb małżeństwa? Jezus Maria. 04.12.11, 15:22
                      Najbardziej roszczeniowy to ty tu jesteś.
                      • zalosny.jestes O taaak.... 04.12.11, 17:22
                        ka-mi-la789 napisała:

                        > Najbardziej roszczeniowy to ty tu jesteś.

                        Określ moje roszczenia w takim razie.
                        • ka-mi-la789 Re: O taaak.... 04.12.11, 17:34
                          zalosny.jestes napisał:

                          > Określ moje roszczenia w takim razie.

                          Zrobiłam to już w którymś poście wyżej. Nawiasem mówiąc, skoro nie zdajesz sobie sprawy z własnego postępowania (a chyba tak jest, skoro to ja mam ci uświadamiać, co robisz), to gabinet lekarza jest dla ciebie właściwym miejscem, a nie forum.
    • poezja_smaku Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 14:03
      Wiesz co, rzeczywiscie załosny jestes. Jeżeli trafiasz na takie kobiety, ktore próbują Cie zaciagnac do ołtarza, to jedynie oznacza, że Ty dajesz im nadzieje na to, że tak bedzie. Po prostu wysylasz bledne sygnaly. Byc moze robisz to specjalnie, po to aby jakas desperatka sie nabrala, bo nie jestes w stanie w inny sposób zainteresowac jakies kobiety:P
      • zalosny.jestes Nie zgodzę się. Na początku jest ekstra, dopiero 03.12.11, 14:16
        jak te dziewczyny zorientują się jak żyję, jakim człowiekiem jestem, jak się staram, dbam itp. to nagle włącza im się lampka pod tytułem ślub. To, że żałosny jestem, to ustaliłem już wcześniej.
        • poezja_smaku Re: Nie zgodzę się. Na początku jest ekstra, dopi 03.12.11, 14:28
          a jak zyjesz?;) chodzisz na glowie?;) starasz się? dbasz?;) a zale wylewasz na forum...
          ładnie, dziekuje za takiego faceta...który z kobieta nie potrafi rozmawiac...

      • facettt bajki 03.12.11, 14:56
        bajki. przeciez wiekszosci chodzi o jedno. i pan wpada tylko w srednia statystyczna.

        jezeli sie jest obliczalnym, solidnym, przyzwoicie sie wyglada itd... to 80 - 90 % kobiet
        same sobie koduja w glowkach , ze ow pan na "ojca dzieciom" sie nadaje.

        i nie trzeba nadawac zadnych "falszywych" sygnalow, gdyz to kobiety same sobie tworza interesujacy je obraz przyszlosci.

        co - moze mialby co dzien powtarzac, z przez najblizsze 2 lata slubu nie planuje ?
        • poezja_smaku Re: bajki 03.12.11, 15:26
          Z facetami jest podobne, pierwsze, drugie spotkanie i już planują co będzie za pół roku...nie rozumiem za bardzo tego wielkiego halo ze ślubem. Jeżeli kobieta jest atrakcyjna, zarabia powyżej średniej, to do czego potrzebny jej ślub? Tutaj inne czynniki decydują o ślubie, a nie jedynie oparcie finansowe.
          • facettt oczywiscie, ze tak :) 03.12.11, 16:26
            poezja_smaku napisała:
            Tutaj inne czynniki decydują o ślubie, a nie jedynie oparcie finansowe.


            Oczywiscie, ze tak. Przeciez o finansach ni slowem nie wspomnialem.
            A zadawalem sie glownie z kobietami "po szkolach", z dobra praca i niezla przyszloscia zawodowa. Moze jestem wyjatkiem, ale malzenstwo mnie nigdy nie interesowalo, bo... interesowaly mnie kobiety... :)
            A wlasna zona (czy stala partnerka) w uprawianiu tego hobby bardzo przeszkadza :)
            Nie mam tez pretensji, ze kobieta w wieku lat 30-tu marzy o stabilizacji, dzieciach i rodzinie.
            Wliczalem to dazenie w koszty mojej dzialalnosci. No ale kazde hobby cos kosztuje... :)
            • poezja_smaku Re: oczywiscie, ze tak :) 03.12.11, 19:59
              Znam 3 mężczyzn, którzy twierdzili to samo, wszyscy juz po slubie. Schemat był taki, że każdy z nich mieszkał z panną przez kilka lat, one nalegały na ślub, oni twierdzili, że to nie dla nich. Po czym pierwszy znalazł sobie rozwódke z dzieckiem i rok później byli juz po ślubie, drugi wzial slub 3 m-ce po poznaniu nowej panny, trzeci w Meksyku, również w dość krótkim czasie. Tak więc ja twierdze, że to zależy od naszego przekonania w stosunku do drugiej osoby. Sama do tej pory nie chciałam ślubu, ale nie dlatego, że mam coś przeciwko, tylko z powodu tego, że zawsze mi coś w tej drugiej osobie nie pasowało. Ostatni facet dał mi rok na zastanowienie się, licząc od pierwszej rozmowy o ślubie. Efekt był taki, że im bliżej było do końca tego roku tym większego miałam stracha i więcej frustracji. Przeszło mi jak się rozstaliśmy.
              • facettt Re: oczywiscie, ze tak :) 03.12.11, 20:54
                znam ten bol :)
                tez w koncu uleglem naciskom.
                zupelnie niepotrzebnie.
                ale jak ma sie 30 lat, to juz sie mysli, ze nic lepszego sie nie trafi.

                a najciekawsze w zyciu kobiety poznalem dopiero po slubie :)
                • poezja_smaku Re: oczywiscie, ze tak :) 03.12.11, 22:21
                  Ja akurat niedawno skonczyłam 30. Nie czuje żadnego nacisku:), a wrecz przeciwnie dopiero teraz chwyciłam wiatr w żagle ;). Będzie więc co ma być, w kazdym razie sadze, ze jak spotkam to wlasciwą osobę, to nie będę musiala się w ogóle zastanawiać:)
    • six_a Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 14:18
      nie wybierać kobiet, które marzą o dzidziusiu i mężu.
      • akle2 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 18:20
        To wtedy nie miałby zbytnio w kim wybierać.
        Ja nie rozumiem, z czym on ma problem? Chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko.
        Mówi się otwarcie tej pani, że nie mogą być razem, bo jest to sprzeczne z jego światopoglądem i żenić się nie ma zamiaru z nikim do końca życia. I już.
        Pani wówczas będzie miała czas i szansę (no bo jak tu się umawiać z innymi, skoro się jest "w związku" z jednym?) na pokochanie kogoś innego. Myślę, że oboje byliby wówczas zadowoleni. I on, bo byłby sam i ona, bo jej nowy związek by do czegoś prowadził.
        • zalosny.jestes A możesz mi wyjaśnić kto je to ciastko albo 03.12.11, 21:16
          inaczej, kto w Twoim punkcie widzenia jest ciastkiem a kto pożeraczem owego ciastka? Zawsze sądziłem, że związek to partnerstwo a w tym przykładzie to widzę (zakładam), że pani jest towarem, który jak pan chce zjeść to musi za to zapłacić (w tym wypadku ślubem). Czy to nie jest pewna forma prostytucji? Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, więc proszę tu nie ciosać kołków, tylko wytłumaczyć w razie co ...
        • six_a Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 21:33
          nie rozumiem. sugerujesz, że nie ma kobiet, które nie chcą mieć dzieci albo może już mają i nie są zainteresowane?
          • zalosny.jestes Problem polega na tym, że nie mogę takich spotkać. 03.12.11, 21:35
            six_a napisała:

            > nie rozumiem. sugerujesz, że nie ma kobiet, które nie chcą mieć dzieci albo mo
            > że już mają i nie są zainteresowane?

            Ktoś tu zasugerował, ze należy zainteresować się rozwódką z dzieckiem i być może jest to jakiś pomysł. Pytanie, czy taka pani po pewnym czasie nie zacznie jednak powtarzać mantry...
    • facettt Takie sa baby, Dobry Czlowieku :) 03.12.11, 14:47
      A przynajmniej 90 % z nich.
      I nic na to nie poradzisz. Lawirowac sie da, ale do czasu.
      Mnie tez kilka rzucilo (ja zadnej) , gdy zorientowaly sie, ze do slubu mi sie nie spieszy.
      A Niektore byly naprawde warte nie tylko grzechu, ale i malzenstwa.

      Ale jak nie masz na to ochoty - to niewarto sie zmuszac, bo potem zaczyna sie meka.
      Nie ma tu dobrego wyjscia. Jednak rozstanie jest mniej rujnujace psychicznie,
      niz niechciane malzenstwo.
      • zalosny.jestes To prawda, ale miałem nadzieję, że nie wszystkie 03.12.11, 14:49
        są takie same. Przeliczyłem się. Jak zwykle :-(
        • kiszczynska prymitywny 03.12.11, 16:02
          jak ten blog, o ktorym piszesz. Nic dziwnego, ze poprzednia cie ozsrtawila...
          UCIEKAĆ!
          • zalosny.jestes To co? Zmieniać login na prymitywny.jestes? 03.12.11, 17:47
            Do tej pory byłem żałosny, teraz jeszcze prymitywny ;-)
    • asasada Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 16:35
      ja bym wprost wyjaśniła, że ja nie chce Ty chcesz więc szukajmy gdzie indziej. To częsty problem w związkach bo jedno chce a drugie nie i się czają, coś wymuszają a przecież nie o to chodzi. Chodzi o to,żeby ludzie dobierali się tak,żeby mieli podobne plany na życie. Powiedziałabym jej na Twoim miejscu, że nie chcesz ślubu a jak ona tak to jak to sobie wyobraża dalej. ja akurat chciałabym kiedyś ślubu ale też nie miałabym facetowi za złe gdyby on nie chciał bo każdy ma wybór tylko chciałabym wiedzieć czy on chce czy nie bo po jakimś czasie mogłabym się poczuc oszukana.
      • mesz Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 16:53
        a właściwie dlaczego tak bardzo nie chcesz sie ożenić? Masz przykre doświadczenia związane ze ślubem? Nie trzeba zakładać, że z kolejnym będzie tak samo... Jest mnóstwo małżeństw szczęśliwych i pewnie tyle samo nieudanych. Dalczego z góry zakładasz, że Twoje będzie to drugie?
        Myślę, że nigdy się nie ma 100% pewności, że to TA osoba, zwłaszcza kiedy się jest w pewnym wieku, z bagażem doświadczeń. Ale ludzie ryzykują. Zakładaja, że skoro się kochają, mają podobne spojrzenie na życie, na przyszłość, to może sie udać - i biorą ślub :-)

