winogronarozowe
14.03.12, 09:22
Od ponad roku jestem w związku ze świetnym mężczyzną. Ma wiele cech, które bardzo mi odpowiadają, jednak bardzo się różnimy, m.in. on jest ekstrawertykiem, wygadanym, z ogromną ilością znajomych, bardzo aktywnym, wiecznie coś robiącym, ja przeciwnie. Dobrze nam ze sobą, czuję jego troskę, szacunek i czułość, ale nigdy nie usłyszałam "kocham cię".
Dodatkowo uważam, że spędzamy razem za mało czasu. Gdy mu to powiedziałam, stwierdził, że on chciałby spędzać więcej czasu ze mną, ale nie pozwala mu na to grafik, ja natomiast mam więcej wolnego i dlatego wydaje mi się, że za rzadko się spotykamy. I że on zawsze był taki wiecznie gdzieś gnający i podejrzewa, że się nie zmieni, ale postara się wygospodarować dla mnie więcej czasu. Ale i tak wszystko się okazuje dopiero w czasie codziennego życia, a zamieszkać razem będziemy mogli dopiero za kilka miesięcy.
Jednak najbardziej zabolało mnie, że gdy zapytałam, czy jest pewny czy chce ze mną być, milczał. W końcu stwierdził, że nigdy nie można być do końca pewnym. Stwierdziłam że chyba jest to jednoznaczne, ale powiedział, że myślał tak długo, bo w związku z naszymi ostatnimi spięciami (nota bene wywołanymi właśnie naszą niepewną sytuacją) zaczął się zastanawiać, ale w tym momencie czuje, że chce być ze mną.<br />
Już sama nie wiem, co robić. Generalnie naprawdę dobrze nam razem, CZUJĘ się kochana, ale fakt, że mi tego nie mówi sprawia, że nie potrafię poczuć się pewnie w naszym związku i czasami drobiazg, na który normalnie nie zwróciłabym uwagi, urasta w moich oczach do potwierdzenie, że niewiele dla niego znaczę.
Jak Wam się wydaje, warto pozostawać w takim związku?
W życiu nie zapytam wprost "Kochasz mnie"? ;)