kropidlo5
24.03.12, 14:43
Witam po latach:D
Mam takie pytanie/temat pod dyskusje.Jak zwykle, czesciowo z zycia wziete a czesciowo uogolnione. Czy dobre intencje wyrazone w zlym dzialaniu usprawiedliwiaja te dzialanie? A takze- czy jesli intencje drastycznie rozmijaja sie z dzialaniem, mozna wierzyc ze to prawdziwe intencje, a nie preteksty?
Powiedzmy, dwa przyklady z zycia, stara spiewka.
1. Kiedys wspomniany kiedys tu znajomy lubil mnie ponizac za to, ze mialem emocjonalne problemy i naduzywalem alkoholu. Mialem problemy z adaptacja w towarzystwie i pilem 'na odwage'ten czlowiek mowil mi, ze bylem nic nie wart, zulem, dnem itp (choc nie bylem tak naprawde), ze nikt mnie nie lubli itp- ogolnie, dolowal mnie. Po latach mowil, ze to byla z jego strony troska. Ja mowilem, ze troska to by byla jakby zapytal mnie- co mi bylo, czemu sie balem, pilem itp- ale on nigdy nie zapyta tylko drwil- a on, ze 'pomagal jak umial'.
2. Matka, ktora planowala wygnanie mnie z domu juz od 14 roku zycia i czekala kiedy sie wyprowadze, twierdzila potem, ze to 'dla mojego dobra' bo sie mialem usamodzielnic. Matka tez naciskala bym jak najszybciej skonczyl edukacje i zaczal prace, bo tak dla mnie niby lepiej.
Jak odrozniac, kiedy ludzie robia cos faktycznie 'dla mojego dobra' a kiedy to jest tylko pretekst. Teoretycznie, co mi szkodziolby przyznac, ze ten czy ta robili to 'dla mojego dobra' ale ja w to po prostu nie wierze, bo mnie nic w tym nie przekonuje.
Opinie?