        Wiosną wychodzę za mąż. Nie mogłabym żyć z kimś bez ślubu. To mnie w jakiś sposób zjednoczy z narzeczonym:-) Religia jest dla mnie istotna i dzieci - chcę urodzić dziecko, które będzie miało rodziców będących małżeństwem. Gdyby narzeczony nie chciał nigdy brać ślubu, prawdopodobnie nie bylibyśmy razem. Dla kobiety - mówię o sobie - małżeństwo to swojego rodzaju bezpieczeństwo, pewność. Wiem, ze może sie nie udać i że mąż i tak w każdej chwili może mnie zdradzic czy odejść i kwestia ślubu niewiele ma tu do rzeczy. Jednak wiedząc, że chce sie ze mną ożenić,żebym była mamą jego dzieci, nie mam wątpliwości,że jestem dla niego TĄ kobietą.
        Może moje podejście jest nieco naiwne, ale w 100% rozumiem kogoś, komu zależy na ślubie.
    • akle2 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 17:03
      Jest na prawdę prosty sposób: przestań się z nią spotykać. A dla seksu korzystaj z przybytków.
      • zalosny.jestes Ale ja nie jestem z nią dla seksu.... 03.12.11, 17:48
        Skąd ten wniosek?
        • akle2 Re: Ale ja nie jestem z nią dla seksu.... 03.12.11, 18:03
          Seks jest normalnym etapem dla ludzi, którzy chcą byc razem.
          Wobec tego co was łączy? Jesteście sąsiadami? Kumplami? Znajomymi? Ona sobie coś uroiła? Jest Twoją psychofanką i zadręcza Cię swoja osobą podczas gdy sama jest Ci obojętna? Śledzi Cię? Spamuje? Musi być jakaś definicja.
          Ja powtarzam: jeśli nie odpowiada Ci wizja życia zapropnowana przez tą... znajomą, to zerwij wszystkie kontakty i po prostu daj jej szansę na założenie rodziny. Niekoniecznie z Tobą.
          • moniapoz Re: Ale ja nie jestem z nią dla seksu.... 03.12.11, 18:21
            ale jest przecież możliwość założenia rodziny bez brania ślubu (nie ładnie w języku polskim nazywa się to konkubinatem) - i o to Żałosnemu chodzi przecież, bo on się patologicznie tej instytucji małżeństwa boi, z tego co się zorientowałam :)
            ma takie prawo przecież ....z tym, że dziwi mnie, że ciągle trafia na takie kobiety które mimo, że na początku znajomości są przez niego informowane, że on nie chce się żenić tylko mieć związek wolny/ partnerski, to one namolnie po jakimś czasie chcą jednak tego ślubu i stabilizacji małżeńskiej :)
            no coś musisz mieć problemy z komunikacją Żałosny :))

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • akle2 Re: Ale ja nie jestem z nią dla seksu.... 03.12.11, 18:42
              Dzidziusie także budzą w nim wstręt, więc chyba nie chodzi mu o rodzinę w żadnej postaci. Seksu też się wypiera, więc ja już, nie wiem, o co mu chodzi. Wytłumaczenie może być następujące: małżeństwo - tak, seks - tak, dziecko -tak... ale nie z TOBĄ, bo Ty nie jesteś TĄ, na którą czekam.
              Tym prędzej kobita powinna się ewakułować :)
              • zalosny.jestes Warunkiem posiadania potomstwa jest ślub? 03.12.11, 21:25
                akle2 napisała:

                > Dzidziusie także budzą w nim wstręt, więc chyba nie chodzi mu o rodzinę w żadne
                > j postaci. Seksu też się wypiera, więc ja już, nie wiem, o co mu chodzi. Wytłum
                > aczenie może być następujące: małżeństwo - tak, seks - tak, dziecko -tak... ale
                > nie z TOBĄ, bo Ty nie jesteś TĄ, na którą czekam.
                > Tym prędzej kobita powinna się ewakułować :)

                Powiedz jej to....jak sam nic z tym nie zrobię to i tak będzie żyła ze mną w tym konkubinacie, tylko że zamieni moje życie (i swoje też) w piekło. Jak jej wytłumaczyć, że kocham ją, chcę z nią być, dzielić swoje życie tylko cholernie boję się, że umowa cywilno-prawna ozuje nas z uczuć a wszystko zamieni na zwykłą wymianę dóbr...
                • kwieto Re: Warunkiem posiadania potomstwa jest ślub? 05.12.11, 14:05
                  > Jak jej wyt
                  > łumaczyć, że kocham ją, chcę z nią być, dzielić swoje życie tylko cholernie boj
                  > ę się, że umowa cywilno-prawna ozuje nas z uczuć a wszystko zamieni na zwykłą w
                  > ymianę dóbr...

                  Normalnie - otwierasz aparat gębowy i mówisz.
            • zalosny.jestes Nie boję się ślubu. Boję się tego co się dzieje po 03.12.11, 21:22
              ślubie.
          • zalosny.jestes Nie już nie rozumiem... 03.12.11, 21:21
            akle2 napisała:

            > Seks jest normalnym etapem dla ludzi, którzy chcą byc razem.

            Oczywiście, że jest, ale nie stanowi treści życia na litość Boską a tak wyglądało z wypowiedzi co do której odpisałem na początku. Pani raczyła sugerować, że jestem z nią dla dupczenia. Idąc dalej...jak chcę dupczyć, to się mam ożenić, albo dać dziewczynie spokój.

            > Wobec tego co was łączy? Jesteście sąsiadami? Kumplami? Znajomymi? Ona sobie co
            > ś uroiła?

            Uczucie. Kocham ją, ona (chyba) kocha mnie. Dbamy o siebie, mamy podobne pasje i zainteresowania. Boje się, że papier to wszystko zniszczy. To wszystko.

            >Jest Twoją psychofanką i zadręcza Cię swoja osobą podczas gdy sama je
            > st Ci obojętna? Śledzi Cię? Spamuje? Musi być jakaś definicja.

            Patrz wyżej. Jej do szczęścia potrzebny jest papier, bo co ludzie powiedzą! Chryste panie kobieta zarabia kupę kasy, jest samodzielna, niezależna, nowoczesne spojrzenie na świat a tu taka kicha! Co mama powie?!

            > Ja powtarzam: jeśli nie odpowiada Ci wizja życia zapropnowana przez tą... znajo
            > mą, to zerwij wszystkie kontakty i po prostu daj jej szansę na założenie rodzin
            > y. Niekoniecznie z Tobą.

            Łatwo powiedzieć. Ona nie odejdzie, bo ja to czuję. Czuję też, że się męczy bo uważa, że powinienem się z nią ożenić. Mam ją uratować i odepchnąć? Dlaczego, skoro poza tym cholernym papierem wszystko gra?
            • majaa Re: Nie już nie rozumiem... 05.12.11, 15:39
              zalosny.jestes napisał:
              > Uczucie. Kocham ją, ona (chyba) kocha mnie. Dbamy o siebie, mamy podobne pasje
              > i zainteresowania. Boje się, że papier to wszystko zniszczy. To wszystko.

              Nie no, bądźmy poważni...Wiara w to, że jakiś "magiczny papierek" rzekomo potrafi wszystko zniszczyć, to jakiś infantylizm... Skąd u Ciebie ten irracjonalny lęk? To ludzie niszczą się wzajemnie i to niezależnie od tego, czy żyją w małżeństwie czy nie. Jeśli trafisz na osobę nieszczerą, wyrachowaną, próbującą coś "ugrać" Twoim kosztem, to nie pomoże Ci nawet brak tego "papierka", bo i tak prędzej czy później zrobi Cię na szaro.
              • kwieto Re: Nie już nie rozumiem... 05.12.11, 18:03
                > Nie no, bądźmy poważni...Wiara w to, że jakiś "magiczny papierek" rzekomo potra
                > fi wszystko zniszczyć, to jakiś infantylizm... Skąd u Ciebie ten irracjonalny l
                > ęk?

                Bo on zakłada, że związek to nie jest dwoje ludzi, którzy uznali że razem jest im fajniej niż osobno, ale ciężka harówa polegająca na "staraniu się".
                I boi się, że glejt pt. "akt ślubu" sprawi, że druga strona odmówi tej ciężkiej harówy.
    • dorotajank Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 17:33
      Szkoda czasu na ch...a co sie tylko buja. !!!!
    • enith Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 18:02
      Nie wierzę, że po tym, jak chwyciłeś swoją panią za dłonie, spojrzałeś jej prosto w twarz i powiedziałeś: NIE INTERESUJE MNIE MAŁŻEŃSTWO Z TOBĄ, twoja pani nadal truje ci dupę. Jeśli tak jest, jest albo głupia albo głucha, albo jedno i drugie. Chcesz być z głupią i głuchą babą?
      • zalosny.jestes Powiedziałem trochę inaczej.... 03.12.11, 21:28
        enith napisała:

        > Nie wierzę, że po tym, jak chwyciłeś swoją panią za dłonie, spojrzałeś jej pros
        > to w twarz i powiedziałeś: NIE INTERESUJE MNIE MAŁŻEŃSTWO Z TOBĄ, twoja pani na
        > dal truje ci dupę. Jeśli tak jest, jest albo głupia albo głucha, albo jedno i d
        > rugie. Chcesz być z głupią i głuchą babą?

        Kocham Cię i czuję, że chce się z Tobą zestarzeć. Jesteś wspaniałym człowiekiem, ale nie chcę się z Tobą żenić. Boje się, że to wszystko między nami popsuje. I co Ty na to?
        • enith Re: Powiedziałem trochę inaczej.... 03.12.11, 22:12
          A co za różnica, co ja na to? Pytanie, co twoja pani na to? Zgodziła się z tobą czy nie?

