Dodaj do ulubionych

zdrada zdrada zdrada

22.06.04, 10:30
Temat nigdy nie tracący, ba zyskujący na znaczeniu. Wszędzie coraz więcej
słów o zdradzie. Coraz więcej wyrazów potępienia i coraz więcej zdrady? Czy
ludzie kiedyś nie zdradzali? Czy teraz się nasila?
Mi się zdaje, że to co się zmienia to podejście do zdrady. Nasila się
mówienie o niej. Coraz więcej o tym mówimy i coraz silniej zdradę potępiamy.
Potępienie to jest jednak szczególne. Zależy ono od płci. W moim odbiorze
faceci lubią zdradzać i bardzo chętnie przyjęliby świat gdzie im wolno
zdradzać i nikt się o to nie czepia. W domu dzieci, żona, obiadek i
posprzątane, a oni sobie na boku czasem poużywają, ale oczywiście z jakąś
odpowiedzialną kochanką, a nie smarkulą, która za chwilę będzie robić sceny,
żądać rozwodu i innych nierozsądnych czynów.
Kobiety też lubią zdradę ale z innych chyba niż mężczyźni powodów. Kobiety
nie potrzebują podobojów, kobiety pragną docenienia, dowartościowania (faceci
też), ale u kobiet przejawia się to także w sferze ciała. Kobiety bardzo
pragną czuć się adorowane, uwielbiane. Każda kobieta chce być księżniczką.
Kiedy już mąż traktuje ją jak stary znajomy kawał ciała, który może wziąć bez
starań o każdej porze dnia i nocy... pojawia się znowu chęć poczucia
wyjątkowości, powrotu do roli księżniczki.
Reakcje na zdradę.
Dla mężczyzny jest to naruszenie sfery jego własności. Jego kobieta jest jego
zasobem i zdradzająca kobieta odbiera mężczyźnie władzę i panowanie.
Dla kobiety jest to zaufanie, jak można pójść do innej? Jest to ostateczne
strącenie z tronu księżniczki.
W moim odczuciu faceci zdradzali na potęgę zawsze. Społeczeństwo tradycyjne w
miarę dobrze konrolowało kobiety, ale faceci mieli wolną rękę, to oni
rządzili. Teraz się ciut role zmieniły. Kobiety uzyskały nieposiadaną nigdy w
historii samodzielność i mogą nie tylko mówić czego pragną, ale po raz
pierwszy w historii posiadły sankcje, mogą karać mężczyzn rozwodem, bo mogą
się samodzielnie utrzymać bez samca. Stąd to całe zmieszanie lat ostatnich,
które narastać będzie.
Czy jest jakaś droga wyjścia? Nie mam pojęcia. Niektórzy udają się w kierunku
związku otwartego, seksu grupowego, może to jest jakieś wyjście z dylematu
wierności emocjonalnej i zdrowej chuci?
Obserwuj wątek
    • lukrecja8 Re: zdrada zdrada zdrada 22.06.04, 10:37
      twoja teoria zakłada, że kobiet jest co najmniej 2 razy więcej niż mężczyzn,
      skoro prawie każdy ma żonę i "odpowiedzialną kochankę"
      :)
    • klara-klara Re: zdrada zdrada zdrada 22.06.04, 10:40
      Są ludzie, którzy nie mogą żyć tylko z jednym partnerem (przynajmniej jeśli chodzi o seks), ale są też tacy, którzy nie czują potrzeby, aby mieć jeszcze kogoś, więcej - taka myśl ich odrzuca. Nie wiem czy to byłoby dobre rozwiązanie, aby związki zaczęły ewoluować w stronę owtartych zdrad, otwartych zwiażków, czy seksu grupowego. Są takie związki, ale to chyba mniejszość. Wydaje mi się, że ludzie, zamiast robić wszytsko, aby życie sobie ułatwiać, uprzyjemniać, mogliby dla odmiany się zacząć starać.
    • zlewozmywak1 Re: zdrada zdrada zdrada 22.06.04, 11:01
      Zdrada to oszustwo. Jak chcesz mieć wiele kobiet to weź za to odpowiedzialnosc
      i poinformuj je, że nie sa jedynymi.Zobaczysz co sie stanie. Zapracuj, jak
      bogaty muzułmanin na ich potrzeby. Zdradzając jesteś mendą, której nie mozna
      zaufać w zaden sposób.
    • honeybeam do Niemonogamiczny 22.06.04, 11:29
      Prawdopodobnie jest dużo racji w tym co piszesz o zdradach. Prowadzono w
      ostatnim 20-leciu szeroko zakrojone badania na temat strategii seksualnych u
      kobiet i mężczyzn na świecie (ogromna próba różnych kultur, ras, plemion itd).
      I wiele z tego o czym piszesz pokrywa się z wynikami tych badań. Rzecz tylko w
      tym, że badania te prowadzili głównie zwolennicy teorii Darwina i być może
      wyniki są mocno "obciążone" ich spojrzeniem na te sprawy ;). Otóż ich zdaniem,
      faceci "lubią" zdradzać ponieważ ich przodkowie przekazali im to w genach. Całe
      miliony lat mężczyzna, wcześniej samiec musiał zapewnić sobie tak zwany "sukces
      prokreacyjny", a ponieważ kobiety, a wcześniej samice były całe wieki zagrożne
      tym, że stracą życie w trakcie ciąży lub porodu - mężczyzna musiał liczyć się z
      tym i szukać możliwości gdzie indziej (na zasadzie im więcej zapłodnionych
      kobiet :), tym większa szansa na to, że któraś w końcu urodzi i wychowa mu
      potomstwo). Zakazy i nakazy moralne pojawiły się duuuuuużo później :). Ponieważ
      też w przyrodzie tak jest, że ten kto ponosi większy wydatek energetyczny
      związany z wydaniem potomstwa na świat, ponosi większe koszty takiej decyzji -
      ten właśnie dyktuje warunki na jakich funcjonuje związek. A ponieważ kobietom w
      tym okresie potrzebna jest szczególna opieka i zapewnienie bytu jej i
      potomstwu - szuka starannie takiego partnera, który będzie zaangażowany w
      związek i będzie chętnie dzielił się swoimi zasobami z nią i ich potomstwem :).
      Do celów prokreacyjnych wybierają takich właśnie Panów i albo będą się z nimi
      dzielić albo z seksu "0". Prawdopodobnie gdyby nie ten warunek ze strony
      kobiet, mężczyźni w ogóle nie wiązali by się z nimi na stałe. Kobiety zatem nie
      reagują tak strasznie na fakt samej zdrady fizycznej, ile na fakt, że jej
      partner mógłby przenieść swoje zaangażowanie i zasoby gdzie indziej. Takie jest
      zdanie ewolucjonistów. Moje natomiast jest takie: owszem jesteśmy częścią
      świata zwierząt, prawdopodobnie też jesteśmy mocno uwarunkowani tym, co
      przekazali nam nasi przodkowie, jednak jako jedyne zwierzę na ziemi jesteśmy
      obdarzeni wolną wolą i możemy świadomie decydować o tym, jak postąpić i czy
      nasze postępowanie skrzywdzi kogoś, czy też nie.

