k1k2
01.07.12, 00:38
No wiec tak. Bardzo duzo pracuje (za duzo) a ze wilekich potrzeb nie mam, kasy mi zupelnie wystarcza. Za to czesto jestem "urobiona" po pachy.
No i mialam miec dzien wolny, 100% tylko dla mnie, pierwszy taki od dawna. Ale nadarzyla sie dobrze plata fucha. Nietrudn, ale "biurkowa" i dosc nuzaca.
Pomyslalm: rusz sie kobieto, popracujesz pol dnia, wpadnie pare stow,kupisz sobie cos fajnego za to.
Pol dnia minelo, a pracy nadal sporo. Wiec siedze i robie. Godzina po godzinie, minal moj caly "wolny" dzien a mi bylo coraz bardziej zle..... i co z tego ze wystawie fakture an rownowartoc gdziec 1tys PLN. Mojego dnia mi nikt nie wroci, a tej kasy nie potrzebowalam na zadne krytyczne sprawy. I tak czesc mnie mysli "nie masz wiekszych problemow??? inna to by z pocalowaniem reki...." A druga czesc myli: zycie jest tylko jedno. I ten piekny dzien szlag trafil.
A najgorsze ze gdyby ta sytuacja sie przytrafila po raz drugi, moj wewnetrzny "pracus" chyba znowu by wygral. Niech mnie ktos pocieszy ze nie tylko ja tak mam... albo jeszcze lepiej, poradzi jak to zmienic!!