          Ja spierdzielałabym w podskokach od partnera, który NIE SŁUCHA tego, co do niego mówię, bo do tego sprowadza się twój problem: twoja partnerka ma w dupie twoje zdanie na temat małżeństwa. Wie lepiej, czego TY chcesz, a twoja opinia się nie liczy. Ch...owo i to na tyle, że czas zwijać żagle i poszukać kobiety, która będzie szanować ciebie, twoje opinie i twój pomysł na życie.
          • zalosny.jestes Chyba masz rację. Problem w tym, żeby to był NASZ 03.12.11, 22:38
            pomysł na życie. Nie jej, nie mój tylko nasz...mam szanse?
            • enith Re: Chyba masz rację. Problem w tym, żeby to był 03.12.11, 23:12
              Uwaga, to twoja pani zmieniła zasady gry w połowie meczu. Najpierw brak ślubu jej nie przeszkadzał, a teraz dąży do niego za wszelką cenę, wybitnie wbrew tobie. Pytasz, czy masz szansę? Tak, jeśli się ugniesz i weźmiecie ten cholerny ślub. Pozostaje pytanie, na czym ci bardziej zależy: na tej kobiecie czy na pozostawaniu nieżonatym. Trzeciej opcji, niestety, nie masz.
    • lonely.stoner Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 18:25
      dla mnie rozwiazanie jest proste: rozstan sie z ta kobieta i poszukaj takiej ktora slubu nie chce i nie ma planow na slub. Takie kobiety tez istnieja, po co sie pakujesz w zwiazki z kobietami ktore chca wychodzic za maz skoro ty nie chcesz?? a jesli tak bardzo ci zalezy akurat na tej realcji to sie ozen i juz, rozwod tez mozna latwo dostac w sumie. Podpisz intercyze jakas i tyle.
      • headvig Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 20:31
        znałam tylko jedną taką, chodziła z facetem 10 lat, ale nigdy to przenigdy mieli nie brać ślubu. pewnego dnia dostaję maila z informacją, że jedzie do meksyku w podróż poślubną :)
        każda prędzej czy później chce wyjść za mąż, może nie koniecznie mieć dzieci, ale męża tak :)
        • lonely.stoner Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 20:52
          a mi sie wydaje ze w sporej czesci takich przypadkow albo oboje ulegaja naciskom rodziny albo po prostu dojrzewaja do takiej decyzji. Po 10 latach bycia razem to raczej wspolna decyzja niz nagla zmiana u jednego z partnerow 'bo tak'. Znam sporo par ktore zyja bez slubu i nie chca slubu ( chociaz w moim otoczeniu to moze byc, moze za pare lat sie faktycznie zmienic?). Kto szuka ten znajdzie :)
        • zalosny.jestes Ale skąd to się bierze? 03.12.11, 21:31
          Nadal nie ma jasnej odpowiedzi? Czy presja otoczenia jest aż tak silna, że można zrezygnować ze związku z kimś naprawdę wartościowym tylko dlatego, że ten ktoś nie wierzy we wszelkie regulacje czegokolwiek co powinno się regulować naturalnie?
          • voldenuit1 Re: Ale skąd to się bierze? 04.12.11, 00:58
            Jeżeli ten człowiek obawia się, że kobieta, którą kocha, diametralnie się zmieni po ślubie, gdyż jej cele zostały osiągnięte, to tym samym daje świadectwo swojego braku zaufania do tej kobiety. Moim zdaniem to jest powód do rozstania dla osób, dla których zaufanie jest fundamentem bliskości.
            • zalosny.jestes Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 04.12.11, 07:49
              pozbawiony wszelkich wątpliwości niczym wszyscy wokół na zasadzie "jakoś to będzie". Rozumiem, że jak kolega powie Ci, że Twoja kobieta/mężczyzna przyprawia Ci rogi to pełen dobroci i zaufania z uśmiechem na twarzy odpowiesz, że to nie prawda i pójdziesz do pracy?
              Ludzka natura jest stworzona do tego by kłamać, kombinować, kręcić. Tylko silne jednostki są w stanie nad tym zapanować. Jakieś mam dziwne przekonanie, że kobiet będących w tej grupie jest mało...
              • chomsterek Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 04.12.11, 11:40
                Twój problem polega na tym, że negatywne doświadczenia wyniesione z relacji z jedną kobietą, rozciągasz automatycznie na całą populację. Skoro eks okazała się niegodna zaufania, to znaczy że wszystkie kobiety takie są. Eks zaniedbała się po ślubie = wszystkie się zaniedbują.
                Sęk w tym, że choć ten hołubiony przez ciebie stereotyp rzeczywiście zwalnia z konieczności myślenia i analizowania każdego przypadku z osobna, to jednocześnie znacznie zubaża twój ogląd rzeczywistości i relacje, jakie nawiązujesz z płcią przeciwną. Sam zapędzasz się w przysłowiowy kozi róg wszędzie wietrząc podstęp i oszustwo, kalkulując czy przypadkiem za dużo nie inwestujesz w związek i czy druga strona nie zyskuje zbyt wiele.
              • erillzw Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 04.12.11, 14:43
                zalosny.jestes napisał:

                > pozbawiony wszelkich wątpliwości niczym wszyscy wokół na zasadzie "jakoś to będ
                > zie". Rozumiem, że jak kolega powie Ci, że Twoja kobieta/mężczyzna przyprawia C
                > i rogi to pełen dobroci i zaufania z uśmiechem na twarzy odpowiesz, że to nie p
                > rawda i pójdziesz do pracy?
                > Ludzka natura jest stworzona do tego by kłamać, kombinować, kręcić. Tylko silne
                > jednostki są w stanie nad tym zapanować. Jakieś mam dziwne przekonanie, że kob
                > iet będących w tej grupie jest mało...

                Stary ale nie sadz wszystkich po sobie.
                • zalosny.jestes Tak najprościej... 04.12.11, 17:25
                  erillzw napisała:

                  > Stary ale nie sadz wszystkich po sobie.

                  Pytanie, jakim cudem 30% małżeństw w tym kraju kończy się rozwodem? Większość z powodu zdrad, alkoholizmu itp. Jeżeli co 3 człowiek w tym kraju jest łagodnie mówiąc kombinatorem, to uznawanie tego zjawiska za margines wydaje mi się co najmniej nieostrożne. Nikogo nie osądzam. Chce wiedzieć do czego potrzebny jest kobiecie ślub.
                  • kseniainc Re: Tak najprościej... 04.12.11, 17:29
                    Kobiecie ślub jest potrzebny, by Cię zgodnie z literą prawa wycyckać;-) Zakompleksiona podniesie sobie ślubem ego;-) A potem jeszcze na Tobie zarobi;-
                    )
                    • zalosny.jestes Dziękuję. I to jest konkretna odpowiedź. 04.12.11, 17:32
                      kseniainc napisała:

                      > Kobiecie ślub jest potrzebny, by Cię zgodnie z literą prawa wycyckać;-) Zakompl
                      > eksiona podniesie sobie ślubem ego;-) A potem jeszcze na Tobie zarobi;-
                      > )

                      Czy można jakoś sobie z tym poradzić? Czy zawsze trzeba stracić kobietę, jeżeli nie chce się tańczyć tak jak ona zagra?
                      • kseniainc Re: Dziękuję. I to jest konkretna odpowiedź. 04.12.11, 17:35
                        U mnie co wieczór tańczyłbyś kankana-mam wysoko rozwiniete poczucie humoru, więc musiałbyś wysoko zadzierać nogi;-)
                  • ka-mi-la789 Re: Tak najprościej... 04.12.11, 17:36
                    > Chce wiedzieć do czego potrzebny jest k
                    > obiecie ślub.

                    Żebyś miał się nad czym zastanawiać.
                    • zalosny.jestes Wytrąciłaś mi tym stwierdzeniem wszystkie 04.12.11, 19:26
                      ka-mi-la789 napisała:
                      > Żebyś miał się nad czym zastanawiać.

                      argumenty. Klasyczny przykład "nie bo nie" i tupnięcia nóżką. Kochane jesteście...żeby jeszcze tylko nie było tego parcia na papier. Ech...rozmarzyłem się.
                  • erillzw Re: Tak najprościej... 06.12.11, 14:38
                    zalosny.jestes napisał:

                    > erillzw napisała:
                    >
                    > > Stary ale nie sadz wszystkich po sobie.
                    >
                    > Pytanie, jakim cudem 30% małżeństw w tym kraju kończy się rozwodem? Większość z
                    > powodu zdrad, alkoholizmu itp. Jeżeli co 3 człowiek w tym kraju jest łagodnie
                    > mówiąc kombinatorem, to uznawanie tego zjawiska za margines wydaje mi się co na
                    > jmniej nieostrożne. Nikogo nie osądzam. Chce wiedzieć do czego potrzebny jest k
                    > obiecie ślub.
                    >

                    Rozpatrywałabym to bardziej w kategoriach niedojrzałości i z niej wynikajacej potrzeby oszukiwania osoby bliskiej (rodzicow sie oszukuje, ze idzie sie odrabiac lekcje a pije sie np. w parku). Uproszczenie, ze kazdy rozwiedziony oszukiwal, kombinowal, zdradzal i nie wiem co jeszcze jest strasznie ograniczym pogladem na ta kwestie.
              • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 14:13
                A jak pójdzie do łóżka z innym w sytuacji gdy nie macie ślubu, ale jesteście ze sobą w konkubinacie to to cokolwiek zmienia w kwestii "rogów"?

                Czy może żywisz dziecinną nadzieję, że jeśli się nie ożenisz, to ona nie będzie Cię zdradzać?
                • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 14:19
                  kwieto napisał:

                  > Czy może żywisz dziecinną nadzieję, że jeśli się nie ożenisz, to ona nie będzie
                  > Cię zdradzać?

                  Trudno mówić o zdradzie w sytuacji, gdy nikt nikomu niczego nie obiecywał.
                  • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 14:24
                    No nie wiem ja jestem w związku lojalny i podobnej lojalności oczekuję, niezależnie od formalizacji układu.
                    Innymi słowy jeśli dziewczyna mnie puszcza kantem, będąc ze mną w trwałym związku, to jest to dla mnie taka sama zdrada, jak i w małżeństwie.
                    • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 14:45
                      A w jaki sposób i według jakich kryteriów oceniasz trwałość związku? Czy jesteś w ogóle w stanie podać datę jego rozpoczęcia? I skąd wiesz, że dla niej też jest trwały?
                      • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 15:03
                        > A w jaki sposób i według jakich kryteriów oceniasz trwałość związku?

                        Może nie tyle trwałość, co stopień zaangażowania, który się na tę trwałość przekłada.

                        > Czy jesteś w ogóle w stanie podać datę jego rozpoczęcia?

                        Mniej więcej od momentu gdy padnie słowo "kocham". Oczywiście z obu stron.

                        > I skąd wiesz, że dla niej też jest trwały?

                        Jak wyżej.

                        Hint: O takich rzeczach się po prostu rozmawia, mówi się partnerowi co się czuje (i vice versa).
                        • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 15:10
                          kwieto napisał:

                          > Może nie tyle trwałość, co stopień zaangażowania, który się na tę trwałość prze
                          > kłada.

                          Nic się nie "przekłada". Rozpadają się nawet najbardziej zaangażowane relacje.

                          > Mniej więcej od momentu gdy padnie słowo "kocham". Oczywiście z obu stron.

