izia_kwiatkowska
25.06.04, 10:19
Byłam wczoraj świadkiem awantury na ulicy. Było to tak, że jeden facet
(nazwijmy go A) uniemożliwiał drugiemu (B) odjechanie motocyklem, który jak
twierdził, należy do niego i został mu ukradziony. Byla szarpanina i krzyki,
A glosno wolal policje, w koncu nadszedl policjant. A tlumaczy o co chodzi,
mowi, że to jego motor, że cudem trafił na złodzieja i swoją własność w
gąszczu wielkiego miasta, żeby policjant uniemożliwił ucieczke zlodziejowi.
Tymczasem B odpalil i juz mial odjezdzac, ale A wyrwał mu kluczyki ze
stacyjki i żąda od policjanta sprawdzenia dokumentów, pokazuje też dowód
rejestracyjny motoru, który twierdzi, jest jego wlasnoscia. B to mlody
chlopak, bez żadnego portfela czy plecaka przy sobie, najwyrazniej bez
zadnych dokumentow, dowodu, czy prawa jazdy, A zada wylegitymowania go.
Policjant nawet nie spojrzal na pokazywany mu przez A dowod rejestracyjny,
wyrywa mu kluczyki z reki, oddaje B i kaze mu jechać, A znowu wyrywa kluczyki
ze stacyjki , nadchodzi drugi policjant, sila obaj trzymaja A twierdzac ze to
wariat, oddaja kluczyki B i kaza mu jechac, A sie rzuca, wiec zakladaja mu
kajdanki i prowadza do radiowozu. Na okrzyki gapiow, zeby przynajmniej
wylegitymowali B i sprawdzili rzecz cala, policjanci kilkakrotnie kaza
ludziom rozejsc sie do domow. B odjezdza motorem A z blogoslawienstwem panow
wladzy. Tak oto dziala policja w Unii Europejskiej.