      Pozdrawiam :)
      • Gość: złośnica nie zmienia się podejście do zdrady IP: *.acn.pl 22.06.04, 11:52
        tylko jest
        a) więcej możliwości
        b) ludzie częściej o tym mówią i piorą swoje brudy publicznie

        tyle.
      • niemonogamiczny para pod pokrywą 22.06.04, 11:54
        Henybeam,

        lubię takie dyskusje i miło, że podjęłaś temat na oczekiwanym przeze mnie
        poziomie :)

        co do meritum

        istotnie nie jest mi obca socjobiologia, myślę, że ona dużo o nas ludziach
        mówi. Możemy sobie oczywiście olać naszą biologiczność ale ona nie zniknie
        poprzez zaprzeczenie. Gorzej. Nie tylko moim zdaniem (głęboki ukłon dla p.
        Freuda) stłumione popędy gdzieś znajdą swoje ujście. Kultura nam narzuca pewne
        zachowania i wiele z nich musimy zaakceptować.

        To co nowe ostatnio to moim zdaniem właśnie rola i pozycja kobiet. Z tego się
        bierze ten coraz większy raban. Daleko mi do opowiedzenia się po jakiejś
        stronie. Niemniej jednak jestem facetem i do tego jednym z tych bardziej
        świadomych i widzę i moje chucie i szersze uwarunkowania. To co napisałem i to
        co dodałaś w zasadzie wyczerpuje zagadnienie skąd się to bierze. Ale czy rozum
        i kontrola emocji są rozwiązaniem? Wątpię.

        Ja nie znam rozwiązania a chętnie bym poznał. Ja i wielu innych facetów ma
        ochotę na bzykanie nie tylko ze stałą partnerką. Nie ma wielkiego problemu
        jeśli partnerka jest nowa, (świeże, chrupiące mięsko) ale z czasem rośnie
        seksualna atrakcyjność innych kobiet, rośnie bez względu na to ile i jak
        gromkich uwag o moralności mężczyzn się wygłosi. A przecież kobiety też nie są
        aniołami... choć mają więcej do stracenia jak zauważyłaś.