                          Ja też parę razy słyszałam to śmieszne słówko, parę razy je wypowiedziałam, i co? I gó.... "Trwały związek" przeżywał średnio dwa lata.

                          > Hint: O takich rzeczach się po prostu rozmawia, mówi się partnerowi co się czuj
                          > e (i vice versa).

                          Co się czuje, to jedno; co jest, to drugie, zupełnie inne. Hint: uczucia się zmieniają. A przede wszystkim nie pociągają za sobą żadnych zobowiązań.
                          • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 15:19
                            > Nic się nie "przekłada". Rozpadają się nawet najbardziej zaangażowane relacje.

                            Khem, a czy ktoś tu mówi, że zaangażowanie ma być gwarancją tego, że związek się nie rozpadnie?
                            Bywają związki o zerowym zaangażowaniu, które się nie rozpadają (bo obojgu tak wygodniej).

                            > Ja też parę razy słyszałam to śmieszne słówko, parę razy je wypowiedziałam, i c
                            > o? I gó.... "Trwały związek" przeżywał średnio dwa lata.

                            Khem, to że dziś kocham i jestem zaangażowany nie gwarantuje, że będzie tak za lat 10.

                            > Co się czuje, to jedno; co jest, to drugie, zupełnie inne.

                            Nie rozumiem.

                            > Hint: uczucia się zmieniają.

                            Owszem. Tyle że wtedy się o tym rozmawia (patrz wskazówka z poprzedniego postu)

                            > A przede wszystkim nie pociągają za sobą żadnych zobowiązań.

                            W ten sposób można dojść do wniosku, że małżeństwo też nie pociąga za sobą żadnyc zobowiązań (istnieje instytucja rozwodu), a co za tym idzie, w ogóle nie istnieje coś takiego jak zdrada.
                            Nie kupuję tej filozofii
                            • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 05.12.11, 23:11
                              > Khem, a czy ktoś tu mówi, że zaangażowanie ma być gwarancją tego, że związek si
                              > ę nie rozpadnie?

                              Ty. Napisałeś, że zaangażowania przekłada się na trwałość.

                              > Khem, to że dziś kocham i jestem zaangażowany nie gwarantuje, że będzie tak za
                              > lat 10.

                              Czyli sam sobie zaprzeczasz.

                              > Nie rozumiem.

                              Innymi słowy, to, co czujesz, nie ma najmniejszego znaczenia, bo jutro możesz tego nie czuć. Co zresztą sam stwierdziłeś.

                              > Owszem. Tyle że wtedy się o tym rozmawia (patrz wskazówka z poprzedniego postu)

                              Tobie nie kobieta jest potrzebna, tylko klub dyskusyjny.

                              > W ten sposób można dojść do wniosku, że małżeństwo też nie pociąga za sobą żadn
                              > yc zobowiązań (istnieje instytucja rozwodu),

                              Owszem, pociąga. Podejmujesz te zobowiązania publicznie, przy świadkach. Rozwód nie ma tu nic do rzeczy. Zresztą, konieczność załatwienia tych formalności w przypadku rozpadu małżeństwa to jeszcze jedna różnica w stosunku do "związku", który można skończyć, po prostu odwracając się i trzaskając drzwiami. Albo wysyłając esemes.
                              • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 06:01
                                > Ty. Napisałeś, że zaangażowania przekłada się na trwałość.

                                "Przekłada się na trwałość" a "daje gwarancję że się nie rozpadnie" to dwa nieco różne stwierdzenia, nie uważasz?
                                Regularne przeglądy samochodu przekładają się na jego żywotność. Czy to oznacza, że samochód nigdy się nie zepsuje?

                                > Czyli sam sobie zaprzeczasz.

                                Jak wyżej.

                                > Innymi słowy, to, co czujesz, nie ma najmniejszego znaczenia, bo jutro możesz t
                                > ego nie czuć. Co zresztą sam stwierdziłeś.

                                Wiesz, ludzie się zmieniają, sytuacje się zmieniają. Już lecąc kompletnymi komunałami "nic nie jest wieczne". Ignorowanie tego jest IMO cokolwiek naiwne.
                                Związek opiera się na emocjach, które ze swojej natury są zmienne. Jeśli będę o te emocje dbał, mam większą szansę na to, że związek przetrwa dłużej (vide przykład serwisowanego samochodu).

                                Jeśli szukasz relacji gwarantującej, że się nie zmieni, to kup sobie żółwia lub inne długowieczne zwierzątko.

                                > Tobie nie kobieta jest potrzebna, tylko klub dyskusyjny.

                                Pozwól że sam zadbam o swoje potrzeby.
                                Widzę że Twoje wypowiedzi są na coraz "wyższym" poziomie :")

                                > Owszem, pociąga. Podejmujesz te zobowiązania publicznie, przy świadkach. Rozwód
                                > nie ma tu nic do rzeczy.

                                Owszem ma. Wystarczy się rozwieść, by zobowiązania przestały być zobowiązaniami.
                                Nie mówiąc o tym, że rozwód jest zwykle konsekwencją tego, że owe "zobowiązania" o których mówisz przestały być wypełniane na długo wcześniej.
                                Jak wyobrażasz sobie wymuszenie na kimś wypełniania owych "zobowiązań" jeśli okazał się je mieć w d...? Powoływaniem się na przysięgę małżeńską? Nie żartuj...

                                > Zresztą, konieczność załatwienia tych formalności w p
                                > rzypadku rozpadu małżeństwa to jeszcze jedna różnica w stosunku do "związku", k
                                > tóry można skończyć, po prostu odwracając się i trzaskając drzwiami. Albo wysył
                                > ając esemes.

                                Widzę że mamy totalnie różne podejście nie tylko do tego, czym jest "związek" ale i do elementarnych zasad kultury...


                                • zalosny.jestes Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskusję 06.12.11, 06:58
                                  kwieto napisał:

                                  > Widzę że mamy totalnie różne podejście nie tylko do tego, czym jest "związek" a
                                  > le i do elementarnych zasad kultury...

                                  z tą panią/panem (piszę tak, bo taki poziom agresji raczej jest rzadkością u kobiety). Nie prościej powiedzieć, chcę Cię udupić i trzymać na smyczy pod pozorem ślubu i tego całego goowna? Odrobina uczciwości....odrobina.
                                  • kwieto Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 07:33
                                    > z tą panią/panem (piszę tak, bo taki poziom agresji raczej jest rzadkością u ko
                                    > biety). Nie prościej powiedzieć, chcę Cię udupić i trzymać na smyczy pod pozore
                                    > m ślubu i tego całego goowna? Odrobina uczciwości....odrobina.

                                    Nie, bo ślub implikuje też inne rzeczy.
                                    Np. tak banalne, że jeśli wyląduję w szpitalu, moja partnerka będzie mogła dostać od lekarza informację co mi się stało (konkubina w świetle prawa nie jest członkiem rodziny i nie ma prawa do uzyskania takiej informacji)
                                    Albo takie, że jeśli wpadnę pod samochód, partnerka będzie mogła przejąć moją część majątku.

                                    Każdy ma inne zapatrywania na to, co ów "ślub" ma mu w efekcie dać.
                                    I to również trzeba sobie po prostu wzajemnie wyjaśnić.
                                    • ka-mi-la789 Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 12:45
                                      kwieto napisał:

                                      > Np. tak banalne, że jeśli wyląduję w szpitalu, moja partnerka będzie mogła dost
                                      > ać od lekarza informację co mi się stało (konkubina w świetle prawa nie jest cz
                                      > łonkiem rodziny i nie ma prawa do uzyskania takiej informacji)
                                      > Albo takie, że jeśli wpadnę pod samochód, partnerka będzie mogła przejąć moją c
                                      > zęść majątku.

                                      Zaraz, zaraz, kto parę postów wyżej twierdził, że ślub niczego nie zmienia, nie daje i nie ma sensu? :O.
                                      • kwieto Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 13:39
                                        > Zaraz, zaraz, kto parę postów wyżej twierdził, że ślub niczego nie zmienia, nie
                                        > daje i nie ma sensu? :O.

                                        Nie wiem, ja nie, może Ty?
                                        • ka-mi-la789 Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 19:43
                                          > Nie wiem, ja nie, może Ty?

                                          Noż, kurczę, właśnie nie ja. Duchi?
                                          • kwieto Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 19:57
                                            To Ty się pytasz, zgaduj...
                                            • ka-mi-la789 Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 20:54
                                              Pytanie było retoryczne (tylko nie pytaj, co to znaczy).
                                              • kwieto Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 21:26
                                                Chyba będę musiał, bo wygląda na to, że Twoja definicja nie zgadza się ze słownikową.
                                  • ka-mi-la789 Re: Też to zauważyłem. Proponuję zakończyć dyskus 06.12.11, 12:38
                                    zalosny.jestes napisał:

                                    > z tą panią/panem (piszę tak, bo taki poziom agresji raczej jest rzadkością u ko
                                    > biety).

                                    Baba ma czelność mieć własne zdanie odmienne od zdania jaśnie pana i jeszcze je otwarcie wyrażać. Agresja, panie, chamstwo i ten, no, feminizm. Ale to nieprawda, że faceci boją się inteligentnych kobiet, ani trochę nieprawda.

                                    Nie prościej powiedzieć, chcę Cię udupić i trzymać na smyczy pod pozore
                                    > m ślubu i tego całego goowna? Odrobina uczciwości....odrobina.

                                    Ciebie nie chcę na smyczy ani nigdzie indziej nawet gdyby mi do tego dopłacano. Nawiasem mówiąc, skoro małżeństwo jest beee, to dlaczego zwolennicy relacji kociołapnych domagają się uznania ich przez prawo i przyznania im takich samych uprawnień jakie mają małżeństwa?
                                    • zalosny.jestes Każdej z Was wydaje się, że jest wyjątkowa.... 06.12.11, 21:27
                                      ka-mi-la789 napisała:

                                      > Baba ma czelność mieć własne zdanie odmienne od zdania jaśnie pana i jeszcze je
                                      > otwarcie wyrażać. Agresja, panie, chamstwo i ten, no, feminizm. Ale to niepraw
                                      > da, że faceci boją się inteligentnych kobiet, ani trochę nieprawda.

                                      Tobie też. Nie boję się inteligentnych kobiet. Nie znam takich zbyt wiele. To czego się boje to prostactwo i chamstwo w wykonaniu kobiety. Żaden facet tego nie przebije.

                                      > Ciebie nie chcę na smyczy ani nigdzie indziej nawet gdyby mi do tego dopłacano.
                                      > Nawiasem mówiąc, skoro małżeństwo jest beee, to dlaczego zwolennicy relacji ko
                                      > ciołapnych domagają się uznania ich przez prawo i przyznania im takich samych u
                                      > prawnień jakie mają małżeństwa?

                                      Już nie pierwszy raz tu wypisujesz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. Czego to ma dowodzić? Nie interesują mnie związku homoseksualne. Ich sprawa i dopóty, dopóki ci ludzie nie wchodzą mi w drogę nie mam nic przeciwko tego typu związkom. Mało tego! Uważam, że jak chcą się żenić/wychodzić za mąż to należy im to umożliwić. Warunek jest jeden. Obu partnerów musi tego chcieć.
                                • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 12:31
                                  > "Przekłada się na trwałość" a "daje gwarancję że się nie rozpadnie" to dwa niec
                                  > o różne stwierdzenia, nie uważasz?

                                  Nie. Inna rzecz, że zwrot "przekładać się" to nie jest poprawna polszczyzna, więc mam prawo go a) nie rozumieć. b) dowolnie interpretować.

                                  > Związek opiera się na emocjach, które ze swojej natury są zmienne. Jeśli będę o
                                  > te emocje dbał, mam większą szansę na to, że związek przetrwa dłużej

                                  Łudzisz się.

                                  > Jeśli szukasz relacji gwarantującej, że się nie zmieni,

                                  Niczego nie szukam, bo już dawno zrozumiałam, że wszelkie "relacje" a) kiedyś się kończą, b) stanowią stratę czasu i energii.

                                  > Widzę że Twoje wypowiedzi są na coraz "wyższym" poziomie :")

                                  Owszem. Nie ograniczają się do "trzeeebaaa rozmaaawiaaać" i tym podobnych bredni i komunałów rodem z kącików psychologicznych gazetek dla gospodyń domowych.

                                  > Owszem ma. Wystarczy się rozwieść, by zobowiązania przestały być zobowiązaniami

                                  Tyle, że "rozwieść się" wymaga paru wizyt w sądzie i u adwokata oraz procedury, czasem długiej i przykrej. Poza tym, nie wystarczy się rozwieść, zazwyczaj trzeba jeszcze podzielić majątek (to zupełnie inna procedura, czasem trwa dużo dłużej niż rozwód).

                                  > Jak wyobrażasz sobie wymuszenie na kimś wypełniania owych "zobowiązań" jeśli ok
                                  > azał się je mieć w d...? Powoływaniem się na przysięgę małżeńską? Nie żartuj...

                                  Powoływaniem się na przepisy prawa, które przynajmniej część z tych zobowiązań gwarantują i umożliwiają ich egzekucję. Bo, widzisz, ślub - cokolwiek o nim myślisz - daje ci prawo do stawiania wymagań. "Związek" - nie.

                                  > Widzę że mamy totalnie różne podejście nie tylko do tego, czym jest "związek" a
                                  > le i do elementarnych zasad kultury...

                                  Och, och, paniątko spazmów dostało, dajcie mu soli trzeźwiących :/. Nie do "kultury", kochany, tylko do rzeczywistości. Jest tak, jak napisałam, nie ma powodu, żeby było inaczej i twoje fochy niczego nie zmienią. Albo, że użyję twoich słów, jak sobie wyobrażasz wymuszanie tego, co nazywasz "kulturą"?
                                  • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 13:09
                                    > Albo, że użyję twoich słów, jak sobie wyobrażasz wymuszanie tego, co nazywasz "kulturą"?

                                    Ale kto tu mówi o wymuszaniu?
                                    Po prostu nie kontynuuję rozwmowy/znajomości z takim kimś.

                                    Co też niniejszym czynię.
                                    • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 19:45
                                      kwieto napisał:

                                      > Ale kto tu mówi o wymuszaniu?
                                      > Po prostu nie kontynuuję rozwmowy/znajomości z takim kimś.
                                      >
                                      > Co też niniejszym czynię.

                                      Nareszcie wiem, czym jest kultura: wyznawaniem takich samych poglądów jak ty. Dzięki za uświadomienie.
                                      • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 19:58
                                        Jeśli takie myślenie sprawia Ci radość, to koniecznie tak rób.
                                    • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 19:49
                                      Zapomniałam o czymś: w wolnej chwili zechciej mi łaskawie wyjaśnić, jak się ma kultura w twoim rozumieniu do stawiania znaku równości miedzy człowiekiem a samochodem, co bodaj dwukrotnie w tym wątku uczyniłeś.
                                      • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 20:01
                                        Znowu jakieś Duchi widzisz.

                                        "Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta."

                                        ~S. Lem
                                        • ka-mi-la789 Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 20:58
                                          kwieto napisał:

                                          > Znowu jakieś Duchi widzisz.

                                          Regularne przeglądy samochodu przekładają się na jego żywotność. Czy to oznacza, że samochód nigdy się nie zepsuje?
                                          Jeśli będę o te emocje dbał, mam większą szansę na to, że związek przetrwa dłużej (vide przykład serwisowanego samochodu).


                                          Przypomnij mi, kto jest autorem tych słów. Nawiasem mówiąc, dowodzą one niezrozumienia istoty relacji międzyludzkich, które - w przeciwieństwie do mechanizmów - nie podlegają prawom fizyki.

                                          > "Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie,
                                          > to nic nie pamięta."

                                          A w dodatku zasłania się cytatami, bo na własne poglądy go nie stać.
                                          • kwieto Re: Rozumiem, że Ty jako superczłowiek jesteś 06.12.11, 21:33
                                            > Przypomnij mi, kto jest autorem tych słów.

                                            A-cha. I Ty na tej podstawie uznałaś, że stawiam znak równości między człowiekiem a samochodem?
                                            Naprawdę, szacun i pozdro.

                                            > Nawiasem mówiąc, dowodzą one niezroz
                                            > umienia istoty relacji międzyludzkich, które - w przeciwieństwie do mechanizmów
                                            > - nie podlegają prawom fizyki.

                                            A kto tutaj twierdzi, że podlegają?

                                            > A w dodatku zasłania się cytatami, bo na własne poglądy go nie stać.

                                            Już napisałem gdzieś wyżej - jeśli sprawia Ci to przyjemność, to koniecznie tak myśl.

                                            Słuchaj, Ty już od dawna dyskutujesz sama ze sobą (a na pewno nie ze mną).
                                            Nie będę Wam/Tobie w tym więc przeszkadzał.
                                        • zalosny.jestes Czy Ty jesteś z Ząbek koło Warszawy może? 06.12.11, 21:30
                                          Albo z Ostrowi Mazowieckiej, że z tymi "duchami" tak ciągle wyjeżdżasz? Fakturamy, roweramy też będziesz pisać?
                                          • kwieto Re: Czy Ty jesteś z Ząbek koło Warszawy może? 06.12.11, 21:43
                                            Użyłem określenia swojej znakomitej przedmówczyni.
                                            Nie wolno mi?
                                            • zalosny.jestes Ale ja pytałem jej a nie Ciebie? ;-) 06.12.11, 21:47
                                              Czyżbym źle "podczepił"?
                                              • kwieto Re: Ale ja pytałem jej a nie Ciebie? ;-) 06.12.11, 21:50
                                                > Czyżbym źle "podczepił"?

                                                Owszem :")
                                                I zostaw w spokoju Ostrów Mazowiecką :"P
      • zalosny.jestes Jeszcze raz powtarzam... 03.12.11, 21:29
        To nie jest jedyna pani, z którą próbowałem nawiązać relacje. Wszystkie były na początku nowoczesne, bez parcia na szkło itp. Dopiero po pewnym czasie wychodziło "szydło z worka" i jeżeli ktoś tu był oszukiwany od początku to byłem to ja.
        • princess_yo_yo Re: Jeszcze raz powtarzam... 03.12.11, 21:36
          nie bardzo rozumiem, wychodzi szydlo z worka, ty wtedy mowisz nie chce sie zenic ani teraz ani nigdy i co, twoja partnerka nie rozumie takiego jasnego przekazu? jeszcze jestescie razem? rzeczywiscie chyba nie jest zbyt lotna, ale pod tym wzgledem to chyba do siebie pasujecie.
        • erillzw Re: Jeszcze raz powtarzam... 03.12.11, 23:46
          Ale jak mozna poczuc sie oszukanym, ze ktos kto nie chcial sie zenic po poznaniu Ciebie uznac, ze za Ciebie wyjdzie? Wez mi wyjasnij ten fenomen? Oszukanym to mozna zostac jak ktos od poczatku chce slubu ale udaje ze nie i po jakims czasie naciska. Ale ja znam takie pary ktore do slubu dojrzaly (jedna strona, lubie obie) po jakims czasie bycia razem mimo, ze deklarowali niechec do formalizowania zwiazku. To nie jest kwestia zlych intencji ale zmieniajacych sie potrzeb. Jak masz 17 lat to nie marzysz o dziecku ale o chlopaku i chodzeniu za reke, ale jak masz 27 to chodzenie za reke moze byc juz niewystarczajace. Czlowiek dojrzewa na przestrzeni zycia.
          • zalosny.jestes Zacytowałaś niemal moją znajomą.... 04.12.11, 07:52
            erillzw napisała:

            >ale jak masz 27 to chodzenie za reke moze byc juz niewystarczajace. Czlowiek dojr
            > zewa na przestrzeni zycia.

            OK, rozumiem. Ale o tym trzeba rozmawiać a nie stawiać ultimatum, albo będzie tak jak ja chcę albo Cię nastraszę, że odejdę. Jak to się nie stanie to będę Ci pieprzyć co dzień o tym czego chce aż spowoduję, że będziesz miał dość i w końcu zrobisz to co ja chcę! Znów mam nieodparte wrażenie, że facet w czymś takim jest narzędziem. Środkiem do posiadania dziecka na przykład. Rozkład takiego związku jest kwestią czasu...
            • kwieto Re: Zacytowałaś niemal moją znajomą.... 05.12.11, 14:21
              Wiesz, jest taka teoria psychologiczna, że jak ktoś się np. boi, żeby go nikt nie kopnął w tyłek, to zachowuje się tak, jakby się sam wypinał.
    • zamysleniee Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 18:35
      z czasem nie dasz rady, bo pani będzie truć coraz więcej, więc albo niech każdy idzie w swoim kierunku albo weź z nią ślub.
    • anka_cyganka35 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 21:28
      niech sie skontaktuje ze mna ja jej wytłumacze to sie jej odechce :)
    • magda.magda9 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 03.12.11, 21:30
      Drogi Pan pyta więc Drogie Panie odpowiadają. Po co ślub? Bo stabilizacja zapewniona, bo przekonania religijne, bo naciski rodziny i w końcu... bo koleżanki mają i ona też chce mieć.
      Człowieku, poszukaj sobie kobiety, która ma te same "cele życiowe" co Ty. Na pierwszym spotkaniu nie musisz mieć naklejki na czole "nie chce się żenić", "nie chcę dzieci", wystarczyć dobrze pokierować rozmowę, a kobieta sama Ci powie czego chce od życia i sprawa załatwiona. Reasumując zacznij myśleć o sobie.... a tak nawiasem mówiąc, ta Twoja ex chyba nieźle przyłożyła Ci tym flakonem skoro nie myślisz i ładujesz się w takie "układy". Może niech trzepnie Cię jeszcze raz? Wtedy oprzytomniejesz? Przepraszam za tę małą złośliwość ale cholera no nie mogłam się oprzeć.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia może niekoniecznie z tą Panią i nigdy nie mów nigdy, bo życie czasami jest przewrotne.
      • zalosny.jestes Dzięki i za to... 03.12.11, 21:34
        Falkonem dostałem zdrowo. Niestety, nie potrafię żyć bez miłości i dlatego jestem non stop wykorzystywany, przez większość kobiet, które z przykrością stwierdzam wszędzie węszą interes, zabezpieczenie, kombinację, zdradę, fałsz...
        Teraz się zacznie....
        • wicehrabia.julian Re: Dzięki i za to... 03.12.11, 21:37
          zalosny.jestes napisał:

          > Falkonem dostałem zdrowo. Niestety, nie potrafię żyć bez miłości i dlatego jest
          > em non stop wykorzystywany, przez większość kobiet, które z przykrością stwierd
          > zam wszędzie węszą interes, zabezpieczenie, kombinację, zdradę, fałsz...

          to nic niezwykłego, to tak jak miałbyś pretensje do lisa, że lubi kaczuszki
          • zalosny.jestes No OK, ale to wywala mój system wartości! 03.12.11, 21:42
            wicehrabia.julian napisał:

            > to nic niezwykłego, to tak jak miałbyś pretensje do lisa, że lubi kaczuszki

            Poza tym zauważ, że żadna z kobiet nie napisała o co tak naprawdę w tym chodzi?
            • wicehrabia.julian Re: No OK, ale to wywala mój system wartości! 03.12.11, 22:06
              zalosny.jestes napisał:

              > Poza tym zauważ, że żadna z kobiet nie napisała o co tak naprawdę w tym chodzi?

              człowieku wystarczy znaleźć kobietę która ma pogląd podobny do twojego
              • moniapoz Re: No OK, ale to wywala mój system wartości! 03.12.11, 22:09
                yes, yes, yes....takie proste a takie trudne dla niektórych do zrozumienia :)


                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • jeriomina Re: Dzięki i za to... 03.12.11, 21:47
          Z mizoginii można się leczyć.
          • zalosny.jestes Witam @kobietę ;-) 03.12.11, 21:51
            Co ma wspólnego mizoginia z moim przypadkiem? Kocham kobiety, życie bez Was byłoby tragiczne. Czy każdy facet nie chcący formalizować związku jest mizoginem? Szkoda, że kobiety nie potrafią kochać tak czysto jak mężczyźni. Za miłością kobiety zawsze czai się to coś...a to interes, a to wygoda, w to dowartościowanie, a to chęć dosrania koleżankom. Nie da się ot tak, zwyczajnie kogoś pokochać?
            • jeriomina Re: Witam @kobietę ;-) 03.12.11, 21:54
              Da się.
              Mówi Ci to rozwódka:)
              Mój post o mizoginii nie dotyczył tego, że nie chcesz się żenić, bo to akurat rozumiem świetnie! Ale pisanie że kobiety są złe, wykorzystują i nie umieją kochać czysto (!) powoduje u mnie to, że mi się nóż w kieszeni otwiera, jak to czytam. Mam dokładnie odwrotne wnioski!
              • zalosny.jestes To postaraj się być bardziej precyzyjna... 03.12.11, 21:58
                Mizogin, to ktoś, kto nienawidzi kobiet. Ja u siebie tego zjawiska nie zauważyłem. Nie znoszę za to pewnych cech, którymi legitymuje się duża część z Was.
                • jeriomina Re: To postaraj się być bardziej precyzyjna... 03.12.11, 22:34
                  Czytałam książkę o mizoginach. To nienawiść połączona z uwielbieniem. Dobrze, że piszesz "duża część" a nie "wszystkie", to świadczy o tym, że nie jest z Tobą tak źle.
                  • zalosny.jestes Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 03.12.11, 22:39
                    jeriomina napisała:

                    > Czytałam książkę o mizoginach. To nienawiść połączona z uwielbieniem. Dobrze, ż
                    > e piszesz "duża część" a nie "wszystkie", to świadczy o tym, że nie jest z Tobą
                    > tak źle.

                    ta konieczność podkreślenia odrębności każdej z Was od reszty koleżanek. Życie cholera pokazuje, że w 90% schematy są te same...
                    • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 03.12.11, 22:47
                      Widocznie pociągają Cię tylko kobiety reprezentujące podobny typ osobowości - tak bywa.
                      Mnie kiedyś jeden facet skreślił praktycznie za błędy swojej poprzedniej - widocznie mu ją przypominałam, chociaż ja podobieństwa nie widziałam. Prawda jest taka, że żaden facet nie zastanawia się jakoś specjalnie nad wnętrzem, charakterem swojej partnerki, traktuje powierzchownie związek. Coś tam sobie wyobraża, może najpierw nawet stawia niejako na piedestale. Potem ujawniają się jej słabości, które muszą się ujawnić, bo nikt nie jest doskonały. On zaś nie wybacza, nie próbuje zrozumieć tylko ocenia, osądza, odrzuca, wrzuca do wora z napisem "wszystkie jesteście takie same" i obnosi się ze swoją rozpaczą, jaki to pokrzywdzony jest, podczas gdy sam najbardziej krzywdzi.
                      • zalosny.jestes No ale co zrobić skoro schemat się powtarza? 04.12.11, 07:54
                        jeriomina napisała:

                        > wrzuca do wora z napisem "ws
                        > zystkie jesteście takie same" i obnosi się ze swoją rozpaczą, jaki to pokrzywdz
                        > ony jest, podczas gdy sam najbardziej krzywdzi.

                        Pewnie są gdzieś kobiety nie dające się zaszufladkować, ale jest to promil populacji, najczęściej w udanych związkach z równie poukładanymi, wyzwolonymi ze stereotypowego myślenia facetami.
                        • jeriomina Re: No ale co zrobić skoro schemat się powtarza? 04.12.11, 10:08
                          Niekoniecznie. Widzę w Twoim sposobie myślenia upór by wszystko pakować w szufladki.
                          Kobiety przez wieki miały wtłaczane do głowy, że muszą ustępować mężczyznom a jeśli chcą coś dla siebie wywalczyć, muszą działać "sposobem". Mężczyźni w większości nie tolerują jakichkolwiek przejawów "woli" ze strony kobiet - tępią albo przemocą fizyczną, albo psychiczną albo odchodzą. Ze swojego doświadczenia i obserwacji par w różnym wieku mogę z kolei stwierdzić z całą stanowczością, że istnieje najwyżej promil mężczyzn rozumiejących określenie "partnerstwo" lub gotowych iść na kompromis. Reszta związków polega na "przeciąganiu liny".
                          Podkreślam jeszcze raz - rozumiem Twoją niechęć do ślubu i zakładania formalnej rodziny. Sama też tak czuję.
                          Jednakże postaraj się też zrozumieć kobiety, które nie doświadczyły dnia ślubu, krojenia tortu weselnego, a także kłótni, cichych dni i potem zeznawania w sądzie "kiedy ustało pożycie" itd.
                          One w większości się łudzą, że "im wyjdzie". Czy i my nie łudziliśmy się kiedyś?

                          Z Twoich poglądów drażnią mnie jedynie te podsumowujące kobiety, nie znoszę stereotypowego myślenia, nawet jeśli opartego na doświadczeniu. Sama się przekonałam, że nawet jeśli sporo jest draństwa w świecie, to zawsze jest szansa, że ktoś jednak będzie próbował z tym walczyć. Dobrzy ludzie obojga płci naprawdę jeszcze istnieją.
                      • kwieto Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 05.12.11, 14:29
                        > Prawda jest taka, że żaden facet

                        Cholera. Jak czytam wątki na tym forum to wychodzi mi co chwila, że nie jestem facetem :(
                        • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 05.12.11, 23:32
                          Ja czuję się podobnie, kiedy czytam jak to wszystkie kobiety to materialistki, złe, diablice wcielone.
                          Mam dość, nie chce mi się udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Czuję się potwornie zmęczona tymi tematami męsko damskimi. Zebrałam swoje doświadczenie w życiu i na razie dziękuję, przerzucam się na sprawy zawodowe.
                          • kwieto Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 06.12.11, 05:44
                            > Ja czuję się podobnie, kiedy czytam jak to wszystkie kobiety to materialistki,
                            > złe, diablice wcielone.

                            Wierzę.

                            > Mam dość, nie chce mi się udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

                            Tak, ale to nie znaczy, że mi musisz wmawiać że nim jestem.
                            • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 06.12.11, 19:03
                              Niczego Ci nie wmawiam. Sam się wywołałeś do tablicy w tym wątku:)
                              • kwieto Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 06.12.11, 19:18
                                Hmmm, różnorzędne cechy płciowe wskazują, żem samiec gatunku Homo Sapiens.
                                Czyli facet (?)

                                Ergo - "żaden facet" jest też jakby o mnie.

                                Quod erat demonstrandum
                                (jeszcze się znajomością łaciny przy okazji pochwaliłem, ech)
                                • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 06.12.11, 22:21
                                  Ja tam nie wiem, kto za monitorem po drugiej stronie siedzi:P
                                  • kwieto Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 07.12.11, 06:09
                                    > Ja tam nie wiem, kto za monitorem po drugiej stronie siedzi:P

                                    Nie no, to rzeczywiście wszystko tłumaczy.

                                    Zwłaszcza zdziwienie, że facet zareagował na uogólnienie dotyczące facetów, wyrażone przez osobę, która nie lubi takich uogólnień wygłaszanych w stosunku do kobiet.

                                    To ja już nie mam więcej pytań.
                                    Kurczę, człowiek uczy się przez całe życie...
                                    • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 07.12.11, 18:28
                                      Jest różnica między seksizmem a doświadczeniem...
                                      Był taki napis na koszulce "Official man hater. Feel free to change my mind". W tym momencie życia pod tym mogę się podpisać...
                                      • kwieto Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 07.12.11, 18:35
                                        > Jest różnica między seksizmem a doświadczeniem...

