amanda-lear
06.01.12, 13:23
Pora się przyznać. Dopadła mnie nudna normalność. Już nie gonię wczorajszego dnia, już nie pragnę zachwytów i wzruszeń. Już nie chcę żyć na krawędzi. Bardziej zajmuje mnie ile w tym roku zarobię i jaką moje dziecię wybierze szkołę za rok;) Mam małe marzenia, większe troski i cieszę się ze jestem zdrowa. Planowanie ograniczam do rodzinnego budżetu. Kupiłam kalendarz z kartkami by zapisać swoich kilka postanowień i móc się z nich pod koniec roku rozliczyć. Nie ma tam pozycji-facet. Będzie to będzie, nie będzie swiat sie od tego nie zawali. Na całe szczęscie nie muszę już zmieniać pieluch a jedyna istota która wymaga ode mnie jakiejs formy opieki stalej jest moja kotka, dzieci sobie radza juz beze mnie. Jak czytam te watki pelne niepewnosci i wzruszeń to czasem mnie smiesza czasem irytuja a najczesciej dziwia...po coz sie tak miotac, wszak i tak czas wszystko rozwiaze ;) czy tylko ja tak mam?