        Pytnie zatem wciąż aktualne, co z tym fantem zrobić? Gdzie jest światełko w
        tunelu? Stary, wyszumiany samiec, który już pragnie stabilizacji i
        bezpieczeństwa?

        kłaniam się
        • honeybeam Re: para pod pokrywą 22.06.04, 12:17
          W nawiązaniu do socjobilogii zastanawia mnie tylko dlaczego kobiety, skoro tak
          bardzo jest im "nie na rękę" odejście partnera i jego zaagnażowanie w inny
          związek - nie wykształciły na drodze ewolucji takigo mechanizmu, który by Mu to
          uniemożliwiał :))). Co do Twoich obaw, to na pocieszenie powiem Ci, że w
          związku z rozwojem farmakologii antykoncepcyjnej kobiety w obecnych czasach
          ponoszą już mniejsze ryzko, które niesie za sobą ich zdrada (i np. niepożądana
          ciąża). W związku z tym, powinny chętniej podejmować się angażowania w
          tzw. "związki przelotne". Ale zdrada kobiety niesie za sobą mnóstwo innych
          konsekwencji, których Panowie nie muszą ponosić jak np.: ostracyzm społeczny
          (zdradzające kobiety są dużo surowiej oceniane przez społeczeństwo, niż
          Panowie:), zazdrość stałego partnera, która może doprowadzić nawet do
          pozbawienia jej życia...itd. Myślę, że prześjcie nad zdradą do porządku
          dziennego znacznie bardziej ułatwiłby fakt, gdyby parter miał dużo mniejsze
          możliwości dowiedzenia się o niej (wtedy problem godzenia się z tym w ogóle by
          nie istniał). Jeśli zatem ktoś ma ochotę na ten kawałek "świeżego mięska" :),
          niech to zrobi tak, żeby nikt o tym nie wiedział ;).
          • Gość: magda Re: para pod pokrywą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 13:40
            Mnie mąż zdradził no i co mam zrobić tez iść zrobić to samo?? Mamy dwoje małych
            dzieci po co je krzywdzić.Mi już tak niezależy na mężu po tym co
            zrobił.Poprostu milczymy i mniej rozmawiamy ja tylko przywiązuje uwage nad
            wychowaniem dzieci i tyle. A on i tak wiem że to będzie dalej robił choć mnie
            to bardzo boli.Faceci są zakłamanymi istotami. Już mu nigdy niezaufam nawet
            niewiem jak by to próbował robić !?
            Pozdrawia zdradzona
        • Gość: Asiorek Re: para pod pokrywą IP: *.233.169.70.devs.futuro.pl 22.06.04, 13:59
          Przeczytałam to, co napisałeś na Twojej stronie.
          Jedno Ci powiem, że jest to wszystko bardzo wulgarne. Prymitywne.
          Zachowujesz się jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki. Tylko, że dla nich
          możemy znaleźć usprawiedliwienie. To co robisz i mówisz jako człowiek-istota
          rozumna(podobno) jest smutne. Dobrze, że spisujesz te wszystkie swoje
          przemyślenia. Kiedyś jak uspokoisz się, to będziesz mógł sobie przeczytać i
          przerazisz się. Możesz sobie robić i mówić co chcesz, ale nie szkodź innym, bo
          życie jest sprawiedliwe. Dobro-dobrem kiedyś do nas wraca, a zło zawsze złem.
          Dużo szczęścia Ci życzę.
          • klara-klara Re: para pod pokrywą 22.06.04, 14:03
            Też to przeczytałam. Nie wiem tylko, po co mu jakieś naukowe pozolenie/przyzwolenie na zdradę?
            • Gość: Asiorek Re: para pod pokrywą IP: *.233.169.70.devs.futuro.pl 22.06.04, 14:33
              Aby pewnie usprawiedliwić naukowo swoje czyny:-)
              My sami odpowiadamy za siebie i za to, co robimy- ewolucja poszła już dużo
              dalej. Jest też tyle teorii naukowych, co do pochodzenia naszego. Każdą można
              sobie dopasować, jak komu wygodnie.
              Jedna, że podobno zeszliśmy z drzew i weszliśmy do oceanu, a z niego jako
              delfiny wyszliśmy z wody i o to jesteśmy:-)
              • klara-klara Re: para pod pokrywą 22.06.04, 14:39
                > Aby pewnie usprawiedliwić naukowo swoje czyny:-)

                No tak, ale po co mu to? Skoro sam jest taki przekonany?

                A co do teorii naukowych to sie zgadzam, nie mówiąc juz o przytaczanym Freudzie, czy też Darwinie...

                Teoria o delfinach mi się podoba:) Od dzisaj będę wmawiać sobie, że jestem delfinem.:)))))
                • Gość: Asiorek Re: para pod pokrywą IP: *.233.169.70.devs.futuro.pl 22.06.04, 14:47
                  A, może tak w głębi nie jest tak bardzo przekonany, że myśli i robi dobrze.
                  Wcześniej był inny. Zmiana z dobrego na złe nie jest łatwa. Wszyscy przecież
                  chcemy i dążymy do miłości-dobra.
                  Mi też podoba się ta teoria o delfinach:-)

                  • klara-klara Re: para pod pokrywą 22.06.04, 14:50
                    No, też tak myślę, jestem ciekawa jak on na to patrzy.