                                        Masz doświadczenie ze wszystkimi facetami na świecie?

                                        OK, już się nie czepiam, mój post był reakcją zmęczeniową na n-ty post pisany w stylu "bo wszyscy mężczyźni/kobiety/krasnoludki/ufoludki/inni* to ..."

                                        Padło na Ciebie.

                                        * - niepotrzebne skreślić.
                                        • jeriomina Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 07.12.11, 18:43
                                          kwieto napisał:

                                          > > Jest różnica między seksizmem a doświadczeniem...
                                          >
                                          > Masz doświadczenie ze wszystkimi facetami na świecie?

                                          Szczerze? Nie chciałabym:D
                                          >
                                          > OK, już się nie czepiam, mój post był reakcją zmęczeniową na n-ty post pisany w
                                          > stylu "bo wszyscy mężczyźni/kobiety/krasnoludki/ufoludki/inni* to ..."
                                          >
                                          > Padło na Ciebie.
                                          >
                                          > * - niepotrzebne skreślić.

                                          Wiem, cięgi przyjmuję. Jak spotkam kogoś, kto pomoże mi zmienić zdanie, chętnie zmienię.
                    • my_favourite_axe Re: Ja nie wiem skąd u kobiet bierze się ta 04.12.11, 10:22
                      zalosny.jestes napisał:

                      > jeriomina napisała:
                      >
                      > > Czytałam książkę o mizoginach. To nienawiść połączona z uwielbieniem. Dob
                      > rze, ż
                      > > e piszesz "duża część" a nie "wszystkie", to świadczy o tym, że nie jest
                      > z Tobą
                      > > tak źle.
                      >
                      > ta konieczność podkreślenia odrębności każdej z Was od reszty koleżanek. Życie
                      > cholera pokazuje, że w 90% schematy są te same...
                      >
                      >

                      Jeśli tak lubisz stereotypy i schematy to pozwól że je zaaplikuję do twojego przypadku.
                      Zostawisz tę kryzysową narzeczoną, za tydzień spotkasz następną i tak się zakochasz że w ciągu pół roku będziesz po ślubie. Bardzo częsty schemat :)
            • erillzw Re: Witam @kobietę ;-) 03.12.11, 23:49
              Da sie. Tylko, ze Ty takich kobiet nie wybierasz. A to juz Twoj problem a nie kobiet ;)
        • magda.magda9 Re: Dzięki i za to... 03.12.11, 21:47
          Nic się nie zacznie. Kobiety na tym forum jak widać są bardzo kulturalne i chyba nie rzucą się na Ciebie z pazurami, hahahaha. Ja prostować Cię nie będę dopóki nie oderwiesz jeszcze raz tym flakonem, hihihi. Żyć bez miłości nikt Ci nie zabrania, a że nie potrafisz bez miłości to chwalebnie... ale myśl człowieku, myśl!!! I nie idź jak ten baran na rzeź. Spotykasz kobietę pannę bezdzietną to wiadomo, że prędzej czy później będzie chciała mieć dzieci i może męża. Jasne jak słońce... każdy o tym wie. Pozdrawiam
          • zalosny.jestes Ale ja się z tym nie zgadzam! 03.12.11, 21:52
            magda.magda9 napisała:

            > Spotykasz kobietę pannę bezdzietną to wi
            > adomo, że prędzej czy później będzie chciała mieć dzieci i może męża. Jasne jak
            > słońce... każdy o tym wie. Pozdrawiam

            Powinienem selekcjonować kandydatki? Nawet na tym polu trzeba wprowadzać elementy wyrachowania?
            • aqua48 Re: Ale ja się z tym nie zgadzam! 03.12.11, 22:27
              zalosny.jestes napisał:
              >
              > > Spotykasz kobietę pannę bezdzietną to wi
              > > adomo, że prędzej czy później będzie chciała mieć dzieci i może męża. Jasne jak
              > > słońce... każdy o tym wie.
              >
              > Powinienem selekcjonować kandydatki? Nawet na tym polu trzeba wprowadzać elemen
              > ty wyrachowania?

              A brałeś pod uwagę, że to może Ty wzbudzasz w paniach takie emocje, że chcą z Tobą zakładać rodzinę i wchodzić w związek ślubny?
              Oczywiście że powinieneś selekcjonować kandydatki (nawiasem mówiąc do czego kandydatki?) jeśli nie potrafisz zmieniać ich oczekiwań. A może szukać do skutku?
              • zalosny.jestes Kandydatki to wspólnego spędzania życia. 03.12.11, 22:41
                Bez papierów, przymusu i tego całego goowna, które się z tym wiąże...
        • erillzw Re: Dzięki i za to... 03.12.11, 23:48
          Och biedny misio.. Taki dobry, daajacy, kochajacy, no ideal chodzacy psorod tlumu tych zlych, materialistycznych kobiet.. no az przykro...
          • zalosny.jestes No i doszłaś do standardu....jak 95% koleżanek 04.12.11, 07:55
            erillzw napisała:

            > Och biedny misio.. Taki dobry, daajacy, kochajacy, no ideal chodzacy psorod tlu
            > mu tych zlych, materialistycznych kobiet.. no az przykro...

            Teraz tylko dopisz jeszcze, że żałosny jestem i będzie komplet.
            • izak31 Re: No i doszłaś do standardu....jak 95% koleżane 04.12.11, 08:25
              Facet ma problem i wybitnie wymaga pomocy psychologa. Co do żerowania na facecie - jest cos takiego jak intercyza, gdzie naprawdę sporo spraw majątkowych mozna ustalić.
              • zalosny.jestes Facet ma problem bo nie myśli jak większość? 04.12.11, 08:47
                izak31 napisała:

                > Facet ma problem i wybitnie wymaga pomocy psychologa. Co do żerowania na faceci
                > e - jest cos takiego jak intercyza, gdzie naprawdę sporo spraw majątkowych mozn
                > a ustalić.

                Otóż jesteś w błędzie. Większość myśli podobnie tylko za cenę dupczenia wieczorem, posprzątanej chałupy i nie trzeszczenia za uchem udaje, że świat jest inny. Jaka znów intercyza? Co Wy o tej kasie bez przerwy?
                • erillzw Re: Facet ma problem bo nie myśli jak większość? 04.12.11, 14:50
                  Nie wiekszosc tych kilka tych suk ktore sobie wybrales na partnerki i teraz uwazasz, ze znasz wiekszosc kobiet bo piec kantem Cie puscilo. Trzeba bylo wybrac inaczej a nie jeczec teraz jak CI zle. Sorry. Dorosly jestes. PO bledach mlodosci kazdy madry i inteligenty facet wyciagnie wnioski. A Ty dalej powtarzasz ten sam schemat i jeczysz na forum, ze nitk Cie nie rozumie i kazdy chce wykorzystywac.
                  • zalosny.jestes Ja nie jęczę. Forum jest po to, aby zapytać innych 04.12.11, 17:26
                    erillzw napisała:

                    > A Ty dalej powtarzasz ten
                    > sam schemat i jeczysz na forum, ze nitk Cie nie rozumie i kazdy chce wykorzyst
                    > ywac.

                    Co o tym sądzą. Jak widać w Tobie wzbudzam agresję. I co w związku z tym? Strzał w potylicę?
                    • erillzw Re: Ja nie jęczę. Forum jest po to, aby zapytać i 05.12.11, 13:15
                      We mnie wzbudzasz politowanie. Ale jesli tak "bezbłędnie" czytasz emocje to wiele wyjasnia :D
            • erillzw Re: No i doszłaś do standardu....jak 95% koleżane 04.12.11, 14:47
              Pogłaskać Cię, że taki biedny jesteś?
              Wiesz jest takie powiedzienie, jak jedna osoba powie Ci, ze jestes oslem to mozesz ja wysmiac, jak druga to tez, jak czwarta to zaczniesz sie zastanawiac ale jak dziesiata to moze warto spojrzec w lustro.

              Masz powaznie zaburzone postrzeganie kobiet i zformalizwoanych zwiazkow. Na podstawie swojej traumy i nieumiejetnosci dobrania sobie odpowiedniej partnerki (kilka partnerek zachowujacych sie identycznie swiadczy o kompletnym braku wyciagania wnioskow z poprzednich doswiadczen) uznajesz, ze kazda kobieta chce faceta wykorzystac, chce z niego doic nie dajac nic w zamian i musi stawiac ultimatum. Wszedzie widzisz problem poza soba. Moze spojrz doglebniej wstecz i zastanow sie gdzie TY popelniasz blad wybierajac takie kobiety a nie uskarzaj sie na swoj ciezki los.
              Jeden blad to przypadek, drugi to nauczka ale trzeci to dzialanie przeciw systemowi.
              • zalosny.jestes Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 04.12.11, 17:30
                erillzw napisała:

                > Wiesz jest takie powiedzienie, jak jedna osoba powie Ci, ze jestes oslem to moz
                > esz ja wysmiac, jak druga to tez, jak czwarta to zaczniesz sie zastanawiac ale
                > jak dziesiata to moze warto spojrzec w lustro.

                Jedzcie goowno! Miliony much nie mogą się mylić!

                > Masz powaznie zaburzone postrzeganie kobiet i zformalizwoanych zwiazkow. Na pod
                > stawie swojej traumy i nieumiejetnosci dobrania sobie odpowiedniej partnerki (k
                > ilka partnerek zachowujacych sie identycznie swiadczy o kompletnym braku wyciag
                > ania wnioskow z poprzednich doswiadczen) uznajesz, ze kazda kobieta chce faceta
                > wykorzystac, chce z niego doic nie dajac nic w zamian i musi stawiac ultimatum

                Kilka mi postawiło i musiałem odejść. Rozumiem, że trafiłem na niereprezentatywną próbę?

                > . Wszedzie widzisz problem poza soba. Moze spojrz doglebniej wstecz i zastanow
                > sie gdzie TY popelniasz blad wybierajac takie kobiety a nie uskarzaj sie na swo
                > j ciezki los.

                Nie uskarżam się! Próbuję się dowiedzieć z czego wynika parcie na ślub oraz czy można sobie z tym poradzić nie tracąc kogoś na zawsze.

                > Jeden blad to przypadek, drugi to nauczka ale trzeci to dzialanie przeciw syste
                > mowi.

                Wg tej teorii powinienem w ogóle unikać kobiet ;-)
                • ka-mi-la789 Re: Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 04.12.11, 17:40
                  zalosny.jestes napisał:


                  > Jedzcie goowno! Miliony much nie mogą się mylić!

                  Bardzo oryginalne, a jakie odkrywcze. Masz więcej takich błyskotliwych ripost?

                  > Kilka mi postawiło i musiałem odejść. Rozumiem, że trafiłem na niereprezentatyw
                  > ną próbę?

                  Trafiłeś na trzeźwe, dbające o swoje dobro jednostki, które nie miały ochoty na funkcję twojej zabaweczki.

                  > Nie uskarżam się! Próbuję się dowiedzieć z czego wynika parcie na ślub

                  Po co ci ta wiedza, skoro i tak w żaden sposób jej nie wykorzystasz?

                  oraz czy
                  > można sobie z tym poradzić nie tracąc kogoś na zawsze.

                  Nie.

                  > Wg tej teorii powinienem w ogóle unikać kobiet ;-)

                  Tak. Dla ich dobra.
                  • zalosny.jestes Re: Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 04.12.11, 19:30
                    ka-mi-la789 napisała:

                    > Bardzo oryginalne, a jakie odkrywcze. Masz więcej takich błyskotliwych ripost?

                    Nie wiem czy odkrywcze, ale bardzo celne. To, że jeden, drugi czy trzeci coś mi mówi, to nie znaczy, że mam to przyjąć jako pewnik. Ja kończyłem dobrą komunistyczną szkołę a i maturę mam prawdziwą (nie Giertychową). O studiach nie wspomnę ;-)

                    > Trafiłeś na trzeźwe, dbające o swoje dobro jednostki, które nie miały ochoty na
                    > funkcję twojej zabaweczki.

                    No tak. W sumie to ja też dbałem o swoje dobro. Rozumiem, że ja w roli zabaweczki jestem w pełni akceptowalny? Z tego wniosek, ze Was trzeba oszukiwać, eksploatować i puszczać do ludzi, bo uczciwie się nie da? Mam rację?

                    > Po co ci ta wiedza, skoro i tak w żaden sposób jej nie wykorzystasz?

                    Umrę mądrzejszy?

                    > oraz czy można sobie z tym poradzić nie tracąc kogoś na zawsze.
                    > Nie.

                    To smutne...

                    > > Wg tej teorii powinienem w ogóle unikać kobiet ;-)
                    > Tak. Dla ich dobra.

                    Nie będę unikał. Będę Waszym świadomym "użytkownikiem" ;-)
                    Pozdrawiam serdecznie wszystkie panie!
                    • ka-mi-la789 Re: Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 04.12.11, 21:14
                      zalosny.jestes napisał:


                      > Nie wiem czy odkrywcze, ale bardzo celne. To, że jeden, drugi czy trzeci coś mi
                      > mówi, to nie znaczy, że mam to przyjąć jako pewnik.

                      To nie przyjmuj. Tylko, do agentki towarzyskiej nędzy, nie wmuszaj swoich przekonań reszcie ludzkości, a fochy o to, że życie nie jest takie, jak byś chciał, wal w samotności i nie zawracaj nimi ludziom dupy.

                      Ja kończyłem dobrą komunis
                      > tyczną szkołę a i maturę mam prawdziwą (nie Giertychową). O studiach nie wspomn
                      > ę ;-)

                      No paczpan, ja też. Tylko że ja nie ograniczyłam się do odbioru świadectwa dojrzałości z rąk dyra, ale również dojrzałam. Emocjonalnie, psychicznie i społecznie.

                      > No tak. W sumie to ja też dbałem o swoje dobro. Rozumiem, że ja w roli zabawecz
                      > ki jestem w pełni akceptowalny?

                      Jakiej, qrva, zabaweczki? Tobie ktoś stawia bezprawne wymagania? Bo jak na razie tylko ty uprawiasz takie hobby.

                      Z tego wniosek, ze Was trzeba oszukiwać, eksplo
                      > atować i puszczać do ludzi, bo uczciwie się nie da? Mam rację?

                      Jak na absolwenta komunistycznej szkoły to marnie u ciebie z logiką.

                      > Umrę mądrzejszy?

                      Nie sądzę.

                      > To smutne...

                      Walnij setę, świat od razu zrobi się piękniejszy.

                      > Nie będę unikał. Będę Waszym świadomym "użytkownikiem" ;-)

                      Skoro ci dobrze z tym przekonaniem, to nie będę ci oczu otwierać.
                • erillzw Re: Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 05.12.11, 13:22
                  zalosny.jestes napisał:
                  > Jedzcie goowno! Miliony much nie mogą się mylić!

                  Może spróbuj a nuż coś nowego o sobie odkryjesz ;)

                  > Kilka mi postawiło i musiałem odejść. Rozumiem, że trafiłem na niereprezentatyw
                  > ną próbę?

                  Nie "trafiłeś" na niereprezentatywną grupę ale z takiej wybierasz. Dalej nie rozumiesz tego niusansu prawda? Wybierasz konkretny typ kobiet, jak podsumujesz sobie ich zachowania zaobaczysz, że pokrywają się w przynajmniej 80%, co oznacza, że celujesz w określony charakter. To nie wina kobiet, a Twoja w tym wypadku, że nie umiesz tego modelu mimo doświadczeń zmienic :)

                  > Nie uskarżam się! Próbuję się dowiedzieć z czego wynika parcie na ślub oraz czy
                  > można sobie z tym poradzić nie tracąc kogoś na zawsze.

                  Uskarżasz się. Nawet tego nie zauwazasz. Prawie płaczesz ze jestes wyjatkowy, troskliwy, dbajacy, chodzisz na silownie i co? i kazda w koncu chce slubu a Ty rozkladasz rece z bezsilnosci, bezradnosci i prawie, ze zaczynasz plakac bo znow sie schemat powtorzyl i, ze dlaczego. Zamiast pomyslec co jest nie tak z moim doborem partnerek pytasz ludzi dlaczego maja "cisnienie" na slub jednoczesnie kategorycznie zaznaczajac, ze slub to trauma i zrodlo wszelkiego zla do ktorego po jednym sparzeniu i tak niepodejdziesz. Napisalo Ci kilka osob w zwiazkach nieformalnych ze mozna, a Ty dalej przekonujesz tych dla ktorych slub jest wazny, ze to zrodlo wszelkiego zla. Zdecyduj sie. Chcesz nawracac ludzi czy ogarnac sie ze swoim zyciem?


                  > Wg tej teorii powinienem w ogóle unikać kobiet ;-)

                  Twoja odpowiedz wybitnie pokazuje, ze dalej nie kumasz w czym jest problem. Na tym etapie ja koncze walke z wiatrakiem i odpuszczam.
                  • kwieto Re: Odpowiem na to częściowo Łysiakiem... 05.12.11, 14:42
                    > Napisalo Ci kilka osob w zwiazkach nieformalnych ze mozna,

                    No dobra, zrobię wyznanie: moja była przez c.a. osiem lat naszej znajomości ANI RAZU nie zapytała mnie o ślub. Rozstaliśmy się z zupełnie innych powodów.

                    Swoją drogą, założenie, że związek polega na wzajemnym "staraniu się", jest tak naprawdę dziwaczne samo w sobie.
    • my_favourite_axe Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 04.12.11, 10:19
      abstrahując już od tego która z obsesji (ta o ślubie czy ta o braku ślubu) jest mniej racjonalna, tu nie ma kompromisów, one chce a ty nie. albo ty postąpisz wbrew sobie albo ona. powinniście się rozstać.
    • costasa Najwidoczniej je okłamujesz 05.12.11, 13:22
      Gdybyś na dzień dobry wprost mówił, że oczekujesz od kobiety luźnego związku, przyjaźni, seksu, ale absolutnie nie chcesz małżeństw ani dzieci
      to by większośc z tych kobiet z tobą nie była, za to byłbyś z kobietą która ma podobne potrzeby
      Na razie próbujesz wyłudzić od kobiet seks, zaangazowanie i inwestowanie ich czasu w ciebie bo nie jesteś z nimi szczery. Żerujesz na nich.

      Nie kłam to nie będziesz miał problemów.
    • brak.polskich.liter Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 05.12.11, 16:20
      zalosny.jestes napisał:

      > Jak sobie z tym radzić?

      Dosyc prosto. Zmienic typoszereg, tzn. umawiac sie z kobietami, ktorym na formalizacji zwiazku nie zalezy i przestac zawracac de tym, ktore formalizacji sobie zycza. Zapewniam Cie, ze jest to wykonalne. Tyle tylko, ze Ty juz wybrales kobiete, ktora slubu z Toba by chciala, nie po raz pierwszy zreszta (swoja droga ciekawe, dlaczego bedac wrogiem instytucji malzenstwa, za kazdym razem wybierasz kobiety, ktorym na slubie zalezy)...

      > Na obecnej pani mi dość mocno zależy, ale czy to znaczy, że mam
      > zrobić coś wbrew sobie, aby ją zatrzymać.

      Jesli Twojej aktualnej zalezy na slubie, a Tobie zalezy na tym, zeby slubu nie bylo, to ktores z Was musi ustapic, albo zwiazek sie posypie. Pytales jej, dlaczego slub jest dla niej az tak istotny? Mowiles jej, dlaczego Ty sam slubu nie chcesz? Moze od tego nalezaloby zaczac.

      Powodow checi sformalizowania zwiazku moze byc mnostwo, od praktycznych (ulatwienia prawne, zabezpieczenie finansowe potrzeb rodziny, dogodna baza do wspolnego wychowywania dzieci, budowania wspolnego majatku, etc), poprzez symboliczne (malzenstwo jako akt woli spedzenia z kims zycia), obrzedowo-rytualne, dekoracyjne, na wymiarze sacrum
      (w przypadku osob religijnych) skonczywszy. Nikt na forum Ci nie napisze, dlaczego akurat Twojej kobiecie zalezy na slubie, bo nikt nie mieszka w jej glowie. Zapytaj ja, po prostu.
      Byc moze czegos ciekawego sie dowiesz.
    • alienka20 Re: Jak sobie poradzić z parciem na małżeństwo... 05.12.11, 21:08
      Nie marnuj czasu kobiecie i daj jej odejść, a jeżeli jest taka super, to co Ci ślub przeszkadza? Przynajmniej dobry towar "zaklepany" i inne kwestie prawne łatwiejsze do przejścia.
      Ona nie ma całego życia na rozpuszczanie plemników po świecie (lub we własne prześcieradło), więc kwestia chęci mania/nie-mania dzieci w pewnym wieku jest już nieco przeterminowana.
      -------
      "Smak słodki gasi gorycz zdrady
      Królewna Twoja z czekolady
      Rozpuszcza się, jest coraz bledsza,
      Odchodzi Twoja najpiękniejsza...."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka