diabollo
20.02.25, 07:18
To pisarz rangi światowej. Jeśli nie ma dziś pomników, to dlatego, że podpadł Polakom. Wielokrotnie
Książki
Renata Lis
Whierarchiach literatury polskiej Borowski jest nie w pełni obecny i skandalicznie niedowartościowany
Biografia jest jak morderstwo, dlatego zawsze pytam o motyw. Po co powstała? Możliwości jest wiele. Biografie pisze się ze wścibstwa; nie wiadomo po co; by wystawić albo zburzyć pomnik; udowodnić, że prawda o ludzkim życiu nie istnieje.
Skoro już padło to słowo: Marcie Byczkowskiej-Nowak, autorce nowej biografii Tadeusza Borowskiego „Nieocalony", chodzi właśnie o prawdę. Jej dążenie do rozwikłania zagadki autora znanych chyba wszystkim w Polsce opowiadań oświęcimskich - zarówno jako człowieka, jak i zjawiska roztrząsanego w rozmaitych debatach - jest szczere, o ile nie namiętne. Może jest w nim coś z zakochania (ale nie zaślepienia i nie naiwności).
Jakkolwiek ryzykownie by to brzmiało, postawiłabym tezę, że takie biografie na razie potrafią pisać tylko kobiety. Są to biografie „gorące".
Zaangażowanie i dociekliwość posunięte są w nich niemal do stalkerstwa, empatia staje na progu utożsamienia. Historia literatury staje się w nich sprawą osobistą. Sprawą życia i śmierci. Long story short, uważam, że takie biografie są najlepsze.
Żyć z taką traumą dzień w dzień?
Byczkowska-Nowak, która z wykształcenia jest literaturoznawczynią, a pracuje jako dziennikarka, wydała dotychczas jedną książkę: „Którędy na wolność? Historia pierwszej dziewczyny, która uciekła z Auschwitz". Jak widać, doświadczenie obozowe staje się „jej" tematem. Czuję z tego powodu respekt, ale podszyty zgrozą: zdecydowanie przedwczesna, „nieuzbrojona" lektura opowiadań Borowskiego mnie przyprawiła o traumę, z którą borykam się do dziś. Zanurzyć się w rzeczywistości obozów na lata, żyć nią dzień w dzień? To by było dla mnie za wiele. A przecież ktoś to robić musi.
Ciekawe, że dziś biorą to zadanie na siebie roczniki osiemdziesiąte. Byczkowska-Nowak jest przecież rówieśniczką Joanny Ostrowskiej, autorki przełomowej pracy „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej", która znalazła się w finale nagrody Nike.
Portret wielokrotny
W pasji poszukiwania „prawdziwego" Borowskiego autorka, jak już zaznaczyłam, nie jest naiwna. Ma świadomość, jak trudno o niezbity fakt w materii czyjegoś życia, która ukrywa się w zachowanych wypowiedziach (niezachowane byłyby ciekawsze, ale przepadły). We fragmentarycznych, często sprzecznych świadectwach; w rządzących się swoją poetyką tekstach literackich; w ich narosłych przez dekady odczytaniach i oczywiście w lukach. Tych ostatnich jest zawsze najwięcej: zaginione rękopisy, spalone lub celowo ukryte listy, zarzucone pomysły. Uczucia i myśli zabrane do grobu.
Autorce luki są niestraszne. Jest wystarczająco dojrzała, by nie dążyć do zniesienia sprzeczności, rozświetlenia niejasności, zapchania dziur nieuprawnionymi wnioskami albo fantazjami. Potrafi wytrzymać napięcie związane z niepewnością, niewiedzą, niepowetowaną stratą. To wielka zaleta.
Opierając się na nielicznych stałych punktach, tworzy z tych negatywności siatkę i na niej rozpina Borowskiego. Przygląda się rozmaitym hipotezom z daleka, z bliska i pod różnymi kątami, a potem się z nimi rozstaje. Powstaje portret potrzaskany, „wielokrotny", jak na słynnym zdjęciu Witkacego, ale jednak portret. Jedyny możliwy.
U nas, w Auschwitzu
W „Nieocalonym" podoba mi się wyczucie, a wręcz wyczulenie na to, co autorka nazywa polskim losem, a ja chętnie bym to ujęła nawet szerzej - jako los ludzi z Europy Wschodniej, mieszkańców „skrwawionych ziem".
CDN...