                    Pozdrawiam
                    Delfin;)
                    • niemonogamiczny moje powody pisania 22.06.04, 15:44
                      koleżanki miłe,

                      piszę bo lubię. Oczywiście, że najłatwiejszym sposobem poradzenia sobie z
                      trudnymi pytaniami stawianymi przez innych jest deprecjacja źródła czyli w tym
                      przypadku mnie.

                      Ale to o czym piszę nie zniknie tylko dlatego, że tak chcecie i że to was boli.
                      Taki jest świat i na pewno nie zmieni go negacja tylko zrozumienie.

                      Piszę bo lubię i chcę zrozumieć.

                      kłaniam się
                      • klara-klara Re: moje powody pisania 22.06.04, 16:43
                        Ale jeśli ty, aby zrozumieć, kierujesz się teoriami, które pasują tobie, a niekoniecznie są prawdziwe, to gdzie to chęć zrozumienia?
                        Nikt nei neguje tego, że ludzie się zdradzają, nikt nie udaje, ze tego nie ma...ubzdurałeś sobie coś.
                      • Gość: serene Re: moje powody pisania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 17:00
                        ja krótko i wezłowato....monogamiczny ma jednak dużo racji w tym co
                        mówi...........czy złem są chwile szczęscia przy boku kogos ,przy którym
                        czujemy się okey ....,mimo ze mamy oboje drugie życie (raczej to
                        pierwsze)....jesli jestesmy dla świata tajemnicą....i obojgu nam z tym
                        dobrze..zbyt egoistyczne....by mogło byc postrzegane za dobre społecznie
                        ....przecież swiat już dawno zwariował...a to co robimy czy jest złe....czy
                        nie ma gorszych rzeczy..................................
                        • klara-klara Re: moje powody pisania 22.06.04, 17:03
                          No właśnie: egoistyczne...z tłumaczenie, że świata zwariował jest z lekka z niepoważne, no chyba, że szukamy sobie usprawiedliwienia, na własne czyny.
                          To wszytsko zależy od tego jaki mamy związek, jakie wyzanejmy wartości i zasady i czego oczekujemy od związku, drugiej osoby. To są preferencje indywodualne, więc chyba, nie ma co uogólniać.
                          • Gość: serene Re: moje powody pisania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 18:45
                            masz racje ,że tłumaczenie ,że swiat zwariował jest beznadziejne....czuje się
                            jak okropnie jako kłamca ...kamczucha.....bojąc się,ze moja tajemnice pozna
                            świat.....ale nie umiem przerwac TEGO co niesie ze sobą
                            piekno ,urok....uniesienie....nie piszę nic o miłości ,bo to uczucie nie dające
                            się zdefiniować w spoósb jednoznaczny...ale wiesz co to jest
                            pożadanie ....psychiczne i fizyczne...czy wiesz co znaczy chłonąć słowa
                            wartościowej madrej zyciowo drugiej osoby...........:)
                            • klara-klara Re: moje powody pisania 22.06.04, 18:47
                              no dobrze, ale rozumiem,ze tak jest jakas trzecia osoba, tak??
                              co z nia?
                              • Gość: serene Re: moje powody pisania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 08:04
                                wiem.... wiem też,że ja mogłabym być w takiej sytuacji, wiem,że ja moglabym być
                                jakąś ją..,wiem ,że jakby dowiedział się mój mąż byłby to koniec
                                małżeństwa ....wiem ,wszystko wiem ,ale nie dopuszczam do siebie ,że ja ,czy my-
                                my kogos krzywdzimy, to jest silniejsze, to -nigdy nienazwane......czy
                                robienie czegoś niestandardowego wszak logicznego ,choć niezmiernie trudnego to
                                takie straszne....nie mam czasu rozpisywać się teraz..ale myslę klaro klaro ,ze
                                jeszcze pogadamy...nie sądz ,że jestem taka strasznie zła....może głupia ,że
                                chce uważać,że można mieć dwóch facetów:)
                                • klara-klara Re: moje powody pisania 23.06.04, 08:09
                                  Ja rozumiem, nie sądzę, że jesteś zła, myślę, że ten stan w jakim teraz jesteś nie daje ci trzeźwo ocenić sytuacji, ale któregoś dnia pewnie tak się stanie: albo sama do tego dojdziesz, albo bardziej drastycznie: w konfrontacje z twoim mężem...To jest twoja sprawa, co ja mam do gadania?
                      • Gość: poopa Re: moje powody pisania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 16:04
                        przeczytałam i nie jestem bynajmniej oburzona.raczej tego sie spodziewałam.wiem
                        że mój męzczyzna ma podobne odjazdy a teraz wiem że to normalne(a nie?)tylko
                        nikt nie pisze o tym tak wprost.Pomogło mi zrozumieć choc skrawek męskiej duszy
                        w kwiecie wieku, który miota się między tym czego by chciał a tym co może
                        bezkarnie.będę Cię nadal czytać. Pozdrawiam.
        • libressa Re: para pod pokrywą 23.06.04, 09:30
          ...a po co szukac światełka w tunelu? Ono zazwyczaj zwiastuje nadjeżdzajacy
          pociąg!!!
          :)
          LIbressa
          ---
          Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
          • Gość: Asiorek Re: para pod pokrywą IP: *.233.169.70.devs.futuro.pl 23.06.04, 10:11
            Jemu tylko chodzi o to, aby właśnie ludzie czytali i mówili o tym, co on
            wypisuje. Prawdopodobnie to, wszystko dzieje się w sferze jego marzeń. A, tak
            naprawdę to jest on normalnym człowiek, który pracuje i dba o swoją rodzinę.
            Dzięki temu jest w centrum uwagi. Pewnie ostatnio czuje się niezrealizowany i
            tu tymczasowo znalazł sobie pole do popisu. Nie ma po co rozwodzić się nad tym.
            Wiadomo jak jest. Jeśli wcześniej popełnił sam jakiś błąd, to niech teraz nie
            karze innych za to. Np. niedopasowanie pod względem sex'ualnym ze swoją żoną.
            Kiedyś sam dokonał tego wyboru. Męższczyźni koło 40-stki przechodzą przemianę.
            Potrzebują odmiany. Zdrada zawsze była i jest potępiana. Dlatego tyle jest
            dyskusji na ten temat. Teraz kobieta jest bardziej niezależna od męższczyzn i
            może sama wychować dzieci. Bez męższczyzny. Dlatego męższczyźni boją się, że
            tracą już na swoim znaczeniu. Tak jak powiedziała Ewa Drzyzga w swoim
            programie: czekaj, aż żona sama Ci to zrobi. Albo powie Ci "Goodbye".Kobiety
            mają ogromną intuicję. Gdzie znajdziesz później taką kobietę, która tyle z Tobą
            przetrwała-tak długo? Następna nie musi okazać się lepsza. Nie jest ważna
            chwila w życiu.
            A, wszyscy wiedzą, że męższczyźni lubią przechwalać się o swoich wyczynach
            sex'ualnych. Jacy to oni są super! Może szczególnie jak czują się
            niedowartościowani.
            To co on tutaj wypisuje, to może być też jakaś dewiacja sex'ulna. Sprawia jemu
            przyjemność,jak My dziewczyny czytamy jego wypociny, a później piszemy o tym.
            Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny i goodbye.
            • klara-klara Re: para pod pokrywą 23.06.04, 10:14
              Też mi się wydawało, że to kryzys wieku średniego;))
            • niemonogamiczny słowo o erystyce do koleżanki Asiorka 23.06.04, 10:20
              Koleżanko miła,

              mam wrażenie, że nie tylko płeć nas różni. Różnica polega jeszcze na tym, że
              nawet jeśli z kimś się nie zgadzam to:
              - nie deprecjonuję tego człowieka
              - nie określam mianem "wypociny" tego co mówi
              - słucham argumentów.

              Jak wspomniałem w pierwszym wpisie "samczej szczerości" jest to dla mnie droga
              do poznania samego siebie. Wiem już mniej więcej dlaczego rozpadło się moje
              małżeństwo, wiem gdzie popełniłem błędy i największy mój błąd polegał na tym,
              że chciałem moją ex żonę uczynić szczęśliwą, ozłocić. Ale wspólne życie polega
              nie tylko na dzieleniu radości i szczęścia, ale i wspólnym dźwiagniu ciężarów,
              a te ostatnie ona po prostu zrzucała na mnie i łaskawie znów się do mnie
              odzywała jak wszystko pozałatwiałem. Nie wiem czy żyłaś kiedyś wiele lat z
              człowiekiem, który tylko bierze? I wiem co mówię bo teraz mam drugą partnerkę i
              widzę jak obie się różniły od żony. One po prostu nie mają tak kosmicznych
              pomysłów bo przede mną miały innych mężczyzn. A myśmy z żoną byli dla siebie
              pierwsi i oboje mieliśmy kosmiczne oczekiwania, każde w swoim stylu. Ja na
              przykłado czekiwałem, że ona zawsze będzie reagowała jak kumpel. Teraz już wiem
              kiedy mam się zamknąć bo to co ona właśnie plecie to za pół godziny będzie
              nieważne.

              ale się rozpisałem.

              pozdrawiam
              • libressa Re: słowo o erystyce do koleżanki Asiorka 23.06.04, 11:13
                ...w zasadzie masz racje Kobiety to takie dziwnne istoty, którym nie warto
                zaprzeczac, ponieważ zazwyczaj zaraz to zrobią same.
                Jesli robisz z Kobiety kumpla zapomnij o tym,ze bedzie wspaniała kochanka,
                jeśli kobieta traktuje Cie jak kumpla sytuacja wydaje sie byc symetryczna...
                :)
                Libressa
                ---
                Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
              • tomasdyg niemonogamiczny- Słowo o spóźnionym dojrzewaniu 23.06.04, 19:28
                -Mam wrażenie, że jednak Asiorek ma sporo racji. Wybacz, ale jest parę
                okresów w życiu mężczyzny, które są naturalne. Jak czytam to, co piszesz to
                zaczynam podzielać zdanie mojej partnerki życiowej, że jesteś na wczesnym
                etapie - nastolatka, który nazwałbym "okres zachwytu dla własnego ptaszka".
                Tyle, że ten okres przeciętny mężczyzna ma za sobą kończąc wiek nastoletni.
                Jest też okres, w którym, jak opisujesz to (seks z obecną partnerką) szuka się
                wszelkich możliwości jakie daje seks. I tu znowu mam wrażenie, że twoje
                doświadczenia są mocno spóźnione. Mam choć nadzieję, że są prawdziwe, a nie
                pozostajesz jedynie na etapie fantazji seksualnych, i ekshibicjonistycznego
                opisywania ich w blogu. To drugie, byłoby żałosne, a pierwsze świadczy, że
                rzeczywiście straciłeś kawał życia i rozpoczynasz je z ogromnym opóźnieniem,
                tylko po co się tym chwalić?. I znowu, pewne choroby wieku dziecięcego, które
                nie bywają groźne dla dzieci, jeśli trafią się dorosłemu facetowi bywają
                groźne, hmmmm....
                Chciałbym wierzyć, że "rajcuje" cię ten spóźniony zachwyt dla seksu, ale w
                takim razie po prostu "idzie się na dupy" i wcale nie potrzeba do tego
                pseudonaukowej nadbudowy. Ty marnujesz czas rozpisuje się o tym. Niestety
                zaczynam podzielać pogląd Asiorka, że pozostajesz na etapie gawęd. Może jednak
                się mylę -oby- i ty po prostu chorujesz na te "dziecięce' choroby, które
                mężczyźni w twoim wieku mają już dawno za sobą. Może z czasem, gdy już nasycisz
                się prostą zabawą w seks, zaczniesz zastanawiać się, co on jeszcze może dać,
                nieś z sobą, poza samą fizjologią, a.... ręczę ci, że może i właśnie to w nim
                jest najfajniejsze.

                Pozdrawiam

                • glonik Re: niemonogamiczny- Słowo o spóźnionym dojrzewan 23.06.04, 19:58
                  tomasdyg napisał:


                  Jak czytam to, co piszesz to
                  > zaczynam podzielać zdanie mojej partnerki życiowej, że jesteś na wczesnym
                  > etapie - nastolatka, który nazwałbym "okres zachwytu dla własnego ptaszka".

                  Dołączę się przedmówcy. Przeczytałam, owszem, blog i... okresliłabym to
                  mocniej: to jest okres zachwytu dziecka, które zauważyło, że "ptaszek" poza
                  przyniesiem ulgi (czyli wysikaniem się) może być dostarczycielem innych
                  przyjemności.
                  I się zapytam: czy jest choćby odrobina uczuć pozaseksualnych do kobiety, z
                  którą jesteś?

                  • niemonogamiczny moje spóźnione dojrzewanie 24.06.04, 09:49
                    to prawda. Wiele rzeczy przechodzę później niż przeciętna dla populacji:
                    - pierwszy seks 26 lat
                    - pierwsza kochanka 35 lat
                    - pierwsza inteligenta myśl: przede mną
                    ...

                    Wiem, że byłoby cacy gdybym w blogu - który jest dla mnie rodzajem pamiętnika i
                    rozmowy z samym sobą przy pomocy was czytelników - używał tylko słów z zakresu
                    górnych wartości: miłość, odpowiedzialność, czułość... Ale ja się nie chrzanię
                    i piszę o instynktach we mnie, których jestem świadom. Szanuję moją dziewczynę,
                    lubię ją, dobrze się dogadujemy, nasze konflikty są czasem ostre, ale krótko
                    trwają... Ale pomimo tego wszystkiego odczuwam bardzo silnie jak mnie
                    testosteron buzuje i jak czasem wielką mam ochotę na "świeżą dupę"...

                    Ach i pamiętajcie, że moja dziewczyna jest kilkanaście lat ode mnie młodsza...
                    i tak tak, kiedyś rzuci takiego starego capa jak ja,

                    ;)

                    miłego dnia
    • Gość: ? Re: zdrada zdrada zdrada IP: 204.52.187.* 23.06.04, 11:35
      Potępiamy??? Chyba żartujesz. Wydaje mi się, że teraz dla wielu zdrada to bułka
      z masłem.
      • Gość: serene Re: zdrada zdrada zdrada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 16:18
        bardzo podoba mi sie Wasza konwersacja z niemonogamicznym drogie
        kolezanki....facet ,który tak dużo mówi...to...gawędziasz....:))podoba mi się
        metafora z pociągiem od libresse...ale ja naprawdę przezywam teraz zauroczenie
        i tak trudno jest nie przyznać niemonogamicznemu racji,co do podejścia do
        kobiet (czytajcie jego blog)
        Kurcze blade....czy mądrze prowadzony romans (czytaj w tajemnicy) nie może
        trwać latami....????.....czy ja znow idealizuje....
        • anabell Re: zdrada zdrada zdrada 21.07.04, 13:26
          Romans może trwać latami i dawać zwiazkowi małżeńskiemu oddech świeżości,
          odrobinę powietrza. Bardzo tego potrzebują szczególnie wieloletnie
          związki.Romans porafi urzymać małżeństwo ( to nie jest absurd). Czasem gdyby
          nie romas kobieta lub facet dawno by zanudzili się swoim życiem i ciągkle
          identycznie takim samym seksem. Ale jeden warunek - to musi być tajemnica,
          tylko wtedy kręci i podnieca i pozwala zdradzanemu mężowi lub żonie nie czuć
          się podle. Powodzenia zdradzający...!!! Jest takie powiedzonko małe apetyczne
          ale je przytoczę ; "przy jednej dziurze nawet kot zdechnie" :-)))
          • l81 Re: zdrada zdrada zdrada 22.07.04, 11:01
            Do anabell. To niech faceci sie nie zenią i wtedy mogą brykać ile chcą.
            Potępiam Twoje słowa całkowicie, jak ta żona sie czuje. Nie mogłabym zdradzić
            swojego faceta, pod warunkiem że jego kocham i mam do niego szacunek. Jak
            zdradzamy to znaczy że nie kochamy.Niedługo świat przekręci się do góry nagami,
            że zdrada będzie tak naturalna a to chyba za sprawą takich osób jak Ty.
    • Gość: Fema Re: zdrada zdrada zdrada IP: *.b.pppool.de 23.06.04, 18:50
      nareszcie jakis myslacy facet. A ja myslalam ,ze ten gatunek juz dawno wyginal.
      no, no, czlowiek uczy sie przez cale zycie....
    • Gość: Zoltan Prawda o kobietach i zdradach IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.04, 13:11
      Serce kobiety ma krótką pamięć. Tę amnezję determinuje biologia,a nie można
      kląć biologii, podobnie, jak nie można kląć cesarstwa za chuć imperialną.
      Jedyne cesarstwo, które znają kobiety, to cesarstwo, gdzie penis jest berłem.
      Zawód nie gra roli. Może być makler, żołnierz, chirurg, ekspedient, hydraulik,
      złodziej, profesor lub taksówkarz, byle umiał wytworzyć ową magię, co wprawia w
      wibrację hormony i rozbudza głodne futerkowe zwierzątko, które on nakarmi swoim
      kutasem tak solidnie, iż rano od słodkiego bólu krocza dziewczyna myli krem do
      golenia z pastą do zębów. Samotnictwo daje tu mężczyźnie wygodę - chroni przed
      turbilencjami gry w miłość i multiorgazmowość, nie pozbawiając cię rozkosznej
      użyteczności dam. Czysty zysk."("Kielich") Waldemar Łysiak
    • olkawo Re: zdrada zdrada zdrada 21.07.04, 14:05
      jesli facet zna swoja wartosc, jesli nie jest zakompleksiony, jesli zyje w
      zwiazku nie dla obiadkow i cieplych kapci ale po to by cos budowac to nie musi
      zdradzac i nie robi tego
    • zla_baba Re: zdrada zdrada zdrada 23.07.04, 12:49
      niemonogamiczny napisał:

      > Temat nigdy nie tracący, ba zyskujący na znaczeniu. Wszędzie coraz więcej
      > słów o zdradzie. Coraz więcej wyrazów potępienia i coraz więcej zdrady? Czy
      > ludzie kiedyś nie zdradzali? Czy teraz się nasila?
      > Mi się zdaje, że to co się zmienia to podejście do zdrady. Nasila się
      > mówienie o niej. Coraz więcej o tym mówimy i coraz silniej zdradę potępiamy.
      > Potępienie to jest jednak szczególne. Zależy ono od płci. W moim odbiorze
      > faceci lubią zdradzać i bardzo chętnie przyjęliby świat gdzie im wolno
      > zdradzać i nikt się o to nie czepia. W domu dzieci, żona, obiadek i
      > posprzątane, a oni sobie na boku czasem poużywają, ale oczywiście z jakąś
      > odpowiedzialną kochanką, a nie smarkulą, która za chwilę będzie robić sceny,
      > żądać rozwodu i innych nierozsądnych czynów.
      > Kobiety też lubią zdradę ale z innych chyba niż mężczyźni powodów. Kobiety
      > nie potrzebują podobojów, kobiety pragną docenienia, dowartościowania (faceci
      > też), ale u kobiet przejawia się to także w sferze ciała. Kobiety bardzo
      > pragną czuć się adorowane, uwielbiane. Każda kobieta chce być księżniczką.
      > Kiedy już mąż traktuje ją jak stary znajomy kawał ciała, który może wziąć bez
      > starań o każdej porze dnia i nocy... pojawia się znowu chęć poczucia
      > wyjątkowości, powrotu do roli księżniczki.
      > Reakcje na zdradę.
      > Dla mężczyzny jest to naruszenie sfery jego własności. Jego kobieta jest jego
      > zasobem i zdradzająca kobieta odbiera mężczyźnie władzę i panowanie.
      > Dla kobiety jest to zaufanie, jak można pójść do innej? Jest to ostateczne
      > strącenie z tronu księżniczki.
      > W moim odczuciu faceci zdradzali na potęgę zawsze. Społeczeństwo tradycyjne w
      > miarę dobrze konrolowało kobiety, ale faceci mieli wolną rękę, to oni
      > rządzili. Teraz się ciut role zmieniły. Kobiety uzyskały nieposiadaną nigdy w
      > historii samodzielność i mogą nie tylko mówić czego pragną, ale po raz
      > pierwszy w historii posiadły sankcje, mogą karać mężczyzn rozwodem, bo mogą
      > się samodzielnie utrzymać bez samca. Stąd to całe zmieszanie lat ostatnich,
      > które narastać będzie.
      > Czy jest jakaś droga wyjścia? Nie mam pojęcia. Niektórzy udają się w kierunku
      > związku otwartego, seksu grupowego, może to jest jakieś wyjście z dylematu
      > wierności emocjonalnej i zdrowej chuci?
      >

      mezczyzni zdradzali od zawsze, tyle sie teraz o zdradzie mowi, bo kobiety maja
      dosc takiego traktowania, wczesniej musiały cicho siedziec, bo facet to pan i
      wladca i moze robic co chce, a kobieta do spalenia na stosie.
      A tu czasy sie zmieniły i kobiety dazą do równouprawnienia, choc wciąz jeszcze
      facet jak zdradza to cool i w ogóle zajebisy koles, w deche, a kobieta-od razu
      dziwka!
      Kobiety zaczeły sie burzyc i głosno o tym mówic. I bardzo dobrze. Wiedza czego
      chcą w łózku i potrafią o tym mowic, co facetom nie na ręke, bo kobiety mają
      porownanie- i niektórzy mogą sie okazac cienkimi bolkami, hehe.

      Ale ja wierze w związek bez zdrady, jest wiele szczęsliwych par, którzy razem
      dożyli spokojnej starosci, i bardzo sie kochaja. Oczywiscie jest to zasługo ich
      obu, bo przeciez pokus dookoła mnóstwo. Ja wierze ze da sie, trzeba tylko
      trafic na odpowiednią osobę :)
      • cherrybomb Re: zdrada zdrada zdrada 27.02.19, 18:20
        mam takie same poglądy. dużo jest związków uczciwych, opartych na zaufaniu i nie ma w nich takich problemów. tak samo nie takich problemów w związkach, w których ludzie się umówią, że nie są ze sobą na wyłączność i to też jest ok, jeśli dwie strony się zgadzają.
        ale nadal są podwójne standardy i na zdradzających mężczyzn częściej się przymyka oko :/
    • aga_pyza87 Re: zdrada zdrada zdrada 15.02.19, 05:02
      Zdradę zawsze można wybaczyć zobacz mój wpis: Zdradziłam męża i zaszłam w ciążę
    • derff Re: zdrada zdrada zdrada 18.02.19, 09:28
      Nobody is perfect. Jesteśmy ułomni. Zreszta apostołowie jakich wybrał Jezus byli tacy sami: kłamali zdradzali byli niedowiarkami itd itp.
      • stokrotka_a Re: zdrada zdrada zdrada 27.02.19, 22:23
        derff napisał:

        > Nobody is perfect. Jesteśmy ułomni. Zreszta apostołowie jakich wybrał Jezus byl
        > i tacy sami: kłamali zdradzali byli niedowiarkami itd itp.

        Historie o Jezusie i apostołach to mity - nie używałabym ich w charakterze faktów dowodzących czegokolwiek...
    • obrotowy zdrada - temat be znaczenia. 27.02.19, 22:49
      jesli ktos lubi - to zdradza.

      tematem do ew. dyskusji jest co innego.

      - czy chce to ujawniac ?

      jesli nie chce - to znaczy, ze obecny stan rzeczy mu odpowiada...

      a jesli chce - no to droga do rozwodu - prosta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka